piątek, 3 lutego 2017

Follow, Sweet Children.

Cześć, tutaj Sangrim. 
Wiem, że zwaliłam kilka rzeczy, ale już trudno. Staram się xD Mam niewyobrażalny katar (alergicy, łączmy się w bólu) i łzawią mi cały czas oczy. Haha, teraz ja jestem najbardziej zakatarzonym człowiekiem w kraju xD 
Miłego czytania!


Podążajcie, kochane dzieci | one shot | 4.121 słowa


     Z chwilą, gdy drzwi gabinetu psychiatry otworzyły się, na zewnątrz budynku wiatr przestał wiać z niewiadomych przyczyn. Ubrany w biały fartuch, z okularami zaczepionymi o brzeg kieszeni na piersi, wszedł do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. Stanął na środku pokoju i zaczął przeglądać papiery, które ze sobą zabrał. Było ich za wiele, by tak po prostu szukać w nich tej jednej karty, więc oparł plik dokumentów o swoje masywne biurko i przy nim próbował doszukać się zawieruszonego papieru. W końcu wyjął coś, ale nie mógł niczego odczytać i sprawdzić, czy tego szukał. Siwy mężczyzna ze spokojnym wyrazem twarzy wyjął swoje okulary i trzymając przed sobą kartkę, spojrzał na nią na sekundę, by przenieść potem swój wzrok na siedzącego na wielkim fotelu pacjenta.
- Kim Taehyung? - zapytał, mając zamiar upewnić się, czy aby na pewno przyjmuje teraz odpowiednią osobę.
Pacjent nic nie odpowiedział. Nie raczył nawet obdarzyć łaskawie doktora spojrzeniem. Przez cały czas patrzył w podłogę z wzrokiem niewyrażającym jakichkolwiek emocji. 
Wciąż stojąc, psychiatra pokiwał tylko głową. Zasiadł chwilę później za biurkiem, a potem odłożył do szarej teczki kartę pacjenta. 
- Dlaczego nic nie mówisz? - zapytał. - Możesz mi przecież wszystko szczerze powiedzieć.
Wydawało się, jakby głęboki głos siwego mężczyzny nie dotarł do uszu chłopaka. Nadal nie było po nim widać żadnej reakcji. 
- Duszone przez dłuższy czas emocje są jak dzikie zwierzęta w klatce - kontynuował doktor, starając się patrzeć pacjentowi w oczy. - Próbują znaleźć ujście ze swojego więzienia, co  często kończy się niewesołym skutkiem. Należy pozwolić im się ukazać, gdy nie jest jeszcze za późno.
Wzrok chłopaka w końcu powędrował w stronę siwego psychiatry. W ciszy pacjent patrzył na niego, ale nie przemówił. Słyszalne było jedynie tykanie zegara i brzęk psującej się żarówki w lampie.
- Nie będę w stanie ci pomóc, jeśli nie powiesz mi, co cię trapi. - Psychiatra wstał i podszedł do fotela, siadając na oparciu. - Nie zamierzam na ciebie napierać, ale chciałbym ci przypomnieć, że przyszedłeś tu w jakimś celu. 
- Po nic tu nie przyszedłem - odezwał się w końcu chłopak, utrzymując chłodny wyraz twarzy.
- Naprawdę? - Doktor uśmiechnął się. - Więc dlaczego mam zaszczyt gościć cię w mojej poradni? 
- Bo kazano mi przyjść. 
- I całkiem słusznie. Twoja karta pacjenta jest bardzo kolorowa. 
- To nie moja wina. To nie ja.
- Spokojnie, jestem tu przecież, by cię wysłuchać. - Starszy sięgnął ręką po nagrywarkę, wciskając przycisk nagrywania. - Wytłumacz mi zatem, czego cię tu właściwie przysłano?
Ponownie zamilkł. Odwrócił wzrok i zaczął bawić się zamkiem swojej bluzy. 
- Halo, słyszysz mnie? - zapytał po dłuższej chwili ciszy starszy mężczyzna.
Znowu to samo dziwne uczucie nawiedziło chłopaka. To dudnienie w uszach, lekki szum i jakby zwolnione tempo. Ten moment, gdy jego serce zaczyna szybciej bić, a on sam poci się - to powróciło. Powolny, ciężki oddech...
- Chłopcze? 
Taehyung musiał przymknąć oczy. Na myśl samoczynnie przychodziły mu wspomnienia początków. Jego początków. Jako innej osoby.
Opadł na fotel i wspierając się na oparciu plecami, zasłonił rękami twarz. Rozmasował tętniące skronie, ale to nic nie dawało. On musiał być blisko. On albo ktoś inny. 
- Wszystko w porządku? 
Nie dawał sobie rady z dalszym powstrzymywaniem nagłego napływu wszystkich wspomnień. Trauma, emocje i te wszystkie przeżycia wytarły za duże piętno na psychice biednego chłopaka.

    Razem z przyjacielem Taehyung wybrał się do lasu. Z domu młodszego było do niego niedaleko, praktycznie w nim mieszkał. Nie mieli konkretnego celu, w imię którego wędrowali po dawno wydeptanych, ale już nieuczęszczanych ścieżkach. Spacerowali sobie między drzewami, skacząc po jakichś kamieniach, rzucając patykami czy skopując huby z kor drzew. Na pierwszy rzut oka zwykła przechadzka w ramach dotlenienia organizmu. Ale też nie do końca chodziło im o to. 

     Pewna część lasu była zawsze bardziej tajemnicza. Jej klimat przypominał atmosferę z horrorów ze względu na niedocierające tam światło, niepokojącą ciszę, wyczuwalną w powietrzu wilgoć i ciemną ziemię, pokrytą gdzieniegdzie mchem. Dwójka przyjaciół szła przed siebie w dotąd nieeksplorowaną przez nich część lasu. Zaopatrzeni jedynie w telefony, czasem zwalniali kroku, a czasem go przyśpieszali, rozglądając się przy tym i analizując odczyty z GPS ich telefonów. Zbiorowisko drzew wydawało się nie kończyć, sprawiało wrażenie niewyobrażalnie szerokiego i długiego.
- Długo jeszcze? - zapytał Baekhyun, któremu zaczęły już przeszkadzać bolące uda i prawie pulsujące z bólu stopy. 
- Nie wiem - odrzekł szczerze Taehyung, idąc obok. - Przecież pierwszy raz tu jestem. 
- Szkoda, że nie wzięliśmy nic do picia. - Jego przyjaciel zatrzymał się w miejscu, kładąc ręce na biodrach i łapiąc oddech. 
- Pić ci się chce? - zainteresował się pomysłodawca wyprawy.
- Zgadłeś. - Zaklaskał leniwie, wznawiając marsz.
- Przejdziemy jeszcze kawałek i wracamy. Idziemy stanowczo za długo. 
- Tak przez około trzy godziny bez większych przerw. - Baek sprawdził na wyświetlaczu godzinę. - Woah, nieźle. Zupełny brak poczucia czasu. 
- Trzy godziny? I my nadal nigdzie nie doszliśmy? 
- Jak widać. 
- W takim razie jak bardzo wielki może to być obszar? 
- Ty tu mieszkasz. Nie znasz okolicy? 
- No, nie. Nie przypuszczałem, że siedzę koło tak ogromnego kompleksu drzew, grzybków, zwierzątek i innych tajemnic kniei.
Z każdym krokiem wiatr, który przedtem im towarzyszył, stawał się coraz słabszy. Zanikał wraz z przebytą drogą. 
- Sheed, nawet GPS już nie wyrabia - zauważył Baek, trzepiąc swoim telefonem, jakby to miało pomóc. -Twój działa? 
- Jakoś działa, ale nie tak, jak powinien -  odpowiedział Hyung, spoglądając na swoją komórkę.
- To znaczy?
- Pokazuje, że jesteśmy gdzieś w Oceanie Atlantyckim.
- Tak daleko na piechotę chyba nie poszliśmy. Lepiej wracajmy. 
- Masz pomysł którędy? 
Baekhyun zamarł, wytrzeszczając na przyjaciela oczy. Będąc na odległości około kilku kroków od przewodnika i stojąc do niego przodem, patrzył w jego oczy z przerażeniem. 
- Powiedz mi... - zaczął, wyraźnie zaniepokojony. - Wiesz, jak wrócić? 
Ten wzruszył ramionami, rozglądając się jeszcze raz dookoła. 
- Ostatni raz gdziekolwiek z tobą idę! - Starszy chłopak wybuchł, podchodząc do niego i grożąc mu palcem. - A do lasu szczególnie już mnie nie zaciągniesz za sobą! 
- Uspokój się! Wystarczy zawrócić. - Młodziak odwrócił się za siebie, ustawiając się plecami do wcześniejszego kierunku ruchu. - O, tak, jak pokazałem. A potem idziesz w tę stronę. 
- Jakoś nie chce mi się wierzyć, że cały czas szliśmy prosto przed siebie.  - Gestykulując energicznie rękami, Baekhyun ruszył za Taehyungiem "w drogę powrotną". - W ogóle po co tu się wybraliśmy?!
- Nie jęcz, tylko przebieraj tymi nogami szybciej, bo niedługo może się ściemnić. 
- Mam rozumieć, że uważasz, że jest tu jasno, co?!
- Sznela, sznela, Baek! Bo cię coś jeszcze zje tutaj! 
- Zamknij się.
Obaj więc zawrócili, nie będąc pewni, czy uda im się dotrzeć do domu obraną ścieżką przed zapadnięciem zmroku.
A las był coraz ciemniejszy. Mrok deptał po piętach parze przyjaciół i nie zwalniał tempa. Wręcz przeciwnie, przyśpieszał je. Jakby Tae i Baek wchodzili jeszcze głębiej w las. 
     Nagle do ich uszu dotarły dziwne dźwięki. Coś jakby buczenie pełnego ula lub bas w muzyce słuchany na najwyższym poziomie głośności. Wiatru już nie było, powietrze zdawało się wręcz przesiąknięte wodą, dusiło, krztusiło, utrudniało oddychanie. Wokół panowała cisza, czasem mącona jedynie odgłosem łamanej gałązki czy rosnącej w przyśpieszonym tempie gałęzi drzewa. 
Wtedy z mroku po raz pierwszy wyszedł On. 
- Stój - szepnął Baehyun, chwytając za tył podkoszulki przyjaciela i zatrzymując go tym samym.
- Co? - odszeptał. 
- Tam. - Chłopak wskazał ręką na skarpę w oddali. - Patrz. 
Stała na niej wysoka i chuda postać o bardzo bladej twarzy i łysej głowie. Ubrany na ciemno, z prawie niewidocznym czerwonym akcentem pod szyją, stał i obserwował każdy ruch, samemu się nie poruszając. Trudno było dostrzec jakieś szczegóły jego wyglądu ze względu na to, że znajdował się całkiem daleko.
- Pewnie to żart - utrzymywał szept Taehyung.
- Kto by się szwędał po lesie, by wyciąć nam numer? Pomyśl. 
- Czyli kto to może być? 
- Nie wiem, ale na pewno nikt przyjaźnie nastawiony. 
Pojawiał się u nich delikatny ból głowy i lekki dyskomfort. Mężczyzna stojący w oddali nadal wlepiał w nich wzrok.
- Mój telefon wariuje - orzekł Baekhyun, wyciągając telefon, na którym obraz skakał, wykrzywiał się, migał, zanikał oraz mieszał się z innymi, od czasu do czasu pokazując też znikąd kolorowe piksele.
- Tak samo jak mój - stwierdził Taehyung, obserwując na swojej komórce coś podobnego. 
- Wybywamy stąd - szepnął jeszcze raz Baek, rzucając się zaraz do biegu i ciągnąc ze sobą towarzysza. - Już. 
Nie przebiegli dużego dystansu, ponieważ zaraz zostali zatrzymani. Przed nimi zmaterializowała się podejrzana postać ze skarpy. W oczy rzucał się przede wszystkim garnitur i brak twarzy. 
     Istota, której człowiekiem nie dało się nazwać, pochyliła się, wywołując u swoich ofiar bóle głowy tak silne, że skutecznie powaliły i unieruchomiły chłopaków. Jedna z czarnych, śliskich macek wyrastających zza pleców nieznajomego chwyciła za kostkę Baekhyuna i podniosła go w górę. Taehyungowi wróciła świadomość. Podniósł się z ziemi, próbując coś zrobić, aby pomóc towarzyszowi, ale było za późno. Blada postać zacisnęła kolejną mackę wokół ust jego przyjaciela, potem dookoła szyi, ramienia, brzucha i w końcu zaciągnęła go w tył, chowając za sobą. Wyprostowana, wyczekiwała reakcji drugiego z intruzów. 
Wcześniejszy krzyk starszego ustał, co nie było dobrym znakiem. Tae po prostu uciekł, nie mogąc zrobić nic innego. 
     Wymijał w popłochu drzewa i biegł slalomem. Wykonywał najróżniejsze zwody i zwinne zwroty z myślą, że wielkie "coś" nie będzie na tyle sprawne, by doścignąć go. Tracone na tym ułamki sekund na nic się nie przydały, bo czarno-biała sylwetka nie zostawała w tyle. Gdy się odwracał w czasie biegu, widział, że materializuje się w innym miejscu, kiedy ten na nią nie spoglądał.
Chowanie się za drzewami odpadało z gry. Walczyć z tym czymś - jak? Ucieczka to jedyne wyjście, ale wiecznie nie da się uciekać. Na nieznanym terenie poruszanie się było ciężkie, ale nie ze względu na warunki czy rzeczy tego typu. Chłopak nie miał pomysłu, gdzie biec i którędy uciec. Zauważył po kilku minutach na swojej drodze opuszczoną szopę. Bez zastanowienia wtargnął do niej i zaraz po zamknięciu drzwi, rozpoczął robienie barykady. Na szczęście, w środku było jakieś biurko, szafa i skrzynki z narzędziami, którymi można było zastawić drzwi. 
Pod wpływem adrenaliny jego siła wzrosła i bez większego trudu poprzesuwał ciężkawe meble. By nie pozostawać na widoku, wszedł pod biurko i wyrównując oddech, czekał, aż to, co go ścigało, odejdzie.
     Dźwięki przepełnionego ula nasilały się. Wysoka istota zatrzymała się i sama nie wydawała odgłosów. Postała kilka sekund i zaczęła okrążać szopę. Jego postać była widoczna przy każdym z okien po kolei. Kiedy już zdawało się Taehyungowi, że to ma zamiar odejść, roztłukła się szyba w oknie. Przez pęknięcie wsunęła się macka, która powoli kierowała się do przodu. 
     Przygotowana wcześniej przez Hyunga siekiera, leżała koło niego. Zacisnął swoje ręce ma rękojeści i nie mogąc się zdecydować na ruch, trzymał ją przy sobie sobie, jakby ściskał pluszaka. A macka była coraz bliżej. Chłopak zadecydował i wyczołgał się spod biurka, dzierżąc w dłoni siekierę. Odciął znajdującą się zbyt blisko niego mackę i przystąpił do wybijania drugiego okna. Na zewnątrz coś ryknęło, zawyło z bólu. Część czarnej kończyny wycofała się, kurcząc. Poraniony szkłem z rozbitej szyby, Taehyung przeskoczył, biegnąc na powrót przed siebie. Potwór już tylko stał i patrzył, nie rzucał się w pogoń. Lustrował swoją uciekającą zwierzynę niewidocznym przez brak oczu spojrzeniem, a odnóża na jego plecach poruszały się agresywnie. 

     Przez najbliższy tydzień Taehyung izolował się w swoim domu, zrywając wszelkie kontakty ze światem zewnętrznym. Bał się wychodzić z domu, a nawet obawiał się patrzeć przez okno. Nie doświadczył potem żadnych wizyt Jego, ani podobnych przeżyć. Cudem udało mu się wrócić do domu i nie zamierzał ponownie narażać się na niebezpieczeństwo. Stracił tam Baekhyuna, jednak nie sądził, by udało mu się wyrwać przyjaciela spod Jego uwięzi. 

    Kryjąc się pod stołami, chodząc tuż przy podłodze na czworaka i zawsze mając przy sobie coś do obrony, Taehyung funkcjonował przez ten tydzień. 
     W końcu zebrał się na odwagę i wyjrzał przez okno. Wszystko wydawało się takie normalne... Żadnych dziwnych dźwięków, śpiew ptaków... Analizując to, chłopak wmówił sobie, że wszystko już jest w porządku. Z szuflady wyjął najostrzejszy nóż, jaki miał i wyszedł z domu. 
     Niepewnie postawił pierwszy krok za ogrodzenie swojej posiadłości. Czując, że nic go nie atakuje, postawił następny i następny. Bardziej pewny po wewnętrznym pocieszaniu się, brnął dalej w stronę lasu. Nie wiedział, po co wyszedł z bezpiecznej kryjówki. Tłumaczył sobie samemu, że chce odnaleźć przyjaciela. 
     Drzewa, które towarzyszyły mu przez całe życie, nagle sprawiły, że czuł się nieswojo. To już nie była ta sama zieleń, która przewijała się w jego wspomnieniach z dzieciństwa - to obce drzewa.
     Taehyung nie musiał długo błądzić po lesie. Blisko swojego domu ujrzał coś podejrzanego. Zainteresowany podszedł bliżej, by tylko na moment się temu przyjrzeć. Żałował tej decyzji i w tamtej chwili, i przez całe życie.
     Na jedną z wyższych gałęzi nabite zostało ciało, z którego jeszcze niedawno wyciekała krew. Na dole, pod drzewem, znajdowały się skrzepnięte resztki czerwonej cieczy. Nie chcąc w nie wchodzić, chłopak wyminął plamy z posoki, lecz nie odszedł od drzewa. Stał i wpatrywał się, nie potrafiąc uwierzyć w to, co widział. Znajoma czerwona bluza wraz z bliskim młodzieńcowi właścicielem odnalazła się. Tae upewnił się, że jego przyjaciel nie żyje. 
     Zbyt mocny dla niego obraz wywołał mdłości. W magiczny sposób jednocześnie zaczęło mu się kręcić w głowie. Spadł na ziemię i patrzył w górę. Świadomość prawie odleciała. 
     Kątem oka ujrzał Go. Tak jak wtedy, obserwował z dystansu. Myśliwy ponownie natrafił na ślad swojej ofiary. Znana okolica dodała leżącemu trochę pewności, dzięki której zmusił się do powstania i pobiegnięcia naprzód sprintem. 
     Obraz przed jego oczami zawirował. Taehyung znajdował się w innym miejscu niż przedtem. Bliżej Niego. Obrócił się w przeciwnym kierunku, ale znowu pojawił się w innym miejscu. On znikł. Nie wiadomo na jak długo.
Mocny bas, mgła, nieznośne szumy. 
Kartki zaczęły pojawiać się na pojedynczych drzewach. Na samym początku zwykłe kawałki oderwanego papieru nie miały na sobie nic interesującego. Wyglądały, jakby ktoś je zrywał z tych drzew. Po urywkach, zaczęły występować całe, puste kartki, a po nich - takie z rysunkami i napisami. 
Wysmukła postać w otoczeniu drzew.
     Jakaś niewytłumaczona siła zmusiła chłopaka do zebrania kilku z nich. Prawdopodobne była to ciekawość czy też zaintrygowanie. Póki nie było Go, Tae mógł sobie pozwolić na zapoznanie się z okolicą, która nie przypominała jego otoczenia. Gdy w ręce wpadł mu ósmy rysunek, obraz ponownie zawirował.
     Chłopak znowu stał pod drzewem, gdzie z wysokości martwe ciało Baekhyuna zdawało się spoglądać na niego ze smutkiem. 

     Cały czas obserwowany - tak się czuł. Powtarzał sobie w myślach, że to tylko strach, przywidzenia. Nadal nie wierzył w to. Uczucie bycia obserwowanym go nie opuszczało. Nie nasilało się, ani nie malało. Było takie same. W głowie słyszał szepty - zazwyczaj nic nieznaczące słowa, wypowiadane przez męski głos. Czasem były to krzyki, a czasem syczenie. Innym razem słyszał urywki swojej ostatniej rozmowy z najlepszym przyjacielem.

     O ciele nikomu nie powiedział. Nawet rodzinie Baekhyuna, która nieświadoma niczego sądziła, że wszystko jest w porządku. A nawet jeżeli niepokoił brak jakichkolwiek wieści od syna, nie dawali tego po sobie poznać.
     Podejrzewając, że to efekty uboczne zbyt długiego przebywania w samotności, Tae udał się do pobliskiego miasta. Konieczne było załatwienie kilku spraw i przede wszystkim poczucie obecności jakichś ludzi. Całość "skutków ubocznych" nie minęła i nadal towarzyszyła jak cień chłopakowi. Idąc ulicami, nie ważne czy w dzień, czy w nocy, czuł coś niewytłumaczalnego, co wydawało mu się teraz ekscytujące, normalne, a nawet w jakiś sposób przyjemne. Nie patrzył na ludzi tak samo jak kiedyś. 

     Kiedyś śnił mu się koszmar. To normalne, że ludzie je miewają, ale on nie doświadczył od bardzo dawna żadnego. Znana mu sceneria była tłem dla wydarzeń koszmaru. 

Monotonność. 
Nikogo przy nim nie było. Otoczony drzewami, na których wisiały pamiętne kartki, podziwiał unoszącą się mgłę, tak gęstą, że można byłoby ją kroić. Jego uwagę zwróciły krzyki. Wyrwały go z zamyślenia i skłoniły do ruszenia się. Szukając źródła dźwięku, błądził między drzewami. Po chwili znalazł. 
Przed nim znajdował się On. Który to już raz? 
     Za nim leżała Jego wcześniejsza ofiara z rozciętym brzuchem. Stwór zajął się duszeniem innej znajomej osoby Taehyunga. Mimo tego, że szatyn widział właściwie tylko czarne postury, potrafił dokładnie określić, kim była dana osoba. Przyjaciółka chłopaka z całej siły wbijała paznokcie w czarną mackę, kopiąc inne śliskie odnóża. Była zbyt słaba, by się wyrwać, lecz nie traciła woli walki.
      Na uboczu klęczał inny przyjaciel. Zbierał najwyraźniej siły. Uniósł głowę w górę i podniósł się energicznie, by walczyć z nienaturalnie wysoką istotą. Mocował się chwilę z nią, nieustraszony, ale przestał, gdy jedna z niezliczonej ilości dodatkowych kończyn, wyrastających z pleców wbiła się jak nóż w jego jamę brzuszną. Starała się tym jednym ciosem zadać jak największy ból, po czym odrzuciła konającego za siebie. 
     Po prawej stronie stała też najbliższa osoba Taehyunga. Nie poruszała się, lustrując wzrokiem tracącą dech przyjaciółkę. Podniosła kamień i z nim rzuciła się na potwora. Ogromna biała ręka po raz pierwszy poruszyła się na oczach Taehyunga. Zatrzymała nią odważną dziewczynę i ścisnęła jej głowę, miażdżąc w ciągu jednej sekundy. 
     Podczas gdy cztery ciała stygły już na ziemi, Tae obserwował twarz, której nie było. Chciał coś zrobić, ale nie mógł. Nie pozwolono mu się poruszyć. Powiedzieć cokolwiek też nie. 
     Morderca skupił się na swoim wybrańcu. Powoli podchodził do niego, wściekle przebierając mackami. Naturalną reakcją Taehyunga na to było cofnięcie się do tyłu i kontynuacja ruchu w tym kierunku, co udało się dziwnym sposobem mimo wewnętrznej blokady. On wyciągnął przed siebie trupio bladą, lewą dłoń umazaną krwią. Ręka o długich, ostrych palcach kierowała się w stronę chłopaka, na co ten cofał się dalej. Postać ubrana w garnitur zafalowała. Przed nim zaczęły pojawiać się znajome twarze. Jedna znana osoba zamieniała się w drugą. Każda z nich powtarzała mniej więcej to samo. 
- Jestem twoim przyjacielem.
- Jestem twoją matką.
- Jestem twoim sąsiadem.
- Jestem twoim wujem.
- Jestem twoją kuzynką.
- Jestem twoim nauczycielem.
- Jestem twoim idolem.
- Jestem twoim bratem.
- Jestem twoją babcią.
A Taehyung cały czas się cofał. Cofał się, cofał i cofał, dopóki nie poczuł za plecami płaskiego płatu drewna. To drzwi! 
     Otworzył je i zamknął za sobą. Oparł się czołem o szybę drzwi i chwycił się za głowę. On, pod postacią kolejnych osób, zatrzymał się przed drzwiami, powtarzając w kółko jedną kwestię, oczywiście, w różnych wariantach. 
- Jestem twoim ojcem. 
- Jestem twoim tatą. 
Pomylił się. Strzelił coś głupiego i przybrał postać dwóch różnych osób. Pokrzepiony tym, chłopak za drzwiami podniósł głowę. 
- Mój ojciec i mój tata to ta sama osoba! - rzucił triumfalnie, czując się pewnie po wytknięciu Jemu błędu. 
     "Jego tata" zdenerwował się. Zacisnął zęby i począł szarpać się z drzwiami. Dostał się do niego i zaganiając w kąt pokoju o bardzo wysokim suficie, stanął bliżej. Wrócił On jako Jego oblicze. Wyciągnął tę skrwawioną rękę i pogłaskał wybrańca po głowie. Chwytając za tył czaszki, pociągnął potem mocno, by obrócić go tyłem do siebie. Położył dłoń na oczach ofiary i przyciągnął do siebie, cofając potem z nim w stronę drzwi. 
- Operator - rozbrzmiał szept w głowie Tae. 
Poddał się jego woli. 
A potem obudził się. Już nie taki sam. 

      Od środka pożerało go szaleństwo. Nie znosił uczucia bycia obserwowanym. Nie czuł niczego, płakał przez sen. Miał problemy z zasypianiem i do późnych godzin leżał w łóżku, trzęsąc się ze strachu. Te wszystkie cienie na ścianach. W końcu nabrały kształtu. Towarzyszyły mu każdej nocy, szeptały Jego imię, tuląc go tym do snu. Wstawał rano z podkrążonymi oczami, z siną skórą i mokrymi policzkami, na których można było wyraźnie wskazać miejsca, którędy spływały słone łzy. Jego imię szeptał wiatr. W głowie pobrzmiewał Jego głos. 

Mówił, co ma robić. Podjudzał do tego. Obiecywał po kilku razach spokój.
To było zbyt straszne, by nawet w takim stanie Jego Ulubieniec się zgodził. A skoro odmówił, o spokoju nie mogła być mowa. 
     Cały świat uprzykrzał mu życie. Prawie nic nie jadł i nie pił, póki to nie było konieczne. Nie wychodził z domu, zamykał się po pokojach i krzyczał, wiedząc, że nikt go nie usłyszy. Zaczął rysować w mieszkaniu krwią z miejsca na barku, gdzie nie będąc w pełni rozumu, wyrył na skórze Jego symbol. Ostrym nożem kuchennym robił dziury w ścianach oraz rysunki przedstawiające Jego pośród drzew. Rzucał się po meblach w amoku, niszcząc je i przewracając. Nie panował już nad sobą, więc po dłuższym czasie zgodził się na warunki Operatora. 

      Wykonując swoje pierwsze zlecenie, wyglądał na niepewnego, ale też nieświadomego trochę świata. Może to dlatego, że miał to być pierwszy raz? 

Przykucnął za niską szafką i obserwował otoczenie. Obiektu nie było. Pewnie za chwilę się zjawi. 
On kazał to zrobić, więc sługa zrobić to musiał. 
Obiekt pojawił się, już tu jest. 
Jeszcze jeden głęboki wdech. Ruszył do akcji. 
      Cichutko na palcach zakradł się za samotnie mieszkającego mężczyznę i wyjął zza siebie broń. Uniósł wysoko, zrobił zamach i wbił precyzyjnie w skroń, tłumiąc jedną ręką krzyk. Ostrze zostało w głowie, a ofiara rzucała się w popłochu na boki, chcąc się wyrwać. By przyśpieszyć zgon, chłopak rozpoczął duszenie. 
Udało się wykonać pierwszą pracę. 
Taehyung nie wiedział, czy można było zrobić to lepiej. On powiedział, że jeszcze dojdzie do wprawy. 

      Innym razem musiał znaleźć się koło podwórka na pobliskiej farmie. Na zewnątrz miała znajdować się siódemka dzieci. Chłopak wychylił się i sprawdził teren, czy nie ma w pobliżu świadków. Stwierdzając, że jest czysto, podbiegł do dzieci, siedzących w kółku.

- Cześć! - przywitał się, dosiadając się do kółka i uśmiechając szeroko.
- Kim jesteś? - zapytało jedno z dzieci.
- Mieszkam zaraz obok, jestem waszym sąsiadem. 
- Po co przyszłeś? - spytało inne.
- Byłem taki samotny... - wytłumaczył, zmieniając wyraz twarzy na przesadnie smutny.
- Pobaw się z nami! 
- A w co się bawicie? 
- W chowanego. 
- Kto liczy? 
- Mieliśmy wyliczać. 
- Ja znam taką ciekawą wyliczankę. 
- Jaką? 
     Gdy zrobiono mu więcej miejsca w kole, Tae zaczął odliczanie. Wyliczanka była okropnie długa i robiła się coraz dziwniejsza. Dzieci słuchały jej w ciszy, myśląc nad każdym słowem.
- Raz, dwa, trzy, umierasz - ty - zakończył, wskazując palcem na jakąś dziewczynkę. 
     Podał jej dłoń i pomógł wstać. Zaprowadził za szopę, gdzie miała według niego liczyć, ale nie odszedł. Skutecznie uciszył dziecko i twardym kawałkiem metalu, znalezionym w pobliżu zadał cios w klatkę piersiową. W powstałą dziurę włożył palce i z ogromną siłą rozerwał skórę. Silną ręką pochwycił za żebro i wyrywał je, skręcał, wyłamywał, łamał. Jeszcze bijące serce schował do kieszeni skórzanej kurtki. Ciało ukrył pod którąś z pobliskich maszyn. Wrócił do pozostałej szóstki z rękami w kieszeni.
- Za mną! - przywołał je szeptem. - Znam fajną kryjówkę!
- Nie możemy wychodzić za daleko - zwrócił uwagę pewien chłopczyk, wychodząc przed szereg.
- Mama mówiła, że niedługo obiad - dodała jedna z dziewczynek.
- Co ciocia dzisiaj zrobiła? 
- Pewnie będzie jakaś zupa. 
- A gdzie idziemy? 
- Zobaczycie. - Nowy przyjaciel dzieci puścił do nich oczko. 
Zaprowadził swoich małych przyjaciół do Niego, ponieważ On kazał. 
Wszystko kręci się wokół Niego. 
Serce oddał, a po ciało wrócił chwilę później. 

     Przez dwa lata wypełniał wolę Operatora. To rutyna, a on sam - Jego zabawka. Po tych dwóch latach ciągłych, coraz brutalniejszych zadań On oswobodził go. Powiedział, że jest już wolny. 

     Na tym ostatnim wspomnieniu chwili, gdy wszystko po prostu znikło, Tae zakończył ten krótki pokaz filmu w swojej głowie. Pustym wzrokiem patrzył w to samo miejsce co wcześniej, kiwając się na boki. 

Psychiatra westchnął. Odłożył nagrywarkę na biurko, wcześniej wyłączając ją. Spojrzał na zegarek i odchrząknął.
- Jest już późno i widzę, że nie idzie nam współpraca - powiedział, wstając. - Może wrócisz jutro
Niekontaktowy pacjent przestał się kołysać na boki i wbił swój wzrok z siwego mężczyznę. 
- Chodź, chłopcze. - Z łagodnym wyrazem twarzy doktor otworzył drzwi i przemówił do młodszego od siebie. - Odpoczniesz.
Drzwi otwarte na oścież zachęciły Taehyunga do wstania. Przeszedł przez drzwi i stanął w korytarzu. 
- Idź w tamtą stronę - rzucił jeszcze, zanim zniknął za drzwiami na drugim końcu holu. - Czekają na ciebie na końcu korytarza.
Tae chciał wydostać się oknem jednego z pokoi, ale każde drzwi, które sprawdzał były zamknięte. Musiał więc wrócić tam, skąd przyszedł. 
     Nagle coś chwyciło go od tyłu i po cichu sprowadziło na podłogę. Zagłuszało jego krzyki i jęki, trzymając mocno. To był inny chłopak, mniej więcej w jego wieku. Z psychicznym uśmiechem ściskał go, unosząc w górę nóż. Wydawał się też taki znajomy... Jasna głowa wbiła swój nóż w środek czaszki byłego mordercy. Napastnik wpychał powoli całe ostrze w jej środek. Taehyung wyrywał się, ale powoli tracił siły.
- Ciiii... Tak musi być - mówił spokojnie szatyn. - Nigdy nie mogłeś jej zdobyć. 
     Chłopak szarpnął się jeszcze raz, a potem jego błędny wzrok powędrował w stronę sufitu i tam zastygł na zawsze. 

- Proszę, niech to będzie tylko sen! To tylko sen, to tylko sen, to tylko sen... To tylko... Sen... 


Mam nadzieję, że się podobało
Z chęcią przeczytam komentarze

Sangrim

14 komentarzy:

  1. Wariujące telefony są najgorsze, ugh (nie pozdrawiam mojego telefonu). Przepraszam, czułam potrzebę napisania tego :v "Sznela, sznela, Baek!" mnie rozbawiło.
    Osobiście uwielbiam wszelakie horrory - gry, filmy, książki - normalnie cię ubóstwiam za to! Podoba mi się jak przedstawiłaś tę historię. Liczę na więcej takich klimatów.
    Życzę weny, czasu i chęci! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, dzisiaj sama niepozdrawiałam swojego laptopa xD
      Zgaduję więc, że wstrzeliłam się w Twój gust :)
      O! Czyli to co najważniejsze! xD Szczerzę więc dziękuję za to ^^

      Usuń
  2. Jakiej jej? Chyba czegoś nie rozumiem... xD
    Dobra, to nie jest opko na "xd", bardzo się wczułam i wgl... Przyznaję, to było dosyć straszne... A już najlepiej ci wyszła końcówka. O ile dobrze myślę, zabił go kolejny "wybraniec" tego kosmity? Bo tak by mi pasowało... Tylko czego nie mógł zdobyć Tae? Kurczę, naprawdę mnie to męczy...
    Pozdrawiam~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj jeszcze nie, ale dzień czegoś ogółem zaszufladkowanego w "xD" się zbliża xD
      Naprawdę chciałabym na wszystko odpisać i wytłumaczyć, ale wiem, że nie należy zdradzać za dużo :') Przepraszam :') Muszę się tak niestety nieładnie wykręcić xD
      Również pozdrawiam 😎

      Usuń
    2. Zaraz zaraz... To będzie kolejna część? Tak, Neko, ty ciulu, dopiero teraz zaczynasz myśleć nad tym, co ktoś napisał do ciebie w komentarzu XDDD Pozdro dla mojego mózgu, który chyba ma już dość mojej głupoty XDD
      Wiec, ponawiam pytanie, będzie kolejna część? Czy po prostu chcesz mnie trochę pomęczyć tak dla zasady? ^^ Dobra, lol, poddaję się XD Głowa mnie boli, a muszę jeszcze zrobić szkice na przegląd... Nie chce mi się, bo mi ferie uciekają, ale jak tego nie zrobię, to dostanę pałę i nie zdam do następnej klasy... Smuteczeq, ale i tak kocham tę szkołę XDDD
      Ale o czym ja tu w ogóle piszę? Coś mam dzisiaj straszne zaćmienie umysłu, wybaczcie XDDD
      Pozdrawiam~

      Usuń
    3. Kolejnej części tego nie planuję, ale całość ma odnosić się do czegoś innego, co pojawi się w przyszłości. Ja kiepsko tłumaczę, więc... :') xD
      Ferie kończą się już za tydzień :C Ja chcę więcej! xD Chociaż Tae ustanowiła już dwa święta, które mają się zakończyć każde z osobna jednym miesiącem po-ferii, także XD
      Wierzę w Ciebie! Zdążysz! :D
      Czasem się zdarza xD
      Pozdro 👍🏻

      Usuń
  3. Ten uczuć, kiedy jako w sumie jedna z nielicznych, a może i jedyna oprócz Ciebie, wiem, o co tutaj chodzi XD
    Czuję się tak kuuuul XDDD
    Wgl to moją opinię co do tego shota znasz :") Sprint po schodach był, obite żebro też, uznałam Cię za psychola... Pamiętasz, right? XD
    No więc ja uznaję, ze wcześniej wyraziłam swoją opinię wystarczająco jasno ;D
    Pamiętaj o *kaszel* 10.02 *kaszel*
    Bo ja pamiętam *kaszel razy dwa*
    I czego Ty nie ogarniasz z tym skanerem, przecież logicznie tłumaczę :-:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omijając szczegóły - ty akurat musisz byc zapoznana, więc to doooobrze xD
      Było *Run Forest... Run!!!* xD
      Pamiętam opinię. Pamiętam 😇
      Nie zapomniałam o tym. Ale póki co myślę czym to wgl będzie... xD
      No ja Nwm co to daje i do czego to jest potrzebne! xD No nie rozumiem! xD

      Usuń
  4. Oj, mój brat też jest alergikiem i przeżywa obecnie gorszy okres - non stop chodzi z chusteczkami i nie rozstaje się z nimi nawet na krok :P Co do opowiadania, to jak zawsze bardzo dobre :))

    Zapraszam na swojego Bloga Sakurakotoo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piona dla Twojego Brata :')
      Czyli na szczęście nie zaniżam poziomu, Yay! xD

      Usuń
  5. akurat mam grype, a zatem mam co czytać ;D

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers