poniedziałek, 14 września 2015

Soccer connects generations

Hejka :)
Nie mam pojęcia czy dzisiaj skończę (Zaczynam pisać - 21:14 dwunastego września xD) ale możliwe, bo w sumie to wiem od bardzo~ dawna co ma się wydarzyć w tym one shocie, więc myślę, że znowu nie będę miała jakiegoś większego problemu z napisaniem tego, ale zobaczymy ^^
Nie wiem co jeszcze mogłabym tu napisać... Serio. Nie wiem.
Do zamawiającej: Jess, no więc tego xD Miało być "sweet". Nie umiem pisać sweet scenariuszy. Przepraszam, jeśli Ci się nie spodoba, ale starałam się. Naprawdę ;) Ale w sumie to masz szczęście, bo wpadłam na to już dawno i gdy zamówiłaś to miałam już całą koncepcję, więc tylko trochę to podrasowałam i chyba jest nawet spoko. Zaznaczam słowo "chyba". Mam nadzieję, że Ci się spodoba + Piszaj mie Jacksona z wyzwaniem, które Ci dałam, bo będę okrutna i zmienię równe 600 słów na równe 1.500. No. Więc tego masz zachętę xD Koniec wiadomościo-informacji (Wiem, że nie ma takiego słowa ^^)
Scenariusz z Bambim dla Jessicy :)
P.S. Chodzi o BamBama z GOT7, ale nazywam go Bambi. I Bambim pozostanie. NA WIEKI. Muahahahaha XD
Miłego czytania :)                       

Piłka nożna łączy pokolenia

- Jess, podejdź tu na chwilkę! - krzyknął twój nauczyciel od wychowania fizycznego i wyznaczył gwizdkiem przerwę przerywając ci grę w piłkę nożną tuż przed tym gdy miałaś strzelić kolejnego gola. Zziajane koleżanki z drużyny pogratulowały ci wspaniałej jak zwykle gry i pobiegły wprost w stronę materacy rzucając się na nie jak długie, żeby tylko dotknąć twarzą zimnego materiału. Chłopcy z twojej klasy nadal grali, a wuefista totalnie to zignorował pozwalając im na samowolną rozgrywkę.
- Tak, proszę pana? - zapytałaś podchodząc do swojego nauczyciela, lecz ten nie odpowiedział i podszedł w stronę ławek nakazując ci gestem dłoni, abyś ty też usiadła.
- Wiesz o tym, że jesteś najlepsza w naszej szkole w grę w piłkę nożną? - zapytał patrząc na ciebie kątem oka jednocześnie zapisując czasy twoich koleżanek z biegów.
- Najlepsza? No nie...
- Słuchaj, nie interesuje mnie sztuczna skromność. Jesteś najlepsza i dobrze o tym wiesz. - przerwał ci w połowie wypowiedzi, a po tym co usłyszałaś zrobiło ci się głupio. Nie znosiłaś kiedy nauczyciele chwalili cię za twoją grę. Dlaczego? Bo grać nauczył cię twój ojciec, który jak gdyby nigdy nic pewnego dnia postanowił, że zostawi cię razem z mamą, a sam odejdzie do jakiejś innej panienki, bo "nie jest wam już potrzebny." W szkole podstawowej jeździłaś na zawody, mistrzostwa i w ogóle, ale gdy ojciec zostawił was kiedy byłaś w pierwszej klasie gimnazjum zwalniałaś się z każdej lekcji, na której kazano wam grać w piłkę kłamiąc, że boli cię noga lub tego typu wymówki. Tylko, że w liceum to już nie przeszło uwadze nauczyciela i zmuszał cię do gry.
- Ale... - westchnęłaś odpędzając od siebie obraz tego jak tata biegł przed tobą z piłką, a ty goniłaś go ile sił miałaś w swoich wówczas bardzo krótkich nóżkach.
- Żadne "ale". Jutro o siedemnastej mamy treningi przed zawodami. Masz być. - stwierdził głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Jutro nie mogę. Ciocia organizuje kolację i powiedziała, że muszę być, bo chce mnie przedstawić swojemu narzeczonemu, który ma być...
- Aha. W porządku. - powiedział na co uśmiech rozjaśnił twoją twarz, bo kłamstwo w końcu ci się udało. - Ale wiesz, przed chwilą dzwoniłem do twojej matki i twierdziła, że nie masz żadnych planów i na sto procent będziesz obecna. - Super. Własna matka cię zdradziła.
- Ale to nie tak. Bo ta kolacja miała być niespodzianką dla mamy, bo ciocia prosiła, żebym nic jej nie mówiła, więc...
- Słuchaj, nie obchodzi mnie powód, dla którego tak bardzo nienawidzisz piłki nożnej, ale dziewczyno, masz prawdziwy potencjał! Gdybyś była chłopakiem mogłabyś startować nawet do naszej narodowej reprezentacji "Tygrysów Azji". Musisz jutro przyjść. M-u-s-i-s-z. Bo inaczej dostaniesz gorszą ocenę z w-fu za nie stosowanie się do poleceń nauczyciela. - To cię załatwił.
- Nie mogę. - powiedziałaś czując łzy wzbierające w oczach i wybiegłaś z sali gimnastycznej zostawiając nauczyciela z miną mówiącą "Co ja takiego powiedziałem?". Wbiegłaś do szatni i usiadłaś na ławce chowając twarz w dłoniach pozwalając łzom popłynąć. Wszyscy uważali, że masz idealną rodzinę - matka, która zawsze była gotowa cię wesprzeć, siostra, która była tak mądra i piękna, że chłopcy mogli jedynie o niej śnić oraz ojciec - zawsze wesoły, nigdy nie karcący cię za złe oceny. A jaka była prawda? Matka była śmiertelnie chora i zostało jej zaledwie kilka miesięcy na tym świecie (o czym oczywiście nie wiedział nikt oprócz ciebie i twojej siostry. Nawet ojciec nie miał o niczym pojęcia.) Siostra wybrała studia za granicą i prawie całkowity brak kontaktu z tobą i ze śmiertelnie chorą matką. A ojciec mieszkał w Busanie, czyli na drugim końcu kraju ze swoją nową żoną i dziećmi, a "starą" rodziną się w ogóle nie interesował. Nigdy nie dostałaś od niego choćby kartki na urodziny, a co dopiero mówić o jakimś spotkaniu.
- Ej, wszystko w porządku? - zapytał Kunpimook Bhuwakul - Tajlandczyk z wymiany międzynarodowej, który "kaleczył" język koreański, ale mimo wszystko dało się go radę zrozumieć - i położył ci dłoń na ramieniu przysiadając na ławce obok ciebie. A jako, że nikt w szkole nie umiał wymówić jego imienia uczniowie, a także większa część nauczycieli mówili na niego BamBam. Ta ciekawa ksywka została wymyślona przez jednego pierwszoklasistę, który teraz unikał "swojej ofiary" jak ognia, bo bał się konsekwencji swojego bardzo nierozważnego czynu.
- Nauczyciel cię przysłał? - zapytałaś domyślnie ocierając łzy z policzków, aby nie wyglądać w oczach chłopaka na kolejną dziewczynkę, której wystarczy powiedzieć jedno słowo, żeby się rozpłakała.
- Emm... Nie? - spytał BamBam, który pewnie długo się zastanawiał czy skłamać czy nie na co podniosłaś na niego wzrok.
- Nie kłam. Jedyne czego nienawidzę to właśnie kłamstwo prosto w twarz. - powiedziałaś przypominając sobie słowa ojca. "Nie jestem wam już potrzebny." To tak jakby powiedzieć "Nie potrzebujecie tlenu by oddychać." Tata jest tak samo potrzebny do szczęścia dziecka jak tlen dla każdego człowieka. Tylko, że jest pewna różnica. Bez tlenu nie można żyć. Do życia bez taty można się po pewnym czasie przyzwyczaić i żyć dalej, ale nic nie będzie wówczas takie samo jak kiedyś.
- Przepraszam... - powiedział chłopak jakbyś właśnie go okrzyczała. - Potrzebujesz chusteczki? - zapytał sięgając do kieszeni i nie czekając na odpowiedź wyjął jedną z paczki.
- Nie. - odpowiedziałaś odtrącając dłoń chłopaka i wycierając oczy wierzchem dłoni.
- Umm... Chciałabyś porozmawiać? - zapytał BamBam, a łzy ponownie pociekły po twoich policzkach skapując na jego dłoń położoną między wami. Spuściłaś wzrok na ławkę czując, że bardzo chcesz komuś wyznać to co trapiło cię przez tyle lat. Ale skoro nie potrafiłaś porozmawiać o tym nawet ze swoją najlepszą przyjaciółką to co dopiero z chłopakiem, który kilka miesięcy temu przyjechał do Korei.
Najgorsze było właśnie to, że choćbyś nie wiem jak chciała nie mogłaś otworzyć się przed ludźmi. Odizolowałaś się od innych, a ból zabijał cię od środka.
Wtedy poczułaś dłoń chłopaka w uspokajającym rytmie gładząca cię po policzku. Mimo, że normalnie byś go odepchnęła pozwoliłaś sobie na chwilę słabości i gdy przytulił cię do siebie bez słowa wtuliłaś się w jego podkoszulek pozwalając łzom popłynąć. Przez chwilę trwaliście tak bez ruchu nie licząc tego, że BamBam delikatnie gładził cię dłonią po włosach, ale po jakiejś minucie opamiętałaś się i odrobinę odsunęłaś się od niego podnosząc wzrok na jego twarz. Chłopak przybliżył usta do twoich. Wasze wargi dzieliły milimetry.
- BamBam! Chodź już, bo nie zdążysz na... - krzyknął trener wpadając do szatni. BamBan odsunął się i oparł głowę o ścianę ciężko wzdychając. - Um... Przepraszam. - wyjąkał wyraźnie speszony nauczyciel i zaczął się wycofywać z pomieszczenia.
- Nie szkodzi. Już pójdę. - powiedziałaś szybko zrywając się z ławki i ignorując zawiedzione spojrzenie chłopaka wbiegłaś na salę. Podeszłaś do koleżanek karcąc się w duchu, że pozwoliłaś osobie, z którą zamieniłaś z dwa razy słowo przebić się przez mur, który przez tyle lat budowałaś wokół siebie. Kątem oka zauważyłaś, że BamBam wszedł na halę i szukał cię wzrokiem, ale udawałaś, że go nie widzisz i z zainteresowaniem słuchasz swojej najlepszej koleżanki, która równie dobrze mogłaby teraz mówić do ściany. Po chwili zadzwonił dzwonek na przerwę, a trener oświadczył, że "skoro przyjście na trening cię przerasta to nie musisz przychodzić." Wbiegłaś do szatni dla dziewczyn pewna, że teraz będziesz musiała unikać BamBama, który źle wpływał na twój rozwód ze światem szczęśliwych ludzi.

- Jess! - Czyjś głos przedarł się do twojego snu przerywając ci fantazję, z której mimo wszystko nie chciałaś się obudzić.
- Bambi, poczekaj jeszcze pięć minut. - wymruczałaś w poduszkę nie otwierając oczu i przewróciłaś się na drugi bok. Po chwili zrozumiałaś co powiedziałaś i jak oparzona usiadłaś na łóżku patrząc prosto w przekrwione od ciągłego płaczu oczy swojej mamy.
- Bambi? Ten jelonek z filmów Disneya? - zapytała patrząc na ciebie zaniepokojonym wzrokiem jakbyś właśnie powiedziała jej, że za kilka minut wyrosną ci pióra i odlecisz do ciepłych krajów.
- Nie. - stwierdziłaś nawet nie siląc się na sztuczny śmiech, ponieważ twoje usta już od bardzo~ dawna nie wiedziały czym jest uśmiech i na pewno zapomniały jak się go wywołuje. - Wiesz, że rano jestem nieprzytomna.
- Emm? Wiesz o tym, że jest wpół do osiemnastej? - zapytała twoja mama jeszcze szerzej otwierając oczy.
- Co!? - krzyknęłaś orientując się, że leżałaś sobie w najlepsze wśród otwartych zeszytów i zabazgranych kartek. Wpół do osiemnastej?
- Przyszłam, żeby ci powiedzieć, że zaraz będzie kolacja, więc...
- Muszę lecieć. - krzyknęłaś bez słowa wyjaśnienia i wybiegłaś z domu po drodze rozplątując warkocz, który dość solidnie się rozwalił.

- Bardzo przepraszam za spóźnienie! - krzyknęłaś wbiegając na halę gdzie nikt nie grał w piłkę nożną. Musiałaś tam przyjść. Nawet, jeśli chodziło ci tylko o to, żeby pokazać trenerowi, że jesteś ponad to i jednak przyjdziesz na trening. A nie o to chodziło. Wszyscy siedzieli na podłodze uważnie słuchając tego co mówił im nauczyciel. Jak na komendę zwrócili głowę w twoją stronę. Twarz trenera rozjaśnił uśmiech.
- Nie szkodzi. Przebierz się, a my poczekamy.

Trening minął w miarę spokojnie. W miarę, bo BamBam podczas każdej z przerw próbował cię jakoś zagadać, ale zbywałaś go tak jak wszystkich dookoła. Wyszłaś z hali ostatnia ponieważ trener kazał ci zostać chwilkę dłużej niż pozostali, aby powiedzieć ci, że był pewien, że mimo wszystko przyjdziesz i że jest z ciebie dumny. Już miałaś wejść do szatni kiedy mimowolnie przystanęłaś słysząc głosy dwóch chłopaków. Nie to, że chciałaś podsłuchiwać. Szczerze to nie obchodziło cię zbytnio życie innych ludzi, ale nie chciałaś tak po prostu wchodzić komuś w środek rozmowy.
- Odkąd tylko tu przyjechałem staram się, żeby mnie zauważyła, żeby w końcu zrozumiała co do niej czuję, ale ona ma to w nosie. - żalił się jakiś dziwnie znajomy głos osobie, której nie mogłaś zobaczyć.
- To nie twoja wina. - stwierdził pocieszająco drugi głos, którego nie rozpoznałabyś nawet wtedy kiedy jego właściciel stanąłby przed tobą.
- A najgorsze jest to, że wczoraj jakby otworzyła się przede mną, a teraz zaczęła mnie ignorować jeszcze bardziej niż wcześniej. Sam nie wiem co mam teraz zrobić. - wychyliłaś się lekko tak, żeby zobaczyć kto rozmawia sama nie będąc zauważoną i wtedy twoje przypuszczenia się potwierdziły - BamBam rozmawiał z jakimś chłopakiem, którego widziałaś pierwszy raz na oczy.
- Chcesz z nią być? - zapytał nieznajomy koleś, a ty nie chcąc usłyszeć odpowiedzi weszłaś do szatni jak gdyby nigdy nic, chwyciłaś swoją bluzę zdejmując ją z wieszaka i schyliłaś się w poszukiwaniu butów. Rozmowa ucichła tak jakby w ogóle jej nie było, ale kątem oka zauważyłaś, że ten "obcy" pokazuje na ciebie palcem, a BamBam twierdząco potakuje głową.
- Pa. - usłyszałaś Bambiego gdy wychodziłaś z szatni, ale tylko skinęłaś głową i nie odpowiedziałaś mu bojąc się, że gdybyś poczekała chwilę dłużej za drzwiami dowiedziałabyś się czegoś czego nie chciałaś wiedzieć.

*kilka dni później na treningu piłki nożnej*

- O! Zobaczcie kolejny raz gościmy naszą Jess na treningu! - wykrzyknął pozytywnie zaskoczony trener gdy tylko przeszłaś przez drzwi hali. - Czyżby ktoś polubił piłkę nożną? - zapytał cię szeroko się uśmiechając.
- Nie. - stwierdziłaś stanowczo na co mina trochę mu zrzedła, ale starał się aby nie było tego po nim widać.
- W takim razie co tu robisz?
- Po prostu muszę coś komuś udowodnić. - powiedziałaś patrząc nauczycielowi prosto w oczy.
- Komu? - zapytał z wyraźnym zaciekawieniem w głosie, a wszyscy uczestnicy treningów nawet nie próbowali udawać, że was nie podsłuchują.
- Nikomu ważnemu. - "Ojcu. Żeby mimo, że nie może tego zobaczyć pokazać mu to co on pokazywał nam od tych prawie sześciu lat. Że nic już dla mnie nie znaczy."
- To po co starasz się tej osobie udowodnić? - zapytała twoja koleżanka z tego samego rocznika co ty, ale chodząca do innej klasy, a wszyscy jak na zawołanie zwrócili głowy w twoją stronę.
- Bo muszę. - warknęłaś choć to nie było żadnym dobrym argumentem, ale niby z jakiego powodu miałaś się wszystkim tłumaczyć.
- Dobra. Koniec. - uciął trener widząc, że osoba, na którą warknęłaś już otwiera usta, żeby jakoś ci dopiec. - Dzisiaj rozegramy sobie mecz na boisku, żeby przygotować się do zawod... Ugh. Ale ze mnie gaduła. - powiedział uderzając się wyprostowaną dłonią w czoło. - To miała być niespodzianka!
- Jakie zawody? - zapytał BamBam, a wszyscy spojrzeli na niego z wdzięcznością, bo każdy chciał wiedzieć o co chodzi. Każdy szczęśliwy człowiek. Czyli nie ty.
- Potem. Podzielcie się jakoś na drużyny. - powiedział po czym wszyscy wyszliście na boisko ustawiając się w dwóch rządkach. Trener zignorował trzech chłopaków z pierwszej klasy, którzy krążyli wokół niego wypytując o zawody, ale ten milczał jak grób i usiadł na trybunach zapisując coś w notatniku nauczyciela.
- Dajcie wy mi święty spokój! - krzyknął w końcu gdy młodzi zabrali mu długopis i zażądali odpowiedzi na zadane pytanie. Odpędził się od nich dłonią jak od natrętnej osy po czym wyznaczył gwizdkiem początek meczu. Podałaś piłkę swojej najlepszej przyjaciółce przebiegając w bok, aby mieć wolne pole do jej przyjęcia. Ji kopnęła piłkę w twoją stronę na co pobiegłaś prosto w kierunku bramki gdzie bramkarz właśnie uciął sobie pogawędkę z obrońcą gdzie to niby będą zawody. Wtedy usłyszałaś gwizdek trenera i jakieś krzyki, więc odwróciłaś głowę w kierunku trybunów co nie było dobrym pomysłem. Potknęłaś się na piłce, pisnęłaś jak mała dziewczynka i wylądowałaś na kimś, a wasze wargi się zetknęły. Szybko wstałaś i zauważając, że był to BamBam pomogłaś mu wstać i przeprosiłaś go.
- Nic nie szkodzi. Możesz codziennie tak na mnie wpadać. - zaoponował chłopak z delikatnym uśmiechem rozjaśniającym jego twarz.
- Emm... - wymamrotałaś nie wiedząc co masz odpowiedzieć na tego typu zaczepkę.
- Miałem cię o to już dawno zapytać: Zostaniesz moją dziewczyną? - zapytał BamBam, a delikatny rumieniec zawitał na jego twarz. Dookoła rozległy się gwizdy i "Zgódź się, zgódź się."
- Nie. - powiedziałaś stanowczo na co chłopak posmutniał i rozległy się jęki zawodu twoich koleżanek i jego kolegów.
- Dlacze...
- Jess! Ktoś do ciebie dzwoni! - przerwał mu trener podbiegając do was i wręczając mu swoją "roboczą" komórkę.
- Halo? - zapytałaś przytykając palcem jedno ucho aby lepiej słyszeć, bo wszyscy nagle wpadli na pomysł pocieszania BamBama.
- Jess! - usłyszałaś załamany od płaczu głos siostry i jakieś szelesty. I niestety wiedziałaś już jaka będzie kolejna część jej wypowiedzi. - Dzwonili ze szpitala. Zabrali mamę. Umiera. - przyjęłaś tę wiadomość jakby umierał ktoś inny, a nie najbliższa ci osoba. Przecież to niemożliwe. Zaledwie dzisiaj krzyczała na ciebie, że piłaś sok prosto z kartonu, a teraz... Nie. To nie może być prawda. - Już się pakuję, ale będę najwyżej... - odłączyłaś się i nie słuchając zaniepokojonych krzyków nauczyciela podałaś mu telefon i ile sił w nogach, w sportowym stroju pobiegłaś w stronę szpitala. Słyszałaś za sobą czyjeś kroki, jednak nie byłaś w stanie się odwrócić, żeby sprawdzić kto to. Twoja mama umierała. Nie było przy niej nikogo bliskiego. Ojciec w Busanie, siostra w Stanach. Miała tylko ciebie, a ty wolałaś udowodnić coś tacie, który nawet się o tym nie dowie niż zainteresować się zdrowiem matki. Po kilometrze nie mogłaś już dłużej biec, ale myśl o tym, że mama właśnie umiera dodawała ci sił i w ciągu zaledwie pięciu minut wbiegłaś przez drzwi frontowe szpitala.
- Jess! - zziajany Bambi zastąpił ci drogę i złapał cię za ramię uspokajając oddech.
- Puszczaj mnie! - krzyknęłaś ignorując zaskoczone spojrzenia rzucane przez pielęgniarki.
- Czy wszystko w porządku?  - zapytał jakiś lekarz podchodząc do was wyraźnie zaniepokojony. Korzystając z okazji dowiedziałaś się gdzie leży twoja mama i wbiegłaś na piętro po schodach w dalszym ciągu ignorując Tajlandczyka, który podążał twoim śladem. Odszukałaś właściwy oddział i wpadłaś do sali zastygając bez ruchu na widok mamy podpiętej do kilku różnych aparatur. Jeden wyświetlacz wskazywał tętno serca, które u twojej mamy wskazywało poważne zagrożenie życia. Teraz już sama nie wiedziałaś po co tu biegłaś. Skoro lekarze i najwybitniejsze maszyny oraz leki zawiodły to niby jak ty miałaś jej pomóc?
- To twoja mama? - zapytał szeptem BamBam muskając palcami ekran pokazujący tętno, który nagle zaczął niepokojąco pikać i do pomieszczenia wpadło kolejnych dwóch lekarzy. Chłopak spojrzał na ciebie współczująco gdy zaczęto wpompowywać twojej mamie jakiś płyn do żył.
- Podaj mi jeszcze jedną strzykawkę. - nakazał jeden z lekarzy pielęgniarce, która z prędkością światła podała mu przyrząd.
- Po co to wszystko skoro i tak wiadomo,  że nie ma dla niej szans? - powiedział praktykant, który obserwował co robią lekarze w takiej sytuacji. Poczułaś ucisk w okolicach serca i wybiegłaś na korytarz gdzie usiadłaś na ławce zanosząc się płaczem.
- Tak mi przykro. - powiedział BamBam naprawdę załamanym głosem obejmując cię ramieniem i przyciągając do swojej klatki piersiowej. - Ten facet na pewno nie miał tego na myśli.  On tylko... - chłopak umilkł, bo zorientował się,  że przez niego tylko jeszcze bardziej się rozpłakałaś. - Przepraszam. - wyszeptał opierając głowę na twoim ramieniu i chowając twarz w twoich włosach. Nie powiedział nic więcej dopóki nie uspokoiłaś się wsłuchując się w rytm jego serca.
- Poczekasz chwilkę? - zapytał wypuszczając cię z uścisku, a ty ignorując głos mówiący w twojej głowie "To zbyt samolubne." wyszeptałaś:
- Nie zostawiaj mnie.
- Och, Jess... - powiedział chłopak bez jakiegokolwiek śladu wyrzutu i objął cię jednym ramieniem, a drugą ręką zaczął szukać komórki w kieszeni spodni. - Halo? O, cześć JB! *długa chwila ciszy* A właśnie nie wiem kiedy wrócę domu, bo mama mojej najlepszej przyjaciółki jest w złym stanie w szpitalu i... *cisza* Yhym. No nie czekaj z kolacją. No. Nie lepiej nie przychodź. To nie jest dobry pomysł. No dobra. Do zobaczenia!
- JB? - zapytałaś podnosząc wzrok w stronę BamBama.
- To pseudonim. Chłopaka. - dodał po chwili przez co zrobiło ci się głupio.
- Nie o to mi chodziło...
- Dobra. Nie ważne. Co się stało twojej mamie? - zapytał przez co jakieś dziesięć minut tłumaczyłaś mu swoją sytuację w domu.
- I właśnie dlatego nie chcę mieć chłopaka. - dodałaś na zakończenie, żeby w końcu mu to powiedzieć i mieć to już z głowy.
- Co? Czy ja coś przespałem? Od kiedy rozmawiamy o nas? Dlaczego nie chcesz, żebym był twoim chłopakiem?
- Bo boję się,  że mnie zostawisz. - wyrzuciłaś to z siebie to czego nie powiedziałaś jeszcze nikomu, a w dodatku na koniec takie wyznanie. Byłaś w jego oczach skończona.
- Nie zostawię cię. - obiecał chwytając cię za dłoń i splatając wasze palce.
- Tak? Teraz tak mówisz, a potem wrócisz do Tajlandii i zapomnisz o mni... - przerwałaś, bo jego usta wpiły się w twoje w długim i słodkim pocałunku.
- Nie wrócę do Tajlandii. Muszę skończyć tu liceum, ale po wyjściu z niego będę już pełnoletni i sam zadecyduję o tym, żeby tu mieszkać. Poza tym kocham... - spojrzałaś na niego od dołu.  - Seul. No co tak się na mnie patrzysz? Żartuję. Kocham ciebie.  - A po kolejnym pocałunku dodał - Ale Seul też.
- Wiesz...- zaczął po chwili gdy jeden z lekarzy wybiegł z sali, w której leżała twoja mama. - Mógłbym spędzić w twoich ramionach wieczność i mam nadzieję,  że tak właśnie będzie,  ale jest ktoś kto teraz potrzebuje cię bardziej.
- Masz rację. - powiedziałaś podnosząc się z ławki. - Ale ty idź już do mieszkania. Ten DJ będzie się o ciebie niepotrzebnie martwił.
- JB - poprawił cię chłopak. - Nie będzie się martwił. To JB. Będzie świętował i zapewne zaprosi jakąś laskę. Wracam za góra dwie godziny i jadę tylko po to, żeby się przebrać, bo jest mi zimno w krótkich spodenkach. Przywieźć ci coś?
- Nie. Nie musisz przyjeżdżać. To moja mama. Nie lubiła gdy ktoś się nad nią użalał. To znaczy lubi... - Przez tę pomyłkę łzy ponownie zawitały do twoich oczu. Bambi pocałował cię w czoło.
- Wszystko będzie dobrze. - powiedział po czym poczekał aż wejdziesz do sali i poszedł do domu wybierając czyjś numer.
- Mamo... - zaczęłaś siadając na niewielkiej sofie przy jej łóżku i chwyciłaś ją za dłoń. - Wiem, że często się kłóciłyśmy, ale kocham cię i chcę, żebyś zawsze o tym pamiętała. - wyszeptałaś przyciskając wargi do dłoni mamy.

- Jess, skarbie... - usłyszałaś czyjś głos i twój policzek owionął ciepły oddech.
- Hmmm? - zapytałaś w jednej chwili otwierając oczy. Nawet nie pamiętałaś kiedy zasnęłaś. Leżałaś skulona w kąciku sofy, a obok siedział Bambi bawiąc się kosmykami twoich włosów. - Co z mamą?
- Bez zmian. - powiedział z żalem w głosie i musnął wargami twoje czoło. - Ktoś chce z tobą porozmawiać. - wyszeptał ci do ucha na co przeniosłaś wzrok na łóżko swojej mamy. Obok stała twoja siostra... i ojciec. Przez te sześć lat zmienił się nie do poznania. Wymłodniał przy swoich młodziutkich dzieciach.
- Co on tu robi!? - wykrzyknęłaś przechodząc do pozycji siedzącej i kierując słowa w stronę siostry.
- Przecież musiałam mu powiedzieć! Na moim miejscu sama byś...
- Nigdy bym nie powiedziała jemu! - ostatnie słowo dosłownie wyplułaś z siebie na co ojciec popatrzył na ciebie wzrokiem niesłusznie zbitego psiaczka. - Co przyjechałeś tu, bo znudziła ci się nowa rodzinka i nagle zacząłeś interesować się starą!? Jesteś skończonym tchórzem! Najpierw odchodzisz, a potem nawet nie...
- Jess... Spokojnie. - powiedział BamBam chowając twarz w twoich włosach.
- Spokojnie!? Przez tyle lat...
- Proszę państwa! Takie sprawy załatwia się na korytarzu! Uszanujcie chorą! - ofuknęła was szeptem pielęgniarka, która wbiegła do sali słysząc krzyki.
- Jessie, chodź. - powiedział twój ojciec, a ty prychnęłaś pod nosem gdy nakazał ci gestem dłoni abyś z nim wyszła na korytarz. Tyle lat marzyłaś, żeby usłyszeć głos taty, a teraz gdy to marzenie w końcu się spełniło chciałaś już nigdy więcej go nie słyszeć.
- Jess, porozmawiaj z nim. Będzie ci lepiej. - wyszeptał Bambi do twojego ucha na co zmierzyłaś go gniewnym spojrzeniem, ale mimo wszystko wstałaś i poszłaś za ojcem.
- Przepraszam, kochanie... - zaczął twój tata już na korytarzu.
- Kochanie!? Przez sześć lat nawet nie raczyłeś zadzwonić, napisać. Nic! Każdego dnia czekałam jak skończona idiotka na to, że to był tylko głupi żart. Na to , że wrócisz! A wtedy mama mi przekazała, że masz nowe dziecko! I co od razu musiałeś o mnie zapomnieć!? Nie mogłeś choćby raz na miesiąc zadzwonić!? Zapytać co u nas słychać!? Dowiedzieć się czy mamie dopisuje zdrowie!? A ty nic! Nic. Kompletny brak znaku życia przez sześć lat! Gdyby twoja starsza córka nie była na tyle glupia, żeby ci o tym powiedzieć nawet nie wiedziałbyś, że mama umiera! - krzyczałaś w najlepsze ignorując to, że jesteście w miejscu publicznym, a łzy strumieniami lały ci się z oczu. W końcu mogłaś wyrzucić z siebie to co przez tyle lat cię męczyło. - Jesteś tchórzem! Skończonym tchórzem, którego "nie potrzebujemy" *znak cudzosłowu zaznaczyłaś palcami w powietrzu* ale wiesz co!? Tu akurat miałeś rację! Żadne z nas cię nie potrzebuje! Jesteś dla nas nikim!
- Jess, uspokój się!  - zarządała twoja siostra wychodząc  sali razem z Bambim.
- Nie uspokoję się!  Tyle lat łudziłam się,  że o nas nie zapomniał!  Tyle lat wierzyłam, że wciąż nas kocha podczas gdy dla niego liczyła się tylko ta smarkula i jej równie smarkata matka!
- Kocham was! - wrzasnął ojciec przerywając twój głośny monolog gdy tylko na końcu korytarza pojawił się lekarz. - Dlaczego twierdzisz, że nie dawałem znaku życia kiedy to ty nigdy nie odpowiedziałaś na żaden z moich... - przerwał, bo lekarz przyspieszył i wbiegł do sali gdzie właśnie leżała twoja mama. Jak na komendę wszyscy wbiegliście za nim z Bambim zamykającym pochód. Doktor sprawdzał aparaturę.
- Nie żyje. - powiedział odwracając się w waszą stronę z czystym smutkiem wypisanym na twarzy. I nagle świat stracił ostrość.

*kilka dni po pogrzebie*

- BamBam, pomożesz mi to posprzątać? - zapytałaś wchodząc z wielkim kartonowym pudłem do miejsca gdzie w całym swoim życiu byłaś zaledwie dwa razy - do gabinetu mamy. W oczy rzuciła ci się śnieżnobiała karteczka leżąca na biurku.

Jessie,
skoro to czytasz to znaczy, że nie ma mnie już na tym pięknym świecie. Przepraszam Cię za to z całego swojego serca, które już się zatrzymało. Za to i za jeszcze jedną sprawę. Otwórz szafkę pod oknem, a zrozumiesz o co mi chodzi. Przepraszam Cię jeszcze raz i mam nadzieję,  że kiedyś mi to wybaczysz. Mam również do Ciebie prośbę: Wybacz ojcu. W przeciwieństwie do mnie nie zrobił nic złego. 
Pamiętaj, że zawsze będę Cię kochać. Przekaż ojcu i siostrze, że ich również kocham, a także Ji, którą traktowałam jak trzecią córkę.
Kocham Was.
Wybacz mi.
Mama

Otworzyłaś szafkę, o której wspomniała twoja mama i spotkało cię zaskoczenie. Masa listów i paczek adresowanych do ciebie od ojca.

Skończyłam bardzo późno jak na siebie.
Mam nadzieję,  że spodoba się Wam i zamawiającej :)
Czekam na opinie i komentarze ^^
Taeyeon ♥

19 komentarzy:

  1. Coś XD
    OK. Powaga~
    Piękne, bo smutne, a Hoshi takie lubi :3
    Piszaj kolejny <3 weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym "piszaj coś" nie chodziło mi o to, że masz napisać komentarz tylko, żebyś w końcu napisała opowiadanie na bloga Ty niemądra istoto! :)
      Piękne, bo smutne. Pff... A jakby nie było smutne to by Ci się nie podobało? Foch.
      Nie no żartuję :)

      Usuń
  2. Jezu kobieto KOCHAM CIĘ ~♥
    Takie smutne a zarazem kochane ~!
    Jezus aż mi źle, że jeszcze tego z Jackson'em nie napisałam xD
    Ale wiedz, że już zaczęłam i mam...186 słów ? XDDD
    Ten temat jaki ja dałam trudno się rozwija Xd
    Dobra za dużo rozpisania :P
    Uwielbiam ten scenariusz i czekam na następne ~♥
    P.S. Kocham wszystkie twoje prace ale ciiii....TU JE MÓJ BAMBAM ~♥
    Ta....Niestety, BamBam chce mi Marka z miejsca UB wygryźć xD
    Komawo za scenariusz ~♥ ~!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super. Gdy komuś napiszę scenariusz na zamówienie od razu dowiaduję się, że ta osoba mnie kocha. Pff... Ja Cię nie kosiam. I co mi zrobisz?
      Piszaj, bo będę okrutna. (Nie no żartuję. Pisz ile chcesz. W końcu rok szkolny i sama nie wyrabiam :)
      P.S No, w sumie to wiem dlaczego. Widziałaś BamBama w "Laugh" i Marka też w "Laugh"? Ja, która biasuje Jacksona cofałam partię Bambiego z sześć razy. Nie dlatego, że fajnie zarapował (choć zarapował fajnie xD), ale przez to jak tam wygląda. Bosh. Normalnie zaniemówiłam xD
      Nie ma za co i cieszę się, że Ci się podoba ^^

      Usuń
  3. Wiesz, moje małe kochanie, chyba cię zabiję.
    Ja też napisałam Bamiego! Nosz ja cie strzele zaraz.
    Jednakze po przeczytaniu się uspokoiłam, takie sweet i dramat, że ah. Sprzeczki z trenerem, milosc Bamiego. Siódme niebo.
    Pierwszacy napastują trenera, skądś to znam ❤
    Ogolem, bardzo fajnie, ale! CHCĘ MOJEGO HOSEOKA!
    HAHAHAHAH XD
    Weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jedno. Moje ma być dłuższe ❤❤❤❤❤❤
      Kocham cię ❤

      Usuń
    2. Jeny? Dłuższe? No co ty!? Jest rok szkolny... Zlituj się kobieto... A tak serio to mam nadzieję, że mi wybaczysz, jeśli będzie krótsze niż to... Plosiem... Pierwszacy, napastujący trenera kiedy to będą treningi i zawody + Dziewczyny padające twarzą na materace + Chłopaki, którzy grają w nogę bez zgody nauczyciela = Każdy wf w mojej szkole ^^
      Jutro mam aż dwa...

      Usuń
    3. Ja nie chodzę już do szkoły. Więc spinam dupe i pisze, pisze, pisze. Chyba mam juz polowe opowiadania o Zelo. XDD
      Spokojnie, a twoje mam pomysly.

      Wracajac do wf. To ja mialam o wiele gorzej. Wszystko przez okno wylatywalo. Nauczyciel znoczeniec, mlody. Ale dawal ulgi. Ino nie mi. Kit z tym, ze kontuzja, jedziesz na zawody z kosza xDD

      Usuń
    4. "Chyba" xD? Uhuhu... Żelek? To piszaj, bo go lubię ^^

      Co do kosza to dzisiaj graliśmy w szkole. Mamy teraz innego, nowego nauczyciela od tego roku, który "chce poznać nasze umiejętności we wszystkich dyscyplinach sportu". I dzisiaj wypadła koszykówka. I dowiedziałam się, że gram najlepiej z klasy (z chłopaków też)!!! Trafiłam najwięcej razy to kosza. Moja drużyna wygrała każdy mecz i jaram się teraz jak głupia xD Ale zawaliłam dwie akcje, bo trafiłabym ale zablokowali mnie. Nosz kurde...

      Usuń
    5. Zabawne. Znam to. Puerwsza liceum mialam 6 z wf. Potem problemy zdrowotne i zwolnienie

      Usuń
    6. Stwierdzenie faktu: Jesteś moją unni.... Kurde... ^^

      Usuń
    7. Mialas przeczytac zakladke u mnie ;(

      Usuń
    8. Przeczytałam xD Lepiej późno niż wcale ;D

      Usuń
  4. Jak długo czytam scenariusze, tak jeszcze nigdy nie widziałam czegoś podobnego do tego. Ten scenariusz jest wyjątkowy i jeszcze na dodatek z BamBamem <3 Ten skunks jest the best <3
    Historia jaką przedstawiłaś w scenariuszu jest bardzo wzruszająca, dobrze to napisałaś ^^
    Pozdrawiam i życzę weny!

    www.shakeupmyheart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bosze, jak mi słodzicie ;) Dziękuję, a poza tym: No kto nie lubi Bambiego? Wszyscy go lubią. A Ci, którzy nie niech siedzą cicho xD Żartuję. :)
      Też życzę weny :)

      Usuń
  5. Aj, nooo. Spóźniłam się. Nie da się prześcignąć ninja. ;<
    Tak, więc... kurczę, no. Piszesz niesamowicie i masz super pomysły. Uwielbiam twoje fanfiction. ;3 Czekam jak zwykle na więcej. Czy ja też bym mogła prosić o scenariusz? ; )

    http://quintessence-of-sarcasm.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz. Życie. Ale ja też się spóźniłam z Twoim opowiadaniem o mafii. Ale mi słodzicie. Cukier mi zaraz podskoczy xD A tak serio to dziękuję za każdy komentarz :) Za te niemiłe też bym dziękowała xD

      Usuń
  6. To było taki WOW (*_*) (╥_╥)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dla mnie WOW jest to, że pod tym postem jest tyle pozytywnych komentarzy <3
      Uwielbiam Was <3
      Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało i dziękuję za komentarz, bo nawet najkrótszy wiele dla mnie znaczy ;)

      Usuń

Google+ Followers