środa, 9 sierpnia 2017

Waiting between worlds #3

Hejka :)
To ten... zacznę jak zwykle od tego, że nie mam pojęcia, co napisać w adnotacji, a potem będę pisać o czymkolwiek, oke? Oke XD
Byłam wczoraj na zakupach i kupiłam sobie takie śliczne zeszyty do szkoły XD Znaczy, mi się podobają, to się liczy :") Jak się ma ładne zeszyty, to się chętniej z nich uczy :") Ponoć, nie wiem, nie próbowałam XD I w końcu mam pastele, na które polowałam od dawna. W sensie, no nie na te polowałam, ale znalazłam nawet lepsze, niż te które chciałam, a w dodatku więcej kolorów, więc hello. Musiałam je wziąć :") Teraz tylko trzeba się przejść do Empika po papier do pasteli. Ten do akwareli też by się przydał :") 
Dobra, uznam, że tyle wystarczy na dzisiejszą adnotację XDD
Ale, wait!! XD Czy już Wam dziękowałam za 50k wyświetleń? Jak nie, to dziękuję, a jak tak to... To też dziękuję :") 
Miłego czytania 


Kim Jonghyun | Produce 101 | NU'EST | Czekając pomiędzy światami | 5.708 słów
Któregoś dnia będziemy potrzebować kogoś,
kto zrozumie rzeczy, które czynią nas wolnymi
Birdy - Dream

240 GODZIN, 27 MINUT

     Sześć godzin. Tyle czasu minęło od momentu, kiedy około ósmej rano zniknęli wszyscy, którzy ukończyli siedemnaście lat.
     Po opanowaniu pożaru w jednym z budynków mieszkalnych nieopodal ratusza, młodzież zgromadzona na rynku najwidoczniej uznała, że Sohee oraz Jonghyun podjęli się z własnej woli trudnego zadania doprowadzenia sytuacji w miasteczku do porządku. Nastolatkowie najprawdopodobniej byli świadomi tego, iż ta dwójka nie ma żadnych nadzwyczajnych umiejętności (no może mylili się odrobinę w przypadku szatyna), które sprawiłyby, że ich rodzice oraz starsze rodzeństwo pojawią się z powrotem. Jednak młodsze dzieci podchodziły do nich co kilkanaście minut, zadając ciągle te same pytania - "Wiesz, co się stanie?", "Co powinniśmy zrobić?", "Czy będziemy bezpieczni, jeżeli wrócimy do naszych domów?" i najczęściej powtarzane "Gdzie jest moja mamusia?".

     W ten sposób upłynęły trzy godziny, które Jonghyun, Sohee i Minhyun spędzili na rynku razem z resztą młodzieży, która nie zdecydowała się na powrót do swoich domów. Wyższy z chłopaków zazdrościł dwójce swoich towarzyszy cierpliwości, ponieważ gdyby on stale musiał odpowiadać na tego typu pytania, to zdecydowanie w którymś momencie po prostu podniósłby się z ławki, na której siedzieli w trójkę i odszedłby jak najdalej od tego miejsca, nie oglądając się na nikogo.
     Najwidoczniej w końcu i cierpliwość Sohee się wyczerpała, ponieważ poprosiła Jonghyuna, żeby to on odpowiadał, podczas gdy sama opuściła chłopaków na kilka minut, odchodząc w kierunku ratusza. Wróciła z kilkoma kartkami papieru oraz długopisem, które jak to ujęła, pożyczyła z budynku, usiadła na samym skraju ławki, odwrócona do towarzyszy plecami i zaczęła zapisywać kartkę z wręcz zaskakującą szybkością.
     Podczas gdy Jonghyun był zmuszony pocieszać maluchy, które podchodziły do niego, będąc na skraju płaczu, Minhyun nieustannie zerkał ponad ramieniem brunetki na trzymany przez nią papier. To, co zobaczył, wywarło na nim niesamowite wrażenie - dzieciaki panikowały, starsi nie wiedzieli, co mają ze sobą zrobić, a tymczasem Sohee sporządzała listę zadań, których należało dopilnować, aby życie wszystkich toczyło się w miarę normalnie.
     Na kartce widniało parę rzeczy, które on sam też proponowałby w tej sytuacji, takie jak na przykład wyznaczenie kogoś na zmiany do supermarketu i kilku mniejszych sklepów spożywczych, aby ktoś ich w końcu nie splądrował. Ale już na to, by w pierwszej kolejności wydać chleb, mięso, warzywa i owoce w życiu by nie wpadł. Musiał jednak przyznać dziewczynie rację z powodu wybiegania myślami w przyszłość - nie było wiadomo, jak długo potrwa w miasteczku obecny stan, a to właśnie te produkty zmarnowałyby się w pierwszej kolejności. Większość z pewnością rzuciłaby się na słodycze i napoje gazowane, ewentualnie szybkie do przygotowania potrawy w słoikach lub puszkowaną żywność, a to właśnie tego typu rzeczy miały najdłuższe terminy ważności.
     Kolejna rzecz do zrobienia, na którą z pewnością też wpadłby, to wysłanie kilku grupek młodzieży, aby sprawdziła wszystkie domy i przeszukała je. Celem tego typu wypraw, jak zaznaczyła w nawiasie obok tego punktu Sohee, było odszukanie w domach niemowlaków pozostawionych bez opieki rodziców i przewiezienie ich do przedszkola, a także odnalezienie zwierzaków, których również nie miał kto dopilnować oraz przetransportowanie ich do schroniska - zamysł planu polegał na tym, że w każdej chwili można by zgłosić się po swojego pupila i zabrać go ze sobą. Na razie jednak wydawało się bezpieczniejsze zgromadzenie ich wszystkich razem i wyznaczenie kilku osób, które przychodziłyby do budynku i karmiłyby je. Minhyunowi też wydawał się lepszy pomysł ich pobytu w schronisku od konieczności odnajdywania zagłodzonych zwierzaków na każdym kroku.
     Zdziwiła go jednak przezorność dziewczyny, która zaznaczyła również, że po odbyciu pierwszego obchodu całego miasta, powinno zorganizować się kolejny i z domów, których właściciele zniknęli, przetransportować żywność do supermarketu, gdzie zostałyby wydawane tym, którzy pozostali.
     Konieczne było również wyznaczenie kilku osób, które zgodziłyby się zająć dziećmi zgromadzonymi w przedszkolu oraz odnalezienie wśród starszych takich, które potrafiłyby prowadzić samochód, co znacznie ułatwiłoby transport pomiędzy poszczególnymi domami, a centrum miasteczka. Minhyun miał cichutką nadzieję, że ktoś taki się znajdzie, ponieważ gdyby sam ciągle musiał gdzieś jeździć, to chyba by zwariował. 
- Patrząc na te wszystkie plany, które tworzysz, dochodzę do wniosku, że nie liczysz na zbyt szybki powrót dorosłych, prawda? - zapytał Sohee, kiedy ta przeczytała jeszcze raz wszystkie punkty od początku i uznała, że w obecnej sytuacji raczej tylko tyle da się zrobić. Słysząc zadane przez Minhyuna pytanie, Jonghyun też zwrócił twarz w kierunku dziewczyny, będąc ciekawym, co ona uważa na ten temat.
- Nie sądzicie, że gdyby mieli wrócić, nie znikałyby kolejne osoby? - Po usłyszeniu odpowiedzi, która niezbyt go zadowoliła, brunet westchnął i przejął od towarzyszki kartkę, pokazując ją Jonghyunowi.
- Myślisz, że naprawdę będziemy w stanie to wszystko zorganizować? - Sohee jedynie wzruszyła ramionami, ponieważ Minhyun powiedział właśnie na głos to, co od samego początku pojawiało się w jej myślach.
- Wydaje mi się, że jeżeli mamy szansę, to trzeba spróbować poradzić sobie jakoś z tą sytuacją - uznał Jonghyun po zapoznaniu się z listą, którą sporządziła dziewczyna. - Dzieci przychodzą do nas. Mają nadzieję, że coś zrobimy.
- Wyczuwają w was przywódców. Liczą na was - stwierdził Minhyun, głaszcząc Hogoshę, który właśnie uznał, że potrzebuje trochę więcej uwagi i wdrapał mu się na kolana.
- Nie jestem żadną przywódczynią - zaprzeczyła stanowczo Sohee, patrząc na chłopaków z poważną miną. Była tak samo zagubiona jak inni. Bała się podobnie jak oni. Jedyną różnicę można było wskazać w tym, że ona starała się coś wymyślić. 
- Ale masz plan. A żeby go zrealizować, reszta musi uważać cię za przywódczynię - uznał Jonghyun, oddając dziewczynie kartkę, po czym posłał jej wyczekujące spojrzenie. - Zróbmy tak - powiedz cokolwiek, czym reszta będzie mogła się pocieszać, zbierz starszych w jedno miejsce i oddaj im tę kartkę. Będą musieli sami dobrać się do poszczególnych zadań.
- A w tym czasie my co będziemy robić? - zapytała Sohee, której nie za bardzo podobała się perspektywa wygłoszenia jakiegokolwiek, choćby krótkiego, przemówienia, ale zdawała sobie sprawę, że szatyn ma rację.
- Mówiłaś, że twój tata pracuje w elektrowni. Od rynku to całe osiem kilometrów i oficjalnie nie wchodzi ona w skład naszego miasteczka. Może pracownicy nie zniknęli? - odezwał się Minhyun, z zamyśloną miną gładząc samojeda po puszystej, śnieżnobiałej sierści.
- A nawet gdyby. Mamy samochód. Możemy pojechać do sąsiedniej wsi i sprawdzić, czy u nich stało się coś podobnego - powiedział Jonghyun, co pozostała dwójka uznała za dobry pomysł.
     Sohee przełożyła stopy z ziemi na ławkę, po czym podniosła się na niej z ociąganiem. Jak przypuszczała, ten ruch przyciągnął spojrzenia dziesiątek dzieci krążących wcześniej w pobliżu. Wszystkie patrzyły na nią wyczekująco, w ten sposób, jakby zaraz miała czegoś dokonać. Brunetka natychmiast po wstaniu zaczęła mówić na tyle głośno, by jej słowa dało się usłyszeć w promieniu kilku metrów, nie pozwalając sobie na zestresowanie się.
- Słuchajcie, nikt z nas nie ma pojęcia, co się wydarzyło, ani gdzie są rodzice. Ale w końcu ktoś na pewno zorientuje się, co się stało i nas znajdzie. - Sama wątpiła w te słowa, ale starała się ująć wszystko w miarę przekonującym głosem. - Musimy po prostu się uspokoić. Pomagajmy sobie nawzajem i spróbujmy być dzielni. Wpadliśmy na kilka zadań, które trzeba wykonać jak najszybciej się da, więc proszę wszystkich, którzy ukończyli czternaście lat, żeby zebrali się za kilka minut pod ratuszem.
     Dziewczyna zeszła z ławki, poczekała, aż Jonghyun i Minhyun zrobią to samo, po czym razem z chłopakami i biegnącym tuż obok jej nogi Hogoshą skierowała się szybkim krokiem w stronę siedziby władz miejskich. Słyszała szmer głosów, powtarzających jej słowa i przekazujących je dalej osobom, które nie były w stanie dosłyszeć jej krótkiego przemówienia, jeżeli można było to w ogóle nazwać przemówieniem. Kątem oka dostrzegła wielu spośród starszej młodzieży, którzy wstawali właśnie ze swoich miejsc, gdy dotarła do nich prośba dziewczyny oraz tych, którzy już kierowali się w stronę ratusza.
- Co mamy robić? - zapytał Minki, kiedy na miejscu spotkania zgromadziła się przeszło czterdziestka chłopców i dziewcząt.
- Spisałam na kartce wszystko, co należałoby zrobić w najbliższym czasie. Myślę, że sami powinniście wybrać sobie zadania, które najbardziej wam odpowiadają, ponieważ nie chcemy nikogo zmuszać do pomocy. W pierwszej kolejności wyznaczcie ludzi do pierwszego obchodu po mieście i do opieki nad przedszkolem. Mam nadzieję, że znajdzie się parę osób, które umieją jeździć samochodami, prawda? - dopytała Sohee, a lustrując wzrokiem tłum, dostrzegła, że sporo chłopaków i kilka starszych dziewczyn, skinęło głowami w odpowiedzi.
- Minhyuk, tobie damy tę kartkę. Przypilnuj, żeby do każdego zadania zostało przydzielone parę osób - poprosił Jonghyun, oddając w ręce stojącego najbliżej chłopaka listę.
- My w tym czasie pojedziemy do sąsiedniej wsi, żeby zobaczyć, jak tam się mają sprawy - wytłumaczył Minhyun, dostrzegając rzucane w ich stronę pytające spojrzenia, kiedy jego przyjaciel powierzył rozdzielanie zadań komuś innemu. Przez chwilę zawahał się, patrząc wprost na Minkiego - w chwili pożaru chłopak zachował zimną krew, a gdyby po drodze wydarzyło się coś złego, mógłby się przydać.
- Minki? Chciałbyś pojechać z nami? - zapytała w końcu Sohee, dostrzegając zamyśloną minę bruneta skierowaną na młodzieńca - przypomniała sobie, że dosyć często widziała tę dwójkę rozmawiającą ze sobą na korytarzu.
     Jonghyun poczuł lekką irytację. Czy Sohee uważała, że on nie da rady zająć się wszystkim? Że potrzebuje Minkiego?
     Blondyn przez chwilę mierzył spojrzeniem całą tę trójkę, po czym skinął głową i podszedł do nich. Razem skierowali się do zaparkowanego nieopodal ratusza Hyundaia.
- Dlaczego mu to zaproponowałaś? - zapytał Jonghyun, kiedy pozostali chłopcy wsiedli do samochodu, a przed pojazdem została tylko Sohee, Hogosha i on sam.
- Nie wyglądasz na pozera - rzuciła dziewczyna, odwracając się do niego przez ramię.
- Bo nim nie jestem - mruknął pod nosem, nie mogąc dodać nic więcej, ponieważ brunetka otworzyła tylne drzwi, wpuściła do środka jego pupila i usiadła na miejscu obok Minkiego.

238 GODZIN, 06 MINUT

     Dzięki umiejętności prowadzenia samochodu przez Minhyuna dotarcie przed teren należący do elektrowni jądrowej nie powinno było zająć zbyt dużo czasu.
     Jonghyun od razu po wejściu do samochodu zaproponował pojechanie prostą drogą do autostrady, by ominąć największe skupiska budynków mieszkalnych. Nie chciał, żeby dzieciaki, które wcześniej nie były na rynku, zatrzymywały ich i pytały, co mają robić.
     Przejechali więc przez parking i znaleźli się na przybrzeżnej autostradzie. Nie udało im się jednak dotrzeć do elektrowni atomowej. 
      Sohee miała wrażenie, że wszyscy zobaczyli to w jednym momencie, gdyż trójka pasażerów już otwierała usta, aby ostrzec Minhyuna, kiedy ten ostro zahamował i spojrzał po reszcie z szeroko otwartymi oczami.
     Na ich drodze przebiegała bariera - lekko migocząca ściana, która mogłaby uchodzić za przezroczystą, gdyby nie to, że dalsza część autostrady, którą przecinała, wydawała się nieostra, jakby zamazano obraz. Wyglądała, jak gdyby miała powierzchnię podobną do lustrzanej. 
     Jonghyun pierwszy opuścił samochód. W ślad za nim podążyła reszta towarzyszy - Minki przykucnął przed pojazdem, mocno trzymając obrożę Hogoshy, który próbował mu się wyrwać i pobiec w kierunku bariery. Sohee, Minhyun i Jonghyun podchodzili coraz bliżej przejrzystej ściany, wpatrując się w nią z niedowierzaniem.
     Bariera nie wydawała żadnego dźwięku i wręcz przeciwnie - zdawało się, że pochłania wszystkie odgłosy dookoła.
     Brunetka stanęła kilka metrów przed ścianą, bojąc się podejść bliżej. Miała cichą nadzieję, że to jakaś iluzja, ale instynkt podpowiadał jej, że patrzy na prawdziwą barierę. Pięła się ona wysoko w górę, bladnąc na tle popołudniowego nieba i rozciągała się w prawo i w lewo jak okiem sięgnąć. Wydawało się, jakby chmury omijały barierę, gdyż najbliższe niej znajdowały się w kilkumetrowej odległości. 
- Uważaj - powiedziała Sohee ostrzegawczym tonem, widząc, że Jonghyun podszedł bliżej niż ona i stopniowo podchodził w kierunku ściany. 
     Szatyn stanął w miejscu, rozejrzał się dookoła i przeszedł na pobocze autostrady, skąd zabrał jeden ze średniej wielkości kamyków. Podniósł się z pozycji klęczącej i rzucił go w kierunku bariery, ze zdziwieniem dostrzegając, że ten odbił się od przeszkody. Chłopak złapał go w locie i przyjrzał mu się z bliska - nie było na nim żadnych śladów, nawet najmniejszej rysy, która świadczyłaby, że kamień zrobił coś więcej, niż tylko się odbił.
- Chyba nie jest niebezpieczne - uznał i zanim ktokolwiek zdążyłby go powstrzymać, przycisnął dłoń do bariery. Momentalnie oderwał ją z cichym sykiem, potrząsając nią, żeby uśmierzyć trochę ból. - Nie miałem racji - przyznał, kiedy Sohee i Minhyun natychmiast do niego podeszli, sprawdzić, co się stało.
- Boli? - zapytała brunetka, kładąc jego dłoń na swojej, aby upewnić się, że bariera nie doprowadziła do powstania jakiejkolwiek widocznej rany.
- Teraz już nie, ale nie polecam tego dotykać - ostrzegł Jonghyun, odchodząc od lustrzanej ściany w kierunku samochodu z przekonaniem, że muszą odnaleźć inną drogę, by dotrzeć do elektrowni.
- Jak wysoka jest krawędź? - zapytał Minki, podchodząc do bariery, przy której nadal stali Minhyun oraz Sohee, kiedy tylko właściciel Hogoshy wymienił go przy trzymaniu obroży i wpuścił samojeda do środka samochodu.
- Skąd pewność, że jest jakaś krawędź? - Pytanie Sohee wprawiło blondyna w niemałe osłupienie, co można było natychmiastowo zauważyć z powodu brwi, które uniósł tak wysoko, że przestały być widoczne zza jego grzywki.
- Ale jak to?
- Przecież może nie być krawędzi. Nie rozumiem, dlaczego założyliście, że to mur. Może to kopuła. - Dziewczyna podzieliła się swoimi spostrzeżeniami, co sprawiło, że wszyscy młodzieńcy, z Jonghyunem, który oparł się o Hyundaia po wpuszczeniu do niego Hogoshy, włącznie, podnieśli głowy do góry, gdzie bariera bladła.
- Ale widać niebo i chmury - zauważył Minhyun.
- Tak. Tylko że przez kopułę też byłbyś w stanie je zobaczyć. Wszystko zależy od kąta - wytłumaczyła mu brunetka, na co pokręcił głową z niedowierzaniem i odwrócił się plecami do bariery, zmierzając w kierunku samochodu.
- To idiotyczne. Przecież ludzie po drugiej stronie bariery wiedzą, co się stało. Znaczy, to chyba niemożliwe, żeby nie zauważyli, że nagle zostaliśmy oddzieleni. Dlaczego nadal tkwimy odcięci od reszty świata? - zawołał wzburzony Minki, nie kierując pytania do nikogo konkretnego, gdyż nie oczekiwał na nie żadnej odpowiedzi.
- Patrzcie! - krzyknął nagle Jonghyun, co sprawiło, że wszyscy spojrzeli na niego i natychmiast przenieśli wzrok na wskazywany przez niego punkt.
- Nie chcę być wredny, ale co niby mieliśmy zobaczyć? - dopytał Minhyun, lustrując wzrokiem skrawek nieba nad górskim grzbietem, który wskazywał im jego przyjaciel.
- Promienie - uświadomiła sobie Sohee, dopiero po dłuższej chwili orientując się, co chciał im pokazać Jonghyun. - Nie dotykają bariery, czyli w którymś punkcie się zakrzywia.
- Sięga daleko w morze. - Minki powiedział na głos dokładnie to, co przeszło w tym momencie przez myśli całej czwórki.
- Czyli podsumowując - starsi zniknęli, nie mamy żadnego kontaktu z resztą świata i w dodatku nie możemy się wydostać poza tę kopułę. Świetnie - stwierdził z sarkazmem w głosie Jonghyun, wsiadając do samochodu.

234 GODZINY, 11 MINUT

     Odnalezienie drogi do elektrowni jądrowej okazało się dużo trudniejsze, niż zakładano na początku. Trzy z tras, które obrali, nie były w stanie doprowadzić ich do miejsca docelowego z powodu bariery, która przecinała im drogę.
     Kilkukrotnie zawracali w stronę miasta i sprawiało to, że stawali się coraz bardziej przygnębieni. Widok Boseong w takim stanie był naprawdę przytłaczający - zapadał zmrok i mimo, iż tu i ówdzie można by dostrzec światła latarń, którymi sterowały włączniki czasowe oraz domów, w których światła zostawiano na cały dzień, stało się zdecydowanie ciemniej niż zazwyczaj. 
     Około wpół do dziewiątej w nocy wreszcie wyznaczyli trasę, którą udało się dojechać na teren w pobliżu elektrowni jądrowej. 
- Szlaban jest opuszczony - powiedział Minhyun, zatrzymując Hyundaia przed bramą oraz niewielką wartownią ulokowaną w jej pobliżu.
- Dasz radę go ominąć - uznał Jonghyun po dokładniejszym zlustrowaniu terenu obok szlabanu.
- Jeżeli właśnie proponujesz mi wjechanie w drzewo, to raczej podziękuję.
- Moglibyśmy spróbować podnieść szlaban. W wartowni na pewno jest coś, co by w tym pomogło - stwierdził Minki, po czym nie czekając na aprobatę ze strony towarzyszy, wyszedł z samochodu, a w ślad za nim wyskoczył Hogosha, szczęśliwy z okazji do wyprostowania łap i opuszczenia pojazdu. 
      Blondynowi rzeczywiście udało się podnieść szlaban, więc Minhyun poczekał, aż on i samojed wrócą do auta, a potem włączył silnik i wjechał na wijącą się wśród zboczy drogę. Teren w pobliżu elektrowni nie był zabudowany przez jakiekolwiek budynki mieszkalne lub chociażby biura, więc samochód nie napotkał na drodze żadnych przeszkód, gdyż łąki i pojedyncze drzewa z pewnością się do nich nie zaliczały. Hyundai wjechał na sporej wielkości wzniesienie, dzięki czemu oczom wszystkich ukazał się zapierających dech w piersiach widok na nadzwyczajnie spokojne morze. 
- Kawałek dalej będzie następna brama - powiedziała Sohee, przesuwając się na środkowe, tylne siedzenie, aby lepiej widzieć teren przez przednią szybę.
- Mam rozumieć, że często tu bywałaś? - zapytał Jonghyun, odwracając się w stronę dziewczyny.
- Tata często mnie ze sobą tu zabierał, kiedy byłam mała.
- Bo elektrownia jądrowa to świetny plac zabaw - rzucił sarkastycznie, po czym zorientował się, że Minhyun wyłączył silnik samochodu, więc obrócił się z powrotem w kierunku przedniej szyby.
- A do tej bramy znajdziesz jakiś włącznik, Minki? - rzucił brunet, ale, tak jak się spodziewał, chłopak jedynie pokręcił krótko głową.
- Po drugiej stronie ogrodzenia na pewno - wtrąciła się Sohee, na co wszyscy młodzieńcy przenieśli spojrzenia na tę przeszkodę.
     Ogrodzenie ze stalowej siatki, zwieńczonej drutem kolczastym otaczało cały teren przy elektrowni, a brama, przed którą zatrzymał się Hyundai, była jego podwyższonym fragmentem, otwieranym za pomocą przycisku znajdującego się na panelu w wartowni.
- To... kto się wspina? - zapytał w końcu Minhyun, po czym nie czekając na odpowiedź kogokolwiek, pokazał gestem ręki Jonghyunowi, że ma wyjść z samochodu.
- Czemu ja? - Szatyn spojrzał na przyjaciela z wyrzutem widocznym w oczach, ale widząc, że ten jedynie powtórzył gest, westchnął cicho i opuścił pojazd. 
     Wdrapanie się na siatkę nie sprawiło chłopakowi najmniejszych problemów, jednak schody rozpoczęły się, kiedy dotarł do drutu kolczastego. Miał on na oko trzydzieści centymetrów wysokości i pokonanie go okazało się nie lada wyzwaniem.
     Przypomniała mu się pierwsza próba przejścia ponad olbrzymią, postrzępioną gałęzią na moście, gdzie zwykł chodzić z Minhyunem po skończeniu zajęć lekcyjnych - wbił sobie wtedy ostre końce w jedną z nóg i przy okazji stracił równowagę, wpadając do wody.
     Szatyn postawił stopy na odrobinę grubszym fragmencie kończącym siatkę i mając nadzieję, że drut kolczasty nie da rady przebić zbyt szybko materiału, z którego zostały zrobione jego buty, przesunął je do przodu, aby znaleźć oparcie również dla swoich rąk. Jonghyun znieruchomiał przez chwilę, zastanawiając się, czy aby na pewno obrał odpowiednią strategię, ale w końcu uznał, że raczej na inny sposób przejścia na drugą stronę nie wpadnie.
     Odwrócił się bokiem, naprężając mięśnie rąk, aby utrzymać się na dosyć wąskiej powierzchni, po czym przełożył jedną nogę ponad drutem kolczastym i starał się trafić butem w którekolwiek z ok siatki. Udało mu się to po kilku próbach, jednak zbyt szybko przełożył ciężar ciała na tę stronę i zsunął się za nisko. Powstrzymał się od krzyknięcia z bólu, gdy drut kolczasty wbił się w tylną część jego uda.
     Spanikowany wyszarpnął nogę, prawdopodobnie powodując jeszcze dotkliwsze obrażenia, po czym przełożył rękę przez ogrodzenie, co poskutkowało tym, że na grubszym fragmencie siatki utrzymywał się tylko jednym z butów. Udało mu się przeprowadzić manewr, który wcześniej mu nie wyszedł, więc przełożył drugą nogę ponad drutem, jednak ześlizgnął się, gdy próbował włożyć stopę w jedno z ok siatki.
       Nie zdążył się złapać ogrodzenia, więc skończyło się na tym, że ciężko upadł na beton po drugiej stronie, spadając z wysokości prawie trzech metrów. Miał szczęście, że trenował sztuki walki, ponieważ dzięki temu wiedział, jaką pozycję przybrać, aby się za bardzo nie uszkodzić.
- Hej, żyjesz? - zapytał z lekką paniką w głosie Minhyun, wybiegając z samochodu, w którym nie wyłączył wcześniej silnika - Sohee i Minki wyszli za nim razem z Hogoshą.
- Nie wiem - odpowiedział Jonghyun ze łzami w oczach, nadal nie podnosząc się z betonu - obtarł sobie skórę prawej ręki i nogi do krwi, gdyż na ten bok upadł, a rana od drutu kolczastego powodowała ból wręcz nie do wytrzymania.
- Czekaj chwilę. - Minhyun zaczął wdrapywać się na siatkę, żeby pomóc przyjacielowi, ale wtedy ten podniósł się do pozycji siedzącej.
- Dam sobie radę. Zostań tam - stwierdził szatyn i zaciskając zęby z bólu, stanął na dwóch nogach, po czym skierował się do wartowni.
     Wszedł do środka i dokładnie rozejrzał się po pomieszczeniu, szukając wzrokiem przycisku, którym dałoby się otworzyć bramę. W końcu jego wzrok padł na niewielki guzik ulokowany obok rządu kolorowych monitorów ukazujących obrazy z kamer zamontowanych dookoła obiektu. Nacisnął go, po czym przyjrzał się bliżej dwóm pulpitom, na którym pokazane zostało kilka wejść do elektrowni - do ich otworzenia konieczne było użycie karty z kodem. Zlustrował wzrokiem cały blat, mając nadzieję, że znajdzie coś takiego na nim, ale niczego podobnego nie dostrzegł. Udało mu się odszukać elektroniczny identyfikator dopiero, gdy chciał przejrzeć szafki przy ścianie i prawie go nie zdeptał.
     Wyszedł z wartowni w momencie, gdy głośniejsze odgłosy pracy silnika dały mu do zrozumienia, że Hyundai przejechał już przez bramę. Natychmiast podbiegła do niego trójka towarzyszy (oraz samojed), którzy zaczęli panikować, widząc jego zakrwawioną rękę oraz poszarpany materiał spodni przylegający do ran.
- W środku powinna być apteczka - uznała Sohee, patrząc z niepokojem na rany od drutu kolczastego na lewej nodze chłopaka. Minki zdjął z siebie koszulę, którą miał założoną na podkoszulek i mocno zawiązał ją na udzie Jonghyuna, aby chociaż trochę zatamować krwawienie.

232 GODZINY, 14 MINUT

- Myślicie, że można tam bezpiecznie wejść? - dopytał Minki, gdy suv zaparkował w odległości jakichś pięćdziesięciu metrów od elektrowni i wszyscy zaczęli po kolei opuszczać samochód.
- Co może być niebezpiecznego w elektrowni jądrowej? - odparł ponuro Jonghyun, wpatrując się w rozległy kompleks elektrowni, podobny do magazynów, nad którymi wznosiły się dwie betonowe kopuły olbrzymich rozmiarów. Urodził się i został wychowany w Boseong, ale nigdy wcześniej nie widział tego budynku na oczy i szczerze mówiąc, wołałby nie mieć konieczności wchodzenia do środka.
- Przypomnicie mi, po co tu przyjechaliśmy? - zapytał Minhyun, idąc krok w krok za Sohee, która objęła prowadzenie, kierując się w stronę nierzucającego się w oczy wejścia w ścianie jednego z budynków.
- Mieliśmy sprawdzić, czy i tu dorośli zniknęli - odpowiedział na to pytanie retoryczne Jonghyun, głaszcząc uspokajająco Hogoshę, który odkąd tylko zobaczył jego rany, nie przestawał cicho skomleć i szedł tuż obok swojego właściciela.
- Chyba znamy już odpowiedź. Wracamy do miasta? - zaproponował brunet, ale widząc spojrzenia, które posłali mu wszyscy, jedynie westchnął i zatrzymał się przed drzwiami, czekając, aż Jonghyun przeciągnie znalezioną w wartowni kartę przez szczelinę.
- Nie zostaniemy napromieniowani? - Minki wyraził na głos obawy, które chwilę temu pojawiły się u chłopaków. Cała trójka przeniosła wzrok na Sohee, która właśnie przechodziła przez otwarte drzwi.
- Minęło prawie trzydzieści lat od wypadku, czym chcecie zostać napromieniowani?
     Młodzieńcy nie wydawali się być przekonani po usłyszeniu słów dziewczyny, ale również weszli do środka elektrowni.
     Pierwszym, co zwróciło ich uwagę, był trudny do zniesienia hałas powodowany przez wytwarzające prąd, olbrzymie turbiny obracane przez parę powstałą w wyniku reakcji uranu rozgrzewającego wodę.
     Sohee przeszła po betonowej podłodze obok jednej z maszyn i poprowadziła towarzyszy do nastawni - pomieszczenia kontrolnego, którego większość zajmowały rozmigotane monitory, panele z ogromną liczbą światełek i przełączników oraz niezbyt nowoczesne komputery. Dziewczyna przeszła kilka kroków do przodu, chcąc się rozejrzeć, po czym stanęła jak wryta, wpatrując się z oszołomieniem w podłogę. Jonghyun zmarszczył brwi i podszedł do niej, kierując wzrok w to samo miejsce. Otworzył usta ze zdumienia, wpatrując się w siedzącego na środku pomieszczenia, małego chłopca, który na oko mógł mieć maksymalnie sześć lat.
- Co się sta... Myślałem, że żartowałaś, mówiąc, że tata cię tu zabierał. Serio ktoś wziął ze sobą do pracy dziecko? - zapytał Minhyun, podchodząc do chłopca, który ani raz nie podniósł na niego wzroku, wpatrując się w podłogę. - Cześć, mały. Jak się nazywasz?
- Jaemin - odpowiedziała za dziecko Sohee, przykucając obok bruneta, który teraz wpatrywał się na nią z szeroko otwartymi oczami.
- Nie mów, że to twój brat.
- Nie. Mam tylko jednego brata. Jaemin jest moim najbliższym kuzynem, ale on nie mieszka w Boseong... Może wujek przyprowadził go do taty? - zamyśliła się dziewczyna, przytulając chłopca, który nie zareagował przez dobre kilkadziesiąt sekund, a po ich upływie dotknął ręki Sohee w nieobecnym geście.
- Co z nim..? - zapytał Minki, marszcząc lekko brwi, gdy brunetka podniosła się z ziemi i postawiła Jaemina na nogi.
- Ma autyzm - wytłumaczyła Sohee, po czym złapała chłopca za rękę i poprowadziła go w stronę drzwi naprzeciwko tych, którymi weszli. - Pójdę z nim do kuchni, pewnie jest głodny.
- Dopiero teraz mówisz, że jest tu kuchnia?

232 GODZINY, 47 MINUTY

     Podczas gdy Jaemin spokojnie jadł znalezioną w lodówce czekoladę, siedząc wygodnie na jednym z inżynierskich krzeseł przed kolorowymi monitorami, na którym posadziła go Sohee, chłopcy oraz Hogosha pałaszowali kanapki przygotowane ze znalezionych w kuchni składników. Dziewczyna natomiast pogryzała jabłko, przyglądając się z uwagą urządzeniom elektrycznym.
     Zatrzymała się dopiero, gdy dotarła przed największy z ekranów, równocześnie wyglądający na najnowocześniejszy ze wszystkich w nastawni. Wyświetlona na nim była mapa Boseong, jaśniejąca czterema kolorami - czerwienią, różem, bielą i błękitem. 
- Coś się stało? - zapytał Jonghyun, kiedy Sohee zmarszczyła brwi, nachylając się bardziej nad ekranem.
- To nigdy nie wyglądało w ten sposób - stwierdziła brunetka, co spowodowało, że trójka chłopaków natychmiast do niej podeszła, wpatrując się w ekran.
     Hogosha pozostał przy Jaeminie, trącając nosem jego nogę - nikt nie zwrócił na to uwagi, ale na pewno zaskoczyłoby ich to, że pięciolatek uśmiechnął się lekko i zaczął głaskać samojeda.
- A tak właściwie to na co teraz patrzymy? I o co chodzi z tymi kolorami? - dopytał Minki po nieudanej próbie odnalezienia jakieś tabliczki informującej, do jakich celów służy ekran.
- Komputer zbiera informacje na temat prądów morskich, wiatrów i tym podobnych, a potem wyświetla kolory. Różowy pokazuje, gdzie mogą być opady w razie wystąpienia emisji, a czerwony to najbliższy obszar intensywnego promieniowania - wytłumaczyła im pokrótce dziewczyna, co spowodowało, że wszyscy spojrzeli na ekran z większym zainteresowaniem.
- Różowy pokazuje duże koło, a czerwony mniejsze w jego środku? Czemu? 
- Może wrócił do standardowych ustawień - stwierdziła Sohee, najwidoczniej nie dostrzegając tego, na czym skupiła się uwaga Jonghyuna.
- Całe miasto jest wewnątrz czerwonego koła. Przechodzi przez autostradę i sięga daleko w morze. Pokrywa się z barierą - zauważył, co sprawiło, że wszyscy zaprezentowali mu zdezorientowane miny.
- Nie nastąpił żaden wyciek promieniowania, jeżeli to masz na myśli. Wszędzie wyłyby alarmy - uspokoiła towarzyszy, co poskutkowało tym, że wrócili oni do swoich wcześniejszych zajęć. 
     Jonghyun odwrócił się, dostrzegając, że Sohee pozostała przed mapą, wpatrując się to w nią, to w Jaemina z ponurym wyrazem twarzy. Dziewczyna zorientowała się, że na nią patrzy i natychmiast przeszła do kolejnego monitora, unikając jego wzroku.
- Za kwadrans będzie północ. Wracamy do miasta, czy zostajemy tutaj? - zapytał Minhyun po zerknięciu na swój zegarek.
- W gabinecie dyrektora są dwa fotele i kanapa - powiedziała brunetka, więc jej towarzysze uznali to za argument świadczący o wybraniu drugiej z opcji.

229 GODZIN, 53 MINUTY

     Minki od trzech godzin przewracał się na fotelu z boku na bok, nie mogąc zasnąć. W końcu westchnął cicho z irytacją i powiódł spojrzeniem po swoich towarzyszach, wcześniej włączywszy latarkę w telefonie, który nadal miał przy sobie.
      Ułożony na drugim fotelu w ten sposób, by nie drażnić ran na nogach i ręce, na które Sohee nie udało się znaleźć bandaży, Jonghyun wydawał się być pogrążony w głębokim śnie. Dziewczyna zwinęła się na niezbyt szerokiej kanapie z podciągniętymi do podbródka kolanami, aby Jaemin mógł się położyć w dosyć wygodnej pozycji - oboje miarowo oddychali. Minhyun położył się na dywanie, podkładając pod głowę poduszkę, którą zaoferowała mu Sohee i również w najlepsze spał. Jednak Hogosha zwinięty w kłębek przy fotelu Jonghyuna natychmiast podniósł się, wpatrując się w Minkiego oczami odbijającymi światło latarki. 
    Blondyn nie chciał budzić towarzyszy, więc wyciągnął rękę, aby uspokajająco pogłaskać samojeda, po czym wstał, najciszej jak potrafił, będąc pewnym, że i tak nie zaśnie. Hogosha nie spuszczał z niego wzroku, a kiedy Minki podszedł do drzwi gabinetu i otworzył je, pobiegł za chłopakiem. 
- Cśśś... Wracaj do środka, piesku - poprosił młodzieniec, przykucając przy zwierzaku i gestem ręki zachęcając go do wejścia z powrotem do środka. Samojed nie ruszył się o krok, machając przyjaźnie swoim puszystym ogonem. Minki westchnął. - Okey, ale nie możesz narobić hałasu.
     Minki kilka minut po ułożeniu się na fotelu wpadł na pewien pomysł i to właśnie z jego powodu nie mógł zasnąć. Był zbyt ciekawy tego, co zobaczy, żeby poczekać do rana, więc w końcu postanowił sprawdzić to już teraz. Mianowicie przeszło mu przez myśl, że jeżeli w wartowni, jak twierdził Jonghyun, cała masa monitorów ukazywała obraz z kamer dookoła budynku, to w środku elektrowni na pewno musiało też być ich sporo. A gdyby udało mu się cofnąć nagranie wystarczająco daleko, a kto jak kto, ale Minki znał się na tego typu sprawach wystarczająco dobrze, mógłby zobaczyć zarejestrowany na filmie moment, w którym zniknęli wszyscy dorośli.  
     Blondyn był pewien, że gdzieś w budynku musi znajdować się pomieszczenie, w którym monitowano pracę w nastawni oraz przy turbinach, a że wcześniej Sohee mniej więcej oprowadziła ich po elektrowni, wiedział, których drzwi jeszcze nie sprawdził.
     Latarka w jego telefonie oferowała dosyć jasne światło, jednak zbyt długie używanie jej mogło spowodować rozładowanie urządzenia, a że nie miał możliwości od rana podpiąć go do ładowarki, zostało mu zaledwie dwadzieścia procent baterii. Oszacował, że wystarczy mu to na jakieś pół godziny, więc miał nadzieję, że jak najszybciej uda mu się znaleźć pomieszczenie monitoringu, gdyż nie chciał włączać świateł na korytarzu.
     Oczywiście, jak to często się zdarzało, ostatnie drzwi, które otworzył, prowadziły do poszukiwanej przez niego sali.
     Hogosha pierwszy wbiegł do środka, a Minki wszedł tam tuż za nim, rozglądając się uważnie po pomieszczeniu, którego jedną ze ścian w całości pokrywały ekrany, prezentujące mu widok każdego miejsca w elektrowni. Widział również gabinet dyrektora, co pozwoliło mu upewnić się, że jego towarzysze nadal smacznie śpią.
     Chłopak przenosił spojrzenie po kolei na każdy z monitorów, po czym zawiesił dłużej wzrok na jednym z nich i zaczął szukać na panelu klawiszy, które pozwoliłyby mu cofnąć video do godziny ósmej rano.
     Po chwili na ekranie zobaczył od tyłu nagranie samego siebie zmierzającego przez nastawnię, potem ujrzał swoich towarzyszy i wszystko co zrobili po wejściu do elektrowni. Następnie na monitorze pojawił się mały Jaemin siedzący w tym samym miejscu, w którym go znaleźli.
     Minki zmarszczył brwi, zdając sobie sprawę, że patrzy na tę samą scenę, gdyż pięciolatek nie poruszył się ani o milimetr, więc nacisnął kilka razy przycisków, za pomocą których przewijał video. Obraz przed jego oczami nadal nie uległ zmianie. Przyjrzał się napisowi u góry monitora, który pokazywał, że blondyn przewinął już nagranie do godziny siedemnastej - Jaemin nadal pozostawał w bezruchu.
- Co jest? - powiedział do siebie Minki, czując ukłucie niepokoju, które nie chciało go opuścić przez kolejne kilka minut, kiedy w dalszym ciągu wpatrywał się w tę sam kadr mimo zmieniającej się godziny.
     Kątem oka zarejestrował ruch na jednej z kamer, więc szybko zatrzymał przewijanie nagrania i podszedł bliżej monitora ukazującego gabinet dyrektora.
     Patrzył w oszołomieniu na Jaemina, który w ułamku sekundy podniósł się do siadu i otworzył szeroko usta w niemym krzyku - Minki uznał, że jest to niemy krzyk, ponieważ jego towarzysze obecni w pomieszczeniu nie zerwali się, tylko nadal spokojnie drzemali. Blondyn wpatrywał się wzrokiem pełnym niedowierzania w ekran, na którym zostało ukazane, jak pięciolatek odchylił szyję do tyłu pod bardzo niebezpiecznym kątem i nagle zniknął.
     Minki przetarł oczy, aby upewnić się, że to oczy nie płatają mu figli, po czym ze zdumieniem zauważył, że Jaemin stoi dokładnie przed fotelem Jonghyuna, przechylając głowę i wpatruje się uważnie w twarz szatyna. Po chwili chłopiec dotknął ręki młodzieńca, odsunął się w ułamku sekundy, pokiwał lekko głową z delikatnym uśmiechem na ustach i... spojrzał wprost w kamerę.
     Minki skamieniał, czując ciarki na całym ciele. Nie tak powinno zachowywać się autystyczne dziecko, zdecydowanie nie w ten sposób. Żadne dziecko nie powinno się tak zachowywać.
     Chwilę później chłopiec znowu zniknął i pojawił się na kanapie w pozycji leżącej, zamykając oczy. Blondyn nadal stał w bezruchu, zastanawiając się, czy powinien biec do reszty najszybciej, jak tylko może, czy przewinąć nagranie do końca i dopiero wtedy poinformować towarzyszy o tym, co zaszło.
     W końcu zbagatelizował sprawę - może kamera miała problemy z przesyłaniem obrazu do komputerów i dlatego Minki zobaczył, jakby chłopiec znikał? Może tak naprawdę tylko wstał, lunatykując, a następnie wrócił do snu? To wszystko dało się przecież racjonalnie wyjaśnić... Prawda?
     Po chwili blondyn zwrócił się znowu w kierunku kamery, z której nagranie przewijał i zdał sobie sprawę, że wcześniej musiał coś źle przycisnąć, gdyż informacja na szczycie monitora pokazywała mu właśnie, że video zostało przesunięte do godziny siódmej dwadzieścia osiem tego dnia. Chłopak nacisnął kilka innych przycisków i oderwał od nich palce w momencie, gdy ekran ukazywał godzinę siódmą pięćdziesiąt pięć. Minki zatrzymał nagranie, aby włączyć dźwięk, podgłośnił go minimalnie i odtworzył film. 
     W nastawni znajdowało się czworo dorosłych, trzech mężczyzn i jedna kobieta. Minki patrzył na ten obraz ze zmarszczonymi brwiami do momentu, gdy zdał sobie sprawę, co mu nie pasowało - nigdzie nie było Jaemina. Jedynym dźwiękiem był niewyraźny gwar rozmów przeprowadzanych przez dorosłych - blondyn nawet nie próbował zrozumieć, o czym rozmawiali, gdyż skończyłoby się to na wychwyceniu kilku pojedynczych słów, a jego interesowało zupełnie coś innego.
     Nagle rozbrzmiał ostry dźwięk alarmu, który spowodował, że wszyscy w nastawni zerwali się z krzeseł, biegnąc w kierunku monitorów. Do pomieszczenia wpadli inni ludzie, z ogromną sprawnością zajmując opuszczone przez pracowników stanowiska. Czyjś spanikowany głos wykrzykiwał polecenia - Minki nie potrafił ustalić, do kogo on należy.
    Wtedy zabrzmiał drugi alarm - dużo głośniejszy od pierwszego, bardziej piskliwy, który spowodował, że wszyscy zaczęli panicznie naciskać przyciski, nie zwracając już uwagi na nic dookoła. Dlatego też nikt nie zauważył pojawienia się na środku pomieszczenia małego chłopca, który rozejrzał się po całej nastawni, przechylając lekko głowę. Zasłonił uszy dłońmi z powodu przenikliwego wycia alarmu. Zatrzymał wzrok na monitorze, na którym widniała wielka liczba czternaście na jaskrawym, czerwonym tle.
     Minki przypomniał sobie, że kiedyś już słyszał o tej liczbie - w wiadomościach, kiedy po raz kolejny próbowano dociec przyczyny wypadku z lat dziewięćdziesiątych. O ile się nie mylił, ten kod określał topnienie rdzenia - jedenastka określała drobne kłopoty, dwunastka - powód do zmartwienia, trzynastka - konieczność zadzwonienia do gubernatora, natomiast czternastka oznaczała, że należało się modlić. Następny etap, kod piętnasty mówił o zagładzie.
    Na nagraniu Jaemin oderwał ręce od uszu. Reszta działa się jakby w spowolnionym tempie - nastąpił błysk, obraz kamery przedstawiał zakłócenia. Kiedy się ustabilizował, alarm milczał, a pięciolatek siedział na środku pomieszczenia i nie ruszał się nawet o milimetr - Minki zdał sobie sprawę, że ten sam kadr widział, przewijając nagranie.
- To on spowodował wydarzenia w mieście.

Mam nadzieję, że się podobało
Mile widziane będą komentarze
Taeyeon

7 komentarzy:

  1. 'prostu podniósłby się z ławki, na której siedzieli w trójkę i odszedłby jak najdalej od tego miejsca, nie oglądając się na nikogo' - to byłabym ja w takiej sytuacji.
    'Dopiero teraz mówisz, że jest tu kuchnia?' - to pytanie godne mnie xD
    Ojacie, już myślałam, że mu się coś stanie, jak wyszedł sam.
    Pomysł na to opowiadanie to złoto, naprawdę. Niecierpliwie będę czekała na kolejną część.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja cierpliwość w takiej sytuacji zależałaby od humoru :") Bo czasami potrafię przesiedzieć cały dzień nad jednym rysunkiem i robić jedno pasmo włosów przez godzinę, a czasami nie potrafię pięciu minut na kogoś poczekać, bo się wkurzam :")
      Pewnie mnie też XD Ale ja bym się rzuciła najpierw na napoje :") Dzień bez jedzenia da się przeżyć, ale ja piję cokolwiek tak co 20 minut, więc... :") Byłoby słabo XD
      Hogosha mógł się okazać dobrze kamuflującym się tygrysem i go zjeść, a potem rzucić się na resztę. I to tyle z "obrońcy" XDD
      Dziękuję <3 i też pozdrawiam :")

      Usuń
  2. O, widzę że znowu wyszedł Ci całkiem długi i dobry tekst :) Byłam ostatnio w Selgrosie i też zauważyłam, że jest cała masa ładnych zeszytów ale nie kupiłam bo semestr na studiach zaczyna mi się dopiero w październiku. Teraz żałuję bo dopiero w domu skojarzyłam, że przecież mogłyby służyć mi za świetne tło do zdjęć xD Co do pasteli, to kiedyś uwielbiałam nimi rysować, ale ostatnio wszystkie oddałam kuzynowi, bo tylko leżały niepotrzebnie w szufladzie ;D

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długość to chyba jedyne, na co nie można narzekać na moim blogu :") (W sensie osoby, które lubią długie teksty, bo te, które wolą krótkie, pewnie narzekają non stop :") Lajf yz brutal end ful of zasadzkas)
      Ładne zeszyty zasługują na wydanie pieniędzy XD A znowu całkiem drogie to zazwyczaj nie są :")
      A moje teraz spoczywają na półce razem z resztą rzeczy, które wyglądają zbyt ładnie w pudełku, nieużywane, żeby je otworzyć XD
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Coś się zawsze do niej wymyśli, ale serio czasami mam zero pomysłu,co w niej napisać XD

      Usuń
  4. Czekaj, czekaj, czekaj... Kto spowodował wydarzenia w mieście? Ten chłopiec? Nie rób mi z tego jakiegoś horroru, bo przestanę to czytać XD

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers