wtorek, 26 lipca 2016

Remember who the real enemy #2

Hejka :)
Czy tylko ja jestem dumna ze swojej frekwencji na blogu? Pewnie tak xD
Dziękuję Rim za jej wyobrażenie człowieka zamordowanego przez bombę, bo szczerze to ja sobie nie potrafiłam tego wyobrazić ;)
O dziwo, nie mam nic innego do dodania.
Miłego czytania :)  
 

"Pamiętaj, że nie możesz nikomu ufać"


zamówienie dla Hug Monster | Park Jinyoung | GOT7 | 2775 słowa

Kiedy krajem rządzi zgraja bandytów,
ludzie zachowują się jak bestie.

     Lee Yuki. Dziewiętnastoletnia dziewczyna, niby taka sama jak wszystkie inne w Korei Północnej, a jednak inna. Nikt w ojczyźnie Yuki nie miał pojęcia, że taka osoba w ogóle istnieje. Mieszkający w pałacu prezydenckim lub ludzie odwiedzający go, ci przyjeżdżający zza granicy w sprawach międzykrajowych, służące wypełniające swoje obowiązki w budynku, kucharze, którzy musieli dostosowywać potrawy do upodobań dziewiętnastolatki - żadne z nich nie rozumiało, dlaczego bezwzględny Kim Dzong Un przetrzymuje dziewczynę w swojej siedzibie i pozwala jej na robienie czegokolwiek, czego by sobie nie wymarzyła, szkoli ją w różnych dziedzinach walk (oczywiście, nie własnoręcznie) oraz dba o bardzo wysoki poziom jej wykształcenia. Jedno jedyne ograniczenie, jakie obowiązywało w stosunku do Yuki, było niby banalne - ma nie opuszczać pałacu prezydenckiego.
     Według Prawej Ręki żyła ona niczym królewna z bajki, która nie musi poznawać zbyt pospolitego dla niej świata poza murami budowli. Jednak w rzeczywistości dziewczyna chciała wrócić do tych czasów, kiedy to ojciec trzymał ją za jedną rączkę, a druga była objęta szczupłymi palcami jej matki.
     Był to ostatni raz, kiedy wyszła na zewnątrz. Prawie czternaście lat temu, więc wspomnienia Yuki mogły się trochę zniekształcić lub zostać wyidealizowanymi przez samą dziewczynę, ale miała nadzieję, że jako pięcioletnie dziecko ten wypad z rodzicami był dla niej równie wspaniały. Teraz wspominała go jako scenkę niczym ze snu. 
     Pod wieczornym niebem, trawa skrzyła się srebrzystym blaskiem, a kwiaty mieniły się tak soczystymi barwami, że niemal świeciły w ciemności. Gwiazdy rozświetlały wąziutką ścieżkę wydeptaną przez rodziców, którzy chodzili ze swoimi pociechami na spacery regularnie. Tamte rzeczy są jeszcze możliwe do wyobrażenia sobie, ale Yuki wydawało się, że pamiętała uśmiechy rozświetlające twarze matki i ojca. Wydawało się jej to tak nieprawdopodobne, że w końcu zrozumiała, iż to było tylko jej marzenie lub sen, ale nie przeszkadzało jej to zbyt szczególnie. Jeżeli posiadała wyobraźnię na tyle rozwiniętą, że była w stanie domyśleć się, jak wyglądałyby uśmiechnięte twarze rodziców - mogła bujać w obłokach i już nie wracać do okrutnej rzeczywistości.
     Prawda była jednak taka, że jej rodziców już dawno nie było. Znaczy, oczywiście, żyli i nawet być może mieli się dobrze... Kiedy jej ojciec został prezydentem Korei Północnej, mama nie wytrzymała psychicznie jego wszystkich intryg, cichych zabójstw wśród swoich najbliższych tuszowanych pośpiesznie przez różnorakie choroby, które im niby dokuczały. Nie była w stanie znieść ciągłych rozmów o wojnie, a kiedy jej mąż stał się nikim innym niż barbarzyńcą, który nie robił sobie niczego z publicznych egzekucji, tortur oraz doprowadzenia do szaleństwa zdrajców - postanowiła dołączyć do ich licznego grona. Opuściła Koreę Północną, znajdując schronienie na południu, gdzie przyjęto ją z entuzjazmem, jako swego rodzaju trofeum wskazującego obywatelom, że nie wszyscy na północy są źli i żądni krwi oraz władzy.
      Lee Yuki. Dziewiętnastoletnia dziewczyna, bez której Kim Dzong Un nie potrafił przeżyć. Widział w niej żywy portret osoby, o której powinien był zapomnieć już czternaście lat temu. Jednak nie potrafił wyrzucić z serca jej postaci, kiedy pierwszy raz ją zobaczył, przytulił, pocałował, aż w końcu poślubił, wiedząc, że na całym świecie nie istnieje żadna inna kobieta, która potrafiłaby zawładnąć jego uczuciami w ten sposób, w jaki robiła to Lee Jinkyong. Wydawało mu się, że idealnie odzwierciedla znaczenie swojego imienia - ornament. Była tą, która stojąc u jego boku, potrafiłaby podtrzymać całe państwo w jednej, wielkiej wspólnocie, sprawić, że wszyscy zapragnęliby walczyć za swoją ojczyznę. Odeszła.
     Zdradziła, a on codziennie przypominał sobie o niej, widząc ją w ich córce. Yuki była bardzo wysoka jak na dziewczynę zamieszkującą te części Azji. Mierzyła metr siedemdziesiąt jeden wzrostu i przy tym była niezwykle szczupła. To ostatnie mogłoby przemawiać na jej niekorzyść podczas wojny, jednak szkolona od najmłodszych lat do posługiwania się bronią i walki wręcz, stała się silna na tyle, na ile było jej to potrzebne. Odziedziczyła po swojej matce gęste, jasnobrązowe włosy, które samoistnie się falowały, ładnie podkreślając delikatne rysy dziewczyny. W oczach córki Kim Dzong Un również potrafił odnaleźć swoją ukochaną - miały ten sam kształt migdałów i lśniły identycznym blaskiem jak te Jinkyong. Proste brwi, idealny nos - wszystko zdawałoby się, że dostała w spadku po matce. Jedynym, co odziedziczyła po ojcu były niewielkie, pełne usta oraz zacięty charakter, który jeszcze nie raz będzie jej przydatny.
       
Zima. 
21 grudnia. Rok 2021 - noc w dniu narady.
Stolica Korei Północnej - Pjongjang
Siedziba prezydenta.

Doradca prezydenta, mimo, że doskonale znał onsekwencje związane ze swoim zamierzonym czynem, nie zważał na nie i zaślepiony żądzą zemsty, brnął znanymi labiryntami korytarzy. Kierował się do rzadko odwiedzanej przez siebie części pałacu prezydenckiego, próbując pozbyć się z głowy wspomnień, które przybywały falami i nie miały zamiaru opuścić głowy Prawej Ręki. 

Przeraźliwy świst z jakim samolot wojskowy przelatuje nad polem, powoduje, że wszyscy pracujący w oddali na polach, podnoszą głowy, z zaciekawieniem przyglądając się pojazdowi. Jung Hyunshik również na chwilę spogląda w kierunku źródła dźwięku, które kieruje się powoli w stronę siedziby dowódcy Armii Koreańskiej stojącej w samym środku miasteczka. Myśli, że to pewnie kolejne szkolenia wojskowe, które stają się coraz częstsze z powodu zamieszek na granicy obu Korei. Mężczyzna wraca więc do uprzątania liści w ogródku nieopodal domu na obrzeżach miasteczka, należący do jego schorowanej matki, która nie jest w stanie zrobić tego sama. 
- Nie! Nie nasi! - Podchwytuje krzyk jednego z rolników, który odkąd tylko widzi samolot wojskowy, stoi z zadartą ku niebu głową, marszcząc brwi. Odwraca się w jego kierunku, zastanawiając się, czy ma jakieś zwidy słuchowe, czy jednak słyszy dobrze. Mężczyźni stojący obok rolnika spoglądają na niego pytającym wzrokiem.
- Nie nasi! To nie nasi! To północ! NIE NASI! - krzyczy najgłośniej, jak tylko potrafi, rzucając trzymane wcześniej w dłoniach grabie. Wszyscy dookoła robią to samo, rzucając się biegiem w kierunku granic miasta. 
Jedynie Jung Hyunshik stoi w miejscu, jakby świat się zatrzymał w miejscu, a czas przestał płynąć.
Oczy szklą mu się łzami, kiedy z niedowierzaniem kręci głową na boki, jakby sam nie chciał wierzyć, że to prawda. Odwraca się jak gdyby w spowolnionym tempie, kierując wzrok ku niebu. Patrząc na połyskujący na srebrno bombowiec. Na prostokąt z niebieskimi pasami u góry i dołu, wąskimi białymi paskami oraz czerwonym środkiem z czerwoną gwiazdą w białym kole. Jest on ledwie dostrzegalny, o polu nie większym niż pięćdziesiąt centymetrów kwadratowych. W momencie spuszczenia dwóch bomb, kiedy dookoła szaleją płomienie, jarzy się wrogim blaskiem.
Hyunshik rzuca się biegiem w kierunku miasta, widząc, jak samochody zatrzymują się na ulicach, jak wybiegają z nich obywatele Korei Południowej bez zbędnych, spowalniających krzyków. Niemal tratują młodego mężczyznę biegnącego w sam środek piekła. Fala uderzeniowa, która z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę nadchodzi od miejsca wybuchu, powala Junga na sam środek ulicy, ale on nie może się zatrzymać. Pomimo odłamków szkła, gruzu oraz tynków odrywających się od budynków i opadających na niego, brnie naprzód tak szybko, jak tylko jest w stanie. Musi dotrzeć do swojego mieszkania. Musi uratować córeczkę i żonę. One musiały przetrwać. Na pewno żyją.
Po jakichś piętnastu minutach walki z szalejącymi dookoła płomieniami i dymem, dociera przed drzwi swojego mieszkania. Czuje się, jakby był oddzielony od świata szklaną kopułą, przez którą dźwięki są przygłuszone. 
Słyszy krzyki - a niby ich nie słyszy. 
Gdzieś w oddali rozbrzmiewają syreny karetek, straży pożarnej oraz policji - a jakby nie rozbrzmiewały.
Stoi bez ruchu, patrząc z niedowierzaniem na drzwi wiszące smętnie na jednym zawiasie. Spogląda na wybite szyby. Widzi zrujnowane mury budynku, odpadającą od dachu blachę, porozrzucane dookoła odłamki szkła.
Widzi - a jakby nie widział.
Wchodzi do środka, ale nie zastaje tam niczego, oprócz doszczętnie zrujnowanego mieszkania, szczątków mebli. Przechodzi przez wyrwane z zawiasów drzwi do pokoju córki, ale w środku nie ma dziewczyny, nie ma nawet jej ciała. Sprawdza również sypialnię swoją i żony - tam również nie zastaje niczego niepokojącego. 
Uciekły.
Wybiega z domu, rozglądając się dookoła. Biegnie za mieszkanie, przechodzi pośpiesznym krokiem przez ogród. Wypada na ulicę za domem. Wczuwa się w rolę osoby, która dostrzega bombowiec. Biegnie w kierunku zaułka, który jest skrótem, który zapewniłby świetne schronienie i tam odnajduje swoją żonę i córeczkę.
Niemal poćwiartowane przez bombę. Prawa ręka dziewczynki leży oderwana kilkanaście centymetrów od jej martwego ciała. Hyunshik z przerażeniem wpatruje się w strzępy ścięgien i zmiażdżone kości. Jedno z oczu jego ukochanej niemal wypadło z oczodołów. Mężczyzna cofa się, z niedowierzaniem kręcąc głową, kiedy dostrzega nogę kobiety ledwie trzymającą się na złamanej kości i kilku ścięgnach. Obie na twarzy są poparzone w taki sposób, że gdyby nie rozpoznał ich ubrań, nie miałby pojęcia, że patrzy na dwie najważniejsze kobiety w swoim życiu. Wszystko dookoła jest zalane krwią, a na zmasakrowanych zwłokach szybko osiada pył i odłamki szkła spadające z ruin budynku obok.
Mężczyzna nie zważając na krew, przyklęka i patrzy to na twarz córeczki, to na twarz żony. 
Puste spojrzenie otwartych w przerażeniu oczu ma zostać z nim na zawsze, nękając go na każdym możliwym kroku.
Zawiódł.

Zaskoczona Yuki, wyprowadzona z pokoju, była półprzytomna po śnie i nie ogarniała rzeczywistości. Przetarła oczy, klepiąc się w policzek, aby wyostrzyć wzrok i nagle dostrzegła, że wcale nie jest prowadzona przez służącą, jak początkowo myślała, tylko przez rosłego mężczyznę - najbardziej zaufanego doradcę Kim Dzong Una. Zmierzwiła włosy, starając się je przygładzić, ponieważ po śnie były nieźle rozczochrane, jednak jedynym, co się jej udało, było doprowadzenie ich do jeszcze większego nieładu. 
Kiedy została poprowadzona na parter, widząc, że Hyunshik kieruje się do drzwi wejściowych pałacu prezydenckiego, zaczęła stawiać opór. Ojciec definitywnie zabronił jej opuszczać swojej siedziby, więc nie miała prawa złamać teraz zakazu przez Prawą Rękę. Tylko Kim Dzong Un miał prawo zwolnić ją ze swojego nakazu. Jej zachowanie najwidoczniej zdenerwowało jeszcze bardziej Junga, którego krew zalewała ze złości na wszystkich mieszkańców Korei Północnej, teraz, kiedy przypomniał sobie wydarzenia sprzed lat. Wyszarpnął rękę z uścisku dziewczyny i odwrócił się do niej, patrząc z nienawiścią wprost w jej oczy.
- Musisz dołączyć do szeregów wroga - rzucił, starając się ukryć emocje, jednak Yuki i tak zorientowała się, że mężczyzna jest na nią naprawdę zdenerwowany. Zaczęła się zastanawiać, co takiego mogło się stać, jednak słysząc słowa Hyunshika, poczuła się, jakby właśnie ktoś ją spoliczkował.
- Czekaj, co?! - krzyknęła, łapiąc za rękaw mężczyznę, który już zdążył się od niej odwrócić i skierować w stronę helikoptera właśnie lądującego na placu przed pałacem prezydenckim.
- Wytłumaczą ci wszystko podczas lotu. To nowa strategia twojego ojca - zakończył dyskusję, podchodząc do pojazdu i otworzył przed Yuki drzwi, wskazując, żeby weszła do środka.
- Mogę jeszcze zobaczyć ojca przed wyjazdem? - zapytała Lee, opierając dłoń na metalu, jednak odpowiedzią było gwałtowne pokręcenie głową i lekki błysk niepokoju  w oczach Prawej Ręki.
- Nie - stwierdził natychmiastowo, popychając dziewczynę, aby weszła do helikoptera, co też zrobiła z lekkim wahaniem.
- Czemu? - zapytała, nie rozumiejąc, dlaczego nie może spotkać się z ojcem i to w dodatku przed misją, z której może nie wrócić. Nie miała również pojęcia, czemu Kim Dzong Un nakazał wysłać właśnie ją do Korei Południowej, a nie żadnego ze swoich rosłych żołnierzy. Co mogła zdziałać ona, czego nie mógłby którykolwiek z ludzi ojca? I dlaczego nagle chce ryzykować życie swojej jedynej córki? Miała mu tyle pytań do zadania, jednak wszystkie straciły swój sens, po usłyszeniu kolejnych  zdań Junga.
- Musisz polecieć z nami do Korei Południowej. Ich wszystkie wojska są w naszym kraju. Zbliżają się do pałacu.
- Nie ma mowy! Nigdzie się stąd nie ruszam! Nie mogę go zostawić - zaprotestowała natychmiastowo, chcąc wstać z siedzenia, jednak została na nie z powrotem brutalnie popchnięta. Jeszcze nikt nigdy nie pozwolił sobie na takie zachowanie względem niej. Dało jej to do zrozumienia, że pozycja Korei Północnej naprawdę miała się źle i z jakiegoś powodu wróg potrafił to dobrze wykorzystać.
- Nie musisz - rzucił Hyunshik, marszcząc lekko brwi, aby lepiej wejść w swoją rolę.
- Jak to? - Dziewczyna spojrzała na niego z nic nierozumiejącą miną, na co odwrócił lekko głowę w bok, jakby właśnie usłyszał coś niepokojącego.
- Twój ojciec nie żyje - warknął, zatrzaskując drzwi od helikoptera, który zaledwie kilkanaście sekund po tym wystartował, wznosząc w powietrze pilota i Yuki, która przykładając dłonie do szyby, z przerażeniem patrzyła na zmniejszający się coraz bardziej pałac prezydencki.

Dokładnie pół godziny po odlocie helikoptera.
Pałac prezydencki.

Prezydent Korei Północnej został zbudzony przez alarm, który w pałacu wszczęła jedna ze służących Yuki. Przeszedł wolnym krokiem przez korytarz, zawiązując dokładniej szlafrok, który szybko przywdział, zostając wybudzonemu ze snu około drugiej nad ranem. Nie miał pojęcia, z jakiego powodu zaalarmowano go, że musiał szybko pojawić się w komnacie swojej córki. Już obmyślał, w jaki sposób powinien ukarać kobietę, przez którą musiał opuścić swoje wygodne łoże i ponownie wrócić do rzeczywistości.
Widząc, że przed pomieszczeniem należącym do Yuki zebrał się niemały tłum złożony ze służących i pomocników kuchennych, puścił się naprzód biegiem, chcąc już się dowiedzieć, co wywołało niepokój wśród jego poddanych.
- Gdzie jest Yuki? - zagrzmiał, wchodząc do komnaty, a tam zamiast swojej pięknej córki ujrzał siedzącego na jej łóżku Junga Hyunshika, który śmiał się do rozpuku, roniąc przy tym łzy szczęścia.
- Zgadnij. - Jakoś udało się wykrztusić to mężczyźnie pomiędzy kolejnymi salwami śmiechu, chociaż ledwie łapał oddech. Mimo, że już po chwili został brutalnie ściągnięty z łóżka i przyparty do ściany, a przy gardle Kim Dzong Un trzymał mu nóż pośpiesznie wyciągnięty zza poły szlafroka. Pierwszy raz w życiu przydała mu się broń, którą brał ze sobą zawsze wtedy, gdy wychodził dokądś bez swoich ochroniarzy.
- Kim jesteś i gdzie podziała się Yuki? - warknął ojciec dziewczyny, patrząc z nienawiścią prosto w oczy mężczyzny, którego przez ten cały czas uważał za swojego przyjaciela - jedyną osobę w północnokoreańskim rządzie, której był w stanie zaufać i powierzać swoje plany na najbliższe miesiące wojny.
- Jung Hyunshik. Powiedziałbym, że miło było cię spotkać, ale mama mnie nauczyła, że nie wypada kłamać - stwierdził bezczelnie mężczyzna, pierwszy raz używając swojego prawdziwego imienia i nazwiska w Korei Północnej. Wcześniej posługiwał się sztucznym dowodem osobistym, który głosił, że jego właścicielem był Choi Dongsun, ale i tak nikt nie zwracał się do niego po imieniu, bo też nie miał kto tego robić.
Kim Dzong Un zmarszczył lekko brwi, zastanawiając się, czy słyszał już kiedykolwiek to nazwisko i imię, ale nie mógł sobie przypomnieć żadnej takiej okazji, więc też nie miał pojęcia, co w tym takiego szczególnego.
- Jestem zdrajcą Korei Północnej. Przybyłem tu z południa, pragnąc zemsty. Prawdopodobnie nawet nie masz pojęcia, kogo zabiłeś w zamachu bombowym kilka lat temu. Oświecę cię - pośród ofiar znalazła się moja żona i córka. Więc teraz zginie Yuki. - Roześmiał się prosto w twarz prezydentowi, mimo tego, że był w stu procentach pewien, że albo zostanie skazany na tortury, albo na egzekucję. Nie robiło to jednak na nim najmniejszego wrażenia - pragnął zemsty i widząc rozpacz w oczach Kim Dzong Una, był pewien, że mu się udało. Teraz mógł zginąć.
Prezydent z całej siły spoliczkował Junga, chcąc chociaż w niewielkim stopniu jakoś wyładować swój gniew, ale kiedy wymierzył kolejny cios, zorientował się, że sprawiał tym satysfakcję dawnemu sprzymierzeńcowi. Pochylił się więc nad mężczyzną i zaciskając z całej siły palce na gardle zdrajcy, wycelował nóż prosto w jego serce.
- Ostatnie słowa? - warknął zaślepiony wściekłością, przybliżając broń jeszcze bliżej klatki piersiowej Hyunshika.
- Jesteś śmieciem - wychrypiał ze śmiechem Jung, w ogóle nie przejmując się tym, że niedługo być może straci życie. - No, dalej. Zabij mnie - wysyczał z nienawiścią w głosie i satysfakcją z bólu prezydenta w oczach. Tym razem jednak roześmiał się Kim Dzong Un, pomimo tego, że serce mu się łamało na myśl o tym, co może spotkać jego ukochaną córkę na wrogim terenie. Schował nóż do kieszonki ukrytej we wnętrzu szlafroka i puścił Junga, odchodząc od niego o kilka kroków.
- Gra dopiero się zaczyna - warknął, pstrykając palcami, na co trójka najsilniejszych ze służących zebranych przed pokojem dziewiętnastolatki natychmiast skierowała się w jego stronę, łapiąc go i unieruchamiając. Następnie wyszli z pomieszczenia tuż za swoim szefem, jednak ruszyli w przeciwnym kierunku niż on, schodząc ku podziemnemu więzieniu, w którym to przetrzymywano jeńców.
Kim Dzong Un odszedł w kierunku swojej komnaty i zamknął za sobą drzwi, siadając na skraju łoża. Tam (pierwszy raz podczas kadencji mężczyzny) rozległ się płacz. Zdrada jednej z dwóch osób, którym ufał zabolała go. Była dowodem na to, że nie może obdarzyć zaufaniem już nikogo, a jedyna osoba, która nigdy by go nie oszukała, została wysłana do państwa wroga. Jedynym sposobem na odzyskanie córki jest wygranie wojny i przejęcie terenów Korei Południowej, a następnie odszukanie dziewiętnastolatki z nadzieją, że dziewczyna jeszcze będzie przy życiu. Mężczyzna wiedział, że musi zaatakować południe, jeżeli Yuki nie skontaktuje się z jego krajem w najbliższym czasie.
Tymczasem uwięziony w podziemiach dla jeńców Jung Hyunshik nadal zanosił się śmiechem. Wiedział, że teraz zostaną podjęte wszelkie kroki, żeby uratować Lee, która zginie nim dotrze do granic Korei Południowej. Taki był jego układ z pilotem. Dziewczyna miała zginąć metodą wybraną przez Prawą Rękę z uwzględnieniem najokrutniejszych szczegółów na kompletnym odludziu, gdzie nie byłoby żadnych zbędnych świadków. 
Zemsta wydawała mu się na tyle dobra, że gotów był ścierpieć absolutnie wszystko. Nawet śmierć z powodu wyszukanych przez Kima torturach.
Jego córka i żona nareszcie miały zostać pomszczone.

Mam nadzieję, że się spodobało
Zapraszam do pisania komentarzy ;)
Taeyeon

8 komentarzy:

  1. Wiem, wiem. Miałam skomentować już wczoraj zaraz po przeczytaniu, aczkolwiek nie wiem czemu straciłam humor. Dlatego dzisiaj przeczytałam raz jeszcze. Wiem, że to dla mnie zamówienie i bardzo się cieszę. Może troszkę nie podoba mi się jej "zacięty" charakter, bo wiesz, że do takich nie bardzo należę. Jednak bardzo czekam, aż w końcu spotka się z Junorkiem. Nawet nie wiesz, jak na to czekam! To drugi rozdział, a go wciąż nie ma.
    Ten opis... cud, mód i malina. Normalnie, czytając ogólnie cały rozdział, czułam jakbyś była w swoim żywiole, pomyśl o moich słowach na poważnie. Zresztą sama mi pisałaś, jak się czułaś pisząc to. Dlatego też czekam na następny z ogromną niecierpliwością ♥
    (Myślę, że moja obietnica, co do długości komentarza jest spełniona ♥)
    Weny! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się cieszysz ;) Co do "zaciętego" charakteru, to jest mi on naprawdę potrzebny teraz, ale potem wraz z rozdziałami będzie lepiej z Yuki. (Planuję około siedmiu-ośmiu rozdziałów, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie) A co do Juniora, to po zamówieniu z Hoseokiem, chyba pamiętasz, że prawie główny bohater pojawił się w ostatnim rodziale :') A Jinyoung pojawi się w czwartym i już do końca przejmie całe opowiadanie xD Trzy pierwszy rozdziały miały być bardziej wprowadzeniem do tej głównej historii.
      Haha, wojna to zdecydowanie moje klimaty :')
      Kolejny rozdział jest już napisany i ma wyznaczoną publikację na 3 sierpnia.
      Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
    2. Mam czekać na to tydzień?! ;-; Buuuu. Pisz szybciej, bo chce Juniorka ♥

      Usuń
    3. To moja wina, bo mogłam wcześniej realizować zamówienia, a nie teraz mam takie opóźnienie ;-;

      Usuń
  2. Witaj. ależ się super czyta:)!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały... Brak słów - po prostu wspaniały ♥

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers