wtorek, 28 czerwca 2016

Only a week



zamówienie dla Evy | Kim Taehyung | BTS | 4694 słów

jes­tem czasami
naj­częściej przeszłym
niedokonanym
żyję swoim trybem
przypuszczajacym
myślę, co mogłem zmienić

     -  Skarbie, nie sądzę, żeby to był najlepszy pomysł - powiedział Taehyung jakby zmartwionym tonem, kierując do mnie swoje słowa.
     Jakieś dwie godziny temu przyszliśmy na plażę, żeby podziwiać zachód słońca i mimo tego, że zachwycające pełnią barw niebo już dawno dało się odeprzeć wieczornemu nieboskłonowi i gwiazdom, to my w dalszym ciągu przechadzaliśmy się po wybrzeżu. Nie przeszkadzało mi to, że jedynym oświetleniem było dość nikłe światło księżyca, chociaż bałam się ciemności jeszcze bardziej niż pająków. Dopóki byłam z Tae, wiedziałam, że nic mi nie grozi, a on zrobiłby wszystko, żeby mnie ochronić.
- Tae... - westchnęłam, przysiadając się do chłopaka, który przed chwilą usiadł na piasku, tak aby siedzieć tuż przed nim.
- Tak, wiem, że już o tym rozmawialiśmy, ale to tylko zakład. Nie musisz robić niczego, aby coś im udowodnić - powtórzył kolejny raz swój stały argument, który przytaczał za każdym razem, gdy o tym rozmawialiśmy. Odkąd tylko dowiedział się o tym zakładzie, wydawał się zaniepokojony dużo bardziej niż ja, chociaż to ja miałam za zadanie przedostać się do opuszczonej cegielni otoczonej drutem kolczastym.
     Zakład jak zakład. Według niego mogłam zrezygnować, bo to niebezpieczne i twierdził, że prawdziwą odwagą wykazałabym się wtedy, kiedy bym odmówiła.
     Taehyung myśli, że bycie nową w szkole, a w dodatku Europejką z pochodzenia jest naprawdę świetną sprawą. Ja tak nie twierdziłam, nie twierdzę i nie będę twierdziła. Nigdy nie prosiłam ojca o to, aby był cholernie bogatym biznesmenem, a już na pewno nie o to, żeby zabrał mnie ze sobą, kiedy sześć lat temu wyjeżdżał tutaj w sprawach biznesowych. Gdyby nie to pewnie nadal żyłabym sobie szczęśliwie w Anglii i znając mnie, to nawet nie wiedziałabym, że istnieje takie państwo jak Korea Południowa. A przez ojca musiałam zostawić swoich wszystkich przyjaciół za granicą. Początkowo byłam na niego okropnie zdenerwowana, ponieważ nie umiałam powiedzieć choćby "Dzień dobry" w języku koreańskim, a co dopiero mówić o porozumieniu się z Koreańczykami. Po sześciu latach pobytu tutaj i tak nie potrafię wymówić niektórych słów lub rozumiem tylko połowę z tego, co słyszę. Moja złość na niego przeszła, gdy w liceum znalazłam przyjaciółki i zostałam dziewczyną Taehyunga, ale kiedy wszystko zaczęło się układać, w moim życiu musiały pojawić się trzy modnisie, które zapewne makijaż nakładały na siebie szpachelkami. Nie tolerowały one tego, że do ich szkoły uczęszcza Europejka, która w dodatku ma powodzenie u chłopaków i uczy się bardzo dobrze. Uprzykrzały mi życie na każdym kroku, szczególnie jedna z nich - Bae Joohyun, która miała kilkuletnie ambicje o zostaniu ukochaną Tae. Aż do wtorku kiedy to wyszła od nich propozycja zakładu. Jeśli udałoby mi się przedostać się do tej cegielni - dałyby mi spokój, więc chyba nie trudno przypuszczać, że się nie zgodziłam. Nie miałam pojęcia, co jest tak strasznego w tamtym budynku, bo nic przerażającego w nim nie było, więc szybko zrozumiałam, że to jakiś podstęp. Niewiele się pomyliłam, ponieważ przedwczoraj przypadkiem dowiedziałam się, że ojciec Joohyun jest policjantem, więc prawdopodobnie ta jędza zadzwoniłaby po swojego tatusia, przyłapali by mnie na terenie, na którym wstęp jest wzbroniony i znając życie, to sprawa trafiłaby do szkoły, skutkiem czego zostałabym przeniesiona. Przepraszam bardzo, ale nie jestem na tyle głupia, żeby ładować się w takie sprawy. Skoro się nie zgodziłam, to nawet nie wspominałam o tym swojemu chłopakowi. No ale sam się dowiedział, a ja jakoś ciągle "zapominałam" wyprowadzić go z błędu...
     - Czy aż tak bardzo nie wierzysz w to, że mi się uda? - zapytałam, wydymając dolną wargę i robiąc smutną minkę, która najprawdopodobniej nie działała na nikogo oprócz Taehyunga.
- Nie chodzi o to. Po prostu boję się, że coś ci się stanie - powiedział chłopak, wyciągając dłoń w kierunku mojej twarzy i delikatnie pogładził mój policzek. Już otworzyłam usta, aby coś mu na to odpowiedzieć, kiedy nachylił się w moją stronę, skutecznie mnie uciszając. Kiedy Taehyung był tak blisko, nie potrafiłam logicznie myśleć, a on doskonale o tym wiedząc, wykorzystywał swoją przewagę zdecydowanie zbyt często. - A ja nie pozwoliłbym, abyś była w niebezpieczeństwie. Bo cię kocham - wyszeptał tuż przy moich wargach, sprawiając, że na chwilę przestałam oddychać. Kiedy zaledwie milimetry dzieliły go od złożenia pocałunku na moich ustach, odepchnęłam go tak, że upadł plecami na piasek i wstałam, kontynuując naszą wcześniejszą wędrówkę.
- Nie - powiedziałam stanowczo, nawet nie czekając, aż się podniesie i skierowałam się w kierunku swojego domu.
- Co "nie"? - zapytał Taehyung, obracając mnie przodem do siebie i położył dłoń na moim biodrze, drugą unosząc mój podbródek tak, abym patrzyła na jego twarz. - Nie kochasz mnie? - zapytał, podchodząc krok bliżej w moim kierunku.
- Nie pozwolę ci pójść ze mną - powiedziałam, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej i odpychając go od siebie, na co spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem i chwycił moje nadgarstki w ten sposób, abym upadła razem z nim.
- Kto powiedział, że będę potrzebował twojego pozwolenia? - zapytał ze śmiechem w głosie i obrócił się tak, że teraz był oparty po obu stronach mojej głowy, a jego twarz znajdowała się niebezpiecznie blisko mojej. - Poza tym nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Kochasz mnie?
- Tak - odpowiedziałam, podnosząc się na łokciach i pocałowałam go w policzek, na co mruknął niezadowolony.
- Po pierwsze: co "tak"? Ja powiedziałem całe, więc ty musisz wziąć przykład ze swojego ukochanego chłopaka. Po drugie: nie baw się mną - wyszeptał, po czym jakby mimowolnie spuścił wzrok na moje usta.
- Kocham cię. - powiedziałam z uśmiechem, po czym dodałam rozbawionym tonem: - A po drugie: jesteś wtedy słodziutki~.
- A co jeśli nie chcę być słodziutki? - wymruczał, zniżając głos i przejeżdżając językiem po swojej dolnej wardze.
- No to nie do mnie pretensje, że dostałeś takiego rodzaju urok osobisty - stwierdziłam bez najmniejszego przejęcia w głosie, na co Tae zmrużył lekko oczy, wpatrując się we mnie ze skupieniem. - A poza tym czy mógłbyś w końcu ze mnie wstać? - zapytałam, kładąc dłonie na klatce piersiowej chłopaka i delikatnie go odpychając. Taehyung uśmiechnął się, podnosząc jeden kącik ust, a następnie chwycił moje nadgarstki i przyszpilił je do piasku nad moją głową.
- Daj mi tydzień. Zakład, że po tych siedmiu dniach stwierdzisz, że jestem seksowny? - wyszeptał wprost do mojego ucha, "przypadkiem" muskając mój policzek ustami.
- Zakład - odpowiedziałam bez najmniejszego zawahania, ponieważ byłam pewna swojej wygranej. Taehyung był zbyt kochany, zbyt słodki i zdecydowanie zbyt taki jak Taehyung, aby nagle pokazać się światu od swojej pociągającej strony.
- Zaczynamy od jutra czy od dzisiaj? - zapytał, zawisając nie więcej niż trzy centymetry nad moją twarzą, uważnie wpatrując się w moje oczy z wyrazem, który sugerował, że jest pewny swojej wygranej w naszym zakładzie. Przepraszam, Tae, ale trochę się przeceniasz.
- Od jutra - osądziłam po chwili namysłu, dochodząc do wniosku, że jednak powinnam mu dać noc na przemyślenie tego zakładu. Moim zdaniem tak było fair.
     Kiedy tylko chłopak usłyszał moją odpowiedź, momentalnie puścił moje nadgarstki i czule musnął moje usta swoimi wargami. Po kilkunastu sekundach podniósł się z piasku, pomagając mi wstać i otrzepać ubranie z pyłu. Następnie objął mnie ramieniem w talii i zaraz po tym jak Tae stwierdził, że odprowadzi mnie do domu, ponieważ robi się ciemno, skierowaliśmy się w stronę mojego miejsca zamieszkania.
      Po drodze chłopak opowiadał mi rozentuzjazmowany o tym, że jego mama ma wykonać na zamówienie kilka tortów urodzinowych i kilkanaście pudełek ciastek ryżowych, dzięki czemu obiecała mu, że dostanie cały kartonik dla siebie. Oczywiście od razu stwierdził, że powinnam go odwiedzić, żeby nie musiał ich jeść sam, ale gdy już miałam się zgodzić, bo jego rodzicielka naprawdę dobrze znała się na swoim fachu, którym było cukiernictwo, przypomniałam sobie, że ojciec miał w tym tygodniu wrócić z Busan.
     Mój tata rzadko przebywał w domu, ale kiedy już pojawiał się, to życzył sobie, abym czas po lekcjach spędzała z nim. Często chodziliśmy wtedy do lodziarni, wesołych miasteczek, wyjeżdżaliśmy na króciutkie wypady nad morze lub po prostu spacerowaliśmy po parku z pieskiem, którego niedawno dostałam od Taehyunga na urodziny.
       Chłopak od razu posmutniał, gdy się nie zgodziłam, ale po rzuceniu zdania, że mój ojciec wraca (Tae tak trochę się go boi od momentu, kiedy ten niespodziewanie wrócił i przyłapał go na wyjadaniu zawartości naszej lodówki) i po cmoknięciu go w policzek, natychmiast pokiwał głową z uznaniem, że wszystko rozumie.
- W takim razie przyniosę ci kilka do szkoły - obiecał, uśmiechając się i z prędkością karabinu maszynowego zmienił temat. Ponownie odzyskał dobry humor, opowiadając mi o tym, że dzisiaj przychodzi do niego na noc jego najlepszy przyjaciel, Jungkook, i będą grać w gry do rana. Życzyłam im dobrej zabawy, ponieważ mimo tego, że nie podobało mi się to ich siedzenie przed konsolą Taehyunga do wschodu Słońca, to mimo wszystko wierzyłam, że Kookie zaśnie około godziny pierwszej lub drugiej w nocy.
     Jungkook był najlepszym przyjacielem Taehyunga, odkąd Kook przeniósł się z Busan i wylądował w pierwszej klasie gimnazjum do jednej ławki z moim chłopakiem. Tae bardzo szybko przywiązuje się do ludzi, więc po poznaniu bliżej czarnowłosego w błyskawicznym tempie, zaprzyjaźnili się ze sobą. Przez całe trzy lata uczęszczania do gimnazjum siedzieli zawsze w jednej ławce, a kiedy nadszedł czas zdecydowania do jakiego liceum chcą pójść, oboje wybrali to samo.
     Kiedy byliśmy niecały kilometr od domu, czarne auto przejechało obok nas z ogromną prędkością, ale nim zniknęło za zakrętem, minęło latarnię, która na chwilę rozświetliła rejestrację samochodu.
- Tata! - rzuciłam z radością w głosie i niemal zerwałam się do biegu, żeby już się z nim zobaczyć. Taehyung dogonił mnie, tylko po to, żeby życzyć mi miłych snów i widząc, że chcę jak najszybciej dostać się do domu, cmoknął mnie w policzek, po czym skierował się w stronę swojego domu.
     Po minięciu zakrętu puściłam się naprzód biegiem i kiedy tylko wbiegłam na teren posiadłości, przytuliłam się do mężczyzny, który zamykał właśnie drzwi samochodu na klucz.
- Emm... Eva? Dziękuję za miłe powitanie, ale raczej wątpię, że to do mnie chciałaś się przytulić. - roześmiał się Woobin, dwudziestosześcioletni doradca finansowy ojca, którego ten zatrudnił już dość dawno z powodu dobrej znajomości z rodzicami młodzieńca.
- Co tu robisz? - zdziwiłam się, odsuwając od chłopaka, który natychmiast poprawił marynarkę, chociaż nie ucierpiała ani trochę podczas tego uścisku.
- W sumie też byłem zaskoczony, że twój ojciec kazał mi z wami przyjechać. Podejrzewam, że będzie miał tu jakieś ważne spotkanie, a nie chce iść na nie sam - stwierdził Woobin i pociągnął za klamkę samochodu, aby sprawdzić, czy na pewno go zamknął.
- Czy pozwolisz, że... - zaczęłam, widząc, że chłopak ma jeszcze zamiar coś mówić.
- Hmm? A jasne. - Pokiwał głową, zdając sobie sprawę, że chodzi mi o to, aby jak najszybciej spotkać się z ojcem.
     Oparł się o samochód, wyciągając z kieszeni telefon, ale nie interesowałam się już dłużej tym, co ma zamiar zrobić i czym prędzej wbiegłam do domu. W pośpiechu zdjęłam buty i weszłam do salonu, gdzie mój ojciec właśnie rozmawiał z kimś przez watch phone'a. Westchnęłam cicho, czekając, aż skończy rozmowę i oparłam się o framugę drzwi.
- Wiem, że ten projekt jest bardzo kosztowny, ale nie mogę przyjechać, ponieważ... - usłyszałam zdenerwowany głos ojca, a jako, że nie chciałam podsłuchiwać, natychmiast skierowałam się do kuchni i usiadłam przy stole, podkradając sobie winogrono z miski.
- Nie mogę! - Zdeterminowany krzyk ojca dotarł do kuchni w momencie, kiedy do pomieszczenia wszedł Woobin. Bezgłośnie zapytałam go o co chodzi, ale on tylko wzruszył ramionami i natychmiast otworzył szafkę ze słodyczami, otwierając sobie batonika. Wyciągnęłam dłoń w jego kierunku, więc mi też podał jednego.
- Nie ma mowy. Nie obchodzi mnie, że będę musiał zapłacić za każdy dzień opóźnienia - powiedział tata, najwidoczniej starając się uspokoić i wszedł do kuchni. Pomachał mi dłonią i przywołał do siebie Woobina. Napisał mu coś na karteczce i podał ją chłopakowi, na co ten od razu zmarszczył brwi i zabrał długopis leżący na stole, odpisując. Mój ojciec spojrzał na niego przenikliwie i mimo, że automatycznie posmutniał, skinął ciężko głową na znak, że młodszy ma rację.
- Dobrze. Jutro rano będziemy. Do widzenia. - Rozłączył się i opadł na krzesło przy stole, po to by zaraz od niego wstać i mnie przytulić. - Wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłem? - westchnął, nadal trzymając mnie w swoich objęciach.
- Wiem, ja też. Musisz jechać? - zapytałam z żalem, że prawdopodobnie znowu zobaczę go za jakieś trzy miesiące. Od razu po usłyszeniu tego pytania Woobin pokiwał gwałtownie głową.
- Musi - wtrącił się, a kiedy napotkał spojrzenie taty mówiące "Radziłbym milczeć.", natychmiast wrócił do wyjadania zawartości naszej szafki ze słodyczami.
- Muszę jechać, bo na opóźnieniu rozpoczęcia projektu o ten tydzień bym zbankrutował - westchnął tata, głaszcząc mnie uspokajająco po włosach.
- Yhym - mruknęłam niewyraźnie. - To o której musisz wyjechać, żeby zdążyć? - zapytałam, podejrzewając, że spędzę z nim tylko z pół godziny.
- Teraz. I tak się spóźnię o co najmniej godzinę, chyba, że autostrada będzie całkowicie pusta. - Tata odsunął się ode mnie i poczochrał mnie po włosach. - Jak tylko skończymy ten projekt, przyjadę tu i zostanę na co najmniej pół roku.
- Obiecujesz? - Ożywiłam się, ponieważ od czasu naszego przyjazdu do Korei Południowej zostawał w domu maksymalnie na siedem dni, a potem nie było go z piętnaście razy dłużej.
- Ymmm... Jeśli mogę się wtrącić, to chciałbym powiedzieć, że zostanie na tak długo jest niemo... - zaczął Woobin, na co ojciec zgromił go wręcz nienawistnym spojrzeniem, a chłopak z wrócił do jedzenia kolejnego batona z jeszcze większym zainteresowaniem, niż robił to dotychczas.
- Obiecuję. - Uśmiechnął się do mnie tata i chociaż cała nasza trójka zebrana w kuchni wiedziała, że skłamał, potrafiłam mu to wybaczyć. - Woobin, zostaniesz tu tydzień - rzucił w kierunku młodzieńca, kiedy wyswobodziłam się z jego uścisku. Chłopak zakrztusił się na te słowa.
- C-co? - zapytał wreszcie chociaż ze łzami w oczach po wcześniejszym kaszleniu - Dlaczego?
- Ponieważ ktoś musi mnie reprezentować na tym spotkaniu w środę, bo jak widzisz, ja sam na nim być nie mogę - powiedział tata, wychodząc do salonu i zgarniając z oparcia kanapy swoją marynarkę.
- Dobrze - westchnął Woobin, wyciągając z kieszeni kluczyki do swojego samochodu i podając je mojemu ojcu. Tata wszedł do swojego gabinetu i szybko z niego wyszedł, rzucając w stronę swojego doradcy inne klucze.
- Twój samochód został w garażu w Chinach, więc na czas kiedy mnie nie będzie, możesz używać mojego, a potem przyślę kogoś, żeby cię przywiózł - stwierdził, przyciągając mnie do siebie w kolejnym uścisku.
- Naprawdę mogę go używać? - zdziwił się Woobin, wpatrując się z niedowierzaniem w kluczyki trzymane w dłoni.
- Naprawdę. Tylko mi go... - zaczął, lecz przerwał, kiedy chłopak rzucił się w naszą stronę, zamykając nas w uścisku.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję! - piszczał, aż trochę się uspokoił i odsunął, przybierając minę profesjonalisty. - Pańskiemu pojazdowi nic nie grozi - stwierdził, kładąc dłoń na sercu, na co oboje z ojcem parsknęliśmy śmiechem.
- Pa, księżniczko - powiedział tata, całując mnie w czoło i wyszedł z domu, kierując się w stronę samochodu. Stanęłam przy oknie w salonie i patrzyłam smutno, jak odjeżdża, do momentu kiedy jego służbowe auto zniknęło za zakrętem.
- Mamy wolną chatę! - krzyknął Woobin, nadal bawiąc się kluczykami.
- Zawsze jest wolna... - westchnęłam, wchodząc po schodach i ignorując chłopaka, któremu najwidoczniej zrobiło się głupio przez swój nietaktowny komentarz.

***
     Do szkoły odwiózł mnie Woobin samochodem ojca, co wzbudziło zainteresowanie nie tylko wśród męskiej części uczniów z powodu tak drogiego auta, lecz również wśród dziewczyn, które natychmiast zaczęły wzdychać do dwudziestosześciolatka, kiedy tylko odjechał z parkingu.
- Eva, Eva! Kto to był? - zapytała Dahyun, podbiegając do mnie razem ze swoją przyjaciółką.
- Emmm... Kolega - odpowiedziałam, aby nie musieć się im tłumaczyć z jakiego powodu mojego ojca stać na tak drogi samochód, ani po co jest mu potrzebny doradca finansowy.
- Ale ty masz Taehyunga - jęknęła Chaeyoung, mierzwiąc swoje krótkie włosy. - Nie wystarczy ci jeden?
- Taehyung to mój chłopak. Woobin to kolega. Widzicie różnicę? - zapytałam, idąc w kierunku wejścia do szkoły, nadal będąc obleganą przez gromadkę koleżanek. Nagle usłyszałam za sobą szyderczy śmiech, więc czym prędzej obróciłam się w tamtą stronę.
- Kolega? A czy Taehyung wie o tym twoim "koledze"? - spytała Joohyun, szczerząc się do swojej watahy w triumfalnym wyrazie.
- Wie. Dlaczego miałby nie wiedzieć? - odpowiedziałam z udawanym zdziwieniem w głosie. Tak szczerze, to nie wiedział, bo Woobin bardzo rzadko bywał w Korei Południowej i w ogóle nie było okazji o nim wspomnieć. Poza tym czy Taehyunga interesowałoby to, jak się nazywa i jak wygląda doradca finansowy mojego ojca?
- Tak? To może zapytamy go o to, kiedy tylko przyjdzie do szkoły? - zapytała Joohyun, jakby wyczytała moje myśli. Zmusiłam się do pewnego siebie uśmiechu.
- Nie ma sprawy - rzuciłam jak gdyby nigdy nic i razem z Dahyun i Chaeyoung usiadłam na schodach prowadzących do szkoły, czekając, aż Taehyung przyjdzie.
     Rano kiedy wstałam, byłam zdziwiona, ponieważ zawsze wysyłał mi wiadomość, w której życzył mi miłego dnia i pisał, że będzie czekał na mnie na dziedzińcu. O dziwo, chyba pierwszy raz w tym roku szkolnym, nie było go i to ja na niego czekałam. Kiedy zabrzmiał dzwonek, zaniepokoiłam się i zadzwoniłam do niego, ale miał wyłączony telefon, więc mając nadzieję, że po prostu zaspał, weszłam do sali tuż przed tym, jak nauczycielka matematyki zamknęła drzwi. Wyciągnęłam książki z plecaka i przepisałam z tablicy temat, który napisała na nim pani Im. Nauczycielce spadła kreda i kiedy ją podnosiła, wszyscy w jednym momencie zwrócili się w stronę okien, ponieważ dochodził zza nich dźwięk motoru.
- Kto to? - Natychmiast ożywili się wszyscy chłopcy w sali i pani Im była zmuszona uciszyć klasę, bo powszechny gwar stał się zbyt głośny, żeby mogła prowadzić lekcję.
- Yamaha YZF R6? - zapytał Hyunwoo ze zdziwieniem w głosie, a kiedy Hoseok to potwierdził, dodał. - Kogo na nią stać? Jest cholernie droga i... - przerwał, gdy nauczycielka obróciła się w jego kierunku, zaraz po usłyszeniu przekleństwa. - Przepraszam.
- Pewnie jakiś kolejny "kolega" Evy - powiedziała szyderczo Joohyun w momencie, gdy cała klasa umilkła. Wszyscy zwrócili się w moim kierunku.
- Kto to? - zapytali chłopcy jak jeden mąż, ale widząc moje wzruszenie ramion, ponownie spojrzeli w stronę okna, za którym motocyklista zajął na parkingu miejsce pod drzewami i zdjął kask, kładąc go na pojeździe. Wyjął kluczyki ze stacyjki i pochylając głowę, tak, że nie dało się rozpoznać, kim jest, skierował się w kierunku szkoły. W klasie  ponownie rozległy się szepty, więc pani Im uderzyła dziennikiem w pulpit biurka, sprawiając, że wszyscy niemal podskoczyli.
- Jest lekcja - powiedziała, siląc się na spokojny ton głos, po czym obróciła się w kierunku tablicy, zapisując na nim jakieś działanie, które przepisałam do zeszytu i bez problemu rozwiązałam, nim jeszcze wytłumaczyła nam, jak się to robi.
      Nagle drzwi klasy otworzyły się, na co wszyscy - łącznie z panią Im - obrócili się w ich stronę. Mimowolnie zamarłam w miejscu, lustrując od stóp do głów postać, która pojawiła się w przejściu i właśnie zmierzała w kierunku swojej ławki. Postawione, czarne włosy. Jeansy idealnie podkreślające długie nogi ich właściciela, celowo poprzecierane na kolanach. Czerwono-czarna, rozpięta koszula w kratę odsłaniająca czarny tank top, opinający mięśnie brzucha chłopaka. Czerwone trampki, srebrny kolczyk z boku dolnej wargi i bransoletka-łańcuch na szczupłym nadgarstku. Nie. Przecież to nie mógł być...
- Taehyung? - pisnęła Joohyun głosem, jakby nie mogła złapać powietrza, na co chłopak obrócił się do niej przez ramię i uśmiechnął się, unosząc kącik ust. Rozsiadł się na swoim stałym miejscu przy oknie i rzucił plecak pod ławkę.
- Kim Taehyung? Co ma znaczyć to spóźnienie i Twój wygląd? - zdziwiła się pani Im, przerywając pisanie na tablicy.
- Jakie zachowanie? - powiedział jakby z pogardą Tae, mierzwiąc włosy palcami. Czarne włosy. Czarne. Gdzie się podziała jego śliczna, rudawa grzywka?
- Porozmawiamy o tym po lekcji - stwierdziła nauczycielka, po tym jak zmierzyła go uważnym, ale zarazem zainteresowanym spojrzeniem.
     Rozwiązałam zadania, które podała na tablicy w ekspresowym czasie, więc oparłam policzek o ramię i zlustrowałam uważniej twarz Taehyunga, który ze znudzeniem patrzył gdzieś za okno. Co mu się stało? I co to za kolczyk? I dlaczego przefarbował włosy? Skąd on w ogóle ma takie ubrania? I gdzie on ukradł ten motor? Przez głowę przepływała mi masa pytań związanych z jego wyglądem i zachowaniem, jednak kiedy przeniósł na mnie wzrok, wszystkie jakby wyparowały. Wlepił we mnie spojrzenie, od którego mimowolnie zamarłam i przejechał język po dolnej wardze oraz kolczyku, co wyglądało tak sek... Zakład. A więc to o to chodziło...
     Taehyung widząc moją zdziwioną minę, uniósł do góry jedną brew i przechylił w bok głowę, jakby chciał zapytać, czy już wygrał. Udałam, że parskam śmiechem i zrobiłam wyraz twarzy niczym ze słynnego mema "Bitch, please", na co uśmiechnął się kątem ust, jakby chciał dać mi do zrozumienia, że lubi wyzwania. Obróciłam od niego głowę w momencie, kiedy nauczycielka obróciła się w stronę klasy i zapytała, kto zna rozwiązanie zadania. Podniosłam rękę do góry i podeszłam do tablicy.
     Oj, Tae, jeszcze zobaczymy, kto wygra ten zakład...

     Na przerwie widziałam Taehyunga tylko przez chwilę, kiedy razem z panią Im kierował się w stronę pokoju nauczycielskiego. Parę minut po tym podszedł do mnie Jungkook, pytając, czy widziałam dzisiaj mojego chłopaka. Automatycznie w głowie zapaliło mi się czerwone światełko, mówiące, że coś jest nie tak.
- No widziałam - rzuciłam obojętnie, na co ten przez chwilę zmarszczył brwi, ale uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
- Kto to ten Woobin? - zapytał, zmieniając temat i usiadł przy mnie na parapecie, machając nogami, na których miał trapery (czasami się zastanawiam, czy on się w nich urodził, czy po prostu nie ma innych butów, bo go nie stać) jak mała dziewczynka.
- Co? Skąd o nim wiesz? - zdziwiłam się, podnosząc na niego wzrok. Wyjął z kieszonki telefon i pokazał mi SMSy od Joohyun, z których pierwszy głosił, że "Ponoć Evę pociągają bogaci chłopcy. Pewnie dlatego ostatnio ciągle ją widuję z Woobinem.", a kolejny, iż to pomyłka. - Ale suka... - powiedziałam z niedowierzaniem, wpatrując się w ekran telefonu.
- No może byłbym gotowy uznać, że to pomyłka, gdyby Tae nie dostał identycznych SMSów. Przypadek? Nie sądzę. No więc kim on jest? Taehyung też był tego ciekawy - stwierdził, chowając swój telefon do kieszeni spodni i spojrzał na mnie wyczekująco.
- Pracownik taty - odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
- Taaa, jasne. I dlatego wozi cię do szkoły? - zapytał Jungkook, podnosząc jedną brew do góry.
- Skoro mój ojciec mu kazał to zrobić, to to zrobił. Gdzie ty tu widzisz jakiś problem? - zdziwiłam się.
- Ja? Ja nie widzę żadnego. Ale miałem wrażenie, że Taehyung jakiś dostrzega - rzucił, zeskakując z parapetu, kiedy drzwi do pokoju nauczycielskiego się otworzyły i wyszedł z nich jego najlepszy przyjaciel. Jungkook zawołał mojego chłopaka, na co ten obrócił się i podszedł do nas niespiesznym krokiem, poprawiając włosy.
- Cześć - powiedziałam normalnie, jakby przede mną stał Taehyung z wczoraj, a nie jego "ulepszona" wersja.
- Yhym... - mruknął, opierając łokieć na parapecie i utkwił wzrok w korytarz przed sobą. Widząc jak z pokoju nauczycielskiego wychodzi pani dyrektor, zdziwiłam się, bo spojrzała centralnie na Taehyunga, a zignorowała jego wygląd i poszła dalej przed siebie. Zmarszczyłam brwi, odprowadzając ją wzrokiem. Widząc przefarbowanych uczniów zawsze podchodziła do nich i kazała im pójść ze sobą na rozmowę z wychowawcą. Ostatnio odpuściła już Taehyungowi rude włosy, bo prawie się rozpłakał, kiedy powiedziała mu, że ma wrócić do naturalnego koloru, ale zignorowanie piercingu jeszcze się jej nie zdarzyło. Wracając spojrzeniem na swoje buty, zauważyłam, jak Jungkook daje jakiś sygnał mojemu chłopakowi, na co ten podciągnął się na parapet obok mnie.
- Nie skomentujesz jakkolwiek mojego wyglądu? - zapytał niby obojętnym tonem, ale od razu mogłam stwierdzić, że to tylko gra, ponieważ najprawdopodobniej bardzo mu zależało na mojej opinii. W końcu chciał wygrać zakład.
- Musi ci być niewygodnie jeść z tym kolczykiem - stwierdziłam obojętnie, kątem oka obserwując zdezorientowaną minę Taehyunga, który patrzył na Kookiego, jakby oczekiwał wskazówki, co ma teraz zrobić.
- No w sumie to... - zaczął normalnym tonem, ale widząc, krótkie wstrząśnięcie głową przez Jungkooka - było tak "dyskretne", że wszyscy w okolicy spojrzeli na niego z nic nierozumiejącymi minami - natychmiast zmienił barwę głosu. - Mnie nie przeszkadza. A tobie?
- A niby w czym miałby mi przeszkadzać twój kolczyk? - zdziwiłam się, a po chwili otrzymałam odpowiedź w postaci krótkiego pocałunku, który był bardzo... metaliczny.
- Na przykład w tym - stwierdził, opierając dłoń na parapecie obok mojej nogi i nachylił się w moją stronę.
- Nie no, spoko. I tak nigdy nie umiałeś dobrze całować - rzuciłam w momencie, kiedy zadzwonił dzwonek, zeskoczyłam z parapetu, idąc pod salę biologiczną, aby zdążyć na lekcję, na której Taehyung i Jungkook się nie pojawili.

     Na pozostałych przerwach chłopcy również nie dali o sobie znaku życia, o lekcjach już nie wspominając. Jedyne zajęcia, na których się pojawili, były zarazem ostatnimi tego dnia, a mianowicie - wychowanie fizyczne. Podczas kiedy razem z innymi dziewczynami grałam w siatkówkę, chłopcy zaczęli grać w koszykówkę na drugiej połowie hali gimnastycznej. Właśnie serwowałam piłkę na walkę o decydujący punkt, kiedy Dahyun grająca w przeciwnej drużynie, uderzyła łokciem stojącą obok niej Nayeon i wskazała jej palcem na coś na połowie należącej do chłopaków. Wszystkie dziewczyny z jej drużyny powędrowały spojrzeniami w tamtym kierunku, co wykorzystałam jako odpowiedni moment i to my wygrałyśmy grę. Trener ogłosił gwizdnięciem koniec meczu i stwierdził, że możemy iść do szatni, bo i tak zostało już tylko pięć minut do końca. Przeszłam pod siatką, kierując się w stronę wyjścia, kiedy podbiegła do mnie Dahyun z uśmiechem od ucha do ucha.
- Czemu się szczerzysz? To my wygrałyśmy - zdziwiłam się, odbierając jej piłkę, którą trzymała w dłoniach, chyba nawet nie wiedząc o tym, że to robi.
- Taehyung - rzuciła, na co natychmiast obróciłam się w tamtą stronę i po chwili już wiedziałam, co wywołało takie zainteresowanie wśród moich koleżanek z klasy (i Joohyun).
     Czy mokry chłopak bez koszulki, w dodatku posiadający niezły ABS, zdobywający punkt za punktem, nie potrafiłby przyciągnąć wzroku każdej dziewczyny? Potrafiłby. Zorientowałam się, że stoję z otwartą buzią w momencie, kiedy zerknął w moją stronę, a jego twarz rozjaśnił triumfalny uśmiech. Szybko się odwróciłam i opuściłam halę, gdy zabrzmiał gwizdek trenera chłopaków i ci również wyszli z sali. Skierowałam się w stronę szatni dla dziewczyn, ale nagle mój nadgarstek znalazł się w silnym uścisku i zostałam przyparta do ściany przez Taehyunga, który wpił się w moje usta tak gwałtownie, że zaczęłam się bać, iż przebije mi wargi tym kolczykiem. Odsunął się w momencie, kiedy żadne z nas nie mogło złapać oddechu i oparł czoło o moje.
- No więc czy po dzisiejszym dniu jesteś w stanie stwierdzić, że jestem seksowny? - wymruczał, zagryzając dolną wargę.
- Jestem - odpowiedziałam niechętnie, podnosząc na niego wzrok.
- No to zadam ci to pytanie też... Ej, co? - zdziwił się, odsuwając ode mnie.
- Jesteś seksowny - powtórzyłam, na co ten skrzywił się niezadowolony.
- Ej, no ale ja przygotowałem sobie takie zajebiste ubrania na cały tydzień - jęknął, opierając czoło o ścianę obok mnie. - Wiesz ile ja pieniędzy zmarnowałem? Mama mnie zabije... To miał być tylko tydzień. Serio nie mogłaś mi tego powiedzieć po tych siedmiu dniach? - załkał, na co zdziwiona obróciłam się w jego stronę.
- Czekaj, czyli, że chciałeś wygrać ten zakład, czy nie? - zapytałam, na co szybko się odsunął się od ściany.
- Nie, nie, chciałem. Wygrałem zakład. - Wyszczerzył zęby, zdejmując kolczyk z wargi. - Nawet nie wiesz, jakie to cholerstwo jest wkurzające. To teraz żądam wyjaśnienia, kim jest ten Woobin.

***
     Kolejny dzień również rozpoczął się lekcją matematyki i tym razem spokoju nie zakłócił żaden parkujący motor. Jednak mimo to w środku zajęć otworzyły się drzwi i do klasy wpadł zaspany Tae, powodując zdziwienie pani Im.
- Taehyung? A nie miałeś przypadkiem uczestniczyć w jakiś zakładzie? - zdziwiła się nauczycielka, widząc chłopaka w obowiązkowym mundurku zasiadającego na swoim stałym miejscu przy oknie.
- Miałem, ale wygrałem go po jednym dniu. - Wyszczerzył zęby w kwadratowym uśmiechu i odgarnął z czoła rudą grzywkę, zerkając na mnie kątem oka.
- W takim razie muszę ci wpisać punkty ujemne za spóźnienie, bo nasza umowa trwała tylko podczas tego zakładu - stwierdziła pani Im, siadając przy biurku i otworzyła dziennik uwag, na co w klasie rozległy się śmiechy.
- Ale proszę pani~!

Hejka :)
Tak. Żyję. Tak. Mam się dobrze. Tak. Zawaliłam na całej linii. Tak. Przepraszam. Tak. Na wakacjach posty będą dużo częściej. Poza tym planuję na wakacjach pisać, pisać i pisać, tak, żeby potem w roku szkolnych publikować dość na bieżąco posty. No więc mam nadzieję, że się uda. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy nadal tu wpadają mimo, że posty nie pojawiają się zbyt często.
No więc moje cele na wakacje to: 30 k wyświetleń, 20 obserwatorów i 350 komentarzy. Damy radę? Jeśli nie to trudno, nadrobimy w roku szkolnym ;)
Mam nadzieję, że spodoba się zarówno zamawiającej jak i Wam
Zapraszam do pisania komentarzy
Taeyeon

6 komentarzy:

  1. Aaa!!! To było świetne!! Nie no, uwielbiam to XDD I tak, moja mina wygląda jak jedno wielkie XD
    Pozdrawiam~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz ♥ Cieszę się, że Ci się spodobało i również pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Jestem!
    Przeczytałam, niedługo wrócę z dłuższym komentarzem, bo chwilowo nie mam za bardzo czasu, ale chciałam, byś wiedziała, że jestem :)
    I'll be back :)

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers