niedziela, 30 lipca 2017

Waiting between worlds #1

Hejka :)
Mamy to XDDD Pierwszy rozdział z czterech przed Wami XD Muszę tylko dokończyć 2/3 czwartego, więc stwierdziłam, że teraz już bez obaw, że nie będzie mi się tego chciało kończyć, bo się mega wciągnęłam XDD 
Zaznaczyć pragnę, że całe opowiadanie jest inspirowane serią książek "GONE" :')
To teraz opowiem Wam historię mojego życia. Chyba już pisałam kiedyś, że mieszkam w domu, gdzie jedno z pięter jest niedokończone, więc są drzwi pomiędzy parterem, a nim :') No i zazwyczaj piszę na górze, bo tam mam spokój XD Tak było i dzisiaj :') O dwudziestej mama woła mnie, że mam zejść do młodszej siostry, bo ona musi gdzieś jechać pilnie z tatą. Zanim ja zeszłam na dół, mama wyszła z domu. W końcu schodzę po schodach - drzwi zamknięte na klucz (Starsza siostra mnie  zamknęła przypadkiem :-:) A nie mam klucza do tych drzwi na górze. No to wołam młodszą siostrę, bo telewizor był włączony :-: Nic. Wołam jeszcze kilka razy - dalej nic. Dzwonię do mamy - okazało się, że telefon zostawiła w kuchni, bo słyszę dzwonek. Tata tak samo :-: Dzwonię do starszej siostry, która była na rzece - mówi, że przyjedzie mi otworzyć. Zanim przyszła, ogarnęłam, że drzwi do domu są zamknięte na klucz, a ona nie ma klucza ze sobą. No i czekałam tak co najmniej pół godziny, nim przyjechali rodzice :-: Młodsza siostra była z nimi :+: Ale ta chwila paniki XDDD To tyle :')
Miłego czytania 

Kim Jonghyun | Produce 101 | NU'EST | Czekając pomiędzy światami | 4.044 słowa

Zaledwie wczoraj mi powiedzieli, że już Cię nie ma
Ich plany zapieczętowały Twój koniec
Widziałam ogień i widziałam deszcz
Widziałam słoneczne dni, które miały nigdy się nie skończyć
Widziałam samotne chwile, kiedy nie mogłam znaleźć przyjaciela
Ale zawsze myślałam, że Cię jeszcze zobaczę
Birdy - Fire and rain


247 GODZIN, 05 MINUT

     Nazywali to ETAPem. Ekstremalnym Terytorium Alei Promieniotwórczej. Nikt nie był pewien, czym właściwie jest to. W całym miasteczku nie udałoby się znaleźć osoby, która wiedziałaby, dlaczego to się wydarzyło, jak zostało zapoczątkowane, czemu akurat tego dnia. Nikt też nie miał pomysłu, jak sprawić, żeby ich życie w normalnym świecie wróciło - ponieważ tego nie mogliby uznać za normalny świat. To był ETAP.
Dzień, w którym powstała nowa rzeczywistość rozpoczął się zwyczajnie. Mama Sohee jak w każdy weekend zapukała do drzwi jej pokoju, informując córkę, że wybiera się do sąsiadki i zamyka dom na klucz. Następnie pozwoliła dziewczynie poleżeć dłużej w łóżku, co ta uczyniła z wdzięcznością za kilka dodatkowych minut odpoczynku. W rekordowym czasie udało jej się wrócić do przerwanego wcześniej snu.
       Jednak mimo tego, że w ten sposób rozpoczynała się każda sobota i niedziela, brunetce po dłużej chwili coś zaczęło wydawać się nie w porządku. Mianowicie zawsze, ale to zawsze, jej starszy brat, który z natury był rannym ptaszkiem, po wyjściu mamy wychodził ze swojego pokoju, trzaskając drzwiami, a następnie kierował się do kuchni, gdzie przyrządzając sobie śniadanie, hałasował, jak najgłośniej potrafił. Pomimo że Sohee uświadomiła to sobie stosunkowo szybko, nie przejęła się tym za bardzo, bagatelizując to myślą, że Sewoon może w końcu postanowił dłużej pospać. Potem już nie zaprzątała sobie tym głowy. A być może powinna.
       Nie minęło pół godziny od wyjścia jej mamy do sąsiadki, kiedy brunetka poderwała się z łóżka przestraszona bardzo nachalnym pukaniem do drzwi. Z pewnością stojąca przed nimi osoba nie należała do najcierpliwszych, ponieważ nim dziewczyna zdążyła zejść po schodach na parter, powtórzyło się ono niezliczoną ilość razy. W dodatku owy ktoś najwidoczniej zorientował się, że na ścianie zainstalowano dzwonek, bo zaczął go naciskać bez przerwy, co poskutkowało tym, że Sohee podbiegła do drzwi i nie sprawdzając wcześniej, kto się dobijał, otworzyła je.
     Ku swojemu zdziwieniu znalazła się naprzeciwko chłopaka, który nadal trzymał palec na dzwonku i dopiero kiedy dostrzegł spojrzenie brunetki skierowane na jego rękę, natychmiastowo go puścił i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi z nerwowym odwróceniem przez ramię.
- Jest twoja mama? Albo tata? Albo Sewoon? – zapytał młodzieniec, stojąc tuż przy Sohee, ale jego rozbiegany wzrok ani raz nie skierował się w jej stronę, przez cały czas dokładnie lustrując przedpokój.
        Znała go. Może nieszczególnie dobrze, ale wiedziała podstawowe informacje. Kim Jonghyun. Był jej rówieśnikiem, ale nie mieli wspólnie żadnych zajęć lekcyjnych. Tak szczerze mówiąc, to Sohee nie miała o nim żadnej opinii. Często słyszała, że chłopak jest miły, sympatyczny, dobrze się uczy, ma powodzenie u dziewczyn i naprawdę świetną fryzurę, ale chociaż dwa ostatnie sama była w stanie zauważyć, z własnego doświadczenia nie wiedziała nic o jego osobowości.
        Nie spotykała go często na korytarzach. Może kilka razy zdarzyło się, że się minęli, a on spojrzał prosto na nią, łapiąc z brunetką kontakt wzrokowy. Jednak zawsze w takich momentach Jonghyun momentalnie odwracał wzrok, a ona sama zauważała, że ma naprawdę ciekawe tenisówki, którym można przyjrzeć się bliżej.
       Słyszała również pogłoski, że tydzień temu to właśnie on uratował siedmioletnią córkę dyrektorki z płonącej sali lekcyjnej. Dziewczynka opisywała później przyczynę pożaru jako ogromną kulę światła, która pojawiła się w kącie pomieszczenia i nagle wybuchła, posyłając ogień na szkolne ławki. Oficjalna wersja głosiła więc, że płomienie zostały zapoczątkowane przez awarię elektryczności. Jonghyun, mimo że był wtedy w tej samej sali, ponieważ pełnił funkcję dyżurnego i musiał zostać po lekcjach, by zetrzeć kredę z tablicy, zapytany o przyczynę pożaru, wymijająco odpowiadał, iż stało to się zbyt szybko, żeby mógł cokolwiek zaobserwować. I chociaż ta wymówka była jedną z najmniej oryginalnych, jakie większość nauczycieli kiedykolwiek usłyszała, wszyscy przyjęli ją neutralnie i nie zadawali mu innych pytań.
- Sohee! – krzyknął szatyn po nieotrzymaniu żadnej odpowiedzi, wyrywając dziewczynę z minutowego zamyślenia, podczas którego jedynie wpatrywała się w niego uważnym spojrzeniem. – Czy twoi rodzice są w domu? Muszę wiedzieć! Chyba naprawdę zaczynam wariować...  – powiedział głosem pełnym niecierpliwości, łapiąc sąsiadkę za ramiona i patrząc jej w oczy błagalnym spojrzeniem, z którego dało się wyczytać, że znajduje się on obecnie w milimetrowej odległości od granicy płaczu.
- Mama wyszła, a tata miał nocną zmianę w elektrowni, więc powinien być tu dopiero o dziewiątej – odrzekła dziewczyna, zastanawiając się, czy zapytać go o powody jego dziwnego zachowania, czy poczekać, aż sam je wskaże.
- A Sewoon? – dopytał Jonghyun, nie spuszczając z niej wzroku, jakby słowa, które zaraz miała wypowiedzieć, były sprawą życia i śmierci. Nie wiedziała nawet, że chłopak zna jej brata.
- Nie mówił, że wychodzi, więc pewnie jest w swoim pokoju – stwierdziła, co spowodowało pojawienie się iskierek nadziei w oczach szatyna i ukradkowym zerknięciem przez ramię w kierunku schodów.
- Zawołaj go – poprosił, odsuwając się pod ścianę przedpokoju, żeby ułatwić dziewczynie przejście, po czym zaczął nerwowo przygryzać dolną wargę zębami.
     Sohee nie miała pojęcia, dlaczego jej sąsiad jest tak wytrącony z równowagi oraz do czego mógłby być mu potrzebny ktoś z jej rodziny, ale zaniepokoiło ją coś, co dostrzegła w jego oczach, więc wspięła się po schodach najszybciej, jak tylko mogła.
      Po znalezieniu się na piętrze, już na korytarzu krzyknęła imię brata, po czym zapukała do drzwi jego pokoju. Ku zdziwieniu Sohee nie zostały one natychmiastowo otworzone przez rozczochranego do granic możliwości Sewoona, który w normalnych okolicznościach spojrzałby na nią z politowaniem i zapytał, czego chce.
     Nasłuchując jakichkolwiek dźwięków z pomieszczenia, poczekała jeszcze kilkanaście sekund przed pokojem chłopaka, po czym chwyciła za klamkę, jednak najwidoczniej wczorajszego wieczoru jej brat zamknął się od środka, ponieważ nie udało jej się dostać do sypialni. Zapukała jeszcze raz, dużo głośniej, ale nadal nie otrzymała żadnego znaku życia.
- I co? – Sohee podskoczyła, nagle słysząc głos Jonghyuna tuż za sobą. Nie miała pojęcia, że chłopak poszedł za nią, ponieważ wcześniej nie słyszała ani kroków, ani jego oddechu.
- Zamknięte od środka – odpowiedziała, odwracając się przez ramię do młodzieńca, który wyglądał, jakby właśnie ziściły się jego najgorsze przypuszczenia.
- Masz wsuwkę do włosów? – zapytał szatyn, przysuwając się bliżej drzwi i przyglądając się uważniej zamkowi.
- Dlaczego miałbyś… - zaczęła dziewczyna, ale chłopak posłał jej tak poważne spojrzenie, że natychmiast przerwała w połowie pytania.
- Albo to, albo przekonamy się, jak silny jest mój kop.
     Trenował mieszane sztuki walki. Udało mu się zwyciężyć w kilkunastu międzyszkolnych zawodach, dzięki swoim umiejętnościom, które opisywano później w szkolnej gazetce jako „niesamowicie rzadko spotykane u osób w podobnym wieku”. To też o nim wiedziała.
     Sohee przez chwilę utrzymywała z nim kontakt wzrokowy, po czym poddała się i sięgnęła w kierunku włosów, wyciągając jedną ze wsuwek, którymi upięła w nocy grzywkę. Jonghyun natychmiast wyjął ją brunetce z dłoni i wygiął w ten sposób, by przypominała kształtem drut. Włożywszy to, co kiedyś przypominało wsuwkę do zamka, zaczął poruszać nadgarstkiem ostrożnymi ruchami, by nie złamać prowizorycznego narzędzia.
     Upłynęło jakieś dwie minuty, zanim uzyskał pożądany efekt, kiedy to po kilkukrotnym szarpnięciu klamką, drzwi stanęły przed nimi otworem. Szatyn wpadł do środka, rozglądając się po pokoju, w którym nie znajdowała się żadna żywa dusza, tak dokładnie mierząc spojrzeniem każdy element wyposażenia, jakby oczekiwał, że Sewoon zaraz wyjdzie z szafy, krzycząc „BU!”.
- Jesteś pewna, że nigdzie nie wychodził? – dopytał Jonghyun spanikowanym tonem głosu, po czym w kilku krokach przemierzył odległość między drzwiami, a oknem i zaczął się mu przyglądać.
- Ja nie jeste…
- Tak czy nie? – prawie warknął jej sąsiad, sprawiając, że jej automatyczną reakcją było twierdzące skinięcie głową. – Okno też nie było otwierane… - uznał po chwili, po czym usiadł na łóżku Sewoona i ukrył twarz w dłoniach, ciężko wzdychając.
- Mógłbyś  w końcu mi wytłumaczyć, co się stało? – zapytała coraz bardziej zdezorientowana Sohee, przysiadając na łóżku nieopodal chłopaka.
- Patrzyłem na nią, Sohee – powiedział szeptem, a następnie opuścił bezwładnie dłonie na kolana i spojrzał na nią oczami, w których zaczęły połyskiwać łzy. – Rozmawiałem z mamą. A ona tak po prostu zniknęła na moich oczach. W jednej chwili pytała mnie, czy wolałbym napić się soku czy herbaty, a w następnej już jej nie było. Byliśmy w kuchni – ona, pani Lee, znaczy twoja mama i ja. Wydawało mi się, że coś mi się przywidziało albo że nie do końca się obudziłem. Ale odwróciłem się w kierunku twojej mamy i… jej też nie było – opowiedział, nie przejmując się pełnym niedowierzania spojrzeniem sąsiadki.
- Siedziałem tak jak debil przez kilka minut, czekając, że któreś z nich krzyknie „Niespodzianka!” lub coś w tym stylu i wróci, opowiadając mi, jak zrobili tę sztuczkę. Ale wyjrzałem przez okno, Sohee. Przed domem mój brat wcześniej kosił trawnik. Kosiarka nadal pracowała, ale nikogo przy niej nie było. Patrzyłem, jak wjeżdża w żywopłot i się w nim klinuje. A potem dostrzegłem samochód, który jechał prosto na nią. Wpadł na moje podwórko i zatrzymał się po uderzeniu w altankę. Nikogo nie było za kierownicą – dodał Jonghyun, a że dziewczyna wydawała się nadal mu nie wierzyć, dokończył: - Chciałem zadzwonić do Minhyuna… - Wiedziała, że był jego najlepszym przyjacielem. W szkole nigdy nie odstępował Jonghyuna ani na krok, a po zakończeniu zajęć, ku swojemu niezadowoleniu, musiał, ponieważ mieszkał na drugim krańcu miasteczka. – Telefony nie dzwonią. Żadne. Sprawdziłem wszystkie, które były w domu.
    Sohee automatycznie przeniosła spojrzenie na szafkę nocną brata, na której spoczywał jego niedawno zakupiony telefon. Wiedziała, jak go odblokować, ponieważ Sewoon nie miał założonego hasła, więc szybko weszła w „Kontakty”, próbując zadzwonić do siebie samej. Nic. Żadnej reakcji ze strony urządzenia. Nie usłyszała nawet słynnego „Połączenie nie może być zrealizowane. Prosimy spróbować później."
     Wręcz podskoczyła, kiedy do jej uszu dotarł dźwięk uderzenia. Wstała z krawędzi łóżka i wyjrzała przez okno, aby zorientować się, co spowodowało taki hałas, i zamarła w bezruchu, wpatrując się w chodnik przed domem naprzeciwko, do którego niedawno wprowadzili się nowi lokatorzy. Jakiś samochód wpadł w latarnię, sprawiając, że niebezpiecznie przechyliła się w kierunku ulicy. Szklana osłona chroniąca żarówkę pod wpływem uderzenia rozpadła się na kawałki i odłamki spadły na asfalt. Silnik samochodu nadal pracował, a spod pogiętej maski wydobywała się para. Poduszki powietrzne zadziałały, o czym świadczyła obecność zwiotczałego, białego materiału na desce rozdzielczej i kierownicy. Drzwi wyglądały na zablokowane, więc z pewnością nikt nie próbował ich otworzyć. Ale za kierownicą nie było nikogo.
- Dlaczego przyszedłeś z tym do mnie? Mogłeś pójść do kogokolwiek innego. - Nie ruszała się sprzed okna, lustrując wzrokiem sąsiednie domy, jakby zastanawiała się, czy Jonghyun nie robił sobie z niej żartów i w sąsiedztwie również zniknęli dorośli. Miała ogromną ochotę wyśmiać szatyna, powiedzieć mu, że coś podobnego nie mogłoby się wydarzyć, ale po zobaczeniu pustego samochodu trybiki w jej głowie zaczęły się poruszać - powoli, jak gdyby była świadoma tego, że umyka jej coś w miarę oczywistego, ale nie potrafiła uświadomić sobie co.
     Stała plecami do siedzącego na skraju łóżka młodzieńca, jednak wyraźnie usłyszała cichy szelest pościeli jej brata, kiedy Jonghyun niespokojnie poruszył się na meblu.
- Miałem do ciebie najbliżej.
      Wcześniej wpatrywał się beznamiętnie w lustro wiszące na ścianie naprzeciwko łóżka, widząc w nim samego siebie sprawiającego wrażenie, jakby znajdował się na skraju paniki, ale starał się nie zwracać na nie uwagi. Nie chciał oglądać samego siebie w takim stanie. Teraz zerknął niespokojnie w stronę Sohee, ale ta nie poruszyła się nawet o milimetr, słysząc jego kłamstwo. A oboje doskonale wiedzieli, że właśnie skłamał.
     Wcale nie mieszkał tak znowu blisko domu rodziny Lee - owszem wystarczyło mu jakieś pięć minut przyśpieszonego marszu na dotarcie tam, ale zdecydowanie szybciej znalazłby się w domu jednego ze swoich szkolnych znajomych. Powodem, dla którego po próbie skontaktowania się z Minhyunem bez najmniejszego zawahania zdecydował się pobiec do Sohee, była informacja, którą znał każdy w liceum - Sohee była genialna.
    Miała najwyższe oceny z każdego przedmiotu - nigdy nie dostała gorszej niż pięć z minusem, a w dodatku uczęszczała na wszystkie zajęcia dla zaawansowanych oferowane przez szkołę. Jonghyun wybrał właśnie ją z nadzieją, że kiedy tylko opowie jej, czego był świadkiem, ta przechyli głowę, spojrzy na niego jak na kogoś z niedorozwiniętym mózgiem i powie "A czy to nie oczywiste?". Cóż, nawet jeżeli tak się nie stało, wiedział, że brunetka będzie jedyną osobą w miasteczku, która potrafiłaby powiedzieć mu, co powinien zrobić z tą sytuacją.
     Jonghyun nie miał pojęcia, czy w miasteczku zniknęli wszyscy dorośli, czy tylko ci, którzy przepadli na jego oczach. Gdyby musiał być szczerym z samym sobą, powiedziałby wprost, że cała ta sytuacja wydarzyła się z jego powodu. Brzmiało to dla niego jak jedyne, w miarę logiczne, wyjaśnienie. Światło pojawiło się tydzień wcześniej, a teraz to? Bał się, że to przez niego zniknęli wszyscy ci ludzie. A jeszcze bardziej obawiał się tego, że oni wcale nie zniknęli. Że w jakichś sposób ich zabił. Tak, jak prawie doprowadził do śmierci córki pani dyrektor.
- Telefony nie działają. Musimy sprawdzić resztę elektrycznych urządzeń. - Jonghyun aż się wzdrygnął, słysząc głos Sohee po parominutowej ciszy - zamyślił się w ten sposób, że zapomniał o tym, iż nie znajduje się w pokoju sam.
     Dopiero po kilkunastu sekundach dotarł do niego sens słów dziewczyny. Leciutki uśmiech zaczął błądzić na jego ustach, kiedy chłopak podniósł się z łóżka i podążył za brunetką, która chwilę wcześniej wyszła z pokoju swojego brata. W obecnej sytuacji raczej nie miał żadnych podstaw do cieszenia się, ale poczuł ogromną ulgę w momencie, gdy Sohee zaproponowała zrobienie czegokolwiek. Cichutki głosik pojawił się w jego myślach - wymyśla plan. 
     Licealistka zbiegła po schodach, kierując się od razu do salonu, gdzie chciała sprawdzić działanie telewizora. Jonghyunowi poleciła, żeby sam poszedł do kuchni i postarał się uruchomić stojące na parapecie radio. Sohee natomiast sięgnęła po leżącego na szklanym stoliku pilota i nacisnęła przycisk uruchamiający urządzenie. Włączony telewizor nie działał tak, jak powinien, pokazując jedynie zakłócenia, więc przyszła jej do głowy mało prawdopodobna myśl, że jej tata mógł odłączyć kabel. Pochyliła się nad niską szafką i sięgnęła za odbiornik, aby sprawdzić swoje przypuszczenia. Po szybkim zlustrowaniu wszystkich wtyczek musiała przyznać, że każda z nich była na swoim miejscu, więc urządzenie powinno działać prawidłowo.
- I co? - krzyknęła, kierując pytanie do Jonghyuna, mimo że już zdawała sobie sprawę, jaką odpowiedź otrzyma od chłopaka. Nim skierowała się do kuchni, wyłączyła telewizor i odłożyła pilot na miejsce. Wystarczyło, że przeszła przez próg, aby usłyszeć dźwięk zakłóceń wydobywający się z radia.
- Świetnie - westchnęła ciężko i  już miała odpuścić pomieszczenie, by udać się do gabinetu mamy i upewnić się, czy komputer także przestał działać, kiedy jej wzrok padł na stosik płyt ułożonych w równym rządku na parapecie drugiego okna.
     Podeszła do niego i zabrała pierwszą, która nawinęła się jej pod rękę. Czuła na sobie zaciekawiony wzrok Jonghyuna, kiedy znalazła się tuż obok niego i włożyła płytę do radia. Sama zbyt często go nie używała, ale dość szybko udało jej się zrozumieć, co ma zrobić, żeby uruchomić CD. Dwójka przy urządzeniu podskoczyła w jednym momencie, kiedy z radia zaczęły wydobywać się pierwsze dźwięki ulubionej piosenki brata Sohee.
- Dlaczego teraz działa? - Szatyn patrzył ze zdziwieniem na puste opakowanie po płycie, które dziewczyna nadal trzymała w dłoniach i starał się wymyślić, jakie znaczenia miało to, czego się właśnie dowiedzieli.
- Ciekawe... - mruknęła jedynie Sohee w odpowiedzi, wyłączając radio, po czym bez słowa wyjaśnienia podeszła do mikrofalówki, schylając się po upchnięty za meblami kabel, żeby podłączyć urządzenie.
- W pokoju mojego brata na szafce nad biurkiem znajdziesz masę gier. Przynieś którąkolwiek - poleciła chłopakowi i już po chwili usłyszała, jak ten stawia ciężkie kroki na schodach, najwidoczniej po nich wbiegając.
     Brunetka natomiast została w kuchni, naciskając odpowiednie przyciski, by uruchomić mikrofalówkę. Działała. Przełknęła głośno ślinę, ponieważ w jej głowie pojawiła się myśl, którą wolałaby stamtąd wyrzucić, jak najszybciej było to możliwe. Odwróciła się na pięcie i niepewnym krokiem podeszła do lodówki, po czym otworzyła ją i otrzymała kolejne potwierdzenie swojego przypuszczenia - ona również działała.
- Nie mamy kontaktu z kimkolwiek... - powiedziała na głos wniosek, który sam się nasuwał. Ale dlaczego wszystko zniknęło w tym samym czasie?, pomyślała. Ktoś próbuje odciąć nas od wszelkich informacji?
     Usłyszała kroki Jonghyuna w momencie, kiedy ten wyszedł z pokoju jej brata, a chwilę później trzask zamykanych drzwi i odgłosy butów stawianych na drewnianych schodach. Wyszła z kuchni, ledwie unikając zderzenia z szatynem, trzymającym w dłoni opakowanie, na którym widniał mężczyzna z bronią. Nad nim, na tle płonącej amerykańskiej flagi znajdował się napis "Bioshock Infinite". Przejęła od chłopaka grę i uruchomiła ją na Xboxie 360 należącym do Sewoona. Już po chwili na ekranie pojawił się obraz, więc odwróciła się przez ramię do przestępującego z nogi na nogę sąsiada.
- Jak daleko stąd mieszka Minhyun? - zapytała Sohee, sprawiając, że Jonghyun przechylił lekko głowę, zastanawiając się, dlaczego zadała mu takie pytanie.
- Na drugim końcu miasta - odpowiedział, potwierdzając informację, którą kiedyś usłyszała w szkole.
- Chcesz do niego pójść? - Brunetka wyłączyła konsolę i podniosła się z klęczek, czekając na odpowiedź.
- To radziłabym to zrobić szybko, bo jeżeli dorośli w całym mieście zniknęli... Niedługo rozpęta się tutaj piekło - stwierdziła spokojnie, marszcząc brwi w skupieniu, a z jej zamyślonej miny dało się wyraźnie odczytać, że nie spocznie, dopóki nie znajdzie sensu w tych wydarzeniach.
- Chodźmy razem - zaproponował natychmiastowo Jonghyun, nie przejmując się tym, że przed dzisiejszym porankiem nie zamienił z Sohee ani jednego słowa. Miał zatrważające wrażenie, że to tylko dzięki sąsiadce nie siedzi właśnie w dalszym ciągu w swoim domu i nie zanosi się szlochem. Tylko, że z wyrazu twarzy dziewczyny zrozumiał, że i ona nie za bardzo wie, co robić lub dokąd pójść.
- Mamo?! - Oboje wzdrygnęli się, słysząc przenikliwy krzyk jakiejś dziewczyny dochodzący bardzo wyraźnie z zewnątrz mimo zamkniętych okien.
- Sohee, chodź ze mną. Razem będziemy bezpieczniejsi. - Nie miał pewności, czy słowa, które właśnie wypowiedział, były prawdziwe.
     W głębi duszy cały czas modlił się, by okazało się, że to nie on stoi za tajemniczymi wydarzeniami.

245 GODZIN, 52 MINUTY

     W momencie, kiedy Jonghyun opuścił dom Sohee razem z dziewczyną, która szybko przebrała się i zaplotła włosy w prosty warkocz, zdał sobie sprawę, z jakiego powodu usłyszeli wcześniej krzyk.
     Znał nastolatkę, która teraz opierała się plecami o tylne drzwi samochodu terenowego, który wpadł w latarnię, gdy on i brunetka znajdowali się w pokoju Sewoona. Uświadomił sobie również, że widział ją niezliczenie wiele razy właśnie w tym aucie, siedzącą na przednim fotelu pasażera. Pamiętał, jak codziennie wychodziła ze szkoły, stawała na palcach, żeby wśród masy innych samochodów dostrzec terenówkę swojej mamy. Kiedy już ją wypatrzyła, biegła zająć swoje miejsce i od razu po zamknięciu drzwi zaczynała wesoło trajkotać - osoba postronna mogła to rozpoznać z powodu jej niezamykających się ust ułożonych w szeroki uśmiech.
     Chaeyoung wyglądała na zdradzoną przez świat. Doskonale wiedział, jak zachowuje się człowiek, który czuje się oszukany w ten sposób. Zakładał, że identyczny pusty wzrok wpatrzony w jakiś odległy punkt, łzy mimowolnie spływające po policzkach, drżące wargi i szloch, który co kilkadziesiąt sekund nią wstrząsał, musiała oglądać jego matka.
     Pierwszy raz czuł się zdradzony przez świat, kiedy kobieta wróciła do domu bez swojego męża i osunęła się po ścianie w przedpokoju, ukrywając twarz w dłoniach. Jonghyun miał wówczas osiem lat. Przygotowywał w kuchni kanapki razem ze starszym o cztery lata bratem i nie rozumiał, dlaczego Youjin z tak zaniepokojoną miną podbiegł do mamy, pytając, co się stało. Kiedy ta wydusiła z siebie prawdę, pokręcił jedynie głową, nie przyjmując do wiadomości tego, co właśnie usłyszał i wbiegł na piętro po schodach, wpadając jak burza do swojego pokoju. Siedział przeszło godzinę bez ruchu, dopóki do pomieszczenia nie wszedł Youjin i nie przytulił go.
- Ona myśli, że jej mama miała wypadek, prawda? - zapytał Jonghyun swoją towarzyszkę, stając na chodniku po drugiej stronie ulicy, dokładnie naprzeciw przechylonej latarni.
- Być może - odpowiedziała Sohee, myślami błądząc całkowicie gdzieś indziej. - Ale nie wydaje mi się. Przecież w samochodzie nie ma ciała - dodała po chwili, kiedy dotarł do niej sens słów chłopaka, a ten nie ruszył się z miejsca.
- Myślisz, że powinienem jej powiedzieć, że wszyscy dorośli po prostu zniknęli? - Licealista nie wydawał się pewny, co ma zrobić w tej sytuacji i czy w ogóle powinien się wtrącać, więc zwrócił się z tym pytaniem do sąsiadki.
- A skąd masz pewność, że wszyscy dorośli zniknęli? - odpowiedziała mu pytaniem na pytanie brunetka, więc po przyznaniu jej w myślach racji ostatni raz zerknął w stronę zapłakanej Chaeyoung i razem z Sohee zaczął iść szybkim marszem w stronę domu przyjaciela. Miał tylko nadzieję, że nie wyminie się z Minhyunem, ponieważ tamten znał o wiele więcej skrótów niż on sam i jeżeli wpadłby na pomysł pójścia do niego, to ich "wyprawa" niczym by nie zaowocowała.
- Czekaj - zatrzymała go nagle towarzyszka, sprawiając, że Jonghyun zamarł z jedną nogą w powietrzu i zmierzył wzrokiem chodnik. Jako, że nie dostrzegł na nim czegokolwiek niebezpiecznego, odwrócił w stronę Sohee twarz z pytającym wyrazem.
- Powiedziałeś "dorośli", tak? - dopytała tak dla pewności, na co on powoli skinął głową, zastanawiając się, o co może jej chodzić.
- Ile lat ma Youjin? - Jonghyun zdziwił się, słysząc takie pytanie.
- Jest cztery lata starszy, więc ma dwadzieścia jeden - odrzekł szatyn, na co dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Myślałam, że mamy tyle samo lat - wytłumaczyła Sohee, ponawiając marsz, do którego natychmiast dołączył jej sąsiad.
- Bo mamy. Teraz mam szesnaście lat, bo nie obchodziłem jeszcze urodzin. Ale rocznikowo mam siedemnaście - doprecyzował, dotrzymując towarzyszce tempa i zerknął na jej profil, niemal dostrzegając, jak trybiki w jej głowie rozważają różne możliwości.
- A ile lat miał Sewoon? - zapytał i od razu po wypowiedzeniu tych słów zapragnął uderzyć się w głowę. "Miał" było naprawdę nie na miejscu w sytuacji, w której się znaleźli. Jednak Sohee najwyraźniej nie zwróciła na to uwagi, ewentualnie po prostu puściła to mimo uszu.
- Jest ode mnie rok starszy, ale jeszcze nie miał urodzin, więc siedemnaście.
     Jonghyun stanął w miejscu, wpatrując się tępym wzrokiem na brunetkę, która zrobiła to samo, jakby nagle coś sobie uświadomiła. Złapała z chłopakiem kontakt wzrokowy, potem przeniosła spojrzenie na jakiś punt w oddali i nagle zaczęła biec. Młodzieniec pobiegł za nią, zastanawiając się, co wytrąciło ją z równowagi.
     Nie miał pojęcia, że Sohee potrafiła przemieszczać się tak szybko - kiedy wiele razy przez okno sali informatycznej obserwował rówieśniczki na zajęciach wychowania fizycznego, nigdy nie zaobserwował, by ta osiągała dobre czasy w biegach, szczególnie tych na długie dystanse. Teraz przemierzała chodnik z szybkością równą tej jego psa, który na złamanie karku pędził do domu, gdy tylko wyczuł jedzenie. Jego pies...
    Cholera, gdzie on ostatni raz widział Hogoshę? Po znalezieniu Minhyuna będzie musiał szybko dostać się do domu i poszukać swojego pupila. Mimo że psa nie mógłby nazwać szczeniakiem, miał wątpliwości, czy ten poradziłby sobie długo bez jego opieki.
     Kiedy udało mu się dogonić dziewczynę, ta już zdążyła otworzyć drzwi wejściowe domu, który widział po raz pierwszy na oczy, możliwe, że wcześniej go mijał, ale nigdy szczególnie nie zwracał na niego uwagi. Stojąc na werandzie, bez problemu usłyszał nawoływanie Sohee. Sąsiadka nie zachowywała się tak jak on, kiedy sam zaczął krzyczeć, mając nadzieję, że w czymś mu to pomoże - jego głos z każdym okrzykiem przybierał na sile, a słowa były wypowiadane coraz bardziej spanikowanym tonem. Dziewczyna natomiast wydawała się wiedzieć, że nie zastanie w domu niejakiej Doyeon  i spokojnym głosem sprawdzała swoje przypuszczenia.
     Jonghyun przypomniał sobie, że owszem, często widywał Sohee z jakąś długonogą pięknością. Pamiętał też, że niezwykle podobała się ona Minhyunowi, ale sam nigdy nie patrzył na nią, gdy na szkolnym korytarzu obie dziewczyny ze sobą rozmawiały. Jego wzrok zawsze spoczywał na Sohee.
- Jonghyun? - Szatyn usłyszał jej krzyk i szybkie kroki dziewczyny, ale nie wpadł na pomysł, żeby odsunąć się, nim ta otworzy drzwi, więc te minęły go o włos, na szczęście, nie uszkadzając niczego.
- Tak? - dopytał chłopak, obserwując, jak jego towarzyszka zamyka drzwi na klucz, który następnie chowa pod wycieraczkę. Nie wydawało mu się to konieczne, ponieważ jeżeli zniknęli dorośli, to raczej nikt nie trudziłby się okradaniem sąsiednich domów, ale nie odezwał się na ten temat ani słowem.
- Kiedy są twoje urodziny? - Patrzyła na niego z wyczekiwaniem, odgarniając z twarzy pasmo włosów, które zbuntowało się przeciwko byciu częścią jej warkocza.
- Zaaaa... dziesięć dni? - Nadał odpowiedzi pytający wyraz, kiedy słysząc jego słowa Sohee wyraźnie pobladła i starała się przeanalizować jeszcze raz to, czego dowiedziała się od momentu, gdy chłopak wszedł do jej domu.
- Jeżeli w sąsiednich domach dzieje się to samo, to zniknęli wszyscy, którzy ukończyli siedemnasty rok życia - wytłumaczyła to, co przez cały czas mu umykało i nie spuszczała oczu z twarzy Jonghyuna, zdając sobie sprawę, że jeszcze nie zrozumiał, co chciała mu przekazać.
- Czyli że... Zniknę za dziesięć dni?

Mam nadzieję, że się podobało
Mile widziane będą komentarze
Taeyeon

6 komentarzy:

  1. O chol... qtfa XDD Jprdl co się tu stało? XD
    Coś czuję, że to będzie bardzo ciekawe XDD Ja już chcę resztę rozdziałów XDD
    Coś ci powiem, Taeyeon. Z każdym kolejnym pomysłem przechodzisz samą siebie XDD Co jeden, to ciekawszy i bardziej oryginalny. Szacun 👌👍😁
    Pozdrawiam~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, dzisiaj raczej będzie kolejna część :') Właściwie to mogę ją już opublikować... Hmmm :')
      Dziękuję 😅
      Pozdrawiam 😏

      Usuń
  2. Kurde ciekawe to XD Czemu dorośli poznikali?! Ej! Dodaj drugą część! A potem pisz opowiadanie z moim Bubu 💟

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam :')
      Nadal nie skończyłam czwartej części, bo na wakacjach dzieci są wykorzystywane przez rodziców do pracy XDDD Ale jak skończę, to się raczej za nie wezmę :')

      Usuń
  3. Uwielbiam! ❤
    Zapowiada się naprawdę ciekawie, w dodatku Jonghyun.
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział
    Weny! ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "w dodatku Jonghyun" XDDD Wgl niedługo wyjdzie teledysk od "Wanna One" jak ja to mam przeżyć :')
      Dziękuję 😊

      Usuń

Google+ Followers