Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yaoi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yaoi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 maja 2017

My only love? Speed #3

Hejka :)
Po prawie roku (heheh) publikuję część opowiadania Reiko i mojego, która została napisana też prawie rok temu XD
Mamy z Reiko nadzieję napisać resztę na wakacjach, ale na razie niczego nie obiecujemy :")
Rozdział ma 4,9k słów, jakby kogoś to interesowało :") A jak nie, to i tak już to napisałam, więc za późno na protesty ;P 
Dzisiaj Dzień Matki, a Rim mi nie złożyła życzeń :c To takie smutne :") Matkujesz komuś przez cały czas, a nawet życzeń nie otrzymasz w zamian XD (Wzbudzanie wyrzutów sumienia tak bardzo. Wiem, że to czytasz, wyrodna córko. Tak, ta kropka to specjalnie.) 
Mogę się Wam pochwalić, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni mamy, uwaga, uwaga, 11 sprawdzianów/kartkówek/testów z całego roku, a potem 12 i 13 czerwca wycieczkę, więc zasada "Kto ma czas, ten pisze" już weszła w życie i miejmy nadzieję, że coś z tego wyjdzie :")
Po roku wracamy do świata, w którym pewien rudzielec i kasztanowowłosy biorą udział w nielegalnych wyścigach, a pan mechanik o fioletowych włosach również nielegalnie gromadzi niezwykle drogie pojazdy. Bo jakby było legalnie, to byłoby nudno B)
W ogóle dla tych, którzy zapomnieli, przypominam samochody naszych głównych bohaterów, bo to dosyć istotne: V - Lexus LFA, Baekhyun - McLaren MP4-12C, Jungkook - Nissan GT-R. A teraz wyobraźcie sobie takich przystojniaków w tak zajebistych autach ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Miłego czytania :) 

<- 1. rozdział
<- 2. rozdział


I możesz mnie złapać na nieczystej jeździe, ale nie w moim samochodzie
To miłość i wierność poprzez zamek mojego serca 
Nigdy nie odwracaj się, nie wiem, jak to się stało 
Powiedziałem to raz, zrobię to ponownie 
Gram w gierkę, robię wszystko, aby wygrać 
Z tobą i twoimi przyjaciółmi, na dobre i na złe 
To ja i mój zespół, wiesz, że chcemy wygrać 
Wiesz, że jedziemy dopóki koła nie odpadną 
Wiesz, że się trzymam, że nie myślimy o tym wszystkim 


     Rudowłosy zamknął drzwi od jej strony i zaraz znalazł się na swoim miejscu za kierownicą. Napisał jeszcze Baekowi SMS, że będzie później, żeby mu nie przeszkadzali. Odczytał też wiadomość tekstową, którą dostał od fioletowowłosego zaraz po wyścigu i zerknął na dołączony plik. O mało nie udusił się ze śmiechu, gdy zobaczył zdjęcie Byuna w oczojebnych, męskich stringach i staniku. Czując na sobie wzrok dziewczyny, który mówił, że patrzy na kogoś niedorozwiniętego na umyśle, pokazał jej zdjęcie i ta także zaczęła się śmiać. Gdy się uspokoili, Tae ze łzami w oczach ruszył przed siebie. Doskonale wiedział, gdzie chce zabrać swoją pasażerkę, więc też skierował się na główną ulicę tokijskiej dzielnicy, w której organizowano wyścigi. Rzadko z niej korzystał swoim Lexusem, bo wszyscy mieszkańcy pobliskich budynków byli wrogo nastawieni do szybkiej jazdy tam nielegalnymi samochodami. Tym, czego najbardziej obawiali się miejscowi, było to, że ktoś z nich może znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze i zostać potrąconym, co z tak ogromnymi liczbami na prędkościomierzu z pewnością skończyłoby się śmiercią dla obu stron.

niedziela, 3 kwietnia 2016

My only love? Speed #1

Hejka :)
Tak. Wiem, że nie było mnie tu prawie miesiąc. ZNOWU. Ale mam naprawdę dużo nauki (zwłaszcza teraz), więc mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i postaram się, aby częstotliwość postów się polepszyła. 
Dzisiaj prezentuję Wam coś, czego jeszcze tu nie było: Mianowicie opowiadanie, które powstało w efekcie współpracy z Reiko z bloga Shake Up My Heart. Współpracowało mi się z nią bardzo dobrze i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś razem napiszemy :)
A dzisiaj prezentuję Wam pierwszą część naszego "dziecka", które możecie również zobaczyć na blogu Reiko :) Chciałam opublikować ją już wczoraj, bo miałam urodzinki, ale się nie udało także trudno ;D
Miłego czytania :)   

Ostrzeżenia:
przekleństwa (nieliczne, ale są) oraz za sprawą Reiko - yaoi



Nigdy nie bałem się śmierci albo umierania
Boję się tylko nigdy nie spróbowania
Jestem kimkolwiek jestem
Tylko Bóg może mnie teraz osądzić
I nie jestem skory do gierek
Bo to może stać się niebezpieczne
Spójrz na ludzi z którymi się wożę
Ta chwila jest nasza 

            Taehyung ze skupieniem na twarzy sunął swoim samochodem po jednej z wielu tokijskich ulic. Adrenalina w nim buzowała, jednak wciąż zachowywał spokój. Potrafił trzymać emocje na wodzy jak mało kto. Wcisnął sprzęgło i zmienił bieg na trójkę, zaraz dodając gazu. Został mu tylko jeden przeciwnik do wyprzedzenia i zwycięstwo miało należeć do niego. Nie mógł sobie pozwolić na to, by być gorszym od innych. Nie po to wyjechał z Korei do Japonii, by teraz robić coś innego. Wyścigi stały się jego życiem.

~Nieważne czy wygrasz o metr czy kilometr, grunt, żeby wygrać~

            Ostatnia prosta. Ostatnia szansa, by wyprzedzić kierowcę przed nim zajmującego pierwsze miejsce od niemalże początku wyścigu. Stróżka potu spłynęła po jego skroni. Docisnął mocniej gaz. Coraz bardziej doganiał samochód przed sobą. Sto metrów do mety, dziewięćdziesiąt…pięćdziesiąt…dziesięć…pięć… Tak! Taehyung wyprzedził go na odległość zderzaka, a tym samym wygrał! Zatrzymał pojazd i wyszedł z niego, machając do publiczności ręką. Cieszył się ze zwycięstwa niczym małe dziecko. Fakt faktem, musiał przyznać, iż ten wyścig do łatwych nie należał. Na trasie ciężko było kogoś mijać, ponieważ uliczki, przez które się przemieszczali, wcale nie należały do szerokich. Mimo wszystko – dał radę! Odkąd tu przyjechał, stawał się coraz lepszy, pomimo słabego początku, jaki stawał mu na drodze. Czasem myślał, czy nie odpuścić i nie wrócić do swojego rodzimego kraju, jednak zawsze w porę się reflektował i dalej dążył do spełniania swoich marzeń.
            Ukradkiem spojrzał na tego, którego pokonał. Złość w jego oczach była całkowicie wytłumaczalna, zważywszy na to, iż stracił swoją pozycję w ostatnich sekundach. Niestety, Tae nie potrafił mu współczuć. Miał swój cel i trzymał się go choćby niewiadomo, co się działo. Nie miał czasu na przejmowanie się innymi.
            Podjechały do niego na czerwonych Hondach CBR 600 RR, dwie skąpo ubrane Japonki. To one wręczały tutaj nagrody zwycięzcom. Tym razem stawką był milion jenów1, a to wcale nie mało. Ograł innych zawodników. W końcu to oni składali się na pulę. Najlepszy zgarniał wszystko – podstawowa zasada.
            Mimo, że dziewczyny mizdrzyły się do niego, on nie zwracał na to najmniejszej uwagi. To nie było w jego typie. Pomimo swojego wieku, on dalej wierzył w prawdziwą miłość i nie obchodziły go przygody na jedną noc. Czekał na tą jedyną, z którą mógłby spędzić resztę życia. Jednocześnie chciał także, aby była to jego pierwsza miłość. I jedyna. Do końca jego dni.
            Tak więc ignorując motocyklistki, wsiadł z powrotem do swojego samochodu i odjechał jakby nigdy nic, myśląc o przeciwniku, z którym jeszcze nigdy nie miał okazji spotkać się na torze, a mianowicie Jeon JeongGuku, znanym także jako Jungkook. Ponoć był dobry. Cholernie dobry. Taehyung bardzo chciał się z nim zmierzyć, porównać swoje umiejętności do tych drugiego. Nigdy nawet nie widział go w akcji, więc jego ciekawość, którą wzbudzał ten chłopak, była jak najbardziej uzasadniona. Zastanawiał się też nad tym, jak dobra jest ekipa tego całego Jeona.  W końcu on sam był wolnym strzelcem i lepiej znał tu tylko Sungoha i paru innych chłopaków, z którymi to dosyć często rozmawiał.

           Okrężną drogą ruszył do ich miejsca spotkań. Bardzo lubił przejażdżki swoim samochodem po ulicach Tokyo, szczególnie późnymi wieczorami lub nocą. Dlatego też i tym razem postanowił się na taką wybrać.
            Taehyung odsunął wizjer swojego sfatygowanego kasku Race 60/61, po czym odpiął jego zapięcie, na chwilę puszczając kierownicę, czego skutkiem było to, że prawie wjechał w czyjś rower pozostawiony samotnie przed jednym z domów. Na swoje szczęście chłopak był doświadczony w tym, co robił i szybko odbił kółko w przeciwną stronę, stabilizując pojazd na jezdni. Przez chwilę starał się przypomnieć sobie czy w terenie zabudowanym można włączać długie światła, czy nie, jednak w końcu i tak uruchomił lampy o dalszym zasięgu. Pobieżnie sprawdził, czy ulica przed nim jest pusta, ponieważ zbytnio nie orientował się kiedy i gdzie ma uważać na przechodzące gejsze, a nie chciał sobie narobić problemów. Zdjął kask, przez chwilę ograniczając sobie pole widzenia do minimum i ułożył go na sąsiednim siedzeniu, sprawiając, że ten niemal spadł, ale chłopak szybko opanował sytuację. Kiedy wyjechał na jeden z podświetlonych na kolorowo mostów, nagle rozdzwonił się jego niedawno nabyty iPhone 6s Space Grey, więc szybko odebrał połączenie, włączając głośnik.
- Tae, długo mamy jeszcze na ciebie czekać? – zapytał podwójnie wzmocniony głos Sungoha, który był wyraźnie zniecierpliwiony. Zwycięzca zerknął kątem oka na wyświetlacz umieszczony na konsoli znajdującej się pomiędzy siedzeniami i został poinformowany o tym, że od ukończenia wyścigu minęło zaledwie dziesięć minut.
- Nie zapytasz nawet, jak mi poszło? – zapytał Taehyung, ignorując wcześniej zadane pytanie, po czym dodał gazu, śmigając swoim Lexusem LFA już sto osiemdziesiąt kilometrów na godzinę. Gdyby teraz przyłapały go władze, miałby poważne kłopoty i prawdopodobnie dożywotnio odebrane prawo jazdy. Ale kiedy ma się jeden z  najszybszych samochodów w okolicy, w którym tablice rejestracyjne zmienia się po każdym nielegalnym wyścigu, żadni policjanci nie są straszni.
- Doskonale wiem, że wygrałeś, idioto. – burknął z rozbawieniem w głosie rozmówca chłopaka, a gdy ten zamilkł, Tae nagle usłyszał kobiecy krzyk, który sprawił, że mimowolnie zamarł na kilka sekund, zwalniając auto. Nie brzmiał on, jakby pochodził z miejsca, gdzie przebywał Sungoh. Taehyung zatrzymał swój samochód na samym środku ulicy i wysiadł z niego, rozglądając się dookoła, ale nikogo ani niczego nie usłyszał.
- Wyścig skończył się dziesięć minut temu. Nie dałbyś mi chociaż chwili na dojechanie? – zapytał chłopak, ponownie wsiadając do swojego samochodu i po przejechaniu wolno, czyli z prędkością stu trzydziestu kilometrów na godzinę jakichś dwustu metrów, docisnął pedał gazu, bez problemu wyciągając dwieście dwadzieścia.
- Masz jedno z najszybszych aut w okolicy. Lexus LFA może wyciągnąć trzysta dwadzieścia pięć kilometrów na godzinę. Powinieneś być tu sześć minut temu. – odparował natychmiastowo Sungoh, na co Taehyung jedynie ciężko westchnął i przewrócił teatralnie oczami.
- Znawca się znalazł. Daj mi chwilę. – zakończył rozmowę kierowca, odkładając iPhone’a obok kasku.
            Taehyung już po dwóch minutach był na miejscu i zaparkował swoją wyścigówkę w tylnych garażach warsztatu samochodowego Sungoha, zamykając drzwi specjalnym kodem, który znał jedynie on i jego przyjaciel. W końcu nie mógł sobie pozwolić, żeby samochód za ponad czterdzieści pięć milionów jenów2 nagle został mu ukradziony. Znowu musiałby jeździć tym okropnym Audi R8 Spyder z 2006 roku, które wyciągało jedynie trzysta kilometrów na godzinę. Na samą myśl o powrocie do swojego dawnego samochodu Taehyunga aż wzdrygnęło.
            Wszedł do głównej hali warsztatu, kierując się na zaplecze, z którego łatwo można było dostać się schodami do miejsca spotkań większości najlepszych kierowców i oczywiście ich teamów, które nieodłącznie towarzyszyły niemal wszystkim zwycięzcom. Niemal wszystkim, ponieważ Taehyung stwierdził, że jemu wystarczy jedynie Sungoh, Baekhyun i ewentualnie Kai, którzy nie ruszyliby się z ich ukochanego warsztatu nawet za pięćdziesiąt milionów jenów.
            Tae wszedł do skąpanego w żółtym świetle pomieszczenia, na którego ścianach wisiały umieszczone tam przez mechaników ich ideały aut dlatego chłopak mógł podziwiać Audi R8 V10 GT, Lamborghini Gallardo, Porshe 911, Ferrari F430, Jaguara XK oraz wymarzony samochód Jongina, który królował na większości zdjęć – Arrinera Hussarya. Przechodził w pobliżu umazanych sprejami niegdyś srebrnymi szafkami z narzędziami i lodówek z zimnymi napojami gazowanymi, kiedy wpadł na czarnowłosego, opalonego chłopaka  w białym tank topie i czarnych dresach.
- Siema, stary! Słyszałem, że znowu wygrałeś wyścig! Tylko uważaj, żeby sława nie uderzyła ci do głowy, bo wtedy będę zmuszony przestać się z tobą zadawać. – powiedział chłopak i wytarł dłonie w biały bezrękawnik, czego skutkiem były czarne smugi, które na nim pozostały, po czym poprawił sobie włosy, zaczesując je do góry. Mimo, że było to stwierdzone jakby rozbawionym tonem, Taehyung zmarszczył brwi, bo nie brzmiało to, jakby Kai cieszył się z wygranej swojego przyjaciela. Rudowłosy zerknął w bok i za chłopakiem ujrzał dwóch czerwonowłosych nastolatków rozmawiających o czymś w kącie przyciszonymi głosami. Jongin przeszedł koło Taehyunga, jakby nic się nie stało, jednak na odchodnym wyszeptał mu do ucha tak, aby dwójka przy ścianie ich nie usłyszała.
- Masz przejebane. Pokonałeś nie tego człowieka co trzeba. Wszyscy na hali mówią jedynie o tym, że możesz spodziewać się zemsty. Tae, uważaj na siebie.
            Taehyung jedynie skinął głową, nie przejmując się zbytnio słowami przyjaciela. Wiele razy ostrzegano go przed mszczeniem się pokonanych przez niego zawodników, jednak nigdy nie brał tego na poważnie. Mimo wszystko to, że osobą, która go ostrzegała, był nie kto inny jak Kai, mocno go zaniepokoiło. Jeśli informacje docierały do Jongina, a on przekazywał je dalej, to oznaczało, że są już potwierdzone.
            Chłopak wszedł na główną halę miejsca spotkań i przeczesał rude włosy dłonią, aby wyglądać bardziej cywilizowanie niż po wyścigu, po czym ukradkiem przejrzał się w ogromnym lustrze zajmującym jedną ze ścian. Rozpiął suwak swojego czarno-czerwonego kombinezonu, zsuwając jego górną część z ramion i zostając w ciemnym bezrękawniku opinającym jego mięśnie brzucha. Kiedy ludzie przesiadujący w pobliżu wejścia na licznych kanapach zauważyli go, zaczęli do niego podchodzić, klepiąc go po plecach i chwaląc, że genialnie sobie poradził. Każdy chciał z nim porozmawiać, pogratulować mu lub choćby pobyć przez chwilę w jego obecności, jednak ten ignorował wszystkich, kierując się do swoich przyjaciół. Gdy był już przy Sungohu, przywitał się z nim i Baekhyunem, ignorując dwie dziewczyny uczepione ich ramion, które były ubrane jak typowe grid girls – króciutkie czarno-czerwone spódniczki z szachownicą imitującą flagę startową w okolicach bioder, obcisłe bluzki zasłaniające jedynie biust i przynajmniej dwunastocentymetrowe białe szpilki.
- Długo kazałeś na siebie czekać. Chodź, nie uwierzysz co wczoraj dostarczył mi przyjaciel. – zachęcił przyjaciela Baekhyun i pożegnawszy dziewczyny uśmiechem skierowali się w stronę mniejszej hali, która imitowała strefę dla VIPów. Dostęp do niej miał tylko „team Taehyunga” i on sam.
- Niemożliwe… - szepnął rudowłosy jakby sam do siebie, kiedy Sungoh wpuścił go do środka, wcześniej pospiesznie zamykając drzwi.
- Dokładnie, Tae! Ducati 1098S – powiedział, wskazując na czarno-czerwony motor stojący na środku hali. – Honda Blackbird CBR1100XX – westchnął, delikatnie przesuwając dłonią po białym lakierze motocykla. – BMW S1000 RR. W ciągu 3,1 sekundy rozpędza się do stu kilometrów na godzinę. – zaprezentował kolejny pojazd Sungoh, wskazując na srebrzysty motor dosiadany przez Baekhyuna. – MTT Street Fighter oraz nasz król – Dodge Tomahawk.
- Ale to przecież najszybsze motocykle wyścigowe świata. – powiedział Taehyung, kręcąc głową z podziwem i od razu podszedł do motoru, którego jego najlepszy przyjaciel nazwał królem.
- O nie. Jego nie dotykamy. Muszę mu najpierw zdobyć papiery, bo nie chcę, żeby taka masa pieniędzy poszła na marne. Na całym świecie jest jedynie 10 egzemplarzy, a jeden z nich jest mój! – wykrzyknął wniebowzięty Sungoh, rozsiadając się wygodnie na kanapie w rogu pomieszczenia. Trochę zbyt wygodnie, ponieważ wylądował głową na kolanach Baekhyuna, który od razu zepchnął go z siebie, skutkiem czego fioletowowłosy wylądował na podłodze. Taehyung przysiadł się do Baeka, wyciągając się na kanapie, tak, że jego głowa zwisała w połowie tylnego oparcia kanapy.
- Jungkook. Co o nim wiecie? – zapytał Tae, bawiąc się kasztanowymi włosami Baekhyuna, który również przechylił się podobnie jak kierowca. Tymczasem Sungoh szukał nowych tablic rejestracyjnych do zwycięskiego Lexusa LFA oraz odpowiednich i wytrzymałych opon do tegoż samochodu wyścigowego.
- Jungkook. Eee… Chodzi o Kooka? – zapytał dla upewnienia się Baek, a po skinięciu głową Taehyunga, kontynuował. – Chcesz się z Kookim ścigać? Już sobie to wyobrażam. Wszędzie na ulicach plakaty z napisami „Pojedynek dwóch najlepszych wyścigowców! Jungkook VS V!” Będziecie jedynym tematem rozmów wśród wszystkich kierowców, ale będziecie mieli też przejebane… Władze na pewno się dowiedzą o wyścigu i będą robić wszystko, aby was zamknąć za nielegalne jazdy ulicami Tokio. A co do Kookiego to chłopak ma jedynie dziewiętnaście lat, ściga się odkąd skończył szesnaście, bo stwierdził, że po śmierci rodziców wszystko mu jedno. Teraz już nie obchodzi go, czy zginie czy nie. Z resztą sam stwierdził, że zaczął się ścigać po to, żeby popełnić samobójstwo. Potem poznał Jina i od tego czasu trzyma się z jego teamem, ma własny i stał się jednym z trzech najlepszych kierowców. Chłopak wiele w życiu osiągnął…
- Jezu, mnie interesuje jego samochód, a nie biografia… - westchnął Tae, przerywając Baekhyunowi monolog i trzepnął go lekko w tył głowy, na co ten prychnął oburzony, ostentacyjnie odwracając się od przyjaciela.
- Nissan GT-R. 2010 rocznik. Sześciocylindrowy, podwójnie turbodoładowany silnik o mocy 485 koni mechanicznych. Dwu-sprzęgłowa skrzynia biegów. Wyciąga trzysta dziesięć kilometrów na godzinę. Napęd na cztery koła. Kosztuje tak z dziesięć milionów jenów3. – odezwał się jakby machinalnie Sungoh, przeglądając tablice rejestracyjne, aby wybrać taką, której Taehyung jeszcze nie miał. – Może wydawać ci się, że jest dużo gorszy niż twój Lexus, ale szczerze to niezbyt. Może okazać się dużo poważniejszym przeciwnikiem, niż sobie myślisz.
- Czekaj, czekaj. Nie zachwalaj tak Kooka. Ty widziałeś samochód Taehyunga? Lexus LFA. 2012. Kosztuje czterdzieści pięć milionów dolarów. Dziesięciocylindrowy motor o mocy 552 koni mechanicznych. Automatyczna sześciobiegowa przekładnia sekwencyjna.  Tylny napęd. Wyciąga trzysta dwadzieścia pięć na godzinę. Jedynie 500 egzemplarzy na całym świecie. Chłopie, nie ma szans, żeby Nissan wygrał ten wyścig. Jedyne co ma lepsze to przyspieszenie, bo osiąga stówę na godzinę w przeciągu 2,8 sekund, a Lexus wolniej, ale Tae szybko to nadrobi.
- Ja tam bym go nie lekceważył. Nie znasz chłopaka, ani jego samochodu. Nie znasz jego umiejętności, ani tego jakie asy skrywa w rękawie. Musisz trenować.
            Taehyung dalej już nie słuchał tego, co mieli do powiedzenia jego znajomi. Oddał się po prostu własnym myślom. A więc to tak było z Jeonem? W tym przypadku zgadzał się z Sungohem. Nie należało go lekceważyć, bo nie wiadomo było, co potrafił. V zazwyczaj zwracał szczególną uwagę na swoich przeciwników, szczególnie tych dobrych. Często przychodził na ich wyścigi i przeprowadzał infiltrację. Oglądał, jaką mają strategię, analizował ją, zbierał ważne informacje. A wszystko tylko po to, by wygrać. Wyścigi były jego życiem i zamierzał stać się najlepszym kierowcą w historii. Teraz za cel obrał sobie wyścig z Jungkookiem. Oboje byli bardzo dobrzy. Pytanie tylko, który lepszy? Tae miał zamiar pokazać, że on. Chciał pokonać Kooka. Bardzo.
            Rudowłosy zerwał się ze swojego miejsca i przeciągnął, by rozprostować swoje kości. Zaraz na jego twarzy zakwitł uśmiech.
- Lecimy na przejażdżkę, chłopaki? – zapytał jakby nigdy nic. Sungoh wraz z Baekhyunem popatrzeli najpierw po sobie, a potem po nim, zaraz wracając do siebie. Oboje wyszczerzyli się w charakterystyczny dla siebie sposób i zgodnie przytaknęli głowami.

            Gdy tylko nowa rejestracja dla Lexusa Taehyunga była gotowa, cała trójka wsiadła do swoich pojazdów i wyjechali na zewnątrz, każdy w swoją stronę. Zawsze mieli ze sobą kontakt telefoniczny, a przecież nie mogli ryzykować na mieście, gdzie czają się patrole policyjne. Przecież ktoś mógł na nich zakablować. No bo powiedzcie: Dla kogo nie byłyby podejrzane trzy sportowe środki transportu sunące nocą po ulicy? Chyba każdy mieszkaniec Tokyo stwierdziłby, że wracają z jakiś nielegalnych wyścigów. Jak zwykle mieli trochę pokręcić się po ulicach stolicy Japonii, a potem zjechać na autostradę i tam poszarżować. Cała trójka uwielbiała to robić. Czuli się wtedy wolni. Szczególnie Taehyung, którego w takich chwilach nie obchodziły żadne zasady.
            Hyung przemierzał ulice Tokyo, w skupieniu obserwując swoje otoczenie, jednak z czasem jego myśli zaczęły schodzić na dni, które miejsce miały dawno temu.


            - Nie! Nie zrezygnuję ze swoich marzeń tylko dlatego, że wy tak chcecie! – wrzasnął Tae ze łzami wściekłości w oczach. Naprawdę, starał się panować nad emocjami, ale nie wychodziło mu to w ogóle, a najgorzej było za każdym razem, gdy chodziło o to, co chciał w życiu robić. Rodzice ciągle go tylko ograniczali.
- Taehyung, nie unoś na nas głosu. Nie jesteśmy twoimi kolegami! – powiedziała nieznoszącym sprzeciwu głosem matka chłopaka. – Nie damy ci pieniędzy na ten cholerny samochód i nie pozwolimy wyjazd do równie cholernej Japonii! Życie ci nie miłe?! W przyszłości masz być prezesem mojej firmy i banku ojca! Chcesz to wszystko zaprzepaścić? – kontynuowała, jednak on już nie zwracał na to uwagi. Wiele razy powtarzała mu tą samą śpiewkę, ale teraz miarka się już przebrała. Po prostu wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami. Słyszał jeszcze wrzaski swojej rodzicielki, ale miał to głęboko gdzieś. Postanowił. Tym razem naprawdę. Miał już dosyć tysiąca kłótni na miesiąc z jednego powodu. Nigdy nie interesował się bankowością, ani biurokracją, czy jak to się tam nazywało. Od dawien dawna fascynował się samochodami sportowymi i wyścigami. Dlaczego tylko tak wiele stoi mu na drodze do spełniania marzeń? Albo raczej stało. Do dzisiaj.
            Wszedł do swojego pokoju i zgarnął spod łóżka swoją czarną, sportową torbę, do której zaczął pakować tylko te najpotrzebniejsze rzeczy. Wiele na ten moment nie było mu potrzebne: wziął trzy pary zapasowych spodni, parę podkoszulków, trzy dodatkowe bluzy, kilka par bokserek i skarpetek. Do tego wszystkiego dorzucił jeszcze szczoteczkę do zębów, po którą śmignął do swojej łazienki. Tak, jego rodzina była na tyle bogata, a dom na tyle duży, że bez problemu mógł mieć łazienkę tylko do swojego własnego użytku. Wziął jeszcze swój portfel i paszport. Dołączył do tego ulubione okulary przeciwsłoneczne na nos i telefon do kieszeni. Teraz był już gotowy do wyjścia.
            Po cichu wymknął się z domu, tak, by rodzice go nie zauważyli. Wtedy na pewno pokrzyżowaliby jego plany i obserwowali go na każdym, nawet najmniejszym kroku, a tego nie chciał. Złapał jakąś taksówkę, która akurat najprawdopodobniej wracała z jakiegoś kursu i poprosił kierowcę, aby dowiózł go do banku. Musiał wypłacić pieniądze, ponieważ, gdy już zrobi, co miał w planach, ojciec śmiało mógł zamrozić mu konto, aby nie mógł niczego zakupić. Tak więc, gdy tylko znalazł się na miejscu, poprosił taksówkarza, by na niego zaczekał.
            Taehyung podszedł do bankomatu i wpisując odpowiedni pin, pobrał dosyć sporą sumę pieniędzy. Od paru lat rodzice co miesiąc wpłacali na jego konto (które mu założyli z własnej woli) to większe, to mniejsze sumy pieniędzy. Wahały się one od dwustu tysięcy, nawet do pół miliona wonów. Zależało to od humoru jego opiekunów. Tak, był rozpieszczanym dzieckiem, ale od dłuższego czasu nie korzystał w ogóle z tych pieniędzy, zachowując je właśnie na taką chwilę. Teraz wypłacił wszystko, co miał. Pieniądze schował w brązowej kopercie do torby i zamknął ją, zaraz upewniając się, że na pewno niczego nie zgubi.
            Szybko, nim któryś z pracowników zdołał go rozpoznać, wrócił do pojazdu i poprosił, by kierowca pojechał na lotnisko. Tam zapłacił mu drobnymi, jakie miał w portfelu. Zaraz pognał do kasy i poprosił o bilet do Japonii w jedną stronę. Kobieta przy komputerze dziwnie na niego popatrzyła, ale zaraz wybrała jakiś bilet dla niego i wręczyła mu go. Zapłacił odpowiednią kwotę. Okazało się, że do odlotu zostało mu pół godziny. Fakt, gdy stał przy ladzie, prosił o jak najszybszy lot… W ten oto sposób po paru minutach znalazł się przy terminalu, gdzie ochrona dokładnie go przeszukała. Na szczęście nie zwrócili większej uwagi na kopertę spoczywającą na dnie torby. Najpewniej zastanawialiby się, skąd tak młody chłopak jak Tae, wziął tyle pieniędzy i może jeszcze oskarżyliby go bezpodstawnie o kradzież. Dobrze, że mu się upiekło.
            Lot wcale nie trwał długo, ale był wystarczająco męczący dla Taehyunga. Ponadto młody zostawił całe swoje życie za sobą. Rodziców, przyjaciół… Ale nie żałował. Wiedział, że teraz będzie mógł zacząć żyć po swojemu. Na własną rękę.
            Na miejscu bez problemu znalazł jakiś kantor wymian, gdzie wymienili mu wony koreańskie, na jeny japońskie. Cieszyło go to niezmiernie. Potem taksówką udał się do pierwszego-lepszego hotelu. Jak na razie nie miał problemów finansowych, ale musiał przecież znaleźć jakieś małe mieszkanko, które będzie w stanie opłacać oraz kupić jakiś samochód. No i co najważniejsze – musi poznać daty i miejsca wyścigów. Bez tego się nie obejdzie. Swój telefon wyłączył już na lotnisku, gdy tylko wysiadł, wiedząc, że mogą go szukać. Nie przeszkadzał mu brak kontaktu ze światem, jednak brak muzyki to już zupełnie co innego. Musiał to w każdym razie wytrzymać.

~Nieważne skąd jesteś. Dzieli Cię ćwierć mili od mety lub od nowego życia.~

            Taehyung wyrwany z zamyślenia zatrzymał się gwałtownie, widząc, jak ktoś wtargnął mu przed maskę. Na szczęście nie jechał zbyt szybko, choć serce już teraz podskoczyło mu do gardła. Wyskoczył z samochodu, nawet nie pamiętając o tym, by zamknąć drzwi, tylko zaraz znalazł się przed pojazdem w świetle zapalonych świateł. Na ulicy leżała jakaś dziewczyna, która teraz kuliła się z bólu, przyciskając do swojej klatki piersiowej nogę, a na twarzy, oprócz grymasu bólu, widniały liczne zadrapania.
- Ej, ej, ej, wszystko gra? – zapytał spanikowany, klękając obok niej i starając się coś zrobić, jednak nie za bardzo wiedział, co takiego. Zaczesał czarne włosy dziewczyny do tyłu, by w niczym nie przeszkadzały. Trochę się uspokoiła i teraz świdrowała go swoimi ciemnobrązowymi oczami, co jakiś czas pojękując z bólu. – Coś cię boli? Chodź, zawiozę cię do szpitala – mówił jak najęty, całkowicie zapominając o tym, jak się oddycha.
- Nie, nie do szpitala! – zaoponowała szybko, gdy ten już chwycił ją pod boki i starał się postawić do pionu, przez co o mało jej nie upuścił, gdy się odezwała.
- Dlaczego? – spojrzał na nią nierozumnym wzrokiem.
- Po prostu nie – powiedziała stanowczym tonem, a on w tym samym momencie otworzył drzwi swojego samochodu od strony pasażera i delikatnie ułożył ją na siedzeniu. Wywrócił oczami i przyklęknął przy dziewczynie, chwytając jej nogę, za którą wcześniej się trzymała i zaczął ją oglądać.
- Co ty robisz? – zapytała oburzonym tonem, jednak on dalej w skupieniu robił swoje. Czarnowłosa zaraz syknęła z bólu, gdy ten dotknął jej kości piszczelowej i lekko tylko nacisnął.
- Jest złamana. Powinienem cię teraz odwieźć na SOR, ale nie chcesz. Co mam z tobą zrobić, księżniczko? – zwrócił się do niej, ostatnie słowo wymawiając nieco złośliwym tonem. Jego wina, że tak się zachowywała? Oczywiście, że nie.
- Odwieź mnie do domu. Potem sobie poradzę – mruknęła zrezygnowana, obniżając się przy tym w fotelu tak, aby nie pogorszyć stanu swojej nogi. Rudowłosy pokręcił głową na boki i zamknął drzwi samochodu, zaraz potem wsiadając do niego ze strony kierowcy. Kątem oka jeszcze na nią spojrzał i westchnął zrezygnowany. Pochylił się nad brązowooką i zapiął jej pasy. Chociaż raz na coś się przydadzą w tym pojeździe… po stronie pasażera, rzecz jasna! V preferował bezpieczną jazdę, nawet na wyścigach… o ile dało się na nich jeździć bezpiecznie.
- To może podasz mi swój adres? – zapytał, a ona prychnęła niczym rozjuszona kotka, jednak zaraz podała mu to, o co „poprosił”.
            Ruszył samochodem z ulicy. Wcześniej, przez ten drobny wypadek, zapomniał nawet wyłączyć silnik. Na szczęście jego serce wróciło już na swoje miejsce. Podczas jazdy co jakiś czas zerkał na dziewczynę, która z kolei wpatrywała się w przestrzeń rozchodzącą się za oknem. Dopiero teraz zauważył, że na jej twarzy widnieją liczne zadrapania, a na szyi nawet kilka mniejszych siniaków. Obawiał się, że to przez niego, jednak ta nic nie mówiła, choć zapewne zdążyła się już przejrzeć w bocznym lusterku Lexusa.
            Mimo iż na zewnątrz panowała ciemność, Taehyung poruszał się po dość ruchliwych ulicach Tokyo, dzięki czemu w pojeździe było jasno, ponieważ co chwilę mijał jakąś latarnię. Po paru minutach byli już na miejscu, choć V śmiało mógł powiedzieć, że mógłby się tam znaleźć w niecałe cztery, jednak zwrócił uwagę na to, że ma pasażera, którego sam poobijał, postanowił jechać przepisowo.
           Zaparkował przed domem i wyłączył silnik. Opuścił pojazd i okrążając go, otworzył drzwi od strony pasażera. Odwrócił się tyłem do dziewczyny, kiedy ta odpięła swój pas i przyklęknął.
- A tobie co odwala? – zapytała. Tym razem to on prychnął.
- Wskakuj mi na plecy. Chyba nie chcesz pogarszać stanu swojej nogi, prawda? – zadał jej pytanie retoryczne. Usłyszał jeszcze, jak ta mamrocze coś do siebie pod nosem, jednak zaraz wspięła się na jego plecy. Chwycił ją pod kolanami i tak uniósł się ostrożnie w górę. Nie chciał przecież się przewrócić i przez to polecieć na nią. Nie miał zamiaru przygnieść jej swoim ciężarem. Ruszył do drzwi, które zaraz otworzył, bo dziewczyna poinformowała go jeszcze po drodze, że jej brat jest w domu, więc nie będzie problemu z kluczami.
- Oppa, już jestem! – krzyknęła na dzień dobry, przez co Tae miał ochotę zasłonić sobie uszy rękami, jednak nie mógł sobie pozwolić na puszczenie jej. Jakimś cudem udało mu się zapalić światło w przedpokoju, po czym poszedł w kierunku, jak mu się wydawało, salonu. Jedną ręką wciąż podtrzymując dziewczynę, drugą po omacku szukał włącznika światła, a gdy już go znalazł i nacisnął… o mało nie udławił się śliną, która w tej chwili znajdowała się w jego jamie ustnej.
            Na kanapie obściskiwała się dwójka chłopaków. Chociaż to chyba mało powiedziane. Jeden opierał się plecami o kanapę i ręce trzymał na pośladkach tego drugiego, który z kolei siedział na nim okrakiem, wpijając się agresywnie w jego usta. Dopiero, gdy Taehyung odchrząknął znacząco, ci oderwali się od siebie i spojrzeli na niego zdziwieni. Tak, on też nie planował przecież bawić się w gościa u obcych ludzi. I nie, nie miał nic przeciwko homoseksualistom, jednak dziwnie było to zobaczyć tak na żywo, tym bardziej, że tu się prawie sceny porno odgrywały. Pomińmy fakt, że kto by nie chciał w jego wieku obejrzeć porno na żywo. Tak, w tym momencie rudowłosy mentalnie strzelił facepalm’a. O ścianę. Ale tylko mentalnie. Chociaż najchętniej zrobiłby to naprawdę.
            Czarnowłosy szybko zszedł z brązowowłosego i stanął obok kanapy, na której teraz V ułożył dziewczynę najdelikatniej jak potrafił. Przecież nie chciał jej uszkodzić przypadkowo tak na doprawkę… i tak dzisiaj już wystarczająco dużo zrobił.
- To ten… ja już będę się zmywał… - zwrócił się do niej, drapiąc w niezręcznym geście po karku.
- Hola, hola! Kim ty jesteś i co zrobiłeś mojej siostrze? – zaatakował go czarnowłosy, a Tae stanął zaraz wyprostowany na baczność. – Zobacz, jak ona przez ciebie wygląda!
- Em, to był przypadek… Mogę zapłacić, czy coś… - mruknął Taehyung, nie bardzo wiedząc, jak ma się zachować, tym bardziej, że wiedział, iż dziewczyna jest w takim stanie przez niego.
- Zapłacić? Zapłacić?! Cholera jasna, tu chodzi o jej zdrowie, a ty mi mówisz, że możesz zapłacić?! –Tak, ten młody człowiek był zdecydowanie aż nadto wyprowadzony z równowagi.
- Przepraszam? – powiedział niepewnie Tae, choć brzmiało to bardziej jak pytanie. W czarnowłosym gotowało się coraz bardziej i widział to każdy obecny w pomieszczeniu. Wyższy chłopak wstał z kanapy i położył mu dłoń na ramieniu, aby jakoś zasugerować mu, żeby nie zrobił niczego głupiego. Niższy już miał się rzucić na Hyunga z pięściami, gdy powstrzymał go głos jego siostry.
- Oppa, to na twarzy to nie jego wina… Poza tym, złamana noga to też nic wielkiego. Przecież nic się nie stało, prawda? Daj mu już spokój. Przecież nie uciekł i nie zostawił mnie na pastwę losu. Pomógł mi. – Oho, czyli ona jednak potrafiła być miła. Szczególną uwagę w tym momencie przykuwały także jej szczenięce oczka. A więc to jest urok młodszego rodzeństwa? Coś niesamowitego.
- Dobrze, masz rację… - wymruczał. – Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem. Jestem Jeon JeongGuk, a ty? – chłopak wyciągnął rękę w jego stronę, a w głowie Tae przestawiły się trybiki. A więc to ten słynny Jeon. No proszę. Taehyung nigdy by się nie spodziewał czegoś takiego, jednak wciąż wiedział, że nie może go potem lekceważyć na torze.
            V jak na razie nie chciał zdradzać swojej godności, więc wahał się, co ma mu odpowiedzieć. Na szczęście, nie musiał tego zrobić, ponieważ odezwał się jego telefon, który wpakował do kieszeni, nawet nie wiedząc kiedy. Musiał to zrobić automatycznie.
- Przepraszam na chwilę – mruknął, po czym wyszedł do przedpokoju i odebrał połączenie.
- Stary, gdzie ty jesteś? Jesteśmy na autostradzie już dobre pół godziny, a po tobie ani widu, ani słychu! – zapytał Sungoh na tyle głośno, że rudy musiał odsunąć urządzenie od ucha na parę centymetrów.
- Coś mi…wypadło. Niedługo będę. Dajcie mi dziesięć minut – odparł na pytanie i zaraz się rozłączył, po czym wrócił do salonu. – Niestety muszę już iść. Jestem pewien, że jeszcze się spotkamy – rzekł, po czym skinął wszystkim głową i wycofał się do drzwi wyjściowych.
- To do zobaczenia! – usłyszał jeszcze pożegnanie dziewczyny, po czym opuścił budynek z małym uśmieszkiem na ustach. Wsiadł do swojego samochodu i zapiął pasy, po czym ruszył na autostradę. Znalazł się na niej dokładnie po siedmiu minutach, a kolejne dwie zajęło mu dojechanie na miejsce, gdzie o tej porze nie było prawie w ogóle samochodów, oprócz tych należących do Sunga i Baeka. Tak, nawet w Japonii zdarzały się takie opustoszałe miejsca.
            Chłopcy już czekali na niego, oparci o swoje pojazdy. Wysiadł ze swojego auta, stając dokładnie naprzeciwko nich.
- I co ci tyle zeszło Tae? Spotkałeś jakąś gorącą laskę, czy jak? – zwrócił się do niego obojętnym tonem Byun.
- Można tak powiedzieć… Potem wam wszystko opowiem. To co? Ścigamy się? – zręcznie ominął wątek tego, co robił przez ostatnią godzinę minimum. Wolał nie mówić o niczym na otwartej przestrzeni. Jakoś tak… Nigdy nie miał pewności do otaczającej go przestrzeni. Przecież wszędzie mógł czaić się wróg i tylko czekać na jakieś informacje.
- Z tobą? Nigdy więcej. Ostatnio jak przegrałem, to musiałem paradować w bokserkach w różowe serca po całym terenie wyścigu, w którym nie brałem udziału – Sungoh złapał się za głowę, a Baekhyun roześmiał się na cały głos, włącznie z V. Tak, Tae zdecydowanie wybierał dobre wyzwania, jeśli chodzi o zakłady.
- Za to ja chętnie się z tobą o coś założę! – powiedział Baek, wciąż trzymając się za brzuch, po tym nagłym wybuchu śmiechu.
- A o co? – chytry uśmieszek wstąpił na twarz rudego.
- Jeśli wygram, będziesz musiał chodzić przez tydzień z koszulką „Kocham Baekhyuna” i w każdą swoją wypowiedź wciskać zdanie o tym, jaki to jestem wspaniały – rzekł chłopak, odgarniając kasztanowe włosy z twarzy.
- A jeśli przegrasz…? – Taehyung nigdy nie ustępował.
- A co byś chciał? – teraz i Byun się z nim przekomarzał.
- Będziesz chodził w różowym staniku i męskich stringach na najbliższym wyścigu, w którym nie będziesz brał udziału – Już dawno wymyślił karę dla tej divy, tylko czekał na okazję, aby to zaproponować. Akurat teraz mu się nadarzyła.
- Niech ci będzie… - burknął niewyraźnie Hyun. Widać było, iż ta opcja mu się nie podobała, jednak był na tyle pewny siebie w wyścigach na krótkie dystanse, że wątpił, aby to jego przyjaciel wygrał. Szczególnie teraz kiedy kilka tygodni temu zakupił McLarena MP4-12C, który potrafił osiągnąć trzysta trzydzieści jeden kilometrów na godzinę. O sześć kilometrów więcej niż Lexus Taehyunga. Poza tym pokusa zobaczenia chłopaka w koszulce, którą swoją drogą mu już załatwił, była zbyt wielka, żeby mógł sobie pozwolić na wycofanie się.
- Na ile jedziecie? – zapytał Sungoh dość obojętnym tonem, wybierając numer do obu chłopaków na swoim telefonie. Kilka sekund później iPhony Baeka i V zaczęły dzwonić, a mechanik bez słowa wyjaśnienia wyciągnął dłoń, żeby kierowcy mogli położyć na niej swoje zabawki. Młodzieńcy patrzyli w zdumieniu, jak ich najlepszy przyjaciel otwiera drzwi McLarena Baekhyuna i majstruje coś przy jego kierownicy, jednocześnie wyklikując jakiś kod na telefonie chłopaka.
- Nie wiem. Damy ci tak z trzy minuty na dojechanie w jakieś miejsce, a Ty staniesz w pobliżu miejsca, gdzie wyznaczysz metę. Okey? – zaproponował V, przystając pomiędzy Spykerem C8 Aileronem Sungoha, a McLarenem i opierając się o przednie drzwi tego pierwszego. Czekał, aż Sungoh skończy to, co robił, cokolwiek to było i będą mogli w końcu się ścigać.
- Ty widziałeś to jego auto? I dajesz mu tylko trzy minuty? Tae, chcesz się ze mną ścigać na sto metrów? Przecież wiesz, że mój McLaren szybciej się rozpędza. – powiedział niby poważnie najstarszy z chłopaków, stając dokładnie naprzeciwko rudowłosego i opierając się o swój samochód, a jego mina wyrażała nic innego jak jedno wielkie „XD”. Taehyung uśmiechnął się niby zawadiacko, podnosząc jeden kącik ust, ale tak naprawdę musiał wbić sobie palce w udo, żeby się nie roześmiać.
- No fakt, zapomniałem o tym, że Sung ma najwolniejszy samochód z nas wszystkich. Motory to sobie sprowadza najszybsze na świecie, a szybszej fury sobie nie potrafi załatwić. – odparował V, patrząc wszędzie tylko nie na swojego przyjaciela, bo wiedział, że ten dusi się, aby nie parsknąć śmiechem, a Sungoha, który to wszystko słyszy, zapewne w tym momencie szlag trafia. Nagle przednie drzwi McLarena, o które opierał się kasztanowowłosy, zostały otwarte od środka, a Baekhyun siłą uderzenia wpadł na Taehyunga, obijając sobie kość policzkową o podbródek chłopaka, który aż jęknął z bólu. Młodszy starał się złapać starszego, żeby utrzymał równowagę, ale skończyło się na tym, że mu się nie udało, więc Baek wylądował na asfalcie, zdzierając skórę na prawym policzku.
- Kurwa, Sungoh, ty chory pojebie! – warknął chłopak, starając się podnieść z powierzchni, co udało mu się z niewielką pomocą Taehyunga i teraz wyklinał swojego przyjaciela najgorszymi obelgami jakie znał, trzymając dłoń na krwawiącym policzku.
V pobiegł do swojego Lexusa, wyciągając ze schowka środek odkażający w spreju oraz plastry. Kiedy jeździ się z prędkością ponad trzystu kilometrów na godzinę, takie gadżety są bardzo przydatne. Z resztą są też potrzebne, kiedy Sungoh się denerwuje, czego skutki było widać na pokaleczonej twarzy Baekhyuna. Tae wrócił do pieklącego się chłopaka, mijając uśmiechającego się złowieszczo Sunga i chwycił go za podbródek, przekręcając jego głowę lekko w bok, żeby zobaczyć ranę w pełnej okazałości. Odgarnął kasztanowe kosmyki chłopaka z czoła Baekhyuna i zasłonił mu oczy wierzchem dłoni, żeby nie podrażnić ich środkiem odkażającym, którym spryskał policzek przyjaciela, naklejając na niego plaster. Baek spojrzał na niego z wdzięcznością, na co V również się uśmiechnął się, kiedy nagle został uderzony przez Sunga w tył głowy. Chłopak syknął, odskakując od fioletowowłosego z oburzoną miną.
- Dobra, dość tych romansów. Teraz taki dobry z ciebie przyjaciel, a jak tylko wygrasz, to ośmieszysz Baeka na pierwszym wyścigu, który się nadarzy. – powiedział Sungoh z miną świadczącą, że chce zakończyć ten temat i rozpocząć wyścigi. – Chyba pierwszy raz w życiu będziecie mieli okazję użyć waszych kierownic wielofunkcyjnych. Zadzwonię do was obu jeszcze przed wyścigiem, a dzięki temu, że zaprogramowałem aplikacje w waszych telefonach, obaj będziecie mnie słyszeć bez najmniejszych zakłóceń.
- Hmm… spoko. – stwierdził Baekhyun, wsiadając do McLarena i wcisnął przycisk, który wskazał mu Sungoh. Taehyung zrobił to samo w swoim Lexusie i już po chwili usłyszeli głos fioletowowłosego, który właśnie odjeżdżał przed siebie, aby wyznaczyć linię mety.
- Ustawię się tak mniej więcej pośrodku autostrady, więc macie jechać blisko krawędzi, bo zamorduję, jeśli któryś z was zarysuje mi Spykera. W razie gdyby przejeżdżały tędy jakieś samochody, poinformuję was o tym od razu, gdy tylko zobaczę światła, a wtedy zjeżdżacie z drogi i czekacie, aż przejedzie. Potem kontynuujemy wyścig. Ten, który pierwszy przejedzie obok mnie, wygrywa. Wszystko jasne?

(polecam słuchać tego przy dalszym czytaniu
podczas pisania właśnie ona mnie natchnęła)


- Mhym… - mruknęli obaj kierowcy, ustawiając się na jednej linii i spojrzeli po sobie, a każdy widoczną w oczach pewnością, że to właśnie on wygra. Taehyung uniósł jedną brew i założył kask znajdujący się na sąsiednim siedzeniu, sprawnie zapinając go i spuszczając szybkę na oczy. Spojrzał na Baekhyuna, który również poszedł w jego ślady i obaj uruchomili silniki, czekając aż fioletowowłosy wyda komendę do startu.
- Na miejsca… - zaczął Sungoh, na co Tae wbił palce w kierownicę, chwytając ją pewniejszym ruchem. Na szczęście przekładnia sekwencyjna jego Lexusa była automatyczna, więc nie musiał zmieniać biegów w trakcie jazdy. Wystarczyło, że teraz ustawił siódemkę, a ona wraz ze wzrastającą prędkością automatycznie ustawi się na odpowiednim miejscu.
- Gotowi… - rozbrzmiał głos, na co Baekhyun skupił całkowitą uwagę na drogę przed nim i pedał gazu. Teraz dla chłopaka nie istniało już nic innego niż on, samochód i autostrada.

- Start! – krzyknął do swojego telefonu Sungoh, wychodząc ze swojego Spykera i opierając się o maskę, w momencie gdy obaj młodzieńcy z całej siły docisnęli pedały gazu i jednocześnie wyruszyli przed siebie.
Baekhyun już na starcie uzyskał przewagę, ponieważ jego McLaren miał lepsze przyśpieszenie i po przebyciu stu metrów, osiągnął sto sześćdziesiąt kilometry na godzinę. W momencie kiedy kasztanowowłosy minął pierwszą z bocznych latarni, Taehyung był kilka metrów przed nią. Różnica między samochodami wynosiła około piętnastu metrów, ale to sprawiło, że V wpadł w swój żywioł. „Nie przyjechałem do Japonii, żeby przegrać. Nie opuściłem rodziców, żeby przegrać. Nie straciłem przyjaciół, żeby przegrać. Nie zrobiłem niczego z tych rzeczy po to, aby przegrać. Więc muszę wygrać.” – powtarzał chłopak w myślach niczym mantrę. Po upływie czterech sekund Tae zrównał się z Baekhyunem, a już wkrótce wyprzedził go na odległość zderzaka. Zmrużył oczy, zaciskając dłonie tak mocno na kierownicy, że zbielały mu knykcie. Wyprostowane ramiona zaczynały go powoli boleć, kilka pomarańczowych kosmyków wpadało mu do oka i czuł pot spływający mu strużką po karku, jednak nie istniało teraz nic, co mogłoby spowodować, że przegra z kasztanowowłosym. Wskazówka jego licznika powoli docierała do trzystu dwudziestu kilometrów na godzinę i zaczęła wahać się, raz po raz wskazując to mniejsze wartości, to prawie maksymalną prędkość Lexusa. Taehyung docisnął pedał gazu, wyciągając trzysta dwadzieścia pięć. Przygryzł wargę, kierując wzrok na drogę znajdującą się przed nim. W oddali dostrzegał światła Spykera, a po zerknięciu w boczne lusterko mógł stwierdzić, że już w tamtym momencie wygrał wyścig.

~Jeżeli pewnego dnia prędkość mnie zabije, nie płaczcie, ponieważ ja będę się uśmiechał~

Jednak nie wziął pod uwagę tego, że Baek nadal walczył. Nie było szans, że zrezygnował z zobaczenia przegranego V, a gdy młodszy go wyprzedził, tylko spotęgował w nim determinację. Baekhyun był oddalony od samochodu Taehyunga jedynie o kilka metrów, kiedy rudowłosy zaczął zwalniać. Co pomyślał w tamtym momencie starszy? „Teraz już mam zapewnione zwycięstwo.” i z satysfakcją rozciągnął usta w uśmiechu, dociskając gaz jeszcze mocniej, dzięki czemu w ciągu zaledwie ułamka sekundy osiągnął maksymalną prędkość trzystu trzydziestu jeden kilometrów na godzinę.
A nagłe zwolnienie Taehyunga powinno go zaalarmować. Nie pomyślał o tym, że jego kierownica wielofunkcyjna nagle zacznie się psuć i przestanie łapać sygnał z telefonu Sungoha. Nie pomyślałby również o tym, że jedzie z maksymalną prędkością McLarena i nie ma go jak wyhamować.
A pojedynczy samochód osobowy właśnie zbliżał się w jego kierunku z prędkością stu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, wioząc pięcioosobową, chińską rodzinę w kierunku stolicy Japonii. Wszyscy pasażerowie auta byli znużeni podróżą, a sam kierowca miał ogromną ochotę jak najszybciej dotrzeć do Tokio, aby odnaleźć hotel, który zarezerwował już kilka miesięcy temu i w końcu paść na miękkie łóżko.

Nie było najmniejszych szans, aby uniknąć śmiertelnego wypadku. Jednak trzeba pamiętać o tym, że za kierownicą McLarena siedział nie kto inny tylko Byun Baekhyun. Nie należał on do osób, które na jego miejscu płakałyby, krzyczałyby lub po prostu wyklinały kierowcę samochodu osobowego albo modliły się, prosząc aby Bóg ich ocalił. Nie. Byun Baekhyun należał do osób odważnych i myślał bardzo trzeźwo, nawet podczas najtrudniejszych niefortunnych wydarzeń. Kasztanowowłosy zdjął stopę z pedału gazu, ale nie nacisnął na hamulec, aby nie spowodować jeszcze gorszego wypadku niż ten, który miał nastąpić za maksymalnie minutę – półtora. Skręcił w bok, zjeżdżając z autostrady i dopiero gdy wskazówka licznika po dwóch sekundach spadła do dwustu osiemnastu kilometrów na godzinę, a McLaren powoli wytracał prędkość, zahamował. Jednak najwidoczniej szczęście nie sprzyjało mu aż tak bardzo, ponieważ nie zauważył latarni aż do momentu, w którym w nią uderzył. Lampa przechyliła się w przód i spadła na lewą stronę sportowego samochodu. Na szczęście Baekhyun zdążył odskoczyć na miejsce pasażera, nim się to stało, jednak odłamki szkła z rozbitej przedniej szyby wbiły mu się do prawego ramienia, policzka i łuku brwiowego, ponieważ chłopak nie zaciągnął szybki w swoim kasku. Momentalnie spłynęły gorącą krwią. Posoka zalewała oko chłopakowi, sprawiając, że miał ograniczoną widoczność. Z jednej strony miał ochotę wyklinać kierowcę osobówki, z drugiej – samego siebie. Jednak mimo rozbitej lampy i błotnika oraz ran na ciele Baek był dumny, że zdołał uniknąć wypadku, w którym na pewno zginęliby albo pasażerowie i kierowcy samochodu osobowego, albo on.
Baekhyun wyszedł z McLarena, chcąc oszacować straty oraz ile mogłaby kosztować ewentualna naprawa i części zamienne, w momencie kiedy Taehyung przejechał obok niego Lexusem z prędkością błyskawicy, nawet nie spoglądając w bok, gdzie Baek bardzo potrzebował jego pomocy. V pierwszy znalazł się na linii mety, mijając Spykera Sungoha, nieomal się z nim zderzając i tym samym wygrał zakład, który powinien być unieważniony z powodu wypadku starszego. Powinien. Ale nie był odwołany i Baek będzie zmuszony założyć skąpy ubiór na najbliższym wyścigu, w którym nie będzie startował. Sungoh został zaalarmowany przez chłopaka o jego zderzeniu z latarnią i wkrótce, i on, i Tae znaleźli się przy młodzieńcu. Sung pomógł Baekhyunowi dotrzeć do samochodu V, który miał za zadanie go odwieźć do domu chłopaka i opatrzeć mu rany, a w tym samym czasie najstarszy miał odholować McLarena do warsztatu razem z Kaiem, po którego już zadzwonił.
- Baek… - zaczął Taehyung, rozpinając kask i z braku wolnego miejsca, ułożył go przy nogach swojego przyjaciela. Pomógł Hyunowi zdjąć jego ochraniacz tak, żeby nie zrobić  mu większej krzywdy i położył go chłopakowi na kolana. Wcześniej podał mu sprej odkażający, którym Baek spryskał sobie rany.
- Hmm? – mruknął kasztanowowłosy, kiedy już ruszyli z miejsca wypadku, kierując się ku jego mieszkaniu. Chłopak obejrzał się przez ramię ze smutkiem, patrząc na rozbity bok McLarena, oglądany właśnie przez mechanika.
- Z powodu twojego wypadku… - zaczął niby niechętnie Taehyung, a Baekhyun szybko obrócił się w jego kierunku pewien, że młodszy oficjalnie unieważni zakład. – Pozwolę wybrać ci inny kolor stanika. – zakończył Tae, układając wargi w swój charakterystyczny kwadratowy uśmiech, na co Baek spojrzał na niego morderczym wzrokiem, nie komentując nijak uwagi młodszego. Gdyby  nie ten wypadek, to z pewnością by wygrał.

1 1 000 000 jenów – około 33 370 zł. (100 jenów to około 3,37 zł)
2 Lexus LFA - 400000 USD = 45205755.23 JPY ~ 45 milionów jenów
3 Nissan GT-R - 90000 USD = 10171294.93 JPY ~ 10 milionów jenów


Mam nadzieję, że się spodobało
Czekam na opinie i komentarze
Taeyeon

środa, 30 grudnia 2015

Empty space woven of bravery

Hejka :)
Gdy zobaczyłam długość tej części byłam naprawdę w ogromnym szoku. Znaczy w sumie nie wiem ile ma wyrazów, bo zbuntował mi się Word (jakby ktoś był miły to mógłby mnie uświadomić ile to wyrazów), ale patrząc na wielkość tego paska do przewijania czuję, że pobiłam swój rekord w postaci ok. 5,7 tys. wyrazów. (Okazało się, że 8.542 wyrazy. Wow xD)
Przy okazji dziękuję za ponad 800 wyświetleń na poprzednim poście :)
Pierwszy raz muszę napisać ostrzeżenia, hmmm xD
Miłego czytania :)                  

Ostrzeżenia: yaoi, przekleństwa, przemoc




I możemy zaprzeczać tak długo jak chcemy,
Ale z czasem nasze uczucia wyjdą na jaw.
Bo prędzej czy później,
Będziemy się zastanawiać dlaczego się poddaliśmy,
A prawda jest wszystkim znana.


- Dzień dobry. - powiedział Sehun, który właśnie wszedł do sali, w której odbywała się fizyka jednej z trzecich klas, wcześniej pukając. - Pan dyrektor prosi o zwolnienie z lekcji Park Taeyeon i o to, aby ta szybko dotarła do jego gabinetu - dodał, widząc pytające spojrzenie nauczycielki i powiódł wzrokiem po pomieszczeniu, szybko lokalizując wołaną dziewczynę.
- Hmm...? A niby po co dyrektor miałby zwalniać ją z lekcji? - zapytała lekko zdziwiona starsza kobieta, a gdy Sehun tylko wzruszył ramionami, robiąc minę ja-nic-nie-wiem, skinęła głową w stronę dziewczyny, pozwalając jej wstać z ławki. Taeyeon spakowała do plecaka podręcznik i perfekcyjnie prowadzony zeszyt z notatkami oraz piórnik, po czym wyszła z sali, na wszelki wypadek już teraz mówiąc nauczycielce "Do widzenia". Kobieta ucząca fizyki należała do tej nielicznej części profesorów, którzy odpowiadali na tego typu pozdrowienia od uczniów, więc również pożegnała dziewczynę i spokojnie wróciła do omawiania tematu zajęć.
- Chodź. - powiedział szeptem Sehun gdy tylko Taeyeon zamknęła za sobą drzwi i złapał ją za przedramię, nakierowując gdzie tamta ma iść, po czym rozejrzał się dookoła czy kogoś nie ma na korytarzu.
- Sehun. - szepnęła dziewczyna i stanowczo stanęła w jednym miejscu, nie mając najmniejszego zamiaru pójść za chłopakiem. - Gabinet dyrektora jest tam. - powiedziała, wskazując Sehunowi kierunek i zdążyła przejść kilka kroków nim jej dłoń została objęta przez tę koszykarza, a ten poszedł w przeciwnym kierunku, prowadząc dziewczynę za sobą.
- Dziękuję za informację. Ale tak naprawdę to nie idziemy do dyrektora. - stwierdził chłopak, a gdy Taeyeon na te słowa znowu stanęła w miejscu, mówiąc, że nigdzie z nim nie pójdzie, ten spojrzał na nią błagalnie i poprosił, żeby mu zaufała.
- Nie. - odpowiedziała dziewczyna stanowczo i zbliżyła się w kierunku drzwi, chcąc wrócić do klasy, ale wtedy Sehun przyciągnął ją do siebie za nadgarstek tak, że ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów na co ta zamarła.
- Zaufaj mi. - powtórzył chłopak, niemal mrucząc te słowa i wyglądał jakby oczekiwał od Taeyeon krótkiej odpowiedzi, ale dziewczyna nadal była tak zaskoczona, że jedynie skinęła głową, na co Sehun znowu poprowadził ją w kierunku przeciwnym do gabinetu dyrektora. Wkrótce weszli po schodach i ku zdziwieniu Tae znaleźli się na dachu szkoły. Dziewczyna słyszała wiele o tym miejscu, ale nigdy nie odważyłaby się tam wejść z obawy o swoją ocenę z zachowania. To właśnie tu licealiści odbywali swoje spotkania, podczas których pili, palili i Bóg wie co jeszcze wyprawiali. Dach był teraz delikatnie przyprószony śniegiem gdyż padał on od rana z małymi przerwami, ale spod niego była widoczna warstwa lodu, na której w każdej chwili można się było poślizgnąć i zabić się, spadając na dziedziniec z wysokości ok.15 m. 
- Nie. Ma. Mowy. Że. Tu. Wejdę. - wysyczała dziewczyna, która widziała tylko i wyłącznie minusy swojej wędrówki na dach. Po pierwsze: odbywała się nielegalnie w trakcie lekcji. Po drugie: w każdej chwili, któryś z nauczycieli mógł tu wejść. Po trzecie: był tu lód. Po czwarte: miała na sobie spódniczkę co w razie upadku nie było dobrym połączeniem. Po piąte: mogła w każdej chwili spaść z dachu.
- No proszę~ - jęknął chłopak, po czym widząc, że nie działa to na Taeyeon postanowił powtórzyć swój wyczyn sprzed kilku minut. Dziewczyna najwidoczniej przeczuwając co chodzi Sehunowi po głowie splotła dłonie za plecami, żeby mu to uniemożliwić i ostrożnie cofała się w stronę schodów, tak, aby się nie poślizgnąć, ale zarazem aby nie odwrócić się do chłopaka tyłem. Koszykarz przez chwilę patrzył na nią wyraźnie rozbawiony, po czym najzwyczajniej w świecie przyciągnął ją do siebie, owijając ramię wokół jej talii. - To ostatnia lekcja przed świętami. Nikt nie przyjdzie. Proszę~ - szepnął Sehun, mówiąc to wprost do ucha dziewczyny, przez co owionął ją ciepły oddech chłopaka. Koszykarz był bardzo zadowolony z siebie, ponieważ kochał używać swojego uwodzicielskiego tonu, a w dodatku obserwować reakcję dziewczyn, które były godne go usłyszeć. Natomiast Taeyeon była przerażona, bo pierwszy raz w życiu ktoś zwracał się do niej w ten sposób w dodatku z twarzą tak blisko tej należącej do niej. Po chwili jednak opamiętała się i położyła dłoń na klatce piersiowej Sehuna, na co ten posłał jej uśmiech, ale dziewczyna jedynie odepchnęła go od siebie.
- Co ja robię ze swoim życiem. - westchnęła ciężko Taeyeon, co chłopak uznał za jej zgodę na zostanie tam i pewnym krokiem ruszył w stronę niewielkiego murku otaczającego całą powierzchnię dachu. Gdy dziewczyna to zobaczyła aż zrobiło się jej słabo. Wystarczyła chwila nieuwagi ze strony Sehuna i ten leżałby na dziedzińcu. W kałuży krwi. Bez życia. W tym momencie Taeyeon już nie była zdolna do wykonania kolejnego kroku gdyż zamarła ze strachu, wpatrując się w lód pod jej Conversami. Sehun podszedł do niej i złapał ją za dłoń, po czym poprowadził kilka metrów przed murek, bo widząc strach dziewczyny wiedział, że ta za żadne skarby świata nie usiadłaby tam. Zdjął z siebie marynarkę, nie zważając na to, że było okropnie zimno, a w dodatku płatki śniegu od razu znalazły pretekst do osiedlenia się na nagiej skórze jego ramion. Wygładził materiał, po czym rozłożył go na powierzchni dachu i gestem dłoni zaprosił dziewczynę aby tam usiadła.
- Po co chciałeś, żebym tu weszła? - zapytała Taeyeon podejrzliwie jednak usiadła na marynarce, podkulając pod siebie kolana i obejmując je ramionami. Sehun przysiadł na wolnym materiale obok niej, kompletnie nie zważając na to, że marynarka będzie cała mokra od leżenia na zaśnieżonej powierzchni.
- A musiałem mieć jakiś powód? - odpowiedział pytaniem chłopak, patrząc prosto przed siebie.
- Aha, no w sumie nie. Wyciąganie dziewczyny z lekcji pod pretekstem lipnego zwolnienia przez dyrektora, zmuszenie jej, aby teraz koło niego siedziała, w dodatku na takim zimnie kiedy w każdej chwili można się poślizgnąć na lodzie i się zabić jest całkowicie... - zaczęła Taeyeon, ale przerwała gdy chłopak obrócił głowę w jej stronę i lekko zmrużył oczy, przyglądając się jej. - No co? - burknęła.
- Zmusiłem cię, żebyś teraz koło mnie siedziała? - zapytał Sehun, unosząc brwi. Po chwili zorientował się, że dziewczyna nie ma najmniejszego zamiaru mu odpowiedzieć, więc znów spojrzał przed siebie. - Nigdy tu nie byłaś. - dodał po chwili na co Taeyeon lekko zmarszczyła brwi zdziwiona tym, że to nie było pytanie tylko zwykłe stwierdzenie faktu.
- A ty niby skąd to wiesz? - zapytała dziewczyna i tym razem to ona uważnie zmierzyła Sehuna spojrzeniem.
- A byłaś tu kiedyś? - odpowiedział pytaniem chłopak, patrząc przed siebie z wyraźnym rozbawieniem.
- Nie. - przyznała szczerze Taeyeon na co Sehun parsknął śmiechem. - Ktoś mi kiedyś powiedział, żebym się z tobą nie zadawała, bo jesteś młodocianym kryminalistą. - dodała.
- I?
- No i chyba go posłucham. - rzekła poważnym tonem dziewczyna, mocniej przyciągając do siebie kolana.
- Kocham śnieg. - powiedział, zmieniając temat chłopak po czym wyciągnął przed siebie dłoń, na którą w ciągu kilkunastu sekund upadło sporo płatków śniegu. - Potrafisz mi wytłumaczyć czemu jest tak piękny, a zarazem tak zimny? Lub czemu każdy płatek śniegu różni się od drugiego, a gdy chcesz przyjrzeć mu się uważniej znika jakby nigdy go nie było? - zapytał Sehun, zerkając kątem oka na dziewczynę, która teraz przyglądała mu się z uwagą. - No właśnie. Tego nie da się wytłumaczyć. Znaczy na pewno naukowcy mają swoją teorię na ten temat i pewnie oni to wiedzą. Ale nawet gdyby gdzieś to pisało i tak bym nie przeczytał. - zakończył swoją wypowiedź chłopak.
- Czemu? - zapytała Taeyeon, lekko marszcząc brwi i całkowicie zapomniała o swojej złości na Sehuna.
- Bo bez tej tajemnicy już by mi się tak bardzo nie podobały. - stwierdził chłopak na co Tae uniosła brwi naprawdę zdziwiona tym, że ten był w stanie wpaść na coś takiego.
- Skąd możesz wiedzieć, że gdyby nie były tajemnicze to by ci się nie podobały? - zapytała, patrząc na Sehuna z lekko przechyloną głową.
- Bo nie podobają mi się nietajemnicze rzeczy lub osoby. - stwierdził chłopak, w końcu dochodząc do sedna sprawy. Przez cały ten czas chodziło mu jedynie o to, żeby zasugerować dziewczynie, że mu się niezwykle podoba. - W moim starym liceum nie było żadnej tajemniczej osoby. Wszystkie dziewczyny wzdychały gdy tylko przechodziłem korytarzem. W sumie tu jest tak samo. Z takim wyjątkiem, że jest tu jedna tajemnicza osoba.
- Nie mów mi, że każdej dziewczynie, która ci się podoba sprzedajesz ten żenujący tekst na podryw? - zapytała Taeyeon, która mniej więcej w jednej trzeciej wypowiedzi zorientowała się do czego dąży chłopak i parsknęła śmiechem. Sehun, słysząc te słowa obrócił się w jej stronę z cieniem uśmiechu na ustach.
- Szczerze to nie miałem jeszcze żadnej dziewczyny. - przyznał zgodnie z prawdą. No może trochę nagiął prawdę, nie wspominając o tych, które uważały, że z nimi chodził, bo zdarzało mu się z nimi pocałować lub zaprosić na swój mecz, ale żadna nie była na poważnie.
- Też nigdy nie miałam chłopaka. - przyznała Taeyeon i zasłoniła dłonią usta, nie mając najmniejszego pojęcia czemu to powiedziała na głos. Sehun obrócił się w jej stronę, unosząc jeden kącik ust i powoli zbliżył się w jej stronę tak aby dziewczyna miała czas gdyby chciała się odsunąć (w co swoją drogą wątpił).
- Oh Sehun. - powiedziała stanowczym tonem nauczycielka fizyki, która nagle zmaterializowała się przed uczniami. Taeyeon automatycznie odskoczyła od chłopaka, szybko wstając z jego marynarki z tak przerażonym wyrazem twarzy, że aż zaskoczyło to Sehuna. Chłopak również wstał, podnosząc swój mokry już element mundurka i stanął przed dziewczyną. - Właśnie byłam w gabinecie sekretarki poprosić ją aby pożyczyła mi zszywacz, a tam zastałam pana dyrektora, który nie miał pojęcia o tym, że zwalniał swoją najlepszą uczennicę z lekcji. Taeyeon, muszę przyznać, że zawiodłam się na tobie. - westchnęła starsza kobieta na co dziewczyna pochyliła głowę, a Sehun widząc to automatycznie zapragnął już zawsze bronić ją przed wszystkim co mogło sprawić jej przykrość.
- To tylko i wyłącznie moja wina. Taeyeon chciała wrócić na lekcję kiedy się dowiedziała o tym, że nikt jej nie wołał, ale jej na to nie pozwoliłem. - powiedział, zasłaniając dziewczynę przed wzrokiem nauczycielki i patrząc jej z wyzwaniem prosto w oczy.
- Dzisiaj wam odpuszczę dlatego, że to ostatnia lekcja przed świętami. Ale ma nie być następnego razu, jasne? - zapytała, po czym widząc skinienie głową ze strony Sehuna uśmiechnęła się i powiedziała, że mogą już nie wracać na lekcję, bo i tak za niecałe cztery minuty zadzwoni dzwonek. Jednak Taeyeon nie chciała dłużej tam zostawać i skierowała się za nauczycielką fizyki, nie zaszczycając wcześniej Sehuna spojrzeniem.
- Jeszcze będziesz moja. Zobaczysz. - powiedział chłopak, siadając na murku i odchylił głowę w tył, ciężko wzdychając.

~*~

Taeyeon właśnie kierowała się w stronę szatni, kiedy poczuła, że smartphone schowany w jej kieszeni wibruje, dając jego właścicielce znak, że właśnie dostała SMSa.
Od: Baek
Zejdź do hali gimnastycznej. Jutro nie ma żadnych lekcji. Nie masz po co spieszyć się do domu. Więc bez żadnych wymówek. Czekamy. /Chanyeol
Dziewczyna westchnęła, widząc wiadomość, ale w sumie Yeol miał rację, więc już po chwili kierowała się do miejsca treningów koszykarzy. Gdy schodziła na dolne piętro na spotkanie wyszedł jej uśmiechnięty Baekhyun w swoim stroju do koszykówki, z tył którego było napisane imię chłopaka i jego numer "04".
- Hej. Chanyeol i Sehun właśnie się przebierają, a ja mam za zadanie pokazać ci gdzie są wolne stroje dla dziewczyn, więc w jeden się przebierz. A tak poza tym to nie widziałaś gdzieś mojego telefonu? - zapytał chłopak, prowadząc dziewczynę do kantorka, w którym była cała półka wolnych strojów. Słysząc pytanie Taeyeon jedynie wzruszyła ramionami i nawet nie przeszło jej przez myśl, aby powiedzieć, że jego zgubę ma Chanyeol. Baekhyun zabrał z pomieszczenia dwie piłki do koszykówki, po czym na odchodnym powiedział, że dziewczyna może się tam przebrać, bo klucz jest w drzwiach, a jeśli nie chce to, żeby poszła do szatni dla dziewcząt. Taeyeon sprawdziła metki bluzek i krótkich spodenek, po czym wybrała odpowiedni dla siebie rozmiar. Przekręciła klucz w drzwiach kantorka i szybko się przebrała, chowając swoje ubrania do plecaka. Teraz uświadomiła sobie, że nie zapytała brata po co chciał, żeby przyszła na trening oraz z jakiego powodu ona też miała się przebrać w strój do gry. 

~*~

- Taeyeon jest twoją przyjaciółką? - zapytał Sehun, patrząc na Chanyeola, który siedział obok niego na trybunach, podczas gdy Baekhyun pokazywał dziewczynie jak odpowiednio się ustawiać do rzutów, żeby zawsze trafiać.
- To moja siostra. - odpowiedział chłopak, na co nowy w drużynie jedynie skinął głową i powrócił do obserwowania uczącej się Taeyeon, która właśnie trafiła do kosza za dwa punkty. Baekhyun przybił jej piątkę, po czym kazał jej jeszcze kilka razy spróbować.
- Dogadujecie się? - zapytał Sehun, który nie miał pojęcia czemu tak bardzo interesowała go dziewczyna.
- Niezbyt. - parsknął śmiechem Yeol, po czym dodał poważniejszym tonem. - Chciałbym się z nią dogadywać. Ale ona nigdy nie ma dla mnie czasu. Więc cieszę się z tego, że przynajmniej od czasu do czasu ją widuję. Zazwyczaj wtedy się kłócimy, ale liczy się sama chęć nawiązania rozmowy. - powiedział Chanyeol, który zakończył swoją wypowiedź z uśmiechem na twarzy.
- A Baekhyun? To jej chłopak? - zapytał Sehun, korzystając z tego, że Yeol był skory do udzielania mu potrzebnych informacji o dziewczynie. Brat Taeyeon przechylił głowę na bok i z głupim uśmieszkiem na ustach odwrócił się w stronę pytającego.
- Nie. A po co pytasz? - odpowiedział chłopak, a widząc brak reakcji ze strony Sehuna i to jak ten obserwował każdy ruch Baekhyuna gdy ten zbliżał się do jego siostry miał ochotę parsknąć śmiechem.
- W takim razie czemu pozwalasz mu ją dotykać w ten sposób? - zapytał starszy chłopak, zaciskając paznokcie na zewnętrznej stronie swojej drugiej dłoni. Na te słowa Chanyeol szybko obrócił głowę w kierunku boiska do koszykówki, na którym jego najlepszy przyjaciel uczył Taeyeon grać, ale nie dostrzegł niczego niepokojącego. Baekhyun miał dłonie położone na talii dziewczyny i razem się cofali aby chłopak mógł jej pokazać jak daleko musi odejść aby trafić za trzy punkty. Po czym przeniósł je na dłonie Taeyeon, ustawiając je odpowiednio na piłce do koszykówki i pomógł jej rzucić. Gdy rzut okazał się być trafiony Chanyeol zaklaskał i pokazał dwójce na boisku podniesiony kciuk.
- W jaki znowu sposób? To tylko Baek. Muchy by nie skrzywdził, a co dopiero mojej Tae. - stwierdził chłopak po czym ponownie zwrócił głowę w stronę Sehuna, z którym prowadził rozmowę. - Jesteś zazdrosny, prawda?
- Może. - westchnął Sehun, po czym razem z Chanyeolem wstali aby również potrenować rzuty, w których swoją drogą nie mieli równych (z wyjątkiem Baekhyuna).

~*~

Cała czwórka wyszła z liceum po skończonym już treningu koszykówki w wyśmienitych nastrojach. Sehun życzył wszystkim aby dobrze spędzili święta po czym pomachał im i ruszył pieszo w kierunku swojego domu. Taeyeon obróciła się w jego kierunku jakby mimowolnie, a chłopak w tym samym momencie zrobił to samo, po czym roześmiał się i przesłał jej buziaka. Dziewczyna rzuciła mu spojrzenie w stylu daj-sobie-spokój, ale też się uśmiechnęła.
- Chan! Dawaj mi to! - wykrzyknął nagle Baekhyun, a gdy Taeyeon się obróciła ujrzała dość dziwną scenkę. Chanyeol opierał się o maskę samochodu starszego chłopaka i trzymał jego czapkę nad swoją głową poza zasięgiem ręki niższego, który prawie na nim leżał, wyciągając dłoń, żeby pochwycić swoją własność.
- Poproś. - powiedziała jedyna osoba rozbawiona tą sytuacją, podciągając się na masce auta i siadając na niej. W rezultacie czapka była trochę niżej niż dotychczas, a Baekhyun w dalszym ciągu nie mógł jej dosięgnąć.
- Nie będę cię o nic prosił. - warknął, odchodząc od swojego najlepszego przyjaciela z naburmuszoną miną i wyciągnął z kieszeni kluczyki do samochodu. - A jeśli nie oddasz mi czapki idziesz dzisiaj do domu piechotą. - zagroził niższy, otwierając drzwi od strony pasażera i zaprosił Taeyeon gestem dłoni aby tam usiadła. Gdy już miał wejść do samochodu Chanyeol zatrzymał go ramieniem i własnoręcznie założył mu czapkę, przepraszając go. Baekhyun się roześmiał i stwierdził, że od początku wiedział, że młodszy byłby zbyt leniwy, żeby pójść do domu piechotą. Brat Taeyeon musiał usiąść na tylnym siedzeniu i był tym niepocieszony, ale dla niego liczyło się, żeby przyjaciel nie był na niego zły, więc nie zaprotestował choćby jednym słowem.
- Hmm... - westchnął Baekhyun, nie wiedząc jak ma przerwać ciszę, która zapadła w samochodzie zaraz po tym jak go odpalił. - No to teraz muszę na chwilę pojechać do swojego domu, żeby wziąć parę swoich ubrań. Więc wolicie, żebym was odwiózł, a potem sam po nie pojechał czy jedziecie ze mną? - zapytał, patrząc kątem oka najpierw na Chanyeola w lusterku, a potem na Taeyeon. - Hej, ludzie, pobudka. - westchnął gdy nikt nie odpowiedział na jego pytanie. Dziewczyna podpierała głowę ramieniem i wyglądała przez okno na spadający śnieg, w ogóle go nie słuchając. Natomiast Chanyeol nagle rzucił się do przetrząsania zawartości swojego plecaka tak, jakby od tego zależało jego życie. Baekhyun ponownie skupił się na drodze, dając sobie samemu możliwość decyzji, bo najprawdopodobniej nikogo nie interesowało to, o której godzinie wróci do domu. Taeyeon poczuła szturchnięcie na swoim ramieniu, więc odwróciła się przez ramię do swojego brata, który pokazał jej gestem aby pożyczyła mu swój telefon. Dziewczyna pokręciła głową na znak, że mu go nie da, ale po chwili odblokowała go, wpisując hasło w ten sposób, aby nikt go nie zauważył po czym podała go bratu. Chanyeol wszedł w "Kontakty" po czym szybko wybrał numer Baekhyuna, ale nie rozległ się dźwięk "Bang Bang Bang" zespołu Big Bang, więc chłopak pobladł i oddał smartphone'a siostrze.
- Baekkie~ - zaczął chłopak, a dwójka siedząca z przodu wyraźnie usłyszała przerażenie w jego głosie. Baekhyun odwrócił się na chwilę, patrząc morderczym wzrokiem na swojego przyjaciela i skinął głową, żeby kontynuował. Starszy już wiedział, że Chanyeol zrobił coś złego, bo powiedział do niego "Baekkie", a robił to tylko i wyłącznie wtedy kiedy coś przeskrobał. - Czy byłbyś na mnie zły gdyby się okazało, że zostawiłem twojego nowego smartphone'a gdzieś w szatni dla chłopaków? 
- Chanyeol!!! - krzyknął Baekhyun tak głośno, że Taeyeon zatkała uszy, a Yeol skulił się na siedzeniu w kłębek. - Ty skończony idioto! Jak cię dorwę to... UGH! - warknął chłopak, szybko zawracając samochód i kierując go w stronę liceum. Wziął parę wdechów i wydechów aby się uspokoić, i gdy w końcu mu się to udało dodał już spokojnym tonem: - Jeśli go nie będzie to nie odezwę się do ciebie przez całe święta.
- A jeśli będzie? - zapytał nieśmiało Chanyeol ale gdy został zmierzony wściekłym spojrzeniem przyjaciela zamilkł.
- A jeśli będzie to też się do ciebie nie odezwę przez całe święta. - warknął Baekhyun po czym wbił palce lewej ręki w swoje udo, bo na szczęście dla Yeola nie mógł dosięgnąć wyższego chłopaka.
- Ale Baekkie... - zaczął Chanyeol, ale przerwano mu.
- Nie. Mów. Do. Mnie. Baekkie. - warknął Baekhyun, a Taeyeon zorientowała się, że pierwszy raz zobaczyła zdenerwowanego chłopaka. Zazwyczaj to był on aż nadmiernie entuzjastyczny, więc teraz siedziała naprawdę zdziwiona i mogła jedynie modlić się o to, żeby smartphone się znalazł. Chwilę po tym zapadła cisza, której nikt nie chciał przerywać, a atmosfera stała się tak gęsta, że można by było ciąć ją nożem. Minęło może pięć minut, a Baekhyun wybiegł z samochodu, kierując się do szatni dla chłopaków i w najmniejszym stopniu nie przejął się drobnostkami takimi jak zamknięcie auta.
- Baekkie! Czekaj! Idę z tobą. - krzyknął za swoim przyjacielem Chanyeol, który również wyszedł z pojazdu i pobiegł za Baekhyunem. Starszy najwidoczniej był na niego bardzo zły gdyż jedynie pokazał mu środkowy palec i co tchu popędził w stronę drzwi wejściowych do liceum, które na szczęście dla Yeola były otwarte. Chwilę potem również brat Taeyeon do nich dotarł i po chwili obaj znikli dziewczynie z oczu. Sama też miała ochotę pomóc chłopakom, ale bała się, że ktoś w tym czasie może okraść niezwykle drogi samochód Baekhyuna. Kątem oka zarejestrowała ruch, więc obróciła się w tamtą stronę i ku swojemu zdziwieniu zauważyła Sehuna biegnącego w kierunku szkoły ze wzrokiem wbitym w chodnik. Sama nie wiedziała czy zrobi lepiej udając, że go nie widzi czy podejść do niego. Jednak problem sam się rozwiązał kiedy chłopak ją zauważył i podbiegł do niej cały zziajany, pytając czy nie widziała gdzieś jego kluczy. Taeyeon jedynie wzruszyła ramionami, odpowiadając przecząco na co chłopak zrobił minę jakby miał ochotę się rozpłakać.
- Nigdzie ich nie ma. A jeśli zostawiłem je w szkole to nie będę mógł ich odebrać, bo na okres świąteczny jest pewnie zamknięta, a wtedy... - zaczął Sehun, ale dziewczyna dłużej nie mogła patrzeć na jego rozpacz i przerwała mu, mówiąc, że szkoła jest jeszcze otwarta. Chłopak pobiegł w stronę drzwi, ale niemal został stratowany przez wybiegających stamtąd Chanyeola i Baekhyuna. Brat Taeyeon poszedł razem z Sehunem poszukać jego kluczy, a zdenerwowany Baek podszedł do dziewczyny, ściskając swoją zgubę w dłoni
- Był na trybunach. Każda osoba, która by tam podeszła mogłaby go zabrać. A ten idiota go tam zostawił. - powiedział chłopak, wsiadając za kierownicę samochodu i od środka otworzył dziewczynie drzwi od strony pasażera. Taeyeon usiadła, szybko sprawdzając czy ona też ma swój smartphone. Po chwili dość niezręcznej ciszy dziewczyna położyła dłoń na ramieniu Baekhyuna, na co ten na nią spojrzał.
- Nie bądź na niego zły. Nie mam pojęcia po co był mu twój telefon. Wysłał mi z niego SMSa, żebym przyszła do was na halę, ale nie sądziłam, że ci go zabrał. Ale hej, nie przejmuj się. Znalazł się, więc nie kłóćcie się, bo nie mam pojęcia jak wytrzymam z wami te święta. - powiedziała, uśmiechając się do chłopaka na co ten skinął głową i oboje czekali w ciszy na powrót Chanyeola. Po chwili z liceum wyszli koszykarze z uśmiechami na twarzach, więc dziewczyna zrozumiała, że Sehun również odnalazł swoją zgubę. Obaj chłopcy podeszli do samochodu, a starszy z nich zapytał czy Baekhyun mógłby go podwieźć. Chłopak nie miał nic przeciwko, więc licealiści usiedli na tylnym siedzeniu, a kierowca auta zapytał gdzie jest dom Sehuna. Ten wskazał mu kierunek do swojego mieszkania i reszta drogi upłynęła w całkowitej ciszy. Po upływie kilku minut Baekhyun zatrzymał się przed niewielkim, ale schludnie wyglądającym białym, dwupiętrowym domkiem.
- Zapamiętaj sobie gdzie mieszkam, bo niedługo będziesz tu częstym gościem. - wyszeptał Sehun do ucha Taeyeon na odchodnym po czym pożegnał się z wszystkimi, podziękował Chanyeolowi i Baekhyunowi za pomoc oraz podwiezienie, a następnie opuścił pojazd i skierował się do drzwi wejściowych swojego domu.
- Baekkie? - zapytał nieśmiało brat Taeyeon gdy tylko chłopak zamknął za sobą drzwi samochodu. - Jesteś na mnie zły?
- Powiedz jeszcze raz "Baekkie" to będę. - prawie warknął Baekhyun, ale już nie było słychać tak wielkiej złości w jego głosie.
- Dobrze, Baekkie. Znaczy... Dobrze, Baek. - poprawił się szybko Chanyeol, na co Taeyeon niemal parsknęła śmiechem, słysząc ulgę w głosie swojego brata gdy ten dowiedział się, że jego najlepszy przyjaciel nie jest zły na niego. - Przepraszam. - dodał po chwili chłopak, który najprawdopodobniej uświadomił sobie, że jeszcze tego nie powiedział.
- Wybaczam ci. - odpowiedział Baekhyun z taką powagą w głosie, że teraz Taeyeon już nie powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. I po chwili wszyscy się śmiali, zapominając o tym co niedobre.
Reszta drogi minęła w ciszy, ale tym razem była ona nawet przyjemna gdyż na twarzy całej trójki widniały uśmiechu.
- Dobra, ja zaraz wracam. Wezmę najpotrzebniejsze rzeczy, ale mimo to dajcie mi z piętnaście minut, bo nie powiem, że w moim pokoju panuje porządek. - zaśmiał się Baekhyun, opuszczając samochód zaparkowany pod wjazdem do garażu nieopodal jego domu. Gdy zobaczył, że Chanyeol i Taeyeon również wyszli z auta jedynie westchnął i zamknął pojazd. Rodzeństwo poczekało aż Baekhyun otworzy drzwi wejściowe swoim kluczem po czym weszli do środka razem z chłopakiem. O ile dla Chanyeola był tu drugi dom to Taeyeon była tam pierwszy raz w swoim życiu. Chłopcy od razu skierowali się do pokoju Baeka, który znajdował się na wprost od drzwi wejściowych, a dziewczyna poszła za nimi, przy okazji się rozglądając.
- Ale piękna choinka. - szepnęła z podziwem jakby sama do siebie, lustrując wzrokiem ponad dwumetrowe drzewko ubrane w srebrno-niebieskie ozdoby z wręcz niewyobrażalną ilością cukierków zwisających z gałązek.
- Dziękuję, w końcu ktoś mnie docenił. - powiedział Baekhyun, obracając się do dziewczyny przez ramię. - A wy ubraliście już choinkę?
- Nie. - odpowiedział mu Chanyeol, który właśnie podszedł do drzewka stojącego na środku salonu i zmarszczył lekko brwi. - Czemu nie ma gwiazdki?
- Bo tam nie dosięgnę. - powiedział lekko speszony Baekhyun. - Zawsze tata zakładał gwiazdkę, ale teraz wyjechał, a ja sam nie dam rady jej zawiesić. Z resztą i tak nikogo tu nie będzie przez całe święta, więc ubrałem ją po prostu po to, żeby była. - zakończył swoje usprawiedliwianie się chłopak, na którego policzki właśnie wstąpił delikatny róż. Chanyeol, widząc zażenowanie swojego przyjaciela postanowił jakby odpokutować za prawie zgubienie mu telefonu i zaproponował, że to on może założyć gwiazdkę na szczyt choinki. Starszy poszedł razem z Taeyeon do swojego pokoju aby nie marnować czasu po czym zaczął wkładać ostatnie rzeczy do wypełnionej do połowy torby z najpotrzebniejszymi rzeczami. Właśnie pytał dziewczynę czy według niej lepiej wyglądałby w czarnych jeansach czy w popielatych z celowymi dziurami na kolanach kiedy rozległ się jakiś hałas i oboje wybiegli z pokoju, kierując się do salonu gdzie był Yeol. Brat Taeyeon był zaplątany w kilka złotych łańcuchów, a na podłodze w jego pobliżu leżały szczątki dwóch lub trzech czerwonych bombek. Na ten widok i Baekhyun, i siostra Chanyeola otworzyli usta, które ułożyły się w kształt litery "O", po czym spojrzeli na siebie, parskając śmiechem.
- Nie pytajcie jak to zrobiłem, ale pomóżcie mi. - bąknął chłopak, który właśnie próbował sam wyplątać się z łańcuchów skutkiem czego zbił kolejne dwie czerwone bombki ułożone na jednej z półek regału stojącego przy ścianie. Baekhyun, widząc jaką rozróbę robi Chanyeol w jego domu zakazał mu się ruszać i pomógł wyplątać mu się z ozdób świątecznych. Po chwili Elf był już wolny, a srebrna gwiazdka założona na szczycie choinki połyskiwała brokatem. Baekhyun znów skierował się w stronę swojego pokoju, a rodzeństwo podążyło jego śladem. Chanyeol rzucił się jak długi na łóżko swojego najlepszego przyjaciela, który w dalszym ciągu nie mógł się zdecydować jakie spodnie wziąć.
- W tych szarych wyglądasz lepiej. - stwierdził kapitan drużyny koszykarskiej, wskazując, które jeansy powinien wziąć Baek. Potem wstał z łóżka przyjaciela i odsunął go od szafy, samemu wybierając ubrania, które ten powinien wziąć. W końcu zdecydował się na czarny T-shirt z ubrudzonymi krwią kłami wampira, biały podkoszulek, z tyłu którego naszyta była imitacja szkolnego plecaka, pomarańczową bluzkę z nadrukiem wielkiego, czarnego pająka na ramieniu oraz T-shirt w nadruk Minionków. Zgarnął z wieszaków jeszcze kilka podkoszulków, które mu się podobały, ciemnogranatowy i jasnoniebieski sweterek, czarny tank top oraz koszulę tego samego koloru i jeszcze kilka par spodni. Wrzucał ubrania do torby przyjaciela bez żadnej konsultacji z nim, więc Baek na sam koniec wysypał jej zawartość na swoje łóżko i odłożył z powrotem na półkę koszulę i tank top oraz T-shirt z Minionkami.
- Nie, Baekhyun. Masz to wziąć. - powiedział Chanyeol, który przechwycił wybrane przez siebie rzeczy i znowu włożył je do torby przyjaciela.
- Nie ma mowy, żebym wziął tę koszulę, bo dobrze wiesz jak w niej wyglądam. Tak samo w tym. - tu pokazał na tank top. - A tego podkoszulka nie wziąłbym za żadne skarby świata.
- W tym podkoszulku wyglądasz uroczo. Poza tym ja ci go kupiłem, więc masz go nosić. A co do tej koszuli to nie pamiętasz tego jak byłeś w niej w klubie? W połączeniu z tą fryzurą, którą modelowałem ci ponad godzinę nikt nie mógł oderwać od ciebie wzroku. - powiedział Chanyeol, przedstawiając swoje argumenty "za".
- Tak, a nie zapomniałeś przypadkiem, że nie tylko na mnie patrzyli, ale też robili dużo więcej? - warknął Baekhyun, który najwidoczniej pamiętał to aż nazbyt dobrze.
- I właśnie dlatego weźmiesz też ten tank top, żeby nie pozwalać innym na pobudzanie swojej wyobraźni. - zakończył kłótnię Yeol, wpychając ponownie do torby trzy rzeczy, które wybrał.
- Ugh... - warknął Baekhyun, ale poddał się i już ich stamtąd nie wyciągnął, postanawiając, że i tak ich nie założy. Taeyeon, która przez cały ten czas ich obserwowała w końcu nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, a Baek pobiegł do łazienki po swoją szczoteczkę, kubek i pastę do zębów oraz szczotkę do włosów, i wszystko to włożył do torby, po czym wybiegł sprawdzając czy wszystko jest odłączone od prądu. Gdy wrócił do swojego pokoju przyłapał Chanyeola na upychaniu do "walizki" ciemnogranatowej koszuli oraz zbyt obcisłych zdaniem Baekhyuna czarnych jeansów-rurek.
- Sam będziesz w tym chodził. Ja tego nie włożę. - zagroził przyjacielowi, na Elf parsknął śmiechem, stwierdzając, że na niego to byłoby za małe. W końcu Baek postanowił go zignorować i zasunął torbę, wychodząc ze swojego pokoju, a rodzeństwo poszło jego śladem. Zaraz po tym jak cała trójka była już na zewnątrz drzwi zostały zamknięte na klucz, a ten ukryty za doniczką z różami stojącą na parapecie okna. Taeyeon zauważyła, że to nienajlepsza kryjówka, ale Baek tylko wzruszył ramionami, mówiąc, że to jego rodzice kazali mu go tam schować.

~*~

- Telefony. - zarządziła matka Taeyeon i Chanyeola gdy tylko ci przekroczyli próg drzwi do swojego domu. Kobieta stała oparta o framugę drzwi prowadzących do kuchni ubrana w poplamiony czymś fartuszek i ściskała brudną, drewnianą łyżkę w dłoni.
- Mamo? Co ty tu robisz? - zapytał chłopak i pokazał Baekhyunowi ruchem głowy aby ten poszedł na górę do jego pokoju co starszy niezwłocznie uczynił. Taeyeon patrzyła ze zdziwieniem na swoją matkę, która powinna być w tym momencie w pracy i po chwili zauważyła w salonie również ojca wybierającego odpowiednie miejsce na choinkę.
- Wracam wcześniej z pracy, bo rano powiedziano mi, że trening będzie odwołany i skończycie lekcje o godzinie trzynastej czterdzieści, a moich dzieci nadal nie ma w domu. Wiecie, która jest godzina? Piętnasta trzydzieści siedem. I czekam na was od tych prawie dwóch godzin, i martwię się, że coś wam się stało, a wy nawet nie odbieracie telefonów! - wrzeszczała naprawdę zdenerwowana pani Park, machając zamaszyście łyżką, z której powoli na podłogę kapał lukier. Matka Taeyeon i Chanyeola trzymała wyciągniętą przed siebie dłoń i czekała aż ci oddadzą jej telefony. Dziewczyna szybko wyciągnęła swój smartphone po czym przytrzymała klawisz z boku ekranu, aby go wyłączyć i oddała urządzenie kobiecie stojącej przed nimi. Tymczasem Chanyeol ani myślał oddawać swój telefon za to, że pojechał pomóc Baekhyunowi i stał, patrząc na swoją matkę z wyzwaniem w oczach.
- Chanyeol. Telefon. - zarządziła kobieta na co chłopak powiedział, że nie wie gdzie ma swoją komórkę. Wtedy matka chłopaka przypomniała sobie coś i po chwili wróciła już z dwoma telefonami w dłoni. - I nie dostaniecie ich do końca świąt.
- Mamo! - wykrzyknął zdruzgotany Chanyeol. - Co jest złego w tym, że chcieliśmy pomóc Baekhyunowi w pakowaniu rzeczy!? No właśnie. Nic. Więc oddaj mi ten telefon.
- Chcesz mi powiedzieć, że pakował te rzeczy dwie godziny? Nie bądź śmieszny. A telefonów nie dostaniecie. - zarządziła pani Park, wracając do kuchni i odstawiła łyżkę do zlewu.
- Stara wiedźma. - burknął pod nosem Chanyeol, powoli wchodząc po schodach i zaciskając dłonie w pięści, aby nie powiedzieć czegoś jeszcze.
- Parku Chanyeolu, czy ty właśnie nazwałeś mnie "starą wiedźmą"?! - warknęła jego matka, stając na pierwszym stopniu schodów i lustrowała chłopaka morderczym spojrzeniem.
- Powiedziałem "strasznie wredna", a nie "stara wiedźma". Głucha jesteś czy co? - odburknął jej syn, a jego rodzicielka wyglądała jakby zaraz miała ochotę się rozpłakać ze złości. Taeyeon weszła do kuchni gdzie cały blat był zastawiony przyrządami kuchennymi, a na stole ktoś poustawiał warzywa i owoce oraz przyprawy.
- Jeden, dwa, trzy, cztery... - zaczęła odliczać matka dziewczyny, a gdy doszła do dziesiątej z kolei liczby trochę spokojniejszym tonem stwierdziła, że Tae ma zrobić sałatkę na święta, a Chanyeol nawlec wszystkie cukierki. Taeyeon poszła więc powiadomić o tym swojego brata, który leżał jak długi na swoim łóżku i burknął, że nie najmniejszego zamiaru nawlekać tych cukierków, ale gdy Baekhyun stwierdził, że on z chęcią to zrobi wstał i obaj wzięli się do pracy. Skończyło się na tym, że Baek musiał uczyć swojego przyjaciela jak ma zawiązywać nitkę, żeby te nie spadły, ale żeby zmieściły się na gałązkach. Taeyeon poszła do kuchni i w ciągu mniej więcej półtora godziny udało jej się ugotować warzywa, pokroić je i wszystkie potrzebne składniki w kostkę, po czym skończyła swoją pracę gdyż to jej ojciec miał doprawić sałatkę. Mama dziewczyny uznała, że ta dostanie już telefon, bo bardzo jej pomogła, a w dodatku nie odezwała się choćby słowem gdy został jej odebrany. Następnie Taeyeon samotnie ubierała choinkę, a Chanyeol i Baekhyun zawiesili na niej cukierki. W rezultacie drzewko świąteczne było gotowe po upływie jakichś dwóch godzin, a w domu panowała napięta atmosfera, którą w końcu załagodził brat dziewczyny, przepraszając matkę za słowa, które wypowiedział.
Około godziny pierwszej w nocy Taeyeon kończyła swój rysunek, a Baekhyun uświadomił sobie, że zapomniał wziąć swojej piżamy i wybłagał aby Chanyeol pożyczył mu swoje ubrania. Elf zgodził się, ale pod takim warunkiem, że starszy pójdzie z nim w Sylwestra do klubu i ubierze znienawidzoną przez siebie koszulę. W rezultacie Baekhyun poszedł spać w łóżku Chanyeola, w zdecydowanie za dużym na niego podkoszulku, a jego najlepszy przyjaciel zasnął na kanapie co kilka minut, przewracając się z boku na bok, bo była niewygodna. Taeyeon zasnęła z głową opartą na biurku zaraz po tym jak skończyła rysunek i schowała go do swojej teczki. A mrok panujący na zewnątrz oświetlał w końcu jedynie księżyc prawie w pełni, bo wszystkie światełka ozdabiające domy i ich wnętrze zostały zgaszone. I cała Korea Południowa, z kilkoma wyjątkami, pogrążyła się w śnie.

~*~

Święta minęły szybciej niż zniknęły cukierki z choinki w domu państwa Parków. Był trzydziesty grudnia, czyli dzień urodzin Baekhyuna*.Chanyeol nie miał żadnego pomysłu na prezent dla swojego najlepszego przyjaciela, więc zamówił dla niego czarno-białą kurtkę z imieniem i jego słynnym "04". Taeyeon natomiast nie miała zielonego pojęcia co spodobałoby się chłopakowi, więc kupiła mu najdroższą piłkę do koszykówki jaką znalazła w sklepach sportowych i wręczyła mu portret, nad którym tak długo się męczyła oprawiony w ramkę. Gdy Baekhyun go zobaczył jedynie był w stanie piszczeć głośniej niż większość dziewczyn i wyściskać Taeyeon dopóki Chanyeol go od niej nie odciągnął. Natomiast rodzice rodzeństwa całkowicie zapomnieli o urodzinach chłopaka, który nadal gościł pod ich dachem i nikt ich o tym nie uświadomił.

Taeyeon obudziła się gdy tylko usłyszała dzwonek do drzwi. Przez chwilę zastanowiła się czy przypadkiem jej rodzice nie mieli tego dnia nocnej zmiany po czym stwierdziła, że to bardzo możliwe, więc szybko wstała z łóżka i przycisnęła klawisz z boku wyświetlacza telefonu, sprawdzając godzinę.
02:48
Jęknęła, widząc godzinę i w trakcie uważnego schodzenia po schodach podczas gdy przyświecała sobie jedynie telefonem by nikogo nie obudzić, miała czas na zwyzywanie w myślach Chanyeola, który przecież mógł otworzyć lub chociaż sprawdzić kto to, bo spał w salonie. Ale ku swojemu zdziwieniu na kanapie nie ujrzała swojego chrapiącego brata choć tego właśnie się spodziewała. Wyjrzała przez wizjer i zobaczyła Baekhyuna, który był podtrzymywany przez Chanyeola. Otworzyła drzwi chłopakom i gdy tylko weszli zamknęła je, ale międzyczasie do środka i tak zdążyło wpaść dość dużo płatków śniegu. Chanyeol szybko zdjął buty i powiesił kurtkę na wieszaku po czym wszedł do salonu i rzucił się na kanapę, mamrocząc pod nosem obelgi na temat słabej głowy Baekhyuna oraz tego, że nigdy więcej z nim nie wyjdzie do ludzi. Tymczasem Taeyeon nadal tkwiła w korytarzu gdzie została przyparta do muru. Dosłownie. Gdy tylko Chanyeol opuścił wiatrołap Baekhyun przyszpilił ją do ściany, zbliżając się niebezpiecznie blisko niej. Czuć było od niego alkohol i papierosy, a on sam najwidoczniej był pijany i zbytnio nie myślał nad tym co robi. Dopiero gdy Taeyeon poczuła na swojej nodze dłoń chłopaka, wędrującą w stronę jej uda zorientowała się, że jest w swojej piżamie, czyli za dużym na siebie podkoszulku Chanyeola, który sięgał jej do połowy ud. Z przerażenia zamarła bez ruchu, ale kiedy Baekhyun przejechał nosem po linii jej szczęki, składając pocałunek na jej szyi pisnęła i zawołała brata, który szybko odciągnął od niej swojego najlepszego przyjaciela, przepraszając za jego zachowanie. 
- Jak tylko trochę otrzeźwieje to dostanie niezły ochrzan ode mnie. - burknął Chanyeol, prowadząc słaniającego się Baekhyuna za ramię po schodach. 
- Nie mów mu o tym. Potem będzie się tylko obwiniał. Lepiej, żeby nie wiedział. - powiedziała Taeyeon, która właśnie miała zamiar wejść do swojego pokoju i ponownie położyć się spać.
- Na pewno? - zapytał Chanyeol, któremu najwidoczniej było na rękę to, żeby Baek nie wiedział, ale jednak wolał się upewnić.
- Mhm. - mruknęła dziewczyna, po czym skinęła głową na znak zgody i weszła do swojego pokoju, na wszelki wypadek zamykając je na klucz.

~*~

Taeyeon nagle zrobiło się niewyobrażalnie duszno i wiedziała, że jeśli szybko nie znajdzie się na zewnątrz najprawdopodobniej zwymiotuje. Smród alkoholu i dymu papierosowego drażnił jej nozdrza, a muzyka włączona na największą możliwą głośność sprawiała, że nie mogła wytrzymać w klubie, w którym odbywała się zabawa sylwestrowa.
Nie miała pojęcia dlaczego pozwoliła się tam wyciągnąć Baekhyunowi i Chanyeolowi. Rodzice nie mieli pojęcia, że ich dzieci wcale nie poszły do parku oglądać fajerwerków jak im powiedziały. I może wszystko byłoby w porządku gdyby nie zgubiła w tłumie ludzi swojego brata i jego przyjaciela. Najpierw rozmawiała z nimi gdzieś przy ścianie, mówiąc, że chce wyjść a potem dostała SMSa od matki, żeby wrócili najwyżej godzinę po północy, a gdy go sprawdziła i podniosła głowę chłopaków już nie było.
- Baekhyun! - szepnęła, w końcu odnajdując w tłumie znajomą sylwetkę. Baek na polecenie Chanyeola, który ponad dwie godziny bawił się w jego stylistę był ubrany w czarne rurki, znienawidzoną czarną koszulę odpiętą prawie do połowy i tank top oraz miał postawioną grzywkę, więc Taeyeon szybko mogła się upewnić, że to on. Jednak gdy podeszła do niego zrozumiała, że najprawdopodobniej obecność chłopaka w niczym jej nie pomoże gdyż ten właśnie całował się z jakimś wysokim facetem, co sugerowało, że był pijany. Po chwili do całujących się podszedł Chanyeol, który też wyglądał na nieźle wstawionego i odepchnął farbowanego blondyna od Baeka, po czym z całej siły uderzył go pięścią prosto w twarz. Chłopak upadł na podłogę, łapiąc się za krwawiący nos, a następnie wstał i zamachnął się na Elfa, który na szczęście miał dobry refleks, więc bez problemu odparował cios i ponownie uderzył jasnowłosego. Nagle Chanyeol stanął jak wryty kiedy Baekhyun podbiegł do blondyna i pomógł mu wstać po czym ponownie go pocałował, międzyczasie przejeżdżając zębami po jego wardze. Blondyn jęknął, pogłębiając pocałunek i popchnął niższego, opierając go o ścianę. Chanyeol po chwili się opamiętał i ponownie odciągnął wysokiego chłopaka od swojego najlepszego przyjaciela, którego Taeyeon poprowadziła na przeciwną stronę klubu.
- Ja chcę do Tao~ - jęknął Baekhyun, oblizując wargi i stanął na palcach aby odszukać wzrokiem blondyna. Wokół dwójki walczących zebrał się spory tłumek, więc chłopak nie mógł go dostrzec, więc zwrócił się w stronę Taeyeon, próbując skupić wzrok na jej twarzy. - Piękna. - wyszeptał z zachwytem chłopak, lustrując wzrokiem nogi dziewczyny odsłaniane przez krótką, granatową sukienkę, po czym momentalnie zapomniał o farbowanym blondynie, z którym się całował i wpił się w usta Tae. Dziewczyna pisnęła gdy Baek siłą rozwarł jej wargi językiem i pogłębił pocałunek. Baekhyun smakował zdecydowanie nadużytym alkoholem co sprawiło, że dziewczyna jeszcze bardziej chciała go odepchnąć, ale nie miała na tyle sił. Jedyną jej nadzieją był Chanyeol, który nadal bił się z blondynem i nie mógł jej pomóc. Dosłownie przez sekundę wydawało się jej, że w tłumie rozpoznała srebrzystą czuprynę, ale potem nie miała pewności czy się jej nie przywidziało. Po naprawdę długiej chwili Baekhyun odsunął się od przerażonej dziewczyny gdyż zlokalizował bar, więc pobiegł tam aby się napić. Chwilę potem podszedł do niej brat, który patrzył na nią półprzytomnym wzrokiem. Z kącika ust spływała mu stróżka krwi, ale oprócz tego wyszedł z bójki bez szwanku. 
- S-skądś cię zna~m. - wydukał chłopak, mrużąc oczy aby uważniej przyjrzeć się twarzy dziewczyny po czym zachwiał się jakby miał zaraz upaść, więc Taeyeon złapała go za ramię. Yeol syknął gdy paznokcie dziewczyny zacisnęły się na jego skórze i oparł się dłonią o ścianę, tuląc do niej policzek. Taeyeon wyprowadziła go z klubu i poprosiła jakiegoś obleśnego ochroniarza, aby na chwilkę go popilnował i ponownie weszła do tego ziemskiego piekła, szybko odnajdując Baekhyuna przy barze. Baekhyuna, który siedział przy barze z Tao i gładził go dłonią po zranionym przez Chanyeola policzku. Dziewczyna nie miała najmniejszego zamiaru się z nim użerać, więc chwyciła go za ramię i pociągnęła w stronę wyjścia. Chłopak nie opierał się, więc po chwili cała trójka stała przed klubem, czekając na taksówkę, którą zamówiła Taeyeon.
Tymczasem Sehun mknął przed siebie na swoim białym motorze, który niedawno przemalował i w głowie miał tylko obraz Baekhyuna całującego jego Tae. Odebrał dziewczynie pierwszy pocałunek.
Odebrał Taeyeon pierwszy pocałunek, który miał należeć do niego.

~*~

Minął okres świąteczny i trzeba było się zbierać do szkoły. Baekhyun w dalszym ciągu mieszkał pod dachem państwa Parków, ponieważ wybłagała to matka chłopaka gdyż jej matka umierała i chciała być przy niej. Pierwszy dzień ponownej pracy wypadał na wtorek i właśnie tego dnia drużyna koszykarska dowiedziała się, że w piątek ma rozegrać ważny mecz z liceum, do którego wcześniej uczęszczał Sehun. Taeyeon w dalszym ciągu nie powiedziała Baekhyunowi i Chanyeolowi co się wydarzyło w klubie, bo sama też chciała o tym zapomnieć. Z resztą oni i tak nie mieli teraz zbyt dużo czasu na rozmowy, bo trener drużyny podwoił ilość treningów, aby w tym roku wygrać z odwiecznym konkurentem. Sehun również nie miał czasu na pogaduszki z Tae, więc jej życie wróciło do normy, czyli czasu przed przeprowadzeniem się srebrzystowłosego do ich niewielkiego miasteczka. Wstawała, szła pieszo do szkoły, uczyła się w liceum, potem wracała, jadła obiad, znowu się uczyła i szła spać około godziny pierwszej w nocy. Wszystko znów było jak dawniej.

~*~

- Do końca meczu została zaledwie minuta. Goście prowadzą 64:62. Czy uda się doprowadzić do remisu? - głos komentatora ledwie przebijał się przez krzyki i doping widzów zebranych na trybunach. Ojciec Taeyeon również wstał i teraz wrzeszczał ile miał sił w płucach, zagrzewając swojego syna do walki. - Chanyeol podaje do Sehuna, Sehuna nikt nie otacza ma szansę trafić do kosza, rzucaj Sehun! Rzucaj! - krzyk komentatora zgrał się z wrzaskami ludzi na trybunach, ale ten szybko rozejrzał się dookoła i rzucił, ale nie do kosza. - Sehun podaje do Baekhyuna. Baekhyun rzuca za trzy punkty! Sekundy dzielą mecz do końca, ale czy piłka trafi do celu? TAK!!! - wrzawa, która zapanowała dookoła zagłuszyła ostatnie słowa komentującego mecz, a drużyna Chanyeola rzuciła się na Baeka, tuląc go do siebie. - Wygrywają gospodarze 65:64, automatycznie kwalifikując się do finałów, które rozegrają się już za miesiąc.
Trybuny powoli pustoszały, a zwycięska drużyna skierowała się w stronę swojej szatni co chwilę zatrzymywana przez trenera, który miał łzy w oczach i tulił do siebie każdą osobę, która mu się nawinęła pod rękę. Sehun złapał Taeyeon za dłoń gdy ta wychodziła z hali i poprowadził ją za sobą do szatni. Dziewczyna szybko krzyknęła do swoich rodziców, żeby poczekali na nią i Chanyeola na parkingu i zniknęła im z oczu nim zdążyli zaprotestować. Sehun zamknął za dziewczyną drzwi od korytarza głównego, przechodząc do tego, który prowadził w stronę szatni i oparł ją o ścianę, odnajdując jej usta. Dziewczyna odwzajemniła jego pocałunek i wplotła palce w jego włosy, przyciągając go do siebie bliżej. Po chwili Sehun odsunął się od Tae i posłał jej swój najpiękniejszy uśmiech.
- Będziesz moją dziewczyną? - zapytał rozpromieniony na co dziewczyna przytuliła się do niego, nie zważając na to, że koszulka chłopaka wręcz lepiła się od potu. 
I Sehun zrozumiał, że tego dnia odniósł podwójne zwycięstwo.

~*~

Szkoła zdążyła opustoszeć nim wszyscy chłopcy z drużyny koszykarskiej wzięli prysznice i przebrali się w suche ubrania. Taeyeon poczekała na korytarzu na Sehuna, po czym chłopak wziął ją za dłoń i wspięli się po schodach. Na rogu korytarza koszykarz wpadł na Baekhyuna, który przewrócił się na Chanyeola, a jako, że wyższy nie utrzymał równowagi obaj runęli jacy dłudzy na płytki. Baek leżał na klatce piersiowej swojego przyjaciela, a łokcie zdążył oprzeć po obu stronach głowy przyjaciela dlatego nie zderzyli się czołami. Obaj patrzyli na siebie szeroko otworzonymi oczami, a dodatkowo Baekhyun wyglądał jakby nie mógł złapać oddechu. Ich kontakt wzrokowy trwał bardzo krótko, bo starszy zmrużył oczy jakby podejmował jakąś decyzję po czym podciągnął się na łokciach i musnął wargami usta swojego "przyjaciela", zostawiając je tam na kilkanaście sekund. Baek odsunął się, a jego policzki płonęły rumieńcem. Chłopak wyglądał jakby zaraz miał się rozpłakać, bo bał się, że jednak się wygłupił. Chanyeol odepchnął go od siebie co Baekhyun źle zinterpretował, a po rozgrzanym policzku pociekła mu pojedyncza łza kiedy siadał. Jednak gdy tylko wyższy uwolnił swoje nogi spod ciężaru starszego usiadł na nim okrakiem i delikatnie popchnął go do tyłu, wpijając się w jego usta. Baek był pozytywnie zaskoczony kiedy język Chanyeola wtargnął do jego buzi, uważnie badając jej wnętrze i zapraszając go do zabawy. Baekhyun nie pozostał dłużny swojemu "przyjacielowi", a ich języki otarły się o siebie w chaotycznym ruchu. Chanyeol przygryzł wargę chłopaka, na co tamten wydał z siebie stłumiony jęk.
- Cha-Chanyeol? - zapytała matka chłopaka, która widziała całą sytuację rozgrywającą się na korytarzu. Baekhyun odepchnął od siebie Elfa, szybko wstając, a jego policzki stały się wściekle krwistoczerwone.- Co tu się dzieje?
- To co widzisz. - powiedział Chanyeol, który właśnie otrzepywał jeansy na kolanach z brudu. Szybko wyprostował się i wyzywająco spojrzał na rodziców stojących przed nim z wybałuszonymi oczami. Taeyeon z Sehunem nie wiedzieli co mają zrobić, więc po prostu stali nadal za chłopakami, spoglądając na siebie jakby nie wierzyli w to co widzą.
- Porozmawiamy o tym w domu. - warknął ojciec rodzeństwa Parków, prowadząc przed sobą żonę i skierował się do drzwi wejściowych liceum, a w następnej kolejności do samochodu zaparkowanego nieopodal wejścia. Matka Elfa wyglądała jakby miała zaraz zemdleć, a Taeyeon jedynie podeszła do brata, przytulając aby dać mu do zrozumienia, że jest z nim.
- Hwaiting! - powiedział Sehun do chłopaków, a Taeyeon pocałował w policzek i pomachał im, dając dziewczynie znać, że do niej zadzwoni.
- I co teraz zrobimy? - zapytał Baekhyun, patrząc z przerażeniem na Chanyeola.
- Nic. To moje życie. Nie ich. - odparł wyższy chłopak, po czym skierowali się w stronę samochodu gotowi zmierzyć się z awanturą, która na pewno będzie na nich czekała w domu.

~*~

W trakcie drogi powrotnej do domu państwa Parków panowała absolutna cisza przerywana niekiedy nierównym kaszlem ojca Taeyeon i Chanyeola. Trójka licealistów siedziała razem na tylnym siedzeniu i wydać było po ich minach, że jedynie najmłodszy z nich jest dobrej myśli.
- Wychowujemy cię na dobrego człowieka, chcemy, żebyś osiągnął w życiu sukces, a ty tak się nam odwdzięczasz? - zawołała matka Chanyeola, siadając na pierwszym stopniu schodów w przedpokoju i zalała się łzami.
- Jak się wam odwdzięczam? - warknął chłopak, który przez całą drogę powtarzał sobie, że nie może się poddać gdy zacznie się awantura z rodzicami.
- Na środku korytarza, w biały dzień, w dodatku w liceum gdzie każdy mógł wejść obmacujesz się z nim - wrzasnął ojciec Chanyeola, wskazując z odrazą na Baekhyuna i podnosząc głos z każdym wypowiedzianym wyrazem. - jak jakiś pier*olony gej! Nie tak cię wychowaliśmy! Nie wymagaliśmy od ciebie dużo. Jedynie, żebyś ukończył szkołę i znalazł sobie żonę. Każdemu znajomemu chwalę się jakie mam wspaniałe dzieci, a ty publicznie mnie ośmieszasz, całując się z nim!
- Wspaniałe dzieci? Dobre sobie. Najstarsza córka od ciebie uciekła, bo wcześniej przejrzała na oczy i zrozumiała jaki jesteś poje*any! Wyznaczyłeś nam określony cel i sądzisz, że będziemy posłuszni i nie odezwiemy się choćby słowem aby ci się przeciwstawić?! Jesteś najgorszym ojcem jakiego ktokolwiek może mieć! - krzyczał na tatę Chanyeol, podchodząc do niego z każdym krokiem bliżej aż w końcu stali tak blisko, że z trudem można byłoby wsunąć między nich średniej grubości książkę. Obaj mierzyli się morderczymi spojrzeniami jakby toczyli walkę na wzrok do momentu gdy pan Park odepchnął od siebie syna.
- Odsuń się ode mnie. Jesteś gejem. G.E.J.E.M. Niczego nie osiągniesz w życiu! - warczał na Chanyeola ojciec na co ten zacisnął dłonie w pięści i podszedł do Baekhyuna, na co ten widząc złość wyższego automatycznie się cofnął o krok.
- Tak, tato. Jestem gejem. I dobrze mi z tym. - powiedział niemal spokojnym tonem Yeol, wpijając się w usta Baekhyuna i od razu pogłębił pocałunek, przyciągając chłopaka jak najbliżej siebie. Matka Chanyeola jeszcze bardziej się rozpłakała, widząc co jej syn wyprawia. Pan Park odciągnął młodszego od Baekhyuna i uderzył go w twarz na co Taeyeon wytrzeszczyła oczy na swojego ojca, a matka chłopaka wstała i zasłoniła sobie oczy, ale nie zrobiła niczego aby uchronić syna przez tatą.
- Otrząśnij się! Yeol! Bądź normalny! Bądź taki jaki powinieneś być! - warknął ojciec Chanyeola, ale doczekał się jedynie tego, że syn roześmiał się z niego szyderczo i splunął mu w twarz. - Ty su*o! - wrzasnął pan Park i przymierzył się do kolejnego ciosu, który chciał zadać synowi. Chanyeol zamknął oczy w oczekiwaniu na uderzenie, ale to nie nastąpiło, więc otworzył je i zobaczył Taeyeon trzymającą dłoń na tej ojca. Dziewczyna stanęła przed bratem, patrząc z wyzwaniem na ojca jak to Yeol miał w zwyczaju.
- Chanyeol ma rację. Może robić ze swoim życiem co chce. Tak samo jak ja! Nie byłam waszą wymarzoną idealną córeczką, nie jestem nią i nigdy nie będę! Na nic mi nie pozwalacie! Dla was liczy się tylko nauka i to abyśmy osiągnęli sukces w życiu! A wiesz czemu!? - krzyknęła dziewczyna na co jej brat jakby mimowolnie odsunął ją od ojca, bojąc się reakcji na słowa, które przeczuwał, że ta wypowie. -  Bo TY niczego nie osiągnąłeś w życiu! Uderz mnie. No śmiało. Jemu to zrobiłeś. Więc możesz i mnie uderzyć. A tylko spróbuj to wiedz, że następnego dnia nie będzie mnie w Korei. - warknęła Taeyeon i odwróciła się od ojca pewna, że wygrała tę walkę słowną. Ale po chwili pan Park z całej siły uderzył swojego syna w twarz pięścią, na co Chanyeol złapał się za nos, który momentalnie zaczął krwawić, a dziewczyna chwyciła brata i Baekhyuna za ramię i poprowadziła ich przed sobą na schodach.
- Nie zobaczysz mnie tu więcej. - powiedziała na odchodnym Taeyeon i skierowała się do swojego pokoju, aby sprawdzić o której godzinie jest najbliższy lot do Londynu. W końcu miała szansę by odnaleźć siostrę. I w końcu miała szansę na to, żeby pokazać rodzicom na co ją stać.

~*~

Kiedy machała na lotnisku przytulonym do siebie Baekhyunowi i Chanyeolowi przypomniała sobie słowa brata, że nie musi lecieć. Ale ona chciała, więc jedynie uściskała brata i jego nowego chłopaka, i obiecała, że będzie do nich dzwonić. A gdy samolot odlatywał w nieznane jej tereny widziała, że Baek i Yeol nadal stoją, przyglądając się jej zza szyby. Po chwili zniknęli jej z oczu, a Taeyeon postanowiła już więcej nie obracać się w stronę przeszłości. Przeżyła w Korei Południowej piękne i te dużo gorsze wydarzenia, a teraz w końcu nadszedł czas aby się z nią pożegnać. I kiedy zasypiała miała w głowie jedynie piosenkę swojej imienniczki z zespołu SNSD.

Często słyszałem gdzieś tę historię,
o Brzydkim Kaczątku i łabędziu, 
Motylku lecący w nieznane,
ludzie nic nie widzą, nie dostrzegają twoich skrzydeł
A nowy świat, który poznajesz,
potrafi być naprawdę okrutny
lecz jesteś silną dziewczyną, która wie, że urodziła się po to, by się wznieść

Łzy, które wypłakałaś,
każdy ból, który czułaś
przygotowywał cię, Motylku, do tego, by któregoś dnia wznieść się naprawdę wysoko
Wtedy właśnie wszyscy zwrócą swe oczy w twą stronę

Brzask zalewa niebo,
a ja stoję tuż pod nim
i zanurzam się w marzeniach


* W opowiadaniu zmieniono dzień urodzin Baekhyuna.
_________________
Naprawdę gratuluję i dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca i muszę pogratulować Reiko Hayashi za odgadnięcie tego, że w trzeciej części odnajdzie się wątek Baekyeol i to, że Tae będzie z Sehunem. Nie wiem czy wiesz, ale byłam w takim ogromnym szoku gdy czytałam ten komentarz, że przez dobre kilka minut wpatrywałam się w ekran telefonu jak głupia z wypisanym na twarzy "WTF!?"

Na dzisiaj to tyle, ale już niedługo wracam z kolejnym rozdziałem :)
Mam nadzieję, że się podobało ^^
Czekam na opinie i komentarze.
Taeyeon <3