środa, 26 sierpnia 2015

Peter Pan

Hejka ★
Dzisiaj nie dodam scenariusza dla Favory albo kolejną część "Anioła Stróża" lub choćby kolejnego rozdziału "Walki Marzeń" (nad którym muszę chyba jeszcze popracować, bo coś mi tam nie pasuje... A gdy zadaję sobie pytanie co to jest to nie umiem odpowiedzieć, więc pewnie napiszę go od nowa z całkiem innym pomysłem... Tylko czy go mam?). Nie. Dzisiaj dodaję krótkie, bo w stylu one shota, opowiadanko z Panem Uszatkiem w roli głównej (Park Chanyeol, który dostał ode mnie ten zaszczytny tytuł "Uszatkiem" na wieki ^^) No i to opowiadanko nie było planowane, ale zostałam zainspirowana piosenką EXO "Peter Pan", którą w ostatnim czasie słucham non stop (oprócz chwil gdy jednak wolę posłuchać czegoś od BTS, B.A.P "One Shot" lub "Angel 1004"), którą posłuchałam z teledyskiem zrobionym przez fanów, który miał angielskie napisy. I oczywiście musiałam też zobaczyć wersję z polskimi napisami. I w ten sposób powstało to:
(Miłego czytania ^^)                


"Piotruś Pan"

- Nie no, dobra! - krzyknąłem, gdy chyba ósmy raz z rzędu potknąłem się na tym samym pudle.
Do tego mieszkania wprowadziłem się zaraz po ukończeniu liceum. Czyli jakiś rok lub więcej temu, ale mimo to nie rozpakowałem bagaży. Oznaczałoby to koniec mojego dotychczasowego życia.  Nowy rozdział,  którego nie byłem w stanie zacząć. I myślałem, że chwila, w której się przełamię nigdy nie nadejdzie. Aż do teraz. Miałem już serdecznie dość ciągłych siniaków i rozcięć na kolanach oraz braku możliwości zapraszania przyjaciół do siebie, których, gwoli ścisłości, i tak nie miałem. Rodzice ciągle powtarzali mi "Zaklimatuj się. ", ale ja... Naprawdę nie mogłem sobie z tym poradzić. Miałem dość życia.

- Robimy porządeczki? - zapytała jakaś przygarbiona, starsza pani, która mijała mnie, gdy wyrzucałem zbędne już kartonowe pudła na śmietnik. Niemrawo pokiwałem głową, a ona lekko zmarszczyła brwi i rzuciła mi przenikliwe spojrzenie.
- Nie przejmuj się. Jeśli cię kochała, to wróci - stwierdziła uspokajającym tonem, leciutko uniosła kąciki ust i wolno poczłapała w swoją stronę.
Naprawdę? Tak myśleli o mnie inni? Że niby zostałem skrzywdzony przez los? Nie.
Los był dla mnie łaskawy. Dostałem stypendium w najlepszym uniwersytecie w Seulu oddalonym setki kilometrów od mojej rodzinnej wsi, akurat w momencie, kiedy nie wiedziałem, co chcę zrobić ze swoim życiem. Byłem kapitanem szkolnej drużyny koszykówki, w którą wymiatałem z powodu tego,  że zostałem obdarowany nieprzeciętnie wysokim wzrostem, ale co z tego, skoro to nauczyciel zmuszał mnie do gry wbrew mojej woli? Miałem szansę zostać najmłodszym w historii reprezentantem Korei Południowej w taekwondo. Odmówiłem. Mój tata starał się mnie wspierać na każdym kroku i sam nie miałem pojęcia, czego jeszcze chciałbym od życia. W oczach każdego miałem życie jak z bajki. Bogaty, przystojny, wysportowany, mądry, wysoki i tak dalej. Ale czegoś mi brakowało... I nie, nie chodziło mi nawet o przyjaciół i matkę, która dawno temu zmarła... W sumie to było sporo osób,  które chciały się ze mną zaprzyjaźnić, ale nie byłem zainteresowany. Nie chciałem nowych znajomych. Wystarczyło mi cierpienie po byłych przyjaciołach, których musiałem zostawić za sobą... W miejscu oddalonym setki kilometrów. Nie chcę znów tego przeżyć. Chcę od życia coś czego nie mam. Ale... Czego nie miałem?
No właśnie. W tym leży problem.
Miałem praktycznie wszystko.

Rozłożyłem się na kanapie przed telewizorem i skakałem po kanałach.
Nudne...
Widziałem.
I to też widziałem.
I to.
A może to? Nie.
Beznadziejna wejściówka.
Nie zapowiada się ciekawie.
Nie chce mi się czytać napisów.
Gdy byłem zły lub nie miałem chęci do życia, potrafiłem przyczepić się do wszystkiego i do wszystkich. Dlatego chłopaki z drużyny omijali mnie szerokim łukiem, co w sumie mi odpowiadało.
Dawniej byłem zupełnie innym człowiekiem. Miły, zawsze uśmiechnięty potrafiłem rozładować nawet najbardziej napiętą atmosferę. Lecz zmieniłem się. I nie przeszkadza mi to, że wystarczy mnie zagadać, a już warczę na każdego w zasięgu wzroku. Taki już byłem. I co niby miałem z tym zrobić?
"Zmienić się." - odezwał się natrętny głos w mojej głowie.
Nie. Nie zmienię się. Nie mogę. Nie potrafię. Nie poradzę sobie z tym.

Wstałem z kanapy, bo nawet gdyby właśnie w telewizji puszczano najciekawszy film roku i tak by mi się nie spodobał.
Nic mi się nie podobało.
Podchodząc do lodówki, coś przykuło moją uwagę. W sumie dość mały, prostokątny przedmiot leżący przy drzwiach do salonu. Pewnie jakaś stara, nudna książka, która i tak mi się nie spodoba, bo czytałem ją z dwieście razy. Najprawdopodobniej wypadła z pudła z resztą starych, nudnych książek, których pozbyłem się z pół godziny temu, wrzucając je do śmietnika. Jakoś szczególnie nie obchodziło mnie, co wyrzuciłem. Było stare i zakurzone, i przypominało książkę? Przeczytałem to. Wędrowało do kosza.
Schyliłem się, podnosząc ten wolumin, który za wszelką cenę chciał zostać w moim mieszkaniu i wtedy zrobiło mi się jakoś lżej na sercu, bo książka idealnie pasowała do moich dłoni. Zdmuchnąłem kurz z tytułowej okładki, zastanawiając się, czemu dopadło mnie uczucie, że doskonale znam ten przedmiot... Że spędziłem przy nim kilka cudownych chwil w swoim życiu. Na okładce tytułowej widniało...
Nic?
Zero tytułu, jakichkolwiek ozdobników. Nic. Tylko czarna, skórzana okładka, która dawała mi złudzenie powrotu do starych, dobrych czasów. Rzuciłem ją gdzieś za siebie, żeby wyrzucić ją, gdy już się napiję soku i podszedłem do lodówki. Wtedy zrozumiałem.

