wtorek, 29 września 2015

Dance is not a hobby. This lifestyle ep.3

Hejka :)
Przepraszam, że tak późno to dodaję, ale zmieniałam fabułę z cztery razy i w końcu zdecydowałam się na taką. Ostatni rozdział ma 5.555 wyrazy. Jej! xD
No to ten bez jakichś większych wstępów...
Miłego czytania <3                               

"Zazwyczaj ludzie układają sobie w myślach mnóstwo scenariuszy na życie. Tymczasem prawda jest taka, że najpiękniejszych chwil nie da się przewidzieć. Przyjdą same."

- Yuki! - kolejny raz usłyszałaś jego głos i pukanie w szybę, które tak cię denerwowało. - Otwórz!
Odkąd przeczytałaś list nie byłaś w stanie pójść do szkoły. Nie byłaś w stanie odebrać od Jimina telefonu, a co dopiero spojrzeć mu w oczy... W te cudne oczy, o których marzyłaś każdej nocy... Oczy, o których musiałaś zapomnieć.
- Skarbie, proszę! - ton chłopaka przybrał tak błagalny ton, że zaczęłaś się zastanawiać czy nie wyznać mu prawdy. Ale niby co miałaś mu powiedzieć? "Cześć. Przepraszam, że nie było mnie w szkole, ale właśnie dowiedziałam się, że mam brata. A tak p.s. jesteś nim ty." Przecież ta wiadomość zniszczy mu życie... Tak jak tobie. Ale powinien wiedzieć. Przecież sprawa dotyczyła właśnie jego. Ale równie dobrze mogłaś udać złą na niego z powodu tego co powiedział twojemu ojcu i rzucić go... Wtedy nie zniszczyłabyś mu życia na zawsze. Wiele dziewczyn chciało z nim chodzić... W końcu znalazłby sobie inną. Powoli podeszłaś do okna i otworzyłaś mu je, a te dwie propozycje nadal toczyły zacięty bój w twojej głowie. Co jest lepsze dla niego? Teraz kiedy już wiedziałaś, że jest twoim bratem oddałabyś wszystko, żeby nie wiedzieć. Czy on chciał wiedzieć? Czy miałaś prawo powiedzieć mu o tym? Czy jemu też matka zostawiła list i dostanie go "w odpowiednim czasie"? W końcu chłopak był od ciebie młodszy i może jego "ojciec" nie uznał, że ten moment jeszcze nadszedł.
- Yuki, co się stało? Czemu nie było cię w szkole? - zapytał chłopak zamykając cię w ramionach i schował twarz w twoich włosach. - Płakałaś? - powiedział z odsuwając się od ciebie i z niepokojem zaglądając ci w oczy. Szybko spuściłaś wzrok na posadzkę. - Skarbie... - zaczął chłopak przyciągając cię do siebie. - Mi możesz powiedzieć wszystko. - wymruczał po czym zbliżył usta do twoich. Ostatni raz? Nie. Ale może... Nie! On o niczym nie wie. Wczoraj był ostatni raz. Odepchnęłaś od siebie i odsunęłaś się na "bezpieczną odległość".
- Co się stało? - wyjąkał tracąc równowagę i upadł na podłogę przy okazji boleśnie uderzając się w plecy o róg stolika. W twojej głowie nadal toczyła się walka dwóch opcji i sama nie wiedziałaś, która jest gorsza. Obie wydawały się okropne, ale to zależało od tego pod jakim kątem się na nie patrzyło.
- Musimy zerwać. - powiedziałaś starając się aby zabrzmiało to stanowczo ale niestety zdradził cię drżący głos. Oczy mimowolnie zaszły ci łzami i nie mogłaś dalej patrzyć na Jimina, który teraz podnosił się patrząc na ciebie z bólem, który mógł spowodowany upadkiem. Ale nie był i dobrze o tym wiedziałaś.
- C-co? - wyjąkał jakby nie dosłyszał albo nie chciał usłyszeć i w ciągu zaledwie kilku sekund pokonał dzielącą was odległość po czym złapał cię za ramiona. - O czym ty mówisz?
- Musimy zerwać. - powtórzyłaś kładąc nacisk na pierwsze słowo.
- Musimy? To przez ojca? Yuki, nie martw się. Już tak długo spotykamy się w taje...
- To nie przez ojca. - przerwałaś uwalniając się z jego uścisku na co spojrzał na ciebie z jeszcze większym niepokojem.
- Czyli, że naprawdę masz kogoś innego? - zapytał, a po policzku spłynęła mu pojedyncza łza. Które zagranie będzie lepsze? Potwierdzić czy wyznać mu prawdę? - Yuki? - spytał głosem domagającym się odpowiedzi gdy przez długą chwilę nic nie mówiłaś przełykając łzy. Westchnął uśmiechając się z niedowierzaniem. - Czyli to prawda. - stwierdził i skierował się w stronę okna, które służyło mu za drzwi. - Powodzenie ży... - chłopak przerwał, bo zatrzymałaś go kładąc mu dłoń na ramieniu. Spojrzał na ciebie pytająco, ale nie byłaś w stanie wytłumaczyć mu sytuacji, więc po prostu zgarnęłaś list z blatu szafki nocnej i bez słowa mu go podałaś po czym rzuciłaś się na łóżko z płaczem. Czy to była dobra decyzja?
- Co to? - zapytał unosząc brwi aż za linię grzywki opadającej mu na czoło. - Mam to przeczytać? - kiwnęłaś głową nadal zanosząc się płaczem. - Skarbie, nie płacz. Razem poradzimy sobie ze wszystkim. - zapewnił cię przysiadając na skraju łóżka. Razem...

- "Skarbie, przykro mi, że tak naprawdę odkąd ukończyłaś trzy latka nie mogłaś mnie nigdy zobaczyć. Ja widziałam Cię tysiące razy. W snach i myślach, od których nie mogę się uwolnić nawet teraz. Na łożu śmierci." Oj, Yuki... Tak mi przykro. - przestał czytać na głos i delikatnie pogładził cię dłonią po plecach. Odskoczyłaś od niego jak oparzona na co posłał ci zaskoczone spojrzenie jednak nie powiedział ani słowa. - "Czuję, że jestem Ci winna wytłumaczenie. Mimo, że być może nigdy mi tego nie wybaczysz - przepraszam. Przepraszam za to, że spędziłaś tyle lat bez swojej matki... I że resztę życia również bez niej spędzisz. Wiem, że jeśli teraz się rozpłaczę potem nie będę mogła napisać nic więcej, bo zabraknie mi na to czasu." O Boże, jak tu będzie coś strasznego to ja też zacznę płakać. - zarzekł się Jimin z uśmiechem, ale widząc łzy nadal spływające po twoich policzkach spoważniał i wrócił do czytania. - "Być może nie pamiętasz tego, bo staraliśmy się razem z ojcem, abyś nie była świadkiem naszych kłótni, ale działo się między nami naprawdę źle. Nasza miłość po tylu latach małżeństwa jakby wyparowała." Z nami nigdy tak się nie stanie. Obiecuję. - powiedział rzucając słowa na wiatr, bo najwidoczniej nie spodziewał się co będzie pisało odrobinę niżej. Słysząc, do którego momentu już doczytał ukryłaś twarz w poduszce mając ochotę wyrwać mu list z dłoni. To był naprawdę zły pomysł. Zaniosłaś się jeszcze większym płaczem, ale teraz już nie mogłaś widzieć zaniepokojonego wzroku Jimina. - Gdzie skończyłem? A tak... "I to nie tak, że nie kocham twojego ojca. Nie. Kocham go nadal, ale... To już nie ta sama miłość. Wtedy spotkałam innego mężczyznę, którego być może nigdy nie poznasz. Wyprowadziłam się od niego, a twój ojciec stwierdził, że lepszym wytłumaczeniem dla Ciebie będzie stwierdzenie, że po prostu zniknęłam. Nie sądzę, że to był dobry pomysł, ale cóż... Zgodziłam się. Przepraszam Cię za to. Chciałabym Ci też przekazać może choć jedną dobrą wiadomość. Masz brata." Że co!? Ty masz brata? Myślałem, że jesteś jedynaczką... "I jest on dzieckiem twojego ojca. Żaden z nich o tym nie wie. Tylko mój obecny partner jest tego świadom. Mam nadzieję, że kiedyś się spotkacie. Już teraz jest do Ciebie bardzo podobny. Chciałabym, żebyście chociaż raz porozmawiali. Nazywa się..." - W tym momencie przerwał. Kilka sekund potem rozległ się trzask zamykanych drzwi. Pierwszy raz w swoim życiu wyszedł przez drzwi jak cywilizowany człowiek. Zostawiając cię samą ze wszystkimi problemami, które niedawno zawitały do waszego życia. Przed oczami przewinęły ci się wszystkie ważne i te mniej istotne wydarzenia z twojego związku z Jiminem. Wasze poznanie, początek waszego związku, każde przytulenie, każde spotkanie, każdy pocałunek, każda randka... Czyli mówiąc w skrócie wszystko co już nigdy się nie powtórzy.

Czy to nie dziwne? Najbardziej można znienawidzić osobę, która była dla nas wszystkim. Czy to, że Jimin znienawidził cię tak od razu po przeczytaniu tego listu znaczy, że kochał cię nade wszystko? Czy może to, że znaczyłaś dla niego tak niewiele, że nie musiał jakoś specjalnie się wysilać, żeby o tobie zapomnieć? Z jednej strony to bardzo bolało. Za każdym razem gdy Jimin odwracał od ciebie wzrok na korytarzu czułaś jak na nowo pęka ci serce. Ale z drugiej strony co zrobiłabyś ty gdybyś się dowiedziała, że całowałaś się z rodzeństwem? No, ale przecież właśnie tego się dowiedziałaś... Nie rozumiałaś jak Jimin tak po prostu mógł zapomnieć o wszystkim co was łączyło. Ty nadal go kochałaś mimo, że wiedziałaś iż już nie możesz. Czemu nie mogłaś udawać, że waszego związku nigdy nie było? Dlaczego nie mogłaś znaleźć sobie innego chłopaka? Czemu nadal bolało cię to, że Jimin tydzień po waszym "zerwaniu" miał już nową dziewczynę? Przecież skoro tak szybko się otrząsnął to znaczy, że tak naprawdę nigdy cię nie kochał, więc po co rozpaczać?
Nie ważne, że minęły już dwa miesiące od tego wydarzenia. Każdego ranka stojąc przed lustrem na nowo rozdrapywałaś rany.

"Yuki, wszystko będzie w porządku." Teraz? Teraz już nic nie będzie w porządku...
"Nie był ciebie wart." On nie był mnie wart? Ja nie byłam jego warta...
"Przykro mi, że ojciec nie powiedział ci wcześniej. Nie mógł?" Mógł. Czemu tego nie zrobił?
"Yuki, czemu nie było cię wczoraj w szkole?" Bo nie mogłam znieść widoku Jimina.
"Dlaczego opuszczasz zajęcia taneczne?" Bo Jimin tam przychodzi.
"Czemu nie odbierałaś?!" Po co bym miała? Żebyś ty też próbowała mi wmówić, że to nie moja wina? Że zapomnę?
"Yuki, wszystko się ułoży." Kiedy? Podaj datę, bo sama nie wiem czy wcześniej się nie zabiję.
"Wyjdźmy dziś na miasto. Będzie fajnie. Zobaczysz." Fajnie? Bez Jimina? Jasne, już lecę.
"Zapomnij." A ty dałabyś radę zapomnieć o oddychaniu?

Od długiego czasu tak właśnie wyglądały twoje rozmowy z Cho. Uparcie twierdziła, że najlepszy sposób to zapomnieć. Ale jak można zapomnieć o kimś kogo się kochało? Kogo się kocha?

Tego ranka obudziłaś się wcześniej niż zwykle i automatycznie sprawdziłaś czy nie otrzymałaś jakiejś wiadomości od Jimina. Nadal się łudziłaś. Nadal miałaś nadzieję, że znów będziecie razem. Nie. Nie chciałaś już być jego dziewczyną. Jeśli nie mogliście być razem to przynajmniej mogliście być przyjaciółmi. Zamiast upragnionej wiadomości od Jimina jak zwykle czekał na ciebie SMS. Tylko, że tym razem nie zaczynał się standardowo od "Yuki, wszystko będzie w porządku." Tym razem wiadomość była inna. I odpowiedź również.

"Czemu po prostu nie udasz, że ten rozdział w twoim życiu jest zamknięty?" J-ja... Nie wiem.
"Zapomnij o nim." Dlaczego?
"Bo on zrobił to już dawno."

Samotna łza spłynęła po twoim policzku. To był pierwszy raz kiedy nie mogłaś już dłużej płakać. Nie. Po co? To co było już nie wróci, a tego co będzie nie da się przewidzieć. Czy był jakikolwiek sens w tym, że nadal rozpaczałaś? Cho miała rację - On zapomniał już dawno. I w sumie łatwo mu to poszło. Dlaczego z tobą miało być inaczej? Dlatego, że bardziej go kochałaś?
Nagle zrozumiałaś, że wszystko co sobie dotychczas wmawiałaś to czyste kłamstwo. Niby z jakiego powodu ty miałaś cierpieć skoro on zapomniał? Jemu się udało? Tobie też się uda.

Jakie ogromne było zaskoczenie twojej nauczycielki tańca kiedy jak gdyby nigdy nic weszłaś do sali treningowej, w której nie przebywałaś od ponad dwóch miesięcy. Jednak zachowując taktowność nie skomentowała jakkolwiek twojej nieobecności i zajęła się tłumaczeniem ci nowej choreografii podczas gdy reszta grupy miała chwilę czasu dla siebie.

Raz, dwa, trzy, cztery.
Raz, dwa, trzy, cztery.
Pięć, sześć, siedem, osiem.
Raz, dwa, trzy, cztery.
Pięć, sześć, siedem, osiem.
Mimo twoich obaw, że po miesięcznej przerwie okażesz się najgorsza w grupie pozytywnie zaskoczyłaś samą siebie. Dla ciebie układ był najprostszy w świecie i odczuwałaś dziką satysfakcję kątem oka obserwując na marne poczynania tancerzy, którzy ćwiczyli go cztery tygodnie dłużej niż ty. Teraz udowodnisz Jiminowi, że o nim też można zapomnieć. Niby dlaczego miał uważać się za lepszego od ciebie? Czemu miałaś pozwolić mu odczuwać satysfakcję?
- Brawo! Jestem z was dumna. - nauczycielka zakończyła trening pozwalając na chwilę odpoczynku i odsapnięcie po czym pasjonaci tańca mogli udać się do swoich domów. - Zaczekajcie chwilkę! - powiedziała gdy kilka osób zbierało się już do wyjścia. - Zapomniałam dodać, że pod koniec maja w naszej szkole odbędzie się konkurs taneczny. Osoba, która wygra będzie mogła starać się o lekcje z najwybitniejszym trenerem tańca, który przybędzie do tego celu specjalnie z USA. - mimowolnie wytrzeszczyłaś oczy z niedowierzaniem wpatrując się w nauczycielkę, która zaczęła tłumaczyć zasady konkursu. W dwa miesiące uczestnicy mieli opracować własną choreografię i przećwiczyć ją do perfekcji. Dwa miesiące to bardzo dużo czasu. - Yuki! Jimin! - zawołała was trenerka gdy wszyscy zaczęli wychodzić z sali. Posłusznie obróciłaś się w jej stronę kątem oka widząc, że Jimin robi to samo po przeciwnej stronie pomieszczenia. - Liczę na was. To byłyby wielki zaszczyt gdyby w tym roku wygrała nasza szkoła. Hwaiting, kochani. - uśmiechnęła się nawet nie przeczuwając co chwilę potem spowodują jej słowa...

- Tae, tylko popatrz! - zaśmiał się kpiąco Jimin lekko szturchając w plecy Taehyunga, który był zajęty obściskiwaniem się z jakąś dziewczyną na samym szczycie schodów. Udając, że nie słyszysz zaczepki chłopaka chciałaś go wyminąć. Dziwne, że pierwsze słowa, które wypowiedział do ciebie po waszym "zerwaniu" brzmiały właśnie tak. Jimin przestąpił ci drogę i nie miał najmniejszego zamiaru cię przepuścić.
- Przepraszam! Mogę przejść!? - warknęłaś kiedy zdenerwowało cię przestępowanie z nogi na nogę przed tym idiotą.
- Nie. Myślę, że mamy sobie sporo do wytłumaczenia. - zaczął chłopak przybliżając się do ciebie na co automatycznie zaschło ci w gardle.
- C-co? - wyjąkałaś nie wierząc własnym uszom. Przez ponad dwa miesiące miał głęboko w nosie to co było napisane w liście, a teraz tak po prostu zacznie tę poważną rozmowę w dodatku przy Taehyungu, którym chyba znudziła się ta dziewczyna, bo odsunęła się od chłopaka z zaciekawieniem przysłuchując się waszej rozmowie?
- C-co? - zaczął małpować cię Jimin. Dziewczyna Taehyunga zaśmiała się na co na twarzy jej chłopaka można było ujrzeć czysty zachwyt. Dawniej Jimin też tak na ciebie patrzył...
- O co ci chodzi? Spieszy mi się. - warknęłaś próbując go wyminąć.
- Czyżby? Jakoś nie spieszyło ci się powiedzieć mi, że jesteśmy rodzeństwem. - wyszeptał, bo para na schodach nawet nie próbowała się ukrywać z tym, że was podsłuchuje. Podniosłaś wzrok na chłopaka dostrzegając w jego oczach coś więcej niż nienawiść - ból i lęk. Czy pod maską obojętności ukrywał wszystkie swoje problemy?
- Jimin, to nie tak... - westchnęłaś ze smutkiem przeczuwając, że chłopak będzie oczekiwał wyjaśnień. Taehyung najwidoczniej rozumiejąc, że to wasze prywatne sprawy razem ze swoją dziewczyną pożegnali się i odeszli w dwie przeciwne strony co kilka metrów odwracając się i posyłając sobie całusy.
- Nie interesuje mnie co masz mi do powiedzenia. Mogłaś wiedzieć kilka lat, kilka miesięcy, tygodni, dni, godzin... Ale mimo wszystko nie powiadomiłaś mnie o tym. Sądzisz, że wolałem dowiedzieć się prawdy z kawałka papieru niż od ciebie? - przerwał ci Jimin kolejny raz rozdrapując rany, które już chyba nigdy się nie zagoją.
- Przykro mi. - szepnęłaś czując łzy tylko czekające aby popłynąć ci po policzkach. Chłopak milczał długą chwilę, a po chwili obrócił twarz w bok co uznałaś za sygnał, żeby sobie pójść. Przestąpiłaś pierwszy górny stopień schodów nawet nie spodziewając się tego do czego Jimin jest zdolny. Już po chwili leżałaś poobijana przed budynkiem szkoły artystycznej czując przeszywający cię do szpiku kości ból nogi. Jimin tak po prostu zepchnął cię z ponad trzydziestostopniowych schodów... Nie miałaś odwagi spojrzeć na nogę, ale widząc pełne bólu i strachu spojrzenie chłopaka skierowane właśnie w tę stronę podążyłaś za jego wzrokiem. Złamana kość przebiła ci się przez skórę pozostawiając po sobie poszarpaną, krwawiącą ranę. Jedynym do czego byłaś zdolna widząc swoje okaleczenie był niewyobrażalnie wysoki pisk. Mimowolnie złapałaś się w okolicach łydki i przypadkiem muskając palcami ranę wydałaś z siebie jęk pełen bólu. Jimin zaczął powoli schodzić ze schodów. Serce miało nadzieję, że ci pomoże. Rozum wiedział jednak, że tego nie zrobi. Chłopak przyklęknął obok ciebie i delikatnie złapał cię za dłoń unosząc ją ku swoim wargom.
- Nienawidzę się za to, że cię kocham. - wyszeptał składając na twoich ustach wasz ostatni pocałunek. - Przepraszam, że to zrobiłem. Nie mogę pozwolić ci wygrać. - powiedział po czym podniósł się z klęczek i ostatni raz zaszczycił cię spojrzeniem. Odszedł w swoją stronę zostawiając cię w rosnącej coraz bardziej kałuży krwi. - Kocham cię.
- Jimin? - zrzuciłaś na wiatr wiedząc, że chłopak ci już nie odpowie. - Też cię kocham. - szepnęłaś na co stanął i lekko skręcił głowę w bok, ale nie odwrócił się w twoją stronę.
- Żegnaj...
To ostatnie co usłyszałaś, bo nie mogąc już dłużej znieść bólu fizycznego i psychicznego straciłaś przytomność.

- G-gdzie ja jestem? - wyjąkałaś odzyskując świadomość i rozglądając się po pomieszczeniu. Wyglądało na salę szpitalną i byłaś niemalże pewna, że właśnie tam się znajdujesz.
- Och! Cześć! - usłyszałaś jakiś głos należący do chłopaka, którego zlokalizowałaś chwilę potem. Leżał na łóżku nieopodal twojego uśmiechając się promiennie mimo zabandażowanej dłoni, na której wyraźnie odznaczały się ślady świeżej krwi. - Lekarze przewidzieli, że obudzisz się trochę później.
- Kim jesteś? - zapytałaś zbyt gwałtownie podnosząc się do siadu prostego. Na śmierć zapomniałaś o złamaniu nogi. Syknęłaś przez zęby, a łzy napłynęły ci do oczu.
- Aj... - westchnął chłopak ze współczuciem i podszedł do twojego łóżka przysiadając na jego skraju. - Musisz uważać. Otwarte złamanie to nie przelewki. - powiedział przyglądając ci się z nieśmiałym uśmiechem. Sama nie wiesz czemu, ale na twojej twarzy pojawiły się pokaźne rumieńce, a chłopak skomentował to poszerzeniem uśmiechu.
- Co ci się stało? - zapytałaś zmieniając temat i kierując wzrok na dłoń chłopaka.
- To? Nic poważnego. Przebiłem sobie dłoń szkłem. - powiedział jak gdyby nigdy nic.
- Na wylot? - pisnęłaś czując, że mimowolnie zaczyna boleć cię ręka.
- Emm... No tak. Ale nic mi nie jest. - zapewnił szybko chłopak. - W sumie to lekarze powiedzieli mi, że mogę już wrócić do domu.
- To czemu tego nie zrobisz? - zapytałaś zaciekawiona nie spuszczając wzroku ze zranionej dłoni chłopaka.
- Bo przed chwilą ujrzałem przerażone oczy pewnej olśniewającej dziewczyny ze złamaną nogą. - stwierdził z uśmiechem wprawnego podrywacza na co ponownie spłonęłaś rumieńcem. - A tak poza tym jestem Jung Hoseok. - rzekł i podał ci niezranioną dłoń.
- Lee Yuki. - powiedziałaś krótko ją ściskając.
- Rany, jaką masz zimną rękę! - zauważył Hoseok przyglądając ci się z niepokojem w oczach. - Zawołać lekarza?
- Co? Nie. - zaprzeczyłaś gwałtownie kręcąc głową. - Ciepło mi. - zapewniłaś chłopaka, na co położył ci dłoń na czole.
- Masz gorączkę. - stwierdził czym prędzej podrywając się z łóżka i biegnąc po pielęgniarkę.
- Nic mi nie jest. - zarzekałaś się gdy podszedł do ciebie lekarz z Hoseokiem depczącym mu po piętach.
- Ja o tym zdecyduję. - stwierdził mężczyzna na co posłałaś Hoseokowi mordercze spojrzenie.

Od tego dnia Hoseok był chyba jedyną osobą, która codziennie cię odwiedzała. Chłopak przychodził jeszcze częściej niż twój ojciec (co w sumie było uzasadnione, bo musiał wyjechać ze sprawą służbową). To było bardzo miłe z jego strony, ale w dalszym ciągu nie rozumiałaś jego motywów. Cieszyłaś, że masz z kim porozmawiać, pośmiać się. Poznawałaś Hoseoka od najważniejszych informacji w stylu ile ma lat, jakie jest jego hobby, czym chciałby się zajmować w przyszłości itp. po wiadomości, które nie były ci potrzebne jednak słuchając ich wpatrywałaś się w chłopaka jak w obrazek nie wierząc, że można mieć tak interesujące życie. Oczywiście również opowiadałaś mu o sobie jednak z dużo większym dystansem. Nie to, że kłamałaś, ale przemilczałaś kilka najważniejszych kwestii co w sumie było pewnym rodzajem kłamstwa. Po dwóch tygodniach gdy lekarze upewnili się, że niedawno zaszyta rana się nie otworzy mogłaś opuścić salę szpitalną, w której mimo, że pojawiłaś się przez nieprzyjemne wydarzenie zyskałaś miłe wspomnienia związane z Hoseokiem.

- To tutaj? - zapytał chłopak z niepokojem patrząc na schody wznoszące się przed wami. Hoseok postanowił odprowadzić cię do domu, bo ojciec nie mógł cię odebrać będąc kilkaset kilometrów od miasta, w którym mieszkaliście. Na szczęście szpital nie był oddalony jakoś specjalnie daleko od twojego domu, więc opierając się na kulach mogłaś bez większego przemęczania się tam dotrzeć.
- Tak. - odpowiedziałaś podążając za wzrokiem Hoseoka, który spoczął na twoich kulach. - Nie. Nie przejmuj się. Poradzę sobie. - zarzekłaś się z uśmiechem spoglądając na chłopaka, który patrzył na ciebie z wyraźną kpiną.
- Tak? W takim razie powodzenia. Muszę już iść. - uśmiechnął się po czym odprowadzony twoim wzrokiem zniknął za bramą. Westchnęłaś ciężko spoglądając na schody, które oczywiście musiały mieć tak wiele stopni. Na początku szło ci w miarę dobrze, ale bardzo długo zajmowało ci podciągnięcie złamanej nogi na stopień. Co niestety przy dziesiątym skończyło się twoim poślizgnięciem i przewróciłabyś się do tyłu gdyby nie silne ramiona, które zacisnęły się wokół twojej talii dając ci poczucie bezpieczeństwa.
- Co tu robisz? - zapytałaś ze zdziwieniem kiedy chłopak odwrócił się w twoją stronę uważając, aby nie dodatkowo nie zranić twojej nogi.
- Wszystko w porządku? - spytał Hoseok przyglądając ci się z niepokojem wyraźnie wypisanym w oczach.
- Tak. Dzięki tobie. Ale co ty tu robisz? - zapytałaś ponownie.
- Jesteś bardzo zawzięta. Ja bym się poddał już na początku i z nadzieją oczekiwałbym na kogoś kto by mi pomógł. - stwierdził uśmiechając się promieniście. - Naprawdę sądziłaś, że zostawiłbym cię na pastwę tych schodów?
- Em... No tak..
- Pff... A w szpitalu stwierdziłaś, że "cieszysz się, że tak dobrze mnie znasz". - prychnął pod nosem po czym zażądał - Puść kule.
- Że co? - zapytałaś z niedowierzaniem wpatrując się w chłopaka, którego wyraz twarzy dawał do zrozumienia, że nie żartował.
- Powiedziałem "Puść kule." - powtórzył po czym zacisnął ramiona mocniej na twojej talii.
- Ale... - zaczęłaś nie mogąc znaleźć żadnego argumentu.
- Możesz mi zaufać? - zapytał chłopak patrząc ci w oczy.
- Tak. - westchnęłaś i zastanawiając się na jaki głupi pomysł wpadł tym razem Hoseok powoli wypuściłaś z dłoni kule opierając się na chłopaku. Ten podniósł cię jak pannę młodą uważając, aby przy okazji nie zranić cię w nogę po czym szybko uporał się z wniesieniem cię po schodach. Rumieńce powoli zaczęły wstępować na twoją twarz, bo pierwszy raz byliście w tak niewielkiej odległości od siebie.
- Masz klucze? - zapytał Hoseok gdy bezpiecznie dotarliście pod drzwi.
- Nie. Przyszłam tu bez kluczy. - odpowiedziałaś z sarkazmem.
- Mało śmieszne. - powiedział ukazując ci "poker face", który rzadko gościł na jego twarzy i ostrożnie postawił cię na ziemię nadal mocno trzymając cię w uścisku, żebyś nie spadła.
- Co się stało? - zapytałaś szukając kluczy w kieszonce po czym otworzyłaś drzwi i wsparta na ramieniu chłopaka doszłaś do kanapy, na której usiadłaś gdy Hoseok poszedł po twoje kule.
- Hmm? - spytał twój przyjaciel gdy już wszedł do salonu z kulami i napotkał twój zaniepokojony wzrok.
- Co? Nic. - szybko odwróciłaś wzrok udając, że zainteresował cię samochód przejeżdżający właśnie koło twojego domu.
- Yuki? - zapytał chłopak nadal stojąc mimo, że w pomieszczeniu prawie wszystkie miejsca siedzące były wolne. Podniosłaś na niego wzrok. - Czy ty też boisz się, że teraz gdy już opuściłaś szpital stracimy kontakt?
- Co? Nie... No dobra. Tak.
- Nie możemy do tego dopuścić. - stwierdził na co przytaknęłaś głową delikatnie zagryzając wargę. - Dasz mi swój numer telefonu? Ja dam ci swój. - zapytał retorycznie wyciągając z tylnej kieszeni spodni swoją komórkę. Wymieniliście się numerami po czym Hoseok pożegnał się mówiąc, że niedługo zadzwoni.
- Przepraszam. - powiedziałaś gdy miał już zniknąć w drzwiach. Za co go przepraszałaś? Za to, że nie powiedziałaś mu prawdy o swoim życiu, o tym, że chodziłaś z własnym bratem i o tym, że nadal go kochasz choć już nie tak jak dawniej. Ale jak mogłaś mu coś takiego wyznać?
Hoseok odwrócił się na pięcie lekko marszcząc brwi, ale nie zapytał za co go przepraszasz. Podszedł do kanapy i usiadł tuż przy tobie. Tak po prostu pocałował cię wplatając palce w twoje dłonie. Poczułaś motylki w brzuchu. Z jednej strony chciałaś się od niego odsunąć, z drugiej chciałaś mu odpowiedzieć. Nim zrozumiałaś czego naprawdę chcesz chłopak odsunął się i wstał kierując się ku drzwiom.
- Ja też. - rzucił przez ramię zostawiając cię samą w domu z wyrzutami sumienia. Trzeba było jakoś zareagować.
Dopiero gdy wyszedł zrozumiałaś to co powinnaś była zrozumieć już dawno.
Że zakochałaś się w nim od podstaw.

Po dwóch tygodniach od tego wydarzenia ściągnięto ci gips i mogłaś wrócić do szkoły, także tej artystycznej. Mimo to obawiałaś się, że nie będziesz miała najmniejszych szans gdybyś chciała wystartować w konkursie organizowanym przez nią. Dwa miesiące wystarczyłyby na obmyślenie choreografii i przećwiczenie jej do perfekcji, ale miesiąc? To zdecydowanie za mało.
Oprócz niepokoju męczyły cię okropne wyrzuty sumienia. Przez te dwa tygodnie nie widziałaś Hoseoka choćby raz. Poza tym nie dzwonił do ciebie, a gdy chciałaś go przeprosić nie odbierał. A czy to nie on stwierdził, że nie możecie stracić ze sobą kontaktu?

- Yuki! - ktoś klasnął ci dłońmi przed twarzą przywracając cię do rzeczywistości.
- Hmm? - mruknęłaś patrząc ze zdziwieniem na zaniepokojony wzrok swojej przyjaciółki z klasy, z którą siedziałaś w jednej ławce na prawie każdej lekcji i która razem z tobą uczęszczała do szkoły artystycznej, w której obecnie się znajdowałyście.
- Ehh... Nic. Właśnie ci opowiadałam o tym jak rzucił mnie Seokjin, ale najwidoczniej ciebie nie obchodzi co teraz czuję. - stwierdziła z wyraźnym żalem w głosie i odbiegła, a ty pobiegłaś za nią nie spuszczając wzroku z jej wstrząsanej płaczem sylwetki. Nagle wpadłaś w jakiegoś chłopaka uderzając nosem o jego klatkę piersiową.
- Przepraszam. Nie patrzyłam dokąd biegnę. - powiedziałaś łapiąc się za nos, z którego zaczęła lecieć krew i chciałaś wyminąć chłopaka, który jednak na to nie pozwolił zagradzając ci drogę własnym ciałem. - Spieszy mi się. - warknęłaś podnosząc wzrok na dużo wyższego od siebie młodzieńca i oniemiałaś.
- Yuki? - zapytał Hoseok z niedowierzaniem ci się przyglądając. - Chodzisz do tej szkoły?
- Chciałam zapytać o to samo. - powiedziałaś, a twoje usta mimowolnie zaczęły układać się w uśmiech widząc twarz chłopaka. Nie pozwoliłaś im na to. - Ale nie zapytam, bo mnie to nie interesuje. - stwierdziłaś wymijając Hoseoka i ponawiając bieg za przyjaciółką, która znikła ci z oczu.
- Yuki! Zaczekaj! - zawołał za tobą chłopak i chwycił cię za nadgarstek, abyś nie mogła mu uciec.
- Czego chcesz!? - warknęłaś, ale nie usłyszałaś odpowiedzi, ponieważ trenerka już przyszła do szkoły artystycznej spraszając uczniów do sali treningowej. Wśród napływającej fali tancerzy nigdzie nie mogłaś dostrzec swojej przyjaciółki.
- Yuki! Nareszcie jesteś! - wykrzyknęła nauczycielka gdy rozpoczęliście rozgrzewkę i zauważyła cię na miejscu zarezerwowanym dla grupy zaawansowanej. Podeszła do ciebie bliżej i wskazała palcem na twój nos. - Krwawisz. - stwierdziła z niepokojem. - Czy mógłby ktoś pożyczyć Yuki chusteczkę? - zapytała rozglądając się po sali. - Dobrze. W takim razie idźcie i gdy będzie wszystko w porządku to wróćcie na salę. - zarządziła po czym przestała się tobą interesować sprawdzając listę obecności grupy amatorskiej. Ktoś chwycił cię za dłoń i wyciągnął z sali treningowej. Oczywiście był to Hoseok.
- Możesz wrócić na salę. Stać mnie na chusteczki. - stwierdziłaś dość wrednym tonem i wyrwałaś się chłopakowi.
- Co się stało? Chodzi o ten pocałunek? - zapytał Hoseok kierując się ku szatni, w której zostawiliście swoje torby i plecaki.
- Nie. - stwierdziłaś podążając za chłopakiem i zawzięcie grzebiąc w swojej torbie w poszukiwaniu chusteczek, których oczywiście w nich nie było.
- To nie wiem o co może ci chodzić. - rzekł Hoseok całkowicie poważnie na co prychnęłaś pod nosem z wyraźną kpiną.
- Hmm... W sumie to ja też nie wiem. Może o to, że najpierw spędzasz ze mną każdy dzień, potem mnie całujesz i twierdzisz, że nie możemy stracić ze sobą kontaktu, a następnie tak po prostu nie odbierasz ode mnie telefonów. - powiedziałaś z udawanym sarkazmem w głosie.
- Dzwoniłaś? Mój telefon jest w naprawie. Proszę, nie bądź na mnie zła. - poprosił chłopak z miną niesłusznie zbitego psiaczka.
- Pożyczysz mi tę chusteczkę? - zapytałaś zmieniając temat gdy tylko zorientowałaś się, że nie masz racji, ale w sumie czy nie mógł cię odwiedzić?
- Co? Jasne. - odpowiedział schylając się do swojego plecaka porzuconego w bezładzie pod ścianą i wyciągając z niego paczkę chusteczek. Podał ci je i usiadł obok ciebie czekając aż krew przestanie lać ci się z nosa.
- Od kiedy tu chodzisz? - zapytałaś Hoseoka tracąc swój wściekły ton.
- Hmm... Nie wiem. Od jakichś dwóch tygodni? - odpowiedział ci pytaniem jakbyś to ty miała znać odpowiedź, a nie on.
- Aha. - stwierdziłaś tylko oddając chłopakowi teraz już prawie opróżnioną paczkę chusteczek. - Dziękuję.
- Nie ma za co. - powiedział Hoseok po raz pierwszy tego dnia uśmiechając się. - Idziemy?
- Hmm? Och, jasne. - rzekłaś podnosząc się z ławki, na której siedziałaś.
- Yuki? - zapytał chłopak gdy już miałaś wyjść z szatni i pociągnął cię za nadgarstek opierając cię plecami o ścianę. Utknęliście w pozycji kabe-don.
- Co? - spytałaś napierając plecami na ścianę jakbyś chciała ją przeniknąć.
- Będziesz mi kibicować w Bitwie Tanecznej? - zapytał chłopak.
- To ty kibicowałbyś mi gdyby nie moja noga. - stwierdziłaś kładąc Hoseokowi dłoń na klatce piersiowej i delikatnie go od siebie odpychając.
- Czyli, że ty też chciałaś wystartować? - zapytał chłopak zbity z tropu lekko marszcząc brwi.
- Tak, ale noga...
- I co z tego? Pomogę ci nadrobić stracony miesiąc. - obiecał całując cię w policzek i uciekając, aby nie zostać uderzonym w głowę.

Od tamtego czasu codziennie po skończonym treningu za zgodą nauczycielki zostawaliście około dwie godziny dłużej niż inni w sali treningowej ćwicząc wspólnie wymyśloną choreografię. W dwa tygodnie układ był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach i została ci połowa czasu na przećwiczenie choreografii. Hoseok okazał się dużo lepszym nauczycielem niż wasza trenerka. Uczył cię sam nie zaniedbując swoich treningów. W rezultacie spędzaliście mnóstwo czasu razem, a zadania mogliście wykonywać dopiero około godziny dziewiątej w nocy. Hoseok coraz bardziej ci się podobał. To, że tak bardzo starał ci się pomóc uważałaś za niezwykle kochane z jego strony. Szkoda tylko, że nie uczęszczał do tego samego liceum co ty. Ale nie narzekałaś, bo codziennie po lekcjach chłopak czekał na ciebie po czym razem szliście na trening. Wszyscy w szkole zaczęli uważać, że jesteście parą, a ty zamiast zaprzeczyć zgodnie z prawdą udawałaś, że ich nie słyszysz. Odkąd wróciłaś Jimin nie pojawił się w szkole. Dzień Bitwy Tanecznej nadszedł nieubłaganie.

- Yuki! - zawołał cię Hoseok tuż po skończeniu swojego występu. Teraz nadeszła twoja kolej, więc stałaś na samym początku kolejki zebranej za sceną tuż po tobie miał wystąpić Jimin, który jeszcze nie przyszedł. Trenerka niepokoiła się,  że chłopak się spóźni lub w ogóle nie przyjdzie i  zostanie zdyskwalifikowany. Odwróciłaś się w stronę Hoseoka, który wtulił się w ciebie i życzył ci powodzenia po czym skierował się w stronę miejsc dla publiczności. Gdy tylko twój przyjaciel cię opuścił podszedł do ciebie Jimin.
- Połamania nóg. Dosłownie.
- A teraz swoje umiejętności taneczne zaprezentuje nam Lee Yuki!
Starając się opanować drżenie nóg stanęłaś na samym środku sceny i zaczęłaś błądzić wzrokiem po publiczności. Zaczęłaś się stresować nigdzie nie mogąc odnaleźć Hoseoka ale gdy puszczono muzykę wasze spojrzenia się skrzyżowały. Posłał ci krzepiący uśmiech i pokazał ci uniesioną pięść poruszając ustami w takt słowa "Hwaiting!". Odwzajemniłaś uśmiech przykazując sobie,  że musisz pokazać 110% swoich umiejętności. Układ pamiętałaś doskonale, więc powtórzenie go tak samo jak na treningach nie było dla ciebie wielką trudnością. Tańcząc nareszcie czułaś, że żyjesz. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że pod koniec choreografii spojrzałaś na jury wybijając się z rytmu. Zapomniałaś trzech ostatnich kroków co zakończyło się improwizacją i niestety bolesnym upadkiem na niedawno złamaną nogę. Nie zraniłaś się zbyt poważnie jednakże wiedziałaś, że teraz nie będziesz miała już szans na wygranie treningów z nauczycielem ze Stanów Zjednoczonych. W oczach Hoseoka dostrzegłaś jednak nadzieję, a po jego uśmiechu zorientowałaś się,  że nawet w najmniejszym stopniu zły, że zaprzepaściłaś tyle godzin waszych wspólnych treningów.

- Cześć. Wszystko w porządku? - zapytał Hoseok, który wszedł za tobą na dach budynku i zastał cię zapłakaną siedzącą na samym jego skraju.
- Gratuluję wygranej. - powiedziałaś starając się uśmiechnąć do chłopaka i otarłaś łzy spływające ci oo policzkach.
- Oj, nie przejmuj się.  - pocieszył cię zamykając cię w uścisku.
- Zawaliłam sprawę. - stwierdziłaś płaczliwym tonem, a kolejne łzy spłynęły po twoich policzkach mocząc mu podkoszulek.
- Niczego nie zawaliłaś. Jestem z ciebie dumny. - zarzekał się patrząc ci w oczy. Dostrzegłaś w nich dumę z dobrze wykonanej pracy.
- Zapomniałam kroków.- przypomniałaś mu.
- Bo się rozkojarzyłaś. Cieszę się, że gdy ja tańczyłem nie siedziałaś na trybunach. Nie dałbym radę zatańczyć. Yuki?
- Tak? -  zapytałaś odsuwając się od chłopaka, żeby móc mu spojrzeć w twarz.
- Kocham cię. - szepnął i pocałował cię długo i słodko.
- Ja ciebie też. - powiedziałaś czując, że przy Hoseoku będziesz mogła zapomnieć o wszystkich problemach.

Tymczasem Jimin, o którym chyba wszyscy zapomnieli kończył pisać trzy słowa na idealnie białej karteczce. Szukał perfekcyjnego odcienia bieli już od wielu dni. Gdy dowiedział się,  że jego ukochana jest jego siostrą nie miał już dłużej sił. Dodatkowo wkrótce po szkole rozeszły się wieści, że spotyka się z jakimś genialnym tancerzem. A to wszystko przez niego. Przez Jimina, który zepchnął własną miłość ze schodów tylko po to, żeby nie wygrała konkursu. Od tego dnia chłopak przykładał się do tańca jeszcze bardziej.  Przestało mu już to sprawdzać przyjemność. Stało się dla niego obowiązkiem. Gdy dowiedział się,  że przegrał w dodatku z nowym chłopakiem swojej ukochanej stracił sens życia. Kolejny raz. Po co miał żyć?
Jimin napisał na karteczce jedynie trzy słowa, które na zawsze pozostaną w sercu ich adresatki:
Kocham Cię, Yuki

One wystarczą. Poszedł do łazienki i przeciął nożem główne żyły w nadgarstku. Zakrwawionym nożem narysował na śnieżnobiałej karteczce serduszko. Położył się na posadzce układając sobie liścik na klatce piersiowej w okolicach serca po czym przeciął żyły drugiego nadgarstka. Chciał, żeby kartka pozostała perfekcyjnie biała, bo taki był ulubiony kolor jego ukochanej. Jego faworyt - krwista czerwień idealnie odznaczał się na liściku. Jimin przymknął oczy i nie zważając na ból czekał aż śmierć nadejdzie. Niedługo po tym jego klatka piersiowa przestała się unosić, a liścik ułożony na sercu zanurzył się w krwi  rozlanej na płytkach.
Nawet jego ostatnia wola nie została spełniona.
__________________

Mam nadzieję,  że spodobało się Wam i Hug Monster.
To była już ostatnia część tego rozdziałowca.
Czekam na opinie i komentarze.
Taeyeon ♥

9 komentarzy:

  1. Ooo, bosze! Mowilam ze cie kocham? To mowie ze cie kocham! Nawet nie wiesz jak mi sie podoba! Ja chce jeszcze, pierdole zamawiam kolejne! Moglabym sie doczepic do dwoch, trzech odmian, ale mam to w dupie. To jest za cudowne. Dostalam weny. Posciele lozeczko, tableci i piszemy. No okey. Ta koncowka, kurwa cudowna! Zajebista! Aww. Awww. Ide fapac.
    No okey. Musialam stanac w polowie, bo leki. I zżerała mnie ta ciekawosc no! Hehe.
    Pozdrawiam i zycze wany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz (piszesz) mi to zawsze gdy napiszę coś dla Ciebie. Albo na GG często to piszesz. Cieszę się. Boże, moja kolejna ma już ponad 10 zamówień! Kiedy ja się będę uczyć? Do czego? Dziękuję. Widzisz? Natchnęłam cię. Mi jedyne co się tu podoba to właśnie końcówka.
      Ciekawość o co?
      Też życzę weny :)

      Usuń
  2. ooo super ;D z chęcią przeczytam poprzednie; D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Miło to słyszeć *czytać xD*

      Usuń
  3. K O C H A M C I E❤❤❤ Sprawiłaś ponownie że zmieniałam swój stan skupienia z kłębka przekleństw i miotania piorunów w Jimina,przez galaretkę,na smutną masę która zawinęła sie w kołdrę leży jak naleśnik pisząc tego koma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 Haha - taki był mój zamiar. Cieszę się, że ten scenariusz wzbudza tyle skrajnych emocji ;) Mi w nim podoba się jedynie końcówka. Pisałam ją gdy było mi zimno, padał deszcz i w ogóle pogoda gdy nachodzą mnie pomysły na smutne zakończenia :)

      Usuń
  4. O kurwa *nie, nie mogłam się powstrzymać xd* To było zajebiste! Moje serce zaczęło bić szybciej!
    aish...biedny Jimin :"( Tak bardzo mi go szkoda :( Naprawdę musiałaś go uśmiercać? ;^; Ja chcę więcej! Już nie mogę doczekać się kolejnych twoich prac x.x
    Życzę weny cukierku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję~ <3
      Tak. Musiałam go zabić xD Inaczej bym sobie tego nie wybaczyła ;D
      Ej, ale ja myślałam, że Ty żartujesz z tym zamówieniem na kazirodztwo! A dzisiaj patrzę w komentarze i serio zamówiłaś sobie scenariusz z kazirodztwem! *Wiem, że powtarzam wyrazy xD* No ja nie mogę... Ale co tam... Moja główka również ma wiele chorych pomysłów, więc nie będzie problemów z napisaniem tego.
      No... Może będzie jeden. Bo mądrze zaznaczyłaś, że ma być "happy end", a ja nie umiem pisać happy endów! :'(
      Pozdrawiam i również życzę weny :)

      Usuń
    2. Hah xD Ja po prostu lubię lud zaginać, więc dałam takie zamówienie xD Wiesz, następny będzie harem wymagany, więc pozdrawiam xD
      Nie lubię bad end'ów, ok? Ok xD Lubię dawać trudne wyzwania ^^ Ale nie martw się! Niedługo będziesz mogła mi się odpłacić pięknym za nadobne, bo jak tylko opublikuję nowy scenariusz to otwieram kolejkę x3

      Usuń

Google+ Followers