Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sungoh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sungoh. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 grudnia 2017

special present

Hejka :)
Ha, jak zwykle spóźniona z pisaniem adnotacji XDD
Dzisiaj Mikołajki, więc mam nadzieję, że dostaliście swoje wymarzone prezenty 'B) Możecie pochwalić się w komentarzu B)) Ja sama dostałam mega rzeczy, dałam też mega rzeczy (taaa, sama bym takie chciała dla siebie XDD), więc jestem bardzo zadowolona ;D A teraz trzeba się fizyki uczyć... :c
I nadal nie ma wyników z olimpiady, bu :ccc
Miniaturki na kilka kolejnych dni, począwszy od tej, będą w tematyce Harry'ego Pottera, bo ja jestem Potterhead do kwadratu (każda część przeczytana po 7-8 razy), więc no, pisało mi się je łatwo XDD
Miłego czytania 

one shot | miniaturka | Yu Sungoh | 24K

     Dźwięk stawianych przez jasnowłosego Ślizgona butów niemalże odbijał się echem i niósł się poprzez ciemny korytarz, oświetlony jedynie niewielkimi świecami, ulokowanymi po obu stronach kamiennych ścian co jakieś dwa metry. Młodzieniec jako jedyny ze swojego domu zdecydował się na pozostanie w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie podczas ferii zimowych, więc o ile w normalnych okolicznościach starałby się powodować mniejszy hałas podczas swojej wędrówki do pokoju wspólnego Slytherinu, teraz nie zwracał na to najmniejszej uwagi.

piątek, 26 maja 2017

My only love? Speed #3

Hejka :)
Po prawie roku (heheh) publikuję część opowiadania Reiko i mojego, która została napisana też prawie rok temu XD
Mamy z Reiko nadzieję napisać resztę na wakacjach, ale na razie niczego nie obiecujemy :")
Rozdział ma 4,9k słów, jakby kogoś to interesowało :") A jak nie, to i tak już to napisałam, więc za późno na protesty ;P 
Dzisiaj Dzień Matki, a Rim mi nie złożyła życzeń :c To takie smutne :") Matkujesz komuś przez cały czas, a nawet życzeń nie otrzymasz w zamian XD (Wzbudzanie wyrzutów sumienia tak bardzo. Wiem, że to czytasz, wyrodna córko. Tak, ta kropka to specjalnie.) 
Mogę się Wam pochwalić, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni mamy, uwaga, uwaga, 11 sprawdzianów/kartkówek/testów z całego roku, a potem 12 i 13 czerwca wycieczkę, więc zasada "Kto ma czas, ten pisze" już weszła w życie i miejmy nadzieję, że coś z tego wyjdzie :")
Po roku wracamy do świata, w którym pewien rudzielec i kasztanowowłosy biorą udział w nielegalnych wyścigach, a pan mechanik o fioletowych włosach również nielegalnie gromadzi niezwykle drogie pojazdy. Bo jakby było legalnie, to byłoby nudno B)
W ogóle dla tych, którzy zapomnieli, przypominam samochody naszych głównych bohaterów, bo to dosyć istotne: V - Lexus LFA, Baekhyun - McLaren MP4-12C, Jungkook - Nissan GT-R. A teraz wyobraźcie sobie takich przystojniaków w tak zajebistych autach ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Miłego czytania :) 

<- 1. rozdział
<- 2. rozdział


I możesz mnie złapać na nieczystej jeździe, ale nie w moim samochodzie
To miłość i wierność poprzez zamek mojego serca 
Nigdy nie odwracaj się, nie wiem, jak to się stało 
Powiedziałem to raz, zrobię to ponownie 
Gram w gierkę, robię wszystko, aby wygrać 
Z tobą i twoimi przyjaciółmi, na dobre i na złe 
To ja i mój zespół, wiesz, że chcemy wygrać 
Wiesz, że jedziemy dopóki koła nie odpadną 
Wiesz, że się trzymam, że nie myślimy o tym wszystkim 


     Rudowłosy zamknął drzwi od jej strony i zaraz znalazł się na swoim miejscu za kierownicą. Napisał jeszcze Baekowi SMS, że będzie później, żeby mu nie przeszkadzali. Odczytał też wiadomość tekstową, którą dostał od fioletowowłosego zaraz po wyścigu i zerknął na dołączony plik. O mało nie udusił się ze śmiechu, gdy zobaczył zdjęcie Byuna w oczojebnych, męskich stringach i staniku. Czując na sobie wzrok dziewczyny, który mówił, że patrzy na kogoś niedorozwiniętego na umyśle, pokazał jej zdjęcie i ta także zaczęła się śmiać. Gdy się uspokoili, Tae ze łzami w oczach ruszył przed siebie. Doskonale wiedział, gdzie chce zabrać swoją pasażerkę, więc też skierował się na główną ulicę tokijskiej dzielnicy, w której organizowano wyścigi. Rzadko z niej korzystał swoim Lexusem, bo wszyscy mieszkańcy pobliskich budynków byli wrogo nastawieni do szybkiej jazdy tam nielegalnymi samochodami. Tym, czego najbardziej obawiali się miejscowi, było to, że ktoś z nich może znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze i zostać potrąconym, co z tak ogromnymi liczbami na prędkościomierzu z pewnością skończyłoby się śmiercią dla obu stron.

poniedziałek, 11 lipca 2016

My only love? Speed #2

Hejka :)
Na razie chyba nie możecie narzekać na częstotliwość postów, bo pojawiają się w miarę szybko. Ale co będzie dalej xD? Lepiej czy gorzej? *chwila, aby każdy odpowiedział sobie, że woli pierwszą opcję ;D*
Wracam do Was z kolejną częścią opowiadania, które jak już wspominałam, piszę z Reiko prowadzącą bloga ShakeUpMyHeart. Pierwotnie ta część miała 8,787 słowa, ale zdecydowałyśmy się, jednak to podzielić na pół, no, bo komu z Was chciałoby się, aż tyle czytać? W sumie to nie jest to równa połowa, bo ten rozdział ma 3.880 słów, ale co tam... Z tego planowanego one shota powoli się robi rozdziałowiec :')
Raczej nie mam nic do dodania.
Miłego czytania :)



Unoszę się mile stąd
To nie problem, tylko prawdziwi podążają za mną
Mogę to robić z zamkniętymi oczami
Ślepnąć więcej niż dwa razy
Nie wierzysz? Spróbuj
Nie wierzymy tylko w próby


Radzę Ci nie starać się wygrywać w nadchodzącym wyścigu, V. Wygrasz – ucierpicie wszyscy troje.

     Taehyung, Sungoh i Baekhyun stanęli przed niewielką kartką wiszącą na jednej z umazanej sprejami szafce na narzędzia, dostrzegając ją w drodze do ich miejsca spotkań. Chłopcy patrzyli po sobie ze ściągniętymi brwiami, nie racząc, ani słowem skomentować zaistniałej sytuacji. Podobne zdarzały się tutaj bardzo często, ale jeszcze żadna z gróźb, które się tam pojawiła, nie odnosiła się bezpośrednio do któregokolwiek z nich. Tym razem zdarzyła się dość niezwykła rzecz, ponieważ adresat informacji był zaznaczony wprost.
- Chodzi o naszą trójkę, prawda? Ty wygrasz, a my na tym ucierpimy? – zapytał kasztanowowłosy, żeby się upewnić, czy wpadł na dobry tok myślenia.
- Yhym… Ale chyba w to nie wierzycie, prawda? Nie możemy się tym przejąć, bo gdybyśmy tak robili, to zniszczyliby nas i nici z wyścigami – osądził Taehyung, zrywając kartkę z szafki i wszedł do opuszczonego obecnie miejsca spotkań kierowców wyścigowych, kierując się w stronę ich ulubionej mniejszej hali, a za nim poszli Sung z Baekhyunem. Rudowłosy usiadł na jednej z licznych kanap i rzucił kartkę na blat stołu, mierząc ją nienawistnym spojrzeniem, jakby to ona była winna niepokojowi jego przyjaciół, a nie osoba, która ją napisała. Baek rzucił się na wolne miejsce obok niego, odchylając głowę za oparcie, tak, jak robił to zawsze, natomiast Sungoh oparł się o czerwono-czarne Ducati 1098S.
- Zadzwonię po Kaia, może on widział, kto to tu przypiął – stwierdził Baekhyun, wyciągając telefon z kieszeni i wybierając numer Jongina.
 - Od dzisiaj albo załatwiamy lepsze zabezpieczenia warsztatu, albo przestajemy wpuszczać tu wszystkich najlepszych kierowców. Dobrze wiesz, że większość z nich jeździ jedynie dla pieniędzy i mają dość tego, że im je odbierasz – zawyrokował fioletowowłosy, nerwowo stukając palcami o lakier motocyklu. Jeżeli groźby były skierowane do kogoś mu obcego, nie przejmował się dodatkowymi zabezpieczeniami. Jednak w tym przypadku chodziło o jego najlepszych przyjaciół i nie mógł sobie pozwolić, żeby coś im się stało.
- Niech się nauczą lepiej jeździć lub więcej trenują, a nie… - zaczął Taehyung, ale przerwał, ponieważ Baekhyun nagle się podniósł, niemal uderzając go łokciem prosto w twarz.
- Nie… - wyszeptał Baek, kręcąc głową tak gwałtownie, że jego wystylizowana fryzura została doszczętnie zniszczona. Tae zdziwiony zerknął na mechanika, a widząc zaskoczenie również na jego twarzy, stanął naprzeciwko kasztanowowłosego i położył mu dłoń na ramieniu.
- Hej, co jest? – zapytał, a wtedy Baekhyun podniósł na niego wzrok, dzięki czemu V mógł dostrzec w jego oczach przerażenie zmieszane z niepokojem. Rudowłosy zmarszczył brwi i wyrwał przyjacielowi telefon z dłoni, dając go na głośnomówiący.
- (…) go uratować? Żaden z was nie może wygrać tego wyścigu, a jeżeli tak się stanie, to wiedzcie, że już po nim. – Z urządzenia rozbrzmiał podwójnie wzmocniony, zachrypnięty, męski głos. Sungoh odszedł ostrożnie od Ducati, żeby go nie uszkodzić i podszedł bliżej telefonu leżącego na blacie stołu. „Kai?” zapytał bezgłośnie, ledwie poruszając wargami, a gdy otrzymał od Baekhyuna lekkie skinienie głową, chwycił iPhone i przyłożył do ucha.
- Gdzie jest Jongin, do cholery? – warknął Sung do słuchawki, a odpowiedzią był śmiech mężczyzny po drugiej stronie.
- Mówiłem wam, że jeżeli nie wygra żaden z was, wypuścimy go wolno – powtórzył, a w tym samym momencie Taehyung wyciągnął swój telefon i włączył aplikację namierzającą, wpisując numer Kaia. Stanął przed fioletowowłosym i bezgłośnie przekazał mu, że musi utrzymać rozmowę jeszcze przynajmniej trzy minuty. Sungoh skinął głową, na znak, że się postara.
- Udowodnij, że nie kłamiecie. Daj mi Jongina do telefonu – powiedział mechanik do słuchawki agresywnym tonem, a po kilku sekundach z drugiej strony dało się słyszeć czyjeś ciężkie kroki z odgłosem imitującym echo.
- Proszę bardzo – odpowiedział mu mężczyzna i po chwili można było usłyszeć, jak grozi Kaiowi, że jeżeli zdradzi miejsce ich położenia, to następnego dnia zostaną odnalezione zwłoki jego dziewczyny.
- Masz to wygrać, mną się nie przejmu… - zaczął Jongin, ale po chwili przerwał z jękiem, jakby właśnie oberwał w twarz, a potem z drugiej strony dało się słyszeć jedynie odgłosy szarpaniny. – Sen… - krzyknął Kai, nim ponownie pisnął z bólu, a połączenie zostało przerwane.
- Masz to? – zapytał Sungoh, który rzuciwszy telefon Baekhyunowi, doskoczył do Taehyunga i spoglądał mu przez ramię na wyświetlacz telefonu.
- Nie mam. Numeru Kaia w ogóle nie było w rejestrze, więc zakładam, że odinstalowali mu tę aplikację – warknął Tae, ze złością rzucając swój telefon na blat stołu.
- Sendai! – wykrzyknął Baekhyun, który dotychczas siedział cicho na kanapie, intensywnie nad czymś myśląc. Przyjaciele spojrzeli na niego nic nierozumiejącym wzrokiem. – No, bo zaczął krzyczeć „Sen…”, więc zakładam, że to było miejsce, gdzie się znajduje, no, bo raczej nie chodziło mu o sen, skoro osoba, która go przetrzymywała od razu się odłączyła i wyłączyła jego telefon. Jeździliśmy tokijskimi ulicami i na autostradzie tak z trzy-cztery godziny, więc podróż do tego miejsca musiała zająć mniej, bo nigdzie nie było słychać jeżdżących samochodów, ani odgłosu pracującego silnika. Poza tym te kroki uniemożliwiają branie pod uwagi jazdy. Z resztą były tak ciężkie i zdecydowanie zbyt głośne, żeby ktoś poruszał się po jakimś wyłożonym płytkami podłożu. Brzmiało to bardziej jak coś w stylu betonu, czyli musimy wziąć pod uwagę opuszczone budynki, no, bo raczej wszędzie indziej znajduje się posadzka. Chyba, że uwzględniamy w naszych poszukiwaniach jeszcze stacje pociągowe, to wtedy zgadzałaby się głośność tych kroków, ale niemożliwym jest, żeby ktoś przetrzymywał go na stacji, bo niektóre pojazdy jeżdżą kursem nocnym i zostaliby zauważeni, a raczej chodzi im właśnie o pozostanie niewidocznym. Często z rodzicami bywałem w Sendai. To około dwie i pół godziny wolnej drogi, więc gdybyśmy pojechali naszymi samochodami, to zajęłoby nam to tak z półtora godziny, a potem mielibyśmy do sprawdzenia dwie opuszczone fabryki, bo o ile się orientuję, to tylko tyle jest tam odpowiednich miejsc do przetrzymywania kogoś.
- Baek… Wow… - powiedział po chwili, wprost osłupiały z wrażenia Taehyung, który wcześniej starał się coś wymyślić w związku z tą aplikacją, ale przerwał już w połowie wypowiedzi przyjaciela. – Ja… Nigdy w życiu nie przypuszczałbym, że możesz wymyślić coś tak mądrego – wydukał, patrząc na Baekhyuna w oszołomieniu. Sungoh milcząc, pokiwał gwałtownie głową na znak, że myśli to samo. Dzięki temu obu chłopakom oberwało się od kasztanowowłosego z łokcia pod żebra, na co i V, i mechanik jęknęli z bólu.
- Dziękuję wam za wiarę we mnie, osoby, które dotychczas uważałem za przyjaciół. Teraz widzę, że postrzegacie mnie jak idiotę, idioci – warknął Baek, patrząc na nich złowrogim spojrzeniem.
- Nie, nie, nie. Co ty, jesteś bardzo inteligentny i w ogóle… - zaczął Sungoh, ale przerwał, widząc, jak Taehyung daje mi niemy sygnał, że ma być cicho i najlepiej zmienić temat. – No, a tak w ogóle, to piękna dzisiaj pogoda, nieprawdaż? – zapytał z szerokim, wymuszonym uśmiechem.
- Tak! – zgodził się nad wyraz entuzjastycznie V, na którego twarzy również pojawiło się sztuczne szczęście. – Te… te gwieździste gwiazdy – westchnął z zachwytem. – Widzieliście kiedyś bardziej gwieździste niż te dzisiaj? – zapytał, na co oberwał tym razem od Sungoha, który posłał mu spojrzenie mówiące „Nie przesadzaj, bo będziemy mieli przejebane.”
- Z kim ja żyję… - westchnął Baekhyun, zabierając ze stolika swój telefon i podał Taehyungowi ten jego. – Poza tym dobrze wiem o tym, że jestem inteligentnym, sprytnym i zdecydowanie najprzystojniejszym oraz najlepszym kierowcą z naszej trójki. – Wyszczerzył zęby w charakterystycznym prostokątnym uśmiechu, czekając na jakąś reakcję z ich strony.
- Taaak… Jesteś zdecydowanie najlepszy z nas wszystkich – przytaknął z uznaniem Sungoh, a Taehyung poszedł w jego ślady.
- Boże, ale z was pojeby. Chodźcie już – westchnął kasztanowowłosy, ciągnąc V za nadgarstek w kierunku wyjścia z hali. Oboje obrócili się jak na zawołanie, słysząc za sobą co najmniej podejrzane odgłosy. Spojrzeli po sobie ze zdziwionymi minami, nie lokalizując Sungoha w pomieszczeniu, z którego właśnie mieli zamiar wyjść. Po chwili Baekhyun puścił Taehyunga i ostrożnie wszedł do składziku, w którym mechanik trzymał zapasowe części do samochodów oraz swoje narzędzia, ponieważ to właśnie z niego dobiegały odgłosy, jakby ktoś właśnie wyrzucił na posadzkę wszystko, co miał w zasięgu wzroku. Ujrzał tam swojego przyjaciela, który przekładał pokaźne kufry, usuwając je pod ścianę.
- Emm… Nie chciałbym przeszkadzać, ale wydawało mi się, że taki jeden Jongin czeka na nasz ratunek, a porządek możesz sobie zrobić tu kiedy indziej – powiedział z irytacją Baek, opierając się o framugę drzwi. Sungoh nawet nie raczył mu odpowiedzieć, nadal przekładając pudła.
- Hej, to ratujemy go dzisiaj czy jutro? – zdziwił się rudowłosy, przystając w przejściu obok kasztanowowłosego i patrząc na mechanika z równie zdziwioną miną co Baekhyun. Fioletowowłosy zignorował ich i kiedy po przełożeniu ostatniego pudła, jego oczom ukazała się metalowa skrzynka niezbyt wielkich rozmiarów w porównaniu do tych, w których przechowywał narzędzia, natychmiast ją otworzył. Kierowcy odsunęli się od drzwi i stanęli za nim, spoglądając ze zdziwieniem na zawartość kufra. Widząc, co się w nim znajduje, przykucnęli po obu stronach Sungoha, patrząc ze zdziwieniem to na przyjaciela, to na broń wypełniającą metalowy pojemnik.
- Skąd ty to…? – zaczął Baekhyun, przesuwając dłonią po krawędzi skrzynki. Poszedł za przykładem Taehyunga i teraz obaj przyglądali się z błyszczącymi oczami, jak Sungoh przebiera w broni, z których większość była ukryta w pokrowcach, które zdobiły różne numery. Chłopak wyrzucił z pojemnika już kilkanaście sztyletów, noży bojowych oraz myśliwskich, prawie zabijając nimi rudowłosego, ale nadal zdeterminowanie szukał czegoś, co jak na złość musiało znajdować się na samym dnie kufra. W końcu z niemal nabożną czcią położył przed sobą kilka pokrowców.
- Na razie po prostu trzymajcie i nie popsujcie. WALTHER CP88. Najlepszy pistolet, jaki kiedykolwiek wyprodukowano, więc nie waż mi się go zepsuć, bo potem sam sobie będziesz szukał kogoś, kto sprzeda ci nielegalnie oryginał i w dodatku za przystępną cenę  – zagroził, dając Baekowi wymienioną wcześniej broń. – WALTHER P99 DAO. Również zajebiście dobry i drogi pistolet, więc naprawdę radzę ci go nie zniszczyć, bo przebiję ci opony w Lexusie i przekonam wszystkich znanych mi mechaników (a swoją drogą znam ich masę), żeby nawet nie ważyli się ci ich zmienić – powiedział, wkładając Taehyungowi w dłonie tę groźną zabawkę. – No, a jako, że ja umiem się posługiwać bronią, biorę to. Kalasznikow ak47 – stwierdził, przysuwając do siebie swoją ulubioną strzelbę. Zgarnął ze skrzyni trzy kastety i tyle samo noży bojowych, po czym zamknął z powrotem pudło, ukrywając je pod kilkoma innymi. – No to teraz tak szczerze… Czy którykolwiek z was potrafi strzelać?
- Emm… No… No nigdy nie musiałem, więc… - zaczął kasztanowowłosy, wyciągając z pokrowca pistolet i oglądając go z każdej strony.
- Czyli tak jak myślałem, nie umiecie. No to taki szybki kurs strzelania. Trzymacie tak, ciągniecie za to i staracie się nie zabić samych siebie. Rozumiecie? – zakończył swój szybki kurs Sungoh, nie czekając nawet na odpowiedź wyścigowców. – Okey, super. Jesteście najlepszymi uczniami, jakich miałem. Teraz tak… Noże biorę do auta, ale raczej będą nieprzydatne, natomiast każdy z nas zakłada kastet z chwilą wyjścia z samochodu.
- A tak z ciekawości… to po co nam ta broń? – zapytał Taehyung, narażając się tym na zdegustowane spojrzenie fioletowowłosego.
- Hmm… No, nie wiem… Skoro twoim zdaniem osoba zdolna porwać kogoś i przetrzymywać go, będzie nieuzbrojona, to jesteś naprawdę rozsądny, i z pewnością poradzisz sobie z taką osobą w pojedynkę, więc nie musimy wszyscy jechać do Sendai - zakończył Sungoh z zaciśniętymi zębami swoją pełną sarkazmu wypowiedź, wstając z podłogi i podając jemu oraz Baekowi kastet.
- Ej, no tylko się pytam.
- Dobra, jedźmy już – pogonił pozostałą dwójkę Baekhyun. Nie chciał, aby w obecnej chwili wybuchła między nimi kłótnia, tym bardziej, że żaden z nich nie wiedział, w jakim stanie jest teraz Kai. Musieli się spieszyć, uratować go jak najszybciej. Przecież przyjaciół nie zostawia się w potrzebie, prawda?
     Taehyung i Sungoh rzucili sobie jeszcze wściekłe spojrzenia i cała trójka skierowała się do swoich pojazdów (Baek do tego Taehyunga, bo jego nadal nie został naprawiony), zaraz do nich wsiadając. Ruszyli do Sendai z maksymalną możliwą prędkością dla ich samochodów, utrzymując ze sobą stały kontakt. Po półtora godziny byli już na miejscu i sprawdzali pierwszą z dwóch opuszczonych fabryk. Jak się okazało, nie było w niej nic godnego uwagi. Gdy przeszukali całą i nie znaleźli czegokolwiek – skierowali się do drugiej, w której byli już po paru minutach. Tę także zaczęli dokładnie przeszukiwać, lecz prawie powtórzyła się historia z pierwszej. No właśnie. Prawie. W ostatniej chwili, gdy mieli już wychodzić, Tae usłyszał jakiś hałas. Zatrzymał się, nasłuchując uważnie. I już nawet nie zwracał uwagi na to, że został w tyle. Minęło pół minuty, minuta. Właśnie miał iść dalej, gdy do jego uszu dotarł stłumiony krzyk. Nie zastanawiał się dłużej. Zaczął na nowo wszystko przeszukiwać. Krzyki i jęki bólu zdawały się być coraz częstsze i głośniejsze. Z każdym z nich, był coraz bliżej ich źródła. I wtedy znalazł.
      Za przywaloną stertą znajdowała się zakurzona klapa w podłodze – przejście do piwnicy. Ci, którzy porwali Jongina zapewne dobrze postarali się, aby było to ciężkie do znalezienia. W końcu on i jego przyjaciele też prawie to minęli. Kim wyjął telefon z kieszeni i napisał SMSy do dwójki pozostałych przyjaciół, aby wrócili się do środka, ponieważ coś znalazł. Nie mógł ich przecież zawołać. Wtedy mógłby zostać zauważonym i wszystko byłoby na marne. Wyciszył swojego iPhone’a i czekał, ukrywając się za rogiem w razie czego, ale obserwując wejście. Mocniej ścisnął kastet w swojej prawej dłoni, który był już założony i gotowy do ataku. Minutę później ujrzał Yoo i Byuna w drzwiach. Wychylił się i skinął na nich ręką, by podeszli bliżej. Głową wskazał na swoje znalezisko. W pomieszczeniu udało wychwycić się cichy szmer, wywołany przez dwójkę przybyłych.
- Wchodzimy? – zapytał Baekhyun szeptem, nieco niepewnie. Zapewne stresował się tak samo jak V. Nie pomińmy też Sunga, którego serce wybijało teraz szybszy rytm pod wpływem adrenaliny zbierającej się w jego żyłach. Który z nich przejmował się najbardziej? Chyba wszyscy po równo. W końcu Kai należał do ich grupy od dawna i był przyjacielem całej trójki.
- A mamy inny wybór? – zapytał ironicznie rudowłosy. Odpowiedź była jasna. Fioletowowłosy przyklęknął i zacierając dłonie, podniósł klapę w górę. Czekał, aż przejdzie przez nią najpierw Taehyung, a później Baekhyun, by samemu zejść na końcu i dokładnie zamknąć za nimi przejście, aby wróg jak najpóźniej zorientował się o tym, że przybyli i pałętają się po jego terenie.
     Kroczyli obok siebie szerokim korytarzem. Nie miałoby sensu chodzenie gęsiego, tym bardziej, że każdy i tak, i tak by ich zobaczył, ponieważ nie było tu żadnych bocznych ścieżek, w których mogliby się ukryć, ani żadnych mebli, czy czegoś w tym rodzaju. Nie wiedzieli, dokąd zmierzają, ale pewni byli jednego – odgłosy uderzeń i dźwięków bólu wydawanych z czyjegoś gardła, stawały się coraz głośniejsze i na pewno nie były już tłumione, jak wcześniej, gdy Tae je usłyszał.
Po przebyciu około pięciuset metrów trafili na odcinek, gdzie po obu ich stronach znajdowało się kilka par brązowych drzwi. Najwidoczniej ta fabryka miała podziemie większe, niż wszyscy mogliby się spodziewać. Czyżby ktoś specjalnie je rozbudowywał z czasem?
      Przystanęli, wiedząc, że dźwięki, jakie dochodziły do ich uszu, dochodzą gdzieś stąd. Teraz musieli zdecydować tylko, które to drzwi. Ciężko, rzecz jasna, nie było tego zrobić. Mocniej chwycili kastety w swoich dłoniach, odbezpieczyli bronie. Sungoh jeszcze coś przy swojej poprawił, by mieć pewność, że dobrze strzeli. Wraz z kolejnym krzykiem wkroczyli do środka, wyważając przy tym drzwi. Co jak co, ale zdecydowanie weszli z… hukiem.
     Wchodząc, zobaczyli jakiegoś mężczyznę znęcającego się nad ich przyjacielem, a po jego bokach jeszcze trzech innych, przygotowanych do ataku w każdej chwili. Przez głowę Taehyunga przeleciała nawet myśl, czy w ogóle przeżyją, ale zaraz się jej pozbył. Musieli przeżyć, choćby nie wiadomo co. Na pewno Tae musiał. Przecież przyleciał do Japonii po to, aby wygrywać w wyścigach i ewentualnie w nich zginąć, będąc szczęśliwym, bo umiera przez to, co kocha. Zdecydowanie nie znalazł się tutaj, by ginąć w potyczce z kimś, kto mu groził. Chyba, że na torze. Wtedy byłoby to zupełnie coś innego.
     Ze stanu zamyślenia wyrwał go Yoo, który jako pierwszy wystrzelił, nim zdążyli to zrobić ci, stojący naprzeciwko nich. Przyjaciel ranił jednego tak, że tamten upadł na ziemię i już się z niej nie podnosił. Czy go zabił? Prawdopodobnie. Wtedy w pomieszczeniu rozległy się strzały. Tae uskoczył na bok, kryjąc się za rozwalonymi drzwiami i mając idealną pozycję do oddawania kolejnych strzałów. Baek znalazł się w drugim kącie pomieszczenia, a Oh walczył zza rogu, z korytarza. Rudowłosy w tym momencie nawet nie zważał na to, by uważać, aby siebie nie zranić. Adrenalina buzowała w jego żyłach, dodając mu energii i pewności siebie. Tak samo pozostałej dwójce. Kim ranił kogoś w ramię, zaraz doprawiając go kolejnym strzałem. Przy okazji o mało nie oberwał kulką w głowę. Na szczęście udało mu się schylić w ostatnim momencie. Kątek oka zauważył, jak Byun zostaje trafiony w nogę i czołga się za jakąś szafkę. W czasie, gdy kasztanowowłosy dążył do schronienia, on wraz z fioletowowłosym go osłaniali.
     Nie wiadomo, ile trwała cała ta wymiana ognia. Na szczęście chłopacy wyszli z niej żywo. Tylko ten, który torturował Kaia, dał radę uciec. I Taehyung miał dziwne wrażenie, że jego sylwetka jest znajoma. Zaraz jednak potrząsnął głową. W tym momencie nie było czasu się nad tym zastanawiać. Musiał wraz z Sungohem pozbierać dwójkę swoich przyjaciół i czym prędzej udać się do swojej „bazy”, by się nimi zająć. Tak jak wcześniej nie mógł zawieźć dziewczyny do szpitala, tak teraz nie mógł ich. Powód był prosty i znany – policja ich poszukiwała za nielegalne wyścigi i lekarze na pewno by ich powiadomili. A przecież żaden z nich nie miał zamiaru spędzać nie wiadomo ile czasu w więzieniu. Gdy tylko znaleźli się na miejscu, zajęli się ranami Jongina i Baekhyuna. Ten pierwszy miał pełno krwawiących nacięć na skórze oraz złamany nos. Po niektórych z nich na pewno pozostaną mu blizny, jednak nie będą one aż tak duże. Można powiedzieć, że na starość będzie miał pamiątkę po szalonej młodości. Oczywiście, o ile wcześniej nie zginie w wyścigu – rzecz jasna. Baek natomiast miał dużo szczęścia. Kula przeszła obok kości, nie łamiąc mu jej, ani nie wyrządzając żadnych większych szkód. Żaden z nich jednak nie wiedział, jak wiele przeszkód stoi jeszcze na ich drodze, która była strasznie kręta i znajdowały się na niej zarówno wzniesienia, jak i upadki.

***

     Minęły dwa tygodnie. W tym czasie chłopcy zabronili wstępu do swoich garaży innym zawodnikom, aby zachować środki bezpieczeństwa oraz wiele trenowali. Taehyung ponownie wziął się za zdobywanie informacji o kolejnych przeciwnikach, jakich miał pokonać. Szczególnie interesował się w tym czasie Jeon Jeonggukiem. Przygotowywał się do chwili, która miała być tą pamiętną w głowach innych przez wiele następnych lat.
     Na ten dzień była wyznaczona data jego kolejnego wyścigu. Był to też dzień, w którym Baekhyun miał odbyć swoją karę za przegrany wcześniej zakład. Kim był dziwnie spokojny i wyluzowany, jak na siebie. Zazwyczaj stresował się i trzymał to wewnątrz siebie, choć jego przyjaciele wiedzieli, jak jest naprawdę. Dzisiaj było inaczej i każdy wyczuwał tę zmianę, jaka w nim zaszła. On jednak miał pewność, że wygra. Przez ostatnie dni sprawdzał każdą informację o swoim rywalu – Oh Sehunie. O ile nic na trasie się nie wydarzy, Tae ma wygraną w kieszeni. Tamten miał wolniejszy od niego samochód, bez żadnych Turingów, wolniej się też rozpędzał. Mimo wszystko pojazd tęczowowłosego był bardzo dobry i na tokijskie ulice wręcz idealny. Co nie zmienia faktu, że Lexus Kim Taehyunga był i tak lepszy. Tak, więc pozostało tylko modlić się do Buddy, czy też innego bożka o to, aby podczas przebywania wyznaczonej trasy nic się nie wydarzyło.
     Przyszedł czas wyścigu. Samochody ustawiały się na starcie. W końcu nie tylko Hyung i Hun brali w nim udział. Jednak pozostali nie mieli z nimi szans. Grid girls wyszły na linię startu ze swoimi flagami. Przygotowane odliczały czas. W końcu zamachały i mogli ruszyć. Sehun i Taehyung wyszli od razu na prowadzenie, jednak ten drugi utrzymywał się na drugiej pozycji, mimo że mógł z łatwością go wyprzedzić. Chciał się przekonać, na jak wiele stać Sehuna. Pierwsze okrążenie przejechał na spokojnie, pozostałych przeciwników pozostawiając w tyle, ale wciąż wisząc na ogonie Oh’owi. Na trzecim rozpoczęła się walka. Tae przyśpieszył, a Sehun widząc jego zamiary, zrobił to samo. Obaj dociskali pedał gazu w swoich autach do samej podłogi, nie chcąc dać wygrać temu drugiemu.  V uwielbiał spektakularne wejścia. Na ostatniej prostej zaczął wyprzedzać Huna. Najpierw zderzak, potem pół pojazdu, cały samochód… Na samej mecie miał nad nim całe dziesięć metrów przewagi. To, jak zostawiał rywala w tyle, wyglądało idealnie w oczach publiczności. Każdy wiedział, że rudowłosy chłopak posiada umiejętności, jakie miał mało kto w tym światku.
Zatrzymał się z piskiem opon parę metrów za linią mety. Odczekał parę sekund, aby uspokoić swoje serce, które samoistnie przyśpieszało za każdym razem, gdy brał udział w wyścigach i wysiadł z pojazdu, zdejmując przy tym kask. Kolejny raz pomachał do publiczności. Widział niezadowolenie w oczach Sehuna. Przecież niewiele brakowało mu do zwycięstwa. Pewnie gdyby ktoś inny był na miejscu Tae – Oh wygrałby.
      Odebrał swoją nagrodę od dziewczyn. Dzisiaj wynosiła ona 500 000 jenów. Niemało. Widać, że w pojedynku brali udział jedni z najbogatszych, jacy żyli na nielegalnych wyścigach. W tym momencie przez głowę Taehyunga przeleciała myśl, że policja naprawdę musi mieć co robić, a listy poszukiwanych muszą być pełne. Aż sam się zaśmiał.
- Zaczekajcie! – krzyknął do ludzi, którzy chcieli już opuszczać miejsce i udać się na imprezę nieopodal, która zawsze odbywała się po wyścigu. Bo jak się bawić, to na całego!
Tłum spojrzał na niego z wyczekiwaniem, pozostając na swoich miejscach. Wziął głęboki wdech.
- Jungkook, wyzywam cię na pojedynek! – powiedział najgłośniej, jak potrafił i uśmiechnął się złośliwie. Wiedział, że nawet jeśli nie ma tu dziewiętnastolatka, to jest tutaj jego siostra lub ktoś inny z jego teamu. – W tym samym miejscu, dokładnie za tydzień, o ósmej wieczorem. Nie spóźnij się! Inaczej uznam, że przegrałeś walkowerem! – dodał jeszcze. Wiedział, że to na pewno rozjuszy przeciwnika na tyle, że nie będzie mógł on zrezygnować z wyścigu. Inaczej ucierpiałaby jego duma, a Tae zdążył zauważyć podczas krótkiej wizyty w domu tamtego, że był on w gorącej wodzie kąpany.
Słyszał szmer, który przeszedł wśród ludzi, gdy tylko usłyszeli jego słowa. Czuł na sobie ich wzrok, który chciał przejść go na wylot. A on stał i uśmiechał się złośliwie. Powolnie otworzył drzwi swojego samochodu, widząc, że w końcu zaczęli się rozchodzić każdy w swoją stronę. Już miał wsiadać do środka i ruszać do garażu, by omówić taktykę na wyścig z Sungohem, Baekhyunem i Jonginem, gdy poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Odwrócił się i ujrzał tą samą dziewczynę, którą potrącił i miał okazję podwozić do domu parę tygodni temu. Uśmiechnął się do niej lekko.
- Nie mówiłeś, że się ścigasz – powiedziała zaczepnym tonem, opierając rękę na biodrze. I Taehyung musiał przyznać, że była ona seksowna.
       Skórzane spodnie idealnie podkreślały to, co powinno być widoczne. Wydatne biodra i wyeksponowany biust, wcale nie tak mały jak na Azjatkę, na pewno przyciągały wzrok wielu innych mężczyzn. Jej twarz teraz już była bez skazy, co oznaczało tyle, iż zadrapania bez problemu się zagoiły. Chodziła bardzo dobrze, w butach na koturnie, sznurowanych do samych kolan. Kość jej nogi też prawdopodobnie się już zrosła. Taehyung nie chciał tego przyznać, ale odetchnął z widoczną ulgą.
- Mówiłem, że się jeszcze spotkamy – odpowiedział takim samym tonem, jakiego ona wcześniej użyła. – Jednak nie mówiłem, gdzie konkretnie – dokończył i oparł się o swój pojazd plecami.
- Och, słynny V rzucił wyzwanie mojemu braciszkowi. Domyśliłeś się, że to on pewnie jeszcze tamtego dnia, co nie? – zapytała kpiąco.
- No, oczywiście. Wsiadaj – rzucił i otworzył jej drzwi od strony pasażera niczym prawdziwy gentelman. Ta dziewczyna sprawiała, że chciał być… inny. Pragnął zmian, choć nie do końca wiedział jeszcze jakich.
      Brązowooka zarzuciła swoimi długimi, czarnymi włosami i wsiadła do pojazdu.

Mam nadzieję, że się podobało ;)
Czekam na opinie i komentarze
Taeyeon

niedziela, 3 kwietnia 2016

My only love? Speed #1

Hejka :)
Tak. Wiem, że nie było mnie tu prawie miesiąc. ZNOWU. Ale mam naprawdę dużo nauki (zwłaszcza teraz), więc mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i postaram się, aby częstotliwość postów się polepszyła. 
Dzisiaj prezentuję Wam coś, czego jeszcze tu nie było: Mianowicie opowiadanie, które powstało w efekcie współpracy z Reiko z bloga Shake Up My Heart. Współpracowało mi się z nią bardzo dobrze i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś razem napiszemy :)
A dzisiaj prezentuję Wam pierwszą część naszego "dziecka", które możecie również zobaczyć na blogu Reiko :) Chciałam opublikować ją już wczoraj, bo miałam urodzinki, ale się nie udało także trudno ;D
Miłego czytania :)   

Ostrzeżenia:
przekleństwa (nieliczne, ale są) oraz za sprawą Reiko - yaoi



Nigdy nie bałem się śmierci albo umierania
Boję się tylko nigdy nie spróbowania
Jestem kimkolwiek jestem
Tylko Bóg może mnie teraz osądzić
I nie jestem skory do gierek
Bo to może stać się niebezpieczne
Spójrz na ludzi z którymi się wożę
Ta chwila jest nasza 

            Taehyung ze skupieniem na twarzy sunął swoim samochodem po jednej z wielu tokijskich ulic. Adrenalina w nim buzowała, jednak wciąż zachowywał spokój. Potrafił trzymać emocje na wodzy jak mało kto. Wcisnął sprzęgło i zmienił bieg na trójkę, zaraz dodając gazu. Został mu tylko jeden przeciwnik do wyprzedzenia i zwycięstwo miało należeć do niego. Nie mógł sobie pozwolić na to, by być gorszym od innych. Nie po to wyjechał z Korei do Japonii, by teraz robić coś innego. Wyścigi stały się jego życiem.

~Nieważne czy wygrasz o metr czy kilometr, grunt, żeby wygrać~

            Ostatnia prosta. Ostatnia szansa, by wyprzedzić kierowcę przed nim zajmującego pierwsze miejsce od niemalże początku wyścigu. Stróżka potu spłynęła po jego skroni. Docisnął mocniej gaz. Coraz bardziej doganiał samochód przed sobą. Sto metrów do mety, dziewięćdziesiąt…pięćdziesiąt…dziesięć…pięć… Tak! Taehyung wyprzedził go na odległość zderzaka, a tym samym wygrał! Zatrzymał pojazd i wyszedł z niego, machając do publiczności ręką. Cieszył się ze zwycięstwa niczym małe dziecko. Fakt faktem, musiał przyznać, iż ten wyścig do łatwych nie należał. Na trasie ciężko było kogoś mijać, ponieważ uliczki, przez które się przemieszczali, wcale nie należały do szerokich. Mimo wszystko – dał radę! Odkąd tu przyjechał, stawał się coraz lepszy, pomimo słabego początku, jaki stawał mu na drodze. Czasem myślał, czy nie odpuścić i nie wrócić do swojego rodzimego kraju, jednak zawsze w porę się reflektował i dalej dążył do spełniania swoich marzeń.
            Ukradkiem spojrzał na tego, którego pokonał. Złość w jego oczach była całkowicie wytłumaczalna, zważywszy na to, iż stracił swoją pozycję w ostatnich sekundach. Niestety, Tae nie potrafił mu współczuć. Miał swój cel i trzymał się go choćby niewiadomo, co się działo. Nie miał czasu na przejmowanie się innymi.
            Podjechały do niego na czerwonych Hondach CBR 600 RR, dwie skąpo ubrane Japonki. To one wręczały tutaj nagrody zwycięzcom. Tym razem stawką był milion jenów1, a to wcale nie mało. Ograł innych zawodników. W końcu to oni składali się na pulę. Najlepszy zgarniał wszystko – podstawowa zasada.
            Mimo, że dziewczyny mizdrzyły się do niego, on nie zwracał na to najmniejszej uwagi. To nie było w jego typie. Pomimo swojego wieku, on dalej wierzył w prawdziwą miłość i nie obchodziły go przygody na jedną noc. Czekał na tą jedyną, z którą mógłby spędzić resztę życia. Jednocześnie chciał także, aby była to jego pierwsza miłość. I jedyna. Do końca jego dni.
            Tak więc ignorując motocyklistki, wsiadł z powrotem do swojego samochodu i odjechał jakby nigdy nic, myśląc o przeciwniku, z którym jeszcze nigdy nie miał okazji spotkać się na torze, a mianowicie Jeon JeongGuku, znanym także jako Jungkook. Ponoć był dobry. Cholernie dobry. Taehyung bardzo chciał się z nim zmierzyć, porównać swoje umiejętności do tych drugiego. Nigdy nawet nie widział go w akcji, więc jego ciekawość, którą wzbudzał ten chłopak, była jak najbardziej uzasadniona. Zastanawiał się też nad tym, jak dobra jest ekipa tego całego Jeona.  W końcu on sam był wolnym strzelcem i lepiej znał tu tylko Sungoha i paru innych chłopaków, z którymi to dosyć często rozmawiał.

           Okrężną drogą ruszył do ich miejsca spotkań. Bardzo lubił przejażdżki swoim samochodem po ulicach Tokyo, szczególnie późnymi wieczorami lub nocą. Dlatego też i tym razem postanowił się na taką wybrać.
            Taehyung odsunął wizjer swojego sfatygowanego kasku Race 60/61, po czym odpiął jego zapięcie, na chwilę puszczając kierownicę, czego skutkiem było to, że prawie wjechał w czyjś rower pozostawiony samotnie przed jednym z domów. Na swoje szczęście chłopak był doświadczony w tym, co robił i szybko odbił kółko w przeciwną stronę, stabilizując pojazd na jezdni. Przez chwilę starał się przypomnieć sobie czy w terenie zabudowanym można włączać długie światła, czy nie, jednak w końcu i tak uruchomił lampy o dalszym zasięgu. Pobieżnie sprawdził, czy ulica przed nim jest pusta, ponieważ zbytnio nie orientował się kiedy i gdzie ma uważać na przechodzące gejsze, a nie chciał sobie narobić problemów. Zdjął kask, przez chwilę ograniczając sobie pole widzenia do minimum i ułożył go na sąsiednim siedzeniu, sprawiając, że ten niemal spadł, ale chłopak szybko opanował sytuację. Kiedy wyjechał na jeden z podświetlonych na kolorowo mostów, nagle rozdzwonił się jego niedawno nabyty iPhone 6s Space Grey, więc szybko odebrał połączenie, włączając głośnik.
- Tae, długo mamy jeszcze na ciebie czekać? – zapytał podwójnie wzmocniony głos Sungoha, który był wyraźnie zniecierpliwiony. Zwycięzca zerknął kątem oka na wyświetlacz umieszczony na konsoli znajdującej się pomiędzy siedzeniami i został poinformowany o tym, że od ukończenia wyścigu minęło zaledwie dziesięć minut.
- Nie zapytasz nawet, jak mi poszło? – zapytał Taehyung, ignorując wcześniej zadane pytanie, po czym dodał gazu, śmigając swoim Lexusem LFA już sto osiemdziesiąt kilometrów na godzinę. Gdyby teraz przyłapały go władze, miałby poważne kłopoty i prawdopodobnie dożywotnio odebrane prawo jazdy. Ale kiedy ma się jeden z  najszybszych samochodów w okolicy, w którym tablice rejestracyjne zmienia się po każdym nielegalnym wyścigu, żadni policjanci nie są straszni.
- Doskonale wiem, że wygrałeś, idioto. – burknął z rozbawieniem w głosie rozmówca chłopaka, a gdy ten zamilkł, Tae nagle usłyszał kobiecy krzyk, który sprawił, że mimowolnie zamarł na kilka sekund, zwalniając auto. Nie brzmiał on, jakby pochodził z miejsca, gdzie przebywał Sungoh. Taehyung zatrzymał swój samochód na samym środku ulicy i wysiadł z niego, rozglądając się dookoła, ale nikogo ani niczego nie usłyszał.
- Wyścig skończył się dziesięć minut temu. Nie dałbyś mi chociaż chwili na dojechanie? – zapytał chłopak, ponownie wsiadając do swojego samochodu i po przejechaniu wolno, czyli z prędkością stu trzydziestu kilometrów na godzinę jakichś dwustu metrów, docisnął pedał gazu, bez problemu wyciągając dwieście dwadzieścia.
- Masz jedno z najszybszych aut w okolicy. Lexus LFA może wyciągnąć trzysta dwadzieścia pięć kilometrów na godzinę. Powinieneś być tu sześć minut temu. – odparował natychmiastowo Sungoh, na co Taehyung jedynie ciężko westchnął i przewrócił teatralnie oczami.
- Znawca się znalazł. Daj mi chwilę. – zakończył rozmowę kierowca, odkładając iPhone’a obok kasku.
            Taehyung już po dwóch minutach był na miejscu i zaparkował swoją wyścigówkę w tylnych garażach warsztatu samochodowego Sungoha, zamykając drzwi specjalnym kodem, który znał jedynie on i jego przyjaciel. W końcu nie mógł sobie pozwolić, żeby samochód za ponad czterdzieści pięć milionów jenów2 nagle został mu ukradziony. Znowu musiałby jeździć tym okropnym Audi R8 Spyder z 2006 roku, które wyciągało jedynie trzysta kilometrów na godzinę. Na samą myśl o powrocie do swojego dawnego samochodu Taehyunga aż wzdrygnęło.
            Wszedł do głównej hali warsztatu, kierując się na zaplecze, z którego łatwo można było dostać się schodami do miejsca spotkań większości najlepszych kierowców i oczywiście ich teamów, które nieodłącznie towarzyszyły niemal wszystkim zwycięzcom. Niemal wszystkim, ponieważ Taehyung stwierdził, że jemu wystarczy jedynie Sungoh, Baekhyun i ewentualnie Kai, którzy nie ruszyliby się z ich ukochanego warsztatu nawet za pięćdziesiąt milionów jenów.
            Tae wszedł do skąpanego w żółtym świetle pomieszczenia, na którego ścianach wisiały umieszczone tam przez mechaników ich ideały aut dlatego chłopak mógł podziwiać Audi R8 V10 GT, Lamborghini Gallardo, Porshe 911, Ferrari F430, Jaguara XK oraz wymarzony samochód Jongina, który królował na większości zdjęć – Arrinera Hussarya. Przechodził w pobliżu umazanych sprejami niegdyś srebrnymi szafkami z narzędziami i lodówek z zimnymi napojami gazowanymi, kiedy wpadł na czarnowłosego, opalonego chłopaka  w białym tank topie i czarnych dresach.
- Siema, stary! Słyszałem, że znowu wygrałeś wyścig! Tylko uważaj, żeby sława nie uderzyła ci do głowy, bo wtedy będę zmuszony przestać się z tobą zadawać. – powiedział chłopak i wytarł dłonie w biały bezrękawnik, czego skutkiem były czarne smugi, które na nim pozostały, po czym poprawił sobie włosy, zaczesując je do góry. Mimo, że było to stwierdzone jakby rozbawionym tonem, Taehyung zmarszczył brwi, bo nie brzmiało to, jakby Kai cieszył się z wygranej swojego przyjaciela. Rudowłosy zerknął w bok i za chłopakiem ujrzał dwóch czerwonowłosych nastolatków rozmawiających o czymś w kącie przyciszonymi głosami. Jongin przeszedł koło Taehyunga, jakby nic się nie stało, jednak na odchodnym wyszeptał mu do ucha tak, aby dwójka przy ścianie ich nie usłyszała.
- Masz przejebane. Pokonałeś nie tego człowieka co trzeba. Wszyscy na hali mówią jedynie o tym, że możesz spodziewać się zemsty. Tae, uważaj na siebie.
            Taehyung jedynie skinął głową, nie przejmując się zbytnio słowami przyjaciela. Wiele razy ostrzegano go przed mszczeniem się pokonanych przez niego zawodników, jednak nigdy nie brał tego na poważnie. Mimo wszystko to, że osobą, która go ostrzegała, był nie kto inny jak Kai, mocno go zaniepokoiło. Jeśli informacje docierały do Jongina, a on przekazywał je dalej, to oznaczało, że są już potwierdzone.
            Chłopak wszedł na główną halę miejsca spotkań i przeczesał rude włosy dłonią, aby wyglądać bardziej cywilizowanie niż po wyścigu, po czym ukradkiem przejrzał się w ogromnym lustrze zajmującym jedną ze ścian. Rozpiął suwak swojego czarno-czerwonego kombinezonu, zsuwając jego górną część z ramion i zostając w ciemnym bezrękawniku opinającym jego mięśnie brzucha. Kiedy ludzie przesiadujący w pobliżu wejścia na licznych kanapach zauważyli go, zaczęli do niego podchodzić, klepiąc go po plecach i chwaląc, że genialnie sobie poradził. Każdy chciał z nim porozmawiać, pogratulować mu lub choćby pobyć przez chwilę w jego obecności, jednak ten ignorował wszystkich, kierując się do swoich przyjaciół. Gdy był już przy Sungohu, przywitał się z nim i Baekhyunem, ignorując dwie dziewczyny uczepione ich ramion, które były ubrane jak typowe grid girls – króciutkie czarno-czerwone spódniczki z szachownicą imitującą flagę startową w okolicach bioder, obcisłe bluzki zasłaniające jedynie biust i przynajmniej dwunastocentymetrowe białe szpilki.
- Długo kazałeś na siebie czekać. Chodź, nie uwierzysz co wczoraj dostarczył mi przyjaciel. – zachęcił przyjaciela Baekhyun i pożegnawszy dziewczyny uśmiechem skierowali się w stronę mniejszej hali, która imitowała strefę dla VIPów. Dostęp do niej miał tylko „team Taehyunga” i on sam.
- Niemożliwe… - szepnął rudowłosy jakby sam do siebie, kiedy Sungoh wpuścił go do środka, wcześniej pospiesznie zamykając drzwi.
- Dokładnie, Tae! Ducati 1098S – powiedział, wskazując na czarno-czerwony motor stojący na środku hali. – Honda Blackbird CBR1100XX – westchnął, delikatnie przesuwając dłonią po białym lakierze motocykla. – BMW S1000 RR. W ciągu 3,1 sekundy rozpędza się do stu kilometrów na godzinę. – zaprezentował kolejny pojazd Sungoh, wskazując na srebrzysty motor dosiadany przez Baekhyuna. – MTT Street Fighter oraz nasz król – Dodge Tomahawk.
- Ale to przecież najszybsze motocykle wyścigowe świata. – powiedział Taehyung, kręcąc głową z podziwem i od razu podszedł do motoru, którego jego najlepszy przyjaciel nazwał królem.
- O nie. Jego nie dotykamy. Muszę mu najpierw zdobyć papiery, bo nie chcę, żeby taka masa pieniędzy poszła na marne. Na całym świecie jest jedynie 10 egzemplarzy, a jeden z nich jest mój! – wykrzyknął wniebowzięty Sungoh, rozsiadając się wygodnie na kanapie w rogu pomieszczenia. Trochę zbyt wygodnie, ponieważ wylądował głową na kolanach Baekhyuna, który od razu zepchnął go z siebie, skutkiem czego fioletowowłosy wylądował na podłodze. Taehyung przysiadł się do Baeka, wyciągając się na kanapie, tak, że jego głowa zwisała w połowie tylnego oparcia kanapy.
- Jungkook. Co o nim wiecie? – zapytał Tae, bawiąc się kasztanowymi włosami Baekhyuna, który również przechylił się podobnie jak kierowca. Tymczasem Sungoh szukał nowych tablic rejestracyjnych do zwycięskiego Lexusa LFA oraz odpowiednich i wytrzymałych opon do tegoż samochodu wyścigowego.
- Jungkook. Eee… Chodzi o Kooka? – zapytał dla upewnienia się Baek, a po skinięciu głową Taehyunga, kontynuował. – Chcesz się z Kookim ścigać? Już sobie to wyobrażam. Wszędzie na ulicach plakaty z napisami „Pojedynek dwóch najlepszych wyścigowców! Jungkook VS V!” Będziecie jedynym tematem rozmów wśród wszystkich kierowców, ale będziecie mieli też przejebane… Władze na pewno się dowiedzą o wyścigu i będą robić wszystko, aby was zamknąć za nielegalne jazdy ulicami Tokio. A co do Kookiego to chłopak ma jedynie dziewiętnaście lat, ściga się odkąd skończył szesnaście, bo stwierdził, że po śmierci rodziców wszystko mu jedno. Teraz już nie obchodzi go, czy zginie czy nie. Z resztą sam stwierdził, że zaczął się ścigać po to, żeby popełnić samobójstwo. Potem poznał Jina i od tego czasu trzyma się z jego teamem, ma własny i stał się jednym z trzech najlepszych kierowców. Chłopak wiele w życiu osiągnął…
- Jezu, mnie interesuje jego samochód, a nie biografia… - westchnął Tae, przerywając Baekhyunowi monolog i trzepnął go lekko w tył głowy, na co ten prychnął oburzony, ostentacyjnie odwracając się od przyjaciela.
- Nissan GT-R. 2010 rocznik. Sześciocylindrowy, podwójnie turbodoładowany silnik o mocy 485 koni mechanicznych. Dwu-sprzęgłowa skrzynia biegów. Wyciąga trzysta dziesięć kilometrów na godzinę. Napęd na cztery koła. Kosztuje tak z dziesięć milionów jenów3. – odezwał się jakby machinalnie Sungoh, przeglądając tablice rejestracyjne, aby wybrać taką, której Taehyung jeszcze nie miał. – Może wydawać ci się, że jest dużo gorszy niż twój Lexus, ale szczerze to niezbyt. Może okazać się dużo poważniejszym przeciwnikiem, niż sobie myślisz.
- Czekaj, czekaj. Nie zachwalaj tak Kooka. Ty widziałeś samochód Taehyunga? Lexus LFA. 2012. Kosztuje czterdzieści pięć milionów dolarów. Dziesięciocylindrowy motor o mocy 552 koni mechanicznych. Automatyczna sześciobiegowa przekładnia sekwencyjna.  Tylny napęd. Wyciąga trzysta dwadzieścia pięć na godzinę. Jedynie 500 egzemplarzy na całym świecie. Chłopie, nie ma szans, żeby Nissan wygrał ten wyścig. Jedyne co ma lepsze to przyspieszenie, bo osiąga stówę na godzinę w przeciągu 2,8 sekund, a Lexus wolniej, ale Tae szybko to nadrobi.
- Ja tam bym go nie lekceważył. Nie znasz chłopaka, ani jego samochodu. Nie znasz jego umiejętności, ani tego jakie asy skrywa w rękawie. Musisz trenować.
            Taehyung dalej już nie słuchał tego, co mieli do powiedzenia jego znajomi. Oddał się po prostu własnym myślom. A więc to tak było z Jeonem? W tym przypadku zgadzał się z Sungohem. Nie należało go lekceważyć, bo nie wiadomo było, co potrafił. V zazwyczaj zwracał szczególną uwagę na swoich przeciwników, szczególnie tych dobrych. Często przychodził na ich wyścigi i przeprowadzał infiltrację. Oglądał, jaką mają strategię, analizował ją, zbierał ważne informacje. A wszystko tylko po to, by wygrać. Wyścigi były jego życiem i zamierzał stać się najlepszym kierowcą w historii. Teraz za cel obrał sobie wyścig z Jungkookiem. Oboje byli bardzo dobrzy. Pytanie tylko, który lepszy? Tae miał zamiar pokazać, że on. Chciał pokonać Kooka. Bardzo.
            Rudowłosy zerwał się ze swojego miejsca i przeciągnął, by rozprostować swoje kości. Zaraz na jego twarzy zakwitł uśmiech.
- Lecimy na przejażdżkę, chłopaki? – zapytał jakby nigdy nic. Sungoh wraz z Baekhyunem popatrzeli najpierw po sobie, a potem po nim, zaraz wracając do siebie. Oboje wyszczerzyli się w charakterystyczny dla siebie sposób i zgodnie przytaknęli głowami.

            Gdy tylko nowa rejestracja dla Lexusa Taehyunga była gotowa, cała trójka wsiadła do swoich pojazdów i wyjechali na zewnątrz, każdy w swoją stronę. Zawsze mieli ze sobą kontakt telefoniczny, a przecież nie mogli ryzykować na mieście, gdzie czają się patrole policyjne. Przecież ktoś mógł na nich zakablować. No bo powiedzcie: Dla kogo nie byłyby podejrzane trzy sportowe środki transportu sunące nocą po ulicy? Chyba każdy mieszkaniec Tokyo stwierdziłby, że wracają z jakiś nielegalnych wyścigów. Jak zwykle mieli trochę pokręcić się po ulicach stolicy Japonii, a potem zjechać na autostradę i tam poszarżować. Cała trójka uwielbiała to robić. Czuli się wtedy wolni. Szczególnie Taehyung, którego w takich chwilach nie obchodziły żadne zasady.
            Hyung przemierzał ulice Tokyo, w skupieniu obserwując swoje otoczenie, jednak z czasem jego myśli zaczęły schodzić na dni, które miejsce miały dawno temu.


            - Nie! Nie zrezygnuję ze swoich marzeń tylko dlatego, że wy tak chcecie! – wrzasnął Tae ze łzami wściekłości w oczach. Naprawdę, starał się panować nad emocjami, ale nie wychodziło mu to w ogóle, a najgorzej było za każdym razem, gdy chodziło o to, co chciał w życiu robić. Rodzice ciągle go tylko ograniczali.
- Taehyung, nie unoś na nas głosu. Nie jesteśmy twoimi kolegami! – powiedziała nieznoszącym sprzeciwu głosem matka chłopaka. – Nie damy ci pieniędzy na ten cholerny samochód i nie pozwolimy wyjazd do równie cholernej Japonii! Życie ci nie miłe?! W przyszłości masz być prezesem mojej firmy i banku ojca! Chcesz to wszystko zaprzepaścić? – kontynuowała, jednak on już nie zwracał na to uwagi. Wiele razy powtarzała mu tą samą śpiewkę, ale teraz miarka się już przebrała. Po prostu wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami. Słyszał jeszcze wrzaski swojej rodzicielki, ale miał to głęboko gdzieś. Postanowił. Tym razem naprawdę. Miał już dosyć tysiąca kłótni na miesiąc z jednego powodu. Nigdy nie interesował się bankowością, ani biurokracją, czy jak to się tam nazywało. Od dawien dawna fascynował się samochodami sportowymi i wyścigami. Dlaczego tylko tak wiele stoi mu na drodze do spełniania marzeń? Albo raczej stało. Do dzisiaj.
            Wszedł do swojego pokoju i zgarnął spod łóżka swoją czarną, sportową torbę, do której zaczął pakować tylko te najpotrzebniejsze rzeczy. Wiele na ten moment nie było mu potrzebne: wziął trzy pary zapasowych spodni, parę podkoszulków, trzy dodatkowe bluzy, kilka par bokserek i skarpetek. Do tego wszystkiego dorzucił jeszcze szczoteczkę do zębów, po którą śmignął do swojej łazienki. Tak, jego rodzina była na tyle bogata, a dom na tyle duży, że bez problemu mógł mieć łazienkę tylko do swojego własnego użytku. Wziął jeszcze swój portfel i paszport. Dołączył do tego ulubione okulary przeciwsłoneczne na nos i telefon do kieszeni. Teraz był już gotowy do wyjścia.
            Po cichu wymknął się z domu, tak, by rodzice go nie zauważyli. Wtedy na pewno pokrzyżowaliby jego plany i obserwowali go na każdym, nawet najmniejszym kroku, a tego nie chciał. Złapał jakąś taksówkę, która akurat najprawdopodobniej wracała z jakiegoś kursu i poprosił kierowcę, aby dowiózł go do banku. Musiał wypłacić pieniądze, ponieważ, gdy już zrobi, co miał w planach, ojciec śmiało mógł zamrozić mu konto, aby nie mógł niczego zakupić. Tak więc, gdy tylko znalazł się na miejscu, poprosił taksówkarza, by na niego zaczekał.
            Taehyung podszedł do bankomatu i wpisując odpowiedni pin, pobrał dosyć sporą sumę pieniędzy. Od paru lat rodzice co miesiąc wpłacali na jego konto (które mu założyli z własnej woli) to większe, to mniejsze sumy pieniędzy. Wahały się one od dwustu tysięcy, nawet do pół miliona wonów. Zależało to od humoru jego opiekunów. Tak, był rozpieszczanym dzieckiem, ale od dłuższego czasu nie korzystał w ogóle z tych pieniędzy, zachowując je właśnie na taką chwilę. Teraz wypłacił wszystko, co miał. Pieniądze schował w brązowej kopercie do torby i zamknął ją, zaraz upewniając się, że na pewno niczego nie zgubi.
            Szybko, nim któryś z pracowników zdołał go rozpoznać, wrócił do pojazdu i poprosił, by kierowca pojechał na lotnisko. Tam zapłacił mu drobnymi, jakie miał w portfelu. Zaraz pognał do kasy i poprosił o bilet do Japonii w jedną stronę. Kobieta przy komputerze dziwnie na niego popatrzyła, ale zaraz wybrała jakiś bilet dla niego i wręczyła mu go. Zapłacił odpowiednią kwotę. Okazało się, że do odlotu zostało mu pół godziny. Fakt, gdy stał przy ladzie, prosił o jak najszybszy lot… W ten oto sposób po paru minutach znalazł się przy terminalu, gdzie ochrona dokładnie go przeszukała. Na szczęście nie zwrócili większej uwagi na kopertę spoczywającą na dnie torby. Najpewniej zastanawialiby się, skąd tak młody chłopak jak Tae, wziął tyle pieniędzy i może jeszcze oskarżyliby go bezpodstawnie o kradzież. Dobrze, że mu się upiekło.
            Lot wcale nie trwał długo, ale był wystarczająco męczący dla Taehyunga. Ponadto młody zostawił całe swoje życie za sobą. Rodziców, przyjaciół… Ale nie żałował. Wiedział, że teraz będzie mógł zacząć żyć po swojemu. Na własną rękę.
            Na miejscu bez problemu znalazł jakiś kantor wymian, gdzie wymienili mu wony koreańskie, na jeny japońskie. Cieszyło go to niezmiernie. Potem taksówką udał się do pierwszego-lepszego hotelu. Jak na razie nie miał problemów finansowych, ale musiał przecież znaleźć jakieś małe mieszkanko, które będzie w stanie opłacać oraz kupić jakiś samochód. No i co najważniejsze – musi poznać daty i miejsca wyścigów. Bez tego się nie obejdzie. Swój telefon wyłączył już na lotnisku, gdy tylko wysiadł, wiedząc, że mogą go szukać. Nie przeszkadzał mu brak kontaktu ze światem, jednak brak muzyki to już zupełnie co innego. Musiał to w każdym razie wytrzymać.

~Nieważne skąd jesteś. Dzieli Cię ćwierć mili od mety lub od nowego życia.~

            Taehyung wyrwany z zamyślenia zatrzymał się gwałtownie, widząc, jak ktoś wtargnął mu przed maskę. Na szczęście nie jechał zbyt szybko, choć serce już teraz podskoczyło mu do gardła. Wyskoczył z samochodu, nawet nie pamiętając o tym, by zamknąć drzwi, tylko zaraz znalazł się przed pojazdem w świetle zapalonych świateł. Na ulicy leżała jakaś dziewczyna, która teraz kuliła się z bólu, przyciskając do swojej klatki piersiowej nogę, a na twarzy, oprócz grymasu bólu, widniały liczne zadrapania.
- Ej, ej, ej, wszystko gra? – zapytał spanikowany, klękając obok niej i starając się coś zrobić, jednak nie za bardzo wiedział, co takiego. Zaczesał czarne włosy dziewczyny do tyłu, by w niczym nie przeszkadzały. Trochę się uspokoiła i teraz świdrowała go swoimi ciemnobrązowymi oczami, co jakiś czas pojękując z bólu. – Coś cię boli? Chodź, zawiozę cię do szpitala – mówił jak najęty, całkowicie zapominając o tym, jak się oddycha.
- Nie, nie do szpitala! – zaoponowała szybko, gdy ten już chwycił ją pod boki i starał się postawić do pionu, przez co o mało jej nie upuścił, gdy się odezwała.
- Dlaczego? – spojrzał na nią nierozumnym wzrokiem.
- Po prostu nie – powiedziała stanowczym tonem, a on w tym samym momencie otworzył drzwi swojego samochodu od strony pasażera i delikatnie ułożył ją na siedzeniu. Wywrócił oczami i przyklęknął przy dziewczynie, chwytając jej nogę, za którą wcześniej się trzymała i zaczął ją oglądać.
- Co ty robisz? – zapytała oburzonym tonem, jednak on dalej w skupieniu robił swoje. Czarnowłosa zaraz syknęła z bólu, gdy ten dotknął jej kości piszczelowej i lekko tylko nacisnął.
- Jest złamana. Powinienem cię teraz odwieźć na SOR, ale nie chcesz. Co mam z tobą zrobić, księżniczko? – zwrócił się do niej, ostatnie słowo wymawiając nieco złośliwym tonem. Jego wina, że tak się zachowywała? Oczywiście, że nie.
- Odwieź mnie do domu. Potem sobie poradzę – mruknęła zrezygnowana, obniżając się przy tym w fotelu tak, aby nie pogorszyć stanu swojej nogi. Rudowłosy pokręcił głową na boki i zamknął drzwi samochodu, zaraz potem wsiadając do niego ze strony kierowcy. Kątem oka jeszcze na nią spojrzał i westchnął zrezygnowany. Pochylił się nad brązowooką i zapiął jej pasy. Chociaż raz na coś się przydadzą w tym pojeździe… po stronie pasażera, rzecz jasna! V preferował bezpieczną jazdę, nawet na wyścigach… o ile dało się na nich jeździć bezpiecznie.
- To może podasz mi swój adres? – zapytał, a ona prychnęła niczym rozjuszona kotka, jednak zaraz podała mu to, o co „poprosił”.
            Ruszył samochodem z ulicy. Wcześniej, przez ten drobny wypadek, zapomniał nawet wyłączyć silnik. Na szczęście jego serce wróciło już na swoje miejsce. Podczas jazdy co jakiś czas zerkał na dziewczynę, która z kolei wpatrywała się w przestrzeń rozchodzącą się za oknem. Dopiero teraz zauważył, że na jej twarzy widnieją liczne zadrapania, a na szyi nawet kilka mniejszych siniaków. Obawiał się, że to przez niego, jednak ta nic nie mówiła, choć zapewne zdążyła się już przejrzeć w bocznym lusterku Lexusa.
            Mimo iż na zewnątrz panowała ciemność, Taehyung poruszał się po dość ruchliwych ulicach Tokyo, dzięki czemu w pojeździe było jasno, ponieważ co chwilę mijał jakąś latarnię. Po paru minutach byli już na miejscu, choć V śmiało mógł powiedzieć, że mógłby się tam znaleźć w niecałe cztery, jednak zwrócił uwagę na to, że ma pasażera, którego sam poobijał, postanowił jechać przepisowo.
           Zaparkował przed domem i wyłączył silnik. Opuścił pojazd i okrążając go, otworzył drzwi od strony pasażera. Odwrócił się tyłem do dziewczyny, kiedy ta odpięła swój pas i przyklęknął.
- A tobie co odwala? – zapytała. Tym razem to on prychnął.
- Wskakuj mi na plecy. Chyba nie chcesz pogarszać stanu swojej nogi, prawda? – zadał jej pytanie retoryczne. Usłyszał jeszcze, jak ta mamrocze coś do siebie pod nosem, jednak zaraz wspięła się na jego plecy. Chwycił ją pod kolanami i tak uniósł się ostrożnie w górę. Nie chciał przecież się przewrócić i przez to polecieć na nią. Nie miał zamiaru przygnieść jej swoim ciężarem. Ruszył do drzwi, które zaraz otworzył, bo dziewczyna poinformowała go jeszcze po drodze, że jej brat jest w domu, więc nie będzie problemu z kluczami.
- Oppa, już jestem! – krzyknęła na dzień dobry, przez co Tae miał ochotę zasłonić sobie uszy rękami, jednak nie mógł sobie pozwolić na puszczenie jej. Jakimś cudem udało mu się zapalić światło w przedpokoju, po czym poszedł w kierunku, jak mu się wydawało, salonu. Jedną ręką wciąż podtrzymując dziewczynę, drugą po omacku szukał włącznika światła, a gdy już go znalazł i nacisnął… o mało nie udławił się śliną, która w tej chwili znajdowała się w jego jamie ustnej.
            Na kanapie obściskiwała się dwójka chłopaków. Chociaż to chyba mało powiedziane. Jeden opierał się plecami o kanapę i ręce trzymał na pośladkach tego drugiego, który z kolei siedział na nim okrakiem, wpijając się agresywnie w jego usta. Dopiero, gdy Taehyung odchrząknął znacząco, ci oderwali się od siebie i spojrzeli na niego zdziwieni. Tak, on też nie planował przecież bawić się w gościa u obcych ludzi. I nie, nie miał nic przeciwko homoseksualistom, jednak dziwnie było to zobaczyć tak na żywo, tym bardziej, że tu się prawie sceny porno odgrywały. Pomińmy fakt, że kto by nie chciał w jego wieku obejrzeć porno na żywo. Tak, w tym momencie rudowłosy mentalnie strzelił facepalm’a. O ścianę. Ale tylko mentalnie. Chociaż najchętniej zrobiłby to naprawdę.
            Czarnowłosy szybko zszedł z brązowowłosego i stanął obok kanapy, na której teraz V ułożył dziewczynę najdelikatniej jak potrafił. Przecież nie chciał jej uszkodzić przypadkowo tak na doprawkę… i tak dzisiaj już wystarczająco dużo zrobił.
- To ten… ja już będę się zmywał… - zwrócił się do niej, drapiąc w niezręcznym geście po karku.
- Hola, hola! Kim ty jesteś i co zrobiłeś mojej siostrze? – zaatakował go czarnowłosy, a Tae stanął zaraz wyprostowany na baczność. – Zobacz, jak ona przez ciebie wygląda!
- Em, to był przypadek… Mogę zapłacić, czy coś… - mruknął Taehyung, nie bardzo wiedząc, jak ma się zachować, tym bardziej, że wiedział, iż dziewczyna jest w takim stanie przez niego.
- Zapłacić? Zapłacić?! Cholera jasna, tu chodzi o jej zdrowie, a ty mi mówisz, że możesz zapłacić?! –Tak, ten młody człowiek był zdecydowanie aż nadto wyprowadzony z równowagi.
- Przepraszam? – powiedział niepewnie Tae, choć brzmiało to bardziej jak pytanie. W czarnowłosym gotowało się coraz bardziej i widział to każdy obecny w pomieszczeniu. Wyższy chłopak wstał z kanapy i położył mu dłoń na ramieniu, aby jakoś zasugerować mu, żeby nie zrobił niczego głupiego. Niższy już miał się rzucić na Hyunga z pięściami, gdy powstrzymał go głos jego siostry.
- Oppa, to na twarzy to nie jego wina… Poza tym, złamana noga to też nic wielkiego. Przecież nic się nie stało, prawda? Daj mu już spokój. Przecież nie uciekł i nie zostawił mnie na pastwę losu. Pomógł mi. – Oho, czyli ona jednak potrafiła być miła. Szczególną uwagę w tym momencie przykuwały także jej szczenięce oczka. A więc to jest urok młodszego rodzeństwa? Coś niesamowitego.
- Dobrze, masz rację… - wymruczał. – Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem. Jestem Jeon JeongGuk, a ty? – chłopak wyciągnął rękę w jego stronę, a w głowie Tae przestawiły się trybiki. A więc to ten słynny Jeon. No proszę. Taehyung nigdy by się nie spodziewał czegoś takiego, jednak wciąż wiedział, że nie może go potem lekceważyć na torze.
            V jak na razie nie chciał zdradzać swojej godności, więc wahał się, co ma mu odpowiedzieć. Na szczęście, nie musiał tego zrobić, ponieważ odezwał się jego telefon, który wpakował do kieszeni, nawet nie wiedząc kiedy. Musiał to zrobić automatycznie.
- Przepraszam na chwilę – mruknął, po czym wyszedł do przedpokoju i odebrał połączenie.
- Stary, gdzie ty jesteś? Jesteśmy na autostradzie już dobre pół godziny, a po tobie ani widu, ani słychu! – zapytał Sungoh na tyle głośno, że rudy musiał odsunąć urządzenie od ucha na parę centymetrów.
- Coś mi…wypadło. Niedługo będę. Dajcie mi dziesięć minut – odparł na pytanie i zaraz się rozłączył, po czym wrócił do salonu. – Niestety muszę już iść. Jestem pewien, że jeszcze się spotkamy – rzekł, po czym skinął wszystkim głową i wycofał się do drzwi wyjściowych.
- To do zobaczenia! – usłyszał jeszcze pożegnanie dziewczyny, po czym opuścił budynek z małym uśmieszkiem na ustach. Wsiadł do swojego samochodu i zapiął pasy, po czym ruszył na autostradę. Znalazł się na niej dokładnie po siedmiu minutach, a kolejne dwie zajęło mu dojechanie na miejsce, gdzie o tej porze nie było prawie w ogóle samochodów, oprócz tych należących do Sunga i Baeka. Tak, nawet w Japonii zdarzały się takie opustoszałe miejsca.
            Chłopcy już czekali na niego, oparci o swoje pojazdy. Wysiadł ze swojego auta, stając dokładnie naprzeciwko nich.
- I co ci tyle zeszło Tae? Spotkałeś jakąś gorącą laskę, czy jak? – zwrócił się do niego obojętnym tonem Byun.
- Można tak powiedzieć… Potem wam wszystko opowiem. To co? Ścigamy się? – zręcznie ominął wątek tego, co robił przez ostatnią godzinę minimum. Wolał nie mówić o niczym na otwartej przestrzeni. Jakoś tak… Nigdy nie miał pewności do otaczającej go przestrzeni. Przecież wszędzie mógł czaić się wróg i tylko czekać na jakieś informacje.
- Z tobą? Nigdy więcej. Ostatnio jak przegrałem, to musiałem paradować w bokserkach w różowe serca po całym terenie wyścigu, w którym nie brałem udziału – Sungoh złapał się za głowę, a Baekhyun roześmiał się na cały głos, włącznie z V. Tak, Tae zdecydowanie wybierał dobre wyzwania, jeśli chodzi o zakłady.
- Za to ja chętnie się z tobą o coś założę! – powiedział Baek, wciąż trzymając się za brzuch, po tym nagłym wybuchu śmiechu.
- A o co? – chytry uśmieszek wstąpił na twarz rudego.
- Jeśli wygram, będziesz musiał chodzić przez tydzień z koszulką „Kocham Baekhyuna” i w każdą swoją wypowiedź wciskać zdanie o tym, jaki to jestem wspaniały – rzekł chłopak, odgarniając kasztanowe włosy z twarzy.
- A jeśli przegrasz…? – Taehyung nigdy nie ustępował.
- A co byś chciał? – teraz i Byun się z nim przekomarzał.
- Będziesz chodził w różowym staniku i męskich stringach na najbliższym wyścigu, w którym nie będziesz brał udziału – Już dawno wymyślił karę dla tej divy, tylko czekał na okazję, aby to zaproponować. Akurat teraz mu się nadarzyła.
- Niech ci będzie… - burknął niewyraźnie Hyun. Widać było, iż ta opcja mu się nie podobała, jednak był na tyle pewny siebie w wyścigach na krótkie dystanse, że wątpił, aby to jego przyjaciel wygrał. Szczególnie teraz kiedy kilka tygodni temu zakupił McLarena MP4-12C, który potrafił osiągnąć trzysta trzydzieści jeden kilometrów na godzinę. O sześć kilometrów więcej niż Lexus Taehyunga. Poza tym pokusa zobaczenia chłopaka w koszulce, którą swoją drogą mu już załatwił, była zbyt wielka, żeby mógł sobie pozwolić na wycofanie się.
- Na ile jedziecie? – zapytał Sungoh dość obojętnym tonem, wybierając numer do obu chłopaków na swoim telefonie. Kilka sekund później iPhony Baeka i V zaczęły dzwonić, a mechanik bez słowa wyjaśnienia wyciągnął dłoń, żeby kierowcy mogli położyć na niej swoje zabawki. Młodzieńcy patrzyli w zdumieniu, jak ich najlepszy przyjaciel otwiera drzwi McLarena Baekhyuna i majstruje coś przy jego kierownicy, jednocześnie wyklikując jakiś kod na telefonie chłopaka.
- Nie wiem. Damy ci tak z trzy minuty na dojechanie w jakieś miejsce, a Ty staniesz w pobliżu miejsca, gdzie wyznaczysz metę. Okey? – zaproponował V, przystając pomiędzy Spykerem C8 Aileronem Sungoha, a McLarenem i opierając się o przednie drzwi tego pierwszego. Czekał, aż Sungoh skończy to, co robił, cokolwiek to było i będą mogli w końcu się ścigać.
- Ty widziałeś to jego auto? I dajesz mu tylko trzy minuty? Tae, chcesz się ze mną ścigać na sto metrów? Przecież wiesz, że mój McLaren szybciej się rozpędza. – powiedział niby poważnie najstarszy z chłopaków, stając dokładnie naprzeciwko rudowłosego i opierając się o swój samochód, a jego mina wyrażała nic innego jak jedno wielkie „XD”. Taehyung uśmiechnął się niby zawadiacko, podnosząc jeden kącik ust, ale tak naprawdę musiał wbić sobie palce w udo, żeby się nie roześmiać.
- No fakt, zapomniałem o tym, że Sung ma najwolniejszy samochód z nas wszystkich. Motory to sobie sprowadza najszybsze na świecie, a szybszej fury sobie nie potrafi załatwić. – odparował V, patrząc wszędzie tylko nie na swojego przyjaciela, bo wiedział, że ten dusi się, aby nie parsknąć śmiechem, a Sungoha, który to wszystko słyszy, zapewne w tym momencie szlag trafia. Nagle przednie drzwi McLarena, o które opierał się kasztanowowłosy, zostały otwarte od środka, a Baekhyun siłą uderzenia wpadł na Taehyunga, obijając sobie kość policzkową o podbródek chłopaka, który aż jęknął z bólu. Młodszy starał się złapać starszego, żeby utrzymał równowagę, ale skończyło się na tym, że mu się nie udało, więc Baek wylądował na asfalcie, zdzierając skórę na prawym policzku.
- Kurwa, Sungoh, ty chory pojebie! – warknął chłopak, starając się podnieść z powierzchni, co udało mu się z niewielką pomocą Taehyunga i teraz wyklinał swojego przyjaciela najgorszymi obelgami jakie znał, trzymając dłoń na krwawiącym policzku.
V pobiegł do swojego Lexusa, wyciągając ze schowka środek odkażający w spreju oraz plastry. Kiedy jeździ się z prędkością ponad trzystu kilometrów na godzinę, takie gadżety są bardzo przydatne. Z resztą są też potrzebne, kiedy Sungoh się denerwuje, czego skutki było widać na pokaleczonej twarzy Baekhyuna. Tae wrócił do pieklącego się chłopaka, mijając uśmiechającego się złowieszczo Sunga i chwycił go za podbródek, przekręcając jego głowę lekko w bok, żeby zobaczyć ranę w pełnej okazałości. Odgarnął kasztanowe kosmyki chłopaka z czoła Baekhyuna i zasłonił mu oczy wierzchem dłoni, żeby nie podrażnić ich środkiem odkażającym, którym spryskał policzek przyjaciela, naklejając na niego plaster. Baek spojrzał na niego z wdzięcznością, na co V również się uśmiechnął się, kiedy nagle został uderzony przez Sunga w tył głowy. Chłopak syknął, odskakując od fioletowowłosego z oburzoną miną.
- Dobra, dość tych romansów. Teraz taki dobry z ciebie przyjaciel, a jak tylko wygrasz, to ośmieszysz Baeka na pierwszym wyścigu, który się nadarzy. – powiedział Sungoh z miną świadczącą, że chce zakończyć ten temat i rozpocząć wyścigi. – Chyba pierwszy raz w życiu będziecie mieli okazję użyć waszych kierownic wielofunkcyjnych. Zadzwonię do was obu jeszcze przed wyścigiem, a dzięki temu, że zaprogramowałem aplikacje w waszych telefonach, obaj będziecie mnie słyszeć bez najmniejszych zakłóceń.
- Hmm… spoko. – stwierdził Baekhyun, wsiadając do McLarena i wcisnął przycisk, który wskazał mu Sungoh. Taehyung zrobił to samo w swoim Lexusie i już po chwili usłyszeli głos fioletowowłosego, który właśnie odjeżdżał przed siebie, aby wyznaczyć linię mety.
- Ustawię się tak mniej więcej pośrodku autostrady, więc macie jechać blisko krawędzi, bo zamorduję, jeśli któryś z was zarysuje mi Spykera. W razie gdyby przejeżdżały tędy jakieś samochody, poinformuję was o tym od razu, gdy tylko zobaczę światła, a wtedy zjeżdżacie z drogi i czekacie, aż przejedzie. Potem kontynuujemy wyścig. Ten, który pierwszy przejedzie obok mnie, wygrywa. Wszystko jasne?

(polecam słuchać tego przy dalszym czytaniu
podczas pisania właśnie ona mnie natchnęła)


- Mhym… - mruknęli obaj kierowcy, ustawiając się na jednej linii i spojrzeli po sobie, a każdy widoczną w oczach pewnością, że to właśnie on wygra. Taehyung uniósł jedną brew i założył kask znajdujący się na sąsiednim siedzeniu, sprawnie zapinając go i spuszczając szybkę na oczy. Spojrzał na Baekhyuna, który również poszedł w jego ślady i obaj uruchomili silniki, czekając aż fioletowowłosy wyda komendę do startu.
- Na miejsca… - zaczął Sungoh, na co Tae wbił palce w kierownicę, chwytając ją pewniejszym ruchem. Na szczęście przekładnia sekwencyjna jego Lexusa była automatyczna, więc nie musiał zmieniać biegów w trakcie jazdy. Wystarczyło, że teraz ustawił siódemkę, a ona wraz ze wzrastającą prędkością automatycznie ustawi się na odpowiednim miejscu.
- Gotowi… - rozbrzmiał głos, na co Baekhyun skupił całkowitą uwagę na drogę przed nim i pedał gazu. Teraz dla chłopaka nie istniało już nic innego niż on, samochód i autostrada.

- Start! – krzyknął do swojego telefonu Sungoh, wychodząc ze swojego Spykera i opierając się o maskę, w momencie gdy obaj młodzieńcy z całej siły docisnęli pedały gazu i jednocześnie wyruszyli przed siebie.
Baekhyun już na starcie uzyskał przewagę, ponieważ jego McLaren miał lepsze przyśpieszenie i po przebyciu stu metrów, osiągnął sto sześćdziesiąt kilometry na godzinę. W momencie kiedy kasztanowowłosy minął pierwszą z bocznych latarni, Taehyung był kilka metrów przed nią. Różnica między samochodami wynosiła około piętnastu metrów, ale to sprawiło, że V wpadł w swój żywioł. „Nie przyjechałem do Japonii, żeby przegrać. Nie opuściłem rodziców, żeby przegrać. Nie straciłem przyjaciół, żeby przegrać. Nie zrobiłem niczego z tych rzeczy po to, aby przegrać. Więc muszę wygrać.” – powtarzał chłopak w myślach niczym mantrę. Po upływie czterech sekund Tae zrównał się z Baekhyunem, a już wkrótce wyprzedził go na odległość zderzaka. Zmrużył oczy, zaciskając dłonie tak mocno na kierownicy, że zbielały mu knykcie. Wyprostowane ramiona zaczynały go powoli boleć, kilka pomarańczowych kosmyków wpadało mu do oka i czuł pot spływający mu strużką po karku, jednak nie istniało teraz nic, co mogłoby spowodować, że przegra z kasztanowowłosym. Wskazówka jego licznika powoli docierała do trzystu dwudziestu kilometrów na godzinę i zaczęła wahać się, raz po raz wskazując to mniejsze wartości, to prawie maksymalną prędkość Lexusa. Taehyung docisnął pedał gazu, wyciągając trzysta dwadzieścia pięć. Przygryzł wargę, kierując wzrok na drogę znajdującą się przed nim. W oddali dostrzegał światła Spykera, a po zerknięciu w boczne lusterko mógł stwierdzić, że już w tamtym momencie wygrał wyścig.

~Jeżeli pewnego dnia prędkość mnie zabije, nie płaczcie, ponieważ ja będę się uśmiechał~

Jednak nie wziął pod uwagę tego, że Baek nadal walczył. Nie było szans, że zrezygnował z zobaczenia przegranego V, a gdy młodszy go wyprzedził, tylko spotęgował w nim determinację. Baekhyun był oddalony od samochodu Taehyunga jedynie o kilka metrów, kiedy rudowłosy zaczął zwalniać. Co pomyślał w tamtym momencie starszy? „Teraz już mam zapewnione zwycięstwo.” i z satysfakcją rozciągnął usta w uśmiechu, dociskając gaz jeszcze mocniej, dzięki czemu w ciągu zaledwie ułamka sekundy osiągnął maksymalną prędkość trzystu trzydziestu jeden kilometrów na godzinę.
A nagłe zwolnienie Taehyunga powinno go zaalarmować. Nie pomyślał o tym, że jego kierownica wielofunkcyjna nagle zacznie się psuć i przestanie łapać sygnał z telefonu Sungoha. Nie pomyślałby również o tym, że jedzie z maksymalną prędkością McLarena i nie ma go jak wyhamować.
A pojedynczy samochód osobowy właśnie zbliżał się w jego kierunku z prędkością stu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, wioząc pięcioosobową, chińską rodzinę w kierunku stolicy Japonii. Wszyscy pasażerowie auta byli znużeni podróżą, a sam kierowca miał ogromną ochotę jak najszybciej dotrzeć do Tokio, aby odnaleźć hotel, który zarezerwował już kilka miesięcy temu i w końcu paść na miękkie łóżko.

Nie było najmniejszych szans, aby uniknąć śmiertelnego wypadku. Jednak trzeba pamiętać o tym, że za kierownicą McLarena siedział nie kto inny tylko Byun Baekhyun. Nie należał on do osób, które na jego miejscu płakałyby, krzyczałyby lub po prostu wyklinały kierowcę samochodu osobowego albo modliły się, prosząc aby Bóg ich ocalił. Nie. Byun Baekhyun należał do osób odważnych i myślał bardzo trzeźwo, nawet podczas najtrudniejszych niefortunnych wydarzeń. Kasztanowowłosy zdjął stopę z pedału gazu, ale nie nacisnął na hamulec, aby nie spowodować jeszcze gorszego wypadku niż ten, który miał nastąpić za maksymalnie minutę – półtora. Skręcił w bok, zjeżdżając z autostrady i dopiero gdy wskazówka licznika po dwóch sekundach spadła do dwustu osiemnastu kilometrów na godzinę, a McLaren powoli wytracał prędkość, zahamował. Jednak najwidoczniej szczęście nie sprzyjało mu aż tak bardzo, ponieważ nie zauważył latarni aż do momentu, w którym w nią uderzył. Lampa przechyliła się w przód i spadła na lewą stronę sportowego samochodu. Na szczęście Baekhyun zdążył odskoczyć na miejsce pasażera, nim się to stało, jednak odłamki szkła z rozbitej przedniej szyby wbiły mu się do prawego ramienia, policzka i łuku brwiowego, ponieważ chłopak nie zaciągnął szybki w swoim kasku. Momentalnie spłynęły gorącą krwią. Posoka zalewała oko chłopakowi, sprawiając, że miał ograniczoną widoczność. Z jednej strony miał ochotę wyklinać kierowcę osobówki, z drugiej – samego siebie. Jednak mimo rozbitej lampy i błotnika oraz ran na ciele Baek był dumny, że zdołał uniknąć wypadku, w którym na pewno zginęliby albo pasażerowie i kierowcy samochodu osobowego, albo on.
Baekhyun wyszedł z McLarena, chcąc oszacować straty oraz ile mogłaby kosztować ewentualna naprawa i części zamienne, w momencie kiedy Taehyung przejechał obok niego Lexusem z prędkością błyskawicy, nawet nie spoglądając w bok, gdzie Baek bardzo potrzebował jego pomocy. V pierwszy znalazł się na linii mety, mijając Spykera Sungoha, nieomal się z nim zderzając i tym samym wygrał zakład, który powinien być unieważniony z powodu wypadku starszego. Powinien. Ale nie był odwołany i Baek będzie zmuszony założyć skąpy ubiór na najbliższym wyścigu, w którym nie będzie startował. Sungoh został zaalarmowany przez chłopaka o jego zderzeniu z latarnią i wkrótce, i on, i Tae znaleźli się przy młodzieńcu. Sung pomógł Baekhyunowi dotrzeć do samochodu V, który miał za zadanie go odwieźć do domu chłopaka i opatrzeć mu rany, a w tym samym czasie najstarszy miał odholować McLarena do warsztatu razem z Kaiem, po którego już zadzwonił.
- Baek… - zaczął Taehyung, rozpinając kask i z braku wolnego miejsca, ułożył go przy nogach swojego przyjaciela. Pomógł Hyunowi zdjąć jego ochraniacz tak, żeby nie zrobić  mu większej krzywdy i położył go chłopakowi na kolana. Wcześniej podał mu sprej odkażający, którym Baek spryskał sobie rany.
- Hmm? – mruknął kasztanowowłosy, kiedy już ruszyli z miejsca wypadku, kierując się ku jego mieszkaniu. Chłopak obejrzał się przez ramię ze smutkiem, patrząc na rozbity bok McLarena, oglądany właśnie przez mechanika.
- Z powodu twojego wypadku… - zaczął niby niechętnie Taehyung, a Baekhyun szybko obrócił się w jego kierunku pewien, że młodszy oficjalnie unieważni zakład. – Pozwolę wybrać ci inny kolor stanika. – zakończył Tae, układając wargi w swój charakterystyczny kwadratowy uśmiech, na co Baek spojrzał na niego morderczym wzrokiem, nie komentując nijak uwagi młodszego. Gdyby  nie ten wypadek, to z pewnością by wygrał.

1 1 000 000 jenów – około 33 370 zł. (100 jenów to około 3,37 zł)
2 Lexus LFA - 400000 USD = 45205755.23 JPY ~ 45 milionów jenów
3 Nissan GT-R - 90000 USD = 10171294.93 JPY ~ 10 milionów jenów


Mam nadzieję, że się spodobało
Czekam na opinie i komentarze
Taeyeon