wtorek, 19 czerwca 2018

never trust a mirror

one shot | Wong Yukhei | NCT |  1.056 słów 

Może nie żyłem - tylko trwałem - wrzucony bez mojej woli
w coś - nad czym trudno panować i nie sposób pojąć
jak cień na ścianie
więc nie było to życie


Pogoda tego dnia wyjątkowo nie dopisywała, toteż pani Wong po dłuższej chwili namysłu postanowiła zaprowadzić swoje dzieci do niewielkiego domu po drugiej stronie ulicy, który należał do jej matki, teraz już wątłej kobiety w podeszłym wieku, zamiast iść w deszczu, by dotrzeć na czas do przedszkola. Staruszka nie miała serca odmówić swojej jedynej córce, toteż postanowiła przyjąć ośmioletniego Yukheia i jego młodszą o trzy lata siostrzyczkę, Jieqiong, pod swój dach na kilka godzin, które mieli spędzić na wspólnej zabawie.

wtorek, 12 czerwca 2018

TW #6 Fragments of another world


W innym życiu będziemy stali obok siebie, śmiejąc się z tego,
że w tym nie jesteśmy razem

      Sehun pamiętał twarz ojca. Jego jasnobrązowe tęczówki, w których pewnego popołudnia odbijała się tafla spokojnego jeziora, trzy szwy na pozornie niewielkim, ale bardzo głębokim przecięciu na prawym policzku, ledwie dostrzegalną bliznę na górnej wardze, która powstała jeszcze przed narodzinami jego pierwszego dziecka.

wtorek, 5 czerwca 2018

melancholy sky

Hejka :)
Dzisiaj trochę zdecydowanie krócej, gdyż aż ponieważ chciałam napisać miniaturkę z kimś z EXO. A że pierwsze pomyślałam o Kaiu, także oto przed Wami miniaturka z Kaiem :") 
Jeszcze tylko dwa tygodnie do końca roku szkolnego i w sumie trochę się z tego powodu cieszę, a trochę się boję i jeszcze trochę jest mi smutno, bo z tyloma osobami już się nie zobaczę w najbliższym czasie :c "Gdy twój crush i jego zajebiści koledzy idą do innej szkoły niż ty" - #najgorzej :c Ale cóż xD Nic na to nie poradzę :/ Także nie zanudzam Was szczegółami z mojego życia i możecie przejść do sedna tego posta xD Tak, owszem, otrzymaliście moje pozwolenie :")
Miłego czytania :)

one shot | Kim Jongin | EXO | melancholijne niebo | 1.088 słów

“he wasn’t sure he belonged
 to these melancholy skies;
a sunset, not a supernova,
he found peace in the burning,
but no relief in the fall“


     Podmuch wiatru wraz z upływem kolejnych sekund przybierał na sile i stawał się coraz bardziej porywisty, stanowił coraz większe zagrożenie dla pozostawionego na szpitalnym parkingu, nieopodal sięgającego nieba drzewa iglastego, bladoniebieskiego samochodu osobowego. Podenerwowany mężczyzna w średnim wieku przemierzający nieustannie odcinek korytarza przed konkretnymi drzwiami prowadzącymi do jedynej liczącej się w tym momencie sali, przechodząc w pobliżu okna, niejednokrotnie kierował zaniepokojony wzrok w kierunku pospiesznie zaparkowanego pojazdu i wznoszącego się nad nim monumentalnego świerku. Wyglądając przez szybę po raz kolejny, dostrzegł ledwie widocznego, atramentowego ptaszka, który przysiadł na samym szczycie drzewa, starając się zachować swoją pozycję pomimo przyginającego gałęzie pędu powietrza.

wtorek, 29 maja 2018

close to the end

Hejka :)
Jak pewnie zauważyliście, poprzedni post nie miał adnotacji, bo kompletnie zapomniałam o tym, że ustawiłam publikację, a dodatkowo byłam na wycieczce i rozładował mi się telefon, także... xD Ale ten będzie ją miał, bo obudziłam się w niedzielę i właśnie ją piszę :") 
Także nie mam w sumie Wam nic ciekawego do powiedzenia.. Naprawdę, to aż smutne, że moje życie jest tak nudne :"") Nie było mnie tu parę miesięcy, powinnam mieć milion tematów :"") Ogólnie ostatnio wpadłam na pomysł, że chciałabym mieć crossa, takiego czarno-czerwonego (ewentualnie czarno-pomarańczowego, bo jest taki jeden, który mi się mega podoba xD), więc kto kupuje ze mną motor xD? Rim też chce mieć, także ten, będziemy sobie śmieszkowym teamem od crossów XD
Miłego czytania ;)

one shot | Jeon Jungkook | Park Jimin | BTS | 2.083 słowa

Dlaczego nie wszystkich da się uratować?
Nie wiem.

     Ciemnowłosy chłopak wydał z siebie ciche mruknięcie, by zasygnalizować mówiącemu przyjacielowi, że nawet przez chwilę nie przestał go słuchać, odłożył swój telefon na szafkę nocną, po czym zmienił pozycję na półleżącą i po oparciu pleców o ścianę zaczął rozglądać się po tym niewielkim pomieszczeniu, służącym Jiminowi za pokój w czasie roku szkolnego. O ile był dobrze poinformowany, jego przyjaciel zeszłego roku mieszkał ze współlokatorem, którego imienia Jungkook jednak nie znał, ale ten z również nieznanych młodszemu powodów musiał zrezygnować z edukacji w tej placówce. Toteż Park od początku roku mógł poszczycić się tym, że zajmował to ponure pomieszczenie samotnie.

wtorek, 22 maja 2018

TW #5 Stigma




Moment, w którym najlepszy przyjaciel okazuje się największym wrogiem.

    Trzynaście wilków. Początkowo w stadzie było ich właśnie tyle. I nawet gdyby Yifan starał się ze wszystkich sił, nie potrafiłby zapomnieć o tym, że w chwili rozpadu na dwie mniejsze watahy zostało ich tylko dwanaście. Myśl o tym jednym wilku nie dawała mu spokoju od ponad roku.

piątek, 18 maja 2018

underground

Hejka :)
Hm. Któż decyduje się na powrót po... *próbuje oszacować, ile minęło dni od Walentynek* *nie wychodzi jej to* bardzo wielu dniach :") Na swoje usprawiedliwienie mam jak zwykle ogrom nauki, zadań i sprawdzianów, ale w sumie co to za usprawiedliwienie, znaczna większość osób, które prowadzą blogi, jest w wieku szkolnym xD Ale cóż, bierzemy się z Rim za siebie, a przynajmniej ja się postaram o to, żeby ona też się wzięła :") 
Także poniżej przedstawiam pierwszą z planowanych trzech części opowiadania inspirowanego serią książek "Tunele". Nie przedłużając:
Miłego czytania

 Lee Taeyong | NCT | Pod ziemią | 2.078 słów
Ta noc bez pożegnania, noc bez gwiazd, noc bez ruchu,
Długo mi wiatr histeryczny tłumaczył epilog najprostszy.

     Ręcznie dmuchane szkło w oknie wystawowym zniekształcało nieco odbicie młodzieńca przemierzającego chodnik spokojnym krokiem - ale on jedynie zerknął w kierunku witryny "Tekstyliów u Jacobsona". Szybkim, ukradkowym spojrzeniem omiótł swoją fryzurę i jak zawsze, otrzymując niezadowalający jego zdaniem obraz pojedynczych kosmyków o platynowym kolorze, opadających na blade czoło, wprawnym ruchem dłoni przeczesał włosy palcami. Poły ciemnego płaszcza, którego kołnierzyk machinalnie poprawiał co kilka minut, powiewały za nim, poruszane przez wiejący w kierunku przeciwległym do jego marszu podmuch wiatru, niosący ze sobą wszechobecny zapach wilgoci i stęchlizny.
     Czekoladowe tęczówki omiatające nieuważnym spojrzeniem szeroką ulicę nagle z niemałym zdumieniem zarejestrowały obecność przerażającej postaci, wymieniającej przyciszonym tonem głosu słowa w języku pełnym dziwnie piskliwych i niepokojących dźwięków z postawnym mężczyzną w średnim wieku. Surowe oblicze Styksa odzianego w charakterystyczny, sztywny, sięgający ziemi skórzany płaszcz z nieskazitelnie białym kołnierzem, zwróciło się w jego kierunku, gdy próbując ukryć zdenerwowanie, zacisnął mocniej szczupłe palce na papierowej torbie i przyciągnął ją ciaśniej do klatki piersiowej. Bladolicy mężczyzna zmierzył go uważnie spojrzeniem czarnych jak węgiel oczu, aż młodzieniec poczuł, jak ze strachu przechodzi go delikatny dreszcz.
     Wysoki młodzieniec przeszedł jak najdalej od rozmawiających, stawiając pozornie pewne kroki na skraju brukowanego chodnika. Czuł na swojej twarzy chłodny, taksujący wzrok Styksa, który przyglądał się podejrzliwie ściskanej gorączkowo papierowej torbie i dopiero gdy minął zakręt, zdał sobie sprawę z tego, że do tej pory mimowolnie wstrzymywał oddech. Obecność jednego z tych przerażających osobników nie była w Ćwiartce codziennością i wręcz przeciwnie - jasnowłosy nigdy wcześniej nie miał tej nikłej przyjemności zobaczenia któregoś z nich na własne oczy.
      Taeyong jeszcze przez kolejnych kilka minut szedł z duszą na ramieniu, spodziewając się, że w którymś momencie usłyszy za swoimi plecami odgłos stawiania na bruku ciężkich butów i z jakiegokolwiek błahego powodu trafi do Newgate, nim zdąży wypowiedzieć choćby jedno słowo. Poczuł się bezpiecznie dopiero w chwili, gdy dostrzegł znajomy budynek wykuty w ścianie jaskini, którego dach łączył się z łukowatym sklepieniem groty. Szybkim krokiem pokonał odległość dzielącą go od drzwi wejściowych do rodzinnego domu, przechodząc obok sześciu ulokowanych w stałej odległości, wysokich latarni - zwabione światłem dostarczanym przez leniwie poruszający się w umieszczonych na nich kulach zielonkawy płyn, śnieżnobiałe ćmy obijały się wzorzystymi skrzydłami o szklaną powierzchnię. 
      I gdyby jasnowłosy młodzieniec, najmłodszy z rodziny Lee, zamieszkującej dom numer sto trzydzieści osiem, nie zatrzymałby się na pół minuty, by spojrzeć na te nocne motyle, jego dzień zakończyłby się tak, jak każdego innego wieczoru. Oddałby starszej siostrze papierową torbę ze składnikami niezbędnymi do przyrządzenia kolacji dla gości, których się spodziewali, przywitałby ojca krótkim skinieniem głowy i w ekspresowym tempie ukryłby się w swoim niewielkim, lecz przytulnym i zacisznym pokoju, by nie mieć konieczności wzięcia udziału w jednym z tych przeraźliwie nudnych spotkań biznesowych swojego taty. 
     Tego dnia w budynku należącym do państwa Lee, mieli zjawić się przedstawiciele sklepu spożywczego "Clarke Bros", którzy prowadzili na powierzchni Ziemi dwaj bracia - Clarke Junior i Clarke Middling. Taeyong nie przepadał zwłaszcza za pierwszym z wyżej wymienionych - miał on około czterdziestu lat, nieciekawe poczucie humoru i przeważnie przychodził na spotkania biznesowe w koszmarnie jaskrawych marynarkach, które w żaden sposób nie pasowały do małego, przygotowanego na przyjęcie gości saloniku domu numer sto trzydzieści osiem. 
      Jasnowłosy młodzieniec jednak popełnił błąd tego wieczoru, który miał obrócić znany mu świat o trzysta sześćdziesiąt stopni i zatrzymał się na dosłownie krótką chwilkę, przyglądając się ćmom zaaferowanym obijaniem się o szklane źródło światła misternie wyrzeźbionej latarni. Właśnie wtedy do jego nozdrzy dotarł intensywny zapach, który Taeyong od razu zidentyfikował jako pochodzący z górnoziemskiego świata. Na powierzchni Ziemi, podczas swojego siedemnastoletniego życia, jak dotąd był tylko raz, towarzysząc ojcu, który prowadził go przez miasto wyłącznie bocznymi uliczkami, by nie zwracać uwagi przechodniów na ich niecodziennie prezentujące się czarne płaszcze do kostek, ciemne, nieprzejrzyste okulary i filcowe kapelusze, które musieli nosić, gdyż światło słoneczne stanowiło zbyt duże zagrożenie dla ich przyzwyczajonych do ciemności oczu i pozbawionej melatoniny skóry. Jednak po kilku godzinach spędzonych na tym wypadzie nieprzyjemną woń powietrza zatrutego smogiem i spalinami samochodowymi, a także zbyt mocne perfumy charakterystyczne dla ziemskich ludzi potrafiłby rozróżnić dosłownie wszędzie.
       Nie powinien być więc zdziwiony, gdy jego oczom ukazała się pochylona postać gnanego siłą rozpędu górnoziemskiego chłopaka, który starał się odzyskać równowagę i nie przewrócić się. Dopiero gdy się wyprostował, jego oczom ukazała się okazała ulica główna prowadząca przez samo centrum Ćwiartki i kilka mniejszych uliczek, wskazujących poboczne dróżki, w które Taeyong wolał się nie zapuszczać, o ile nie było to konieczne. Młodzieniec wydawał się oszołomiony, niczym w transie obracał się dookoła, starając się objąć chciwym spojrzeniem, jak najwięcej fascynujących szczegółów związanych z podziemnym światem, do którego właśnie, prawdopodobnie przez najzupełniejszy przypadek, trafił. Jeszcze nie zauważył jasnowłosego, więc ten, korzystając z okazji, starał się na palcach wspiąć po schodach prowadzących do wejścia budynku, przed którym stał. Gwałtowny ruch w okolicach najbliższej latarni zwrócił jednak uwagę Górnoziemca i właśnie rozszerzył on szeroko oczy ze zdumienia i opuścił delikatnie dolną szczękę w dół, nie otwierając przy tym ust.
      Stali tak naprzeciw siebie, jakby świat się zatrzymał, oboje zszokowani swoim widokiem, nie potrafiący zrozumieć, w jaki sposób drugi z nich się tam znalazł. Taeyong czuł spojrzenie nieznajomego, lustrujące jego niecodzienny na powierzchni Ziemi strój, dość groteskową pozycję, w której zamarł, prawie białe włosy, które podmuch wiatru po raz kolejny przemieścił na czoło młodzieńca, szczupłe nogi i twarz o niebywale ostrych rysach. Sam natomiast przyglądał się ze swego rodzaju zaciekawieniem delikatnie opalonej skórze Górnoziemca, umięśnionej, wysportowanej sylwetce, ciemnobrązowej czuprynie, ubrudzonym błotem jeansom i podkoszulkowi, dzięki któremu widoczne były liczne zadrapania i drobne rany na przedramionach młodzieńca. Chłopak nie pasował do podziemnego świata, Taeyong czuł więc, że to jedynie kwestia czasu, aż któryś mieszkaniec Ćwiartki zawiadomi o całej sytuacji policjantów, a wtedy... A więc dlatego spotkał Styksa! Mieszkańcy Ćwiartki najwidoczniej spodziewali się nieproszonego gościa.
     Blondyn usłyszał za sobą stanowcze, dosadne kroki i potrafił wyobrazić sobie przeraźliwą postać Styksa, którego ciężki, skórzany płaszcz ciągnął się po bruku w takt stawiania eleganckich, zapewne niewygodnych butów na chodniku. Górnoziemski chłopak nie zasłużył na spotkanie z Ciemnym Światłem, a jeżeli trafi do więzienia Newgate prawdopodobnie przeżyje je nie jeden, lecz kilkanaście razy, dopóki policjanci nie zyskają wszystkich, w ich mniemaniu niezbędnych, informacji. O ile w ogóle przeżyje..
     Młodzieniec również usłyszał kroki, przez chwilę wyglądał na spłoszonego i toczył wzrokiem dookoła siebie, jakby zastanawiając się, gdzie może się ukryć, jednak finalnie podjął złą decyzję i zaczął dosyć wolnym biegiem przemieszczać się w stronę Taeyonga. Mieszkaniec Ćwiartki ledwie zmusił samego siebie, by nie krzyknąć, nie ostrzec w jakikolwiek sposób nieznajomego, by błagać go o opuszczenie Podziemia - wiedział, że Styks jest już blisko i gdyby pomógł Górnoziemcowi, zostałby prawdopodobnie skazany za utrudnianie pracy funkcjonariuszom policji. Zdobył się więc jedynie na spojrzenie prosto w oczy być może starszego o kilka lat mężczyzny i delikatnie pokręcił głową, przekazując mu wzrokiem, że powinien uciekać i to najszybciej, jak tylko potrafi. Tamten zatrzymał się, jakby rozumiejąc niecodzienną sytuację, w której się znalazł i rzucił się do biegu w kierunku, z którego nadszedł. 
          Jasnowłosy natomiast pokonał w niebywale krótkim czasie odległość dzielącą go od drzwi wejściowych swojego domu, szybko odnalazł klucz w obszernej kieszeni ciemnego płaszcza i już po chwili stał w niewielkim, zagraconym przedpokoju, opierając ciężko plecy i ramiona na ścianie i głośno wypuszczając z ust powietrze z niewysłowioną ulgą, że udało mu wejść do środka, nim Styks miałby okazję go zauważyć. W pomieszczeniu pojawiła się platynowowłosa dwudziestolatka niskiego wzrostu, która odgarniając z czoła niesforną grzywkę, zmierzyła młodszego brata uważnym, przeciągłym spojrzeniem, jak gdyby spodziewała się wyjaśnienia, dlaczego młodzieniec zwlekał z powrotem. On jednakże był zbyt zaaferowany wydarzeniami, w których brał udział zaledwie kilka minut temu, bez słowa więc podał jej papierową torbę z zakupami, poszperał chwilę w kieszeni i wysypał na jej otwartą dłoń drobne, które zostały z kwoty przeznaczonej na wizytę w sklepie spożywczym, po czym słysząc nagle czyjś podniesiony ton głosu dochodzący z zewnątrz, natychmiast podbiegł do okna w salonie i nie odsuwając zasłony, wyjrzał na ulicę, starając się dostrzec źródło krzyku.
      Ze zlokalizowaniem go nie miał większych trudności, ponieważ tak, jak przypuszczał, spanikowane okrzyki wydobywały się z ust nieznajomego górnoziemskiego młodzieńca, któremu najwidoczniej nie udało się uciec przed policjantami. Taeyong nie mógł zrozumieć, dlaczego choćby na chwilę uwierzył w to, że jego pojedynczy akt odwagi w postaci krótkiego, stanowczego ruchu głowy będzie w stanie uratować tego chłopaka. Nie znał tego Górnoziemca, ale nie wyglądał on na osobę, która mogłaby spowodować jakiekolwiek zagrożenie dla mieszkańców Ćwiartki i sam nigdy nie wezwałby funkcjonariuszy policji, a już zwłaszcza Styksów, by zajęli się tą sprawą. Starałby się prawdopodobnie przekonać młodego mężczyznę, że powinien możliwie jak najszybciej wrócić tam, skąd przyszedł, po czym zablokować przejście do podziemnego świata, żeby mieć pewność, iż nikt nie będzie starał się go postawić przed sądem za zbytnią ciekawość, której teoretycznie nie powinno się uznawać za przestępstwo. Wymiar sprawiedliwości wyglądał jednak w Ćwiartce odrobinę inaczej niż na powierzchni Ziemi, o czym ojciec wielokrotnie opowiadał swojemu synowi.
    Starsza siostra Taeyonga, Chaeyeon, przechodziła właśnie przez salon do sporych rozmiarów kuchni, by tam dokończyć przygotowywanie kolacji, jednak zainteresowało ją podenerwowanie i wyraźny niepokój, których jej brat nawet nie starał się ukryć, wyglądając przez okno, toteż podeszła do niego bezszelestnie, po czym zajęła miejsce obok niego, by zobaczyć, co działo się za podzielonym na dwanaście części oknem. Nie widziała jednak zbyt wiele, gdyż grube, haftowane zasłony znacząco jej to utrudniało, toteż delikatnie odchyliła skraj jednej z nich, przyglądając się z zaciekawieniem niezwykle urokliwemu młodemu mężczyźnie, który najprawdopodobniej pochodził z Górnoziemia, o czym świadczył przede wszystkim jego ubiór tak bardzo odróżniający się od strojów w podziemnym świecie, a także opalona skóra.
     Jego ramię było uwięzione w silnym uścisku funkcjonariusza policji ubranego w zwyczajowy ciemnoniebieski mundur z szorstkiego materiału, który szeleścił przy każdym jego ruchu. Górnoziemski chłopak  robił wszystko, co w jego mocy, by się uwolnić, jednakże mimo muskularnie zbudowanym ramionom nie był w stanie wyszarpnąć się policjantowi, który stawał się coraz bardziej poirytowany zachowaniem młodzieńca, co, jak wiedzieli prawie wszyscy mieszkańcy Ćwiartki, mogło skończyć się agresją z jego strony, gdyż Drugiego Oficera cechowała wybuchowość.  Taeyong zastanawiał się, dlaczego funkcjonariusz nie zaprowadził od razu Górnoziemca do więzienia, tylko stał na środku ulicy, jakby tylko czekał, by zauważyło to więcej ludzi i mogło odbyć się widowisko, jakich w Ćwiartce nie brakowało ostatnimi czasy. Prawdopodobnie właśnie taki był jego zamiar, o czym mogły świadczyć wzmożone okrzyki, gdy tylko z sąsiednich domów zaczęły wychylać się zaciekawione głowy, spragnione historii, które mogłyby przekazać dalej.
      Drugi Oficer, chcąc jakby zaprezentować swoją kontrolę nad górnoziemskim młodzieńcem, odepchnął go od siebie z niebywałą siłą, sprawiając, że ten wylądował ciężko na plecach, prawdopodobnie na chwilę tracąc dech. Funkcjonariusz schylił się, gdy ten zbyt długo nie wstawał i brutalnie poderwał go z ziemi, ku uciesze gapiów, przyglądających się całej tej sytuacji zimnymi oczami. Starszy mężczyzna założył Górnoziemcowi kajdanki i popchnął przed siebie nieznajomego, który nagle już nie robił wrażenia muskularnego i wysportowanego – przy potężnej, zwalistej sylwetce policjanta wydawał się wątły, niski i niezdolny do oporu. Taeyong przez chwilę obserwował z zaciśniętymi zębami, jak chłopak potknął się na nierównej powierzchni ulicy, a oficer, chcąc zmusić go do ponowienia marszu, kopnął go ciężkim butem w bok, sprawiając, że nieznajomy mimowolnie zwinął się z bólu. Tego było za wiele dla najmłodszego z rodziny Lee.
     Ignorując niewielką dłoń siostry, która próbowała złapać go za nadgarstek, nim przebiegł do przedpokoju, Taeyong zamaszystym ruchem otworzył drzwi wejściowe domu numer sto trzydzieści osiem i ściągając na siebie uwagę zgromadzonego na chodnikach po obu stronach ulicy tłumu, wybiegł na zewnątrz, starając się zbliżyć do funkcjonariusza, jednak skutecznie utrudniali mu to gapie. Nieznajomy rozglądał się gorączkowo dookoła, oszołomiony, jakby mając nadzieję, że uda mu się uciec lub że ktoś z mieszkańców Ćwiartki zlituje się nad nim i stanie w jego obronie. Nagle jego czekoladowe tęczówki zatrzymały się na jasnowłosym młodzieńcu, który starał się przepchnąć w jego kierunku i Taeyong dostrzegł w jego oczach, że ten go rozpoznał. Górnoziemca wyszeptał bezgłośnie jakąś niezrozumiałą dla blondyna prośbę i natychmiast ożywił się, gdy tylko zobaczył, że nieznajomemu udało się przedostać na ulicę.
     Jednak już po chwili twarz młodego mężczyzny zrobiła się bledsza, gdy zauważył wysokiego mężczyznę, który krzycząc coś, czego ten nie mógł usłyszeć, odciągnął szarpiącego się z nim Taeyonga z powrotem na chodnik, a następnie najwidoczniej naprawdę podirytowany zachowaniem młodszego chłopaka skierował się do wejścia jednego ze stojących przy ulicy budynków, mocno trzymając blondyna za ramię. Jaehyun poczuł, jak opuszczają go resztki nadziei  - jedynie ten młodzieniec wydawał się doń przyjaźnie nastawiony spośród wszystkich ludzi znajdujących się na ulicy, a teraz, gdy został odciągnięty z miejsca zdarzenia, młody mężczyzna uświadomił sobie powagę sytuacji. Nie był już pewien czy kiedykolwiek uda mu się opuścić to miejsce.

Mam nadzieję, że się spodobało
Mile widziane będą komentarze
Taeyeon

środa, 14 lutego 2018

Petit Papillon

Cześć!
Z tej strony Sangrim, połowa Teamu Sernikolubów, który zaginął gdzieś w akcji. Tae prosiła mnie bym Wam przekazała, że przeprasza za przerwę z jej strony, ale przegapiła wtorki :') Muszę przyznać, że do tej pory całkiem dużo się działo. Ale na pocieszenie dodam, że od teraz posty powinny być regularnie! XD To tyle od strony informacyjnej.
Z okazji iż mamy dziś Walentynki, na bloga wlatuje tematyczny, krótki One Shot xD I właściwie to tyle co mogę zakomunikować. Lepiej już sobie pójdę, bo adnotacja wyjdzie dłuższa niż cała ta praca poniżej xD Miłego czytania i udanych Walentynek! 

one shot | Kim Junmyeon | EXO |  1.319 słów

W mieszkaniu młodego chłopaka panowała ciemność. Światło dzienne nie wypełniało pomieszczenia z powodu późnej już pory. Jedynie gdzieniegdzie paliła się świeczka, która nieszczególnie rozpraszała mrok. Lokum młodzieńca było odcięte od prądu - jego właściciela było stać jedynie na comiesięczne opłacanie rachunków za ciepłą wodę. Wbrew pozorom, czy też może zgodnie z ogólnie przyjętym przekonaniem, sprzedawca lodów z ruchomym wózkiem nie zarabia za wiele. Jednakże chłopak wykupił jedno z droższych mieszkań mimo posiadania świadomości, że nie będzie w stanie go w opłacać.  Mieszkanie na najwyższym piętrze jednego z większych osiedli w Paryżu musiało być drogie. Ceny wcale nie zniżał cudowny widok na wieżę Eiffla oraz ogromne okno balkonowe, dające możliwość spoglądania na nią.
Jego kwatera mogła się zdawać zaniedbana - puste ściany z podniszczoną tapetą oraz wytarta podłoga nie robiły dobrego wrażenia. Jednakże zawsze było w nim czysto, a nieliczne meble nigdy nie pokrywały się za grubą warstwą kurzu. Było tam pusto, ale zawsze czysto.
Najbardziej godny uwagi był salon. Centralnie przed ogromnym oknem balkonowym stało masywne biurko z ciemnego drewna. Zazwyczaj spoczywały na niej idealnie posortowane dokumenty, których znaczną część stanowiły niezapisane kartki papieru listowego. Znaleźć tutaj też można było wszelkiego rodzaju pędzle oraz masę słoiczków z farbami. Oprócz starych, szarawych zasłon, niskiej półki na książki i obdartej komody nie znajdowało się tam nic innego.
Młody mężczyzna po pracowitym dniu powrócił do swojego gniazdka. Odstawił niebieski fartuszek na drewniany wieszak, na komodzie postawił wesołą, niebiesko-białą czapkę z daszkiem. Odrzuciwszy buty na bok, usiadł zaraz za biurkiem i spojrzał zamyślony w prawo na ścianę obok.
Przypomniał sobie właśnie, że miał spisać historię, którą wymyślił będąc w pracy. Zabrał więc z biurka jedną kartkę i począł pisać opowiadanie o miłości, gdyż takie tylko zwykł pisać. Gdy skończył, złożył kartkę z krótką historyjką w motyla origami. Następnie sięgnął po pędzel i dobrał kilka jasnych kolorów farb. Pomalowawszy takiego motylka, zostawił go na chwilę, aby farba, którą namalował skomplikowany wzór, wyschła. Potem swoje małe, niebieskie dzieło w różowo-białe paski wyrzucił przez jedno z okien i ruszył do kuchni, aby w końcu przygotować sobie posiłek.

Po południu dnia następnego młoda dziewczyna w pośpiechu wychodziła z restauracji znanej sieci fast-food. Szybko szukając czegoś w swojej niedużej torebce, szła przed siebie, prawie wcale nie patrząc pod nogi. Drogę zupełnie przypadkiem zaszedł jej wesoły chłopak z niebieską tacą pełną jedzenia. Szukał właśnie wolnego miejsca i póki co nie szło mu to dobrze. Dzisiejszy dzień był deszczowy i bardzo pochmurny. Brzydka pogoda sprawiła, że wszyscy klienci tego lokalu zebrali się w środku, nie zamierzając marznąć. Z tego powodu chłopak krążył w kółko, szukając niezajętego stolika. Powtarzał sobie wciąż w myślach, że gdyby nie ten barwny motylek, któremu się przyglądał, stojąc na przejściu dla pieszych, prawdopodobnie przyszedłby przed liczną grupą nastolatków, którzy w restauracji zjawili się na sekundę przed nim i zajęli jedyny wolny stolik.  I właśnie wypatrzył jedno wolne krzesło przy samej ścianie w jakimś kącie i zmierzał tam zadowolony, gdy wpadła na niego urocza brunetka. Podniosła zdezorientowana głowę do góry, a odruchowi temu towarzyszył dźwięk upadającego plastik, a następnie brzęk, którego zdawał się nikt nie usłyszeć. Wokół panował gwar, mogli nie zwrócić na to uwagi.
Gdy ich spojrzenia się spotkały, czas zdawał się zatrzymać. Przez chwilę patrzyli sobie nawzajem w oczy, lecz dziewczyna nagle odwróciła wzrok. Zwinnie wyminęła dużo wyższego od siebie chłopaka i szybkim krokiem popędziła ku wyjściu, zostawiając za sobą młodzieńca.
Miał już odejść w swoją stronę, zapomnieć o tym, co zaszło, gdy nagle nadepnął na pęk kluczy. Schylił się po nie, podniósł i do głowy mu od razu przyszła myśl, że musiała je zgubić ta piękna dziewczyna o czarnych oczach. Zostawił zatem swoje jedzenie na upatrzonym stoliku, który szczęśliwie znajdował się niedaleko i wybiegł na zewnątrz w poszukiwaniu właścicielki zguby. Ledwie odnalazł ją wzrokiem, począł biec do niej ile sił w nogach.
- Chyba zgubiłaś - nieśmiało odezwał się chłopak, który dogoniwszy młodą kobietę, stanął naprzeciw niej i zarumieniony starał się powstrzymać przed ucieczką w drugą stronę. Niepewnie wyciągnął do niej otwartą dłoń, na której trzymał znalezisko.
- Nie, ja tego nie zgubiłam - odrzekła zdziwiona dziewczyna, uśmiechając się lekko. Wydobywając z wnętrza swojej torebki dzwoniące o siebie klucze, dodała. - Swoje klucze mam tutaj.
- O, eeee... - Chłopak speszył się, zaczynając nerwowo drapać się po ręce. Zarumieniony spuścił wzrok, w duszy besztając się za to, że pokazał, jak bardzo jest niemądry. - Tak, rzeczywiście. To jednak moje.
Czarnowłosa zachichotała. Początkowo chłopak myślał, że wygłupił się przed nią i to porządnie, a ona zaczyna się teraz z niego wyśmiewać. Ale ona robiła to subtelnie i bez cienia złośliwości. Stała przed nim uśmiechnięta i z wyraźnie lepszym humorem niż wcześniej. Mimo tak krótkiego czasu, polubiła go.
W tejże chwili na jej ramieniu usiadł niebiesko-różowo-biały motylek i niczym płatek śniegu, zniknął tak szybko, jak się pojawił.

Opowiastki pisane przez Junmyeona zawsze kończyły się szczęśliwie. To on układał najpiękniejsze historie ludzi w różnym wieku. Był twórcą zarówno tych mniej jak i bardziej spektakularnych. Robił to wszystko po to, by uszczęśliwiać innych. By nigdy nie czuli się samotni, tak jak on. Powierzono mu wielką odpowiedzialność, ale z każdą kolejną historią rosło przekonanie, że jest jak najbardziej odpowiednią do tego zadania osobą. Wrażliwy, pełen pomysłów, precyzyjny, sumienny i bardzo uczuciowy. Idealny.

Miesiąc później Junmyeon kończył składać właśnie kolejnego motyla origami. Napisane opowiadanie podobało mu się jak nigdy, dlatego jak najszybciej chciał je komuś podarować. Przyciągnął do siebie słoiczek z czerwoną farbą, gdy nagle przypomniał sobie, że zapomniał nadać bohaterowi imienia. Chcąc to szybko naprawić, wziął się za rozkładanie papieru, lecz wtedy motyl wypadł mu z rąk i upadł wprost do słoiczka z farbą.
Zrobiło mu się przykro, gdyż naprawdę napracował się przy akurat tej historii i był wręcz pewien, że nie będzie w stanie jej powtórzyć. Westchnął cicho i odłożył origami na najdalszą krawędź biurka, aby trochę przesunęło. Zrezygnowany udał się do łazienki, aby odprawić wieczorną toaletę, gdyż zbliżała się pora snu.
Wtedy za otwartym oknem zerwał się wiatr. Może przypadkowo, a może i nie. Mały motylek wyfrunął przez okno i poleciał w świat, nie zamierzając informować o tym swojego stwórcy.

Na środku zbożowego pola siedziała sobie wesolutka dziewczyna w różowej sukience i słomianym kapeluszu. Wygrywając swoją ulubioną melodię na skrzypcach, rozkoszowała się pięknem natury. Optymistka co chwila podśpiewywała sobie fragment wygrywanej piosenki, kiwając głową na boki. Nagle na ręce, w której dzierżyła smyczek osiadł czerwony motylek. Uśmiechnęła się mimowolnie na jego widok. Był piękny, a w dodatku ta panienka nigdy w życiu nie widziała podobnego.
- Jiwoo! - Usłyszała w oddali wołanie. - Jiwoo!
- Tutaj! - odkrzyknęła, podnosząc się z ziemi i wypatrując znajomej jej właścicielki głosu.
- W końcu cię znalazłam - odetchnęła z ulgą przyjaciółka skrzypaczki, dobiegając do skraju pola obsianego zbożem i gestem przywołując ją do siebie. - To co? Decydujesz się z nami na ten wyjazd do Paryża?
- Czemu nie - odparła szybko i bez namysłu Jiwoo. Propozycję słyszała już tydzień temu i miała wystarczająco dużo czasu, by się namyślić. - Od dawna już chciałam tam pojechać.
- Doskonale! - Jej rozmówczyni wyraźnie zadowolona klasnęła w dłonie. Wyraźnie zależało jej na twierdzącej odpowiedzi. - Jutro będziemy brać się za rezerwację biletów, koniecznie przyjdź - tłumaczyła, żywo gestykulując - Pamiętaj - jutro u mnie o czternastej!
- Dobrze, dobrze. - Dziewczyna pokiwała głową, posyłając przyjaciółce szeroki uśmiech. - Przyjdę.


- Raaaanyyyyy... Jaka oklepana historia! Mógłbyś się bardziej postarać.
- Oklepana? Chyba sobie żartujesz! Co tu niby masz oklepanego?
- Dziewczyna spotyka chłopaka, raz na siebie popatrzą, ta coś zgubi, on jej odda i bum! Miłość po grobową deskę! Tak jest zawsze...
- Ale on jej nic nie oddał! I to nie była nawet główna cześć tego opowiadania! Czy ty mnie słuchałaś? Spróbuj w takim razie sama coś wymyślić, skoro uważasz, że to nie było oryginalne!
- Żebyś wiedział, że wymyślę! I liczę, że pójdziesz śladami głównego bohatera!
- Nie pójdę jego śladami, jeśli nie usłyszę w ogóle historii.
- Cicho, bo mnie wena opuści!
- No... Słucham Cię w takim razie. Opowiadaj.


Mam wielką nadzieję, że się spodobało.
Pozdrowionka!
Sangrim

Google+ Followers