poniedziałek, 31 października 2016

Bloody party

Hejka :)
Także skoro Rim napisała specjalnego shota z okazji Halloween... To co, ja mam być gorsza XD?
Początek opowiadania był pisany razem z Hug Monster, ale z różnych powodów nie miałyśmy jak skończyć tego razem, więc kończę to ja. Inspiracją był horror "Dom w głębi lasu".
Miałam to napisać do 14... Jest 21, kiedy to skończyłam. Powiem (napiszę) Wam jeszcze tylko jedno... IDĘ SPAĆ.
Miłego czytania ;)

BTS | Krwawa impreza | 10.896 słów

     Długo wyczekiwana przerwa wakacyjna zbliżała się wielkimi krokami. Pozostały ostatnie egzaminy i osoby, które wybierały się na jakieś dalsze wyjazdy, mogły już pakować walizki.
     Rozległ się dzwonek, który informował o zakończeniu się zajęć i rozpoczęciu lunchu. Uczniowie zerwali się w pośpiechu, żeby zdążyć na stołówkę. Jednak nie każdemu udawało się dostać do pomieszczenia i kupić najlepsze jedzenie.
     Funkcjonowała tam hierarchia utworzona z wielu grup, na które uczniowie dzielili się zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego. Kilka stolików zostało przywłaszczonych sobie przez nerdów, fanatyków komputerowych, moli książkowych i osób, które jakoś szczególnie urodą nie grzeszyły. Kolejne zajmowały szkolne cheerleaderki i dziewczyny, które im usługiwały, przekonane, że w ten sposób staną się rozpoznawalne. Następnie sportowcy, mangowcy, artyści i osoby uważane za względnie normalne. Jeden ze stolików zrzeszał osoby z niemal wszystkich tych grup.
     Właśnie przy tym stole było najbardziej gwarno, ponieważ żadne z tam obecnych nie zgadzało się, co do miejsca tegorocznych wakacji, na które chcieli wybrać się wspólnie. Przekrzykiwali się wzajemnie i nawet doszło do rzucania się posiłkiem. W końcu ucichli, kiedy jedna z pracownic szkolnej stołówki zagroziła, że będą codziennie w wakacje przychodzić tam i sprzątać pomieszczenie. Wszyscy wpatrywali się w siebie naburmuszeni i nadal nie było mowy o ustaleniu miejsca, które zadowoli ich wszystkich.
- Pod miastem znajduje się pewien dom, który należy do moich krewnych – odezwała się nagle dziewczyna, która postanowiła dosiąść się do siódemki chłopaków, kiedy zagrożenie o oberwaniu jedzeniem zmalało do zera.
- Cześć, skarbie – odparł szatyn, wstając od stołu i przytulił ją na przywitanie.
     Wskazał, aby usiadła obok niego, na miejscu, z którego chwilę wcześniej zepchnął platynowłosego chłopaka.
- Gdzie jest ten dom?! - naskoczył na nią blondyn, podnosząc się z posadzki.
- Można robić tam imprezy? - wtrącił się brązowowłosy, patrząc uważnie na swoją dziewczynę.
- Straszy tam? - dorzucił kolejny.
- Prawie w głębi lasu, ale jest tam prąd, więc bez obaw, Namjoon. Tak, Jimin, można tak robić imprezy i Hoseok, tego nie wiem. Po prostu tam stoi i stoi, i nikt z niego nie korzysta – westchnęła szatynka, odpowiadając na wszystkie pytania.
- Nie straszcie mi Alice! - uniósł się najstarszy z nich. Doskonale pamiętał o wrażliwości dziewczyny na zjawiska paranormalne, od czasu kiedy oglądali wspólnie horrory, w których występowały duchy.
- W sumie jeżeli dom znajduje się gdzieś w lesie... Będzie fajnie. Oddzieleni od reszty świata, rodziców, problemów - tylko nasza paczka i spokój - stwierdził Jimin, na co reszta pokiwała głowami, również uznając to za kolejny plus willi.
     W tej dosyć entuzjastycznej rozmowie nie wzięła udziału pozostała trójka chłopaków, którzy woleli zająć się swoimi sprawami. Miętowowłosy grał na niewielkiej konsoli, marszcząc brwi z niezadowoloną miną. Szatyn natomiast przeglądał ostatnie notatki, nie mając nic lepszego do roboty, a czerwonowłosy, któremu fryzjerka pomyliła farby, bawił się telefonem, przeglądając Instagram. Taehyung nie był zadowolony ze swojego ostatniego farbowania włosów, bo nauczyciele krzywo na niego patrzyli, jednak nie za bardzo myślał teraz o wróceniu do wcześniejszego koloru, ponieważ i tak planował się przefarbować się na wakacjach.
      W tej samej chwili wszyscy zwrócili oczy ku miętowowłosemu, który wstał od stołu i dosiadł się do innego, przy którym siedziała jego przyjaciółka.
- Znowu wygrałaś – zaśmiał się, jednak z jego miny można było odczytać, że jest niezbyt zadowolony z takiego obrotu spraw.
- A co sobie myślałeś? – rzuciła Pauline z triumfalnym uśmiechem.
     Blondynka kątem oka spojrzała w stronę stolika, od którego wcześniej wstał Yoongi. Na chwilę zawiesiła wzrok na platynowłosym, który bardzo wczuł się w rozmowę dotyczącą wycieczki do domu w środku lasu i zadawał Alice pytania dotyczące go z prędkością karabinu maszynowego.
- Nadal z nim nie porozmawiałaś? – zdziwił się miętowowłosy, uważnie obserwując swoją przyjaciółkę.
- Nie – odparła blondynka jakby z żalem w głosie.
- Chodź – rzucił, po czym wstał od stolika i pociągnął ją za rękę do swoich przyjaciół, uśmiechając się szeroko.
- Chłopaki! I Alice – dodał, gdy przypadkiem napotkał jej zniesmaczone spojrzenie. – To Pauline, moja przyjaciółka – powiedział, wskazując teatralnie na blondynkę. – Jedzie z nami – zakończył głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Chyba cię… - zaczęła, lecz speszyła się, gdy obiekt jej westchnień podniósł na nią wzrok.
- O! Fajnie! – wykrzyknął entuzjastycznie. – To jednak tam jedziemy. – Uśmiechnął się szeroko Namjoon, ukazując towarzyszom śnieżnobiałe zęby.
- Yoongi, a Taeyeon mogłaby jechać z nami? Sama nie wytrzymam z Jiminem pod jednym dachem, a poza tym dwie dziewczyny na siedmiu chłopaków…? – powiedziała Pauline szeptem, który jakoś szczególnie dyskretny nie był, bo wszyscy przy stoliku na nią spojrzeli.
- No tak. Nie chcę powtórki z ostatniej akcji. On ci przywalił drzwiami, a ty mu patelnią – odparł miętowowłosy, zastanawiając się przez chwilę. – Czemu nie? Jak się zgodzi, to ją zabierzmy.
     Czerwonowłosy spojrzał na blondynkę, przez chwilę odrywając się od telefonu i myślał o wspomnianej dziewczynie. Widywał ją bardzo często na korytarzach lub rozmawiającą z Jungkookiem. Wiedział od niego, że uwielbia sport, jak i zajęcia artystyczne, ale jakoś nigdy nie widział dobrej okazji, aby do niej zagadać.
- A tak w ogóle, to gdzie jedziemy? – zapytał Taehyung, który z rozmowy przyjaciół wychwycił jedynie, że chcą się gdzieś wspólnie wybrać.
- Do domu moich krewnych w głębi lasu – powtórzyła cierpliwie szatynka.
- Oby to nie był taki dom, w którym straszy – odparł oderwany od lektury Jungkook, który podobnie jak jego najlepszy przyjaciel, wcześniej nie słuchał, co konkretnie planuje jego paczka.
- Rodzice byli tam podczas długiego weekendu, no i nic się nie wydarzyło, więc nie musisz się bać. Częściowo jest wyremontowany, ale przez stare ściany można usłyszeć czasami, jak szczury lub wiewiórki grasują po strychu. Oprócz tego to wszystko jest w porządku. No i co chyba dla was wszystkich najważniejsze – jest bezpiecznie – zakończyła ze śmiechem, wyciągając telefon z kieszeni, aby zasugerować innym, że już więcej nie będzie niczego powtarzać.
- Tak bezpiecznie, że skończy się jak w każdym horrorze, że staniemy się ofiarami jakiegoś psychopatycznego mordercy – stwierdził Hoseok z poważną miną, ale wkrótce dołączył się do śmiejących się przyjaciół.

***

    Kilka dni później cała dziesiątka upchnęła się jakoś do dwóch samochodów i już niemal o świcie kierowali się autostradą do celu swojej podróży. W jednym z pojazdów panował szczególny gwar, ponieważ Hoseok, Jimin i Pauline nie dogadywali się ze sobą i ich kłótnia rozpoczęła się zaraz po wejściu do samochodu, a Taeyeon nie potrafiła ich uspokoić. O zamianie miejsc nie było nawet mowy, gdyż na autostradzie nie mieli takiej możliwości. W końcu kierowca pojazdu – Kim Namjoon wyprowadzony z równowagi zatrzymał się gwałtownie na środku jezdni.
- Czy wy się, dzieciaki, uspokoicie?! – warknął blondyn, posyłając im gniewne spojrzenie, na co wszyscy w jednym momencie zamilkli i zajęli się swoimi sprawami, którymi było przeglądanie portali społecznościowych, lub jak w przypadku Pauline i Tae – sen.
     Mimo wcześniejszej kłótni wszyscy byli szczęśliwi, gdyż rozpoczął się okres, na który z utęsknieniem czekali cały rok szkolny – upragnione wakacje. Jednak po zjechaniu z autostrady, pojawiły się pierwsze problemy, ponieważ zaczynało brakować paliwa, a stacji benzynowej nie było nigdzie w pobliżu.
- Namjoon, czemu nie zatankowałeś do pełna? – warknął zdenerwowany Jimin, wychylając się do przodu.
- Bo myślałem, że po drodze będzie? – burknął pytany, jakby to było oczywiste.
- Moglibyście być ciszej? Ona śpi. – Hoseok wskazał na blondynkę, która spała oparta o szybę.
- Przed chwilą jakoś problemu nie widzieliście, kiedy ja chciałam spać – warknęła Taeyeon, powodując ogólną ciszę w samochodzie.
     Po niecałych dwóch kilometrach, przejechanych przez Namjoona z sercem w gardle, ukazała się im stacja benzynowa. Wszyscy odetchnęli z ulgą i ożywili się, ponieważ w końcu po tylu godzinach jazdy mogli rozprostować kości. Taeyeon dobudziła przyjaciółkę i weszły do pomieszczenia, aby skorzystać z toalety i kupić sobie oraz pozostałym coś do zjedzenia.
- Taehyung, poprowadzisz nasz samochód? – zapytał blondyn i usiadł, opierając się o drzwi samochodu.
- Nie ma problemu, a kto pójdzie do drugiego? – rzucił pytanie czerwonowłosy, odprowadzając dziewczyny wzrokiem.
- Jimin – odparł Namjoon, tłumiąc ziewnięcie.
- Mówiłem Jinowi, żeby tak było od początku, ale nie. Przecież to, co mówi Taehyung, jest zawsze głupie, więc uparł się przy swoim – westchnął chłopak, sprawdzając na telefonie godzinę.
- To jaki jest plan tej imprezy? – zapytał Hoseok, który zgodził się pojechać do tego lasu tylko z tego powodu.
- Jutro przyjeżdżają pozostali, więc mamy dzisiaj czas, żeby wszystko przygotować – wyjaśnił Yoongi, wysiadając z drugiego samochodu i oparł się o samochód obok Namjoona.
- Ej, a gdzie jest Tae? – zapytał Jin, podchodząc do przyjaciół, na co wszyscy nagle zaczęli się rozglądać.
- Nie wiem, może poszedł do toalety – odparł Kookie, robiąc sobie selfie, które wrzucił na Instagrama, po podłączeniu się do darmowego wifi, które oferowała stacja benzynowa.

     Kiedy dziewczyny opuściły toaletę i przy wybieraniu napojów dla pozostałych zaczęły rozmawiać na temat imprezy, podszedł do nich sprzedawca, który wyglądał na nieoszczędzanego za życia - jego pomarszczona i poraniona twarz wzbudzała odrazę, a zarazem swego rodzaju litość do tego mężczyzny.
- Jedziecie na biwak? – zapytał ponuro, jakby powtarzał wyuczoną przez lata formułkę. Alice i Pauline spojrzały na niego, starając się jakoś miło zachować, natomiast Taeyeon obdarzyła go nieufnym spojrzeniem.
- Nie. Wpadniemy do domu moich krewnych – odpowiedziała przyjaźnie dziewczyna Jimina, opierając się o regał ze słodyczami.
- Nie jedziecie chyba do starego domu Heelshirów? – zapytał, jakby doskonale wiedział, że właśnie tam się kierują.
- Nie wiem, kto tam wcześniej mieszkał, ale chyba tak – odpowiedziała Alice, spoglądając z ukosa na mężczyznę.
- Mówi się, że On nadal jest w tym domu – odparł całkiem poważnie, na co Taeyeon wzniosła oczy ku górze, chcąc jak najszybciej zakończyć rozmowę.
- Mógłby nam pan powiedzieć, czy jedziemy w dobrą stronę? Alice mówiła, że nie jest pewna, co do położenia willi... - dopytała Pauline.
- Mogę wam powiedzieć, jak daleko się znajduje. Mógłbym nawet was tam zaprowadzić. Ale to, jak wrócicie, to już wasze zmartwienie - stwierdził poważnym tonem mężczyzna.
- Macie wszystko? – zapytał Taehyung, podchodząc do dziewczyn. – Jin marudzi, że chce już jechać.
- Jeszcze nie, ale zaraz przyjdziemy – odpowiedziała Alice i nie wdając się dłużej w pogawędki ze starszym mężczyzną, zabrała wszystko, czego zażyczyli sobie pozostali i zapłaciła.

     Tak jak się umówili, Taehyung zamienił się z Jiminem, który był do tego niezwykle chętny i to on prowadził pojazd. Pauline po raz kolejny zasnęła, jednak tym razem oparła się o ramię blondyna, po którego minie można było stwierdzić, że jest niezwykle zadowolony z takiego obrotu spraw. Droga minęłaby w całkowitym spokoju, gdyby nie to, że kierowca był co chwilę upominany przez jednego ze swoich pasażerów, że nie patrzy na jezdnię. Prawdą było, że co jakiś czas kątem oka spoglądał na siedzącą obok niego brunetkę, która ze słuchawkami w uszach spoglądała na drogę przed nimi, starając się zignorować wzrok Taehyunga. W końcu zaczęło ją irytować nachalne spojrzenie chłopaka, więc oparła się ramieniem o ramę drzwi i zaczęła wyglądać przez okno, podziwiając przesuwające się za oknem widok. „Podziwiając” to za dużo powiedziane, bo co było do zachwycania się w drzewach? Po upływie jakiś pięciu minut znów zaczęła czuć na sobie wzrok Taehyunga, więc obróciła się do niego, na co szybko wrócił spojrzeniem  na drogę przed nim.
- Stało się coś, że się na mnie patrzysz? – zapytała, na co chłopak najwidoczniej się speszył, bo nie odpowiedział i zagryzł wargę, jakby nie dosłyszał pytania.

  Minęło z pół godziny, odkąd ktokolwiek w samochodzie wypowiedział choćby słowo, kiedy Jin prowadzący samochód przed nimi zjechał w boczną odnogę drogi, znaczącą swój ślad w gęstym lesie.
- Mamy za nimi jechać, czy po prostu któremuś z nich zachciało się siku? – zapytał Hoseok, ale nim ktoś zdążył mu odpowiedzieć odezwał telefon komórkowy Namjoona, który ten szybko odebrał, żeby nie spowodować zbędnego hasłu  ze względu na śpiące w pojeździe dziewczyny. Nie wyszło mu to jednak, bo obie się obudziły, chociaż nie kontaktowały zbytnio ze światem.
- Mamy za wami jechać? – zapytał platynowowłosy Jimina, który do niego zadzwonił.  Przez chwilę po drugiej stronie dało się słyszeć jakieś głosy, jednak odpowiedź blondyn otrzymał już po kilkunastu sekundach.
- Alice mówi, że tak. Nasz GPS przestał działać i w sumie jedziemy na czuja, ale jeżeli nie będzie żadnych przeszkód, to mamy szansę dotrzeć tam przed piątą – dodał szatyn, mając najwidoczniej zamiar zakończyć rozmowę.
- Przed piątą po południu – zaznaczył Jungkook, a Namjoon słysząc to, roześmiał się.
- Ale czekaj. Jak to przestał działać? - zapytał Hoseok, który siedząc tuż obok platynowowłosego, dokładnie słyszał całą rozmowę.
- Świruje. Nie pokazuje nam dalszej drogi, jakbyśmy jechali donikąd - wytłumaczył Kookie, najwidoczniej przejmując od Jimina jego telefon.
- Dziwne... Mam nadzieję, że obejdzie się bez pytania o drogę. Rozłączam się – dodał, po czym zrobił to ze śmiechem. – Taehyung, masz jechać za Jinem – rzucił do przyjaciela, na co ten również skręcił w boczną drogę, której jakość zbyt dobra nie była, więc po chwili wszyscy starali się nie upaść na osobę obok. Nie udało się to jedynie Pauline, która wpadła prosto w ramiona blondyna.
- Przepraszam  - rzuciła, momentalnie się rumieniąc i szybko wróciła na swoje miejsce.
- Nic się nie stało. Jak dla mnie to miejsce idealnie ci pasuje – stwierdził jak gdyby nigdy nic, na co dziewczyna zmarszczyła lekko brwi.
- Jakie miejsce? – dopytała, patrząc na chłopaka z nic nierozumiejącą miną.
- W moich ramionach – odpowiedział, szczerząc zęby w uśmiechu, na co Pauline ponownie spłonęła rumieńcem, a wszyscy pozostali rzucili coś w stylu „Łu~ Namjoon, ostro~”
- Ja-jak to? – zapytała po chwili blondynka, chcąc dowiedzieć się, dlaczego takie słowa padły z ust chłopaka, w którym była zakochana już od pierwszej gimnazjum.
- Hmm… No bo… - zaczął speszony Namjoon, a przez myśl przeszło mu, że może lepiej byłoby się wycofać. Co jeżeli dziewczyna go odrzuci? Ale widząc na sobie pytające spojrzenie tych pięknych, zielonych oczu, zdecydował, że przecież jest mężczyzną i sobie poradzi. – Tak szczerze mówiąc, to inaczej sobie wyobrażałem tę chwilę… - roześmiał się niezręcznie, drapiąc się po karku. Dodatkowo onieśmielało go otoczenie, a w szczególności Hoseok i Taehyung, którzy zamilkli, czekając na jego dalszą wypowiedź. Przeniósł spojrzenie na twarz Pauline i patrząc prosto w jej oczy, dodał: - Podobasz mi się. I to już od bardzo dawna, ale jesteś tak piękna, że nawet przez myśl by mi nie przeszło, że zechciałabyś być moją dziewczyną, a poza tym… - przerwał swój monolog, czując łokieć siedzącego obok Hoseoka na swoich żebrach i czekał na odpowiedź dziewczyny.
- J-ja też cię lubię. Nawet bardzo – odpowiedziała Pauline, przeżywając w środku lekki fangirling. Namjoon po chwili zawahania pokonał odległość dzielącą ich twarze i delikatnie musnął swoimi wargami usta blondynki, co ta odwzajemniła. Po chwili oboje oderwali się od siebie z rumieńcami.
- Boże, aż mi przez was głupio… - zaśmiał się niezręcznie Taehyung, przerywając ciszę, która nastała w samochodzie po wyznaniach prawdopodobnie nowej pary.
- Nie tylko tobie. – Hoseok roześmiał się. – Czuję się teraz taki forever alone – jęknął z udawanym wyrzutem.
- Jeszcze sobie znajdziesz jakąś dziewczynę – rzuciła Taeyeon z przeciągłym ziewnięciem. – Nie budźcie mnie, nim będziemy na miejscu – dodała, wracając do swojego ulubionego zajęcia – spania.

- Identyfikatory, proszę. Pan Smith. Pan Tomlinson.
- A ty to...?
- James Wright, proszę pana.
- To nie szkoła. Nie mów "proszę pana".
- Tak jest, pro... Tak jest.
- Wiesz, co tu robimy?
- Zostałem przeszkolony.
- "Przeszkolony" nie znaczy "przygotowany".
- Wiem. Nie zejdę ze stanowiska.
- Dobra, system działa. Lokalizujemy cel.
- Popatrzmy, co mamy.

- Tae, obudź się… - powiedział Taehyung po wyłączeniu silnika, kiedy wszyscy wyszli już z samochodów, aby się  na chwilę przewietrzyć. – Taeyeon… - powtórzył, nachylając się bliżej, żeby dziewczyna lepiej go słyszała. – Tae~ - wyszeptał do jej ucha, na co dostał z łokcia w brzuch, gdy brunetka się obudziła.
- Aua… - pisnął z bólu, najwidoczniej czekając na przeprosiny, których się nie doczekał.
- Czemu mnie budzisz? – jęknęła żałośnie Taeyeon, patrząc na niego półprzytomnym spojrzeniem. – Prosiłam, żeby mnie obudzić dopiero,  kiedy będziemy na miejscu.
- Ale ja… - zaczął czerwonowłosy, ale widząc, jak dziewczyna ponownie kładzie głowę na ramie drzwi, odpuścił sobie. Wyszedł z samochodu, otwierając drzwi, oczywiście, z pominięciem tych, o które opierała się brunetka, aby pojazd się przewietrzył. Dołączył do reszty przyjaciół, którzy opierali się o drugi samochód, siedząc na trawie.
- Długo jeszcze? – zapytał, przysiadając się przy Jiminie, po czym szybko zmienił pozycję, kładąc się na trawie.
- Z godzina jazdy i będziemy na miejscu – odpowiedziała mu Alice, przytulona do boku szatyna i to zdanie zakończyło rozmowę pomiędzy przyjaciółmi, którzy byli tak zmęczeni podróżą, że nie marzyli już o niczym innym, oprócz snu. Tylko Pauline i Yoongi prowadzili ożywioną rozmowę o jakiejś grze. Po chwili Seokjin poderwał się ze swojego miejsca i stanął niemalże na baczność.
- Co…? – zaczął Yoongi, również chcąc wstać, ale Jin na te słowa tylko przybliżył palec do ust, nakazując wszystkim milczeć.
     Po chwili stało się jasne, co go zaniepokoiło. Mianowicie spomiędzy drzew ulokowanych w pobliżu miejsca, gdzie niedawno leżał, dochodziły niepokojące szelesty, odgłosy łamania gałęzi, jakby ktoś przedzierał się przez las. Pauline natychmiast przytuliła się do Namjoona, a Alice do Jimina, który zastygł w bezruchu, nasłuchując ze zmarszczonymi brwiami.
- A Kookie gdzie jest? – zapytał nagle odkrywczo, co spowodowało ulgę dziewczyn, które odsunęły się od swoich chłopaków. Wszyscy spojrzeli dookoła i również zauważyli brak najmłodszego uczestnika wycieczki. Ponownie rozległy się rozmowy pomiędzy Yoongim, Namjoonem i Pauline, jednak znowu przerwało im uciszenie przez Seokjina.
- Ale… Ale to brzmi jak kilka osób. Jedna nie dałaby rady spowodować takiego hałasu – zauważył najstarszy, nawet nie starając się ukryć swojego niepokoju. Wkrótce spomiędzy drzew wyszedł Jungkook, na którego automatycznie rzucił się Taehyung z krzykiem, że dlaczego nie poinformował nikogo o tym, iż ma zamiar gdzieś pójść.
- Poszedłem za potrzebą, a poza tym trochę głębiej w lesie są tabliczki ostrzegające przed niebezpieczeństwem – powiedział najmłodszy, na co Jin ściągnął brwi w zamyśleniu.
- Przed jakim niebezpieczeństwem?
- Jest napisane tam tylko „Uwaga! Niebezpieczeństwo”. Nic więcej - odpowiedział Jungkook, wyciągając z kieszonki telefon. – Aish, nie ma zasięgu… - dodał po chwili, na co wszyscy sprawdzili również swoje komórki.
- Wiecie, to zaczyna przypominać mi scenę jak z horroru – roześmiał się niezręcznie Jimin, po czym nastała kilkunastosekundowa cisza przerwana przez odgłosy przedzierania się przez las, które ponownie się nasiliły. Seokjin zlustrował otoczenie, ale wszyscy byli obecni, oprócz Taeyeon, o której wiedział, że śpi w samochodzie.
- Spadamy – rzucił, kierując się szybko w stronę samochodu, a reszta pośpiesznie poszła w jego ślady. Odpalili samochody i ponownie ruszyli w drogę.

- Jesteś pewien, że to na pewno w tę stronę? - zapytał ze zdziwieniem Hoseok, kiedy tylko samochód zatrzymał się przed przejazdem wydrążonym w skale.
- Jin tędy pojechał, a oni mają Alice... - powiedział Taehyung, jednak sam wahał się, czy konstrukcja okaże się na tyle stabilna, że odłamki skał nie zaczną spadać na samochód.
- Kto na takim odludziu drąży przejazd w skale? - zdziwiła się Pauline, marszcząc lekko brwi.
- Nie mam pojęcia... - stwierdził finalnie Tae, wolniutko zaczynając wjeżdżać do tunelu.
- Widzieliście!? - wykrzyknął Hoseok, sprawiając, że wszyscy oprócz śpiącej Taeyeon podskoczyli na swoich miejscach, obracając się w kierunku rudzielca.
- Co mieliśmy widzieć? - zapytał w końcu Namjoon, który nic nie rozumiejącym spojrzeniem zlustrował miejsce, na które wskazywał przyjaciel, ale nic tam nie dostrzegł.
- Ten orzeł... On leciał, a potem jakby... Jakby wpadł na jakąś barierę i... I spadł... - wytłumaczył nieskładnie Seok, wyciągając szyję, żeby móc zobaczyć, co znajduje się na dnie przepaści, jednak wkrótce znikła mu ona z pola widzenia.

- Whoa… - westchnęła Pauline z podziwem, kiedy tylko znaleźli się w rejonach, z których budynek był już doskonale widoczny. I chyba w końcu było do podziwiania coś godnego uwagi, a nie tylko drzewa.
     Samotnie stojąca pośród drzew willa naprawdę robiła wrażenie swoim ogromem. Na pierwszy rzut oka była czteropiętrowa, ale po bliższych oględzinach można było dostrzec, że znajduje się tam jeszcze strych i z pewnością była tam również piwnica. Uroku dodawały jej strzeliste wieżyczki, jednak pomimo tego miejsce wyglądało na dosyć zaniedbane - w licznych miejscach tynk odchodził od ścian, a stwierdzenie, że schody prowadzące do frontowych drzwi wyglądały na nadwyrężone czasem, było ogromnym niedopowiedzeniem. Przed budynkiem rosło samotnie potężne drzewo przewyższające willę niemal dwukrotnie, natomiast na tyłach znajdował się niezwykle zaniedbany ogród, w którym kwiaty już dawno zwiędły i teraz można było podziwiać jedynie ich szczątki. Ulokowano tam również niewielką huśtawkę, która teraz kołysała się wraz z każdym drgnięciem wiatru, jak gdyby bawiło się na niej jakieś dziecko niewidoczne dla oczu ludzi. Tuż za kamiennym ogrodzeniem rozciągał się nieprzenikniony las sprawiający niezwykle ponure wrażenie.
- I tutaj mamy mieszkać przez dwa tygodnie? - zapytał z niedowierzaniem Hoseok, opierając czoło o zimną szybę samochodu, aby mieć lepszy widok na coraz bardziej przybliżającą się willę.
- Nie przejmuj się. Alice twierdzi, że wygląda tak źle tylko z zewnątrz - uspokoił go Namjoon, który uprzednio wypytał dziewczynę Jimina o każdy szczegół związany z tym budynkiem, jaki tylko przyszedł mu do głowy.
- To nie wygląda źle, tylko totalnie beznadziejnie - burknął Seok.
     Prawdą było to, że nie obchodził go wygląd willi - zdawał sobie sprawę, iż jedzie do starego budynku, ale nigdy nie ośmieszyłby się na tyle, żeby przyznać się do strachu, który poczuł od razu po zobaczeniu tego miejsca. Najzwyczajniej w świecie wyczuwał emanującą od niego aurę zła. Niby Alice twierdziła, że nie przydarzyło się tam nic, co w jakikolwiek sposób narażałoby kogokolwiek z przyjaciół, ale on po prostu miał przeczucie. Coś było z tym miejscem nie w porządku.
- Tutaj też nie będzie zasięgu, prawda? - zapytał po chwili Taehyung, na co reszta jak na zawołanie, spuściła wzrok na wyświetlacze swoich telefonów.
- Przecież chyba właśnie o to chodziło. Odizolowanie się od wszystkich problemów i całej społeczności na te dwa tygodnie... - stwierdził Namjoon, przypominając pozostałym, jakie kierowały nimi pobudki, podczas wybierania miejsca.
- Czym aż tak zawiniła ci społeczność, że chcesz takiej izolacji? - rzucił z lekkim uśmiechem na ustach Hoseok, odwracając twarz w kierunku przyjaciela.
- Jeżeli tak patrzeć na moje życie oczami innych, to na pewno wydaje się ono idealne, ale osobiście tak nie uważam. Wiesz, czasami naprawdę siebie nienawidzę...
- Uuu, widzę, że szykuje się kolejna piosenka o sensie życia - zaśmiał się rudowłosy.
- Kolejna? - zdziwiła się Pauline, która nie miała pojęcia, że Namjoon zajmuje się pisaniem tekstów.
- Nie raz i nie dwa dorwiesz się do jego zeszytu. Szczerze, to jestem zaskoczony, że go nie zabrał ze sobą - stwierdził Taehyung, na co blondyn zmarszczył brwi, patrząc w jego kierunku.
- Skąd niby wiesz, że go ze sobą nie zabrałem?
- Emm... Wydaje mi się, że go zapomniałeś, bo kiedy rano sprawdzałem, czy w pokojach jest zgaszony prąd, to leżał na podłodze otworzony na stronie, na której było napisane "Świat to drugie imię rozpaczy." - opowiedział czerwonowłosy, zatrzymując samochód, kiedy Alice wyszła z drugiego pojazdu, kierując się w stronę bramy.
- Ale... Ja go pakowałem... - zdziwił się Namjoon, marszcząc brwi.
- Może ci wypadł... Zabrałem go do swojego plecaka, żeby nie zapomnieć ci go oddać. Potem ci oddam - rzucił V, dźgając palcem Taeyeon, która, oczywiście, znowu była pochłonięta snem.
- Tak zmieniając temat. Zaznaczam, że jeden pająk i nocuję w samochodzie - stwierdził Hoseok, który panicznie bał się wszelkich pajęczaków i gryzoni. Miał nadzieję, że Alice nie myliła się i w willi szczury jedynie były słyszalne podczas wędrówek na strychu, a nie w reszcie budynku...

     W końcu cała paczka znalazła się przed schodami prowadzącymi do drzwi frontowych i patrzyła po sobie, mając nadzieję, że ktokolwiek zgłosi się na ochotnika, aby jako pierwszemu wejść do środka. Ostatecznie Jimin zdecydował się na to i zabierając klucz od swojej dziewczyny, zajął się zamkiem, dzięki czemu już kilka chwil potem można było przystąpić do zwiedzania willi.
- Ostrzegam, że możemy przebywać tylko na parterze - zaznaczyła Alice, wchodząc do budynku zaraz za szatynem.
- Co? Czemu? - zdziwił się Taehyung, przepuszczając w drzwiach Taeyeon i Seokjina, którzy natychmiast zaczęli rozglądać się dookoła.
- Tylko ta część była jako-tako remontowana. Rodzice mówili, że pierwsze piętro też jest w dość dobrym stanie, ale lepszym pomysłem wydaje mi się pozostanie na parterze. Tylko tutaj jest łazienka - uświadomiła przyjaciół dziewczyna.
- A co jeżeli my będziemy na parterze, a jakiś seryjny morderca ukrywa się w tym momencie na strychu i tylko czeka, aż pójdziemy spać? - zapytał Jin.
     Chłopak sprawiał wrażenie poddenerwowanego przez wcześniejszą sytuację na postoju - wyglądał, jakby zamierzał wziąć na poważnie najmniejszy szmer z wyższych pięter, żeby tylko jak najszybciej wrócić do swojego domu. Tak samo było z Hoseokiem - rudowłosy nadal znajdował się przed budynkiem, nieufnie spoglądając to na willę, to na las rozciągający się za nią.

     Chwilę później Taeyeon dowiedziała się od Alice, w którym pomieszczeniu będzie się znajdował jej oraz dziewczyn tymczasowy pokój, więc udała się tam ze swoim bagażem i rzuciła go gdzieś pod ścianę, siadając na jednym w dwóch łóżek, które się tam znajdowały. Zmierzyła spojrzeniem każdy szczegół, aż w końcu jej wzrok spoczął na dziwnym obrazie. Brunetka podeszła bliżej niego i ze zmarszczonymi brwiami zlustrowała "dzieło" przedstawiające mężczyzn siekających na kawałki wilki, które rozszarpywały krowę. Tyle, że wyglądało to tak, jakby ci mężczyźni chcieli pozabijać wszystko dookoła, a stojąca w oddali postać z opuszczonym klingą ku dołowi nożem, która przyglądała się ze stoickim spokojem całej sytuacji, wcale nie sprawiała, że obraz wydawał się łagodniejszy.
- Emm... No chyba nie - stwierdziła Tae i wspięła się na palce, aby zdjąć obraz, jednak był powieszony dużo wyżej niż dziewczyna była w stanie dosięgnąć. Na szczęście, akurat korytarzem przechodził Jungkook, z którym dobrze się znała, więc poprosiła go o pomoc.
- Po co chcesz to zdejmować? - zdziwił się Kookie, któremu również nie spodobał się obraz, no ale bez przesady.
- Bo... - zaczęła brunetka, w sumie nie wiedząc, w czym jej przeszkadzało "dzieło".
- Nie ważne. - Jungkook machnął dłonią na znak, że nie oczekuje tłumaczenia, po czym wspiął się na palce i zdjął obraz z uchwytu, a wtedy ku zdumieniu obojga ich oczom ukazał się...
- Taehyung? - zdziwiła się Tae, kątem oka zerkając na szatyna, patrzącego z niedowierzaniem w kawałek szkła, zza którego widział swojego przyjaciela.
- Niemożliwe... - wyszeptał chłopak, machając rękoma przed "lustrem", ale nawet jeżeli czerwonowłosy ich widział - a nie widział -, nie dał tego po sobie znać w jakikolwiek sposób, poprawiając grzywkę.
- Hej! - krzyknęła Tae, na co chłopak po drugiej stronie spojrzał ze zdziwieniem na szkło i poszedł sprawdzić, kto jest w pokoju obok.
     Kiedy już cała ekipa zebrała się w komplet, Hoseok przystąpił do dokładnego zbadania dziwnego zjawiska.
- To wygląda jak... Zgubiłem słowo - stwierdził Jimin.
- Sala przesłuchań - podsunął mu Jin, któremu również to się skojarzyło.
- Właśnie! Tylko po co komuś sala przesłuchań w starej willi...? - zapytał szatyn, marszcząc brwi.
- Lepiej sprawdźmy resztę pokoi - zasugerował Namjoon, na co wszyscy przystali, wychodząc za blondynem z pomieszczenia. 
     W pokoju zostali jedynie Jeon, Taehyung i Taeyeon, którzy z powrotem zawiesili obraz na "lustrze" i szukali czegoś, co mogłoby go zakryć.
- W sumie to szkoda, że nie dostał mi się ten pokój... - westchnął w końcu Hyung, kiedy razem z Jungkookiem zawieszał jakiś pośpiesznie znaleziony koc na "dziele".
- Czemu? - zapytała Tae, zatrzymując się w połowie drogi do drzwi.
- Bo gdybyśmy to odkryli, a wy byście się przebierały... - zaczął czerwonowłosy z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Zboczeniec - rzuciła Taeyeon, opuszczając pomieszczenie, aby dołączyć o reszty eksplorującej pozostałe pokoje.

- Wszyscy na miejsca. Zaczynamy transmisję na żywo.
- Złe pokoje. Do działu technicznego: Zamiana pokoi. 
- Słyszycie mnie? Modyfikacja scenariusza.
- Pani Walker?
- Wyniki badań. Dobre, ale należy trochę zmienić skład.
- W porządku...
- Złowieszczy na dwójce.
- Cholera... Nie możecie zostawić wiadomości?
- Chyba nie. Jest bardzo namolny. Szczerze mówiąc, przeraża mnie.
- Dobra, łącz.
- *Owieczki przeszły przez bramę. Są w ubojni*
- Wszystko jak w zegarku. Dzięki za informację. Odezwiemy się później, okey?
- *Ich ślepe oczy nie widzą grozy. Ich uszy są głuche.*
- Cóż... Tak to właśnie działa.
- *Oczyśćcie ich. Oczyśćcie świat z głuchoty. Wykąpcie ich w szkarłacie... Puściłeś to na głośnik?*
- Nie, skądże. Nie zrobiłbym ci tego.
- *A jednak. Słyszę pogłos.*
- Masz rację. Za chwilkę przełączę.
- *To chamstwo. Nie wiem nawet, kto tam z tobą siedzi.*
- Dobra, już. Wyłączyłem.
- *Nie lekceważ misji, chłopcze. Nie wszystko poszło jak w zegarku. Głupek prawie wszystko zniszczył. Przedwieczni widzą wszystko i wolą... Wciąż gadam przez głośnik, co..?*
- Hahahahahaha... Co będzie dalej?

- Czy to na pewno dobry pomysł, żeby iść popływać? Ja rozumiem, że jest gorąco i w ogóle, ale zaczyna się ściemniać, a to jest tylko jeziorko i... - zaczął narzekać Jin, rozglądając się dookoła, kiedy razem z kilkorgiem przyjaciół zmierzał przez leśną ścieżkę w kierunku, który wskazała im Alice.
- Nikt nie kazał ci z nami iść - przypomniał mu Jimin, trzymając się blisko swojej dziewczyny. - Równie dobrze mogłeś zostać z Yoongim, Namjoonem i Pauline, żeby ogarnąć trochę dom, niż wróci reszta.
- Jak chcesz, to możesz wrócić... - zaproponował mu Hoseok, który szczerze mówiąc, również miał ochotę uciekać stamtąd, gdzie pieprz rośnie.
- Emm... Wolałbym nie - zaśmiał się Seokjin, któremu nie uśmiechało się wracać do domu samemu przez las.
- Na bombę! - krzyknął Jungkook, kiedy tylko zobaczył niewielki mostek prowadzący tuż nad jezioro. Razem z Taehyungiem rzucił się do biegu, skacząc do wody, którą po chwili reszta została ochlapana.
- Cholera, zimno... - załkał czerwonowłosy, odgarniając do tyłu mokrą grzywkę, która kleiła mu się do czoła.
- Jak to zimno? - zdziwiła się Alice, stając niepewnie na krańcu mostku.
- Ej, patrzcie! Co tam jest? - zapytał nagle poważnym głosem Jimin, na co i Jungkook, i Taehyung spojrzeli na niego z politowaniem, pewni, że szatyn chce ich nastraszyć.
- Nic tu nie ma, idioto - stwierdził Kookie, ochlapując starszego wodą.
- Ale nie tam! Tu! - wskazał Park, wyciągając szyję, jakby chciał dojrzeć coś w odmętach wody.
- No, co niby? - zapytał w końcu Taehyung, obracając się w tamtą stronę.
- Moja dziewczyna! - wrzasnął Jimin, popychając do wody Alice, która już po chwili wyzywała szatyna od idiotów.
- A patrzcie tam! - dopowiedział chwilkę później Park, zdejmując koszulkę przez głowę. - Jaki przystojniak - rzucił z trollface'm, skacząc do wody.
- Zamorduję cię, idioto - zagroziła mu szatynka, ochlapując chłopaka wodą.
- Nie możesz. Przystojniacy to zagrożony gatunek - stwierdził Jimin.

- Dobra. Ostatnia szansa. Za chwilę zaczynamy. Sięgać do kieszeni. Zaraz koniec zakładów. Kogo brakuje?
- Popatrzmy... Dział techniczny, badawczy, elektryczny... Ty widziałeś, kogo obstawili? Oddają kasę.
- I kto to mówi, Tomlinson?
- Co to ma znaczyć?
- Nic. No dobra... 

- Nie wiem, czy takiego mamy...
- Zoolodzy twierdzą, że tak.
- Widocznie wiedzą coś, czego ja nie wiem...

- Co obstawiasz? Och, nie. Ktoś już cię uprzedził. 
- Co? Kto ich wybrał? Konserwatorzy? Rok w rok obstawiają to samo?
- Jeżeli wygracie, będziecie musieli podzielić się nagrodą. Zmieniasz zakład?
- Em... Sam nie wiem... A ty jak myślisz?
- Nie wiem. Przede wszystkim chcę zakończyć tę rozmowę.

- Nie obstawiasz?
- Nie.
- To trochę okrutne... Ale dzięki tym dwóm mają szansę odreagować.
- Czy dyrektor o tym wie?
- Nie obchodzi go, co dzieje się na dole, dopóki na górze wszystko jest w porządku i plan zostaje wykonywany.
- Więc to jest ustawione?
- Nie, nie, nie.
- Jak można obstawiać coś, czym sterujecie?
- My ich tylko wprowadzamy do piwnicy... Dokonują wyboru z własnej woli, inaczej system nie zadziała. Jak w przypadku Złowieszczego. To upiorny staruch z jasnym przekazem "Zginiecie". Po co tam jest? System. Decydują, czy go zignorować, decydują, co zrobić, decydują, czy zejść do piwnicy. Tak. Sterujemy nimi jedynie w koniecznym zakresie. Jeżeli podejmą dobre decyzje, nie można będzie ich ukarać. No to jak, panie Wright, wchodzisz w to? Okienko się zamyka.
- Powiem "pass".
- Dobra, ludzie. Koniec zakładów. No, to zaczynamy zabawę!

- No, to zaczynamy zabawę! - krzyknął Jimin następnego dnia, kiedy cała ekipa, łącznie z dopiero co przybyłymi osobami, była w komplecie.
     Z pięciu osób, które miały przyjechać, na miejsce dotarły jedynie dwie. Zaskoczyło to szczególnie Alice, która była w stu procentach pewna, co do ilości przyjaciół. W końcu wszyscy potwierdzili to, że przybędą na miejsce.
- Hej, Baekhyun... Czemu nie ma reszty? - zapytała szatynka, podchodząc do kasztanowowłosego, który teraz starał się otworzyć puszkę piwa, ale jakoś mu to nie wychodziło.
- Reszty? W sumie nie wiem. Dziewczyny rano nam oznajmiły, że nie mogą jechać, a głupio było tak odwoływać się na ostatnią chwilę, więc przyjechaliśmy tylko z Daehyunem - wytłumaczył, przywołując gestem dużo wyższego od siebie blondyna, który od razu podszedł do przyjaciela. - Ale to chyba żaden problem, prawda? Przynajmniej nie będzie żadnego problemu z łóżkami... 
- Wolałabym jednak, żeby wszyscy byli na miejscu... Sooyoung obiecała, że przyjedzie... - zmarkotniała szatynka, jednak już po chwili została odciągnięta od Baekhyuna przez Jimina, który wyciągnął ją na prowizorycznie oddzielony parkiet. 
- Zamiast cieszyć się, że przyjechali najwięksi przystojniacy tej imprezy, ona rozpacza, że nie będzie dziewczyn... - zdziwił się Dae, ze zmarszczonymi brwiami patrząc na przyjaciela.
- Naćpała się czegoś - stwierdził Baek ze stuprocentową pewnością w głosie, kiedy w końcu udało mu się wygrać walkę z puszką.

- Modyfikacja scenariusza! Poważna zmiana! Uwzględnić brak trójki.
- Trójki? Aż trzy osoby? Smith, to nam zrujnuje cały plan.
- Nie słuchać Smitha. Trzymamy się scenariusza. Wykreślcie tamtą trójkę.
- Ale, Tomlinson...
- Nie mamy czasu na zmianę całego planu. Wykreślić tamtą trójkę.

- Hej, gramy w "Prawda czy wyzwanie"? - zaproponował nagle Taehyung, przekrzykując muzykę.
- Hmm... No, w sumie czemu nie - stwierdził Hoseok, więc już po chwili wszyscy zainteresowani grą lub ci, którzy zostali zaciągnięci siłą, rozpoczęli zabawę.
- Okey. To ja pierwszy - rzucił po chwili rudzielec, rozglądając się po zebranych w poszukiwaniu jakiegoś celu. - Alice - wyznaczył po chwili szatynkę, która spojrzała na niego z ożywieniem. - Prawda czy wyzwanie?
- Emm... Wyzwanie - odpowiedziała od razu dziewczyna.
- Masz pocałować tego łosia - powiedział Seok, wskazując palcem na głowę wilka zawieszonego niczym trofeum na pozłacanym drewnie.
- Czy ty kiedykolwiek widziałeś łosia? - zapytała w końcu Taeyeon, patrząc na chłopak z miną w mówiącą "What the fuck?"
- A to co to jest? - zdziwił się Hoseok.
- To wilk - podpowiedział mu Jin, patrząc ze zdezorientowaniem na przyjaciela.
- Odwalcie się, nie jestem specem od zwierząt.
- Ale tu nie trzeba być specem.
- Ciiii - uciszył zebranych rudowłosy, ponownie wskazując Alice na głowę zwierzęcia.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała szatynka, przeskakując przez oparcie kanapy. Tanecznym krokiem skierowała się w stronę wilka i zaczęła odgrywać scenkę, jak gdyby odpowiadała na zaczepki jakiegoś chłopaka, po czym dała buziaka prosto w pysk zwierzaka.
- To teraz Taehyung - stwierdziła, po wróceniu na swoje miejsce. - Pytanie czy wyzwanie?
- Emm... Nie byłbym sobą, jakbym nie wybrał wyzwania - zaśmiał się chłopak, zaczesując do tyłu szkarłatną grzywkę. 
     Nagle tuż za kanapą, otworzyła się klapa prowadząca do piwnic, niemal przyprawiając tym samym wszystkich zebranych w salonie o zawał serca. Jak na zawołanie wszyscy zwrócili głowy w kierunku otworu, a Dae nieznacznie się do niego przybliżył, żeby zobaczyć, czy dokądś prowadzi.
- Jak myślicie, co tam jest? - zapytał blondyn, kiedy ujrzał ciągnące się w dół drewniane schodki.
- Może się przekonajmy... Taehyung, oto twoje wyzwanie - stwierdziła Alice, uśmiechając się do chłopaka, który z niepokojem zerknął na klapę. Nie to, że się bał, ale... Ale halo, czemu to się samo otworzyło?
     Finalnie jednak uznał, że nie można pokazać strachu, więc zgarnął latarkę, którą podsunął mu Baek i niepewnie zszedł na dół, znajdując się w nieprzeniknionych ciemnościach piwnicy.
- Dobra, jak długo mam tu siedzieć? - krzyknął w końcu.
- Tak do rana - stwierdził ze złośliwym uśmieszkiem Jungkook, przystając tuż nad krawędzią otworu.
     V prychnął cicho i włączył latarkę, oświetlając po kolei każdy z kątów pomieszczenia. Ze zdziwieniem zarejestrował piętrzące się niemal pod sufit stare zabawki - częściowo obdarte z kolorowych farb koniki na biegunach, lalki z pustymi oczodołami oraz całą masę śnieżnobiałych masek w różnych rozmiarach. W końcu światło latarki dotarło na ustawiony pod ścianą obraz, przestawiający odświętnie ubraną rodzinę, stojącą na tyłach willi oraz jakieś dziecko bawiące się na huśtawce. Czerwonowłosy wycelował promień urządzenia na sufit, dzięki czemu otrzymał szokującą informację o tym, jak rozległa jest piwnica.
- Bu - wyszeptał mu do ucha Jungkook, który już od dobrej chwili się za nim czaił. 
     Taehyung pisnął, odskakując jak najdalej przyjaciela, co tamten skomentował jedynie uśmiechem i wrzaskiem, że nie życzy sobie, aby mu świecono po oczach. Czerwonowłosy przesunął latarkę w bok i krzyknął, jakby go mordowano, widząc tuż przed sobą portret z twarzą jakiejś dziewczynki. Po chwili do wrzeszczenia dołączył również Kookie, który momentalnie odsunął się tak, aby być jak najdalej od obrazu i jak najbliżej Taehyunga.
- Hej, co jest? - zapytał zaniepokojony Jimin, zbiegając po schodach, a jako, że były nieoświetlone prawie się na nich zabił, spadając z kilku ostatnich stopni... Cóż, przynajmniej chciał pomóc.
- Wszystko w porządku? - zapytała Tae, również kierując się w stronę klapy.
- Taaak, jest okey - odpowiedział Hyung, jednak i tak po chwili już wszyscy znajdowali się w piwnicy, zainteresowani z jakiego powodu chłopcy krzyczeli. 
     Hoseok zgarnął ze sobą jeszcze kilka latarek, nim zszedł na dół, dzięki czemu już po chwili pomieszczenie było dość dobrze oświetlone. Wszyscy zajęli się rozglądaniem wśród starych zabawek oraz obrazów.
- Dobra, porozglądaliśmy się. Możemy spadać - ogłosił wszem i wobec Seokjin, kiedy zaczęło mu się wydawać, że jest obserwowany przez jedną z lalek.
- Ci Heelshirowie mieli jakieś zjebane upodobania - stwierdził w końcu Namjoon, ze zmarszczonymi brwiami oświetlając coś na rodzaj ołtarzyków z lalkami.
- Jestem pewna, że to nie należy do nich - zaprotestowała Alice. - Może to ci sami ludzie, którzy zamontowali "lustro"? 
- Ale to wygląda na dużooo starsze... - rzucił miętowowłosy, mierząc spojrzeniem jakieś dokumenty porozrzucane na podłodze.
- Może lepiej wróćmy na górę... - Hoseok dołączył do poglądów Jina, również mając ochotę, jak najszybciej stamtąd odejść.
- Wyzwanie: Macie wrócić na górę - powiedział Seokjin, widząc, że reszta nadal jest pochłonięta oglądaniem przedmiotów.
     Tymczasem Yoongi ujrzał coś zdecydowanie zbyt interesującego, żeby teraz rzucić wszystko - pamiętnik zapisany niezwykle ładnym i przejrzystym charakterem pisma. Natomiast Daehyun zaciekawił się taśmą filmową i teraz starał się dojrzeć, co na niej się znajdowało. Pauline przyglądała się z bliska naszyjnikowi, na którym widniał jakiś tajemniczy symbol, Taeyeon bawiła się jakąś podejrzaną kulką, którą obsługiwało się podobnie jak kostkę Rubika, a Baekhyun uruchomił pozytywkę i obserwował kręconą się w kółko baletnicę. W końcu blondynka stwierdziła, że może sobie założyć tę biżuterię, bo skoro ktoś ją porzucił w takim miejscu, to chyba nikomu nie zrobi to różnicy. Taeyeon zaczęła naciskać jedno z pól kulki, zastanawiając się, do czego mogła ona służyć, jednak obie dziewczyny oraz Baekhyun odsunęli się od znalezionych przedmiotów, kiedy Yoongi zaczął czytać kartkę z pamiętnika.
- Hej! Posłuchajcie tego. "Czwarty kwietnia. Ojciec się na mnie pogniewał i zarzucił mi brak prawdziwej wiary. Chciałabym dowieść pobożności, tak, jak zrobili to Jenna i Thomas z podróżnymi."
- Co to? - zapytała Pauline, podchodząc bliżej, aby przyjrzeć się trzymanemu przez miętowowłosego pamiętnikowi.
- Pamiętnik Anny Heelshir z 1903 roku - odczytał z okładki chłopak. - "Mama przez większość nocy krzyczała. Modliłam się, aby odzyskała wiarę, ale uspokoiła się dopiero, kiedy tata rozciął jej brzuch i napełnił węglem. Thomas powiedział mi we śnie, że Jenna zabrała go w nocy do czarnego pokoju i zabiła. Chciałabym rozumieć chwałę cierpienia, jak Jenna, ale zadawanie ran wywołuje u niej ekscytację, a ja tak nie reaguję."
- Skończ już - poprosił Jin, stając na pierwszym stopniu schodków.
- Co ty gadasz? Czytaj dalej! - powiedział do Yoongiego Jungkook, nachylając się nad pamiętnikiem.
- "Odnalazłam w najstarszych księgach sposób na ocalenie mojej rodziny. Prawą rękę odrąbali mi i zjedli, więc mam nadzieję, że piszę to czytelnie i że zjawi się wyznawca, i powie to naszym duchom, a my wstaniemy z grobu i wielkie cierpienie powróci." Dalej jest coś po łacinie.
- Dobra, dość. W tym momencie odkładacie ten pamiętnik tam, skąd go zabraliście i w podskokach wszyscy idziemy na górę - zdenerwował się Hoseok, patrząc surowym wzrokiem na każdego z zebranych. 
- Nie waż się czytać tej łaciny! - wrzasnął Seokjin, wyczuwając, że z dalszym tekstem będzie coś nie w porządku. I będzie to coś zdecydowanie gorszego niż wcześniejsze wpisy.
- Czytaj! - zachęcił miętowowłosego Namjoon, trącając go ramieniem.
- Co to...?
- Przeczytaj na głos!
- NIE! - krzyknął Hoseok, rozglądając się dookoła.
- Nie zachowujcie się jak dzieci! To tylko pamiętnik - stwierdził poirytowany Baek.
- To nawet nic nie znaczy... - powiedział po chwili Min.
- Yoongi, nie! - poprosił Jin, jednak chłopak już zaczął czytać dalszy tekst.

- I mamy zwycięzcę! Heelshirowie, proszę państwa! Heelshirowie na prowadzeniu! A to oznacza, że nasze gratulacje należą się konserwatorom! Którzy dzielą pulę ze stażystą Rolandem!
- Hej, ja też obstawiałam zombiaków!
- Tak. Zombiaków. A tu mamy "Wsiowych zombiaków-sadystów". To dwa całkiem odrębne gatunki. Jak słoń i słoń morski. Może za rok ci się poszczęści.
- Pff...

- Wyglądają, jakby wyszli z koszmaru.
- Nie. Raczej z nich biorą się koszmary. W naszej stajni są same relikty dawnego świata. Sponsorowane przez... Wiesz kogo. 
- Potwory, czary...
- Człowiek się przyzwyczaja... 
- A powinien?

- A więc Heelshirowie...
- Być może to tylko ścierwa czczących cierpienie prymitywnych idiotów.
- Ale to nasze ścierwa czczących cierpienie prymitywnych idiotów.
- Stuprocentowo skuteczne. 
- Fakt.
- Dzwonimy do Japonii, że resztę weekendu mają wolną?
- Akurat! Japończycy wrzucą na luz?
- Mogliby choć raz zostać pokonani. 
- Nie dali ciała. Japończycy muszą wykonać zadanie. Stawka jest zbyt wysoka.

- Naprawdę nie masz wrażenia, że dzieje się tu coś dziwnego? - zapytał Hoseok Taeyeon, która właśnie poszła nalać sobie wody, kiedy Jimin i Alice, żeby pójść na spacer, a Namjoon z Pauline poszli na tyły domu, żeby "pooglądać ogród, którego jeszcze nie mieli szansy zobaczyć z bliska".
Nikt inny się do tego nie kwapił, więc skończyło się na nudzeniu się przez resztę i opowiadanie sobie wszystkiego, co ślina przyniosła na język.
- Jakaś teoria spiskowa? Dajesz.
- Ale to ich zachowanie... Alice zachowuje się jak jakaś celebrytka-kretynka, a te głupie odzywki Jimina? Może normalnie nie grzeszył aż tak bardzo rozumem, ale ostatnio przestał być sobą.
- Po prostu jest pijany.
- Widziałem go pijanego nie raz i nie dwa. W końcu to Jimin - stwierdził, dodając po chwili:- Marionetki...
- Marionetki? Czemu?
- Idę poczytać książki z obrazkami...

- "Ból przeżyje ciało. Ciało powraca. Stawia się na wezwanie." - przetłumaczył Jungkook.
- Znasz łacinę? Od kiedy? - zdziwił się Taehyung, zaglądając najmłodszemu przez ramię, aby zobaczyć pamiętnik, który ten studiował.
- Emm... Powiedzmy, że często mi się nudzi...

- Hej, dlaczego przede mną uciekasz? - zdziwił się Park, kiedy Alice puściła się przez las biegiem, zostawiając go daleko w tyle.
- A czemu nie? - odkrzyknęła szatynka, odbiegając coraz dalej od Jimina.
- Zgubisz się - przestrzegł ją chłopak, odrzucając za siebie puszkę z piwem i rzucił się do biegu, żeby dogonić swoją dziewczynę.

- Mamy tam termostat?
- Wpuszczam mgły...


- Hej, czemu tu tak ciemno? - zdziwił się Jimin, starając się nadążyć za Alice, która ponownie znalazła się daleko przed nim.

- Przecież dlatego poszliśmy tu na spacer. Jest romantycznie - stwierdziła, rzucając mu uśmiech przez ramię.

- Rozjaśnijcie trochę. Jest lato, a nie zima. Nie byłoby tak ciemno.


- Czemu to tak nagle...? - zapytał Park, ze zmarszczonymi brwiami patrząc na polanę, która nagle skąpała się w jasności.


- A może jednak by to przyciemnić...?
- Cholera, zostawcie to już w spokoju. Chłopak nie jest aż takim idiotą, za jakiego go mamy.


- Coś nie tak? - spytała Alice, w końcu zrównując krok z szatynem.


- Dlaczego zmieniacie otoczenie?
- Nie tylko my to oglądamy. Publiczności musi się podobać. Rozumiesz chyba, o jaką gramy stawkę.


- Nie tylko... Słyszałaś to? - zapytał nagle, cofając się o krok, kiedy gdzieś przed nimi rozległ się dźwięk łamania gałązki.

     W tym samym czasie Alice wrzasnęła jak opętana, kiedy z drzew za nią wyszło coś na kształt zombie, wbijając jej pod żebra zakrzywiony nóż.
- Alice! - krzyknął Jimin, rzucając się w kierunku swojej dziewczyny.
     Jednak już po chwili zorientował się, że zombiaków było jeszcze kilku, kiedy chcąc pomóc szatynce, kolejny wbił mu nóż w ramię. Chłopak jęknął z bólu, wycofując się jak najdalej od tamtego żywego umarlaka i wyjął broń ze swojego ciała. Ledwie trzymał się na nogach z powodu fali bólu, która go zalała, kiedy przed nim pojawił się kolejny zombie, uśmiechając się w szaleńczej furii. Dzierżył on w dłoni część pułapki na lisy przywiązaną na żelaznym łańcuchu. Nim Jimin zdążył chociażby wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, zombie uderzył go bronią, a chłopak już po chwili osunął się bez życia na polanę.
- Jimin! - wrzasnęła Alice, jednak w tym samym momencie zwrócił na nią uwagę potwór, który wbił jej swoją broń w plecy, sprawiając, że już nigdy nie wydała z siebie żadnego dźwięku.

- Składamy te ofiary w pokorze i lęku. Dla błogosławionego pokoju waszej wiecznej drzemki. Na wieki wieków. 
- Uruchom mechanizm.
Już po chwili z maszyn spływała krew ofiar, zatrzymując się, kiedy dotarła na miejsce docelowe.

     Hoseok właśnie czytał, a raczej przeglądał obrazki w książce "Gdzie jest Nemo?", mamrocząc do siebie pod nosem.
- Pójdę się przejść... - usłyszał nagle głos znikąd i szybko podniósł się na równe nogi, odrzucając za siebie książkę.
- Przyrzekam, że coś słyszałem... Co mi mówisz? Czego ode mnie chcesz? Masz mnie za marionetkę? Jestem szefem własnego mózgu, więc daruj sobie... Tylko pójdę się przejść... - stwierdził w końcu Seok, zgarniając ze sobą Jina, który nawinął mu się po drodze.
- Po co...? - zdziwił się starszy, ale w końcu jedynie westchnął, nie słysząc odpowiedzi i  pozwolił się ciągnąć rudzielcowi.
- Myślałem, że świecą gwiazdy... - wyszeptał Hoseok, kierując głowę ku górze, kiedy już znaleźli się na tyłach domu. - Opuścili nas...
- Czekaj, kto nas opuścił? Hobi, o czym ty mówisz? - zdziwił się Jin, patrząc w tym samym kierunku, co jego przyjaciel, ale nie zauważył nic niepokojącego.
- Kurwa, uciekajcie! - wrzasnął Namjoon, ciągnąc za rękę Pauline w kierunku domu.
     Jin i Hoseok odwrócili się, dostrzegając za sobą dziewczynę, która wyglądała jak normalny człowiek, ale zachowywała się jak żądne krwi zombie. Joon przebiegł tuż koło umarłej, kopiąc ją z całej siły, przez co upadła na ziemię, dając przyjaciołom wystarczająco dużo czasu na schronienie się w willi i zamknięcie budynku na cztery spusty.
- Co się dzieje?! - wrzasnął Taehyung, widząc przed sobą zakrwawionego blondyna i pozostałą trójkę oddychającą tak ciężko, jakby przebiegli właśnie maraton.
- Zabili Jimina i Alice - powiedział, przenosząc na Jungkooka niewidzące spojrzenie.
- JAK TO!? - krzyknął Yoongi, wytrzeszczając oczy na platynowowłosego.
- Wlekli ich ciała za sobą... - odpowiedziała za swojego chłopaka Pauline.
- Cholera, wypieprzamy stąd... - zadecydował od razu Baekhyun, podnosząc się z kanapy.
- Chwila, jak to "wlekli"? Ilu ich jest?
- Dwóch wlekło ciała, dwóch nas zaatakowało, czyli czterech plus ta, która chciała was zabić...
- Ta dziewczyna... Ona też była zombie, ale nie miała ręki...
- Piątka... PIĄTKA! - wrzasnął Kookie, wytrzeszczając na Taehyunga oczy.
- Ten obraz... - uświadomił sobie czerwonowłosy.
- Na tym obrazie, który widzieliśmy w piwnicy była przedstawiona według Alice rodzina Heelshirów. Była ich piątka - wytłumaczył reszcie szatyn.
- Przecież to nie mogą być oni... - wyszeptał Daehyun, patrząc, jak Namjoon przemywa sobie ranę na ramieniu spirytusem.
- Ale Anna Heelshir pisała o tym, że odcięto jej rękę...
- Uciekamy! - wrzasnął Baek, którego nie interesowały żadne teorie spiskowe.
- Nie otwieraj drzwi! - krzyknął blondyn, jednak było już za późno, gdyż drzwi willi stanęły właśnie otworem i ukazał się w nich zombie-mężczyzna, który posyłając przyjaciołom psychopatyczny uśmiech, rzucił w ich stronę głowy Jimina i Alice.
- NIEEE!!! - wrzasnęli prawie wszyscy, patrząc na zakrwawione części zwłok, które zatrzymały się niemal u ich stóp.
     Taehyung z Jungkookiem jako pierwsi się opamiętali, rzucając się w kierunku drzwi, aby je zamknąć, a już po chwili dołączyli do nich wszyscy. W końcu udało się im się przekręcić klucz w zamku i zaciągnąć blokadę, jednak zombie zaczęło dobijać się, czego niezbyt solidne drzwi mogły zbyt długo nie wytrzymać.
- Zabarykadować wszystkie drzwi i okna - zarządził Seokjin. - Nie zapomnijcie o górnych piętrach! Cokolwiek się stanie, trzymajmy się razem!

- Ehhh...
- Spokojnie, Smith. Obserwuj mistrza.


- Tak nie można... - stwierdził nagle Jin, odurzony gazem, który został wpuszczony do domu.

- Co?
- Tak nie można. Musimy się rozdzielić. Zabezpieczymy większy teren.
- Tak, to dobry pomysł... - poparł Seoka Daehyun.
- Na pewno? - zdziwił się Hoseok, a wtedy nagle drzwi zostały niemal wyłamane z zawiasów przez maczetę zombie-mężczyzny.
- Biegnijcie do jakichś pokoi! - wrzasnął Jin, rzucając się w stronę drzwi, raniąc rękę zombiaka tasakiem, który wcześniej znalazł w kuchni.

- Świetnie. Zatrzaskujemy...


     Nagle drzwi do pomieszczeń, do których wpadli przyjaciele jak na zawołanie zostały zamknięte. Większość utknęła samotnie w pomieszczeniach lub z maksymalnie dwiema osobami, jednak nie było mowy, żeby znowu być większą grupą.

- Co, do cholery...? - zaczął Hobi, jednak wkrótce wiatr poruszył firankami, uświadamiając go, że zostawił otwarte okno.
     Natychmiast rzucił się naprzód, strącając przy tym lampę, która roztrzaskała się na drobne kawałeczki. Kiedy okno zostało już zamknięte, jego wzrok zatrzymał się na czymś pobłyskującym metalicznie wśród odłamków porcelany.
- Co tu jest grane...? - zdziwił się, rozpoznając kamerę.

- Niedobrze...
- Z drogi!
- Wpompować gaz u...
- Wstrzymać się!
- Co?
- Thomas Heelshir przybywa z odsieczą.


- Cholera... - wyszeptał Hoseok, ciągnąc za kabel, którym kamerka była przygotowana. Już wkrótce niemal cały był oderwany od ściany, jednak przechodził on do kolejnego pomieszczenia. - O Boże... Jestem w telewizyjnym reality show... - uświadomił sobie, opierając się o parapet. - Rodzice pomyślą, że się stoczyłem... - stwierdził nagle przerażony, jednak nie musiał zamartwiać się zbyt długo, ponieważ już po chwili szyba za nim została stłuczona, a nóż Heelshira wbity prosto w gardło chłopaka.

- POMOCY!!! - wrzasnął, jednak już po chwili został wywleczony przez okno, a po kilku kolejnych ciosach nożem oficjalnie uznano go za kolejną ofiarę i tym razem to jego krew ściekała przez mechanizm.

- Na dole rosną emocje... - stwierdził Smith, kiedy nagle całość budynku zaczęła się trząść.
- Największe widowisko świata...


- Co się dzieje? - zaczęła panikować Taeyeon, kiedy przez willę przeszło coś na kształt trzęsienia ziemi.

- Nie mam pojęcia, ale wydawało mi się, że słyszałem Hobiego... - powiedział Taehyung, patrząc na brunetkę przez "lustro".
     Tae rzuciła się, żeby złapać lampę, która właśnie spadła z komody, kiedy Jenna Heelshir roztrzaskała okno do pokoju i rzuciła nóż, żeby w nią trafić. Brunetka ledwie zdążyła uniknąć ciosu.
- Szybko! - wrzasnął czerwonowłosy, rozbijając szkło, po czym pomógł Taeyeon wydostać się z pola rażenie zombie.
     Jednak w pokoju, który on zajmował, również znajdowało się okno, które wkrótce też zostało roztrzaskane na kawałki.
- Klapa! - zauważyła Tae, dostrzegając kolejne przejście do piwnicy.
- Otwórzcie drzwi, to my! - krzyknął Jin z Yoongim, dobijając się do drzwi.
- Nie możemy! Zejdźcie do piwnicy! - odkrzyknął Hyung, zeskakując jako pierwszy, żeby sprawdzić, czy teren jest czysty. Po stwierdzeniu, że w piwnicy nie ma żadnego zagrożenia, pomógł zejść Taeyeon na dół.
- To jest czarny pokój... - uświadomiła sobie dziewczyna, oświetlając wcześniej zgarniętą latarką pomieszczenie.
- Uroczy - stwierdził V, bardziej przerażony wizją szalejących w budynku zombie niż ciemnością w pokoju.
- Ten z pamiętnika. To tu ich zabijał... I nas też tu zabije - wyszeptała Taeyeon, rozglądając się z przerażeniem po łańcuchach zawieszonych na suficie i na całej masie broni, którą wyłożone były stoły.
- Nie ma mowy. Nie zabije nas. Musimy tylko znaleźć wyjście - stwierdził Taehyung, podchodząc do Tae i przytulił ją na chwilę, chcąc dodać jej otuchy. - Przeżyjemy, rozumiesz? Sprawdźmy ściany... - zaproponował po chwili, zaczynając badać ściany w poszukiwaniu wyjścia.
- Musi tu być... - zaczął czerwonowłosy, jednak wtedy znalazł się na polu rażenia Andre Heelshira, który przez wyważoną klapę w suficie zamachnął się na niego swoją bronią z pułapki na lisy, trafiając go w plecy.
     Zombiak przyciągnął chłopaka łańcuchem, jednak nie udało mu się pochwycić go, gdyż Taeyeon szybko zgarnęła jeden z noży leżących na stole i wbiła go w szyję umarlaka, który więcej się nie poruszył. Brunetka pomogła uwolnić się Taehyungowi z pułapki.

- Cholerne zombie... Dawniej wystarczyłoby wrzucić ją do wulkanu...


- SZYBKO! - wrzasnął Jin, otwierając wcześniej niezauważone w ciemności drzwi i pociągnął za sobą brunetkę i Hyunga.

     Razem przebiegli przez resztę piwnicy, wychodząc na zewnątrz włazem. Dopiero wtedy V zdał sobie sprawę, kogo brakuje w ich składzie.
- Co z resztą? - zapytał, zauważając brak Pauline, Namjoona, Baekhyuna i Daehyuna.
- Załatwili ich - wypluł z siebie Yoongi, przyciskając dłoń do krwawiącej rany na policzku.
     Pozostała przy życiu reszta schroniła się w większym samochodzie, nie chcąc się rozdzielać.

*Japonia*
- Zło zostało pokonane! Teraz Kiko będzie żyć sobie dalej w tej szczęśliwej żabce!
- Yeeey!!!


*Korea Południowa*

- Pierdolcie się wszystkie... Widzisz to? 
- *Jak wyniki?*
- Mieli takie łatwe zadanie... Wrobili nas. Tak trudno zabić dziewięciolatkę?
- *Zero zabitych. Totalna porażka. Co na to dół?*
- Ma to gdzieś. Od początku najbardziej liczył na nas.
- Jung nie był jednak takim idiotą. Prawie nas rozpracował.
- Jadą w stronę tunelu.
- *I tak zginą... Nam też się to przytrafi, jeżeli nad wszystkim nie zapanujemy.*
- Cholera...
- *Co "cholera"?*
- Robota czeka...
- *W was ostatnia nadzieja. Jeżeli przedwieczni...*
- Nie zasypany.
- Co?
- Tunel jest przejezdny!
- Baza do saperów!
- *Nie widzimy sektora*
- Obejdź to jakoś!


- Co jest?

- Nie wiemy! Awaria zasilania!
- Miał się zawalić!
- Nie było polecenia!


- Smith, co się dzieje? SMITH! Dlaczego nie wysadzili tunelu?



- Nie, nie, nie! Niemożliwe! - wrzasnął Jin, kiedy po ucieczce z tunelu zorientowali się, że nie ma innej drogi powrotu do rodzinnego miasta.

- Nie możemy wrócić, ani jechać dalej - powiedział Jungkook, przykucając z miną, jakby zaraz miał się rozpłakać.
- To co mamy zrobić? Skakać? - zaśmiał się ironicznie Taehyung.
- Pamiętacie? Hobi mówił, że orzeł... Spadł - przypomniał sobie nagle Kookie, po czym podniósł z ziemi pierwszy-lepszy kamień i rzucił nim w kierunku przepaści.
     Po chwili skałka odbiła się od bariery, która już po chwili rozjarzyła się na złoty kolor, ukazując, jak rozległa była.
- Marionetki... Hoseok miał rację - powiedziała Taeyeon.
- Wsiadamy do wozu - zarządził Yoongi, popychając wszystkich, aby jakoś upchnęli się w samochodzie.
- Po co mamy tam wracać? To i tak na nic... Coś się stanie. Nie mamy szans uciec.
- Coś się wymyśli.
- Ty nic nie rozumiesz.
- Nie świrujcie. Musicie się opanować. Cokolwiek się zdarzy... - zaczął Seokjin, jednak nie było mu dane dokończyć, gdyż przez szybkę w drzwiach od kierowcy przebiła się maczeta, zabijając go na miejscu.
     Kim nie mógł sterować dłużej samochodem, który nie miał szans zmienić dostatecznie szybko kierunku i wylądował w wodzie, spadając z na szczęście niezbyt wysokiej przepaści.


- Cholera, o mały włos.

- Decydowały ułamki sekund.
- Nie rozumiem, dlaczego świętujecie...
- Oni świętują. 
- Dwoje przeżyło. To nie koniec rytuału.
- Ta mała musi być ostatnia. Nie wiem dlaczego, ale od początku trzymam za nią kciuki. I kiedy pomyślę, że musi zginąć... W takim cierpieniu... Przynieśliście tequilę! Oto z ciemności zrodziło się światło!


- Co... My mamy teraz zrobić? - wysapał Jungkook, ledwie będąc zdolnym zaczerpnąć powietrza.

- Oni wszyscy zginęli... - powiedziała z niedowierzaniem w głosie Tae, starając się przywrócić bicie serca do początkowego stanu.
- Zostaliśmy sami - uświadomił sobie Kookie ze łzami w oczach, patrząc na równie zdruzgotaną brunetkę, jednak długo nie mógł rozpaczać, gdyż już po chwili została w niego wymierzona broń Andre Heelshira, która zadała mu śmiertelny cios.

- Nie mam pojęcia, jak pan wymyślił ten genialny plan. Fantastyczny zwrot akcji - wóz wpadający do jeziora. 
- I ta woda, i zombie...
- Mogło być ciekawiej.


- Pacany, przez ten tunel omal nie dostałem zawału! 

- Nie nasza wina! Nie było polecenia!
- Ochrzaniam was dla żartów.
- To naprawdę nie była nasza wina. Wystąpiła awaria zasilania na górze.
- Jak to "na górze"?


- Wcale nie podważam pani słów. Ostatnia ginie dziewczyna.

- *Żyje chłopak*
- Który?


- Pomocy... - jęknęła Tae, starając się doczołgać do końca mostka, aby schronić się w wodzie. Miała nadzieję, że zombie nie potrafią pływać...

     Jednak nim ona lub Heelshir zdołali wykonać choćby jeden ruch, znikąd pojawił się Hoseok, wymachując latarką, którą ogłuszył zombie-mężczyznę, a następnie wepchnął go do wody.
- Chodź! - wrzasnął, pomagając się podnieść dziewczynie i oboje rzucili się w kierunku lasu.

- Czekaj, co? Wchodzimy do grobu? - zdziwiła się Tae, kiedy Hoseok zaczął rozkopywać jedną ze zniszczonych mogił. Już wkrótce oczom dwójki ukazała się klapa, którą rudzielec natychmiast otworzył, niemal wpychając tam Taeyeon siłą.
- Co to za miejsce? - zdziwiła się brunetka, kiedy Jung zaczął majstrować coś przy włączniku prądu. Wrzasnęła, kiedy przypadkiem stanęła na kałużę krwi.
- Musiałem poćwiartować jednego z zombie - wytłumaczył chłopak. - A ty co porabiałaś...?
- Reszta nie żyje...
- Tak też myślałem...
- Domyśliłeś się wszystkiego...
- Wszystkiego nie, ale trochę wiem. Na przykład... - zaczął, przełączając jakiś kabelek przy konsoli kierującej prądem, przez co podłoga w rogu pomieszczenia rozsunęła się. - To jest winda. Tym podsyłali nam na górę zombiaków. W środku nie ma żadnych przycisków, ale dobiorę się do skrzynki i wydaje mi się, że uda mi się sprowadzić nas w dół.
- A chcemy jechać na dół?
- A mamy inny wybór? - zapytał retorycznie rudowłosy, pomagając Tae zeskoczyć do windy i po chwili majstrowania przy konsoli sam zeskoczył do niej w ostatnim momencie, nim zaczęła zjeżdżać w dół.
     Po kilku minutach winda zaczęła jechać w bok, ukazując dwójce różnorakie drzwi. Urządzenie zatrzymało się dopiero przed ostatnim otworem w ścianie, który, o dziwo, był otwarty. Tae podeszła bliżej szklanej ściany, próbując dojrzeć coś w ciemnościach, kiedy nagle na szybę skoczył potężny wilk, wściekle ujadając. Na szczęście, już po chwili winda ponownie ruszyła, zatrzymując się kilkanaście metrów dalej. O ścianę zaczęły obijać się duchy, błagając o pomoc, jednak nie zdążyły przerazić ani Hoseoka, ani Taeyeon, ponieważ już po chwili winda znów zaczęła zjeżdżać w dół. Zatrzymywała się jeszcze kilkukrotnie, ukazując dwójce różnorodne potwory, które zawsze usiłowały rozbić szklaną powłokę, mimo tego, że nie udawało im się to.
- Sami wybraliśmy - uświadomiła sobie Tae, kiedy jej oczom ukazał się mężczyzna z powbijanymi w twarz shurikenami, dzierżąc w dłoni kulkę, którą bawiła się w piwnicy, nim Yoongi odczytał wpisy z pamiętnika. - Kazali nam wybierać, jak umrzemy.

- Zeszli tam. Muszą być w którejś z wind. Niech ochrona... Mam gdzieś protokół! Naćpałeś się, czy co?
- Głupku, jego nie ją! Jeżeli Jung ją przeżyje, wszystko szlag trafi! Jeśli zabijecie jego, ją też natychmiast skasujcie. Ale najpierw JEGO!
- Winda 36.07. Mamy was. 
- Ściągnąć ich na dół. 


     Nagle winda otworzyła się, jakby dojechała na odpowiednie piętro i wpadł do niej ubrany na czarno mężczyzna, celując pistoletem w dwójkę, która przeżyła.

- Czemu chcecie nas zabić!? - krzyknęła Tae, razem z Hoseok cofając się tuż pod ścianę. Jednak nim mężczyzna strzelił, Hobi zareagował szybciej, z całej siły kopiąc go w piszczel. Osunął się po ścianie windy, kiedy chłopak wyjął z kieszeni nóż i grożąc mu nim, odebrał pistolet, następnie ogłuszając nim tajniaka.
- Nie powinno was tu być - rozbrzmiał znikąd głos, kiedy oboje znaleźli się poza windą w sterylnie czystym pomieszczeniu. - To miało rozegrać się inaczej. Zakończyć dużo wcześniej.Wyobrażam sobie wasz ból i konsternację, ale wiedźcie jedno - To co dzieje się z wami jest częścią czegoś większego... Czegoś dużo starszego niż wszystko, co znamy. Widzieliście okropieństwa, armie stworzeń z koszmarów, ale to i tak nic w porównaniu z tym, co istniało przedtem. Kryje się pod ziemią. Naszym celem jest zabieganie o łaskę przedwiecznych. Waszym - dać się im złożyć w ofierze. Wybaczcie nam i pozwólcie nam dokończyć dzieła.
- Wiejemy! - wrzasnął Hoseok, oddając Taeyeon nóż, po czym oboje rzucili się biegiem do otwartego pomieszczenia kontrolnego. Zabarykadowali drzwi, jednak już po chwili zostali ostrzelani przez mężczyzn, którzy nadeszli znikąd.
- Reset systemu? - przeczytała brunetka, dostrzegając taki napis na jednym z przycisków znajdujących się na konsoli.
- Wciskaj! - zarządził Jung, a Tae posłuchała się go, przez co już po chwili rozległ się przeciągły dźwięk alarmu.
     Mężczyźni zamarli w miejscu, rozglądając się po windach rozmieszczonych po obu stronach pomieszczenia, w którym się znajdowali.
- O kurwa... - wyszeptał w końcu jeden z nich, orientując się, co stanie się za chwilę.
     Nie mieli szans na ucieczkę - wszystkie windy otworzyły się jednocześnie, ukazując całą hordę potworów, która w tym samym czasie zaatakowała wszystkich zebranych, niemal rozszarpując ich na kawałki.
     Kiedy dowódcy sektora 12 i 8 razem z garstką swoich asystentów, dotarli uzbrojeni na miejsce zdarzenia, po potworach i ich dawnej armii została jedynie krew, którą pokryte było wszystko wokół. Windy jak na zawołanie otworzyły się ponownie, zalewając zebranych falą kolejnych koszmarnych stworzeń, które wcześniej nie zdążyły się najeść.
    Na piętrze budynku również zapanował kompletny chaos - potwory dostały się do prawie wszystkich pomieszczeń, zabijając w najokrutniejszy sposób, jaki przyszedł im na myśl, wszystko, co znalazło się na ich drodze. Kilkoro pracowników pewnych swojej śmierci, postawiło na samobójstwo i strzeliło sobie samym do głów.
     Jedyne pomieszczenie, do którego nie dostał się żaden z koszmarów, było tym, w którym skryli się Hoseok z Taeyeon oraz główne centrum dowodzenia, gdzie James Wright i dwie kobiety próbowały jakoś wzywać pomocy i ratować sytuację.
- Przysłać wszystkie oddziały, które macie. Padł sektor 12, padł sektor 8, padł sektor 3. Padł! - wrzeszczał Wright do telefonu.
- Chryste panie, gdzie zabezpieczenia? Gdzie gaz usypiający? Coś musiało majstrować w systemie.
- Jakie "coś"?
- STRASZNE! - wrzasnął w odpowiedzi Smith, jednak Tomlinson nie zdążył mu odpowiedzieć, gdyż w tym samym momencie wszystkie światła zgasły, aby sekundę później ponownie się uruchomić za sprawą zapasowego generatora prądu i poinformować wszystkich, że właśnie coś próbuje się przegryźć przez drzwi.

     W końcu i kryjówka Hoseoka oraz Tae została odkryta i dwa potwory natychmiast skierowały się w tamtą stronę. Zmuszeni byli uciekać, zabijając przy tym kilka stworzeń, jednak kiedy w końcu wpadli na żywego człowieka, jedynym, co od niego usłyszeli było "Blokada. Nie przejdziecie", po czym on również leżał martwy. Bez większego wyboru wbiegli w otwór pozostawiony w ścianie, przez ogromnego potwora, który upadł w tamtym miejscu.
     Kilka sekund później otworzyła się tylko jedna winda, ukazując dość zdezorientowaną postać Anny Heelshir.

     Do głównego centrum dowodzenia dostała się horda wściekłych zombie, które natarły na Jamesa Wrighta i ostałych przy życiu naukowców.
- Czas się kończy! - wrzasnął Smith, zabijając swoją bronią każdego potwora, który stanął mu na drodze.
- Próbuję obejść blokadę! - odkrzyknął Tomlinson. - Potrzebuję jeszcze kilku minut!
     Jednak te kilka minut trwało zdecydowanie zbyt długo - po chwili i Wright, i Smith leżeli martwi. Jedyną osobą, której udało się przeżyć, żeby dotrzeć do podziemi po obejściu blokady, był sam Tomlinson. Nie pożył za długo, gdyż już po chwili przypadkiem wpadł na Tae, która biegła naprzód z wyciągniętym przed siebie nożem.
- To ty... - zdziwił się mężczyzna, wypowiadając te słowa na ostatnim tchnieniu. - Proszę, zabij go... - wydusił, zanim osunął się bez życia pod ścianę.
- Tae, wiejemy! - rzucił Hoseok, podając dziewczynie pistolet, który wcześniej był jego bronią.
      Po kilku minutach biegu ujrzeli przed sobą schody, więc pospiesznie zeszli nimi w dół, myśląc, że tam znajduje się wyjście z budynku. Nic bardziej mylnego - to właśnie było najważniejsze miejsce w siedzibie.
     Koliste pomieszczenie wprowadzało tajemniczy nastrój - nie wiadomo było, w jakim celu zostało zbudowane, ale być może miało to jakiś związek z pradawnymi wspomnianymi przez głos, kiedy wydostali się z wind. O ściany oparte były trzymetrowe tablice z wydrążonymi w nich dość prymitywnymi płaskorzeźbami, które zalane były szkarłatem. Posadzka kończyła się jakieś półtora metra od ścian i ukazywała znajdującą się pod spodem przepaść.
- Popatrz na to - rzuciła Tae.
- Jest ich dwanaście... Kto to? - zapytał Hoseok, mając nadzieję, że brunetka ma jakąś teorię na ten temat. I nie mylił się, ale prawdopodobnie nie taką odpowiedź chciał usłyszeć.
- My. Powinnam była się domyślić tak jak ty. To była część rytuału.
- Rytualne złożenie w ofierze? Bosko. Wystarczyło nas zamordować. To takie skomplikowane?
- Właśnie, że to proste. Ale oni nie chcą jedynie naszej śmierci. Chcą by nas ukarano.
- Ale... za co?
- Za młodość - odpowiedziała nagle jakaś kobieta, która schodziła właśnie po schodach. - W każdej kulturze jest inaczej. Zmieniło się wiele, ale za każdym razem pierwszym wymogiem była młodość. Potrzeba przynajmniej dwunastki. Wszyscy cierpią za pomocą wybranego przez siebie koszmaru. Aż zostaje jedna, która zginie, jak tylko zechce.
- Po co...? Kto...? Kto jest pod nami?
- Przedwieczni. Póki zechcą przyjąć nasze ofiary - zostają pod ziemią. Za osiem minut wzejdzie słońce. Jeżeli tego dożyjecie - świat się skończy.
- Może właśnie tak powinno się stać... Skoro musicie zabijać mi przyjaciół, żeby przetrwać... Może czas na zmianę - wyszeptał Hoseok, patrząc po każdej z tablic kolejno.
- Możecie zginąć ze wszystkimi ludźmi... Alb zginąć za nich - stwierdziła kobieta.
- O rany, przecież jedno i drugie jest takie kuszące... - zaśmiał się sarkastycznie Hobi.
     Po chwili odwrócił się, orientując się, że spojrzenie starszej kobiety było skierowane na Tae.
- Cały świat zależy od nas, Hobi... - zaczęła, kierując pistolet w stronę rudzielca.
- Nie ma innego sposobu...
- Nic nie musisz, Tae... - przypomniał jej Hoseok.
- Przykro mi - stwierdziła Taeyeon, nie zwracając uwagi, że rudowłosy zaczął śledzić wzrokiem coś znajdującego się za jej plecami.
- Mi również - odpowiedział, odwracając spojrzenie, kiedy wilk, którego wcześniej widzieli w windzie, zaatakował dziewczynę.
     Po krótkiej szarpaninie i pogryzieniu większej części ciała brunetki, potwór został zastrzelony przez Junga, któremu w końcu udało się wycelować podniesiony z posadzki pistolet tak, aby nie zranić Taeyeon. Chwilę później wdał się w bójkę z kobietą. Ostatecznie zakończyła się ona śmiercią kobiety, jednak nie była ona spowodowana przez Hoseoka, tylko przez Annę Heelshir. Zombie-dziewczynka zwróciła oczy ku rudzielcowi, któremu ostatkiem sił udało się zepchnąć obie z platformy, skutkiem czego wpadły w przepaść.
- Przepraszam - powiedział chłopak, przysiadając obok krwawiącej Tae.
- Przepraszam - odrzekła w odpowiedzi brunetka.
- Szkoda, że doprowadziliśmy do końca świata. Mogliśmy jeszcze przynajmniej zobaczyć te pradawne duchy zły... To byłby dopiero udany weekend - rzucił z uśmiechem Hoseok.

Mam nadzieję, że się spodobało :)
Mile widziane będą komentarze
Taeyeon

10 komentarzy:

  1. Oczy skleiły mi się w połowie, ale cudem dotrwałam do końca :") (Co nie znaczy wcale, że było nudno! Przeciwnie!). Nie wiem co będzie mi się dzisiaj przez was śniło po nocy. Możliwe, że jakaś apokalipsa z zombie w roli głównej. Zdziwię się, jeśli będzie inaczej 😂 Ogólnie życzę dobrej nocy i Wesołego Halloween, które właśnie powoli dobiega końca... Weny, droga Taeyeon! ^^
    dangerousworldofalien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to powtarzam prawie codziennie - Cud jest inną nazwą ciężkiej pracy B) Więc cieszę się, że chciałaś to skończyć czytać, bo gdybyś nie chciała, to po prostu poszłabyś spać :")
      Mnie się w sumie śnił ksiądz, który po mnie krzyczał, że go zawiodłam... Hmm...
      Mimo że Halloween było wczoraj, to dziękuję ;)
      Również życzę weny :)
      Chciałabym jeszcze dodać, że nadrobię w najbliższym czasie wszystkie rozdziały "Bit of luck", których nie skomentowałam ;)
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
    2. Bardzo mi miło ^^ Każdy komentarz bez względu na to czy pozytywny, czy też negatywny jest dla mnie bardzo ważny. Liczy się przede wszystkim obiektywna ocena. Pozdrawiam cieplutko!~

      Usuń
  2. Fabuła jest naprawdę niezła. Proszę, niech ktoś nagra film o tym!
    Od samego początku kibicowałam J-hope'owi - nie był taki głupi, żeby się nie domyślić. Jestem z niego dumna, ok :")
    Życzę dużo weny na takie cudeńka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hobi potrafi zaskakiwać wszystkich :")
      Dziękuję <3

      Usuń
  3. Jeśli morderca byłby na strychu, to wydaje mi się, że spanie na parterze jest mądrzejsze niż spanie na piętrach. W końcu bliżej do drzwi, nie ma tak dużej wysokości, jeśli by chcieć wyskakiwać przez okna, a sam morderca ma więcej pieter do przebycia ;P Ale mówimy o jednym mordercy, a nie grupce zombie i domku pełnym atrakcji xD W tym przypadku może to działa inaczej :') Może możnabyłoby wejść na dach i z dachu stawiać opór zombie? xD Tak ich zwalać z wysokości by pospadali na jakieś ławeczki, albo kamyczki? xD Albo przejeżdżać autem... 🤔 Ale chyba i tak cały świat miał się rozchrzanić. Pytanie tylko: czy też w taki "niedelikatny sposób"? xD
    Podobało mi się tak ogółem xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tutaj chodziło o to, że ten morderca w nocy zszedłby z tego strychu i ich zabił, ale w sumie mogłam to źle wytłumaczyć... Ale chodziło mi o to XD
      I tak ostatecznie była rozróba, także po co przejmować się sposobem, w jaki to się stało xD
      B)))

      Usuń
    2. Lol, Demon, ale ja właśnie o tym napisałam :')
      Optymistyczne podejście - I tak zginiemy! *derp*

      Usuń
  4. uiu ale klimatycznie się zrobiło :D

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers