Kto jak zwykle jest spóźniony z pisaniem adnotacji? Heh, owszem, ja XD Skończyłam wczoraj tę lekturę, więc dzisiaj w sumie nie miałam nic do zrobienia, ale zaczęłam uczyć się na olimpiadę z angielskiego *jutro wyniki, trzymajcie kciuki za Rim i mua B)* i tak w sumie nadal to robię... Więc nie będę przedłużać XD
Miłego czytania
![]() |
| one shot | miniaturka | Dong Sicheng | NCT |
Tajlandia wydawała się Sichengowi rewelacyjnym miejscem do spędzenia świąt Bożego Narodzenia – prezentujące się pierwszorzędnie lazurowe morze, szerokie, piaszczyste plaże stworzone do spacerowania podczas zachodu słońca lub przy blasku księżyca, rozświetlającym nocne ciemności oraz niezwykle istotny fakt, o którym nie należy zapominać – w grudniu w tym miejscu było przyjemnie sucho, niebywale ciepło i za niemożliwe uchodziło, by w tym akurat miesiącu spadł tam śnieg. Chińczyk nienawidził zimy z całego serca. Oblodzona nawierzchnia jezdni, ujemne temperatury, a w dodatku padający niemiłosiernie śnieg, któremu zaledwie kilka minut zajmowało przemoczenie doszczętnie jego włosów oraz co gorsza – szalika, nie wydawały mu się szczególnie zachwycającym doświadczeniem. Szczególnie, gdy musiał wstawać o godzinie piątej trzydzieści i w niecałe czterdzieści pięć minut dotrzeć na niemalże drugi koniec olbrzymiej metropolii, w której mieszkał, by stawić się w pracy na czas.
