poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Fight of dreams #3 - Promise

Hejka :)
Przychodzę dzisiaj do Was z napisanym dosłownie minutę temu trzecim rozdziałem "Walki Marzeń". 
W najbliższym czasie pojawi się kolejny rozdział "Remember who the real enemy", który jest już napisany i ma ustawione automatyczną publikację na 3 sierpnia. Oraz muszę nadrobić jeden post, którego nie udało mi się napisać, a powinien być w tamtym tygodniu, ponieważ w domu zepsuło mi się WiFi, a w dodatku ciągle były burze ;-; 
Także doszłam do wniosku, że nie mam już nic do napisania xD
Miłego czytania :)   

- To wszystko możliwe - powiedział Strach na Wróble. - Ale obietnica jest obietnicą, obietnic trzeba dotrzymywać.
L.Frank Baum, "Czarnoksiężnik z krainy Oz"




zamówienie dla Jessicy | Jeon Jungkook | BTS | 2134 słowa

Rozdział 3
Obietnica



      Kiedy tylko przekroczyłam złotą linię, naszła mnie wątpliwość, której nie mogłam przegonić z głowy - co jeżeli pomyliłam się i tak naprawdę, żeby wyrazić swoją chęć wzięcia udziału w Walce Marzeń, należało przejść na drugą stronę? Bałam się otworzyć oczu i sprawdzić, czy moje wcześniejsze przypuszczenia okazały się słuszne, ale już po chwili byłam wręcz zmuszona to zrobić, ponieważ nagle poczułam na szyi czyjś ciepły oddech. Rozwarłam powieki, bojąc się widoku, jaki mogłam tam zastać i szybko odwróciłam się do tyłu, jednak za mną nie było nikogo. Dopiero wtedy przyjrzałam się bliżej krajobrazowi, który mnie otaczał.
     Z niemal panicznym lękiem zorientowałam się, że stałam na skraju potężnej skały i wystarczyłby krok, żebym spadła z głazu, z pewnością się zabijając, gdybym z jakiegoś powodu nie była w stanie rozpostrzeć skrzydeł. Mimowolnie zerknęłam w dół, dzięki czemu zostałam poinformowana, że obecnie przebywałam na półce skalnej jakiejś ogromnej góry, a tuż pode mną znajdowały się poszarpane szczyty pomniejszych wzniesień wystające złowieszczo z mlecznobiałych obłoków. Aż przeszły mnie ciarki na samą myśl o tym, co mogłoby się stać, gdybym niefortunnie się zachwiała lub poślizgnęła, a skrzydła nie chciałyby współpracować. Cofnęłam się, jak najdalej tylko mogłam od przepaści, ale już po chwili moje plecy napotkały za sobą opór w postaci kamiennej ściany, która wznosiła się na wysokość co najmniej pięćdziesięciu metrów. 
     Bałam się odwrócić tyłem do przepaści, ale nie mogłam stać i patrzeć na nią w nieskończoność, więc ostrożnie zwróciłam się w kierunku góry, dostrzegając, że była ona idealnie gładka, tak jakby ktoś chciał uniemożliwić wspięcie się na szczyt wzniesienia. Po bliższych oględzinach kamiennej ściany ujrzałam na niej połyskujący na złotawo znak, który mógłby przedstawiać półksiężyc, gdyby nie delikatne spirale na obu krańcach wywinięte na zewnątrz kształtu. Tuż nad znakiem do skały były wbite dwie strzały, które najwidoczniej ktoś próbował stamtąd wydostać, skutkiem czego ich promienie zostały ułamane, a groty nadal tkwiły w górze. 
     Byłam zdezorientowana tym wszystkim, ponieważ teraz już zostałam upewniona, że wybrałam odpowiednią stronę, ale nie miałam pojęcia, co powinnam zrobić i czy walka się już rozpoczęła. Nigdy wcześniej nie słyszałam, na czym miała polegać Walka Marzeń, ponieważ większość uczestników ginęła, a resztę, której udało się spełnić marzenia wybranej osoby, mogły spotkać dwa różne losy w zależności od tego, jak szlachetne życzenie się zrealizowało. Pierwszym była utrata skrzydeł oraz pozostanie już na zawsze zwykłym człowiekiem, a drugim - zostanie Lodowym i utrata wspomnień nabytych podczas tych zawodów, jak gdyby czas stracony na walkę nie istniał. Sama nie wiedziałam, która z opcji była lepsza - obie wydawały się na swój sposób okrutne.
     Wtedy nagle dookoła nastała ciemność, ale ku mojemu zadowoleniu już wkrótce została rozjaśniona blaskiem księżyca i gwiazd, które w ułamku sekundy pojawiły się na nieboskłonie. Odwróciłam się ostrożnie, aby zobaczyć czy przypadkiem nie zmieniło się nic jeszcze, dając mi jakąś wskazówkę, co mam robić dalej i oniemiałam. Z pewnością nie byłam już w moim wymiarze, ale najprawdopodobniej miejsce, w którym się teraz znajdowałam, nie należało również do ludzi. Po czym to poznałam? Tuż przede mną ulokowany na niebie był księżyc tak olbrzymi, że nie byłam w stanie objąć go spojrzeniem. Wydawało się, jakby został stworzony z niebieskawego gazu, którego jedynym ograniczeniem była zewnętrzna powłoka kuli, cienka jak błonka na powierzchni wody. Księżyc sprawiał wrażenie, że mogłabym go dotknąć, gdybym tylko wyciągnęła rękę przed siebie, czego, oczywiście, nie zrobiłam, aby nie narazić się na upadek z takiej wysokości. Z pewnością nie było to Vashee, w blasku którego zasypiałam codziennie przez te siedemnaście lat życia w wymiarze należącym do wszelakich aniołów.
     Świetlisty promień księżyca oświetlił dokładnie dziwny złotawy znak na skale, który rozbłysł krwistą czerwienią, tracąc swoją wcześniejszą barwę. Nagle przez myśl przeszło mi, że może to jakaś wskazówka, a moim zadaniem było dotknięcie tego symbolu. Wspięłam się na palce i ledwie utrzymując równowagę, obrysowałam palcem cały półksiężyc i już po chwili poczułam palący ból dłoni, więc po zakończeniu przerwałam, po czym skierowałam spojrzenie na nią. Wydałam z siebie coś na kształt zduszonego okrzyku, widząc, jak skóra rozwarła się w paru miejscach i teraz krew ściekała po niej na ziemię u mych stóp, zostawiając za sobą czerwony ślad.
     Wydawało mi się, że za każdym dotknięciem przez kroplę posoki niewielki prostokąt gruntu wygładzał się i przybierał coraz to jaśniejszej barwy.
- Wystarczy. - Usłyszałam czyjś głęboki głos, przez który mimowolnie wrzasnęłam, podnosząc się pośpiesznie do pozycji stojącej. Mimochodem zauważyłam, że z ran na mojej dłoni przestała lać się krew, a rozcięcia zasklepiają się, jak gdyby nigdy wcześniej ich tam nie było.
     Źródło dźwięku dostrzegłam siedzące na skraju półki skalnej, jakby ani przez chwilę nie zamartwiało się, że może spaść i zrobić sobie krzywdę. Otóż była to postać, dla której, o dziwo, nie mogłam znaleźć fachowego określenia, które opisywałoby jej gatunek lub coś w tym rodzaju. Przed sobą miałam wysokiego na jakieś dwa metry chłopaka, którego muskularne plecy zdobiły kruczoczarne skrzydła, tak olbrzymie, że młodzieniec musiał siedzieć w dość nienaturalnej pozycji, żeby ich nie uszkodzić. Ubrany był jedynie w całkowicie rozpiętą koszulę w kolorze krwistej czerwieni, wysokie sznurowane buty tego samego koloru oraz czarne, sprane jeansy przetarte w paru miejscach, jednak nie miałam pewności, czy był to efekt celowy, jaki często widywałam u ludzi, czy zwykły przypadek.
     Kiedy chłopak odwrócił się w moją stronę, jakby zapraszał mnie, żebym przysiadła obok niego, wyraźniej dostrzegłam przydługie, platynowe włosy z grzywką, po której w kilku miejscach ściekała krew. Po chwili zorientowałam się, że to, co wcześniej uznałam za jakiś wymyślny wzór na skrzydłach młodzieńcach, to w rzeczywistości srebrzyste rogi, pozaginane w paru punktach, jakby ich właściciel nie potrafił jeszcze zbyt umiejętnie się z nimi obnosić. Jednak dużo bardziej zainteresowały mnie oczy chłopaka, której tęczówka i twardówka wręcz ziały czernią, odbijając delikatnie niebieski blask niezidentyfikowanego księżyca. Z prawej brwi, na której widniało pokaźne rozcięcia, krew lała się strumieniami, zabarwiając na czerwono białą maskę zasłaniającą dolną część twarzy młodego mężczyzny.
- Długo tak będziesz stać bez sensu, czy w końcu raczysz usiąść? - warknął głębokim głosem, który wcześniej usłyszałam, ale wyraźnie pobrzmiewała w nim teraz nutka zniecierpliwienia. Mimowolnie zaczęłam myśleć o tym, że nie mogę przecież tego zrobić, bo spadnę, a w razie gdyby nie można było używać skrzydeł podczas Walki Marzeń, wtedy... - Nie spadniesz. Nie zależy mi na twojej śmierci - powiedział z politowaniem, poklepując szczupłą dłonią miejsce obok siebie.
     Niepewnym krokiem zbliżyłam się w jego kierunku i od razu zrobiło mi się słabo na myśl o tych wszystkich spiczastych szczytach mniejszych gór, na które mogłabym się nabić. Zamarłam w miejscu, sparaliżowana strachem tak potężnym, że nie byłam w stanie zrobić kroku w żadną stronę.
- Hej - zdziwił się chłopak, podnosząc na mnie wzrok. - Hej, Jessie. Wszystko w porządku. Nie spadniesz. Usiądź - polecił, a ja dopiero teraz zrozumiałam śmieszność sytuacji - anielica, która boi się upadku z wysokości.
     Jednak nadal nie byłam w stanie się ruszyć, a wtedy nagle poczułam, że spadałam ze skraju przepaści. Byłam tym tak zaskoczona i zarazem zdezorientowana, ponieważ to właśnie chłopak, który przed chwilą mnie zepchnął z półki skalnej, wcześniej zarzekał się, że nie miałam się czego obawiać. Chciałam rozpostrzeć skrzydła, ale nie byłam w stanie, jakby zostały sklejone czymś cholernie mocnym. Wpadłam w panikę i zaczęłam poruszać rękami i nogami w jakiejś złudnej nadziei, że to pomoże mi w jakikolwiek sposób. Jednak stało się wręcz przeciwnie, ponieważ spadałam jeszcze szybciej, a niebezpieczne szczyty zbliżały się coraz bardziej. Zamknęłam oczy, nawet nie myśląc o tym, żeby krzyknąć przed upadkiem i wtedy poczułam silne ramię oplatające mnie w pasie. Rozwarłam powieki, ale przed oczami miałam jedynie nieprzeniknioną czerń, a za sobą czułam ciepło czyjegoś ciała. Już po upływie paru sekund grunt ponownie znajdował się pod moimi stopami, ale nadal nie widziałam niczego oprócz tej ciemności. Kiedy udało mi się uspokoić oddech, ponownie odzyskałam wzrok i dopiero wtedy zrozumiałam, że wcale go nie straciłam. Nieprzenikniona czerń była w rzeczywistości skrzydłami chłopaka, który wcześniej zepchnął mnie z półki skalnej.
      Natychmiast obróciłam się do niego przodem, w razie gdyby wpadł na kolejny głupi pomysł i miałam ochotę go najzwyczajniej w świecie ochrzanić za to, co wcześniej zrobić, ale wtedy zmrużył oczy, jakby czytał mi w myślach i rzucał wyzwanie, więc w końcu zrezygnowałam.
- Dobra, a czy teraz możesz usiąść? - zapytał w końcu, ponownie zajmując swoje miejsce na skraju półki skalnej. Niepewnie skierowałam się tam, ale bałam się, że jeszcze znowu mnie zepchnie i tym razem naprawdę nabiję się na jeden z tych... - Nie zepchnę cię znowu. Do cholery, nawet nie zaczęliśmy, a ty mnie już irytujesz. - Ostatnie zdanie warknął pod nosem, więc po prostu zajęłam miejsce obok niego, czekając na to, co miał mi do powiedzenia.
- Kim jesteś? - zapytałam, niepewnie na niego zerkając, ponieważ właśnie zajmował się uważnym obserwowaniem otoczenia.
- Dobra, także zacznijmy od początku. Będę mówił najkrócej, jak się tylko da, bo sprawa jest zagmatwana. W nocy na imię mi Taion, w dzień Teion. Nie pytaj czemu, tak po prostu jest uznawane za poprawne w moim wymiarze. Nie jest to świat taki jak wasz lub ludzi, coś bardziej jak podwymiar, bo jesteśmy jakby podgatunkiem aniołów. W nocy jestem demonem i mam taką postać, jaką widzisz teraz. W dzień również nim jestem, ale mam trochę inny wygląd i też nie pytaj o to, bo po prostu tak u nas jest. Także witam, jestem Taion - rzucił, jakby chciał zrobić sobie przerwę w mówieniu, żeby sprawdzić, czy go słucham. Skinęłam głową, żeby kontynuował. - Zostałaś wybrana do Walki Marzeń, więc teraz jestem tak jakby twoim aniołem stróżem. Nie masz szczęścia, bo trafił ci się demon o naprawdę wkurwiającym charakterze, ale nie mam najmniejszego zamiaru zrobić ci krzywdy. Nie robię tego dla ciebie, ponieważ mam w tym swój cel. Jeżeli wygrasz, spełnisz marzenie tego chłoptasia, zostaniesz człowiekiem, a ja zginę. Nie myśl, że to jakaś kara dla mnie, bo tak naprawdę to druga szansa. Chcę zginąć, ale mogę zrobić to tylko, jeśli zwyciężysz. W innym przypadku nadal będę musiał cierpieć w swoim świecie. Co do mojej pomocy to nie licz na mnie zbyt często. Nie licz na to, że będę twoim towarzyszem podróży, kimś do kogoś możesz się odezwać, bo nie będę. Moje pojawianie się polega na tym, że jeżeli zostaniesz zaatakowana lub będziesz umierająca, uratuję cię i uzdrowię. Jako demon mam też swoje własne moce, takie jak czytanie w myślach i stwarzanie czego tylko zechcę, kiedy tylko chcę, ale specjalnie na czas twojej walki otrzymałem też moc uzdrawiania. Jedyny haczyk podczas mojej obrony twojego życia jest taki, że jeżeli zapomnisz, nie mogę ci w żaden sposób pomóc. Wtedy zapadniesz w wieczny sen i umrzesz, automatycznie przegrywając. Rozumiesz?
- Czekaj, o czym ja mam zapomnieć? - zdziwiłam się, nie rozumiejąc tylko tej kwestii pośród wszystkich pozostałych, które wymienił.
- Żartujesz sobie, prawda? Przecież wiesz, na czym polega Walka Marzeń... Cholera... Masz teraz udać się w podróż poprzez wszystkie podwymiary, jakie tylko istnieją. Jest ich niewiele, więc w końcu tylko siła woli będzie sprawiać, że będziesz w stanie dotrzeć do końca. Uda ci się dojść do Strażnicy - wygrasz. Po drodze zapomnisz o swoim celu i marzeniu tego chłopaka - zginiesz. Jasne? - zapytał, pośpiesznie tłumacząc mi, na czym polegają igrzyska.
- Skąd będę wiedzieć, kiedy dotrę do Strażnicy, skoro nawet nie mam pojęcia, jak ona wygląda i niby jak mam tak dotrzeć? - zapytałam, starając się przyswoić wszystkie informacje, które przekazał mi Taion.
- Och, czemu wszyscy pytają o to, jak wygląda Strażnica... Będziesz wiedzieć. Po prostu posłuchaj instynktu. Pójdziesz dowolną trasą, to nie ma żadnego znaczenia. Kiedy dotrzesz do Strażnicy, rozpoznasz ją. Bez najmniejszego zawahania będzie świadoma, że to ona. Jeszcze coś? - zakończył, wpatrując się we mnie wyczekująco.
- Dlaczego nie możesz być moim towarzyszem? - wypaliłam, ponieważ teraz zaczęło mnie przerażać samotne przemierzanie obcych, być może wrogich, podwymiarów. Zapadła chwila ciszy, którą przerwał donośny śmiech chłopaka.
- Przywiążesz się do mnie. Przez myśl wielokrotnie przejdzie ci, że gdzieś w głębi duszy nie chcesz ukończyć Walki Marzeń, żeby tylko mnie uratować. A to spowoduje zachwianie twojej siły woli, a tym samym oddali cię od Strażnicy i wygranej - wytłumaczył, zdejmując maskę z twarzy, kiedy zaczęła lepić się od krwi, która nieustannie spływała z jego rannej brwi, po czym odrzucił ją gdzieś w bok, pozwalając, żeby spadła z półki skalnej w przepaść.
- Yhym... - mruknęłam, nie dowierzając zbytnio jego słowom. Nie przywiązałabym się przecież to demona. To było dla mnie niewyobrażalne.
- Obiecaj mi, że nie zapomnisz o Jeonie Jungkooku - powiedział Taion, podnosząc mój podbródek, aby nakierować mój wzrok na swoją twarz. - Obiecaj - powtórzył.
- Obiecuję - odpowiedziałam, na co skinął głową, wbijając wzrok w księżyc nadal płonący błękitnym blaskiem.
- To jak stąd zejść? - zapytałam po chwili milczenia.
- Miałem nadzieję, że ty mi powiesz. - Roześmiał się, ale jego śmiech sprawił, że przeraziłam się nie na żarty. - Znikam. Walka Marzeń zaczyna się na tej półce i od teraz ty podejmujesz decyzje.
- Czekaj, Taion... - zaczęłam, ale z oczu już zniknęła mi sylwetka demona.

Mam nadzieję, że się spodobało
Mile widziane są komentarze ;)
Taeyeon

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam motyw aniołów, kocham wręcz! Twój styl pisania jest taki miły, niezagmatwany - miód dla oczu (chociaż to tak nie za bardzo, bo chyba nikt nie lubi mieć miodu na oczach, ale każdy wie o co mi chodzi). Wszystko się rozkręca, a ty przerywasz w takim momencie. Ciekawa jestem jak będzie wyglądać Walka Marzeń. Wyobrażam sobie Taiona - MEGA PRZYSTOJNY! Nawet z tą krwią xd
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również uwielbiam opowiadania z aniołami ♥.♥ Kocham fantastykę, zjawiska nadprzyrodzone, takie jak duchy itp., ale też ostatnio polubiłam opowiadania, które bardziej są horrorami niż fantastyką, ale zawierają elementy tego gatunku.
      Dla mnie miód dla oczu to Wasze komentarze, więc oczywiście rozumiem, o co Ci chodzi w tym stwierdzeniu ;)
      W ogóle to uważam, że w tym rozdziale się rozpisałam - poprzednie były krótsze.
      Też wyobrażam sobie Taiona jako mega przystojnego. Jeżeli zginie to będę płakać :")
      Dziękuję za miły komentarz :)
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  2. Uwielbiam twojego bloga, twoje prace <3
    Po prostu zajebiste XD (No jak ty się wyrażasz Killer?) Jak na humana przystało :D
    Ba dum tss...
    Sorki musiałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ja Twoje też ♥ Co pewnie widać po tych wszystkich komentarzach... :)
      Haha, ja nie wyrażam się lepiej, więc nie mam Ci niczego za złe :")
      Dziękuję za komentarz ♥
      Obczaję jutro tę rozmowę, bo dzisiaj nie mam laptopa dostępnego ^^
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Jaka ja zacofana 0.0
    Nigdy wievej takich przerw ! xD
    Po prostu Cię uwielbiam kobieto xD
    Na szczęście na stałe wracam bo mam zaległości i koniec zaniedbywania ^^
    Hwaiting, unnie ~!
    Ide czytac 4 cześćxD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś o zacofaniu XD Kiedy publikowałam posty raz na miesiąc, nie wyrabiałam z niczym :")
      Dziękuję ;)
      Trzymam kciuki, że naprawdę zostaniesz na stałe XD
      Pozdrawiam ^^

      Usuń

Google+ Followers