czwartek, 3 września 2015

It was worth it

Hejka :)
Krótkie ogłoszenie - mimo, że podczas tych 10 miesięcy będzie mnie tu mniej to mimo wszystko będę. I nadal będą się pojawiać posty mimo, że mogą być rzadsze i odrobinę krótsze. A wszystkie zamówienia postaram się zrealizować jak najszybciej. Koniec.
Muszę się przyznać, że nie mam pojęcia co to angst, ale skoro fluff to takie sweet i coś w ten deseń to angst to jakiś dramat, no nie? Favory, jeśli nie zgadłam co to ten angst to przepraszam tysiąc razy. Dzisiaj Taemin dla Favory, bo Hoshi się niecierpliwiła. Dziwne wytłumaczenie xD
Miłego czytania ^^

Było warto | one shot | Taemin | SHINee | zamówienie dla Favory | 1.987 słów

~Julia
Noc. Gwiazdy jasno lśniły na niebie, rzucając na ziemię przed tobą złowrogie cienie. Księżyc właśnie został zasłonięty przez drzewa. W dodatku zrobiło się zimno, no i w ogóle wytworzyła się atmosfera jak z horroru.
Wracałaś właśnie z kina, prawie biegnąc przez park, aby nie zapadły egipskie ciemności, nim dojdziesz do swojego mieszkania. Nagle dostrzegłaś czyjąś majaczącą postać, która bezszelestnie pojawiła się na horyzoncie. Przyspieszyła kroku, również cię dostrzegając.
"I co mam teraz zrobić? I co mam teraz zrobić? I co mam teraz..." Po głowie chodziło ci tylko to jedno zdanie, a mimo to nie potrafiłaś znaleźć na nie odpowiedzi. Postanowiłaś przejść koło tego faceta, (bo byłaś w stu procentach pewna, że to facet) tak jak gdyby nigdy nic. "Idź spokojnie. Oddychaj. Nie patrz na tego kolesia. Nie myśl o tym, że może być mordercą." Ale, oczywiście, w tym momencie o tym pomyślałaś. Mężczyzna był już w odległości zaledwie kilku kroków od ciebie. Szybko go minęłaś, ciesząc się w myślach, że cię nie zaczepił, ale chyba sobie to wykrakałaś, bo sekundę potem jego palce zacisnęły się na twoim nadgarstku.
- Puszczaj mnie! - krzyknęłaś żałośnie, próbując się wyrwać facetowi.
- Nie - odpowiedział ci jakiś zachrypnięty głos i mężczyzna przyciągnął cię do siebie i pocałował. Odpychałaś go, ile miałaś sił, ale on był silniejszy, a w dodatku oparł cię plecami o drzewo. Gdy pogłębił pocałunek, z całej siły kopnęłaś go w piszczel, na co pisnął jak mała dziewczynka i odrobinę się odsunął.
- Co ty robisz!? - zapytał oburzony. Wtedy po głosie poznałaś, że był to...
- Minnie! - wykrzyknęłaś z ulgą, wieszając się chłopakowi na szyi i wtuliłaś twarz w jego podkoszulek.
Staliście tak chwilę, po czym uniosłaś głowę w jego kierunku. Chłopak pochylił się, żeby cię pocałować, a jego włosy zaczęły łaskotać cię w czoło. Poczekałaś, aż przybliży się tak, aby wasze usta dzieliło zaledwie kilka milimetrów i z całej siły uderzyłaś go w policzek.
- Aua! - krzyknął Taemin, odskakując od ciebie,  żeby ponownie nie oberwać. - Co ty wyprawiasz!?
- Ty skończony idioto! - krzyknęłaś, oskarżycielsko celując palcem w jego klatkę piersiową i z każdym kolejnym słowem podchodząc bliżej, na co on odsuwał się o krok. - Myślałam, że to jakiś morderca! Że nigdy więcej cię nie zobaczę, ty choler... - Zamknął ci usta pocałunkiem, obejmując cię ramionami w talii i przyciągając jak najbliżej siebie.
- Przepraszam? - zapytał po chwili, gdy go odepchnęłaś.
- Ygh! - warknęłaś, wznosząc ramiona ku niebu i szybko ruszyłaś w stronę domu. Taemin westchnął przeciągle, doganiając cię i zagrodził ci drogę.
- Przepraszam - powiedział z prawdziwą (albo dobrze udawaną) skruchą w głosie i spojrzał na ciebie proszącymi oczami szczeniaczka.
- Co tu robisz? - warknęłaś,  a on uśmiechnął się, leciutko unosząc kąciki ust, bo był pewien, że mu wybaczyłaś.
- Poszedłem do twojego domu,  ale cię nie było, więc wróciłem.
- Co ode mnie chciałeś w nocy? - zapytałaś zaciekawiona i zdenerwowana jednocześnie.
- No wiesz... - zaczął i uśmiechnął się jak skończony zboczeniec, co było dość jednoznaczną odpowiedzią.
- Chcesz oberwać w drugi policzek? - warknęłaś, wymijając Taemina i przyspieszając kroku. Chłopak zrównał się z tobą i objął cię ramieniem.
- Mogę u ciebie zostać na noc?
- Bo co!?
- Nie każesz mi chyba wracać po ciemku trzy kilometry!? - zapytał chłopak z udawanym przerażeniem w głosie.
- Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej,  zboczeńcu - warknęłaś.
- Pro~szę! - poprosił Taemin, przeciągając sylaby i popatrzył na ciebie błagalnym wzrokiem.
- Ugh, no dobra - zgodziłaś się i gdy zobaczyłaś, jak chłopak uśmiecha się pod nosem, dodałaś. - Śpisz na kanapie.
- Co!? - Taemin westchnął przeciągle i powlókł się za tobą w ślimaczym tempie, jak ktoś, kto idzie na własną egzekucję.

Siedziałaś właśnie na kanapie i przeglądałaś jakiś magazyn, który ani trochę cię nie zainteresował. Wtedy ciszę przerwał twój dzwonek telefonu.
- Czego? - warknęłaś w stronę słuchawki.
- Przyjdziesz za dziesięć minut do parku? - zapytał Taemin.
- Bo co?
- Nie musisz od razu na mnie warczeć.
- A ty nie musisz mi tego od razu wypominać.
- Jesteś wredna.
- I dobrze mi z tym.
- Kocham cię.
- A ja ciebie nie - ponownie warknęłaś, na co się zaśmiał.
- I kocham cię właśnie za to - stwierdził chłopak gdy już przestał się śmiać.
- Za co?  - zapytałaś, nie wiedząc, o co chodzi chłopakowi.
- Za nic. Po prostu cię kocham - westchnął Taemin i chyba się rozmarzył, bo kolejne zdanie powiedział po tak długiej przerwie,  że myślałaś, że się rozłączył. - To będziesz?
- Nie.
- Wiedziałem, że się zgodzisz - roześmiał chłopak. - Czekam przy stawie. Pa.
"Idiota." - pomyślałaś, ale poderwałaś się z kanapy, chwyciłaś kurtkę i pobiegłaś do parku. Mimo, że Taemin był denerwujący, namolny, zbyt uprzejmy i jego wady mogłabyś wymieniać do soboty, był jedyną osobą, która starała cię zrozumieć. Tak. To prawda,  że byłaś wredna, ale jemu nie przeszkadzało to nawet w najmniejszym stopniu. A te jego oczy...

- Taemin? - rzuciłaś w przestrzeń, gdy podeszłaś do stawu, a nikogo przy nim nie było. 
Cisza. Czy on sobie żarty robił? To ty musiałaś opuścić swoją wygodną kanapę, po to, żeby tu przyjść, a jego nawet tu nie było? Podejrzane. Bardzo podejrzane...
Wyjęłaś komórkę z kieszeni i wybrałaś numer chłopaka. Wtem ciszę przerwał dzwonek telefonu Taemina.
- Minnie? - ponownie rzuciłaś w przestrzeń, ale i tym razem nikt ci nie odpowiedział. 
Ruszyłaś brzegiem stawu, kierując się coraz głośniejszą piosenką. Gdy byłaś na drugim brzegu, potknęłaś się na czym, ale mimo wszystko zachowałaś równowagę. Obróciłaś głowę w tamtą stronę, szukając wzrokiem tego czegoś, przez co nieomal się wywróciłaś.
Tylko, że to nie było coś.
- Taemin! - krzyknęłaś w stronę chłopaka, który leżał bez ruchu na ziemi w kałuży krwi wypływającej z głębokiej rany na jego głowie i przyklękłaś koło niego. Miał cały zakrwawiony podkoszulek, na którym plama rosła z każdą sekundą. - Minnie, skarbie, obudź się! - powiedziałaś rozpaczliwie, próbując obudzić Taemina, który pewnie już opuścił ten świat. 
Zdjęłaś koszulę, podarłaś ją na kawałki i zrobiłaś mu prowizoryczne opatrunki. Ale kałuża krwi nadal rosła. - Taemin, błagam! - krzyknęłaś, a łzy pociekły po twoich policzkach. - Nie możesz odejść! Nie poradzę sobie bez ciebie... Kocham cię - wyszeptałaś, opierając głowę na klatce piersiowej chłopaka. Szybko oprzytomniałaś i zaczęłaś wybierać numer telefonu na pogotowie.
- Julia? - usłyszałaś ledwie słyszalny szept i jak oparzona podskoczyłaś do chłopaka.
- Taemin, ty żyjesz! - powiedziałaś, czując tak wielką ulgę, że rozpłakałaś się jeszcze bardziej.
- Nie płacz! Proszę!  - wyszeptał chłopak, powoli otwierając oczy i spróbował podnieść dłoń, ale tylko jęknął z bólu. 
Uświadomiłaś sobie,  że mimo, iż Taemin żyje, po wielkości kałuży krwi można było stwierdzić,  że jest ciężko ranny. Szybko zadzwoniłaś na pogotowie i podałaś wszystkie potrzebne informacje mocno ściskając za dłoń chłopaka, który coraz ciężej oddychał.
- Julia? - zapytał Taemin tak cicho, że musiałaś zbliżyć twarz do jego twarzy, żeby cokolwiek usłyszeć i poprosiłaś go, aby powtórzył. - Pamiętaj, że cię kocham - wyszeptał słabnącym tonem, a jego nacisk na twojej dłoni stracił na sile.
- Też cię kocham - szepnęłaś, a w oddali rozległ się dźwięk ambulansu.
Tylko, że teraz byłaś już pewna, że nie zdąży.
- Kocham cię - powtórzył chłopak, a jego dłoń opadła bezwładnie w twojej.
- Taemin!!! - wrzasnęłaś rozpaczliwie, unosząc głowę w stronę nieba.
Straciłaś Taemina. Nie. Straciłaś sens życia.
A w dodatku ojca twojego nienarodzonego dziecka, o którym nawet nie wiedział. Ale w dowie się w niebie.

~Taemin
Odłączyłem się pierwszy, bo byłem pewny, że przyjdzie. Mimo, że w życiu tego nie powiedziała, wiedziałem, że jestem dla niej kimś ważnym. Kimś dużo ważniejszym niż przyjaciel. To prawda, że była wredna, no i w ogóle taka "nienawidząca świata", ale dla mnie to nie był problem. Gdy się kogoś kocha, akceptuje się go takiego, jakim jest.
Nerwowo wygładziłem koc piknikowy i chyba setny raz z rzędu sprawdziłem, czy na pewno mam w kieszeni pudełko z pierścionkiem zaręczynowym. Nosiłem go tam prawie przez całe lato, szukając w sobie odwagi, aby w końcu się jej oświadczyć. I kilka razy sięgałem po niego pewny, że to odpowiedni moment, ale albo ktoś nam przeszkadzał, albo do nas dzwonił. 
Został zaledwie tydzień do końca wakacji, a ja nadal nie byłem w stanie tego zrobić. Do dzisiaj kiedy to zrozumiałem, że jeśli się jej nie oświadczę przed końcem wakacji, ona wyjedzie do pracy, a ja będę musiał tu zostać.
Ułożyłem głowę na kocu i spojrzałem na przejrzyste niebo. Idealny dzień. Julia zostanie moją żoną, jeśli tylko się zgodzi, a jeśli nie... Nie. Życie nie jest od tego, żeby myśleć pesymistycznie. Jeśli się zgodzi, moje życie już na zawsze będzie idealne. Moje rozmyślania przerwał dźwięk przychodzącego SMSa. Poderwałem się z koca i zobaczyłem "Zaraz będę." Szybko kolejny raz wygładziłem koc, przestawiłem kosz, sprawdziłem, czy w kieszeni nadal był pierścionek (był) i zmierzyłem swoje dzieło krytycznym wzrokiem. Było w miarę w porządku. Rzuciłem okiem, czy w pobliżu nie rosną kwiaty i ujrzałem kilka moim zdaniem bardzo ładnych tuż przy urwisku wzgórza nad stawem. Podszedłem do nich i schyliłem sięm aby je zerwać, a wtedy nagle ziemia pode mną się zarwała. Pamiętałem tylko momentm gdy uderzyłem głową w skałę i spadałem w dół. Chyba straciłem przytomność.

- Taemin, błagam! Nie możesz odejść! Nie poradzę sobie bez ciebie! - usłyszałem jakby przytłumiony głos. Powoli wracała mi przytomnośćm czułem rozdzierający ból w głowie, nodze, żebrach i klatce piersiowej. Do kogo należał ten głos, który nie pozwolił mi odejść?  Czy istniał w ogóle ktoś dla kogo byłem ważny? A kto dla mnie był ważny? Julia.
- Kocham cię - usłyszałem szept i tym razem byłem już w stu procentach pewien, że to moja ukochana. 
Poczułem odrobinę ulgi, ale wtedy ból w klatce piersiowej się nasilił tak bardzo,  że nawet nie mogłem złapać powietrza, aby krzyknąć z bólu. Nacisk trwał zaledwie kilka sekund, ale i tak był to najgorszy ból, jakiego w życiu doświadczyłem. Po tym tylko marzyłem o tym, żeby już umrzeć, ale Julia była ważniejsza niż marzenia. Musiałem przeżyć. Dla niej.
Gdy ból minął, uchyliłem powieki i ujrzałem zapłakaną twarz mojego aniołka. Nie potrafiłem znieść myśli, że płacze przeze mnie.
- Julia? - zapytałem, jak najgłośniej mogłem,  ale płuca odmawiały mi posłuszeństwa, więc wyszło mi to tak cicho,  że sam ledwie to usłyszałem. Ale ona podskoczyła do mnie momentalnie.
- Ty żyjesz! - wykrzyknęła, a potem się rozpłakała. Chwila. To ona chciała, żebym nie żył? Jeśli tak, to chyba się nie rozczarujesz, skarbie.
- Nie płacz! Proszę!  - wyszeptałem i uniosłem dłoń, aby otrzeć jej łzy tak, jak robiłem to już przez tyle lat, ale tym razem nie poradziłem sobie i tylko jęknąłem z bólu. Ile miałem ran? Jak strasznie musiałem wyglądać? I dlaczego ten idealny dzień nie jest idealnym dniem?
Julia chwyciła mnie za dłoń, a ja kurczowo się jej trzymałem, jakby była pomostem między życiem, a śmiercią. Uśmiechała się do mnie sztucznie, roniąc przy tym tak dużo łez, że mi też zakręciły się w oczach i zadzwoniła na pogotowie. Po co? Nie mam pojęcia. I tak nie zdążą. Dlaczego ja, optymista z zamiłowania, myślałem wtedy pesymistycznie?
- Julia? - zapytałem, czując, że zostało mi już niewiele czasu. Mój oddech słabł, a ja nie byłem w stanie nic na to poradzić.
Z prochu powstałeś i w proch się przemienisz.
Chyba powiedziałem to za cicho, bo nie dosłyszała i nachyliła twarz do mojej twarzy. Chrapliwie chwyciłem oddech, próbując wypowiedzieć najważniejsze słowa.
- Pamiętaj, że cię kocham - wyszeptałem, czując, że mój głos coraz bardziej słabnie i rozluźniłem uścisk na jej dłoni. Umierałem. I nieważne czy będę się jej trzymać, czy nie. I tak zginę.
- Też cię kocham - szepnęła tak smutnym tonem , że poczułem się, jakby serce pękło mi na kawałeczki. 
W oddali rozległ się odgłos karetki na sygnale. Po nadziei gasnącej w jej oczach zrozumiałem, że wiedziała to samo co ja. Nie zdążą.
- Kocham cię - powtórzyłem, nie mogąc zaczerpnąć już nawet mizernego oddechu.
Mam tylko nadzieję, że kiedyś policjanci oddadzą jej pierścionek zaręczynowy. Było warto.
♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥

Mimo, że trochę krótkie i pokręcone to nadal mam nadzieję,  że się spodoba.
Jeszcze jedna informacja - na razie napiszę tylko one shoty, na rozdziałowce troszkę jeszcze poczekajcie. Pierwszy, który postaram się tu umieścić będzie "Anioł Stróż 7", ale nie wiem kiedy go dodam.
Przepraszam za błędy, bo nie miałam ich jak sprawdzić.
Czekam na opinie i komentarze ♥
Teayeon ★

2 komentarze:

  1. O matko
    Nie wiem co powiedzieć. Takie smutne a zarazem słodkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ♥
      Osobiście, to uważam to opowiadanie za niewypał, więc zdziwił mnie tak pozytywny komentarz :")

      Usuń

Google+ Followers