piątek, 26 maja 2017

My only love? Speed #3

Hejka :)
Po prawie roku (heheh) publikuję część opowiadania Reiko i mojego, która została napisana też prawie rok temu XD
Mamy z Reiko nadzieję napisać resztę na wakacjach, ale na razie niczego nie obiecujemy :")
Rozdział ma 4,9k słów, jakby kogoś to interesowało :") A jak nie, to i tak już to napisałam, więc za późno na protesty ;P 
Dzisiaj Dzień Matki, a Rim mi nie złożyła życzeń :c To takie smutne :") Matkujesz komuś przez cały czas, a nawet życzeń nie otrzymasz w zamian XD (Wzbudzanie wyrzutów sumienia tak bardzo. Wiem, że to czytasz, wyrodna córko. Tak, ta kropka to specjalnie.) 
Mogę się Wam pochwalić, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni mamy, uwaga, uwaga, 11 sprawdzianów/kartkówek/testów z całego roku, a potem 12 i 13 czerwca wycieczkę, więc zasada "Kto ma czas, ten pisze" już weszła w życie i miejmy nadzieję, że coś z tego wyjdzie :")
Po roku wracamy do świata, w którym pewien rudzielec i kasztanowowłosy biorą udział w nielegalnych wyścigach, a pan mechanik o fioletowych włosach również nielegalnie gromadzi niezwykle drogie pojazdy. Bo jakby było legalnie, to byłoby nudno B)
W ogóle dla tych, którzy zapomnieli, przypominam samochody naszych głównych bohaterów, bo to dosyć istotne: V - Lexus LFA, Baekhyun - McLaren MP4-12C, Jungkook - Nissan GT-R. A teraz wyobraźcie sobie takich przystojniaków w tak zajebistych autach ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Miłego czytania :) 

<- 1. rozdział
<- 2. rozdział


I możesz mnie złapać na nieczystej jeździe, ale nie w moim samochodzie
To miłość i wierność poprzez zamek mojego serca 
Nigdy nie odwracaj się, nie wiem, jak to się stało 
Powiedziałem to raz, zrobię to ponownie 
Gram w gierkę, robię wszystko, aby wygrać 
Z tobą i twoimi przyjaciółmi, na dobre i na złe 
To ja i mój zespół, wiesz, że chcemy wygrać 
Wiesz, że jedziemy dopóki koła nie odpadną 
Wiesz, że się trzymam, że nie myślimy o tym wszystkim 


     Rudowłosy zamknął drzwi od jej strony i zaraz znalazł się na swoim miejscu za kierownicą. Napisał jeszcze Baekowi SMS, że będzie później, żeby mu nie przeszkadzali. Odczytał też wiadomość tekstową, którą dostał od fioletowowłosego zaraz po wyścigu i zerknął na dołączony plik. O mało nie udusił się ze śmiechu, gdy zobaczył zdjęcie Byuna w oczojebnych, męskich stringach i staniku. Czując na sobie wzrok dziewczyny, który mówił, że patrzy na kogoś niedorozwiniętego na umyśle, pokazał jej zdjęcie i ta także zaczęła się śmiać. Gdy się uspokoili, Tae ze łzami w oczach ruszył przed siebie. Doskonale wiedział, gdzie chce zabrać swoją pasażerkę, więc też skierował się na główną ulicę tokijskiej dzielnicy, w której organizowano wyścigi. Rzadko z niej korzystał swoim Lexusem, bo wszyscy mieszkańcy pobliskich budynków byli wrogo nastawieni do szybkiej jazdy tam nielegalnymi samochodami. Tym, czego najbardziej obawiali się miejscowi, było to, że ktoś z nich może znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze i zostać potrąconym, co z tak ogromnymi liczbami na prędkościomierzu z pewnością skończyłoby się śmiercią dla obu stron.
- Gdzie mnie wieziesz? – zapytała dziewczyna, przerywając ciszę, która na chwilę zapadła w samochodzie.
- A co, już się martwisz, że Jungkook cię okrzyczy? – rzucił z półuśmiechem Taehyung, nie odrywając wzroku od jezdni, a nie widząc nikogo w pobliżu, dołożył gazu, wyciągając dwieście na godzinę. I tak jechał w tym momencie wolno, ale wolał nie ryzykować, bo nie był pewien, czy dziewczyna jest przyzwyczajona do tak szybkiej jazdy. W końcu nie sądził, żeby brat pozwalał jej na poruszanie się z taką prędkością, a sam też z pewnością jej nie woził swoim samochodem. – Spokojnie, zrobisz te słodkie oczka, tak, jak wtedy i wszystko będzie w porządku. Od razu ci wybaczy.
- Wiesz co? Po tym ostatnim zdaniu zaczęłam nabierać podejrzeń, że zabrałeś mnie ze sobą, żeby wyciągnąć jakieś informacje o Jungkooku – zaczęła z wahaniem dziewczyna, jakby chciała dać do zrozumienia, że nie ma na to żadnych szans. – Może na taką wyglądam, ale nigdy nie zdradziłabym brata. Poza tym i tak nie interesuje mnie, kto wygra w tym waszym wyścigu – zakończyła już normalnym tonem, zwracając twarz w kierunku Taehyunga.
- Nie interesuje cię kasa, którą mógłby wygrać twój brat w wyścigu? Sądzisz, że ile na to postawię? Z pewnością nie będzie to pięćset tysięcy jenów. Stawka będzie dużo wyższa, bo to prawdopodobnie najtrudniejszy wyścig, jaki stoczę. Wiesz, co braciszek mógłby kupić ci za wygraną? – zapytał z lekkim sarkazmem, zaciskając palce na kierownicy.
- Kto powiedział, że teraz nie stać mnie na to, czego chcę? – zdziwiła się, marszcząc lekko brwi i powróciła spojrzeniem na jezdnię oświetlaną przez światła Lexusa.
- Szczerze? Raczej wątpię, żebyś miała przy sobie tyle, ile można wygrać w przeciętnym wyści… Zaraz… Ty się ścigasz, prawda? – Taehyung nagle to sobie uświadomił i obrócił wzrok od drogi, kierując go na czarnowłosą towarzyszkę.
- Yhym… Na motorze – dopowiedziała, poprawiając sobie włosy w bocznym lusterku samochodu.
- Czekaj. Mam rozumieć, że Jungkook ci na to pozwala? – zdziwił się jeszcze bardziej V, dodając gazu. Był pewien, że gdyby sam posiadał siostrę, za cholerę by jej nie pozwolił wsiąść na jakikolwiek pojazd i się ścigać. Potem nie mógłby się pogodzić z tym, że nie powstrzymał jej przed tak szybką jazdą, gdyby miała jakiś wypadek, w którym zraniłaby się, lub co gorsza – zginęła.
- Czy ty naprawdę myślisz, że mój brat o tym wie? Twoi rodzice wiedzą, że się ścigasz? – zapytała z sarkazmem, jakby chciała mu wypomnieć, że serio nie myśli. Tylko, że przeliczyła się, bo rodzice Taehyunga doskonale o tym wiedzieli. Dziewczyna milczenie odebrała jednak jako przyznanie jej racji, gdyż ciągnęła dalej: - Widzisz? Nie wiedzą. Więc dlaczego miałabym powiedzieć o tym Jungkookowi?
- Przecież na pewno zauważył, że znikasz w domu w tych samych dniach o tej samej porze – uargumentował swój tok myślenia V, kątem oka zauważając za sobą, w sporej oddali, światła jakiegoś pojazdu, na co jeszcze bardziej przyspieszył.
- Skończymy wszelkie tematy związane z Jungkookiem, bo serio pomyślę, że chcesz dowiedzieć się o nim jak najwięcej i wykorzystać to – zakończyła temat czarnowłosy, oglądając czerwono-złote hybrydy na paznokciach, aby ocenić czy musi zrobić nowe, czy mogą jeszcze zostać w obecnym stanie. Stwierdziła, że pewnie je tak zostawi, bo i tak za parę dni miała wyścig, czyli będzie musiała się ich pozbyć.
- Jak chcesz. W takim razie opowiedz coś o sobie – rzucił Taehyung, dobijając do dwustu pięćdziesięciu na godzinę, ponieważ światła, które wcześniej znajdowały się gdzieś daleko w tyle, nagle znalazły się dużo bliżej i samochody dzieliło już maksymalnie dwieście metrów.
- No więc nazywam się Jeon Hyeri i jak pewnie się zorientowałeś po imieniu, jestem z Korei Połudowniej. Wiem, że ty również z niej jesteś, panie Kim Taehyung, więc tak w sumie się zastanawiam, czemu mówimy po japońsku, ale jak wolisz. Mam 18 lat, więc o ile się nie mylę, jesteś trzy lata starszy. Ścigam się na motorze, a reszty o mnie dowiesz się, jeżeli uznam, że powinieneś – zakończyła czarnowłosa i odwróciła się do tyłu, kiedy w bocznym lusterku odbiły się światła samochodu, który za nimi jechał. – Policja! – rzuciła przerażona, osuwając się nisko na fotel, żeby w razie czego nie wkopywać się w jakieś bagno.
- Jak to policja? – zdziwił się Taehyung, obracając szybko głowę i kiedy na własne oczy zobaczył, że dziewczyna nie robi sobie z niego żartów, natychmiast dodał gazu, przyspieszając do maksymalnej prędkości. – Nie podnoś głowy – rzucił do dziewczyny, która najwidoczniej w ogóle nie miała takiego zamiaru, co można było wywnioskować po jej skulonej pozycji. Tae wyjechał z terenu zabudowanego, a widząc przed sobą rozległy pusty plac w pobliżu drogi, natychmiast na niego zjechał i ostrzegając dziewczynę, że ma uważać, zawrócił Lexusa. Policjanci spojrzeli po sobie ze zdziwieniem, kiedy samochód ich minął i szybko skierowali się za nim, włączając sygnał. - Mów mi, co robią – rzucił do Hyeri, dociskając pedał gazu jeszcze mocniej, co było niebezpieczne, bo w każdym momencie mógł przegrzać silnik i tym samym doprowadzić do wybuchu. Jednak kierowca nie mógł pozwolić, żeby policja go złapała, nie tylko ze względu na kulącą się obok niego dziewczynę, ani pieniądze zdobyte w nielegalnym wyścigu, ani już nawet nie przez swój samochód, który kosztował go masę pieniędzy, a który z pewnością zostałby mu odebrany. Był pewien tego, że trafi do więzienia, a gdyby trafił tam, zostaliby poinformowani jego rodzice. A gdyby matka i ojciec dowiedzieliby się o tym, zapytaliby również, gdzie jest ten budynek. Tym samym wiedzieliby, gdzie znajduje się ich syn. A wtedy Taehyung byłby, za przeproszeniem, w ciemnej dupie.
- No, jadą za nami, a co mają niby innego robić? – odpowiedziała Hyeri, wychylając się zza oparcia i pocieszyła się tym, że policjanci zostawali coraz bardziej w tyle. – Skręcają – zdziwiła się czarnowłosa, informując Taehyunga po jakichś pięciu minutach ciszy. – Czemu oni skręcają? – zaniepokoiła się, obracając w kierunku rudowłosego.
- Kurwa, pewnie znają jakiś skrót… - rzucił V  z rosnącym przerażeniem nie tylko w głosie, ale również w oczach. Teraz już z pewnością nie mieli szans, żeby nie zostać zatrzymanymi. Nagle Taehyung, wjeżdżając na podświetlony na tęczowo most, dostrzegł niewielki zjazd, który prowadził pod konstrukcję. Szybko tam zjechał i ukrył Lexusa w cieniu, modląc się, żeby policjanci jakimś magicznym sposobem ich nie złapali. Wyłączył silnik i otarł pot z czoła, po czym oparł głowę o kierownicę i zamknął oczy, ciężko oddychając. – No, to teraz poczekamy tu jakąś godzinę i odwiozę cię do domu. Cholera, przepraszam. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby jeździć po głównej drodze samochodem za czterdzieści pięć milionów jenów…
- Nic się nie stało. Najwyżej się tobą znudzę i będę po tobie krzyczeć po upływie piętnastu minut. Dla mnie normalka, a ty to przeżyjesz – rzuciła Hyeri, podciągając się na fotelu, żeby móc normalnie usiąść.
- Zatem, jeśli mamy czas to odpowiedz mi na dwa pytania. Okey? – zapytał Taehyung, kiedy w końcu uspokoił oddech – Ktoś stwierdził, że jazda nie jest męcząca? Mylił się. – i odwrócił się na siedzeniu, opierając ramieniem o oparcie, tak, żeby widzieć swoją towarzyszkę.
- W sumie co mi szkodzi. Dajesz – rzuciła, przybierając taką samą pozycję jak rudowłosy.
- Pierwsze pytanie jest łatwe. Jak wygląda twój motor? – zapytał, naprawdę będąc tym zainteresowanym, już w chwili, kiedy dowiedział się, że Hyeri bierze udział w wyścigach.
- Czarno-złota Honda Blackbird CBR1100XX, na której są nabazgrane jakieś chińskie znaczki – odpowiedziała, zaczynając bez przejęcia, ale na końcu zdania głos lekko jej zadrżał, co natychmiast zwróciło uwagę Taehyunga.
- Jakieś chińskie znaczki, powiadasz? Co tam jest napisane? – drążył chłopak, ze zdziwieniem dostrzegając, że dziewczyna nagle posmutniała i mógłby przysiąc, że kiedy spuszczała wzrok, dostrzegł, iż jej oczy się zaszkliły.
- Nie wiem, nie znam chińskiego – odpowiedziała, odwracając od niego głowę w kierunku okna i wzięła parę oddechów, jakby chciała się uspokoić.
- Z pewnością wiesz, co znaczą te znaczki. Ale wydaje mi się, że nie powinienem zadać pytania „Co tam jest napisane?”. Sądzę, że odpowiedniejsze byłoby „Kto to napisał?” – zwrócił się do czarnowłosej, która tylko wstrząsnęła krótko głową, dając znać, że nie jest w stanie o tym rozmawiać. Zapadła kilkuminutowa cisza, podczas której Taehyung nadal czekał na odpowiedź, a dziewczyna gdy to zrozumiała, postanowiła odpowiedzieć, żeby dał jej z tym spokój.
- Mój tata. Zawsze chciał pojechać do Chin, ale jakoś nigdy nie miał okazji. Kupiliśmy mu bilet na wycieczkę tam, kiedy miał obchodzić pięćdziesiąte urodziny. Mieliśmy pojechać z nim całą rodziną, żeby towarzyszyć mu w spełnianiu marzeń. Odszedł. I on, i mama. Mieli wypadek samochodowy dzień przed urodzinami taty. Zostaliśmy z Jungkookiem całkiem sami, a on miał tylko szesnaście lat, ja miałam piętnaście, więc musiał nagle stać się naszym opiekunem. Zaczęli nas prześladować jacyś mężczyźni, z którymi ojciec miał zadarte. Wyjechaliśmy do Japonii, do cioci, ale ona również zginęła w wypadku samochodowym. Dlatego nie chciałam pozwolić na to, żeby Kookie się ścigał, ale on miał moją opinię w nosie. Boję się, że jego też stracę w wypadku samochodowym. Jakoś wszyscy mi bliscy giną w ten sposób – zakończyła, ocierając łzy, które zaczęły znaczyć na jej policzkach mokre ślady już w połowie wypowiedzi.
- Przepraszam, nie powinienem był pytać. – Nagle Taehyungowi zrobiło się głupio. Nie miał pojęcia, jak pocieszyć dziewczynę, bo nigdy nie był w podobnej sytuacji. Podniósł się na fotelu i przyciągnął ją do siebie, zamykając w uścisku. Zaczął ją uspokajająco głaskać po włosach, jednak już po chwili został delikatnie odepchnięty.
- Nie przejmuj się. Wszystko jest w porządku. Nie wiem, czemu się rozkleiłam… Drugie pytanie? – zapytała, mierzwiąc włosy palcami i ponownie odwróciła się w stronę rudowłosego.
- Drugie pytanie… Odpowiedziałaś mi na nie, nim je zadałem. Miałem zapytać o to, czemu przyjechałaś do Japonii. – Wzruszył ramionami Taehyung, ale szybko zdecydował się zadać inne. – Mówiłaś, że zaczęli was prześladować jacyś mężczyźni. Nadal to robią? Wiedzą, że jesteście w Japonii?
- Ostatni raz „odwiedzili nas” kilka tygodni temu. Jeden z nich straszył nas nożem, drugi przetrząsał gabinet, który kiedyś należał do cioci. Wzięli jakieś papiery i uciekli. Do teraz nie dali o sobie znaku życia, więc mam nadzieję, że wszyscy zginęli, albo w końcu dali sobie spokój – zakończyła dziewczyna z zaciętą miną i zacisnęła paznokcie na swoim telefonie.
- Czemu nie zgłosiliście tego na policję? – zdziwił się Taehyung, zerkając na swój zegarek, który głosił, że już minęła godzina, podczas której mieli czekać. Chłopak był zaskoczony, że te sześćdziesiąt minut minęło tak błyskawicznie. Uruchomił silnik i wyjechał spod konstrukcji, z powrotem wjeżdżając na główną drogę.
- Po co? Nie ma sensu i tak nic sobie z tego nie zrobią, a co gorsza możemy ucierpieć dużo bardziej, niż podczas zwykłego straszenia. Jeszcze nigdy nie zrobili nam krzywdy. Chodzi o to, że nie skaleczyli nas za poważnie…
- Jak to „za poważnie”? – zdziwił się Taehyung, zerkając w boczne lusterko, kiedy wydawało mu się, że jakiś cień przebiegł przez drogę za nimi, ale w końcu stwierdził, że była to prawdopodobnie jedynie iluzja optyczna, bo ułamek sekundy później nikogo już tam nie było.
- Kiedy wpadłam przed twój samochód, uciekałam przed nimi. Dlatego miałam takie zadrapania na twarzy. Ale dopóki nie zrobią czegoś okropnego, postanowiliśmy, że nie zgłosimy sprawy policji – zakończyła dziewczyna, a jako, że V nie wiedział, co miałby na to odpowiedzieć, w samochodzie zapadła cisza, której żadne z nich nie miało zamiaru przerywać. Po upływie mniej więcej dziesięciu minut Taehyung zaparkował przed domem Hyeri.
- Do zobaczenia. – Uśmiechnął się do dziewczyny, która jakby przeprowadzała wewnętrzną walkę.
- To była zdecydowanie najmilej spędzona ucieczka przed policjantami w moim życiu – stwierdziła, całując V w policzek i opuściła samochód, zostawiając Taehyunga z mętlikiem w głowie.
- A może… może poszlibyśmy jutro na spacer lub do kina? – zapytał, wychodząc z Lexusa i oparł się o jego karoserię, wpatrując się w dziewczynę, która odwróciła się do niego z uśmiechem i odpowiedziała, że z chęcią tam z nim pójdzie.
     Zamknął drzwi i odpalił samochód, kierując się na autostradę, gdzie byli jak zwykle umówieni z chłopakami. Przez całą drogę myślał o Hyeri, co było dla niego wręcz głupie. Jeszcze nigdy nie podobała mu się żadna dziewczyna. Jedynym, co w całym swoim życiu obdarzył miłością, była szybkość. A nagle znikąd pojawiła się dziewczyna, której charakteru nie potrafił ocenić. Na początku była oschła i wredna, kiedy ją potrącił, następnie słodziutka i kochająca dla swojego brata, kiedy chciała, żeby jej wybaczył. Za to dzisiejszego dnia pokazała mu całkowicie odmienne oblicza: jedno – seksowne, kiedy zaczęła z nim rozmowę po wyścigu, natomiast pod drugim, które ukazała mu w samochodzie, skrywała się niezwykle silna dziewczyna, która radziła sobie z problemami i tragediami, co jakiś czas odwiedzającymi jej rodzinę. Tego dnia jedynym, co był w stanie zrobić, żeby odgonić swoje myśli od czarnowłosej, było ściganie się na autostradzie z chłopakami. I nawet ono zbytnio nie pomogło, bo ciągle miał ją przed oczami.

***

     Kolejne dni minęły rudowłosemu niby zwyczajnie, a jednak – niezwykle. Codziennie spotykał się z Hyeri. Wychodzili do kina, na długie spacery po parkach lub siadali nad rzeką i rozmawiali o wszystkim, co ślina im przyniosła na języki. Taehyung często przyjeżdżał po nią motorem, na co ta jechała z nim do domu swojej przyjaciółki, a potem zabierała z jej garażu swój pojazd, wyjeżdżając z nim na godzinne przejażdżki, podczas których ścigali się na autostradzie. Kiedy on wygrywał – dziewczyna musiała odpowiedzieć mu na osobiste pytanie, które on jej zadawał. Jeżeli to ona zwyciężała, było na odwrót. Hyeri zabrała go nawet ze sobą na jedne z wyścigów, podczas którego zmusiła go do odgrywania roli grid boya, chociaż takie coś z pewnością nie istniało. Wkrótce nawet Baek z Sungiem i Kaiem zaczęli być zazdrośni o to, że ich najlepszy przyjaciel poświęca im tak mało czasu. Nagle nawet przestał ścigać się z nimi po autostradzie w nocy! A przecież robili to od zawsze! To była ich tradycja! Starali się jakoś sprawić, żeby wrócił do nich stary Taehyung, ale ten tak zauroczył się czarnowłosą, że na dwa dni przed wyścigiem z jej bratem poprosił ją o to, żeby była jego dziewczyną. Oczywiście, ta równie zapatrzona w V, co ten w nią, natychmiast się zgodziła i w szeregach kierowców zawitała nowa para.

***

- Cześć, skarbie – rzucił Taehyung do swojej dziewczyny, przytulając ją od tyłu na niecały kwadrans przed jego wyścigu z Jungkookiem. Wyścigu, który dla niego znaczył wszystko.
- Co ty robisz? Przecież Kookie ma nie wiedzieć – zdziwiła się Hyeri, odsuwając od rudowłosego.
V doskonale wiedział o tym, że wszystkie pary oczu znajdujące się w pobliżu wlepiają w niego wzrok, ale nie przeszkadzało mu to. Specjalnie przyszedł na placyk, który zajmował team Jina, w tym brat Hyeri, żeby w końcu przekazać jej bratu, że on i czarnowłosa chodzą ze sobą. A to, że było to tuż przed tak znaczącym wyścigiem, tylko sprawiało, że czuł się jeszcze bardziej usatysfakcjonowany z tego powodu.
- Wstydzisz się mnie? – udał zasmuconego Tae, odsuwając się od dziewczyny jeszcze o krok. – Nie możemy mu w końcu o tym powiedzieć? – zapytał głośniej, tak, żeby zwrócić na siebie uwagę jak największej ilości osób. – Myślę, że Jungkook powinien wiedzieć – dodał już całkiem głośno, na co dookoła rozległy się szepty.
- O czym powinienem wiedzieć? – zapytał spokojnym głosem brunet, wychodząc spomiędzy tłumu, który specjalnie zrobił dla niego przejście. Tuż za nim szedł brązowowłosy młodzieniec, z którym Taehyung poprzednim razem zastał w jednoznacznej sytuacji na kanapie. Jak niedawno się dowiedział – był to przywódca teamu, niejaki Kim Seokjin.
     Taehyung tylko uśmiechnął się na jego słowa i posadził Hyeri na masce samochodu, który był za nią zaparkowany i wpił się w jej usta, od razu pogłębiając pocałunek. Dziewczyna z wahaniem oddała pieszczotę, z jednej strony bojąc się reakcji brata, a z drugiej – chciała mieć po prostu z głowy mówienie mu o tym wszystkim. Nagle V został szarpnięty do tyłu za ramię i jedynym, co miał przed oczami była pięść Jungkooka skierowana prosto w jego twarz. Mimowolnie zamknął oczy, szykując się na bolesne uderzenie, ale kiedy nie nastąpiło, powoli rozwarł jedną powiekę, a nie dostrzegając przed sobą zagrożenia, zrobił to samo z drugim. Przed rudowłosym stał Kookie przygotowany do zadania ciosu, jednak jego nadgarstek został unieruchomiony przez szatyna, który teraz mówił coś mu do ucha uspokajającym tonem. Po chwili Seokjin zmrużył oczy i cofnął swoją dłoń, odsuwając się jedynie o krok, w razie gdyby bratu Hyeri nagle strzeliło coś głupiego do głowy. Ten jednak po prostu stał przed rudowłosym ze wzrokiem skierowanym w dół, a na jego twarzy widniał wyraz, jakby właśnie poczuł się zraniony i zdradzony. W końcu który starszy brat chciałby, żeby jego siostra była w związku z osobą, którą należało uznawać za potencjalnego wroga, do momentu, aż nie okaże się, który z nich jest lepszy?
Jungkook opuścił nadgarstek i wbił w Taehyunga ciężkie spojrzenie, zaciskając dłonie w pięści.
- Jeżeli ją skrzywdzisz, to nie masz życia – warknął, powodując jedynie lekki uśmiech na twarzy przeciwnika. V nie miał najmniejszego zamiaru krzywdzić tak ważnej dla siebie osoby. Seokjin również uśmiechnął się, szczęśliwy, że udało mu się przekonać bruneta, że nie warto wywoływać bójki, szczególnie tuż przed tak ważnym wyścigiem. Przyciągnął do siebie Jungkooka i wpił się w jego usta, namiętnie go całując, na co dookoła rozległy się oklaski całego teamu, który od dawna trzymał kciuki, żeby ci dwaj w końcu byli razem. Odkąd tylko Kookie do nich dołączył, zaczęły się plotki, jak to idealnie pasuje do ich przywódcy i o tym, że od razu spodobał się Jinowi. Tego dnia wszyscy dowiedzieli się, że nie były to tylko pogłoski. Rudowłosy pomachał tylko do Hyeri i odwrócił się, odchodząc do swojego teamu, który zniecierpliwiony czekał na niego przed Lexusem, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku ze stanem technicznym samochodu.
- Jungkook wie, o tym, że Hyeri i… - zaczął z szerokim uśmiechem, ale musiał przerwać, bo w ułamku sekundy znalazł się koło niego kasztanowowłosy i z całej siły go spoliczkował. Położył dłonie na ramionach Taehyunga, wstrząsając nim w przód i w tył przez dobre pół minuty, po czym ponownie uderzył go z liścia w twarz.
- Posłuchaj mnie, chociaż ten jeden raz, okey? Mam dość tego twojego gadania o tej całej Hyeri. Albo z resztą nie. Gadaj sobie o niej, ile chcesz, ale masz się teraz skupić na wyścigu, a nie na tej swojej paniusi, jasne? Masz. To. Wygrać – warknął Baekhyun, patrząc swojemu najlepszemu przyjacielowi prosto w oczy. – Mam dość, że ciągle nas przez nią olewasz, ale przed wyścigiem masz się skupić, jasne? Gdzie ten stary Taehyung, dla którego nie istniało słowo „miłość” w odniesieniu do jakiejkolwiek dziewczyny? Gdzie ten stary Taehyung, który w tym momencie siedziałby z pewnością siebie w samochodzie, przekonując nas, że wygra bez problemu? Przestało ci zależeć na wyścigach!? – Przy wypowiadaniu każdego zdania podnosił głos coraz bardziej, a ostatnie pytanie wrzasnął tak głośno, że wszyscy natychmiast odwrócili się w jego kierunku. Sungoh stanął za Baekiem, odciągając go od V, który wpatrywał się w swojego przyjaciela ze zdziwieniem i sprawiał wrażenie, jakby go zamurowało. – Chcesz wrócić do Korei i znowu żyć na utrzymaniu ojca?! Jesteś idiotą, jeżeli ignorujesz to wszystko, co już osiągnąłeś! Walcz ostro albo wracaj do domu! – krzyczał dalej Baekhyun, zdzierając sobie gardło, a w jego oczach pojawiły się łzy. Tak bardzo wierzył w swojego najlepszego przyjaciela. Tak bardzo pomagał mu od dnia, kiedy pierwszy raz go zobaczył. Wspierał go w każdej możliwej sytuacji, a ten nagle postanawia pchać się do teamu Jina, zostawiając swój własny? Bo dla kasztanowowłosego dokładnie tak to wyglądało.
- Baek… - zaczął V, chcąc zaprzeczyć wszystkiemu, co powiedział na jego temat chłopak, ale nie mógł zebrać w słowa tego, o czym właśnie myślał.
- Co „Baek”? Co „Baek”!? Masz zamiar kolejny raz wmówić mi, że wszystko wyolbrzymiam? Byłem przy tobie od samego początku, a ty wszystko niszczysz… - Prawie rzucił się na rudowłosego, ale powstrzymały go ramiona Sungoha, które z całej siły objęły go w pasie, aby tego nie zrobił. Wokół chłopaków zebrał się spory tłum, który otoczył ich, chcąc koniecznie dowiedzieć się, o co poszło. Baekhyun wziął parę wdechów i dodał już spokojnym tonem, w którym ból był słyszalny nawet dla tych, którzy stali najdalej. – Ja… Nie chcę już być w teamie… - Wyszarpnął się z uścisku Sungoha i zaczął iść w kierunku tłumu, który natychmiast zrobił mu przejście.
- Baek! Nie możesz odejść! – krzyknął za nim rudowłosy, na co ten ze łzami w oczach odwrócił się do nich.
- Mam dość, Tae! Odchodzę! Nie chcę was znać! – wrzasnął i przeszedł przez środek tłumu, nie obracając się, patrząc prosto przed siebie. V chciał za nim biec, ale fioletowowłosy złapał go za nadgarstek i krótko wstrząsnął głową. Wiedział, że nie ma sensu teraz rozmawiać z Baekhyunem. Sądził, że najlepiej będzie dać mu czas, żeby trochę ochłonął.
- Do wyścigu zostało niecałe pięć minut! – rozległ się podwójnie wzmocniony głos, a grid girls wyszły na swoje miejsce z flagami. Jungkook zajął swoje miejsce na starcie, zostawiając lukę dla Taehyunga, który w pośpiechu ubrał na siebie kostium i zapiął kask, wsiadając do Lexusa. Ledwo powstrzymywał łzy cisnące mu się do oczu, ale zasunął szybkę kasku i oparł dłonie na kierownicy, z całej siły zaciskając na niej palce. Teraz musi wygrać. Musi wygrać i jak najszybciej znaleźć Baekhyuna.
- Tae, nie myśl o tym, co przed chwilą się stało. Wszystko będzie w porządku, Baek wróci. Tak naprawdę to z pewnością trzyma kciuki za to, że wygrasz. Musisz wygrać, jasne? – powiedział Jongin, otwierając przednie drzwi do Lexusa, ponieważ Sungoh miał jeszcze coś do przekazania Taehyungowi. V skinął jedynie głową, wbijając wzrok w flagę, która za jakieś trzy minuty miała wyznaczyć start.
- Jakby coś to nadal masz tę kierownicę wielofunkcyjną i już ustawiłem wszystko tak, jak należy, więc w razie czego będę cię informował, co się dzieje. Jeśli ty chciałbyś coś ode mnie, jeżeli stracilibyśmy cię z oczu, bo jak wyjedziecie na trasę, to nie mam szans ciągle cię widzieć, po prostu zacznij mówić. Automatycznie zostanie mi to przekazane. I pamiętaj, że w ciebie wierzymy. Jesteśmy pewni, że wygrasz – zakończył Sung, a otrzymując od Taehyunga lekkie skinienie głową w odpowiedzi, zamknął drzwi i odsunął się od mety, po czym usiadł na masce swojego Spykera C8 Ailerona i włożył do ucha słuchawkę. Kai przysiadł obok niego i zaskomlał z bólu, kiedy przypadkiem uderzył się w pokaleczone ramię, wskakując na maskę.
Po zamknięciu drzwi Taehyung przestał logicznie myśleć, jakby wszyscy ludzie wokół, ich krzyki, Nissan GTR Jungkooka stojący tuż obok niego, nie istniało. Nagle poczuł się, jak gdyby czas zwolnił i jedynym, co widział, było wnętrze swojego Lexusa i droga tuż przed nim. Oraz flaga. Ona oczywiście była w tym momencie najważniejsza. Włączył silnik i zacisnął palce mocniej na kierownicy, stopę stawiając tuż nad pedał gazu. Spojrzał w bok, dostrzegając, że brunet również mierzy go spojrzeniem zza szybki kasku.
- Na miejsca… - Silny głos, wzmocniony dodatkowo przez głośniki przedarł się przez krzyki i dopingi obu teamów oraz osób, które przyszły tam tylko, żeby popatrzeć. V natychmiast odwrócił wzrok od Jungkooka, ponownie skupiając wzrok na fladze i ustawił siódmy bieg, tak na rozgrzanie silnika, aby nie rzucać go od razu na głęboką wodę.
- Gotowi… - Pamiętaj, że w ciebie wierzymy.  Jesteśmy pewni, że wygrasz. Wszystko będzie w porządku. Nie możemy się tym przejąć… Zniszczyliby nas i nici z wyścigami
- Start! – Tae docisnął pedał gazu i natychmiast wyruszył, w tym samym momencie, co Jungkook.            Brunet natychmiast zyskał prowadzenie, bo jego Nissan szybciej się rozpędzał, więc już w ciągu dziewięciu sekund rozwinął prędkość maksymalną. Tymczasem na liczniku Taehyunga widniało wtedy marne dwieście pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Dystans rozciągnął się do dziesięciu metrów różnicy, ale V zamiast spanikować, jakby dodał sobie tym motywacji. Po upływie kolejnych pięciu sekund on również uzyskał prędkość maksymalną i jako, że jego maksimum było o piętnaście kilometrów na godzinę większe od Nissana Jungkooka, wkrótce dzieliły ich już zaledwie trzy metry. Brunet zerknął w boczne lusterko i natychmiast zaklął, widząc, że jego przewaga już wkrótce zostanie zniwelowana. Docisnął mocniej pedał gazu, ale nic to nie dało, a jako, że dystans pomniejszył się już do dwóch metrów, chłopak zrobił to, do czego jeszcze nigdy w życiu się nie posunął – zajechał Taehyungowi drogę, sprawiając, że ten musiał odbić kierownicę w bok, aby uniknąć wypadku i udało mu się to jedynie dlatego, że miał nieźle wyrobiony refleks przez ciągłą jazdę. Szybko dodał gazu, żeby nadrobić na liczniku wartość, która znacznie zmalała przez skręt i ponownie szybko zmniejszył dystans dzielący jego i Jungkooka. Walcz ostro, albo wracaj do domu! Zacisnął palce na kierownicy z taką siłą, że aż musiał zagryźć wargę, aby nie pisnąć z bólu, a mokre od potu włosy niemal wpadały mu do oczu, ale nie mógł pozwolić, aby gówniarz wygrał. Byli już prawie w połowie trasy i dopiero wtedy udało mu się wyprzedzić Jungkooka na odległość zderzaka, a wkrótce nawet osiągnął trzy metry przewagi.
      Masz. To. Wygrać. Po tym jak te trzy słowa przemknęły przez jego myśli, pojawiły się kolejne, których nie chciał przywoływać w sytuacji, kiedy w każdym momencie Kookie mógł go wyprzedzić. Ale chyba na przekór, wiedząc, że nie może o nich myśleć, przybywało zdań, o których wolałby zapomnieć. Przestało ci zależeć na wyścigach… Chcesz wrócić do Korei i znowu żyć na utrzymaniu ojca… Jesteś idiotą… Wszystko niszczysz… Byłem przy tobie od samego początku… Nie chcę być już w teamie… Mam dość… Nie chcę was znać… Taehyung rozkojarzył się i dopiero kiedy zobaczył, że Jungkook go wyprzedza, jakby oprzytomniał. Chciał zmienić bieg na wyższy, ale wciskanie sprzęgła tylko zmarnowałoby mu czas, który był cenny, szczególnie teraz, kiedy meta była już niecałe sto metrów przed nimi. Ostatnio V nauczył się nowej sztuczki, która polegała na tym, że można zwiększyć bieg, jeżeli trafi się odpowiednio w obroty silnika. Postanowił, więc jej użyć, mimo, że była ryzykowna i już po paru sekundach na jego przekładni sekwencyjnej miejsce zajęła ósemka, na co jedynie dołożył gazu. Nie zwrócił uwagi na to, że wskazówka na liczniku nagle zaczęła szaleć i drgać, jakby coś w nią wstąpiło.
- Już niedaleko, dasz radę! – odezwał się pierwszy raz Sungoh do słuchawki. – A właśnie, Baek jest z nami. Ochłonął trochę, wszystko jest okey. Wyprzedź go! – krzyknął mechanik, widząc, że V zrównał się z przeciwnikiem, a meta była jakieś pięćdziesiąt metrów od nich. I właśnie wtedy, kiedy Taehyung w duchu odetchnął z ulgą, że Baekhyun jednak nadal go wspiera… Właśnie wtedy nastąpił wybuch.
     Taehyung od samego początku chciał, żeby jego wyścig z Jungkookiem, był niezapomniany przez widzów, przez wiele, wiele lat. I właśnie chyba mu się to udało.
      V przegrzał silnik, przekraczając limit maksymalnej prędkości i to z pewnością nie było przyczyną zapalenia się samochodu. Tak, jak w większości przypadków podczas wypadków, doszło do zwarcia – blachy zostały w jednym momencie dociśnięte do obu biegunów akumulatora, a benzyna z rozszczelnionego układu wtryskowego chlapnęła na rozgrzany do czerwoności od nadmiernej prędkości kolektor wydechowy.
      Ostatnim, co widział Taehyung, był ogień i dym wydobywający się zza maski, kiedy siła wybuchu pchnęła go na szybę, która już wkrótce była roztrzaskana na drobne kawałki. V bezwładnie osunął się na fotel, uderzając głową o kierownicę, a potem nastała ciemność i cisza rozdarta po chwili przez przeraźliwe krzyki wszystkich zebranych przy mecie. Jungkook zahamował tuż przed końcem trasy i przerażony wybiegł z samochodu, dzwoniąc po pogotowie. Sungoh rzucił się ku Lexusowi, ale nie było szans o zbliżeniu się do pojazdu, a co dopiero mówiąc o wydostaniu stamtąd Taehyunga.
      Nieprzytomny chłopak płonął żywcem zamknięty w pułapce, która niegdyś była dla niego wszystkim.

***
      Hyeri z płaczem pobiegła przed siebie, kiedy tylko zobaczyła płonący pojazd. Nie mogła złapać oddechu, a obraz rozmył się jej przed oczami z powodu potoku łez, ale nie była w stanie patrzeć na to, jak jej chłopak ginie, a żadna z zebranych osób nie jest w stanie mu pomóc. Dookoła panowały egipskie ciemności rozjaśnione jedynie ustawionymi w pięćset metrowych odległościach latarniami. Wbiegła w uliczkę, która prowadziła na skróty do jej domu i nagle zamarła, słysząc za sobą jakiś szelest. Obejrzała się za siebie, dostrzegając niewyraźne zarysy dwóch ogromnych, barczystych postaci, które miały ze sobą jakąś podłużną broń. Rzuciła się sprintem przed siebie, ale już po chwili w ciemności potknęła się o jakieś pudła, które ktoś ustawił pod ścianą, a które w nocy były niewidoczne. Ciężkie kroki mężczyzn rozbrzmiały tuż za nią i kiedy stanęli, pochylając się nad czarnowłosą, zapadła cisza. Po upływie niecałej sekundy została przerwana przeciągłym krzykiem dziewczyny, którą nieznajomi zaczęli okładać pałkami. W momencie gdy oberwała w brzuch jedną z broni, a druga opadła z podwójną siłą na jej żebra, łamiąc przynajmniej dwa, zaczęła wzywać pomocy. Mężczyźni z przestrachem odwrócili się w kierunku wejścia do uliczki, gdzie stał jakiś chłopak i patrzył na nich z nic nierozumiejącą miną. Dopiero kiedy jego wzrok spoczął na dziewczynie, przerażony, zamiast pomóc, pobiegł przed siebie. Chwilę rozproszenia nieznajomych wykorzystała czarnowłosa, która ledwie była w stanie wstać, przez obrażenia, które odniosła, ale jakoś udało jej się utrzymać na nogach. Pobiegła przed siebie, poruszając się wolno, ale konsekwentnie, lecz już po paru sekundach zamachowcy zorientowali się, że ofiara im ucieka i zareagowali.
      Ostatnim, co zarejestrowała dziewczyna, był ogłuszający ból w okolicach karku, który spowodował, że upadła na ziemię i nie była w stanie się podnieść, gdyż straciła przytomność.

Mam nadzieję, że się podobało ;)
Czekam na opinie i komentarze
Taeyeon <3

sobota, 20 maja 2017

I'm scared

Hejka :)
Jeżeli mam być szczera, to teraz prawie codziennie mamy z Rim zapowiedziane kartkówki/sprawdziany, więc może być problem z systematycznością na blogu.
W sumie "I'm scared" miało być one shotem i takie będzie, ale jako że mam napisany początek, a chciałam coś dodać na bloga, to... TADAAAAM! Uznajmy to za zapowiedź. 
Pomysł na tego shota nadszedł... Z rok temu? Nie pamiętam dokładnie, ale pamiętam, że wtedy już o nim mówiłam Rim :") Mam nadzieję, że spodoba się zamawiającej i przepraszam, że realizacja trwała tak długo.
Miłego czytania ;) 



Bóg wie, że starałam się 
cieszyć z Twojego szczęścia 
Wiedz, że próbowałam
Nawet jeśli nie potrafię zrozumieć, zniosę ten ból.
Daj mi prawdę, ja i moje serce przetrwamy to
Jeśli ona jest szczęściem, to cieszę się z Twojego szczęścia
Demi Lovato - Stone Cold

     Tę historię można zacząć na wiele różnych sposobów, z których każdy ukazywałby ją pod innym kątem. Najlepiej chyba będzie cofnąć się w czasie o te prawie sześć lat, kiedy kilka wydarzeń zmieniło całe życie pewnych osób.
    Jessica biegła tak szybko, jak tylko mogła, starając się nie spóźnić do kawiarni w pierwszym tygodniu od przyjęcia jej do pracy w tamtym miejscu. Jednak na jej niekorzyść działała nie tylko dość nikła sprawność fizyczna spowodowana masą opuszczonych lekcji wychowania fizycznego. Wydawałoby się, jakby nagle cały świat postanowił robić jej na złość – Autobus odjechał dwie minuty wcześniej niż powinien. Park i chodnik, które musiała pokonać, aby znaleźć się w kawiarni, gdzie ją zatrudniono, był pełen spacerujących ludzi. Wiatr rozwiewał jej długie, brązowe włosy nie w tę stronę, której by sobie życzyła, ograniczając jej widoczność, a w dodatku telefon dziewczyny nie przestawał dzwonić od dobrych pięciu minut, kiedy nie miała go jak odebrać.
- Mógłbyś przestać do mnie dzwonić? – zapytała w końcu Chanyeola, w biegu odbierając od niego połączenie.
- Nie mógłbym – odpowiedział chłopak z wyraźnym rozbawieniem w głosie.
- Szefowa już jest? – spytała Jessie, setny raz odgarniając z oczu włosy, które po chwili i tak wróciły na tamto miejsce.
- Emmm… W sumie to nie wiem – stwierdził Park, przeciągając się leniwie przy ladzie kawiarni. – I nie mów o mojej mamie „szefowa”. Nawet jakbyś się spóźniła, to i tak cię nie zwolni.
- Ale nie chcę się spóźnić w pierwszym tygodniu pracy – burknęła szatynka, odłączając się od swojego najlepszego przyjaciela.
     Chciała schować telefon do kieszeni, ale wpadła na kogoś, a urządzenie wypadło z jej rąk, uderzając o brukowany chodnik pod stopami dziewczyny. Szatynka z żalem spojrzała na swoją własność, podnosząc ją z ziemi. 
     Ekran był rozbity mniej więcej przez całą długość przekątnej, a od największego pęknięcia rozchodziły się mniejsze, znacząc niemal całą powierzchnię. Jessica patrzyła na telefon z takim bólem, jakby mogła zrobić wszystko, jeżeli tylko wróciłby on do stanu sprzed minuty. Jednak nie było w tym żadnego powodu do zdziwienia – ponad pół roku zbierała na niego pieniądze, a kiedy miesiąc temu udało jej się go zakupić, była najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Miała nadzieję, że wypłaty, które dostanie podczas swojej letniej pracy w kawiarni, będzie mogła przeznaczyć na początek oszczędzania na wymarzony samochód. Chciała go nabyć od razu po zrobieniu prawa jazdy, a teraz większość dotychczasowych planów przepadła, bo w dzisiejszych czasach nie można było przeżyć bez w pełni sprawnego telefonu, a na naprawienie urządzenia trzeba było wyłożyć dość dużą sumkę.
- Przepraszam. Nic ci nie jest? – Głos nieznajomego dopiero po chwili został zarejestrowany przez szatynkę, która podniosła wzrok na wyższego od niej jedynie o kilka centymetrów bruneta. Chłopak nieznacznie cofnął się do tyłu, w ciszy lustrując twarz szatynki.
- Ze mną wszystko w porządku – odpowiedziała Jessica, chowając telefon do kieszeni. – Przepraszam, że na ciebie wpadłam. Nie patrzyłam, gdzie biegnę – dodała, posyłając mu delikatny uśmiech, na który ten odpowiedział w ten sam sposób.
     Jessie poszła w swoim kierunku, a brunet w całkowicie mu przeciwnym. Po upływie paru sekund dziewczyna odwróciła się w stronę nieznajomego i dostrzegła, że ten zrobił to samo, na co szybko przeniosła wzrok w inne miejsce i ponowiła swój bieg w stronę kawiarni.

- Spóźniona! – krzyknął Yeol w momencie, kiedy szatynka przekroczyła próg budynku, który miał zostać otwarty za jakieś dziesięć minut.
  W odpowiedzi Jessica jedynie wyminęła go, kierując się od razu w stronę zaplecza, gdzie poprzedniego dnia zostawiła fartuszek, który jako kelnerka musiała nosić. Brunet spojrzał na nią ze zdziwieniem, unosząc ku górze jedną brew i poszedł w tym samym kierunku co jego przyjaciółka.
- Co ci…? – zapytał chłopak, przeczesując swoje kasztanowe włosy. – Normalnie albo byś się ze mną przywitała, albo byś mnie z jakiegoś powodu okrzyczała. Prędzej to drugie – wytłumaczył, dźgając szatynkę w ramię, kiedy ta starała się doprowadzić swoją fryzurę do jakiegoś znośnego wyglądu.
- Rozbiłam ekran telefonu – powiedziała Jessie, uśmiechając się do Chanyeola, który zmarszczył brwi, patrząc na nią jak na idiotkę.
- I z tego powodu się cieszysz? – spytał, nie rozumiejąc, o co chodziło jego przyjaciółce. – Nie mam jak pożyczyć ci pieniędzy na jego naprawę – zaznaczył.
- Nie chcę od ciebie pieniędzy – stwierdziła dziewczyna, zawiązując sobie fartuch.
- To czego chcesz? – zadał pytanie, wychodząc z pomieszczenia razem z przyjaciółką.
- Czy muszę czegoś chcieć?
- Dziwnie się zachowujesz. Co się stało? – zapytał Park, z łatwością wskakując na ladę, gdzie usiadł ze skrzyżowanymi nogami, obserwując Jessicę.
- Rozbiłam ekran telefonu – odpowiedziała szatynka, kierując się w stronę drzwi, aby obrócić tabliczkę z napisu ZAMKNIĘTE na OTWARTE.
- Tyle już wiem – stwierdził, zgarniając jedną z rurek do napojów z stojącego na ladzie pojemnika i zaczął się nią bawić. – Czekaj – rzucił, uświadamiając coś sobie. – Jak go zepsułaś…?
- Wpadłam na jakiegoś chłopaka i…
- Aaaa, to trzeba było tak od razu. Tylko jak chcesz o nim opowiadać, to Sooyoung, a nie mi – zaznaczył, zeskakując z lady, bo właśnie do kawiarni wkroczył pierwszy klient tego dnia, na co Jessie jedynie parsknęła śmiechem i podeszła do mężczyzny, pytając go o zamówienie.

- Sooyoung! – krzyknęła Jessica od razu po przekroczeniu progu drzwi od mieszkania, które dzieliła razem z siostrą.
     Obie dziewczyny do ósmego roku życia mieszkały razem ze swoimi rodzicami w Ameryce Północnej, jednak kiedy ojciec dostał propozycję pracy w Korei Południowej, cała rodzina przeprowadziła się do Azji, gdzie szybko się zaaklimatyzowała. Bariera językowa nie była żadnym problemem, gdyż i matka, i ojciec bliźniaczek pochodzili stamtąd, więc zadbali, żeby ich dzieci potrafiły porozumiewać się po angielsku oraz po koreańsku. Kiedy siostry Jung rozpoczęły naukę w liceum, ich rodzice postanowili wrócić do Stanów, a że obie dziewczyny zaprotestowały, słysząc ten pomysł, a ich opiekunowie nie chcieli zmuszać córek do wyjazdu - ustalono kompromis. Szatynki mogły zostać w Korei Południowej, ale jeżeli pan Jung nie miałby później możliwości pracy w Azji, obie zgodziłypby się na powrót do Ameryki Północnej. Tylko, że żadne z nich nie przewidziało dalszego rozwoju wypadków...
    Co do Jessicy, to używała ona swojego amerykańskiego odpowiednika imienia​ z czystego przyzwyczajenia i nie było w tym nawet najmniejszej chęci zaimponowania innym.
     Sytuację finansowa bliźniaczek można by określić jako wystarczającą lub stabilną. Ani Sooyoung, ani Jessice zbyt dużo luksusów nie było potrzebne do szczęścia,  a pieniądze, które przysyłali im comiesięcznie rodzice, bez najmniejszych komplikacji siostrom wystarczało na taki okres czasu. Jednak jeżeli chciały wejść w posiadanie nowych urządzeń będących ich zachcianką lub ubrań wybieranych w ten sam sposób, musiały najpierw na nie zapracować. Jak już wiadomo, właśnie z tego powodu Jessica podjęła się pracy w kawiarni należącej do matki jego najlepszego przyjaciela, a Soo próbowała swoich sił w opiekowaniu się  maluchami z Domu Miłości ulokowanego niezbyt daleko od ich mieszkania. Młodsza o kilka minut Young często brała udział w różnych wyjazdach organizowanych z funduszy zebranych na ten dom dziecka,  przez co nierzadko zdarzało się, że Jessie przebywała sama w mieszkaniu przez nawet dwa tygodnie. 
- Ahh... Wycieczka... - uświadomiła sobie dopiero po chwili szatynka, cicho wzdychając. 
     Czasami naprawdę miała dosyć samotności spowodowanej ciągłymi wyjazdami siostry. Oczywiście, zdawała sobie sprawę, że Soo kocha podróżować i zwiedzanie nowych miejsc jest dla niej niczym największy prezent, a jeżeli w dodatku jedzie gdzieś razem ze swoimi podopiecznymi z Domu Miłości... Och, czysty raj dla Sooyoung. Tylko, że z powodu tych częstych wycieczek bliźniaczka powoli się od niej oddalała, a Jessie nie mogła zrobić absolutnie nic, żeby w jakiś sposób temu zapobiec.
     Szatynka weszła do salonu, rzucając się od razu na kanapę, po czym sięgnęła dłonią w kierunku stolika, przyciągając do siebie pilota. Jessie włączyła telewizor, rozkładając się wygodnie na meblu, ale po dosłownie kilku minutach zorientowała się, że żaden z emitowanych w tamtym momencie programów nie wydawał się zachęcający do oglądania.
   Wyłączyła urządzenie, wychyliła się na kanapie w ten sposób, żeby głową dotykać oparcia i zaczęła lustrować wzrokiem niezwykle interesujący sufit. Po chwili dostrzegła na nim niewielkie pęknięcie w białej farbie i przypomniała sobie o rozbitym ekranie telefonu. On z kolei nasunął szatynce na myśl okoliczności, w których przedmiot się uszkodził. Kilka sekund później Jessie zamknęła oczy i próbowała sobie przypomnieć delikatny uśmiech, który na moment rozjaśnił twarz chłopaka.
   I być może to właśnie ten uśmiech spowoduje, że dziewczyna nie będzie w stanie zapomnieć go przez kolejnych sześć lat…

- Dokąd się wybierasz? – zapytał Chanyeol, opierając się o framugę drzwi, tak, by nie tracić ani na chwilę swojej przyjaciółki z oczu.
- Mówiłam ci, że idę dzisiaj do fryzjera – przypomniała mu, odkładając swój fartuszek na zastawiony papierami stolik.
- Hej, nie tam! – upomniał ją chłopak, natychmiast przenosząc strój roboczy Jessicy na przeznaczony do takich celów wieszak.
- Mógłbyś w końcu uporać się z tymi dokumentami… - westchnęła szatynka, patrząc na kasztanowowłosego ze złośliwym uśmiechem.
- A ty mogłabyś mi w tym pomóc, ale nie… Mała Jessie się zakochała i chce sobie zmienić fryzurę – zaśmiał się, czochrając dziewczynie włosy. – Nie mogę uwierzyć, że chcesz je ściąć. Odkąd pamiętam, miałaś najdłuższe w naszej klasy – powiedział, zaplatając na palec kosmyk włosów Jessicy.
- Muszę już iść, bo się spóźnię. Poradzisz sobie sam? – zapytała, wymijając go w przejściu i zlustrowała spojrzeniem kawiarnię, w której były zaledwie trzy osoby.
- Jak widzisz, za dużego ruchu tutaj nie mamy – rzucił Chanyeol z pewnego rodzaju przygnębieniem w głosie, ale zaraz potem uśmiechnął się do szatynki i dodał: - A co jeżeli ten chłopak cię nie rozpozna, gdy zmienisz fryzurę?
Jednak Jessica zdążyła już opuścić budynek, a kelner obserwował ją przez szklaną ścianę, aż do momentu, kiedy zniknęła mu  z pola widzenia.
Stanął za ladą i ze znudzeniem podparł twarz na dłoni, lustrując osoby znajdujące się w kawiarni. Gdy tylko ujrzał wchodzącego do środka bruneta, wyprostował się, żeby zgrywać pozory zadowolonego pracownika. Niezbyt wysoki, w porównaniu z Chanyeolem, młodzieniec skierował się wprost do lady i podniósł wzrok na duży szyld z menu zawieszony nad nią.
Kasztanowowłosy przez chwilę po prostu czekał, aż klient coś wybierze, a on będzie musiał zrealizować zamówienie, ale chłopak tak długo milczał, że wyższy w końcu przeniósł na niego wzrok. Młody Park ledwie zauważalnie zmarszczył brwi i lekko zmrużył oczy, wpatrując się w dziwnie znajomą twarz bruneta.
- Latte macchiato – powiedział po dłuższej chwili zastanawiania się młodzieniec, podnosząc wzrok na przyglądającego mu się uważnie pracownika.
- Chciałby pan do tego karmel, wiórki czekoladowe, cynamon lub jakiś syrop smakowy? Może życzy sobie pan jakichś innych dodatków?  – zapytał Chanyeol dokładnie tak, jak go tego nauczyła mama, chociaż jeżeli miałby być szczery, to nie wiedział, jak się zabrać do zrobienia latte macchiato z karmelem. Jego rodzicielka potrafiła kreślić na mlecznej piance wymyślne wzory, stosując technikę latte art, ale on sam nie miał o tym zielonego pojęcia.
- Poprosiłbym z wiórkami czekoladowymi i do tego te dwa ciastka – powiedział brunet, pokazując wyższemu chłopakowi na wypatrzone za gablotką słodkości.
Park od razu zabrał się za wykonywanie zamówienia , ale nie dość, że szło mu to dosyć opornie, to w dodatku nieznajomy nie spuszczał wzroku z jego rąk, dokładnie obserwując, jak robi się latte macchiato. Po kilku minutach Chanyeol w końcu skończył pracę nad kawą i położył na talerzyku wskazane przez bruneta ciastka, patrząc na niego wyczekująco, z nadzieją, że jak najszybciej odejdzie od lady.
- Przepraszam, ale czy my się nie znamy? – zapytał brunet, zabierając z lady swoje zamówienie, przy czym nie odrywał wzroku od twarzy młodego Parka.
- Hm? Nie, nie wydaje mi się. Życzę smacznego – odpowiedział wyższy, odgarniając z czoła niesforne kosmyki włosów. Jemu również wydawało się, że skądś kojarzy stojącego przed nim młodzieńca, ale nie był szczególnie ciekaw, czy się znają. To mógłby być ktoś o wyglądzie podobnym do któregoś z jego znajomych.
- Dziękuję – rzekł klient, odchodząc od lady, a Chanyeol wrócił do nudzenia się za ladą, czekając, aż jego mama przyjdzie na swoją zmianę i nareszcie będzie mógł pójść do swojego mieszkania.
Brunet usiadł przy jednym z wolnych stolików pod oknem i zlustrował wzrokiem swoją kawę. Z jednej strony żałował, że nie poprosił o karmel, a z drugiej wydawało mu się, że ten dodatek w połączeniu z ciastkami byłby zbyt słodki. Przyłożył szklankę do ust, ale natychmiast ją odłożył, gdyż przez szklaną szybę zobaczył dziewczynę, na którą jakiś tydzień temu wpadł. Rozmawiała przez telefon, stojąc przed kawiarnią. Przez chwilę zastanawiał się czy do niej podejść. Później stwierdził, że to durny pomysł, ponieważ nawet nie wiedział, jak ona ma na imię, a poza tym co miałby jej powiedzieć? Cześć. Tydzień temu wpadłem na ciebie i popsułem twój telefon. I tak się składa, że od tego czasu ciągle o tobie myślę. Napijesz się ze mną kawy?  Trochę słabo by to wyszło...
Dziewczyna jednak najwidoczniej podjęła decyzję za niego, gdyż ruszyła przed siebie pewnym krokiem i już po chwili nie był w stanie jej dojrzeć. Przysiągł sobie jednak, że następnym razem do niej podejdzie i rozpocznie rozmowę, chociaż wolałby, aby ten „następny raz” wydarzył się jakiś czas później, gdyż  najpierw chciałby zastanowić się, jak do niej zagadać.

- Jessie, wróciłam! – Dziewczyna czytając książkę w salonie, usłyszała krzyk swojej siostry, więc natychmiast się podniosła z fotela i pobiegła, aby przywitać ją.
- Sooyoung! – rzuciła z szerokim uśmiechem starsza z bliźniaczek, przytulając się do długowłosej szatynki, która widząc ją, zamarła w bezruchu.
- Jess? Co ci się stało? – zapytała Soo, wpatrując się z zaskoczeniem na blond włosy swojej siostry, które nie dość, że zostały przefarbowane, to jeszcze obcięte przynajmniej o połowę.
- Chodzi o włosy? Przefarbowałam je - odpowiedziała Jessica, prowadząc dziewczynę na kanapę w salonie.
- Tyle zdążyłam sama zauważyć. Czemu to zrobiłaś? - Sooyoung zadała pytanie w taki sposób, że jej siostra od razu zorientowała się, iż nowa fryzura Jess się jej nie podoba.
- Jest taki chłopak... - zaczęła starsza, na co szatynka uniosła jedną brew i spojrzała na nią z półuśmiechem.
- Jest taki chłopak? - zapytała z rozbawieniem w głosie, ale również z niecierpliwością, gdyż chciała się dowiedzieć wszystkiego o tej sprawie.
- Yhym - potwierdziła z szerokim uśmiechem Jessica, przesiadając się na kanapie w ten sposób, żeby siedzieć naprzeciw siostry ze skrzyżowanymi nogami.
- Na co jeszcze czekasz? Opowiadaj! - roześmiała się Sooyoung, przyjmując taką samą pozycję jak jej bliźniaczka.
- Nie oczekuj zbyt wiele od tej historii. Widziałam go tylko raz i w dodatku wpadłam na niego, więc pewnie uznał mnie za jakąś wariatkę - stwierdziła blondynka z cichym westchnięciem.
- Jak wyglądał? - zapytała zaciekawiona Soo, wpatrując się w siostrę ze zniecierpliwieniem.
- Wyglądał... zwyczajnie... - odpowiedziała Jessica, na co bliźniaczka zmierzyła ją niezadowolonym spojrzeniem.
- Mam przez to rozumieć, że był bardzo przystojny? - rzuciła Sooyoung domyślnie, na co jasnowłosa roześmiała się cicho i przyznała jej rację, kiwając głową.
- Bardzo, bardzo, bardzo przystojny - dopowiedziała Jess, przytulając się do poduszki.
- Wooo... Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że ty powiesz coś takiego - uznała ze śmiechem młodsza. - Poza tym myślałam, że ty i Chanyeol jesteście parą - dodała, na co Jessie jedynie westchnęła, bo według niej dziewczyna właśnie popsuła całą atmosferę.
- To źle myślałaś - odrzekła już bez wcześniejszego entuzjazmu w głosie.
- Hej, co się stało? Pokłóciliście się? - Długowłosa przyglądała się uważnie siostrze, nie rozumiejąc nagłej zmiany jej humoru - zawsze cieszyła się na samą wzmiankę o jej najlepszym przyjacielu.
- Nie - zaprzeczyła szybko Jessie,
- To co się stało? Powiedział ci, że jest w tobie zakochany? - zapytała Soo, śmiejąc się cicho, ale widząc reakcję siostry, spoważniała. - Serio?
- Yhym - mruknęła blondynka niemrawo.
- Od zawsze wiedziałam, że będziecie parą! - Pisk jej bliźniaczki był wręcz ogłuszający. 
- Nie będziemy parą - stwierdziła dobitnie Jessica.
- Hej, daj mu w końcu szansę. Od podstawówki wyraźnie widać, że mu się podobasz, a ty go ignorujesz - powiedziała długowłosa, na co Jessie jedynie pokręciła przecząco głową. - Czyli zobaczyłaś jakiegoś chłopaka raz i się w nim zakochałaś, a Chanyeola znasz od tak dawna i nic?
- Romeo i Julia zakochali się od pierwszego wejrzenia - wypomniała jej siostra, nadal tuląc się do poduszki.
- I popełnili samobójstwa po jakichś trzech dniach - przypomniała jej Sooyoung, wstając z kanapy. - Pójdę zrobić herbatę.
- Możesz zrobić też mi, jak już idziesz - stwierdziła Jessica, rozsiadając się wygodniej na kanapie.
- Jess... - zaczęła szatynka, kiedy wróciła do salonu z dwoma kubkami parującej herbaty. - Jest taki chłopak... - dodała po chwili, na co bliźniaczka wyszczerzyła do niej zęby w uśmiechu i czekała na więcej informacji o młodzieńcu.


Dźwięk dzwonka do drzwi sprawił, że Jessica natychmiast poderwała się z kanapy, żeby sprawdzić kto to taki. Spodziewała się dostawcy pizzy, ewentualnie swojej przyjaciółki, która miała przyjść do niej, żeby pooglądać jakiś film, ale szczerze mówiąc, to jednak bardziej liczyła na dostawcę. 
Jak ogromne było jej zdumienie, kiedy przez lustro weneckie w drzwiach zobaczyła elegancko ubranego bruneta, na którego wpadła około trzech tygodni temu.
- Jess, nie otwieraj! - powiedziała spanikowanym głosem Sooyoung, poprawiając sobie włosy i wygładzając sukienkę, żeby wyglądać jak najlepiej.
- Ten chłopak, z którym dzisiaj miałaś pójść na kolację... To on? - zapytała Jess, patrząc na bliźniaczkę z bezbrzeżnym zdumieniem wyraźnie wypisanym na twarzy.
- Tak. Przystojny, prawda? - zaśmiała się cicho szatynka, zakładając kupione specjalnie na tę okazję buty na wysokim obcasie. - Jak wyglądam? - zapytała, obracając się dookoła, żeby poznać opinię siostry.
- Ładnie, ale... - zaczęła blondynka, jednak nie zdążyła dokończyć, gdyż Soo po przejrzeniu się ostatni raz w lustrze, otworzyła drzwi i przywitała bruneta ciepłym uśmiechem.
- Och, nie wiedziałem, że masz siostrę bliźniaczkę - zdziwił się chłopak, lustrując Jessicę z miłym uśmiechem na twarzy. - Byun Baekhyun - przedstawił się, zerkając pobieżnie na drogi zegarek zdobiąc jego przegub.
Byun Baekhyun...
- Jung Jessica - wydukała w końcu oszołomiona jasnowłosa, kiedy Sooyoung spojrzała na nią wyczekująco, ponaglając, by również się przywitała.
- Myślę, że musimy już się zbierać - uznał brunet, po czym razem z siostrą Jess opuścił mieszkanie dziewczyn.

Mam nadzieję, że się spodobało
Mile widziane będą komentarze
Taeyeon 😊

sobota, 6 maja 2017

HM #13 W sumie fajny chłopak był

Hejka
Taeyeon: Obiecałam w sobotę, to jest w sobotę :") Nooo więc, dzisiaj Baekhyun ma urodziny. (Znaczy w Korei jest 8 godzin do przodu, więc pewnie jemu się urodziny już skończyły, ale data to 6.05, więc...) Wszystkiego najlepszego dla naszej Iwonki <3 
Sangrim: O ta Iwona urodzinowa xD Hehe, najlepszego xD 
Miłego czytania 👋


HM #13 | W sumie fajny chłopak był | 8.400 słów



Po wczorajszym dniu pełnym wrażeń - pradawnych skarbów, domków letniskowych w Busan, skoków przezkrzaczkowych, burzy i anomaliom w postaci ataków drzwi na bezbronne istoty, które w efekcie mogło się skończyć odebraniem czyjegoś mniej lub bardziej cennego życia, brygadzie udało się zasnąć. Uczestnicy wycieczki, którzy stacjonowali na górnych piętrach domków (czyli wszyscy), przed pogrążeniem się w sennych marzeniach długo wsłuchiwali się w padający na dachówki deszcz, aż w końcu przyzwyczaili się do niego.
Brak tego uspokajającego odgłosu sprawił, że obudziła się Ekipa 12, czyli dla niewtajemniczonych - JongRim & Sehun Entertainment, którzy nie chcąc budzić reszty podróżników, postanowili zjeść zrobione przez Kajsę śniadanie we własnym gronie. W tym celu udali się na taras skierowany ku morzu i rozsiedli się na bardzo wygodnych, mimo że drewnianych, krzesłach, pałaszując przygotowane przez bruneta kanapki.
Nie było to danie godne jednego z dwóch mistrzów kuchni należących do Najlepszych z najlepszych, jednak pomimo dość zróżnicowanego zaopatrzenia lodówki chłopak stwierdził, że jest zbyt wcześnie, żeby kombinować ze składnikami. Mówiąc prościej - poszedł po najmniejszej linii oporu, co niezbyt rozczarowało jego współlokatorów, dla których liczyło się, że nie muszą przygotowywać sobie śniadania sami.
- Kto do ciebie wczoraj dzwonił? - zapytał Sehun, przypominając sobie, jak szybko wczoraj jego przyjaciel się zmył, kiedy tylko zabrzmiał dzwonek jego telefonu.
- Daj spokój, bro. Jest jakaś... Rim, która jest godzina? - dopytał swojej dziewczyny, która od kilku minut uporczywie wpatrywała się w kanapkę, walcząc z zamykającymi się powiekami.
- Co chcia- *Dajcie Aniołkowi sekundkę na ziewnięcie, wracamy na antenę za 3... 2... 1...* łeś...? - rzuciła półprzytomnie, opierając podbródek na dłoni, a ramię o stół.
- Godzina - poprosił Kajsa, ale widząc spoczywające na jego twarzy nieogarniające świata spojrzenie, stwierdził, że sam sprawdzi godzinę. - Jest piętnaście po siódmej, Hun. Dałbyś w spokoju zjeść śniadanie - odpowiedział w końcu szatynowi, który westchnął cicho i wrócił do pałaszowania kanapki.
- Rozumiem, że po śniadaniu pójdziemy po resztę? - Sehun zmienił temat i oczekiwał na odpowiedź, przeżuwając swój chleb z szynką i serem niczym rasowy wielbłąd. Ewentualnie lama. Ale, że Rim lubi lamy, to dam wielbłąda, muahahahahaha.
- Co ci się tak spieszy. Yeon nie zając, nie ucieknie - odrzekł Jongin, rzucając Yehetete rozbawione spojrzenie. Szatyn nie znalazł na to żadnej ciętej riposty, więc jedynie uśmiechnął się i pokręcił głową nad domyślnością 1/2 braci SeKai.
- Radziłbym jej rano nie budzić. Jeżeli mamy zostać rodziną, to musisz przeżyć do dnia ślubu.
- Weź się zamknij i ratuj śniadanie Sangrim przed śmiercią - uciął rozmowę Hun, sprawiając, że Kai momentalnie przeniósł spojrzenie na swoją dziewczynę, która przysypiała, opierając głowę na ramieniu, a jej druga ręka, trzymająca kanapkę spokojnie zmierzała ku podłodze.
Kajtek wyciągnął się przez stolik, przypadkiem rozlewając Sehunowi herbatę i... Hej, nie podejrzewajcie go od razu, to serio było przypadkiem. Nie jego wina, że ten kubek mu się nawinął pod rękę, a poza tym... I tak nikogo nie przekonam, kontynuujmy. i wyjął kanapkę z dłoni Rim. Biedna, pozbawiona jedzenia dziewczyna nawet się nie ruszyła, nadal miarowo oddychając.
- Kai, debilu, herbatę mi rozlałeś! - Gdyby rozdawano nagrody za spostrzegawczość, to panicz Oh by jej nie otrzymał.
- No, widzę. I co? - zapytał Kajtek, a jako, że Sylwia uznała to za wyjątkowo niegrzeczne i nie na miejscu, i wprost musiała się odegrać... Brunet został popchnięty i nie zdołał uratować kanapki Sangrim, która wypadła mu z dłoni, przed wylądowaniem na podłodze.
Uwaga, uwaga, wojnę uznaję za rozpoczętą.
- Oczywiście, jak każda kanapka z masłem, spadła na ziemię akurat posmarowaną stroną - zbulwersował się Jongin, patrząc z rozpaczą na zmarnowane jedzenie.
Oj, przeliczyłam się :c Kajsa-sa jakoś dziwnie w pokojowym nastroju, więc wojny nie będzie.
Suprajs madafaka.
- Tak sama z siebie nie spadła.
Sehun musiał przyczepić się słów przyjaciela, bo inaczej zabrakłoby powietrza na świecie i ludzie by wyginęli śmiercią nienaturalną. Sylwia nie chciałaby przecież sprowadzić na ludzkość zagłady.
- Nie, V wziął swoją pelerynę-niewidkę i ją zwalił ze stołu - dopowiedział z sarkazmem brunet, odwracając się ku Yehetete ze zdegustowaną miną.
- A gdyby spadła na ziemię do góry nogami, to by stwierdził "Nie, tak nie będzie" i odwróciłby ją. - Nowy w Drużynie Pierścienia zrozumiał logikę Taehyunga *łzy wzruszenia tak bardzo*.
- Ale serio taka bieda, że ta kanapka była z samym masłem...? - zapytał Hun, kiedy Kaju powrócił już na swoje miejsce, uprzednio z bólem serca wyrzuciwszy ofiarę zmasowanego ataku do kosza.
- Laska, żuj tę kanapkę i nie filozofuj - rzucił z politowaniem Jongin, ale nie miał szansy rozwinąć swojej wypowiedzi, ponieważ rozdzwonił się jego telefon.
Brunet wstał od stołu i odebrał połączenie dopiero, gdy przeszedł do salonu, czyli w miejsce, skąd reszta Ekipy 12 nie miała szans go usłyszeć.
- Lama Larysa jest zażenowana twoim zachowaniem - stwierdził z dezaprobatą panicz Oh, mimo iż Kajsa nie miał go jak usłyszeć. Forever alone lvl hard.
- Lama? - zapytała nagle rozbudzona Rim, odzywając się tak nagle, że Sehun prawie zszedł na zawał.
- Lama - odpowiedziała Sylwia, nie bardzo wiedząc, co mogłaby innego odpowiedzieć.
- Here's a llama, there's a llama and another little llama - zanuciła dziewczyna wesoło, dopiero po chwili orientując się, że Sehun nie dołączył się do śpiewu. - Nie znasz tego?
- A powinienem? - zapytał chłopak ze zdziwieniem, postanawiając, że pójdzie po sok, kiedy tylko Kajsa wróci. Takie myśli przychodzą do głowy tylko podczas słuchania piosenek o lamach. Nie wierzycie, to spróbujcie sami.
- To nasz grupowy hymn - wytłumaczyła mu Sangrim, rozglądając się za swoją kanapką. - Czy ja już jadłam śniadanie...?
- Eeeee... - zająknął się szatyn. - Nie - odpowiedział krótko, na co Aniołek jedynie wzruszył ramionami, nie drążąc dłużej tematu.
- Fuzzy llama, funny llama, llama llama duck - śpiewała pod nosem Rim, powodując niekontrolowany śmiech Sehuna.
- Naprawdę wasz hymn jest o lamach? - dopytał i idąc za przykładem dziewczyny, również zgarnął z talerza kanapkę.
- To hańba, że go nie znasz. Trzeba to będzie nadrobić, jak wrócimy - uznała Sangrim, z miną myśliciela mierząc wzrokiem składniki umieszczone na kanapce. - Mamy tu ketchup...? - zapytała sama siebie, podnosząc się od stołu.
- A tak z ciekawości, to godło i barwy grupowe też macie? - rzucił ze śmiechem Hun, ale ku jego zdumieniu, padła odpowiedź twierdząca.
- Trzeba będzie cię doedukować... Przynieść ci coś z kuchni? - zapytała, odsuwając szklane drzwi prowadzące do środka domku.
- Jakikolwiek sok - poprosiła Sylwia, na co brunetka pokazała mu podniesionego kciuka i zniknęła mu z pola widzenia.
Tymczasem...
- Rim mi powiedziała, że nie znasz naszego hymnu - zaczął z dramatyczną miną Kajtek, wracając na swoje miejsce przy stoliku.
- Niby skąd mam go...
- Nie tłumacz się głupio, bo cię wydziedziczę. Tekst jest łatwy do zapamiętania. Na naradzie uznaliśmy, że z "The Llama Song" weźmiemy tylko dwie pierwsze zwrotki. Zawsze mogło być ich siedem.
- A czemu nie mogła być jedna? - zapytała Yehetete, dziękując Kim Ninjy Sangrim, która nagle się przed nim zmaterializowała ze szklanką soku w jednej ręce i ketchupu w drugiej.
- Bo w drugiej jest... Zaprezentuj - poprosiła swojego chłopaka, dobierając się do swojej kanapki po polaniu jej kilkoma warstwami ketchupu. Ktoś jeszcze nie lubi pomidorów, a ketchup już tak?
- Llama llama, cheesecake llama, tablet, brick, potatoe, llama, llama llama, mushroom llama, llama llama duck - zaśpiewał Jongin.
- Aaaa, sernik, rozumiem... Zmieniając temat, kto do ciebie dzwonił? - zapytał ni stąd, ni zowąd szatyn, popijając pyszny, wiśniowy soczek.
- Właśnie - dorzuciła Sangrim, chociaż z pełnymi ustami się nie mówi.
- Wujek - stwierdził wymijająco Kai, a że nikomu nie chciało się podjąć tematu, rozmowa została ucięta, a śniadanie zaczęło w stu procentach polegać na jedzeniu.

W tym samym czasie... Czyt. Przeskakujemy jeden domek letniskowy dalej, wbijając się na chama do środka posiadłości, gdzie... Nikogo nie ma...? Halo?
Puk, puk, pani Iwonko, jest pani w pokoju?
Wejść czy nie wejść, oto jest pytanie...
Ach, śpi pani... W porządku, to my idziemy dalej.
Paniczu Kim, panicz nie śpi, prawda?
Cisza... Chyba jednak śpi... To może przejdziemy do pokoju obok...
A-ale tu śpi panienka Taeyeon, nieprawdaż...? T-to m-my n-n-nie bę-będziemy p-przeszkadzać, p-p-przepraszamy.
Analizując ten bezsensowny akapit (Przepraszam, ale aktualnie rozmyślam, jak się wywinąć od lepienia pierogów...), można dojść do wniosku, że Ekipa 13 nadal pogrążona jest w śnie. Ale chwilka...
Paniczu Kim! Oszukał nas panicz! Jednak panicz nie śpi!
Muahahahaha.
Przepraszam, już sobie idę :")

Podczas gdy Team Byun x Park znajduje się w krainie sennych marzeń, kupując nowy eyeliner oraz jedząc sernik... Musicie sami odgadnąć, co się komu śni. Nic nie przychodzi w życiu łatwo, dzieciaki... Nie no, bądźmy szczerzy, widzieliście kiedykolwiek prostszą zagadkę?
Ale wracając, podczas gdy oni śpią, JongRim & Sehun Entertainment postanowili zagrać w piłkę nożną na plaży, a że był niesprawiedliwy podział drużyn i Sylwia musiała jednocześnie stać na bramce wyznaczonej dwoma pospiesznie znalezionymi muszlami oraz próbować zdobywać punkty... Wiadomo kto wygrał, czyż nie?
Oczywiście, można byłoby też obudzić Ekipę 13, ale... NO JA PRZEPRASZAM BARDZO, ALE NIE BĘDĄ CHYBA TAKIMI WREDOTAMI.
HUEHUEHUEHUEHUEHUEHUEHUE.
(Ludzie, ja naprawdę przepraszam XD Ale mi coś odwala dzisiaj, a poza tym... HISZPAN/Tae)
Ponieważ Yehetete się obraziła na śmierć i zaprezentowała swojego focha, siadając na piasku w odległości kilku metrów od pary... W dodatku odwróciła się od nich ostentacyjnie plecami... Wiedzieć, że znajduje się za tobą Kim Sangrim i Kim Jongin, a mimo to spuścić ich z oka... Nie wiem czy pogratulować odwagi, czy głupoty.
Po chwili Sehun został obsypany... Nie, wcale nie piaskiem. Kamieniami. SARKAZM.
Ale zatrzymajmy się na chwilę, żeby wyobrazić sobie ten widok 'B) Należałoby go uwiecznić, nieprawdaż...?
Och, nie przejmujcie się, mamy od tego Aniołka, który natychmiast wysłał zdjęcie Potwora Z Piasku do Teamu Byun x Kim x Park. W ten sposób buduje się wspomnienia, moi drodzy.

Tymczasem V wpadł na pomysł. Wstał. Rozglądnął się. Lewo, prawo. Lewo, prawo. Lewo, prawo. Środek. Na palcach przekampił się do Taeyeon i tak jak kiedyś siedział koło jej łóżka, wpatrując się w nią. Strzeżcie się takich Kampiarzy.
Lampił się na twarz, zastanawiając się nad czymś. Dobra... Raz Fałowi śmierć. Nachylił się trochę, tak tylko leciuteńko i cmoknął ją w czoło najdelikatniej, jak tylko mógł. Nie obudziła się, z czego Taehyung bardzo się ucieszył.
Pokrzepiony, pewny siebie wstał, by zrobić coś jeszcze imponującego i dającego mu satysfakcję. Ledwie kryjąc duszony pisk fangirla podającego swojemu idolowi rękę, udał się do lodówki zrobić jakieś śniadanko. Dobrze, że po drodze nie puściła mu się jeszcze krew z nosa.
Lodówka miała tak samo bogate wnętrze jak w kwaterze Teamu nr 12. Tego było tak dużo, że V aż zaczął się zastanawiać, co może użyć do zrobienia śniadania. Zdecydował się na prostą jajecznicę. Gdy już ją skończył, wyjął trzy talerze - w tym jeden najładniejszy jaki znalazł. Co z tego, że wszystkie były takie same, białe. Ten jeden wydawał mu się bardziej biały. Nałożył każdemu mniej więcej równe porcje, ale nadal czegoś mu tu brakowało. Ach tak! Przydałby się jakiś akcent!
Cichuteńko otworzył drzwi i znowu zaczął się rozglądać. Wszędzie piasek! Patrzy na bok - pod dwunastką nic nie ma, patrzy w drugą mańkę - jest coś! Nie wiadomo kto, ale jednak ktoś, postawił sobie pod domkiem jakiegoś kolorowego kwiatka w doniczce. Wyskoczył jak z procy i przyczaił się przy nim tak, by nikt go nie zauważył. Ciup jeden kwiatuszek, ciup drugi kwiateczek - koniecznie dwa kolory - i może wracać.
Jest w domu, patrzy znowu na talerz. No nadal nie pasuje. Spojrzał znowu wgłąb lodówki i wyciągnął plasterek szynki. Wyciął z niego serducho i wraz z kwiatkami ułożył w iście dekoratywny sposób. Jeszcze tylko ośmiorniczka wycięta z parówki i et Volià! (Niech mi teraz nikt nie mówi, że Fałeł nie jest romanciapny.)
Dzieło gotowe. Współlokatorzy budzą się.
- Jedzenie? - zapytał głośno z automatu Baekhyun, gwałtownie przechodząc do siadu i niuchając.
- Nie, śmieci. - Bardzo zabawny Brateł powitał drugiego, kierującego się w jego stronę Brateła Trollfacem.
- To nie wstaję - stwierdził, wzruszając ramionami, a następnie rzucił się w kierunku powrotnym.
- No i nie musisz. - Dzisiejszy kucharz wzruszył ramionami, kładąc talerze z jedzeniem na pobliski stół.
- Co tak wcześnie dzisiaj..? - zdziwiła się Taeyeon, stając za Iwoną, która obróciła się jeszcze na chwilę, by powalić V swoim "smutnym wzrokiem".
- Aaaaa-aaaaa-aaaa, serniczki dwa..! - zaczął śpiewać zaraz po usłyszeniu dziewczyny Taehyung, nie ukrywając tej paniki w oczach. Skierował się w jej stronę z zamiarem odprowadzenia Jej Tae do łóżka.
- Daj spokój, już nie zasnę! - opieprzyła go.
- Nie jesteś zła-zła? - Zatrzymał się, otwierając szeroko oczy. Tego by się nie spodziewał.
- Nie, chyba, że bardzo chcesz bym była - odpowiedziała mu, idąc w kierunku tak jakby kuchni.
- Nie musisz się wysilać - uspokoił ją, z uśmiechem (i to bardzo szeeeeroooookim) odprowadził ją do stołu, by pomóc usiąść, co było w zwyczaju prawdziwego gentlemana - Baek, wstawaj, śniadanie zrobiłem. Zapraszam do stołu.
- O, tu jest stół. - Iwoncja wychyliła się, uprzednio niby zwalając się z łóżka. Wszyscy przecież wiemy, że tylko udawała, a wcześniej wyczajone jedzenie zamierzała porwać przy najbliższej okazji, wykorzystując element zaskoczenia.
- Cały czas tutaj stał. - Taeyeon obróciła się na swoim krześle, by mieć lepszy widok na BFF Rusałki V. - Nie zauważyłeś?
- Stół z powyłamanymi nogami - powiedział od niczego Baek, również siadając przy stole.
- Stół z powyłamanymi nogami - zawtórował mu Taehyung.
- Stół z powyłamanymi nogami.
- Stół z powyłamanymi nogami.
- Stół bez nóg.
- Nie ma stołu.
- Jak nie ma, jak jest.
- Ale teraz go nie ma.
- Czy to jest parówka? - przerwał im Demon, który od dłuższej chwili zastanawiał się nad tym ciekawym kawałkiem mięska z nóżkami i wesołą buźką.
- Czy to jest kwiatek? - zapytał też Baekhyun, teraz ogarniając, że jeden z trzech talerzy wygląda bardziej bogato niż reszta.
- Tak, nie zaprzeczam - odpowiedział dziewczynie dzisiejszy szef kuchni - Podoba ci się?
- Czego ja nie mam parówki!? - oburzyła się nagle Iwa, robiąc się naprawdę smutna.
Młodszy Brateł, nie mogąc na to patrzeć, wstał i poszedł w stronę deski do krojenia. Umył jeszcze ręce i chwycił w swoje łapki resztki parówki, które został na owej desce. Następnie położył ją w talerzu Baeka.
- Proszę - odezwał się, siadając na swoim miejscu - Masz teraz parówkę.
- To nie Kalmar. - Iwona zaciekawiła się, obserwując z niemałym zainteresowaniem niezidentyfikowany obiekt parówkowy w talerzu. - Co to?
- Kłoda - wytłumaczył mu, zaraz zwracając się do Jej Tae - Smakuje ci?
- Wiesz, spodziewałam się, że ją przesolisz, ale o dziwo tego nie zrobiłeś. - Po wzięciu kęsa Tae była w stanie ocenić smak i jakość śniadania. Wystawiłaby z pewnością mocne 7/10 z dwoma plusami w serduszku.
- Lol, dobre. - Bratełowi I aż oczy wyszły na wierzch po spróbowaniu [chyba] nowej specjalności Brateła II, której zjedzenia wcześniej się bał. - Co tam wsypałeś?
- Trochę miłoooooooooości! - wypalił z odpowiedzią, unosząc wysoko ręce w górę i darząc przyjaciół kolejnym szerokim uśmiechem.
- To też mam zjeść? - zapytał rozbawiony Demon, wskazując widelcem na tego nierozpoznanego dotąd kwiatka.
- Jak chcesz, nie zmuszam - odrzekł jej dumny ze swojej pracy Kosmita.
- Masz jeszcze trochę? - dopytywał Baekhyun, jednocześnie wciągając jedzenie tak szybko jak odkurzacz.
- Nie jedz tyle, bo z tym brzuchem utoniesz na płyciźnie - zaśmiał się V, brzmiąc nieco szyderczo mimo że zupełnie nie chciał tak zabrzmieć i nie miał właściwie nic złego na myśli.
- Nie mam brzucha. - Baek wziął to jednak na poważnie. Chcąc udowodnić swoją rację wstał i podwinął w górę swój podkoszulek, pytając o poparcie młodszej od siebie dziewczyny. - Co nie, Tae?
- Nie, nie masz. - Tae nie wytrzymała. Musiała się zaśmiać i odruchowo strzeliła facepalma, byle zająć się czymś innym niż podziwianie spoko rzeźby Iwony. W ogóle kiedy ją zrobiła..?
- No! - Triumfalnie chłopak wskazał na młodszego palcem. - Widzisz?!
- Idziemy potem wynająć leżaki? - Wtrąciła się w tą małą braterską kłótnię jedyna dziewczyna z grupy, opanowując się po chwili.
- Po co? - spytał Alien, zatrzymując swój widelec w buzi.
- A chcesz siedzieć na gorącym piasku? - zachichotała dziewczyna, patrząc w tą póki co nieogarniającą twarz Kosmity.
- Lol, nie. - Wyjął widelec z ust i nabrał kolejną porcję, śmiejąc się. - Możemy w takim razie iść. Wiesz gdzie?
- Pff, Kaia wyślemy. - Tae wygodniej oparła się o swoje krzesło, również biorąc kolejny kęs. - Co myślałeś?
- Nic, nic. Ło matko, już zjadłeś?
- No. Mówiłem, że dobre.
- Ooooooooo..! Dziękuję!
- Szybciej jeść, smarku.
- Sam jesteś smarkiem.
- Nie, ty jesteś smarkiem, smarku.
Pojedzona Iwoncja pozbywała po sobie (ach, ten czyścioszek) i poszła po słuchawki. Chciała sprawdzić jakieś wideo nadesłane potajemnie przez Chana, ale coś chyba poszło nie tak, bo wyjęła słuchawki z opakowania i zostawiła je na stole, biorąc sobie tylko opakowanie. Dobrze, że potem Baek to ogarnął, bo może wyszłoby coś ciekawego.
- Dobra, ja już skończyłam - oświadczyła po upływie kilku minut dziewczyna, wstając, by odnieść swój talerz do zlewu. Zmywarka musiała być albo bardzo dobrze ukryta, albo musiało jej nie być.
- Ja też! - wykrzyczał wesoły Jego Tae, tak samo jak Jej Tae pozbywając się naczyń. Wieczorem zadecyduje się, kto będzie to sprzątał.
- No to idziemy. - Baekhyun odłożył swoje słuchawki, po oglądnięciu filmu trwającego ledwo minutę i wyszedł pierwszy przez drzwi, zostawiając Taehyungowi obowiązek zamknięcia drzwi.
Jak Chata zabezpieczona, to można się oddalać. Ponieważ nikt nie zauważył, by na nich czekano, a w domku obok był widoczny przez szybę jakiś ruch, postanowiono odwiedzić drugą połowę Drużyny.
- Puk, puk! - Do drzwi domku zapukała przywódczyni przybyłej podgrupy, zaraz potem wchodząc przez nie powoli z uśmieszkiem. -  Jest tu kto?
- Nie ma! - odrzekł Sehun, zaraz stając przy wspomnianych wcześniej drzwiach i darząc dziewczynę lekkim, takim zawadiackim półuśmiechem.
- No to idziemy sobie sami na plażę. - Tae wzruszyła ramionami z niewinną minką i już się obróciła do rozmówcy plecami, ale ten ją powstrzymał, chwytając za ramię.
- No w porządku, możecie wejść. - Hun otworzył szerzej drzwi i gestem zachęcił ich do wejścia. - W środku ktoś jest, ale o tym nie wiecie.
- Ja wiem - rzucił ekspresowo Taehyung. - A tak właściwie to kto to zrobił? - zapytał z rozbawieniem w głosie, kiedy przypomniał sobie o wysłanym przez Rim zdjęciu i wyświetlił je na ekranie, prezentując reszcie.
- Zgaduj - odpowiedziała z tajemniczym uśmieszkiem Sangrim, na co Alien przybił jej piątkę, zdecydowanie ignorując pełne dezaprobaty spojrzenie Sehuna.
- Cześć. - Bracia SeKai, jak na osoby powiązane więzami krwi przystało, przywitali się z resztą w tym samym czasie. Co z tego, że Sylwia tak właściwie przywitała się wcześniej. Co z tego.
- Siema, Kaju! - Baek zaraz po przekroczeniu progu, podbiegł to zapatrzonego w ekran swojego telefonu "przewodnika wycieczki". - Co tak siedzisz na tym krześle?
- A bo mi się kolor spodobał. - Podniósł w końcu na niego wzrok.
- No i prawilnie.
- Słuchajcie, a w szczególności Tae, bo to od niej wszystko zależy... - Kai zwrócił uwagę wszystkich na siebie, zapowiadając to, że będzie zaraz przekazywał jakiś [pewnie] ważny komunikat.
- Ode mnie? - Demon zaprzestał chwilowo rozmów z Sehunem i V na przemian, wcześniej słysząc jakąś część zdania o nim samym. Dziewczyna obróciła się w jego kierunku.
- Słuchaj, potem pytania - mówił dalej - Wujek powiedział, że dzisiaj będzie jakiś festyn.
- To jest to "Święto Piratów", o którym mi mówiłeś? - wyrwał się z pytaniem Hun, chyba przerywając swojemu Best Friendowi.
- Dokładnie - potwierdził, kiwając głową, a następnie spoglądając na jakąś stronę internetową, którą wcześniej otworzył - Jakbyśmy dzisiaj poszli na cały dzień, to by się nie opłacało nawet leżaków wynajmować na plaży.
- A chcieliśmy cię już wkopać w wynajmowanie, kurczę... - zasmucił się naprawdę widocznie i naprawdę sztucznie Kosmita, przechylając swoją rudą głowę.
- Trudno. - Jongin wzruszył ramionami i pokazał wszystkim najbardziej derpińską minę, jaką był w stanie zaprezentować. - Festyn zacznie się dzisiaj około godziny wpół do jedenastej. I... dostaliśmy kupony rabatowe na jedzenie.
- Tae, proszę, pójdźmy tam! - poprosił momentalnie V, czepiając się ręki Tae.
- W sumie to bym poszła, co wy na to? - Pokiwała głową, a potem przeniosła wzrok na innych.
- Jestem za! - Iwcia energicznie uniosła rączkę w górę, by pomachać nią w powietrzu i sprawiać wrażenie, że się zgłasza do odpowiedzi.
- Reszta nie sprzeciwia się? - spytał dla pewności Kajsa-sa, opuszczając swoje wygodne miejsce na zajętym w nieokreślonym czasie krześle.
- A gdzie tam. - Machnęła rękami dla żartu Yehetete i obróciła się o 360 stopni. Bo może.
- No to możemy już wychodzić pomału - zadecydował Kai, dając wyraźnie do zrozumienia, że opuszczają teren - Przy okazji może coś porobimy w okolicy.
- Kupimy czapki pirackie! - podekscytował się Fałeł, który nie mógł się już powstrzymać od skakania w miejscu z radości.
- I rękę-haczyk, przepaskę na oko - wyliczał dalej Sehun, unosząc brwi wysoko (po co się ograniczać).
- Lol, a ja ci mogę nawet wybić jednego zęba - zaproponował Taehyung, obracając się i zbliżając niebezpiecznie do... Emmm... Oponenta i wroga swoich planów życiowych? xD
- Podziękuję. - Hun odsunął się od niego i tak właściwie to schował za Baekhyunem, który posłał Bratełowi niezadowolone spojrzenie karcącej matki.
- Co się tak odsuwasz? - zapytał, poprawiając się po otrzymaniu takiego mentalnego ochrzanu. - Miałem na myśli czarny mazak.
- Aaaaaah... - zająkał się jego rozmówca - Jak tak...
Wtem... Coś zaczęło drzeć się w łazience!
- Kai! Tae! Baek! - Rozpaczliwy głos rozbrzmiewał zza drewnianych drzwi (lub ewentualnie z dykty, kto co woli). - Ktokolwiek!
Spojrzeli po sobie. Każdy po każdym. Szybkim krokiem, wstali najpierw Taeyeon z Kajsą i pędem do drzwi przybieżeli.
- Rim, otwórz! - zażądała ta pierwsza osoba, pukając w drzwi.
- Nie mogę! - odpowiedziała, a w zasadzie to odpiszczała, istota za drzwiami.
- Czego nie możesz? - spytał Kai, szarpiąc za klamkę. Ale drzwi okazały się za solidne dla niego.
- Tutaj jest pająk! - zaskomlała, chwilę później wyrażając swoje ostatnie życzenie - Proszę, przyjdź i go zabij!
- FUJFUJFUJFUJFUJFUJ!!!!! - Na słowo "pająk" Baekhyuna aż dreszcze przeszły. Tak bardzo, że aż musiał uciec od reszty i w spokoju pootrzepywać się z niczego. - Yaaaaa-gha-gha-gha!
Nieuwięziona połowa JongRimu westchnęła, śmiejąc się pod nosem. Bo on tu klamki wyrywa, a jej chodzi tylko o głupie pełznące gunwo na włochatych nogach. Ale on chyba nie wie, że to małe pełznące gunwo to zuuoooooo wcielone...
- Ale ty masz zamknięte drzwi! - zauważył i pochwalił się tym odkryciem po czasie nasz Kajsa.
- Kszzz-ksszzz! - Do akcji wkroczył Taehyung. - Tu pająk. Kai nie żyje, ty jesteś następna.
*W tym miejscu proszę sobie wyobrazić pisk Rim i "Ała" Kosmity dostającego kosę w żebra.*
- Otwórz drzwi.
- Ale on jest nad drzwiami!
- No to wyjście się trochę opóźni... - Yehetete wywróciła oczami.

Droga. Czy droga dokądś może być interesująca? No idzie się po prostu pieszo. Każdy chodzi pieszo. Nie ważne, czy do szkoły, pracy, łazienki, kuchni, szafy, piwnicy czy lasu. Po prostu każdy! Więc to nie jest interesujące. Czyli mogę pominąć! xD
Udało się im dotrzeć będąc na tyle nie spóźnieni, że załapali się na początek jakiejś mowy o ogólnym sensie eventu! Zgadnijcie jaki to sens?
Lol, ja nie powiem, też nie słuchałam xD
Na ulicę wyszli kolorowo (No jak na piratów to za bardzo kolorowo) ubrani piraci, rozpoczynając swój przemarsz przez miasto, by skończyć pochód na plaży. Niestety w szeregach tych zapewne doświadczonych wilków morskich brakło Edwarda Kenwaya, No ale może następnym razem.
[Pozdrawiam innych Asasynów, ostatnio wciągnęłam się w Black Flag xD /Rim]
Po Paradzie Piratów, w której mogły uczestniczyć też Szczury Lądowe (ciekawe kto skorzystał z tej opcji), zaproszono wszystkich na przepłynięcie statkiem. Piękny liniowiec czekał już na wszystkich w porcie, a towarzyszyły mu dwie też niczego sobie fregaty. Pamiętajmy - cały czas obracamy się w dawnych czasach piratów, więc i statki powinny być dawne. Wyruszono w morze. (Nie wiem, czy wiecie, ale śmiałam się z 10 minut bez przerwy, bo Rim napisała "Wyruszono w może" :"") )
Spokój i zachwyt nad tym w sumie ciekawym zdarzeniem przerwał huk armat. Niespodziewanie między liniowcami i fregatami (tak, kilka takich zestawów pływało, chyba nie dodałam tego xD) zaczęły pływać także i niezwykle zwinne brygi. Brygi przystąpiły do ataku.
Oczywiście nie mogły otworzyć prawdziwego ognia. Po prostu używano dużej ilości efektów specjalnych. W końcu na każdy ze statków przewożących turystów wkroczyli inni piraci, krzycząc "Do abordażu!".
Finalnie jednak nie było żadnych strat w ludziach, a wszyscy uczestnicy pokazu wrócili bezpiecznie na brzeg.
Zdawałoby się, że wszyscy, bo zginął nam kwatermistrz Jongin. A przysiąc by można, że jeszcze przed paroma sekundami tu był...
- Czy my przypadkiem kogoś nie zgubiliśmy? - zapytała po chwili Iwcia, kiedy pod przewodnictwem Sangrim grupa zmierzała w stronę stoiska z lodami.
- Nie wydaje mi się - odpowiedziała mu Taeyeon, niezbyt zainteresowana tematem, ponieważ... Hej, lody!
- Rim, Kaju ci mówił, że gdzieś idzie? - dopytywał zaniepokojony blondyn, stając na palcach, żeby wypatrzeć czuprynę Jongina w tłumie turystów.
Nope. Niczego nie dostrzegł, a tylko bardziej się zdenerwował, bo ktoś go ochrzanił za blokowanie przejścia. Nie to, żeby w przejściu stał. Ehhh... Te ludzie w dzisiejszych czasach takie wredne...
- Rim! - krzyknął, kiedy nie doczekał się odpowiedzi i dobrą chwilę zajęło mu ogarnięcie, że się zgubił.
Ale doskonale pamiętał, co powiedziała mu rodzicielka Taehyunga, kiedy wybierali się wspólnie na festyny lub imprezy tego rodzaju - "Kiedy się zgubisz, szukaj mojego syna, bo prawdopodobnie to on się zgubił." Zazwyczaj właśnie tak było, ale hmm... teraz to V był z większością grupy, więc chyba to jednak Baek się zapodział w tłumie.
WTEM!
- Będziesz tak stał czy się ruszysz, żebyśmy nie musieli stać godzinami w kolejce? - Czyżby ten głos należał do...
- Rim? Gdzie jesteś? - zdziwiła się Iwona, rozglądając na wszystkie strony, ale szatynki nie zlokalizował.
- Przed tobą? - odpowiedziała, nie rozumiejąc, o co chłopakowi chodziło, a Baekhyun w końcu ją namierzył i zrozumiał, że rzeczywiście przed nim stała. - Czemu nie idziesz?
- Emmm... Szukam Kajtka. - Baek ucieszył się ze zmiany tematu i wraz z Aniołkiem podszedł do stojącej w kolejce po lody reszty przyjaciół.
- Może poszedł przed nami, żeby zająć miejsca na trybunach i teraz się wkurza, że nas nigdzie nie ma? - podrzucił Sehun swoją ideę. Ideę odpowiedzialności zbiorowej za losy państwa i narodu, która przetrwała w umysłach rodaków. Idea, która zaowocowała myślą polityczną i... Zaraz, o co mi chodziło?
- Raczej wątpię, zadzwoniłby - stwierdziła Sangrim, bardziej skupiając się na szyldzie z wypisanymi smakami lodów niż na zagubionym Kajsie. Czyżby przykład wzorowej dziewczyny?
- Zadzwońmy do niego - zaproponowała Taeyeon, wystukując na klawiaturze numer telefonu do Jongina.
- Znasz jego numer na pamięć? - zapytała Sylwia, wpatrując się w dzwoniącego Demona z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Yhym - przytaknęła brunetka, odchodząc trochę w bok, gdzie było mniej ludzi, co równało się z tym, że panował tam mniejszy zgiełk.
- Mój też zna na pamięć - pochwalił się V, pokazując Sehunowi język.
- Pewnie twój też zna - pocieszyła go Iwona, co spowodowało, że musiała się zmierzyć z chłodnym spojrzeniem do brateła. Międzyczasie rozdzwonił się telefon V, ale kto by na to teraz zwracał uwagę.
- Jaki chcecie smak lodów? - przerwała tę jakże fascynującą rozmowę Sangrim, która jako jedyna pilnowała kolejki do stoiska.
- Cytrynowe - odpowiedział Tae, pamiętając, że ostatnio takie chciała druga połówka, z którą jeszcze nie przedyskutował tego, że nią jest. Nadrobi się w swoim czasie.
- Dla mnie też - uznał Sehun, któremu nawet przez myśl nie przeszło, żeby dowiedzieć się jakie jeszcze smaki lodów oferuje stoisko.
- A dla mnie truskawkowe. - Baek taki rebeliant. I like it.
Sangrim poczekała, aż mężczyzna przed nią zapłaci za swoje zamówienie, a później sama przekazała sprzedawczyni, jakie smaki ją interesują.
- Nie odbiera - powiadomiła resztę Yeon, wracając po kilku minutach do przyjaciół.
- Kto? Kai? Przecież ja mam jego telefon - zdziwił się V, wyciągając z kieszeni telefon Jongina, żeby wszyscy mogli go zobaczyć.
- Ty... - zaczął Demon, mrużąc oczy, ale po chwili brunetka machnęła jedynie ręką, żeby dać do zrozumienia, że nawet nie będzie sobie strzępić języka, aby jakoś skomentować tę sytuację.
- Ale czekaj, napiszę do niego SMSa, skoro nie odbiera - stwierdził rudzielec i szybko wyciągnąwszy również swój telefon, wystukał coś na jego klawiaturze.
Team Oh x Park x Byun patrzył na niego jak na debila dobrą chwilę, aż w końcu ten otrzymał wiadomość na telefon Kajsy i strzelił facepalma, ogarniając, jakim jest idiotą.
- Ale ze mnie debil lol - zaśmiał się sam z siebie, na co reszta nie mogła pozostać obojętna i również dołączyła do śmiechu.
- Pomoże mi ktoś z tymi lodami? - Sangrim, po kilku nieudanych próbach zabrania się z pięcioma rożkami lodów w końcu się zbulwersowała.
Chłopcy przejęli od niej swoje zamówienia i szatynka została z dwoma, z których jeden przekazała Demonowi.
- Śmietankowe? - zdziwiła się, patrząc na białą barwę loda z niesmakiem. - Nie lubię śmietankowych.
- Nie są śmietankowe - stwierdziła z trollfacem Rim, konsumując swoją jakże wykwintną przekąskę z dość dużym zaangażowaniem. - To smak sernikowy.
(Możecie wierzyć lub nie, ale naprawdę są takie lody i owszem, jadłam je. To najpyszniejszy smak, polecam :") /Tae)
Taeyeon spodziewając się, że to kolejny trolling w wykonaniu 1/2 JongRima, z wahaniem zabrała się do jedzenia loda, ale później uznała, że faktycznie to taki smak i w dodatku jest wręcz genialny.
- Też taki chcę! - V zaprotestował przeciw temu, że nie dostał mini deseru przed obiadem takiego samego, jaki miały obie dziewczyny.
- Chciałeś cytrynowy! - wypomniał mu Aniołek, z szatańskim uśmieszkiem pałaszując swojego loda, podczas przepychania się przez tłum ku trybunom.
- Nie uprzedziłaś, że są sernikowe! - Do protestu dołączyła Iwonka, w której odezwały się zranione uczucia, ponieważ i Sangrim, i Yeon zazwyczaj z nim trzymały. A tu taka niemiła niespodzianka... Wstydź się, Rim.
- Nie pytaliście! - odkrzyknęła do bratełów szatynka, wspinając się po schodkach do najwyższego rzędu trybunów.
- Ale skoro chciałaś zamówić, to mogłaś i nam powiedzieć, że takie są! - wkurzał się dalej rudowłosy, który teraz, dowiedziawszy się, że są lody o smaku sernika, a on nie będzie miał okazji ich spróbować, był naprawdę przygnębiony.
- Może nie znaleźliśmy wspólnej płaszczyzny - uznał Mały Troll (bo Wielkiego Trolla gdzieś zgubiliśmy... W sumie szkoda, fajny chłopak był.), siadając jak najdalej od swoich wkurzonych ofiar.
- Tae, podzieliłabyś się posiłkiem - poprosił Taehyung, robiąc smutną minkę. Biednemu desperatowi naprawdę zależało na tych lodach.
- Co dostanę w zamian? - zapytała brunetka, obracając się w stronę Aliena z miną myśliciela.
- Przedyskutujemy to później - wytłumaczył V ze swoim słynnym, pedofilskim wyrazem twarzy.
- Myjesz dzisiaj naczynia? - zaproponował Demon.
- Miałem na myśli coś innego, ale..
- Ale jeżeli nie chcesz oberwać, to nie powiesz nic więcej - dokończyła za niego dziewczyna, na co jedynie się roześmiał i co najważniejsze, mógł spróbować lodów sernikowych!
- Co to? - zapytał Sehun, kiedy zobaczył, że Jego Tae miał zamiar kontynuować tę zbyt miłą, jego zdaniem, rozmowę.
- Hmm? - mruknęła brunetka, odwracając się w jego stronę.
- O Boże, co to. - Nie ma pytajnika, bo wypowiedź Sangrim nie była pytaniem. To było pełne przerażenia spostrzeżenie.
Ale dla tych, którzy nie są wtajemniczeni, możemy wyjaśnić zaistniałą sytuację. Otóż układ placu przeznaczonego na "Święto Piratów" wyglądał w ten sposób, że wydzielono na niego sporo miejsca, więc pomiędzy wybudowaną specjalnie z powodu festynu sceną, a trybunami była masa wolnej przestrzeni. I najwidoczniej organizatorzy wiedzieli, że będzie tam pusto, więc postanowili jakoś to urozmaicić. Dlatego nagle jakiś mężczyzna wyszedł na sam środek i ustawił tam sporej wielkości pojemnik z jakimś płynem, do którego natychmiast zbiegły się dzieciaki, ciekawe, co to takiego. Po chwili wszystkie odbiegły z tamtego miejsca z krzykiem, ponieważ przed nimi pojawił się mężczyzna wysoki na co najmniej dwa i pół metra w przebraniu klauna. Nie to, że był tak wysoki - po prostu miał szczudła. Ale zakrywały je długie spodnie, więc dla dzieci był aż tak wysoki. W ogóle to... 1) Skąd on, kurczę, takie spodnie wziął? 2) Dlaczego ktoś myślał, że taki olbrzym spodoba się dzieciom? i po 3) Czemu on wyglądał jak pedofil? Ale nad tymi pytaniami zastanowimy się później, kontynuujmy. No więc, koleś zabrał ze sobą na środek sznurki i zamaczał je w tym płynie, a później formował z nich bańki mydlane ogromnych rozmiarów. I dzieci miały teraz dylemat: podejść do strasznego pana i pobawić się fajnymi bańkami czy uciec od strasznego pana i w rezultacie móc tylko oglądać fajne bańki z daleka? Większość wybrała pierwszą opcję. Ja osobiście bym nie ryzykowała. Koleś serio był straszny.
- Gdzie jest Kai? - zainteresowała się nagle Rim, ponieważ... Heloł, K.L.A.U.N.*SPACJA*P.E.D.O.F.I.L. pojawił się przed trybunami.
- Nie mam pojęcia - odpowiedział Baekhyun, mimo że siedział od szatynki najdalej i musiał wręcz krzyczeć, ale trójka pośrodku obserwowała podejrzliwie wyglądającego mężczyznę, który nagle zaczął zagadywać dzieci.
- Zadzwoniłbym na policję... - powiedział przyciszonym głosem Sehun, kiedy klaun uśmiechnął się do jakiegoś dziecka. Ono odbiegło, ale wtedy okazało się, że ten koleś naprawdę szybko chodzi na szczudłach.
Większość rodziców podbiegła do swoich dzieci, żeby je w razie czego zgarnąć, nim zrobi to Klaun-Pedofil, ale została garstka maluchów, które pozostały z niewiadomych przyczyn bez opieki.
- Zastanawiam się czy się nie poświęcić i nie podejść tam, żeby nic tym dzieciom nie zrobił - stwierdził również przyciszonym głosem Taehyung.
- Ty możesz iść, ja nie idę, boję się - przyznał od razu Demon, ale kiedy V, Baekhyun i Sehun zaczęli wstawać, stwierdziła, że jednak nie może ich posłać na pewną śmierć. - To jak już wstaliście, to chodźmy na ten rabatowy obiad...
- A ten koleś...?
- O, popatrz, ktoś do niego podszedł! - krzyknęła niezbyt cicho Rim zdziwionym głosem, pokazując wszystkim na jakiegoś wysokiego chłopaka, który albo 1) stwierdził, że chce pobawić się bańkami, albo 2) uratować dzieciaki, albo 3) jedno i drugie jednocześnie.
- No to wiejemy! - uznała Taeyeon, ciągnąc przyjaciółkę za rękaw, po czym obie rzuciły się do biegu przez plac, żeby nie zostać zaczepionym przez Klauna-Pedofila.
- A Tae mówi, że to ja się zachowuję jak dziecko - westchnął rudzielec, z szerokim uśmiechem przyglądając się biegnącym po życie dziewczynom.
- O, spoko. To zachowaj się jak mężczyzna i idź od strony tego klauna, bo ja też się go boję - wykorzystała sytuację Iwonka, przesuwając się względem Taehyunga w ten sposób, żeby być zasłoniętą przed przerażającym kolesiem.
Tymczasem Sehun rzucił się do biegu za przyjaciółkami nie dlatego, że się bał tego Klauna-Pedofila, chociaż trzeba przyznać, że czuł z jego powodu lekki niepokój, tylko po to, aby nie zgubić ich w tłumie.
Kiedy wszyscy bezpiecznie dotarli do restauracji w pobliżu domków letniskowych, która z powodu "Święta Piratów" oferowała rabat, Sehun który wcześniej prowadził grupę, nagle odwrócił się do reszty z poważną miną.
- Ale Kai dał wam te kupony rabatowe, prawda? - zapytał, powodując śmiertelną ciszę, podczas której każdy rozglądał się po przyjaciołach z nadzieją, że może oni je mają.
- No nie - odpowiedziała w końcu Tae, na co V zaprezentował wszystkim swój teatralny płacz, a później nagle spoważniał.
- Ale ktoś z was ma przy sobie pieniądze, prawda? - dopytał, co zostało przyjęte z kolejnym rozglądaniem się po reszcie.
- Ja coś tam przy sobie mam, ale na obiad dla naszej piątki na pewno nie wystarczy - stwierdziła Taeyeon, przenosząc spojrzenie na Sangrim. - Chyba że ktoś pobiegnie do domku i przyniesie pieniądze - dokończyła, uśmiechając się znacząco w kierunku przyjaciółki.
- Ja nie biegnę - wycofała się od razu z propozycji.
Kim Sangrim. Lat 19 rocznikowo. Lat 20 w Korei. Zawiodła przyjaciół. *profil w "Trudne sprawy"*
- Po kupieniu tych lodów stać nas tylko na bubble tea. Jak się nam znajdzie Kaju, to możemy tu wrócić. Chcecie w ogóle bubble tea? - dopytała Iwonka po przeliczeniu finansów Taeyeon z dołożonymi pieniądzmi znalezionymi w kieszeni spodni.
- Chcemy! - powiedział szybko Sehun, na co Taeyeon się roześmiała i wysłała chłopaków do kawiarni, gdzie również je sprzedawano.
Wrócili zaskakująco szybko i podali dziewczynom ich napoje. Postali chwilę przed budynkiem, ale w sumie nie mieli za bardzo co robić, a wszystkie stoliki przed kawiarnią były zajęte, więc musieli stać. Z tego powodu stwierdzili, że lepiej będzie wrócić na trybuny i mieć nadzieję, że wróci do nich Kajtek z kuponami rabatowymi na jedzenie. Bo jeśli nie to będzie spał na zewnątrz. Nie będzie sobie Jongin z żołądkami przyjaciół pogrywał, cham jeden. Mógłby chociaż poinformować kogoś, że sobie idzie ;-; Irytujący człowiek.
- MINIONEK! - krzyknęła Sangrim, kiedy już zajęli swoje miejsca na trybunach. Też byli zdziwieni, że nikt tam nie usiadł.
- O lol, faktycznie - zaśmiała się Taeyeon, odnajdując wzrokiem kogoś przebranego w strój Minionka. Należy dodać, że ten kostium mógłby pasować na kogoś w wieku 10-12 lat, a ten ktoś był zdecydowanie starszy lub po prostu bardzo wyrośnięty, więc niebieskie spodnie sięgały mu do mniej więcej do połowy łydek, prezentując reszcie świata jeansy, ale nie zwracajmy na to uwagi. MINIONEK!
- Wyglądałby bardziej realistycznie, gdyby miał dłuższe te spodnie - przyczepił się od razu Taehyung.
- Albo krótsze nogi - zauważył Sehun, przyglądając się z uwagą Minionkowi, który w przeciwieństwie do Klauna-Pedofila był otoczony przez dzieci.
Ale to prawdopodobnie dlatego, że rozdawał balony. Dzieci kochają balony, a później płaczą, kiedy im odleci. Życie dzieciaków trudne jest.
- W sumie racja, ale ten Minionek jest w ogóle nierealistyczny. Widzieliście kiedyś tak wysokiego Minionka? - zapytał blondyn, wywijając swoją bubble tea podczas zamaszystego gestykulowania.
- Widziałeś kiedyś niskiego Minionka? - odpowiedziała mu pytaniem Sangrim.
- No w filmie były niskie. - V stanął po stronie brateła. Co się stanęło się, ludzie.
- Weźcie. Ode. Mnie. To. Coś - wysyczał Demon, który został pozbawiony możliwości wzięcia udziału w fascynującej konwersacji na temat rzetelności stroju Minionka z powodu wściekłej osy, która pojawiła się znikąd, a odpędzana naprzykrzała się jeszcze bardziej.
- Jak cię użądli raz, to umrze - pocieszyła brunetkę Rim, nie spuszczając wzrok z interesującego Minionka. Gdzieś już widziała podobne jeansy...
- To osa, a nie pszczoła, Wiosko Debilna - odburknęła Taeyeon, wstając z siedzenia, ale osa przemieściła się wraz z nią.
- Wioska Debilna? - powtórzył zdziwiony Sehun, podczas gdy jego antagonista wpadł na pomysł, żeby obronić Demona przed upierdliwym stworzeniem. I... udało się! Brawa dla Fałeła Romanciapnego! Aplauz, kochani, aplauz!
- No bo jak masz na przykład "wodę brzoskwiniową", to zmieniasz to na Brzoskwinię Wodną i brzmi lepiej. Więc Rim jest debilem wioskowym, ale po zamienieniu jest Wioską Debilną, rozumiesz? - Iwonka stwierdziła, że skoro Yehetete odpowiedzi nie otrzymała, to on wyjaśni mu kolejną myśl przewodnią paczki.
- Rozumiem - przytaknął Sehun.
Uwaga wszystkich nagle została zwrócona na Klauna-Pedofila i zamieszanie spowodowane wokół niego. Jakieś dziecko podeszło do zbiornika, w którym trzymał płyn do robienia baniek mydlanych i rozlał go na plac, za co został opieprzony przez podejrzanego kolesia i skończyło się na tym, że chłopiec uciekło z płaczem, a organizator i rodzice małego kryminalisty ochrzaniali mężczyznę za wrzeszczenie po dziecku.
WTEM!
Minionek stwierdził, że skoro trwa zamieszanie, to trzeba je zatuszować i wybiegł na środek placu z workiem pełnym zabawek oraz drugim wypełnionym słodyczami. Organizatorka wyjaśniła, że teraz odbędą się zabawy dla dzieci, gdzie każdy będzie mógł wygrać nagrodę. Klaun-Pedofil poszedł za scenę i znikł maluchom z pola widzenia, więc stwierdziły, że mogą się pobawić. Zostały ustawione elementy niezbędne do rozegrania pierwszej konkurencji.
- Idziemy? - zaproponował spontanicznie Taehyung, mając na celu przede wszystkim wygranie jakichś słodyczy, a że Rim również była do tego chętna, reszta stwierdziła, że czemu nie.
Pierwsza zabawa polegała na kopnięciu piłki do dość dużej bramki, którą ustawiono jakieś półtora metra przed dzieciakami i ekhem Najlepszymi z najlepszych. Udało ci się trafić gola - dostawałeś nagrodę, nie udało się - otrzymywałeś słodycze. Paczka jednogłośnie stwierdziła, że nie chce zabawek, tylko jedzenie, więc wszyscy nieszczęśliwie spudłowali. Przynajmniej rozbawili tym ludzi na trybunach, a że dostali za to słodycze - było jeszcze lepiej!
Pod koniec pierwszej gry dołączył do zabawy koleś w przebraniu pirata i zaproponował kolejną konkurencję, a mianowicie rzucanie do celu. Oczywiście, kolejny raz nikomu z najstarszych uczestników  nie udało się trafić do wiaderka piłeczką, co sprawiło, że Minionek nie spuszczał z nich oka. Oka, łapiecie? Bo Minionek miał jedno oko XD Przepraszam, już sobie idę :")
Po jakichś piętnastu minutach i wygraniu kolejnych słodyczy na pocieszenie, przyjaciele dowiedzieli się, że gdzieś jest stoisko, gdzie starsza pani maluje dzieciom twarze zmywalnymi farbkami... Skorzystać czy nie skorzystać? Oto jes... Nie, tak szczerze, to nie było żadnego zastanawiania się. Jest, to trzeba korzystać.
Jako pierwszej do początku kolejki udało się dopchać Rim, ale że nie spodobały się jej żadne z dostępnych wzorów, poprosiła panią o same kocie wąsy i uszy. Kobieta trochę pomarudziła, ale w końcu uznała, że YOLO i wykonała zamówienie. Później bratełowie zostali pomalowani na tygrysy... Wyglądało to co najmniej ciekawie.
A Taeyeon i Sehun stwierdzili, że nie chcą mieć pomalowanych twarzy, więc zgarnęli ze stoiska darmowe kapelusze piratów. Były trochę tandetne i w ogóle wyglądały co najmniej dziwnie ze względu, iż zostały zrobione dla dzieci, ale nie można było spodziewać się czegokolwiek lepszego po przeczytaniu słowa "darmowe". Bo hej, kto się będzie starał, żeby coś wyglądało super, a później nic za to nie dostanie?
- Minionek się nam przygląda, odkąd tylko tu weszliśmy - powiedział reszcie V, zdradzając im sekret, o którym wiedzieli już od dawna, ale ciiii... Taehyung nie musi o tym wiedzieć.
- Zrobiłabym sobie z nim selfie... - westchnęła Sangrim, przyglądając się Minionkowi, który nagle zauważył, że jest obiektem zainteresowania i zaczął mówić coś do dzieci, byleby tylko paczka przestała się na niego patrzeć.
- Też chcę! - stwierdziła Taeyeon, wyciągając z kieszeni swój telefon.
- Pfff, żenada - rzucił z pogardą Klaun-Pedofil, który nagle pojawił się znikąd obok rozmawiających przyjaciół i zauważył ich pomalowane twarze.
- Ja przynajmniej się nie wydzieram po dzieciach - odpyskował rudzielec, co spowodowało, że koleś zmrużył oczy i czym prędzej od nich odszedł, a Demon z uznaniem poklepał Fałeła po ramieniu.
- Moja szkoła - powiedziała z nutką dumy w głosie, a później razem z Rim podbiegła do Minionka, prosząc go o zdjęcie. Chłopcy zostali przy stoisku, bo stwierdzili, że nie potrzebują zdjęcia z jakimś przebranym ktosiem.
Po chwili dziewczyny wróciły do nich, prezentując z szerokimi uśmiechami selfie z Minionkiem. Jak się nie ma czym w życiu chwalić, to się chwali takim czymś, zapamiętajcie.
- Minionek sobie idzie? - zapytał Baekhyun chwilę później, kiedy V próbował namówić Taeyeon, żeby namalowali sobie na nadgarstkach serduszka. Heh, nie udało się.
- Jak to sobie idzie? - ożywiła się nagle Sangrim, odszukując wzrokiem Minionka, który faktycznie sprawiał wrażenie, jakby chciał tak po prostu opuścić "Święto Piratów" i pozostawić bezbronne dzieci z Klaunem-Pedofilem, który niestety, wrócił już do robienia wielkich baniek mydlanych.
- Śledźmy go - zaproponował Taehyung z trollfacem, na co Rim natychmiast się zgodziła, a że reszta i tak nie miała nic innego do roboty, to wszyscy udali się za scenę, gdzie chwilę wcześniej znikł Minionek.
I wtedy prawda wyszła na jaw. 
Przed nimi stał Jongin ubrany w połowę kostiumu, trzymając głowę Minionka w jednej ręce. Wszyscy zamilkli, wpatrując się w siebie ze zdziwieniem, aż w końcu Sehun nie wytrzymał napięcia i wybuchnął tak zaraźliwym śmiechem, że natychmiast dołączyli do niego wszyscy oprócz Kaia. No bo nie czarujmy się czy ktoś z Was chciałby zostać przyłapanym w zdecydowanie nieatrakcyjnym kostiumie przez swoją drugą połówkę? Wydaje mi się, że nie.
- Powiedz przynajmniej, że dobrze płacą - wykrztusił z siebie Hun pomiędzy salwami śmiechu. 
- No właśnie nic - zaśmiał się Jongin, a żeby wytłumaczyć sytuację dodał: - Koleś, który miał być Minionkiem, nagle zrezygnował i wujek nie mógł nikogo znaleźć na zastępstwo, więc pomyślał sobie: "Hmmm... Ale przecież mam tu siostrzeńca, wykorzystam go."
- Urzekła mnie twoja historia - stwierdziła sarkastycznie Taeyeon i przejęła od Kajsy głowę Minionka, żeby ubrać ją Taehyungowi. - V wygląda w tym dużo lepiej.
- Z której niby strony? - zapytał Sehun, będąc święcie przekonanym, że sam wyglądałby w tym dużo atrakcyjniej niż jego oponent. W sumie mógł się nie mylić, ale nie było okazji, aby to sprawdzić, bo Kajtek z ciężkim westchnieniem stwierdził, że skończyła się jego przerwa i musi wracać do pracy.
- Ej, czekaj, daj nam... - zaczęła Sangrim, ale Jongin już zniknął w tłumie ludzi.
- No i klapa, nie mamy tych kuponów - powiedział ze smutną minką Baekhyun, a musicie wiedzieć, że przygnębiona minka Iwonki sprawiała, że wszystkim też było przykro.
- To... co wy na to, żeby pójść za nim i trochę go podręczyć? - zaproponował Demon z iście diabelskim uśmieszkiem na twarzy.
- Patrzcie tam!!! - krzyknął rudzielec, pokazując reszcie wóz strażacki, który przyjechał na coś w rodzaju boiska i uruchomił węża strażackiego w ten sposób, że można było pod nim przebiec, aby się schłodzić.
- Biegiem! - zarządził Aniołek, przebiegając na skróty w kierunku boiska. Co z tego, że prawie staranowała z tego powodu dzieci bawiące się z Minionkiem. 
Kto zwracałby na to uwagę, kiedy strażacy zrobili sztuczny deszcz!?
- Też chcę - stwierdził ku zdumieniu wszystkich Demon, po czym również pobiegł w stronę węża strażackiego.
- Yeon jeszcze rozumiem, bo ona kocha deszcz, ale Rim? - Baekhyun zadał zdecydowanie zbyt trudne pytanie, żeby rozkminiać je, podczas gdy dziewczyny biegały w sztucznym deszczu.
- Kobiety nie zrozumiesz! - odkrzyknął mu V, a następnie zaczął ścigać się z Sehunem, żeby jak najszybciej dołączyć do najlepszych przyjaciółek.
- Dobra, to ja też idę - zawyrokował blondyn, nie kierując słów do nikogo konkretnie, bo też nikt nie zwracał na niego uwagi. 
Baekhyun stwierdził, że nie będzie się wysilił i biegał, ale z gracją przejdzie po trawie niczym Tap Madl, bo czemu nie. Kilka minut po tym, jak dotarł na miejsce, zabawa została zakończona z powodu tego, że dwóch mężczyzn przyjechało na kosiarkach-traktorkach, aby skosić trawę na boisku. Jakby nie mogli tego zrobić wcześniej ;-;
- Twoja grzywka lol. - Demon musiał sobie trochę pośmieszkować z Sehuna, ale akurat dzisiaj był uczesany w tak niefortunny sposób, że włosy zasłaniały mu oczy.
Taehyung już miał dołączyć do brunetki, aby wkurzyć Yehetete, jednak wtedy stało się coś, co zdecydowanie zepsuło mu humor. Mianowicie Tae stanęła na palcach i poprawiła Hunowi grzywkę. Ekhem komu jak komu, ale Fałełowi Romanciapnemu się to nie spodobało.
- Tae, patrz jaka fajna kosiarka! - powiedział rudzielec, łapiąc dziewczynę za nadgarstek i odciągnął jej kilka metrów od Sehuna, żeby pokazać jej pojazd, który równie dobrze widziała stamtąd. Rozumiecie wszyscy motywy chłopaka, więc przejdźmy do...
- HJDHJSJHFDSBNCCDFJNMFDJHVKCFDMNXVCJKS JAKA FAJNA KOSIARKA!!! 
... do Sangrim, która była prawdziwym fangirlem w stosunku do zajebistych kosiarek. Szczególnie podobały się jej te 4x4 'B) If u know what I mean.
- A teraz zapraszamy wszystkich obecnych na naszym "Święcie Piratów", aby podeszli bliżej do sceny obejrzeli przedstawienie naszych najmłodszych uczestników festynu, którzy już od lipca przygotowywali dla państwa pokaz. - Jeden z organizatorów najwidoczniej użył mikrofonu, ponieważ komunikat był bardzo dobrze słyszalny nawet w połowie boiska, które znowu tak małe nie było.
Przyjaciele popatrzyli po sobie, ale żadne nie wyraziło większej chęci obejrzenia występu dzieciaków, lajf yz brutal, a większe zafascynowanie okazywali dwóm kosiarkom, które zbliżały się do nich coraz bardziej. 
- Zapomniałem dodać, że rodzice występujących dzieci przygotowali słodkości, które będą rozdawane za darmo w...
To był ułamek sekundy. Cała piątka jednocześnie rzuciła się do biegu, aby jak najszybciej dotrzeć pod scenę. W końcu przedstawienie dzieciaków na pewno będzie warte tego, aby obejrzeć je podczas jedzenia pysznych ciast.
- Jeżeli nie będzie sernika, to idę płakać - stwierdziła Taeyeon, ledwie łapiąc oddech, po czym ustawiła się w niemałej kolejce, która zebrała się przed stoiskiem z darmowymi słodkościami.
- To ja pójdę z tobą, żeby cię pocieszyć - uznał z zawadiackim uśmiechem Sehun, przepuszczając w kolejce Rim, ponieważ jeżeli byłoby mało tego sernika, to oczywiste, kto bardziej rozpaczałby podczas jego braku.
Sernik był! A w dodatku wystarczył dla wszystkich!
- Nie spodziewałabym się, że ten sernik będzie tak dobry - powiedział mile zaskoczony Demon, stając przed sceną, żeby zorientować się, o co chodziło w przedstawieniu, które trwało już ponad dziesięć minut.
- Ja też! Bo jak się robi mnóstwo ciast, to zazwyczaj cierpi na tym jakość, a tu taka niespodzianka - przyznała z uznaniem Sangrim, również zwracając uwagę na dzieciaki odgrywające swoje role z ogromnym zaangażowaniem.
- To dziecko gra wilka i dlatego ma spodnie oraz podkoszulek z nadrukiem wilka? - zapytała domyślnie Iwonka, która ciągle poprawiała włosy, przeglądając się w ekranie telefonu, ale akurat ten chłopiec naprawdę rzucił się jej w oczy.
- Powiem wam, że nie grają najgorzej. Jakbyście widzieli Kaia i jego pierwszy występ w przedszkolu - chichotał Sehun w najlepsze, po czym strzelił facepalma, gdyż to wspomnienie zbyt wyraźnie zarysowało się w jego wyobraźni.
- Kogo grał? - zapytał z zainteresowaniem Aniołek, delektując się swoim kawałkiem sernika.
- Trawę - śmiał się dalej najnowszy nabytek Najlepszych z najlepszych, co zakończyło się tym, że wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Minionek, który przystanął wcześniej w ich pobliżu, natychmiast odszedł na drugi koniec placu.
- Pewnie ty byłeś krzakiem - złośliwie zauważył V, przenosząc spojrzenie ze sceny na Yehetete.
- Byłem wtedy w szpitalu - odpowiedziała nad wyraz poważnie Sylwia, co poskutkowało urwaniem się tematu. 
- Chcę balona - uznała Rim po długich przemyśleniach na temat, czego jej w życiu brakuje.
- Kaju rozdaje, to od niego weź. - Baekhyun podsunął jej pomysł na rozwiązanie tego problemu, a w sumie stwierdziła, że to nie taka zła idea. Idea odpowiedzialności zbiorowej za losy... W-wait. Hold up, gdzie ja byłam..? Że to nie taka zła idea, więc przekopytkowała przez plac, żeby wybrać sobie od swojego Minionka najładniejszy balon, jaki chłopak miał do zaoferowania.

Około godziny dwudziestej cała piątka po wykorzystaniu kuponów rabatowych na obiad stwierdziła, że jak na dzisiaj atrakcji im wystarczy i mogą wracać do domków. Zapytali więc Jongina, do której godziny musi pracować.
- W sumie to mogę iść, o której chcę, ale ten klaun jest serio podejrzany, więc z narażeniem własnego życia będę kręcić się koło niego i będę dbał o bezpieczeństwo wszystkich tych dzieci - odpowiedział w sposób nadzwyczajnie mądry.
- Mój bohaterze - rzuciła ze śmiechem Sangrim, przytulając się do Kajsy, którego kostium okazał się naprawdę mięciutki i przyjemny w dotyku. 
- Powiedz szczerze, jak długo myślałeś nad tą wypowiedzią - przyczepiła się do Kajtka Yeon pewna, że w tak krótkim czasie nie byłby w stanie wymyślić tak inteligentnie brzmiącego zdania.
- Teraz się nie przyzna, ale pewnie cały dzień nad tym myślał - zaśmiał się Sehun, który nie mógł przepuścić okazji do dręczenia 1/2 braci SeKai. 
Więc Jongin poszedł odkupywać grzechy, broniąc bezbronne dzieci przed Klaunem-Pedofilem, a tymczasem reszty wydała ostatnie grosze na kupienie wielkiej waty cukrowej i wspólnie się nią obżerała, aż nadszedł czas, kiedy dotarli przed domki letniskowe nr 12 i nr 13, więc trzeba było się rozdzielić. 

Google+ Followers