środa, 26 lipca 2017

From other fairy tail #2

Hejka :)
Ten moment, kiedy nie masz pojęcia, co napisać w adnotacji *mina dramatycznej wiewiórki* 
Hmmm... Zaczęłam ostatnio pisać pewnie opowiadanie, którego dwa rozdziały mam już napisane i gotowe do publikacji, ale najpierw wolę je skończyć w całości, póki mam pomysł i wenę do pisania go XD Teraz mam chwilową przerwę od pisania trzeciego rozdziału, ponieważ muszę pilnować młodszej siostry, ale pewnie zaraz to tego wrócę XD Mam nadzieję, że uda mi się dzisiaj skończyć przynajmniej tę część... 
Miłego czytania

zamówienie dla Fisu | Choi Hansol | Seventeen | Z innej bajki | two shot | 3.646 słów

Wiemy doskonale, że to po prostu czas
Więc czy to źle - wyrzucić ten wers?
Jeśli twoje serce byłoby przepełnione miłością,
Zrezygnowałbyś z niego?
Znaleźć coś prawdziwego, oderwanego od rzeczywistości
Ale nawet gdybyś poznał cały świat,
Odważyłbyś się pozwolić temu odejść?
Bo co dalej, co dalej z Aniołami?
One przyjdą, odejdą, czyniąc nas wyjątkowymi.
Ale to nie o Anioły chodzi.

Birdy - Not about angels


     Ji Ah podniosła się z posadzki po kilku minutach, podczas których pozwoliła sobie na płacz, a powodów ku takiemu zachowaniu miała obecnie nadzwyczajnie sporo. Jakby cały świat sprzymierzył się, by każdą sytuację, która mogłaby ją w jakiś sposób pocieszyć, przemieniać w kolejne przykre doświadczenie. Zagryzła dolną wargę, patrząc z markotną miną na odłamki ostatniego prezentu, jaki ojciec zdążył jej podarować przed odejściem z tego świata, gdy miała sześć lat i z bólem serca przyniosła worek, do którego zaczęła zbierać wszystkie szklane kawałki, które niegdyś, tworząc całość, prezentowały się jako przepiękny delfin. Właśnie tak miała skończyć jej pamiątka po tacie – w koszu na śmieci.
     Nie zaczęła żałować ostrych słów wykrzyczanych do czwórki chłopaków pod wpływem żalu z powodu utraty figurki właśnie z powodu ich lekkomyślności, aż do momentu kiedy uspokoiła się trochę i doszła do wniosku, że rozbicie delfina było również po części jej winą. Ileż to razy przed wyjazdem do Japonii mama ostrzegała ją, aby odłożyła szklaną pamiątkę w jakieś bezpieczniejsze miejsce, a Ji nie rozważyła jej słów nawet przez chwilkę, przekonana, że to idealne miejsce dla prezentu od taty? 
     Po posprzątaniu szkła usiadła na skraju kanapy i rozejrzała się po salonie, który nagle wydał się jej zbyt pusty. Być może nie przyznałaby się do tego otwarcie, bojąc się wyśmiania, ale kiedy mogła pomóc chłopakom i pozwolić im przenocować w domu, zorientowała się, że pierwszy raz od sześciu miesięcy, kiedy to jej mama wyjechała do Japonii, nie czuła się samotna. 
     Min Gyu… Jeżeli miałaby być szczera z samą sobą, to stwierdziłaby, że między innymi z tego powodu zgodziła się zostać jego dziewczyną. Na początku wydawał się on wręcz ideałem – przystojny, inteligentny, zabawny, czuły, ale Ji Ah szybko zdała sobie sprawę z tego, że przy nim czuje się jeszcze bardziej samotna.
     Brunetka zerknęła w stronę okna i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że padał deszcz. Wyciągnęła szyję, aby lepiej widzieć, co działo się na zewnątrz i uświadomiła sobie, że takiej pogody nie można określić mianem ulewy – to było prawdziwe oberwanie chmury. Pomieszczenie, w którym się znajdowała, na króciutką chwilę zostało oświetlone przez niebieskawy blask błyskawicy, ale minęła prawie minuta, zanim usłyszała grzmot, więc wiedziała już, że prawdziwa burza trwa gdzieś w części miasta oddalonej od jej domu.
     Ji Ah poderwała się do pozycji stojącej, po czym pobiegła do przedpokoju i w pośpiechu założyła na siebie bluzę z kapturem. Otworzyła drzwi ostrożnie, mając cichą nadzieję, że osoby, które wczorajszego dnia zgodziła się przenocować, schroniły się przed deszczem pod daszkiem przed jej domem, który może nie należał do tych szczególnie dużych, ale chłopcy przynajmniej mieliby jako-taką ochronę przed przemoczeniem. 
     Dziewczyna była jedną z tych osób, które nie potrafiły długo się gniewać  na kogokolwiek, więc od razu zaczęła odczuwać wyrzuty sumienia z powodu tego, że kazała młodzieńcom wynosić się z jej domu.
     Brunetka wróciła do środka, zamykając za sobą drzwi frontowe, zdjęła z siebie bluzę i po odłożeniu ją na wieszak, skierowała się do swojego pokoju. Tam, jak zawsze, gdy była smutna, miała zamiar odpiąć od plecaka lalki-zawieszki i przysiąść na skraju łóżka, przytulając się do nich w zupełnej ciszy, jednak ze sporym zdziwieniem zdała sobie sprawę, że wszystkie cztery ociekają wodą. Przez chwilę przyglądała się im z miną wyrażającą niezrozumienie dla zaistniałej sytuacji, ale w końcu jedynie cicho westchnęła i przypięła je klamerkami do suszarki na pranie. 
     Chwilę, kiedy zobaczyła je pierwszy raz, pamiętała jak przez mgłę – szczerze mówiąc, nie była pewna, czy zapamiętała ten moment właśnie w taki sposób, czy po prostu opierała swoje wspomnienie na słowach mamy, która wiele razy opowiadała jej tę historię. Dostała maskotki właśnie od rodzicielki – później dowiedziała się, że kobieta własnoręcznie uszyła dla niej ten prezent, kilka miesięcy po tym, jak jej tata umarł. Mama z jakiegoś powodu miała pewność, że zawieszki do plecaka się jej spodobają, więc pierwszym pytaniem, jakie jej wtedy zadała, nie było to, co sądzi na ich temat, tylko jak ma zamiar je nazwać. Małej Ji wymyślenie imion dla pluszaków nie stanowiło większego problemu. Ten z najdłuższymi włosami do razu został Jeong Hanem, ponieważ jego uśmiech skojarzył się brunetce z sąsiadem, który właśnie tak się nazywał. Przyjaźniła się wówczas z dwoma rówieśnikami – jeden z nich był nawet jej kolegą z ławki, którzy pochodzili zza granicy, więc kolejne lalki otrzymały ich imiona – Jun Hui i Ming Hao. Mama zapytała jej wtedy, który z nich się jej najbardziej podoba. Bez najmniejszego zawahania odpowiedziała, że Han Sol i aby udowodnić swoje słowa dała maskotce buziaka w policzek. Jej mama zabrała wtedy całą czwórkę pluszaków i udając powagę, powiedziała im: „Nawet kiedy mnie zabraknie, musicie być przy Ji Ah. Waszym zadaniem jest ją chronić. Jesteście jej rycerzami.” Brunetka zaśmiała się wtedy, a starsza kobieta jej zawtórowała, oddając lalki w ręce swojej sześcioletniej córeczki.

- Nie rozumiem, dlaczego za nami idziesz.
     Po zakończeniu zajęć lekcyjnych Min Gyu czekał na swoją dziewczynę przed salą, w której miała ostatnią lekcję, po czym z uśmiechem zaproponował jej, że odprowadzi ją do domu. Ji Ah trochę zdziwiło jego zachowanie, ponieważ blondyn rzadko kiedy zostawał dłużej po tym, jak klasa, w skład której wchodził, mogła opuścić liceum, tylko po to, by wrócić do domu z nią, ale uznała to za miłą niespodziankę i z chęcią przystała na jego propozycję. Przechodzili właśnie przez bramę oddzielającą teren przy szkole od ulicy, kiedy Min Gyu zorientował się, że tuż za nimi idzie ten sam niski brunet, który w zeszły piątek uszkodził jego szczękę – nadal miał spuchniętą tę część twarzy.
     Słysząc słowa chłopaka, brunetka odwróciła się jak na zawołanie i uśmiechnęła się nieśmiało, widząc Han Sola, który właśnie zrównał z nią krok. Nie widziała żadnego z czwórki chłopaków, od momentu, kiedy w sobotę rano kazała im opuścić jej dom i czuła z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia względem młodzieńców, którzy zapewne przez nią musieli wtedy moknąć w deszczu oraz jej mamy, która obiecała swojej przyjaciółce, że jej synowie będą mogli przenocować u nich, jak długo będą chcieli. Jednak miała nadzieję, że nie są na nią bardzo źli, ponieważ skoro ona zdołała wybaczyć im rozbicie ostatniej pamiątki po ojcu, to oni też mogli zapomnieć o tym, jak niemiło się wtedy zachowała.
- Będę mieć was na oku – stwierdził brunet, który już wcześniej odłączył się od swoich przyjaciół, aby odprowadzić dziewczynę do domu i przeprosić ją w imieniu reszty.
- Nas? – Min Gyu posłał mu nad głową Ji tak mordercze spojrzenie, że gdyby potrafił zamieniać nim ludzi w kamień, to Vernon nie ruszyłby się dalej ani o krok.
- Nie. Ciebie – doprecyzował Han Sol, odpowiadając na niezbyt przyjazny wzrok, który kierował w jego stronę blondyn.
- Kim ty jesteś? Dlaczego nie dasz spokoju Ji? – zapytał wyższy, ignorując swoją dziewczynę, która już otwierała usta, aby jakoś wypowiedzieć się w tej sprawie.
- Nie twój interes – odpowiedział spokojnym tonem Vernon.
- Dlaczego się tak zachowujecie? Chodźmy razem – zaproponowała Ji Ah głosem nieznoszącym sprzeciwu.
     Obaj młodzieńcy westchnęli w tym samym momencie i natychmiast odwrócili się w swoim kierunku z minami mówiącymi „Nie małpuj mnie.” Udało się im przejść wspólnie połowę drogi bez żadnych kłótni chłopaków, ale to głównie z tego powodu, że cała trójka milczała, gdyż Min Gyu i Han Sol z trudem znosili swoje towarzystwo, a Ji nie bardzo wiedziała, na jaki temat mogłaby rozpocząć rozmowę z tą dwójką. Mieli przechodzić właśnie przez przejście dla pieszych, na którym kilka dni temu brunetka upadła, kiedy jej chłopakowi rozdzwonił się telefon. 
     Blondyn już miał zamiar zignorować połączenie, ale wtedy dostrzegł, że osobą, która próbowała się z nim skontaktować był Ji Soo, a jego przyjaciel nigdy nie dzwonił do kogokolwiek, z wyjątkiem tych chwil, gdy uznawał, że sprawa jest ważna. Min Gyu przeprosił Ji, tłumacząc, że jednak nie będzie jej w stanie odprowadzić do domu, po czym cmoknął ją w policzek i zawrócił, idąc w kierunku, z którego nadszedł.
- Co się stało? – zapytał od razu po odebraniu połączenia od Joshuy, ale raczej pytanie to było zbędne, ponieważ starszy natychmiastowo przeszedł do sedna sprawy.
- Kojarzysz tych chłopaków, których kazałeś nam sprawdzić? Miałeś rację, co do nich. Won Woo udał, że się potyka i oblał tego najwyższego wodą – wytłumaczył pokrótce, mówiąc przyciszonym głosem, jakby obawiał się, że ktoś może go podsłuchać.
- Zniknął? – dopytał tak dla pewności blondyn, przyspieszając kroku, aby jak najszybciej spotkać się z chłopakami w parku, gdzie w razie prawidłowego zakończenia ich misji mieli na niego czekać i razem obmyślić, co począć z tak ważną informacją.
- Zniknął – potwierdził Ji Soo, na co Min Gyu podniósł kącik ust, tworząc grymas, który można było odczytać jako smutny uśmiech.

- Naprawdę sądzicie, że jesteście jedynymi rycerzami na świecie? – Min Gyu bez owijania w bawełnę, natychmiast po tym, jak ze swoimi przyjaciółmi odszukał czwórkę nieznajomych chłopaków i podszedł do nich, rozpoczął temat, który go interesował.
- Nie mówisz chyba, że… Wy też nimi jesteście? – wydusił z siebie Jun Hui, podczas gdy THE8, Vernon i Jeong Han zamarli w bezruchu, wpatrując się w stojących przed nimi młodzieńców z nierozumiejącymi sytuacji minami.
- Już nie – zaśmiał się Won Woo, ale Ming Hao od razu zwrócił uwagę na to, że w jego głosie nie było nawet cienia rozbawienia. Brunet zerknął w kierunku Juna, zdając sobie sprawę z tego, że on również wydawał się być zbitym z pantałyku i wzrokiem szukał pomocy u Han Sola.
- Jesteście tacy jak my dawniej. Uważacie, że musicie za wszelką cenę starać się uszczęśliwić Ji Ah, prawda? Powtarzacie sobie, że takie jest wasze zadanie, więc koniecznie chcecie je wykonać, racja? – Jeong Han mimowolnie skinął głową, po usłyszeniu obu pytań i patrząc po przyjaciołach, zauważył, że tylko Vernon nie zareagował w taki sam sposób.
- Wiecie, że pojawiliście się z powodu jej łez rozpaczy. Ale czy zdajecie sobie sprawę również z tego, że znikniecie w momencie, gdy ta uroni łzy szczęścia? – Słowa wypowiedziane przez Won Woo sprawiły, że cała czwórka zmarszczyła brwi i skierowała swój wzrok na niego.
- Znikniemy? Co przez to rozumiesz? – dopytał Han Sol, odzywając się po raz pierwszy od momentu, kiedy tamci podeszli do nich.
- Gdy tylko Ji uroni łzy z radości, wy znikniecie – powtórzył chłopak, a Ji Soo i Min Gyu pokiwali wolno głowami, jakby sądzili, że to sprawi, że zdanie wypowiedziane przez najmłodszego z nich nie zostanie zignorowane.
     Czwórka młodzieńców popatrzyła po sobie z konsternacją – słyszeli o czymś podobnym pierwszy raz podczas swojego pobytu w tym miasteczku, więc mieli prawo czuć strach spowodowany nieprzewidywalnością dalszego przebiegu sytuacji.
- Nie musicie znikać. Jest jeden sposób, by pozostać tutaj tak jak my – wtrącił się Joshua, znosząc na sobie pełne ciekawości spojrzenia Ming Hao i Juna. – Musielibyście zdradzić Ji. Jeśli to zrobicie, zostaniecie ludźmi.
- Ale co się stanie, jeśli odejdziemy? – zapytał najwyższy z opiekunów brunetki, czekając na jakieś bardziej szczegółowe wyjaśnienia, ale Joshua jedynie wzruszył ramionami w odpowiedzi.
- Co się stanie z Ji? – powtórzył THE8 za Jun Huiem, posyłając każdemu ze stojącej przed nim trójki wyczekujące spojrzenia.
- Nigdy więcej jej nie spotkacie.
     Min Gyu najwidoczniej uznał, że rozmowa została zakończona, ponieważ żaden z chłopaków nie odezwał się choćby słowem przez dosyć długą chwilę, więc gestem głowy pokazał on swoim przyjaciołom, aby poszli razem z nim. Han Sol wpatrywał się beznamiętnie w plecy odchodzącego blondyna, ignorując natarczywy wzrok swojej ekipy, która czekała, aż ten powie im, co mają robić. Vernon zdecydował się zapytać o jeszcze jedną kwestię, więc podbiegł do chłopaka Ji Ah i złapał go za ramię, odwracając w swoim kierunku.
- Powiedziałeś, że nigdy więcej jej nie zobaczymy. O co ci chodziło?
- Ciekawi cię to? Więc spróbuj odejść – wtedy przekonasz się, o co mi chodziło – odpowiedział blondyn, wyszarpując rękaw z rąk niższego i posłał mu uśmiech ukazujący kpinę oraz pogardę.
- Odpowiedz – zażądał Han Sol, podnosząc głos na tyle, by nie krzyczeć, ale wywrzeć na Min Gyu reakcję.
- Zginiecie albo wy, albo Ji Ah – odpowiedział, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł w kierunku wyjścia z parku, nie czekając na przyjaciół, którzy wciąż stali przy Vernonie.
- Myślisz, że się różnimy? Że jesteśmy okrutni, bo wybraliśmy własne życie? – zgadł Ji Soo, zakładając ramię na ramię, po czym zerknął w stronę Jeong Hana, Juna i THE8, którzy właśnie podchodzili, aby wesprzeć członka swojej grupy.
- Tak samo jak my, będziecie musieli podjąć decyzję. Ta, którą my wybraliśmy nie była zła – zaznaczył ze zdecydowaniem w głosie Won Woo, dając towarzyszowi znak, aby wracali do Min Gyu.
-  Gdy was spotkałem, uświadomiłem sobie, że bycie człowiekiem to dobra sprawa – stwierdził na odchodnym Joshua, zostawiając stojących w bezruchu chłopaków na samym środku parku. - Prawie bym zapomniał! Wystarczy, że jeden z was odejdzie od Ji, a ona i tak umrze. Ponieważ rycerze są jednością.
- Chyba nie musimy długo myśleć nad decyzją. To oczywiste, że… - zaczął Han Sol, ale widząc miny chłopaków, zrozumiał, że dla nich nie jest to tak oczywiste.
- Zostaniesz przy Ji? – dopytał Ming Hao, sprawiając, że niższy brunet aż otworzył usta z zaskoczenia.
- A co z wami? – zapytał, lustrując twarz każdego z przyjaciół po kolei.
- Vernon… To nie tak, że nie zależy nam na Ji… Ale my nie chcemy umierać.
- Naprawdę bylibyście w stanie ją opuścić? Ja przy niej zostanę. Mam nadzieję, że zrobicie to razem ze mną.
- Wytłumacz nam, dlaczego zawsze musimy słuchać ciebie? Czemu to ty podejmujesz za nas decyzje? Han Sol, my chcemy zostać ludźmi.
- Owszem, Ji umrze, jeśli ją opuścimy, ale… przecież każdy człowiek w końcu umiera, prawda?
- Odszczekaj to, Jun – warknął Han Sol, łapiąc wyższego od siebie młodzieńca za kołnierz koszuli, co dla innych osób w parku musiało wyglądać śmiesznie, ale oni byli śmiertelnie poważni.
- Wygląda na to, że tamten się nie podda – zauważył Won Woo, kierując słowa do Joshuy i obracając się tuż przed bramą wejściową do parku w kierunku opiekunów Ji Ah, którzy wyglądali, jakby zaraz mieli wydrapać sobie wzajemnie oczy.
- Są takie chwile, w których choćbyś starał się ze wszystkich sił i tak to niczego nie zmieni – stwierdził Ji Soo ze smutkiem w głosie, a kiedy odwrócił się zobaczył, że Han Sol opuścił swoich przyjaciół i kierował się ku drugiemu wyjściu z parku. Miał tylko nadzieję, że Vernon nie podda się tak łatwo, jak on to zrobił lata temu.
- Musimy odchodzić? – Jeong Han przerwał ciszę, która przeciągała się w najlepsze po tym, jak Han Sol zostawił ich, mówiąc, że wraca do domu.
- Może Min Gyu jedynie stara się  nas przestraszyć? – Jun Hui przedstawił na głos to, co każdemu z nich przeszło przez myśl już w momencie, gdy blondyn rozpoczął z nimi rozmowę. – Ale jeżeli taka jest prawda, to co naprawdę może się stać, gdybyśmy opuścili Ji?
- Nie myślicie, że w tej sytuacji powinniśmy przejmować się sobą? Rozumiem – Ji  przeprosiła nas za wyrzucenie z domu, wybaczyła rozbicie figurki, pozwoliła nam tam zostać, jak długo  będzie trzeba. Jest dla nas zbyt dobra. Ale ja nie chcę umierać – dokończył prawie szeptem THE8, kręcąc powoli głową, jakby nie chciał nawet przyjąć do wiadomości, że prawdopodobnie będzie musiał opuścić ten świat.
- Żaden z nas nie chce, ale narodziliśmy się, żeby ją chronić.
- Bo jesteśmy jej rycerzami.

     Ming Hao, Jeong Han oraz Jun Hui od razu po przekroczeniu progu domu Ji Ah, odczuli, że atmosfera w nim panująca uległa zmianie. Spojrzeli po sobie, nie mając pewności, czy jest to zmiana na dobre, po czym przeszli przez przedpokój i stanęli jak wryci, z zaskoczeniem patrząc na Vernona przytulającego ich podopieczną. Kiedy tylko brunetka ich dostrzegła nad ramieniem Han Sola, odsunęła się od niego i podbiegła do młodzieńców, prezentując im szeroki uśmiech i wesołe iskierki w oczach.
- Z mamą jest wszystko w porządku – przekazała im, wręcz promieniując radością, a widząc, że nie zrobiło to na chłopakach takiego wrażenia, jakiego by sobie życzyła, dodała: - Wraca po półrocznej nieobecności do Korei! Jutro! – piszczała podekscytowana, po czym ku swojemu zdumieniu zarejestrowała, że cała trójka wymieniła ze sobą ponure spojrzenia i jednocześnie spojrzała na stojącego za nią bruneta, krótko kiwając głowami.
     Vernon odetchnął głęboko, czując z powodu decyzji przyjaciół ulgę, ale tak jak oni, również lekkie ukłucie niepokoju na samą myśl o tym, że rzeczywiście będzie to ostatni raz, kiedy będą mogli opiekować się Ji.

     Dziewczyna obudziła się o świcie, po czym od razu zerknęła na ekran telefonu, aby sprawdzić, która jest godzina. Szybko przygotowała się do wyjścia i opuściła swój pokój, prawie uderzając przy tym drzwiami stojącego przed nim Han Sola. Słyszała stłumione głosy reszty chwilowych lokatorów tego miejsca, co dało jej do zrozumienia, że tamci są już przygotowani do wycieczki na lotnisko – nie miała pojęcia, dlaczego tak kłócili się, by móc z nią pojechać, ale jako że i tak jechała autobusem, a jej mama prawdopodobnie znała chłopaków, uznała, że może ich ze sobą zabrać.
- Muszę ci coś powiedzieć – zaczął Vernon w momencie, kiedy ta już otwierała usta, żeby zapytać go, dlaczego stał przed drzwiami jej pokoju.
- Wiesz, że musimy się śpieszyć. Nie możesz powiedzieć mi tego później? – zapytała Ji ze zniecierpliwieniem, przestępując z nogi na nogę.
- W tym problem, że później mnie tu nie będzie – rzucił Han Sol, starając się mocno, aby jego głos zabrzmiał spokojnie, a dziewczyna nie była w stanie dosłyszeć się w nim smutku.
- Jak to nie będzie cię? Tak nagle wyjeżdżacie? – dopytała zdezorientowana brunetka, przechylając głowę na bok jak małe dziecko, które za bardzo nie rozumie, co się do niego mówi.
- Problem jest w tym, że my… Nie jesteśmy stąd – ciągnął dalej chłopak, nie będąc pewnym, jak powinien wytłumaczyć tę sprawę podopiecznej. „Cześć, jesteśmy twoimi rycerzami. Jak spotkasz się z mamą, to znikniemy… To co, jedziemy?” raczej by się nie sprawdziło.
- Wiem, że nie jesteście stąd – zaśmiała się Ji. – Jesteście z Ilsan, mama mi o tym mówiła.
- Wydaje mi się, że nie zrozumiałaś, co chciałem powiedzieć. Jestem… - zaczął, jednak przerwał, gdyż ku jego zdumieniu, brunetka objęła go ramionami w połowie pleców i wtuliła twarz w jego podkoszulek.
- Lubię cię. Nieważne, kim jesteś. Nieważne, skąd pochodzisz.
     Po kilkunastu sekundach odsunęła się od Vernona, prezentując mu szeroki uśmiech, po czym dołączyła do Jeong Hana, THE8 i Juna, który stali w przedpokoju, najwidoczniej się nudząc, ale kiedy tylko zobaczyli, że Ji zmierza w ich kierunku, ustawili się w równiutkim rządku przed nią.
- Wybierz rękę – powiedział najwyższy z młodzieńców, a brunetka dopiero teraz zdała sobie sprawę, że rzeczywiście trzymał coś za swoimi plecami.
- Prawa – odrzekła bez większego zastanowienia się, na co Ming Hao cicho syknął, a szatyn posłał jej rozbawione spojrzenie.
- Wybierz lewą – wyszeptał konspiracyjnie, mrugając do swojej podopiecznej.
- Więc wybiorę lewą.
- Dobry wybór. Masz. – Jun podał jej średniej wielkości płaskie pudełko przewiązane ozdobną wstążką.
- Co to? – zapytała zaciekawiona Ji, przejmując od niego paczuszkę.
- Nie wiem, znalazłem to na ziemi – rzucił z nutką sarkazmu w głosie Jun Hui, zastanawiając się, czy dziewczyna faktycznie nie zdaje sobie sprawy, że to prezent, czy tylko udaje.
- Jak mogłeś podnieść to z ziemi? Nie wiesz, co to jest – obruszyła się brunetka, chcąc oddać mu z powrotem pudełko, ale mimo, że Jun z chęcią by je przejął, to THE8 ku niezadowoleniu przyjaciela, powstrzymał ją przed zwrotem paczuszki.
- Kupiliśmy to dla ciebie – wytłumaczył, co spowodowało, że Ji aż otworzyła buzię z zaskoczenia.
- Czemu? – zapytała z ciekawością w głosie, ale widząc spojrzenie Juna, z którego wyraźnie wyczytała „Jak nie chcesz, to ja to zabieram”, odłożyła pudełko na szafkę i podziękowała chłopakom.
     Następnie zarządziła ewakuację i sama jako pierwsza opuściła mury swojego domu, a tuż za nią wyszli Ming Hao oraz Jeong Han. Han Sol posłał pytające spojrzenie blondynowi, który oparł się o ścianę obok niego, sugerując, że ma coś do powiedzenia, zanim on również będzie chciał wyjść na zewnątrz.
- Dlaczego powiedziałeś Ji, że wyjeżdżamy?
- Ona nie zdaje sobie sprawy, że znikniemy, a to sprawia, że ta cała sytuacja wydaje się jeszcze bardziej podła. Chciałem, aby pomyślała, że wyjechaliśmy. Na początku sądziłem, że możemy po prostu do niej podejść i powiedzieć prawdę. Dlaczego miałaby nam nie uwierzyć?, myślałem. A potem uświadomiłem sobie, że nie może się dowiedzieć.
     Vernon uśmiechnął się ze smutkiem, dostrzegając idealne odzwierciedlenie swoich emocji w oczach przyjaciela, po czym pokazał mu gestem głowy, że powinni już wyjść i ostatni raz zmierzył spojrzeniem wnętrze domu.

- Musicie już wyjeżdżać? Nie możecie zostać w Korei na dłużej? – zapytała Ji, kiedy razem z czwórką młodzieńców stała przed wejściem do budynku tuż przy lotnisku, ponieważ ci stwierdzili, że będzie lepiej, jeżeli pożegnają się w tym miejscu.
- Mama na pewno za nami tęskni – skłamał z lekkim uśmiechem na ustach Ming Hao, poklepując brunetkę po ramieniu. – Bardzo miło było cię poznać.
- Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale teraz uświadomiłam sobie, że odkąd się zjawiliście, zaczęłam się częściej uśmiechać. Cieszę się, że zatrzymaliście się u mnie – powiedziała zgodnie z prawdą, przenosząc spojrzenie na twarz każdego z opiekunów po kolei.
- Będzie mi ciebie okropnie brakowało – przyznał Jeong Han, podchodząc do Ji i zamykając ją w silnym uścisku. Jun i THE8 nie mogli stać z boku w takiej sytuacji i od razu dołączyli do grupowego przytulenia.
- Żegnaj, Ji – odparł najwyższy z grupy i zdając sobie sprawę, że Han Sol ma jeszcze coś do powiedzenia dziewczynie, pomachał licealistce, wiedząc, że długowłosy i Ming Hao zrobią to samo. I nie pomylił się – cała trójka zaczęła iść chodnikiem, niezbyt się spiesząc, aby Vernon był w stanie ich dogonić.
- Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa – powiedział jedynie brunet, a następnie pochylił się i pocałował Ji w policzek. – Idź już. Nie karz mamie na siebie czekać.
- W jakim miejscu chcielibyście zniknąć? – zapytał THE8, kiedy Han Sol podszedł do nich po odprowadzeniu Ji Ah wzrokiem do momentu, kiedy zniknęła mu z oczu, wchodząc do środku budynku.
- Nie licz na jakiś komentarz w stylu „Gdziekolwiek, gdzie będziemy razem” z mojej strony – zaśmiał się Jun Hui, zaczepnie dźgając Ming Hao palcem w ramię.
- Myślę, że i tak nie zdążymy dotrzeć do jakiegoś ładniejszego miejsca – uznał dosyć rozsądnie Jeong Han, po czym oparł się o barierkę oddzielającą teren przy lotnisku od chodnika, a przyjaciele poszli w jego ślady.
     Nie minęło dziesięć minut, kiedy osoby przechodzące w pobliżu wytrzeszczyły oczy, wpatrując się dokładnie w miejsce, gdzie dosłownie chwilę wcześniej stali chłopcy – a teraz nie było tam żadnego z nich.

Mam nadzieję, że się podobało
Mile widziane będą komentarze
Taeyeon

12 komentarzy:

  1. Publikowanie po napisaniu większe liczby rozdziałów - polecam, delfinkek (nigdy nie popełnię tego błędu i nie opublikuje 1 rozdziału nie mając nic więcej, nigdy więcej!) 👌
    No jak mogli pięknego delfina rozbić? :(
    " Dziewczyna była jedną z tych osób, które nie potrafiły długo się gniewać" - to ja bardzo xD Najdłużej gniewałam się niecały dzień, chociaż powinnam dłużej.
    Motyw z laleczkami jest przeuroczy 💖
    "patrząc na Vernona przytulającego ich podopieczną." - aha? AHA. A.H.A. Nie żebym narzekała, to w końcu Vernon, ale co?
    "prawie uderzając przy tym drzwiami stojącego przed nim Han Sola" - Zaśmiałam się xD Ogólnie to jest jednym z moich ważniejszych biasów, ale i tak uderzyłabym go drzwiami, dla samego śmiechu. Ojacie, ale ja jestem okrutna xD
    Pragnę więcej sarkazmu Juna!
    Grupowy przytulas - czadersko, w dodatku z takimi przystojniakami.
    Jejku to było taki słodkie i kochane. Uwielbiam twoje prace. Ucz mnie, mistrzu, skąd brać pomysły! 🙇
    Po za tym jestem bardzo~ ciekawa twojego opowiadania.
    Pozdrawiam, życzę weny i pisz, pisz, bo chcę czytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Publikując pierwszą część HM, miałyśmy w zanadrzu wiele rozdziałów i co z tego wyszło? I tak nie były systematycznie, bo potem zabrakło czasu do pisania kolejnych XD Więc teraz nie popełnię tego samego błędu i wolę napisać całość od razu :") A zostały mi jeszcze tylko trzy części (no może dwie i 4/5), więc nie jest tak źle XD
      Wiesz, że dopiero teraz ogarnęłam, że napisałam o rozbitym delfinie dla osoby, która ma tego zwierzaka w nazwie xDDD?
      Oj, to ja potrafię się gniewać bardzo długo XDD Ale to już serio o coś poważnego, o błahe rzeczy to z pięć-dziesięć minut :")
      Wiesz, co nie jesteś taka znowu okrutna XD Ja zrobiłabym to samo V XDDD A to mój UB :")
      Też lubię sarkazm B) Dlatego uwielbiam Stilesa w "Teen Wolfie" XDD Co drugie zdanie, które powie, zawiera sarkazm :")
      Mistrz odpowiedziałby w tym momencie coś w stylu "Pomysły z życia bierz codziennego" :") "Kolejność zmień wyrazów, za mądrego brać Cię będą"
      Dziękuję za komentarz <3
      Też pozdrawiam XD I właśnie zaraz wracam do pisania, więc :")

      Usuń
  2. Cholera. Chorera. Chora era. Nie tego się spodziewałam 😅😂
    Zniknęli. No trudno xD Ale i tak mi ich trochę szkoda xD
    A tak na marginesie, ten scenariusz najszybciej mnie wciągnął xD Pamiętam jak dziś (to było tydzień temu, ale cii.. 😁) moje niedowierzanie i pragnienie ciągu dalszego, kiedy okazało się, że jeszcze nie ma drugiej części xD Dawno nie czytałam czegoś, na ciąg dalszy czego tak bardzo bym czekała 😁😂😻💖
    No i co ja wam jeszcze mogę dać? Sernik już poszedł za HM, nie mam drugiego w zanadrzu :(
    No nic, może następnym razem 😁
    Pozdrawiam~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chora era B) O Ty zwirzoku jeden XDDD
      Zapalmy internetowe znicze dla czterech przystojniaków [*] [*] [*] [*] XDDD
      Łooooo, dziękuję XDDD Serio to było tydzień temu? :") Myślałam, że jeszcze dłużej nie pisałam drugiej części :") I to właśnie dlatego się za to wczoraj wzięłam, przerywając na chwilę pisanie tego opowiadania :")
      XDD Dziękuję za chęci przekazania sernika :") Wiem, że nie jest nim się łatwo dzielić :") Więc to wiele dla mnie znaczy XD
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  3. Tak czytam sobie twój komentarz, leję ze zwirzoka (😎😂), ogólnie mam zaciesz na twarzy, a tu wpada moja mama i każe mi wyplewić zarośnięte wnętrze domku mojego pięcioletniego brata... Tak zepsuć mi dobry humor i to jeszcze w chwili, kiedy się delektuję wybornym smakiem iks de komentarza... Ugh, nienawidzę plewić :/ XDD
    Ale i tak leję ze zwirzoka 😂😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, to gdzie ten Twój brat ma domek XDDD Btw też nie cierpię plewienia :-: Ani robienia czegokolwiek przy kwiatkach itp, a mama ostatnio się wciągnęła w te kilmaty i jestem zmuszana do pomocy łeeee 😅
      Niech ktoś zatrzyma tę karuzelę śmiechu XDDD

      Usuń
  4. Przepraszam, ale why ty to kończysz w taki sposób? Wiesz jak ja się nakręciłam czytając to? A oni po prostu wzięli i zniknęli! Jak to tak! XD Ty wtedny ludziu! XD Nie zostawiaj mnie z takim końcem no! 😭 Wredny ludź! XD
    Nawet nie wiesz jak szybko to przeczytałam XD Tak mnie wciągnęła ta historia XD Ale mam nadzieję, że zaczniesz za niedługo pisać moje zamówienie z nim NIM XD If you know what I mean sis XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robienie nadziei, a potem niszczenie jej? Muahahah, cała ja XDDD
      Wiesz, że pseudonim Demon nie wziął się z niczego 😏
      Jak mogłaś napisać "za niedługo"??? XDDD To jest jedyny błąd, o który zawsze się czepiam :') A nawet nauczyciele w mojej szkole tak mówią :-:
      Mam właśnie zamiar je napisać, ale najpierw muszę skończyć to opowiadanie, które ciągle piszę XD If you know what I mean too XDDD
      Pozdrawiam 🙈

      Usuń
  5. Hah, skąd ja to znam - też mam czasem totalną pustkę w głowie i nie mam pojęcia co napisać we wstępie, mimo tego że dalszy zarys posta już jest przygotowany w myślach :D Wena bądź jej chwilowy brak, to chyba taka cecha artystów...przynajmniej możemy się tym pocieszać xD Tak się zastanawiam - myślałaś kiedyś nad wydaniem książki? :)

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często łapię się na tym, że trudniej napisać mi adnotację niż opowiadanie :") No chyba, że coś fajnego ma się dziać w najbliższym czasie lub się działo XD Wtedy po prostu piszę, co u mnie słychać :")
      Jasne, że myślałam XD I to ile razy :") Ale... Hmmm, tych "ale" jest bardzo dużo :")
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  6. uu jak widzę wróciłam z urlopu i mam co czytać wieczorami ;D

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers