poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Fight of dreams #4 Honey, no one said the road be easy

Hejka :)
Wracam z kolejnym rozdziałem "Walki Marzeń". W ogóle to jestem zaskoczona, że już jest czwarty rozdział, a nie ma nawet połowy akcji :") Początkowy zamysł głosił, że części będzie pięć. A tu suprajs... Przepraszam, że rozdział wyszedł taki krótki, ale musiałam zmienić pomysł, który początkowo miałam, bo nie pasowałby do końcówki i muszę jeszcze raz coś rozpracować.
Został jeszcze tydzień do końca wakacji. NIEEEEEEEE~ Nie chcę do szkoły XD Przydałoby się jeszcze jakieś dziewięć miesięcy wolnego... 
Także co do wakacyjnych planów to, dzięki Rim, udało się wykonać kolejny, czyli 20 obserwatorów :) Dziękuję, maj frend B) Zostało jeszcze te biedne 30k wyświetleń, które może uda nam się wbić... W końcu zostało już mniej niż 500.
Miłego czytania :)  


Jest takie miejsce, gdzie się kończy chodnik
Gdzie nie ma ulicy jeszcze,
I rośnie tam trawa, miękka i biała,
I praży tam słońce, purpurowe całe,
I śpi ptak księżycowy po podróży wspaniałej,
W chłodnym miętowym wietrze




zamówienie dla Jessicy | Jeon Jungkook | BTS |  1307 słów

Rozdział 4.
Skarbie, nikt nie powiedział, że droga będzie łatwa


     - Taion! - krzyknęłam jeszcze raz, ale opowiedziała mi głucha cisza. 
Jakim cudem miałam sama podjąć decyzję, która pomogłaby mi przejść do kolejnego wymiaru, skoro usłyszałam jedynie streszczoną wersję wytłumaczenia, na czym polegają zawody? Rozejrzałam się wokoło jeszcze raz, dzięki czemu zaobserwowałam, że złotawy znak wcześniej widniejący na skale za mną znikł bez śladu. Jednak dwie strzały nadal trwały na swoim miejscu, dezorientując mnie.
- Mam coś z nimi zrobić? - zapytałam samej siebie, stając na palcach, aby dosięgnąć do ułamanych grotów, ale byłam na to zdecydowanie za niska i żeby ich dosięgnąć brakowało mi co najmniej dziesięciu centymetrów. 
     Obróciłam się w kierunku niebieskawego księżyca z cichą nadzieją, że im tym razem dostanę jakąś wskazówkę, jak wydostać się z półki skalnej, na której się znajdowałam. Jednak jak na złość nie wydarzyło się kompletnie nic, co mogłoby mi pomóc w odnalezieniu drogi na dół lub przejścia do innego wymiaru. Wtedy mój wzrok mimowolnie spoczął na skraju skały i do głowy przyszedł mi zdecydowanie bardzo nierozsądny pomysł, ale przecież to zbyt niebezpieczne, aby było prawdziwe.       Czy… Czy chodziło o to, że mam zeskoczyć z półki, aby znaleźć się w innym miejscu? Zrobiłam krok w kierunku przepaści, zastanawiając się, czy istniała możliwość, żeby naprawdę to był jedyny sposób przedostania się dalej. Wtedy jednak targnęły mną wątpliwości: Chwilę przedtem skrzydła nie rozwarły się, kiedy ich potrzebowałam, więc czy tym razem gdyby mój tok rozumowania okazał się błędny, otworzyłyby się? Podeszłam jeszcze bliżej skrajowi, a na myśl przyszło mi tak wiele różnych scenariuszy, z których żaden nie kończył się dobrze, że cofnęłam się, dotykając plecami skały za mną. Zamknęłam oczy, zbierając w sobie całą mentalną siłę, której było zdecydowanie zbyt mało, żeby zebrać się na skok z krawędzi klifu i sięgnęłam dłonią ku skrzydłom, gładząc ich koniec palcami, aby dodać sobie otuchy. Rzuciłam się naprzód biegiem, nie będąc w stanie rozewrzeć powiek, ale w ostatniej chwili uderzyłam w coś, co spowodowało, że z całym impetem upadłam na skałę pode mną i nie mogłam zaczerpnąć oddechu.
- Nie można cię zostawić na pięć minut samej!? Idiotko. – Usłyszałam czyjś głos, a kiedy udało mi się otworzyć oczy, złapałam kontakt wzrokowy ze zdenerwowanym spojrzeniem Taiona. Chłopak stał tuż nad skrajem przepaści z założonymi rękami, a na twarzy miał wypisane, że najchętniej to by mnie zamordował, ale nie może. – V w tamtym roku radził sobie o niebo lepiej niż ty – warknął, ocierając krew z brwi wierzchem dłoni, kiedy zaczęła zalewać mu oko.
- Zaraz, co? – zdziwiłam się, gdy już udało mi się nabrać powietrza i podnieść się do pozycji stojącej. – Kto radził sobie dużo lepiej niż ja? – uściśliłam pytanie, widząc pytające spojrzenie nadal zdenerwowanego Taiona. 
- Nie pamiętam, jak się naprawdę nazywał. Jak ze sobą rozmawialiśmy, zawsze mówił mi T, bo nie mógł zapamiętać, które imię jest na dzień, a które w nocy. No, to powiedział, że mogę go nazywać V i tak już zostało  – stwierdził neutralnym tonem, oddzierając spory kawałek rękawa krwistoczerwonej koszuli i przyłożył ją do brwi. Materiał momentalnie zabarwił się na ciemniejszy odcień i już po paru sekundach był przemoczony, a tym samym kompletnie niezdatny do dalszego użytkowania.
Na Tae zawsze w szkole wołali V…
- V? Kim Taehyung? – zapytałam, żeby upewnić się, że dobrze myślałam, na co on skinął głową, a krew nadal zalewała mu prawą część twarzy, a on nieumiejętnie starał się ją jakoś zatamować. Po chwili najwidoczniej się zdenerwował, gdyż warknął z niezadowoleniem i wyciągnął przed siebie dłoń, szepcząc coś pod nosem.
- Byłeś opiekunem Kima Taehyunga? – zdziwiłam się, marszcząc lekko brwi, ale demon najwidoczniej nie zwracał na mnie zbyt wielkiej uwagi, koncentrując się najwidoczniej na swojej ręce, w której już wkrótce trzymał białą maseczkę taką, jaką miał na samym początku. Patrzyłam oniemiała, jak zakłada ją na twarz, dopiero po chwili przypominając sobie, że przecież chłopak wspominał o swojej mocy stwarzania, czego tylko zechce.
- Byłem – potwierdził, dociskając dłoń do rozcięcia na brwi i przeniósł na mnie wzrok. – Czy to cokolwiek zmienia? – zapytał Taion, odgarniając platynową grzywkę z czoła, aby zaczesać ją do góry palcami.
- Kim Taehyung wygrał swoje zawody – powiedziałam, podchodząc do niego bliżej, na co demon prawdopodobnie starał się zmarszczyć brwi, ale jedna nie chciała z nim współpracować.
- Wygrał – potwierdził młodzieniec, jakby nie rozumiał, o co mi chodziło.
- Jeżeli byłeś jego opiekunem, znaczy, że i ty wygrałeś swoją śmierć – stwierdziłam, na co Taion odwrócił głowę w bok, zdzierając nasiąkniętą przez krew maseczkę z twarzy i kolejny raz odrzucił ją za siebie. – Jakim cudem tutaj jesteś? – zapytałam, ale on przeszedł obok mnie bez słowa i oparł się o skalną ścianę.
- Potem ci wytłumaczę, jak będzie czas – rzucił demon, mierząc mnie przenikliwym spojrzeniem. – Dlaczego nie idziesz dalej? – zapytał z irytacją w głosie, mrużąc oczy.
- Bo nie mam pojęcia jak – odpowiedziałam szczerze, wzruszając ramionami.
- Taaa, bo te strzały są tutaj na ozdobę – powiedział z sarkazmem, wskazując dłonią na tkwiące w skale groty.
- Nie dosięgnę tam – rzekłam na swoją obroną, na co Taion spojrzał na mnie z politowaniem, odpychając się ramieniem od głazu.
- Która? – zapytał, wyciągając rękę w kierunku strzał, na co podeszłam do nich bliżej i stając na palcach, starałam się zauważyć w nich jakąś różnicę, jednak na moje oko obydwie wyglądały identycznie.
- Prawa – strzeliłam na chybił-trafił, na co chłopak spojrzał na mnie przez ramię ze zniesmaczeniem.
- Która? – ponowił pytanie, sięgając palcami do strzały, której nie wskazałam.
- Lewa – odpowiedziałam, a on skinął głową z powagą, po czym zacisnął dłoń w pięść i z całej siły zagryzł wargę. 
     Patrzyłam na to wszystko, zastanawiając się, o co mu chodziło, ale po chwili musiałam zasłonić oczy rękami, nie będąc w stanie obserwować tego, co Taion zrobił. A mianowicie, nakierował pięść na lewy grot strzały i ile tylko miał siły, wbił go do skały, która zadrżała, jakby właśnie w okolicach przeszło trzęsienie ziemi. Upadłam na kolana i otworzyłam oczy w momencie, kiedy Taion niemęsko pisnął z bólu i ujrzałam, jak chłopak zwijał się na półce skalnej, przyciskając prawą dłoń do klatki piersiowej. Podeszłam do niego na czworaka, gdyż drżenie nie ustało i ignorując jego protest w postaci syczenia, delikatnie złapałam za jego rękę, ale to, co zobaczyłam, sprawiło, że niemal się rozpłakałam. A co dopiero musiał czuć Taion z zgruchotanymi kośćmi przebijającymi się przez upiornie bladą skórę chłopaka.
- Taion… - powiedziałam, podnosząc się do pozycji klęczącej, gdyż niewielkie trzęsienie ziemi zdawało się tracić na sile, ale nie miałam pojęcia, jak mogłabym mu pomóc. Demon słysząc to, jedynie krótko wstrząsnął głową, z powrotem przyciągając do siebie pokaleczoną dłoń. 
- Cholera, teraz robią dużo grubsze te groty… - wyjęczał w końcu chłopak ze łzami w oczach, spuszczając wzrok na ranę. 
- Taion… - zaczęłam, ale przerwał mi, podnosząc się do siadu.
- Walka trwa. Musisz być w Strażnicy jako pierwsza. Mną się nie przejmuj – stwierdził czarnoskrzydły, odrywając zębami kawałek materiału od swojej koszuli i z jękiem bólu owinął nim dłoń.
- Ale Taion… - ponownie zaczęłam, jednak ten podniósł na mnie załzawione oczy.
- Pozwolisz, że teraz sobie zniknę? – zapytał łamiącym się głosem demon, starając się unieruchomić swoją ranną kończynę, ale nie miał czym tego zrobić. 
     Nim otworzyłam usta, żeby cokolwiek powiedzieć, on już zdążył teleportować się do swojego wymiaru, a ja ponownie zostałam sama. Byłam naprawdę ciekawa kilku rzeczy i musiałam zapamiętać, aby go o nie zapytać, kiedy już wydobrzeje. Dlaczego nie zginął, skoro Taehyung wtedy wygrał? Jakim niby cudem ja miałabym zrobić z tą strzałą to, co on? I czemu sam siebie nie uzdrowił, skoro ponoć posiadał taką moc?
      Podniosłam się do pozycji stojącej i ku swojemu zdumieniu zaobserwowałam, że dziwny księżyc oddalił się o kilkaset metrów i teraz chował się za horyzontem, rzucając na otoczenie nikłe oświetlenie. Odwróciłam się w tył, zastanawiając się, czy jeszcze coś się zmieniło, jednak na odpowiedź nie musiałam czekać jakoś szczególnie długo, ponieważ od razu dostrzegłam zmiany. 
      Tuż przede mną, w miejscu, gdzie wcześniej była idealnie stroma skała teraz widniało przejście, które prawdopodobnie prowadziło ku innemu wymiarowi.

Mam nadzieję, że się spodobało, mimo tej jakże zajebistej długości...
Mile widziane będą komentarze ;)
Taeyeon

6 komentarzy:

  1. Sprawdzam google+ na laptopie, patrzę Taeyeon coś dodała i właśnie wtedy telefon, który trzymałam w ręce mi wypadł XD
    Świetny <3
    U mnie 2 reakcje z Block B <3
    Weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie "O nie, coś dodała" XD I wtedy aż duchy Twych przodków się zaniepokoiły. Właśnie dlatego telefon wypadł Ci z dłoni XDD
      Dziękuję <3
      Przecież zdajesz sobie sprawę, że i tak o tym wiem XD Wiesz, ja to taki ninja B)
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  2. No, teraz to nieźle pogmatwałaś sprawę XDDD
    Fajne toto, nie będę się rozpisywać, jak bardzo, bo mi się nie chce i muszę jutro dosyć wcześnie wstać (ble), a mam jeszcze milion rzeczy do zrobienia, także ten... XDD
    Pozdrawiam~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *zastanawia się, czym pogmatwała sprawę* XD *nie wymyśliła niczego* :")
      Dziękuję <3 Boże, powodzenia życzę chociaż już pewnie rano wstałaś, skoro jest 13 XD
      Pozdrawiam również ^^

      Usuń
  3. "Jest takie miejsce, gdzie się kończy chodnik"
    Są takie miejsca gdzie w ogóle nie ma chodnika B)
    ...
    Czy ty wiesz jak świetnie to zdanie brzmi? XD
    A co do twych planów - dziennie potrafię tu wejść z kilkanaście razy, także... Także pozdrawiam xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałaś, prawda XD?
      Wiem jak to zdanie świetnie brzmi, bo jak zobaczyłam ten wierszyk to było takie "Omaiga, muszę to dodać" :")
      O Ty stalkerze jeden XD Nie no, w końcu teraz to też Twój blog, także... Liczymy, że napiszesz coś fajnego B) Znaczy liczą wszyscy oprócz mnie B) Bo ja już nie muszę B) Hehe XD
      Pozdrawiam ^^

      Usuń

Google+ Followers