- Mamusiu, a po co ta książka? - zapytałem zaskoczony widokiem czarnego przedmiotu w jej szczupłych dłoniach. Mama zawsze, ale to zawsze kupowała kolorowe książki. Nawet wtedy, kiedy tylko spodobała się jej okładka.
- Otwórz ją, skarbie - poprosiła mama i podała mi przedmiot, który okazał się niewyobrażalnie lekki. Otworzyłem tak mniej więcej w środku.
- Jest... pusta - zauważyłem, jak na ośmiolatka przystało bardzo mądrze i pokazałem jej niezapisane stronice książki.
- Właśnie, skarbie - powiedziała, zamknęła książkę i posadziła mnie obok siebie na kanapie. - Kiedyś mnie zabraknie, a wtedy...
- A gdzie będziesz? - zapytałem podejrzliwie i zmierzyłem ją przenikliwym wzrokiem.
- W podróży - odpowiedziała tajemniczo i zmrużyła oczy. Co było dziwne. Mama mrużyła oczy, tylko wtedy, gdy była zestresowana. Czyli w tłumaczeniu: Mamusia nigdy nie mrużyła oczu podczas rozmów ze swoim wówczas ośmioletnim synkiem.
- W podróży dokąd? - zdziwiłem się i spojrzałem na nią z rosnącym zainteresowaniem.
- W podróży do cudownego miejsca, gdzie wszyscy są szczęśliwi, opiekują się sobą nawzajem i nigdy nie zaznają smutku i cierpienia. Czyli w podróży do...
- Do Nibylandii - przerwałem jej, znając z góry odpowiedź. Ostatnio oglądałem "Piotrusia Pana" i opis miejsca podany przez mamę, idealnie pasował do opisu tajemniczego raju, do którego przedostała się Wendy razem ze swoimi braćmi.
- Tak. Do Nibylandii - rozpromieniła się mama i pogłaskała mnie po głowie. - Wtedy być może będziesz chciał z kimś otwarcie porozmawiać i gdyby tatuś był zajęty to... To wszystko co będzie cię trapić, będziesz mógł zapisać tu - wyjaśniła z uśmiechem i pokazała mi książkę. - To pamiętnik. Zapamiętuje wszystkie nasze wspomnienia, jeśli tylko je zapiszemy i gdy już będziesz dorosły, otworzysz go i przypomnisz sobie wszystkie miłe chwile.
- Naprawdę? Istnieje coś co przetrzymuje nasze wspomnienia? Przecież to czysta magia! - wykrzyknąłem z najzwyklejszą radością w głosie. Kiedyś potrafiłem się cieszyć...
- A poza tym kupiłam ci kolorowe długopisy i kredki, żebyś mógł...
- Kredki!? Daj mi je teraz! Proszę~! - wyjęczałem i chwyciłem mamę za ramię.
- Dobrze, dobrze. Już idę.
- Jupi!!! - krzyknąłem nadal uczepiony mamusi, podskakując dookoła niej, gdy wyciągała kredki ze swojej torebki.

To był mój pamiętnik.

Podszedłem bez jakiegokolwiek śladu entuzjazmu do stolika, na którym wylądowała książka z zamiarem wyrzucenia jej już teraz. Po co wracać do miłych wspomnień? Żeby rozdrapać rany? Nie. To nie dla mnie. Nie w momencie, kiedy zrozumiałem, że mogę odpuścić. Że i tak nic nie zmienię.
Choćbym nie wiem, jak chciał... A...
Chciałem.
Wyciągnąłem dłoń w kierunku pamiętnika i wtedy...
Książka była otwarta. Otwarta na dwóch środkowych stronach.
Na zdjęciu mojej kochanej _____.
Kiedy my w ogóle zrobiliśmy to zdjęcie? To było tak dawno. Teraz już mnie nawet nie obchodzi, czy ona jeszcze żyje.
Nie. Nie będę kłamać. Po co oszukiwać samego siebie?
Nadal ją kocham. Moja pierwsza prawdziwa miłość.
Pochyliłem się w stronę stolika i wziąłem pamiętnik w dłonie. Chciwie wpatrywałem się w stare zdjęcie mojego anioła.
Fotografię zrobił mój najlepszy przyjaciel, Baekhyun, kiedy byliśmy na pikniku. On ze swoją dziewczyną,  ja z moją _____.
Na zdjęciu widać było naszą dwójkę. _____ przytulała się do mnie i całowała mnie w policzek, jednocześnie robiąc słodką minkę w stronę aparatu, a ja z dumą i radością uśmiechałem się.
Dawniej moja życie było prawdziwą bajką. Dawniej miałem księżniczkę, zamek i w ogóle wszystko co do szczęścia potrzebne.
Dawniej.
Na wspomnienie dawnego życia nagle łzy zakręciły mi się w oczach. Pozwoliłem im spłynąć. To, że potrafię nadal płakać znaczy, że ciągle mam coś, na czym mi zależy. Nadal mam jakiś sens życia.
_____.
Dlaczego nie mogę wrócić do tamtych czasów? Dlaczego znowu nie mogę stanąć przed kimś i być szczęśliwym,  że ta osoba uśmiecha się na mój widok. Że dla niej też coś znaczę.
Wtedy moja łza upadła na cienką kartkę papieru. Tuż przy miejscu, w którym ładnym charakterem pisma było napisane "Mój Aniołku". To nie było moje pismo. Szybko przewróciłem stronę, żeby zobaczyć, czy łza nie rozmyła czegoś, gdy przebiła przez kartkę. Tam była spisana nasza historia. To jak się poznaliśmy, no i w ogóle... Wszystko. Ale nie musiałem tego czytać. Pamiętałem. Nadal pamiętam.

- Hej, mała! - krzyknął jakiś pijak, podchodząc do jednej z dziewczyn,  które szły przede mną i przed moimi kumplami, gdy wracaliśmy z imprezy. Wyszliśmy dość wcześnie,  bo uparłem się,  żeby pilnować, aby mojej ____ (która wtedy mi się już podobała, ale bałem się zagadać) nic złego się nie przydarzyło, a Baek i Kyungsoo nie chcieli zostawać na zabawie, bo szczerze to była dość nudna. Kiedy ten obleśny koleś zbliżył się do dziewczyn, wszystkie zaczęły uciekać. Wszystkie oprócz ____, którą ten pijak złapał za rękę. Razem z Kyungsoo rzuciliśmy się na tego faceta,  a Baekhyun, który miał ogromne powodzenie u dziewczyn, pobiegł za koleżankami mojego anioła. Koleś poddał się po kilku minutach bójki, bo w końcu było nad dwóch, a on jeden i to dodatkowo nieźle podchmielony, i pobiegł w przeciwną stronę niż dziewczyny, nieskutecznie tamując krwotok ze złamanego nosa. Przyskoczyłem do ____, która stała z boku i patrzyła na nas zaskoczona i przerażona jednocześnie.
- Wszystko w porządku? - zapytałem i położyłem jej dłonie na ramionach, zmuszając, żeby na mnie spojrzała.
- Tak. Dziękuję - powiedziała z wdzięcznością i uśmiech rozjaśnił jej anielską twarz.
- Pokaż rękę - zażądałem i dopiero, gdy ja własne oczy zobaczyłem, że nic jej nie jest, uspokoiłem się.
- Odprowadzisz mnie do domu? - zapytała nieśmiało i spuściła wzrok na ledwie widoczny w nadchodzących ciemnościach chodnik.
- Jasne - rozpromieniłem się i rozejrzałem się za Kyungsoo. Ale chłopaka nigdzie nie było widać,  więc odprowadziłem ją pod drzwi domu sam. Po drodze spotkaliśmy Baeka, który obściskiwał się z jakąś dziewczyną i stojącego na uboczu Kyungsoo,  który twierdził, że poszedł poszukać kumpla. Ale tak serio, chodziło mu o to, żeby nas zostawić samych. Na sto procent.
Gdy ____ trzymała dłoń na klamce,  a ja czekałem, aż zniknie w drzwiach, aby odejść z pewnością,  że nic jej nie jest, nagle ta odwróciła się i wspinając się na palce, pocałowała mnie w policzek, ponownie dziękując. A ja odszedłem świadomy, że zobaczyła we mnie osobę, którą chciałem, żeby widziała.

- Hej! Co ty tu robisz? - zapytałem zawstydzony, bo przed chwilą potknąłem się o jej nogi i krzyknąłem jak mała dziewczynka.
- A ty co tu robisz? - odpowiedziała pytaniem i zasłoniła twarz przed światłem latarki. Położyłem się na trawie obok niej i wyłączyłem latarkę. Gwiazdy świeciły dostatecznie jasno,  żebym widział zarys jej drobnej postaci leżącej na wzgórzu w parku.
- No dzisiaj jest noc spadających gwiazd... Nie mogłem tego przegapić.
- Ja też - powiedziała ____ i odchyliła głowę do tyłu, aby zobaczyć jak najwięcej gwiazd.
- Dziwne,  że nikogo więcej tu nie ma... - zacząłem jaką taką rozmowę, aby nie zapadła niezręczna cisza tak, jak wtedy kiedy rozmawialiśmy w szkole.
- Może nie chcą wypowiadać swoich życzeń na głos przy kimś innym? - zasugerowała i parsknęła śmiechem.
- Patrz! Widzisz tę gwiazdę? - zapytałem, wskazując największą i najjaśniejszą gwiazdę na niebie.
- Tak. Co z nią? - spytała zaciekawiona.
- To droga do Nibylandii - stwierdziłem, zastanawiając się, czy zda mój test pozytywnie. Albo nie wyśmieje mnie, albo pomyśli, że jestem idiotą i przestanie ze mną rozmawiać.
- Naprawdę? - zapytała jeszcze bardziej zaciekawiona. - A jak tam się dostać?
- Nie wiem. Ale moja mama już tam jest, więc gdy ja zacznę podróż, to otworzy dla mnie przejście - stwierdziłem z całą pewnością siebie, jaką miałem. Cisza. Teraz chwila prawdy.
- Wiesz... Też bym chciała tam polecieć - westchnęła. - Tam nikt nie ma problemów. Żyją sobie tak beztrosko.
- ____ ? - zapytałem chwilę później. Zdała test pozytywnie.
- Tak? - powiedziała i odwróciła twarz w moją stronę.
- Zostaniesz moją Wendy?
- Jasne! - odpowiedziała radośnie. No, i jakoś dziwnym trafem nasze wargi się spotkały.

Na zawsze będę jej Piotrusiem Panem. Choć ona już pewnie zapomniała, że była moją Wendy. Gdybym tylko mógł jeszcze raz ją ujrzeć...
To dziwne. Nigdy nie byłem sentymentalny, ale gdy tylko pomyślę o tym, co zostawiłem za sobą, o tym co straciłem przez marzenie ojca o moich studiach... Nie daję sobie rady.
Moje łzy jedna po drugiej zaczęły skapywać na pamiętnik, mocząc jego delikatne kartki, więc otarłem oczy wierzchem dłoni. Musiałem się uspokoić i jak zwykle powiedzieć sobie, że co było nie wróci. Już nigdy.
Ale wtedy przed oczami stanął mi mój anioł z tym swoim delikatnym uśmiechem. Z uroczo zmrużonymi oczkami, który... Był przeznaczony tylko dla mnie. Do nikogo więcej się tak nie uśmiechała. Wtedy. A teraz? Ilu chłopaków już miała? Może nawet miała już narzeczonego? Męża? Dzieci?
Wtedy przed oczami mignął mi koszmar, który dawniej stale miałem przed oczami...

Stałem zaraz przy _____ w jakiejś ogromnej, jasno oświetlonej sali. Była tak przerażona, że zapragnąłem ją przytulić. Wyciągnąłem dłoń w jej kierunku,  ale ona uderzyła o jakąś niewidzialną ścianę. Dystans między nami stawał się coraz większy.
- Nie odchodź ode mnie! - krzyknąłem, ale było za późno. Jej sylwetka zniknęła gdzieś na horyzoncie. Wtedy światło zgasło, a ja zostałem sam, skulony w kącie i trzęsący się od tłumionego szlochu.
- Gdzie jesteś? - krzyknąłem w ciemną przestrzeń otaczającą mnie ze wszech stron. Echo powtórzyło moje słowa.
- Tutaj - szepnąłem, roniąc łzy. Wtedy podłoga pode mną się rozstąpiła, a ja spadłem w powstały dół.
- Ni~! - krzyknąłem, ale przerwałem w połowie słowa. _____ stała nad dołem. Uśmiech rozjaśnił jej twarz. Oddałem uśmiech i mogłem umierać.

Jak bardzo się zmieniła, kiedy zegar ciągle tykał?

Otworzyłem pamiętnik na ostatniej stronie, która była pełna zapisek o niej... O naszym rozstaniu...

Pamiętałem swoją gorycz tak, jakby to było wczoraj. Pamiętałem moment, kiedy chwyciłem po marker gotów wypisać ogromny "KONIEC", ale nie byłem w stanie tego zrobić, więc zamieniłem niezmazywalny mazak na ołówek.

Chwyciłem gumkę do mazania, która leżała sobie spokojnie na biurku, nie spodziewając się mojego nagłego ataku na swoją osobę (przedmiot). Wymazałem okropny napis. Nie. Nasza historia nie zaznała końca, bo jeszcze się spotkamy. Chociażby w Nibylandii.

Nagle niczym nie zmąconą ciszę, przerwał dźwięk przychodzącego SMSa.

Od: Tata

Gdzie ty jesteś!?

Do: Tata

Postanowiłem w końcu zrobić coś z tym, że moje życie nie ma sensu...

Od: Tata

Nie! Nie ważne co się stało! Nie możesz się zabić!!!

Skąd taki pomysł? To już nie można w spokoju pojechać do rodzinnej wsi, żeby nie zostać oskarżonym o chęć popełnienia samobójstwa? Nie odpowiedziałem na SMSa, bo za kierownicą źle się pisało.

Nie dojechałem do wsi w ciągu tego dnia, więc wynająłem pokój w hotelu, ignorując dzwoniący telefon.
Nagle dzwonek się zmienił, a jedyna osoba, która miała ustawiony inną piosenkę, żebym mógł rozróżnić, kto dzwoni bez sprawdzania tego to...
- Baek!
- Co ty najlepszego wyprawiasz!? - krzyknął chłopak do słuchawki, tak głośno, że musiałem się odsunąć od komórki.
- Nie wydzieraj się tak - zirytowałem się.
- Nie wydzieraj się tak!? Twój ojciec dzwoni do mnie co minutę i pyta się, czy dajesz jakąkolwiek oznakę życia! Panikuje, że został sam na świecie, bo jedyny syn go zostawił i popełnił samobójstwo! Miał dzwonić na policję, ale powstrzymałem go i powiedziałem, że ja spróbuję zadzwonić! Zabiję cię własnoręcznie, jeśli sam tego nie zrobisz! - wydzierał się w najlepsze mój kochany przyjaciel.
- Uspokój się. Wszystko jest okey - zapewniłeś chłopaka.
- Ja cię nor... - Rozłączyłem się. Zadzwonił znowu,  ale nie odebrałem.

- Dzień dobry! Ja przyszedłem zapytać, czy jest ___? - zapytałem, stojąc przed drzwiami domu mojego aniołka zdziwiony zmianami, który wydarzyły się w ciągu tego roku, gdy byłem w Seulu.
- ____! - krzyknęła jej matka przez ramię.
- Co!?
- Ktoś do ciebie! - powiedziała, posłała mi uśmiech i wyminęła córkę w drzwiach.
- Chan? - zapytała oniemiała _____, pojawiając się w drzwiach.
- Skarbie... Tęskniłem - przerywałem w połowie zdania, bo _____ prawie powaliła mnie na ziemię i zamknęła w swoich drobnych ramionach.
- Ja też  - powiedziała, przełykając łzy i... Uśmiechając się tylko dla mnie i odnajdując moje usta.

Zrozumiałem, czego mi brakowało. Rzuciłem studia i przeprowadziłem się do mojej rodzinnej wsi. Znowu miałem przyjaciół i swoją Wendy.

Mam nadzieję, że się spodobało <3
Czekam na opinie i komentarze ^^
Taeyeon

2 komentarze:

  1. Wpadłaś na ciekawy pomysł z tym całym Piotrusiem Panem, Wendy, Nibylandią itd. Ładnie to wszystko połączyłaś, dzięki czemu wyszło ponadprzeciętnie. Było też w miarę długo (przynajmniej tak to wygląda na telefonie), co bardzo mi odpowiada.
    Chętnie poczytam więcej twoich prac ^^
    Życzę ci weny! Fighting!

    shakeupmyheart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Bardzo miło się czyta pozytywne komentarze, choć pewnie z negatywnych bym się cieszyła, bo wiedziałabym co mam poprawić i nad czym popracować, żeby wszystkim się spodobało :)
      Na Twoje pracy również czekam i także życzę dużo weny i oczywiście czasu na pisanie :)

      Usuń

Google+ Followers