wtorek, 10 listopada 2015

It's just a nightmare... Right? ep.1

Hejka :)
No więc miał być "halloweenowy specjał", ale go nie było, ponieważ dowiedziałam się o tym, że niedługo omawiamy 'Krzyżaków" i się wzięłam za czytanie. Potem miałam zamiar napisać specjał na urodziny Krisa, ale nic z tego, bo nie wyrobiłam się. Więc połączyłam oba te pomysły trochę je modyfikując, aby nie było za straszne i tak powstało to opowiadanie z Krisem.
Miłego czytania :)                  

Najlepsi przyjaciele 


Stałam przy wielkim oknie, wyglądającym wprost na ruchliwą ulicę i bez emocji patrzyłam na wręcz majestatyczny zachód słońca. Cały mój pokój był skąpany w tajemniczym blasku, który nadawał meblom pomarańczowy połysk. Gdy słońce przesłonił jeden z wielu biurowców w okolicy, poświata stała się intensywniejsza, a ja oparłam łokcie na parapecie i ukryłam twarz w dłoniach, wdychając woń lawendowego płynu do płukania ubrań. Po upływie kilku minut usłyszałam nieśmiałe pukanie do drzwi i czyjś stłumiony głos pytający czy może wejść. Osoba, której nie udzieliłam odpowiedzi otworzyła drzwi i weszła do mojego pokoju, będąc pierwszym od wielu dni człowiekiem, którego tam wpuściłam. Nawet nie odwróciłam się, żeby sprawdzić kto to jest, bo miałam silne przeczucie, że właśnie weszła najbardziej niepożądana w tej chwili osoba. Wzdrygnęłam się lekko, czując czyjąś dłoń na swoich plecach i już wiedziałam, że się nie pomyliłam w swoich domysłach.
- Odwiedź ich. - powiedział po prostu, ale moją jedyną reakcją na jego słowa była pojedyncza łza spływająca po policzku. Przesunął swoją dłoń na moje włosy delikatnie je gładząc, a kolejne łzy znaczyły mokre tory na mojej twarzy.
- Czemu ja? - wydusiłam bardzo zachrypniętym głosem. W sumie to było normalne, ponieważ były to pierwsze słowa jakie wypowiedziałam w tym tygodniu.
- N-nie wiem. - wydukał głosem świadczącym o tym, że jemu również zbierało się na płacz.
Czy wolałabym, żeby mnie pocieszył? Żeby obiecał, że wszystko będzie w porządku? Nie. Nie chciałam słyszeć nawet najpiękniejszych kłamstw mówiących o tym, że wszystko się ułoży. Ja wolałam zwykłe "nie wiem".
- Dlaczego oni zginęli, a ja przeżyłam? Czemu nie mogliśmy umrzeć wspólnie, tak, żeby któreś z nas nie musiało żyć z wyrzutami sumienia, że mogło temu zapobiec? Dlaczego zostawili mnie samą na tym świecie? Kto tak okrutnie ze mnie zakpił!? - wyrzucałam z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, krztusząc się gorzkimi łzami.
Jego odpowiedź pozostała niezmienna:
- Nie wiem.
Ja też nie wiedziałam.
- A wiesz co jest najgorsze? - zapytałam i nawet nie czekając na jego reakcję odpowiedziałam - Widziałam jak ginęli i nie mogłam im pomóc.
Po tych słowach zapadła cisza od czasu do czasu przerywana moimi szlochami.
- Czym zasłużyłam na ten los? - wychlipałam mając już dość towarzystwa chłopaka. Ledwie łapałam powietrze, nie mogąc się uspokoić choć na chwilę i nagle zaczęłam mieć nieprzemożone wrażenie, że ściany zaczynają się zbliżać. Przed oczami stanęła mi zakrwawiona twarz mamy, tak bardzo pokaleczona, że nigdy bym jej nie rozpoznała. Ale w aucie były tylko trzy osoby: moi rodzice i ja. Pamiętałam wykrzywioną grymasem cierpienia twarz mamy, która mimo to starała się uśmiechnąć do mnie ostatkiem sił i przesyłała mi bezgłośne "Kocham cię." A ja nawet nie zdążyłam odpowiedzieć.
Musiałam wydostać się z tego pokoju. Natychmiastowo.
Odwróciłam się w stronę drzwi, chcąc jak najszybciej wydostać się z pomieszczenia. Natrafiłam udem na kant komody i utraciłam równowagę z piskiem lądując w ramionach stojącego przede mną chłopaka.
- Muszę stąd wyjść. - wychrypiałam, próbując uwolnić się z jego silnego uścisku.
- ____, spokojnie. Spokojnie. - wyszeptał uspokajającym tonem i ciągle powtarzał to słowo, chwytając mnie za dłoń i prowadząc w stronę lustra wiszącego na ścianie tuż przy drzwiach. - Posłuchaj, wiem, że to co się stało jest okropne i mimo, że nawet za dobrze nie znałem twoich rodziców również strasznie mi przykro, że zginęli. Ale z drugiej strony jestem cholernie szczęśliwy, bo stoisz przy mnie zamiast leżeć w trumnie. Wiem, że teraz będzie ci trudno i wiem też, że mówiąc to co chcę powiedzieć zachowam się jak skończony egoista, ale gdybyś ty zginęła moje życie straciłoby sens. Nie będę ci obiecywał, że wszystko się ułoży, bo nie mam pojęcia co się wydarzy w przyszłości, ale wiedz, że zawsze przy tobie będę. I chciałbym,  żebyś ty też przy mnie była. Spójrz. Nadal jesteś sobą. To ty decydujesz o swoim życiu. - gdy zakończył swoją przydługą mowę, która chyba miała na celu zmotywowanie mnie do życia spojrzałam w lustro, przed którym staliśmy. Blada, niemalże anorektycznie chuda dziewiętnastoletnia dziewczyna. Długie za pas, czarne, gęste włosy. Wielkie oczy tego samego koloru otoczone długimi rzęsami. Chłopak miał rację. Jedynym co się zmieniło było to, że teraz miałam oczy niczym słynny model Huang Zitao podkrążone od przepłakanych nocy. Nie mogłam spać po zapadnięciu zmroku. Zbyt bałam się koszmarów, ale tym samym skazywałam się na godziny rozmyślań z milionymi pytań typu "Co by było gdyby..." krążących po mojej głowie. Oprócz tego oraz mokrych od łez rzęs i policzków nic się nie zmieniło.
Czemu więc wraz z odejściem rodziców czułam się obca samej sobie?
Przeniosłam wzrok na obejmującego mnie ramieniem o głowę wyższego ode mnie chłopaka. Patrzyłam z niedowierzaniem na jego oczy otoczone grubymi kreskami eyelinera, które teraz były rozmyte przez łzy spływające po jego policzkach. Przeniosłam wzrok na jego idealnie wystylizowane, przydługie rudawe włosy, które aż błyszczały od lakieru, którym zostały spryskane, a potem na ubrania doskonale odzwierciedlające koncept comebacku SHINee.
- Taemin? - zapytałam gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały. - Nie jesteś na sesji? - spytałam przypominając sobie pełne podekscytowania słowa stylistki mojego zespołu jeszcze przed moim wypadkiem wesoło szczebioczącej o gustownych ubraniach SHINee, które przygotowała specjalnie na tę okazję.
- Nie. - odpowiedział hardo chłopak, ocierając oczy w skutek czego jeszcze bardziej rozmazał eyeliner.
- Dlaczego? - zapytałam, mając niemiłe przeczucie,  że sesja nadal powinna była trwać, a on po prostu stamtąd zwiał.
- Bo jesteś ważniejsza od jakiejś głupiej sesji. - westchnął ciężko i przeczesał palcami przydługie włosy. Kompletnie zaprzepaścił tym czynem czas stylistek poświęcony na stworzenie tej misternej fryzury.
- Tae... - zaczęłam używając zdrobnienia jego imienia i przytuliłam go delikatnie,  aby za bardzo nie pomiąć jego ubrań. Ale on nie zważał na to i przycisnął mnie do swojej klatki piersiowej z całej siły  - Jesteś najlepszy. - dokończyłam i odsunęłam się od chłopaka, słysząc przeciągłe westchnienie kogoś kto dopiero wszedł do mojego pokoju.
- To takie romantyczne. - zachwycał się Choi Minho, swobodnie opierając się o framugę drzwi i patrzył na nas jakby właśnie puszczono najnowszą dramę.
Prawda jest jednak taka, że dobrze wiedział, że między Taeminem, a mną nie było, nie ma i nigdy nie będzie niczego romantycznego. Maknae SHINee był moim najlepszym przyjacielem odkąd rozpoczęłam swoją karierę w SM Entertainment jako trainee. To tylko dzięki niemu nie poddałam się i osiągnęłam to co mam teraz - pozycję liderki w jednym z najbardziej rozpoznawalnych kpopowych zespołów. Wszystko zawdzięczałam jemu. Gdy dowiedziałam się,  że jestem na liście osób, które mają szanse na debiut jeszcze tamtego roku Taemin zadebiutował z SHINee. W skład zespołu wchodzili jego przyjaciele z dzieciństwa, więc zapoznał mnie z nimi. Szczególnie przypadliśmy sobie do gustu z Minho. Szybko został jednym z moich najlepszych przyjaciół,  ale oboje dobrze wiedzieliśmy, że Taemin był dla mnie ważniejszy. Niezliczenie wiele razy dziękowałam Bogu za tak wspaniałych przyjaciół.
- Chciałbyś być na moim miejscu, co? - zapytał Tae, który nawet nie musiał się obracać, żeby mieć pewność,  że to właśnie starszy od niego członek SHINee, z którym uwielbiał się droczyć. Zgodnie się roześmiali i nawet ja podniosłam lekko kąciki ust. Po chwili chłopcy jakby zorientowali się,  że śmianie się podczas gdy ja cierpiałam było nieodpowiednie i zaprzestali tego.
- No jasne, że bym chciał. - odpowiedział wesoło raper i zachował się jak przedszkolak pokazując Taeminowi język. Na ten widok nie mogłam się już powstrzymać i parsknęłam śmiechem ciesząc się,  że mam tak fantastycznych przyjaciół. Chłopcy posłali sobie uśmiechy zadowoleni z tego, że udało się im mnie rozśmieszyć choć trochę.
- Minho, proszę cię powiedz, że nie uciekliście z tej sesji. - poprosiłam rapera patrząc na niego błagalnie. W głębi duszy zaczynałam wierzyć, że jednak fotografowanie chłopaków zakończyło się nad wyraz szybko dzięki jakiemuś cudowi. Zapadła cisza, którą w końcu przerwał Taemin pokasłując znacząco.
- Minho? - zapytałam zdziwiona brakiem reakcji z jego strony na co ten zaprzestał błądzenia wzrokiem po moim pokoju.
- No co? Nie znasz najważniejszej zasady SHINee? - pokręciłaś przecząco głową. - Nie okłamuj swoich przyjaciół. Z tego powodu wolę nic nie mówić, żeby nie kłamać. - powiedział poważnym tonem raper.
- Aha! Czyli gdy pytam się ciebie o to czy dobrze wyglądam nie odpowiadasz, bo wyglądam źle!? - wybuchnął oburzony Taemin i odwrócił się w stronę swojego hyunga. Minho roześmiał się, widząc pokrytą smugami rozmazanego eyelinera twarz młodszego. Szybko jednak opamiętał się, przypominając sobie o tym, że nadal ciężko przeżywam odejście rodziców.
- Przyszliśmy tu obydwaj, ponieważ dostaliśmy dwa ważne zadania od menagera twojego zespołu. - powiedział, a ja nie potrafiłam ukryć smutnej miny, która pojawiła się na mojej twarzy. Myślałam, że przyszli, bo byliśmy przyjaciółmi  - Ale nie tylko dlatego! Przyszliśmy też dlatego,  że nie mogliśmy patrzeć jak nasza najlepsza przyjaciółka cierpi, a poza tym... - maknae SHINee przerwał gdy Minho zgromił go wzrokiem za pakowanie ich w coraz większe kłopoty.
- Dobra. Nieważne. Akurat to z zadaniem miało być tajemnicą, kretynie. - warknął niezbyt przyjaźnie po czym lekko uderzył młodszego w ramię pięścią. "Lekko", ale w mniemaniu Minho co mogłam bez problemu stwierdzić widząc minę Taemina i to jak zatoczył się do tyłu, trzymając się za obolałe miejsce. Jakaś cząstka mnie współczuła nie Taeminowi lecz raperowi, który na pewno zostanie okrzyczany przez menagera gdy tylko stylistka zauważy jakiegokolwiek, choćby najmniejszego siniaka na ciele głównego wokalisty SHINee. - ____, dobrze wiesz o tym, że dopóki nie pójdziesz na grób swoich rodziców będziesz się zadręczać. Poza tym ich pogrzeb odbył się kilka dni temu, a ciebie nawet na nim nie było. Dziewczyny z twojego zespołu panikują, że od żadnej nie odbierasz telefonów ani nie wychodzisz ze swojego pokoju gdy wracają do dormu. Wasz menager zamartwia się czy nie przełożyć grudniowego comebacku, ponieważ boi się,  że nie zdążycie się przygotować. Poza tym nasz ma ochotę zabić całe SHINee, bo ponoć "nie skupiamy się na bardzo ważnych rzeczach, które nam chce przekazać". Całe SM Entertainment stanęło na głowie. Więc owszem dostaliśmy zadanie, żeby przekonać cię do odwiedzenia rodziców,  ale mieliśmy to zrobić po sesji. Czego oczywiście nie zrobiliśmy gdy nadarzyła się okazja, w której mogliśmy mieć pretekst, żeby cię odwiedzić. Pojedziesz z nami na cmentarz? - skończył swój monolog Choi Minho, posyłając Taeminowi zaniepokojone spojrzenie. Najprawdopodobniej wcześniej nie pomyślał o tym, że mogę się nie zgodzić i dopiero teraz na to wpadł.
Nie odpowiedziałam, przeczesując palcami włosy, aby choć trochę doprowadzić je do ładu i zdjęłam z wieszaka pierwszą lepszą kurtkę z kapturem. Twarz chłopaków rozjaśniły delikatne uśmiechy gdy zrozumieli, że mam zamiar z nimi współpracować.
- Chodź. Dzisiaj Minho będzie twoim prywatnym szoferem. - powiedział raper, mówiąc o sobie w trzeciej osobie i obejmując mnie ramieniem. Zamknęłam dorm na klucz, żeby fani nie wdarli się do niego podczas mojej nieobecności i schowałam go pod wycieraczką. Naciągnęłam kaptur i pochyliłam twarz gdy chłopcy prowadzili mnie do samochodu Minho. Raper był już pełnoletni i mógł kierować autem, więc to on prowadził.
Droga na cmentarz minęła nam w komfortowej dla obu stron ciszy. Jedynie gdy wyjeżdżaliśmy spod mieszkania mojego zespołu Taemin zadzwonił do głównej tancerki ****, z którą był blisko z powodu tej samej specjalności i powiadomił dziewczyny gdzie jest klucz. Podczas jazdy samochodem główny tancerz wymyślił "zabawę". Polegała ona na tym, że wybierał sobie jakieś drzewo i wodził za nim wzrokiem dopóki nie zniknęło za horyzontem. Machinalnie robiłam to samo co on i dopiero gdy byliśmy już w okolicach cmentarza Taemin jakby zorientował się co robi. Odwrócił się do mnie ze współczującym uśmiechem.
- Wolisz iść tam - zaznaczył dobitnie słowo ostatnie słowo jakby bał się wypowiedzieć je na głos w mojej obecności. - sama czy chcesz, żebyśmy poszli z tobą? - zapytał młodszy chłopak, podczas gdy raper wyciągał szyję nad kierownicą aby poszukać jakiegoś dogodnego miejsca na parkingu. Po chwili samochód zatrzymał się niedaleko bramy, a ja nadal nie odpowiedziałam Taeminowi.
- Wolałabym, żebyście poszli ze mną. - powiedziałam łamiącym się głosem. - Poza tym nawet nie wiem gdzie oni... No wiesz. - wyjąkałam, nie chcąc używać "mają groby" w odniesieniu do rodziców. To było wręcz nie do pomyślenia, że nie było już na świecie najbliższych mi osób. Kilkanaście dni temu obiecałam im, że do nich wpadnę, a teraz... Nie miałam kogo odwiedzać. Łzy mimowolnie napłynęły mi do oczu, a Taemin wyszedł z samochodu i otworzył przede mną tylne drzwi auta tylko po to, by po chwili mocno mnie przytulić i ukryć twarz w moich włosach. Minho zamknął swój ukochany pojazd i niezbyt delikatnie szarpnął za klamkę, aby upewnić się, że na pewno nikt się do niego nie włamie, po czym zamknął mnie i maknae SHINee w uścisku. Chłopak był tak silny, że pewnie nie musiałby się bardzo wysilać, żeby unieść naszą dwójkę w powietrze.
- Jasne, że z tobą pójdziemy. - zgodził się Minho, nadal trzymając naszą dwójkę w niedźwiedzim uścisku.
- Dobra, Żabolu, a teraz już nas puść, bo nie mogę oddychać. - wysapał Taemin udając, że brakuje mu powietrza. Po chwili raper wypuścił nas i lekko (w mniemaniu samego siebie) trzepnął młodszego w tył głowy, który jęknął cicho i spiorunował go rozeźlonym spojrzeniem.
- Dziękuję. - wyszeptałam, przełykając łzy i pozwoliłam się poprowadzić w stronę bramy cmentarza. Miałam kolejny powód aby dziękować za fantastycznych przyjaciół. Kiedy mieliśmy przekroczyć wejście nagle nasze plany zostały pokrzyżowane. Usłyszałam piski dziewczyn i ujrzałam niemałą grupkę fanek SHINee zbliżającą się do nas z zatrważającą prędkością. Musiały zauważyć Minho i Taemina, którzy bądź co bądź byli bardzo rozpoznawalni i teraz na pewno nie zamierzały tak łatwo odpuścić. Miałam o tyle lepiej od nich, że byłam ubrana w dres i kurtkę z kapturem zasłaniającym twarz. Był to ubiór tak niepasujący do słynnej ____ z ****, że fani, aby mnie rozpoznać musieliby wpaść na mnie i przewrócić tak aby przy okazji spadł mi kaptur.
- Chole*a, śledzili nas. - warknął zdenerwowany Minho i rzucił Taeminowi kluczyki do samochodu, który jeszcze nie został oblężony, popychając go dość brutalnie w jego stronę. Młodszy, choć jeszcze niepełnoletni czym prędzej pobiegł do niego i uruchomił silnik. Wprawnie podjechał autem niemalże pod samą bramę cmentarza, czekając aż Minho wsiądzie do swojego pojazdu.
- Przepraszam. Nie wiedziałem, że nawet tutaj spotkamy fanów. ____, spróbujemy ich zgubić. Będę dzwonił. Grób twoich rodziców jest mniej więcej w środkowej części cmentarza kilka grobów w prawo od kaplicy. Przepraszam. - powtórzył raper i czym prędzej wskoczył na tylne siedzenie samochodu na co Taemin docisnął pedał gazu. Wkrótce na horyzoncie znikał auto starszego i mimo przyciemnianych szyb można było dostrzec jak ten przesiada się na siedzenie pasażera, nie wychodząc z pojazdu. Fanki od razu pobiegły w ich stronę, najwidoczniej ignorując to, że szanse na dogonienie samochodu z dwoma członkami SHINee graniczą z cudem. Tymczasem ja stałam jak wryta w bezruchu obserwując scenę rozgrywającą się przed moimi oczami. Czyli jednak będę musiała sama pójść na... odwiedzić rodziców. - pomyślałam i z lekkim uczuciem zawodu przeszłam przez bramę. Kierując się niezbyt szczegółowymi informacjami co do położenia grobu w miarę szybko dotarłam na tamto miejsce. Łzy kolejny raz napłynęły mi do oczu.
Biały, marmurowy grób.
Niezbyt udane zdjęcia sztucznie uśmiechniętych ludzi, których kochałam.
Mnóstwo zniczy i jeden jedyny bukiet sztucznych kwiatów.
Sentencja "Gdzie skarb Wasz, tam serce Wasze."
Tyle zostało po moich rodzicach.
Dopiero teraz patrząc na daty narodzin i śmierci moich rodziców zrozumiałam, że naprawdę już nigdy ich nie zobaczę. Gdybyśmy chociaż mogli spędzić więcej wspólnych chwil razem. Nie. Kariera zabrała mi najpiękniejsze wspomnienia, które mogłyby mi po nich zostać. Tata już nigdy nie zgniecie mnie w uścisku na powitanie. Mama już nigdy nie zaleje się łzami, widząc jakie sukcesy odnosi jej prawie dorosła już córka. Już nigdy nie przywitają mnie słowami, na które czekałam ze zniecierpliwieniem zawsze gdy miałam chwilę wolnego, aby ich odwiedzić.
Już nigdy nie usłyszę z ich ust tych pięknych słów - "Kocham cię."
Przyklęknęłam przed ich grobem i oparłam głowę o zimny, gładki kamień, zalewając się łzami i modląc się w duchu. Zignorowałam rzucane mi zdegustowane spojrzenia starszych pań zbierających do worków wypalone znicze z pobliskich grobów. Zignorowałam to, że będę miała całe ubłocone spodnie. Zignorowałam to, że ktoś może mnie rozpoznać i zdjęłam kaptur. Dla każdej osoby przechodzącej w pobliżu zapewne wydawało się to oznaką szacunku. Nie. Dla mnie to było coś więcej. Była to chęć przekazania rodzicom, że wolałabym nadal być ich małą córeczką niż gwiazdą. Tego, że może iż tego nie wiedzieli zawsze byli ważniejsi od kariery. Mamo, tato, kocham Was.

Po upływie mniej więcej godziny wypłakałam z siebie cały żal, a mimo to Minho ani Taemin nadal nie zadzwonili. Uniosłam zapłakane, opuchnięte oczy w stronę nagrobka i jedyne co mogłam wykrztusić to "Przepraszam."
Nikt nigdy tego nie powiedział. Nikt nigdy tego nie powie. Ale ja to wiem:
To ja ich zabiłam.

Wyszłam z cmentarza dopiero po tym jak zaczął zapadać zmrok, czyli po około dwóch godzinach czekania na chłopaków przypomniałam sobie, że zostawiłam telefon komórkowy na tylnym siedzeniu samochodu Minho. Nie zostało mi nic innego jak wrócić do dormu pieszo. Racja, mogłam nadal czekać na cmentarzu aż chłopaki w końcu wrócą, ale przecież równie dobrze mogli uznać, że już wróciłam do mieszkania i nie wrócić tu. Wyszłam z cmentarza, kierując się w stronę domu. Pogoda idealnie odpowiadała temu, że jutro miało być Halloween. Powoli robiło się coraz ciemniej i wiał dość silny wiatr. Poza tym ogołocone drzewa wyglądały upiornie, a ich kolorowe liście były porozrzucane nawet po środku jezdni, gdzie nie powinno ich być. Czyli w tłumaczeniu - sceneria niczym z horroru. Mimo to podobało mi się na zewnątrz, bo przez ponad tydzień prawie w ogóle nie wychodziłam ze swojego pokoju, a co dopiero z dormu. Wkrótce weszłam w teren zabudowany i nagle chodzenie po zmroku przestało mi się podobać. Sama nie wiem czemu. Może dlatego, że usłyszałam kroki nie dalej niż sto metrów za sobą?

Na dzisiaj tyle :)
Wkrótce powinien pojawić się kolejny rozdział lub coś innego ^^
Mam nadzieję, że się spodobało
Czekam na opinie i komentarze
(Komentarz nic Was nie kosztuje, a nawet nie wiecie jak mnie zmotywuje do szybszego pisania, bo wtedy wiem, że ktoś to czyta. Ewentualnie wiem co się Wam podoba, co nie, co muszę poprawić itp. :)
Taeyeon <3

6 komentarzy:

  1. Tem scenariusz był niczego sobie, z resztą jak każdy na tym blogu ^^ Ciekawie to wszystko połączyłaś :D Chociaż jakoś przez twoje słowa byłam tutaj nastawiona na Krisa, a nie na SHINee xD Ona musi być z Taeminem *-* Ja tu innego pairingu nie widzę xD Chociaż w sumie zastanawiam się, czy przypadkiem nie wymyśliłaś jeszcze czegoś innego xD
    Czekam na więcej z niecierpliwością! <3 Ten scenariusz kryje w sobie wiele tajemnic, więc na pewno go przeczytam, gdy wyjdą następne części ^^
    Weny i czasu kochana! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :) No widzisz jak umiem mylić ludzi xD? Wymyśliłam coś jeszcze innego to dobre określenie :D Cieszę się, że Ci się spodobało :)
      Czasu nawet trochę mam, ale weny nie, bo mało osób komentuje i nie wiem czy się Wam podoba to opowiadanie czy nie.
      Postaram się napisać dla Was coś w tym tygodniu i wtedy doradzę się Was względem tego opowiadania. Prosiłam o radę już kilka osób i mają one zgodne zdanie, ale jeszcze wolę to skonsultować z Wami :)
      Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  2. Nie mam słów już moge ci powiedzieć że to jest genialne, a ja jestem dość wybredną osobą do wszystkie. To ma w sobie coś takiego, niesamowitego.
    Weny maleństwo. Pisz dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O~ Witam nową osóbkę na moim blogu ♥ Mam nadzieję, że moje inne prace również Ci się spodobają.
      Dziękuję za komentarz ♥

      Usuń
  3. Ciekawie się zaczyna ^^ choć smutny klimat to ciekawi mnie jego dalsze części, bo będą prawda? Ciekawi mnie ta sprawa z którą przyjechali chłopcy i wydaje mi się że któryś z nich kocha głowną bohaterkę :* weny kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować swój pomysł i dokończyć to opowiadanie ;)
      Dziękuję za miłe słowa <3
      Pozdrawiam ^^

      Usuń

Google+ Followers