Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tao. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tao. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 sierpnia 2016

S...LGBT #2 - How does it feel to have a friend?

Hejka :)
Oto dzień, w którym EXO wydali teledysk do "Lotto", a Oh Sehun postanowił przefarbować włosy. Także... Wiecie, nie żyję i w ogóle XD
Koniec wakacji coraz bardziej się zbliża, a ja w sumie nie zrobiłam niczego z tego, co miałam zrobić :") Ale nie będę Was przynudzać moim jakże ciekawym życiem ;)
Miłego czytania :)   

Jak to jest mieć przyjaciela?


zamówienie dla Hoshi | Huang Zitao | EXO | 2648 słów 

Mówią, że trzeba zawsze do samego końca wierzyć w powodzenie,
ale wydaje mi się, że tym razem to już naprawdę koniec
Jest coś, co muszę powiedzieć, zanim pozwolę ci odejść
Taeyang - Wedding Dress


- Tae, ja... Nie wiem, co powiedzieć... - wykrztusiła brunetka, zasłaniając usta dłonią, kiedy jej wzrok padł na pierścionek trzymany przez Taehyunga. Nigdy nie spodziewałaby się po swoim chłopaku czegoś takiego, dlatego była zdziwiona jak jeszcze nigdy dotąd. I... z pewnością by się zgodziła... Gdyby to pytanie zostało wypowiedziane za kilka lat.
- N-nie wiesz? - zająknął się szatyn, spuszczając wzrok na połyskujący w świetle latarni pierścionek.
- Tae, to naprawdę kochane... Ale... przepraszam. T-to za wcześnie - stwierdziła Minjin, cofając się pół kroku w tył. Brunetka była zmieszana propozycją chłopaka, a fakt, że musiała mu odmówić, nie poprawiał sytuacji nawet w najmniejszym calu.
- Yhym - przytaknął V, zagryzając wargę, kiedy zrobiło mu się tak przykro, że miał wrażenie, iż zaraz się rozpłacze. Zamknął pudełko, zaciskając na nim dłoń z taką siłą, że zbielały mu knykcie. Podniósł się do pozycji stojącej, zwieszając głowę ze wzrokiem wbitym w most pod swoimi stopami. Wiedział, że istniało prawdopodobieństwo niezgodzenia się przez Min, ale szczerze to nie zaprzątał sobie tym zbytnio głowy. Od początku do końca sądził, że wpadł na dobry pomysł, a jego dziewczyna będzie zachwycona jego gestem i bez żadnego zawahania odpowie "Tak".
- Kiedy będziemy starsi, obie... - zaczęła brunetka, ponownie podchodząc bliżej do Taehyunga i położyła dłonie na jego policzkach, nakierowując wzrok na swoją twarz.
- Nie obiecuj - zaprotestował V, patrząc w jakiś punkt za ramieniem dziewczyny, ale mimo to Minjin wyraźnie mogła dostrzec łzy połyskujące w oczach szatyna. - Nie wiesz, co przyniesie jutro - wytłumaczył, wyczuwając, że brunetka nie rozumiała, o co mu chodziło.
- Ale, Tae... - Dziewczyna chciała mu się usprawiedliwić, żeby nie miał jej za złe wyboru, ale Taehyung ponownie jej przerwał, nie pozwalając dokończyć zdania.
- Minnie, nie boisz się, że cię zostawię - powiedział wprost, a na policzku spłynęła mu pojedyncza łza, którą szybko otarł wierzchem dłoni. - Obawiasz się, że to ty zostawisz mnie - dokończył poważnym tonem, starając się, żeby głos mu nie zadrżał i przeniósł wzrok na twarz dziewczyny, w której oczach również błyszczały łzy.
- To wcale nie tak... - zaprotestowała brunetka, ale szatyn podniósł głowę, patrząc na księżyc, który właśnie wyłonił się zza chmur. Na jego ustach pojawił się kpiący uśmiech, a dziewczyna widząc to, nie potrafiła dokończyć swojej wypowiedzi, więc jedynie zerknęła na wyświetlacz telefonu, który właśnie zaczął wibrować na dźwięk powiadomienia.

Od: Mama
Właśnie jedziemy do domu. Zgarnąć cię po drodze?

Taehyung przeniósł wzrok na ekran urządzenia i z trudem odczytał wiadomość, która znajdowała się w stosunku do niego do góry nogami.
- Jedź z rodzicami - powiedział brązowowłosy, przeczesując grzywkę palcami, po czym otarł kolejną łzę płynącą po policzku. Gdy tylko Minjin to usłyszała, niemal ugięły się pod nią kolana - V zawsze odprowadzał ją do domu, a jeżeli teraz tego nie zrobi, będzie to znaczyć, że był na nią zły.
- Nie odprowadzisz mnie? - zapytała brunetka, spuszczając wzrok na swoje tenisówki. Taehyung odwrócił twarz bokiem do niej i delikatnie potrząsnął głową, dając znak, że tego nie zrobi, po czym obrócił się do niej plecami i zaczął iść w kierunku, skąd przyszedł. Minjin patrzyła na niego ze łzami w oczach, mając nadzieję, że aż tak bardzo nie dotknęła go jej odpowiedź, ponieważ naprawdę nie miała najmniejszego zamiaru go zranić. Po chwili stwierdziła, że bezsensowne stanie nie ma sensu, więc skierowała się w stronę swojego domu, czyli przeciwną drodze V, ale już po chwili poczuła dłoń chłopaka na swoim ramieniu.
- Weź go - poprosił bez większych emocji, delikatnie łapiąc dziewczynę za rękę i włożył jej pierścionek zaręczynowy na odpowiedni palec. - Niech ci przypomina, że poczekam, ile będzie trzeba - stwierdził płaczliwym tonem, po czym ponownie poszedł w swoją stronę, już po chwili niknąc za nieoświetlonym przez latarnie zakrętem. Minjin jeszcze przez kilka minut stała w tym samym miejscu, ale już po chwili usłyszała dźwięk powiadomienia o przychodzącej wiadomości, z której się dowiedziała, że jej rodzice czekali pod siedzibą SM Entertainment. Brunetka szybko odpisała im, że tego dnia wyszła jednak wcześniej, niż początkowo to zapowiedziała tacie i była już w połowie drogi do domu.

***

- Cześć – przywitała się mama brunetki ze swoją córką, kiedy tylko Min weszła do samochodu, zajmując tylne siedzenie. Ojciec posłał jej szybki uśmiech w lusterku i ponownie skupił całą swoją uwagę na słabo oświetlonej drodze.
- Cześć – odpowiedziała dziewczyna, starając się, aby jej głos zabrzmiał pewnie, lecz najwidoczniej starszej kobiecie coś się w nim nie spodobało, ponieważ natychmiast odwróciła się w stronę córki, lustrując ją uważnym spojrzeniem.
- Co się stało? Źle ci poszło na zajęciach? – zaniepokoiła się pani Kim, ze zmarszczonymi lekko brwiami przypatrując się brunetce, a kiedy dostrzegła jej delikatnie zaczerwione od płaczu oczy i błyszczące policzki, jej niepokój jeszcze bardziej się poszerzył.
- Nie, na zajęciach było w porządku. Trener nawet mnie pochwalił, że robię największe postępy w grupie – odpowiedziała Minjin, spuszczając wzrok na swoje kolana.
- Dostałaś jakąś złą ocenę w szkole? – podsunął mężczyzna, stając przed przejściem dla pieszych, przez które przechodziło kilku chłopaków, a po ich strojach i sportowych torbach przerzuconych przez ramię, można było stwierdzić, że oni również byli trainee w którejś z wytwórni.
- Nie – zaprzeczyła brunetka, lekko potrząsając głową i chociaż miała nadzieję, że teraz jej rodzicielka odpuści, widząc, że dziewczyna nie chciała jej powiedzieć, o co chodziło, pani Kim nadal była gotowa drążyć temat, dopóki wszystko się nie dowie.
- Taehyungowi coś się stało? Zerwał z tobą? Wylądował w szpitalu? – pytała dalej starsza kobieta, wypowiadając na głos wszystko, co tylko przyszło jej w takiej sytuacji na myśl.
- Nic mu nie jest… - stwierdziła Minjin, odwracając głowę w kierunku okna, aby jej matka nie dostrzegła, że w oczach zebrały się jej łzy.
- Ładny pierścio… Zaraz, skąd ty masz taki pierścionek? – zdziwiła się kobieta, kiedy po oparciu się na fotelu z głową skierowaną na córkę, dostrzegła mieniącą się w nikłym świetle, rzucanym przez uliczne oświetlenie, ozdobę na palcu serdecznym brunetki. – Przecież wygląda, jakby kosztował fortunę… Taehyung ci się oświadczył!? – wykrzyknęła matka Min, a w jej głosie brzmiała ogromna radość na samą myśl o tym, ponieważ szatyn wydawał jej się idealnym partnerem dla swojej córki. Tata dziewczyny ponownie przeniósł swój wzrok na lusterko, zawieszając spojrzenie na pasażerce siedzącej z tyłu, czekając na odpowiedź. W sumie to on sam również nic nie miał za złe piosenkarzowi, a wręcz go lubił między innymi dlatego, że młodzieniec zawsze potrafił znaleźć z każdym temat do rozmowy, który nie nudził żadnej ze stron.
- Yhym – potwierdziła Minjin, kiwając głową, aby potwierdzić przypuszczenia matki, która teraz pisnęła jak nastolatka na wieść o tym, że jej idol pojawi się w mieście, w którym mieszkała.
- O mój Boże, gratuluję! – stwierdziła z szerokim uśmiechem na twarz, ale właśnie wtedy córka podniosła na nią pełne łez oczy, na co jej entuzjazm od razu osłabł. – Nie zgodziłaś się, prawda? – domyśliła się kobieta, zagryzając w skupieniu wargę i natychmiast spoważniała.
- Nie – odpowiedziała dziewczyna z pełnym smutku głosem, na co pani Kim chociaż za bardzo nie rozumiała sytuacji, w jakiej się znalazła, wychyliła się do córki i przytuliła ją w dość niewygodnej dla siebie pozycji.
- Dlaczego? Przecież myślałem, że go kochasz i w ogóle ciągle wzdychasz, jaki to on jest wspaniały? – odezwał się w końcu ojciec brunetki, otwierając bramę pilotem i parkując samochód na terenie swojej posesji.
- Kocham go, ale to chyba za wcześnie… - wytłumaczyła Minjin, patrząc na przepiękny pierścionek z diamentem, na który Taehyung pomimo bycia gwiazdą z pewnością musiał długo zbierać pieniądze.
- I zrobiło mu się przykro? – zapytała pani Kim, wracając do swojej pierwotnej pozycji na siedzeniu pasażera. W lusterku dostrzegła, że jej córka pokiwała głową jako odpowiedź na pytanie, więc dodała: - A ty nie chciałaś go zranić?
- Nigdy w życiu – odpowiedziała Min, opierając głowę o fotel z ciężkim westchnięciem, ponieważ sama zaczęła się zastanawiać, czy lepszą decyzją nie byłoby zgodzenie się.
- To dlaczego dał ci ten pierścionek? – zdziwiła się mama dziewczyny, gdyż obecnie była to jedyna kwestia, której nie rozumiała.
- Powiedział, że poczeka, ile będzie trzeba – wytłumaczyła Minjin, na co starsza kobieta skinęła głową na znak, że już wiedziała wszystko, co chciała.
- Ale przecież już długo ze sobą jesteście… - wtrącił się do rozmowy pan Kim, nie rozumiejąc tłumaczeń swojej córki, ale żona spojrzała na niego morderczym wzrokiem, sugerując mu, że ma się nie wtrącać, ponieważ to nie była jego decyzja. – Dobra, już nic nie mówię – powiedział, podnosząc obie dłonie w obronnym geście, po czym wyszedł z samochodu, kierując się w stronę domu, aby otworzyć drzwi do budynku.
- Musicie teraz porozmawiać – poradziła matka brunetki, na co ta skinęła głową i w milczeniu opuściła samochód.

***

  Przez następny dzień Minjin od samego rana próbowała dodzwonić się do V, ale nie odbierał ani on, ani żaden członek Bangtan Boys, nawet Jungkook, który zawsze, ale to zawsze miał przy sobie telefon. Zdała sobie sprawę z tego, że pewnie Taehyung poinformował ich, że nie chce rozmawiać ze swoją dziewczyną, kiedy Namjoon, pewnie przez przypadek, odebrał połączenie, a po chwili szybko się rozłączył i już kilka sekund później Min otrzymała powiadomienie, że lider wyłączył urządzenie.
Kiedy dziewczyna już po zakończonych zajęciach wybiegała z wytwórni, żeby jak najszybciej dotrzeć przed mury Big Hit Entertainment, ponownie spotkała się z posadzką z powodu wysokiego blondyna, który również biegł, ile miał sił w nogach.
- Przepraszam, bardzo się spieszę – rzucił Tao, wymijając Minjin i rzucił się na schody najszybciej, jak tylko potrafił. Po chwili kiedy brunetka podnosiła się z posadzki, pojawiła się przed nią dłoń, która jej w tym pomogła. Przeniosła wzrok na postać stojącą przed sobą i ku swojemu zdziwieniu ujrzała osobę uderzająco podobną z profilu do Taehyunga. Uśmiechnęła się do chłopaka, lecz kiedy odwrócił się do niej przodem, okazało się, że był to Baekhyun, a nie jej ukochany.
- Przepraszam za niego – powiedział główny wokalista EXO, kłaniając się w pośpiechu i ponownie odwracając twarz w bok, jakby kogoś wypatrywał. – Mamy ogromne spóźnienie i Tao panikuje. Sehun, mógłbyś się, do cholery, pośpieszyć! – warknął w stronę platynowowłosego, który biegł w kierunku wytwórni przez chodnik, siejąc spustoszenie wśród przechodzących spokojnie osób. – Jeszcze raz przepraszam – rzucił, kiedy maknae dotarł do niego cały i zdrowy, chociaż może trochę za bardzo zdyszany, po czym przepuścił Minjin w przejściu. Baekhyun złapał Sehuna za ramię, ciągnąc go za sobą po schodach, kiedy ten chciał trochę odpocząć po prawdopodobnie dość długim biegu.
Minjin odwróciła się w kierunku szklanych drzwi wytwórni i chociaż poobijana, była naprawdę szczęśliwa z kolejnego w tym tygodniu spotkania z drugim, po Super Junior, najpopularniejszym zespołem w Korei Południowej i Chinach. Skierowała wzrok na zegarek zdobiący jej przegub i przeklęła w myślach, orientując się, że miała tylko kwadrans z hakiem, na pokonanie pieszo około siedmiu kilometrów. Rzuciła się naprzód biegiem, potrącając przy okazji przechodniów, którzy z pewnością byli „bardzo szczęśliwi”, gdy kolejny raz w ciągu paru minut wpadła między nich osoba pędząca, jakby ją goniły psy z wścieklizną. Po przebiegnięciu zakrętu puściła się w przód sprintem i nawet nie zarejestrowała chwili, kiedy z nadgarstka zsunęła się jej bransoletka, którą dostała dwa lata temu od V na ich pierwszą rocznicę. Kilka sekund później minęła Chanyeola, który niemal potykając się o własne nogi, pędził zapewne w kierunku SM Entertainment, co chwilę na kogoś wpadając. Chłopak prawie nadepnął na jej bransoletkę i podniósł ją z chodnika, odwracając się w kierunku Minjin, ponieważ wydawało mu się prawdopodobne, że to właśnie do niej należała ozdoba, gdyż ona jedyna z przechodzących biegła. Zastanawiał się przez chwilę, czy powinien dogonić brunetkę i oddać jej zgubę, ale po chwili po prostu wsunął znalezisko do kieszeni płaszcza, ponownie kierując się ku siedziby wytwórni najszybciej, jak tylko potrafił.
Kiedy brunetka była już na miejscu, spuściła wzrok na zegarek i dowiedziała się dwóch rzeczy: do końca treningu chłopaków została niecała minuta, a jej bransoletka jakimś dziwnym sposobem nie błyszczała na nadgarstku. Przerażona brakiem swojej ulubionej ozdoby wróciła się jakieś pięćset metrów wstecz, z każdym krokiem lustrując uważnie otoczenie, a szczególnie chodnik, jednak nie znalazła swojej zguby. Wróciła pod Big Hit Entertainment, siadając na swoim stałym miejscu na jednej z ławek ze zwieszoną głową, ponieważ obawiała się, że Taehyung zorientuje się, iż dziewczyna nie miała jej na sobie. Jeszcze mógłby pomyśleć, że celowo przestała ją nosić po wczorajszym wydarzeniu.
Gdy minął prawie kwadrans, Minjin zaniepokoiła się tym, że żaden z chłopaków jeszcze nie opuścił budynku, ale postanowiła poczekać jeszcze chwilę na swojego chłopaka, a w razie gdyby się nie pojawił, wejść do środka i tam o niego zapytać. Osobiście jednak uważała to za konieczność, ponieważ w godzinach wieczornych Big Hit Entertainment opuszczało sporo trainee, z których większość z pewnością nie była mile nastawiona do wychowanków innych wytwórni.
W sumie to Min nie miała pojęcia, skąd ta niechęć się brała, ale kiedyś opuszczając siedzibę SM, była świadkiem, jak dwóch chłopaków, którzy razem z nią uczęszczali na staż, znęcali się nad jakimś młodzieńcem. Tego dnia przyszedł po nią Taehyung, który skończył wcześniej przygotowania do koncertu i miał wolną chwilę przed próbą generalną. Jako, że scena była niedaleko SM, postanowił poświęcić swoją przerwę na spotkanie z Minjin. Kiedy tylko zobaczył bitego chłopaka, pobiegł mu pomóc, a młodzieńcom, którzy się nad nim znęcali, zagroził, że opowie o wszystkim w SM i ci zostaną wyrzuceni z niej na zbity pysk. Trainee odpuścili, przepraszając i już więcej takie sytuacje się nie zdarzyły, jednak napięta atmosfera pomiędzy różnymi wytwórniami nadal panowała i jakoś nie uśmiechało się jej sprawdzać nerwów innych.
Upłynął kolejny kwadrans, podczas którego kilka osób opuściło wytwórnię, ale nie było wśród nich żadnego członka Bangtan Boys, więc brunetka wstała z ławki i skierowała się ku drzwiom budynku. Właśnie chciała wejść do środka, kiedy przed nią pojawił się Jimin, blokując jej dalszą drogę.
- O, Minjin! Cześć. – Uśmiechnął się czarnowłosy, opierając się ramieniem o framugę drzwi i zerkając za siebie.
- Cześć, Jimin – odpowiedziała brunetka z dość wymuszonym uśmiechem, ale najwidoczniej Jimin tego nie zauważył. – Jest Taehyung? – zapytała, zerkając za korytarz nad ramieniem chłopaka, kiedy mignęła jej czyjaś ciemna czupryna, ale był to tylko Jungkook.
- Siema, Min – przywitał się, opierając się o skraj ściany na zakręcie, po czym uśmiechnął się przepraszająco i cofnął się, dodając: - Muszę iść… Coś zrobić – dokończył, machając dziewczynie, a już po chwili w budynku rozległ się odgłos piszczenia adidasów, co dało brunetce do zrozumienia, że Jungkook najprawdopodobniej pobiegł, aby ostrzec V.
- Pewnie… zapomniał bluzy albo… coś – powiedział nieskładnie Jimin, aby jakoś wytłumaczyć zachowanie maknae, jednak po kpiącym uśmiechu, który ukazał się na twarzy Minjin, stwierdził, że ta doskonale zdawała sobie sprawę, po co pobiegł Jungkook. – Ładny pierścionek – dodał po chwili brunet, chwytając dłoń Min i przyglądając się bliżej ozdobie. – Pasuje ci – dopowiedział, zmieniając pozycję, kiedy dziewczyna chciała obok niego przejść i oparł się po drugiej stronie drzwi, torując jej drogę.
- Bardzo ładny – stwierdziła Minjin, stając na palcach, aby widzieć lepiej korytarz za plecami Jimina, który mimo, że był najniższy z BTS, nie musiał się zbytnio wysilać, żeby go jej zasłaniać.
- Cieszę się, że ci się podoba. Wybierałem go z Taehyungiem – rzucił jak gdyby nigdy nic, ponownie nerwowo zerkając w tył.
- Wybierałeś go z Taehyungiem? – powtórzyła zaskoczona brunetka, rezygnując ze swojego stania na palcach.
- Yhym. Jakiś rok temu, kiedy byliśmy w Japonii. W sumie teraz miałbym lepszy gust i doradziłbym mu inny… Ale trudno. Ważne, że tobie się podo… - zaczął Jimin, ale kiedy Minjin usłyszała jego słowa, mogła jedynie wytrzeszczyć na chłopaka oczy i otworzyć ze zdziwienia usta.
- Rok temu? – powtórzyła brunetka, kiedy na korytarzu pojawili się Namjoon z Hoseokiem śmiejący się z czegoś jak opętani.
- V przez cały czas zbierał się na odwagę, żeby cię poprosić. A… Mogę być szczery? – zapytał Park, nie za bardzo będąc pewnym, czy może powiedzieć to, co chce. Rap Monster i J-Hope pomachali dziewczynie z uśmiechami, kierując się ku drugim drzwiom wychodzącym w stronę ich dormu.
- Jasne, że możesz. Jesteś w końcu moim przyjacielem – odpowiedziała brunetka, czekając na dalsze słowa Jimina ze skupieniem.
- No, tak… A ty, moja droga przyjaciółko, zjebałaś sprawę – zakończył czarnowłosy, a ułamek sekundy później rozdzwonił się jego telefon, więc szybko pożegnał się z Minjin i przyłożył urządzenie do ucha, odbierając połączenie.

_____________
Kto popiera Jimina :")?
Mam nadzieję, że się spodobało
Mile widziane będą komentarze
Taeyeon

wtorek, 9 sierpnia 2016

So... Let's go back time #1 - The most beautiful day in whole life

Hejka :)
Także dzisiaj wracam do Was z pierwszym rozdziałem zamówieniem dla takiego jednego szczyla, który doskonale wie, że to właśnie dla niej. (Pssstt... Hoshi, Ty już masz ten internet xD?) Także zamówienie było na rozdziałowiec z Tao, ale doskonale wiecie, że jakoś trzeba zacząć historię, więc na razie będzie tu go mało xD I z tego powodu na gifie widnieje pan Kim Taehyung, a nie Tao.
Także w sumie nie mam nic do dodania...
Miłego czytania ;)   

Najlepszy dzień w całym życiu


zamówienie dla Hoshi | Huang Zitao | EXO | 2556 słów

Pewnego dnia dam ponieść się mym stopom
do miejsca pozbawionego spojrzeń innych ludzi
Chcę dotrzeć tam, gdzie będę się czuć swobodnie
Lecz kończę swą wędrówkę pustym westchnięciem
Dlaczego, dlaczego znowu się odwracasz?
Dlaczego, dlaczego nie próbujesz spełniać marzeń?
Taeyeon - WHY

    Dźwięk przychodzącej wiadomości przerwał Minjin przebieranie butów, które zakładała specjalnie do treningów. Szybko dokończyła zawiązywanie swoich nadwyrężonych biegiem czasu i ilością zajęć tanecznych, adidasów i z niecierpliwością odczytała wiadomość od swojego chłopaka.
Od: Tae <3
Skarbie, poczekasz dzisiaj na mnie, aż skończę trening? Choreograf przedłużył nam go o godzinę, bo Seokjin ciągle popełnia jeden i ten sam błąd. (Jakby nie mógł tylko jego poprosić o zostanie -,-') Potem Ci to jakoś wynagrodzę.
     Uśmiech pojawił się na jej usta, gdy zobaczyła ostatnie zdanie SMSa. Ostatnio dość rzadko widywała się z Taehyungiem, czy jak to niektórzy woleli z V, ponieważ ten stale miał jakieś próby przed występami, kręcenie teledysków do nowego albumu lub najzwyczajniej w świecie treningi tańca. Trochę ją to irytowało, ale z charakteru była spokojną i miłą dla wszystkich osobą, więc nie odważyłaby się jakoś zasugerować tego chłopakowi.

Do: Tae <3
Jasne, że poczekam. Ostatnio tak rzadko się widzimy... Tęsknię.
     Minjin napisała wiadomość i ściągnęła przez głowę czarną bluzę, którą dostała od Taehyunga, po czym odrzuciła ją w kąt pomieszczenia. Odwróciła się przodem do ogromnego lustra, które pokrywało całą ścianę przed nią i po poprawieniu tank topu, zaczęła swoją rozgrzewkę od tego, co zalecał jej trener - krążenia głową. Ćwiczenie było proste i nie wymagało większego wysiłku, jednak dziewczyna starała się zastosować do wszystkich wskazówek nauczyciela, żeby wyciągnąć z niego jak najwięcej. Ustawiła stopy na szerokość barków i wyprostowała nogi, po czym opuściła ręce wzdłuż tułowia i zaczęła wykonywać krążenia głową w jedną stronę, a potem w drugą, odliczając do dwudziestu.
     Kim Minjin była dwudziestodwuletnią trainee w SM Entertainment od ponad czterech i pół roku. Dziewczyna od dziecka marzyła, żeby być kimś rozpoznawalnym w Korei Południowej, a może i jeszcze w krajach za granicą - kimś uwielbianym przez multum swoich wiernych fanów, cieszącym się sławą i rozgłosem. Kiedy ukończyła osiemnaście lat i jej rodzice dowiedzieli się o marzeniach swojej córki, natychmiast postanowili ją wesprzeć w osiągnięciu jej upragnionego celu. Według nich Minjin miała wszystko to, co w wytwórniach brano pod uwagę jako pierwsze - była szczupła, bez makijażu wyglądała bardzo dobrze i potrafiła pokazać, że naprawdę stać ją na ogromny wysiłek i ciężką pracę w dążeniu do zostania idolką w Korei.
      Dziewczyna interesowała się tańcem, odkąd ukończyła szósty rok życia i wtedy to ojciec postanowił zapisać ją na lekcje z prywatnym trenerem. Razem z nim ćwiczyła przez pięć i pół roku, jednak dalsza edukacja w tym zakresie była niemożliwa, gdyż nauczyciel Minjin został zmuszony do wyprowadzenia się z Korei Południowej. Stało się tak z powodu jego żony, która ciężko zachorowała i musiała zostać przetransportowana do specjalistycznej kliniki rehabilitacyjnej w Stanach Zjednoczonych.
      Minjin po zakończeniu zajęć z trenerem, starała się sama rozwijać swój talent, kiedy tylko miała ku temu okazję i chwilę czasu. Jednak lata mijały i wolnych chwil było coraz mniej, ponieważ więcej czasu musiała poświęcać na naukę, aniżeli na swoje hobby. Więc kiedy rodzice pokazali jej w telewizji ogłoszenie o tym, że SM Entertainment organizuje globalne przesłuchania w Korei, USA, Chinach, Kanadzie i Japonii, nie była pewna, czy podoła wymaganiom. Jednak jej ojciec uparł się, że powinna chociaż spróbować, co też z niepewnością w głowie, ale nadzieją w sercu, uczyniła.
      Dziewczyna nie za bardzo chciała wysyłać swojego zgłoszenia drogą mailową, ponieważ była pewna, że z ogromu wiadomości wysyłanych do wytwórni, zapewne wiele jest ignorowanych i na jeszcze większą ilość nikt nie odpowiada po jej odczytaniu. Postanowiła więc udać się od razu na przesłuchanie na żywo. Mogła zaprezentować swój talent z dowolnej dziedziny, ponieważ SM szukało tekściarzy, kompozytorów, tancerzy, modeli, aktorów i piosenkarzy. Oczywiście, wybrała taniec, ale żeby mieć większe szanse na zostanie przyjętą, postanowiła jeszcze spróbować ze śpiewaniem. Co do śpiewu, ćwiczyła około dwa miesiące piosenkę, którą chciała zaprezentować, jednak wciąż miała obawy, czy jest on wystarczająco dobry.
     W przeddzień castingu nie poszła do szkoły, tylko cały dzień ćwiczyła wybrany przez siebie taniec i fragment piosenki. Nie mogła zaprezentować obu całych, ponieważ uwagę poświęcano jej na jedynie pięć minut, więc zdecydowała się zatańczyć całą choreografię do "What's Your Name?" 4Minute i jedynie przez pozostałe półtora minuty zaśpiewać "The Letter" Davichi. Co jak co, ale bardziej liczyła na zostanie tancerką niż kpopową gwiazdą.
      Od samego rana chodziła po swoim pokoju w kółko, nie mogąc zasnąć, aż w końcu kiedy nadeszła godzina ósma, rodzice odwieźli ją na miejsce i tam musiała czekać wśród masy osób, które również starały się o posadę w wytwórni. Przez ściany była zmuszona słuchać, jak cholernie utalentowani są jej rywale, oglądała ich łzy rozpaczy, kiedy ich wyrzucano i szczęścia, kiedy umawiano się z nimi na podpisywanie kontraktu. To wszystko stresowało ją tak bardzo, że kiedy w końcu wywołano jej imię, nogi same uginały się w kolanach, ale kiedy już stanęła przed osobami mającymi zadecydować o jej, być może, świetlanej przyszłości - wszystkie nerwy znikły. Jurorzy byli bardzo mili, nie tylko z charakteru, ale również z wyglądu i pozwolili jej zaprezentować swój występ bez żadnych zbędnych komentarzy. Jak już wiadomo - została przyjęta.
     Bycie trainee wcale nie było takie łatwe, jak początkowo myślała Minjin. To, że została przyjęta do wytwórni, wcale nie oznaczało, że uda się jej zadebiutować i zdobyć sławę, więc musiała przykładać się do nauki, godząc ze sobą treningi i szkołę. Stażystka wstawała z samego rana, realizowała swój plan lekcji, po czym jechała na trening śpiewu, tańca oraz zajęcia z języka angielskiego, chińskiego i japońskiego, po czym wracała do domu późnym wieczorem. Potem to samo w kółko, przez cały czas żyjąc w strachu, że może zostać uznana za osobę, która nie robi żadnych postępów i zrywa się z nią kontrakt.
       Minjin po skończeniu swojej piętnastominutowej rozgrzewki, usiadła na chwilkę przy ścianie, sprawdzając swój telefon. Do treningu, który miał zostać przeprowadzony z resztą trainee zostało jeszcze około pół godziny, ponieważ tego dnia wyjątkowo dziewczyna skończyła szybciej lekcje i w wytwórni zjawiła się wcześniej niż pozostali. A że sala była wolna - trener stwierdził, że może się rozgrzać, czekając na resztę, ponieważ sam nie mógł się nią zająć, bo miał do załatwienia jakieś formalności.
  Od: Tae <3
Też tęsknię </3 Powodzenia na treningu. Muszę już kończyć ;*
     Uśmiech mimowolnie pojawił się na twarzy dziewczyny, przepędzając z myśli zmęczenie, a zastępując je czystym szczęściem.
     Taehyung był jej chłopakiem od trzech lat. Minjin miała ogromne szczęście, że V wracał z połową swojego zespołu, który miał niedługo debiutować samochodem rodziców jednego z chłopaków, akurat tego wieczoru, kiedy musiała zostać w budynku dwie godziny dłużej. Dziewczyna była zmęczona do granic możliwości po solidnym wycisku, jaki dostała od swojego trenera tańca. Dodatkowo, właśnie tego dnia spadły na nią pierwsze słowa krytyki, które wciąż pobrzmiewały w jej głowie. Rodzice Min musieli zostać na nocną zmianę w pracy, dlatego była zmuszona wracać do mieszkania o godzinie dwudziestej drugiej w nocy całkiem sama. Właśnie wchodziła na przejście dla pieszych, a przez swoje rozkojarzenie wpadła na maskę przejeżdżającego przez nie samochodu. Ani jej, ani pojazdowi nie stało się nic wielkiego, jednak mimo to kierowca, którym był ojciec Jungkooka i Taehyung uparli się, że dziewczyna musi pojechać z nimi do szpitala, kiedy jęknęła cicho z bólu. W budynku okazało się jednak, że podczas upadku jej nadgarstek został uszkodzony, a mówiąc precyzyjniej - zwichnięty, i musiała przejść operację. Ojciec Jungkooka natychmiast powiadomił rodziców Minjin o zaistniałej sytuacji, używając numeru podanego przez dziewczynę i razem ze swoim synem, Jiminem oraz Taehyungiem, czekali na wyniki zabiegu. Podczas operacji przywrócono naturalne ustawienia kończyny, zszyto uszkodzone w wyniku urazu więzadła i ustabilizowano jej nadgarstek za pomocą drutów Kirschnera. Następnie przez ponad trzy miesiące nie mogła uczestniczyć w treningach z powodu kontuzji i bała się, że z tego powodu nie będzie mogła kontynuować kariery trainee. Jednak wytwórnia bez zbędnych afer, pozwoliła jej zaprzestać zajęć na czas noszenia gipsu i rehabilitacji, ale w lekcjach języków obcych nadal musiała uczestniczyć. Kiedy tylko byli w stanie, odwiedzali ją i Jungkook, i Jimin, i Taehyung, a po jakimś czasie okazało się, że z tym ostatnim łączy ich naprawdę wiele i kiedy rehabilitacja została zakończona, chłopak poprosił ją o to, żeby została jego dziewczyną.
      Minjin stwierdziła, że pozostały do treningu czas, może wykorzystać, żeby pobiec do sklepu i kupić sobie jeszcze jedną butelkę wody i może bułkę, jeżeli jeszcze jakieś by były. Podeszła więc do lustra na ścianie, żeby się przejrzeć, po czym poprawiła krótkie, czarne włosy i z powrotem założyła bluzę Taehyunga. Opuściła salę treningową, zamykając ją na klucz, jak polecił jej trener i wybiegła z budynku, kierując się do sklepu. Kiedy już udało jej się zdobyć pożądane produkty, włożyła je swojej torby i wróciła do wytwórni, gdzie przez kolejne cztery godziny ćwiczyła kolejno taniec i śpiew, a potem jeszcze przez przez dwie godziny była zajęta językiem chińskim.
       W końcu trening się zakończył i brunetka mogła opuścić budynek SM Entertainment. Najpierw jednak poszła wziąć szybki prysznic i przebrała się w jednej z wielu szatni wytwórni, a dopiero potem skierowała się ku wyjściu. Zbiegła na dół po schodach, żegnając się z każdą napotkaną po drodze osobą i jak najszybciej tylko mogła, otworzyła drzwi i chciała wyjść na zewnątrz, ale przeszkodził jej w tym drobny szczegół. A mianowicie to, że wpadła na kogoś i upadła na posadzkę wewnątrz wytwórni. Z sykiem dotknęła na głowie miejsca, które przeżyło zdecydowanie zbyt bliskie spotkanie z podłogą i podniosła się do siadu.
- Przepraszam, nic ci nie jest? - Usłyszała jakiś męski głos, a po chwili osoba, do której należał, przyklęknęła tuż obok dziewczyny i wyciągnęła do niej dłoń, pomagając się jej podnieść.
- Wszystko w porządku. To ja przepraszam. Nie patrzyłam, gdzie idę - stwierdziła Minjin, dopiero teraz bliżej przyglądając się wysokiemu blondynowi, który wpatrywał się w nią, jakby właśnie zobaczył jakąś słynną gwiazdę. Dziewczyna spoglądała na niego identycznie, orientując sobie, że właśnie zobaczyła jakąś słynną gwiazdę. A w dodatku, nie byle jaką - Był to sam Huang Zitao ze znanego niemal na całym świecie EXO.
- N-nie... To moja wina - wykrztusił po chwili chłopak powoli, jakby nie był pewien swojej znajomości języka koreańskiego.
- Nic się nie stało. Przepraszam jeszcze raz - dodała, kłaniając się lekko, jak przystało na kulturalną osobę w Korei. - Do zobaczenia. - Uśmiechnęła się, bo w końcu kto ma szansę zostać potrąconym właśnie przez członka zespołu takiego jak EXO, po czym odwróciła się i przeszła przez drzwi.
- Do zobaczenia. - Usłyszała za sobą, ale kiedy się obejrzała przez ramię chłopak już wchodził po schodach naprzeciwko wejścia.
     Brunetka poprawiła pasek od torby na ramieniu i rzuciła się biegiem w kierunku głównej siedziby Big Hit Entertainment, aby być na czas, kiedy Taehyung skończy swój trening. Nie mogła sobie pozwolić na marsz, ponieważ odległość między obiema wytwórniami wynosiła jakieś siedem kilometrów, więc musiała się pośpieszyć. Na miejsce udało się jej dotrzeć bez żadnych przeszkód, trzy minuty przed wyznaczonym czasem, więc usiadła na oświetlonej latarnią ławką przed budynkiem, czekając na swojego chłopaka. Po upływie pięciu minut V wybiegł z wytwórni, potrącając w wyjściu Yoongiego i stanął w drzwiach, blokując innym przejście, aby zlustrować wzrokiem otoczenie. W mgnieniu oka wypatrzył Minjin i pobiegł do niej, przytulając brunetkę i okręcając ją w powietrzu.
- Chodź, skarbie. Mamy rezerwację. - Uśmiechnął się i złapał dziewczynę za dłoń, ciągnąc ją w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Co? Gdzie mamy rezerwację? - zdziwiła się Min, pozwalając się prowadzić młodzieńcowi, który biegł niemal sprintem.
- W restauracji - rzucił z szerokim uśmiechem na twarzy, chociaż ledwie łapał powietrze po zaledwie kilku minutach szybkiego biegu.
- W restauracji!? - wykrzyknęła dziewczyna z przerażeniem i zaskoczeniem w głosie. - Ty widzisz, jak ja wyglądam?
- Pięknie, jak zawsze - stwierdził, nadal biegnąc co tchu. - Szybciej, bo nam przepadnie kolacja - jęknął żałośnie, ale już po chwili, kiedy docelowy budynek pojawił się na horyzoncie, humor natychmiast mu się poprawił. Przystanął na chwilę, opierając się o zewnętrzną ścianę restauracji, po czym przechylił głowę w tył i starał się uspokoić oddech.
- Jak ty to robisz, że tańczenie układów do teledysków cię nie męczy, a ze zwykłym bieganiem masz problem? - zdziwiła się brunetka, stając przed nim i odruchowo zaczęła poprawiać włosy i bluzkę, ponieważ lokal wyglądał na jeden z tych ekskluzywnych, do których mężczyźni muszą ubierać garnitury, a kobiety najlepsze sukienki, jakie posiadają.
- Bieganie to co innego niż taniec - zaprotestował, wachlując twarz dłonią, po czym odepchnął się od ściany, otrzepując się z niewidzialnego kurzu i otworzył przed dziewczyną drzwi, zapraszając ją do wejścia jako pierwsza. Minjin niepewnie przekroczyła progi restauracji, mając obawy, czy reszta klientów nie zacznie pokazywać jej sobie palcami przez to, że miała na sobie zwykły strój na co dzień. Jednak ku jej zdumieniu, okazało się, że lokal był kompletnie pusty, oprócz kelnerów i jakiegoś mężczyzny ubranego w garnitur, który natychmiast do nich podszedł.
- Panicz Kim Taehyung i panna Kim Minjin? - zapytał firmowym tonem, chociaż najwidoczniej doskonale zdawał sobie sprawę, że to właśnie oni.
- Mógłbyś sobie odpuścić, hyung. Doskonale wiesz, że to my. - Roześmiał się Tae, ukazując swój prostokątny uśmiech. Mężczyzną stojącym przed nim był przyjaciel rodziny V, Lee Chinhwa, którego niemal co tydzień gościli w swoim domu razem z jego żoną na kolacjach. Minjin również posłała mu delikatny uśmiech, ponieważ Taehyung już kiedyś przedstawiał ją właścicielowi restauracji.
- Ciii, nie psuj klimatu - zbeształ młodszego. - Oto państwa stolik. -  Uśmiechnął się Chinhwa, wskazując im jedyny zastawiony potrawami stolik, do którego chłopak natychmiast poprowadził swoją dziewczynę, odsuwając jej krzesło, żeby mogła usiąść.
- Po co to wszystko? - zapytała brunetka, niepewnie siedząc na skraju mebla i rozglądając się po nowoczesnym wnętrzu budynku.
- A nie mogę zabrać swojej dziewczyny, od tak, na kolację? - odpowiedział pytaniem Tae, opierając podbródek na nadgarstku, a uśmiech nie schodził mu z twarzy ani na chwilkę.
- Gadaj, czego chcesz - rzuciła żartobliwie dziewczyna, unosząc do góry jedną brew.
- Żebyś zawsze ze mną była - odpowiedział całkiem poważnie. - A teraz już zjedzmy te pyszności, bo jestem naprawdę głodny po treningu i ty zapewne też - stwierdził, psując romantyzm swojego pierwszego zdania.
- W sumie racja. Smacznego - rzuciła Min, na co chłopak odpowiedział jej tym samym i oboje zabrali się za pałaszowanie dań.

- Nie, nie ma mowy. Więcej w siebie nie wcisnę - zaprotestowała Minjin, kiedy po zjedzeniu dań, którymi zastawiony był stół, kelner postawił przed nimi talerzyki z różnymi rodzajami ciast.
- Tak szczerze, to ja też nie - stwierdził Taehyung, lustrując wzrokiem przyniesione przez młodego mężczyznę desery. - Ale skoro już zapłaciłem, to szkoda byłoby chociaż tego nie spróbować - osądził, przyciągając do siebie jeden z talerzyków i natychmiast zaatakował ciasto widelcem.
- Jesteś niemożliwy. - Roześmiała się cicho brunetka, na co ten podniósł na nią oburzony wzrok.
- Wiem, że ty też chcesz - wykrztusił, biorąc do ust kolejny kawałek ciasta.
- Wcale, że nie - oburzyła się dziewczyna, czekając, aż ten skończy jedzenie.
     W końcu wyszli z restauracji, żegnając się z Chinhwą, ale Taehyung zamiast odprowadzić dziewczynę do domu, splótł palce z tymi Minjin i zaprowadził ją na podświetlany światełkami most, zatrzymując się na jego środku.
- Czemu mnie tu przyprowadziłeś? - Brunetka była zaskoczona, że chłopak nie odprowadził jej do mieszkania, jak to zazwyczaj robił, tylko spokojnie spacerował sobie przez park.
- Minnie... Naprawdę długo się nad tym zastanawiałem, ale doszedłem do wniosku, że to dobry pomysł - powiedział jakby z wahaniem, patrząc prosto w oczy dziewczyny, która niezbyt rozumiała, o co mu chodziło. - Rozumiem, jeżeli się nie zgodzisz, bo może to jednak trochę za szybko, ale przecież... Kocham cię, Minnie - stwierdził, po czym zmienił ton na bardziej poważny i dodał: - Kim Minjin, kiedy już będziemy starsi... Czy chciałabyś za mnie wyjść? - zapytał, klękając przed brunetką z otwartym pudełkiem, prezentującym pierścionek zaręczynowy.
____________________
(Ciekawe co odpowie Minjin... Bo Hoshi tak naprawdę, to by odmówiła, mówiąc, że miejsce w jej sercu jest już zajęte przez jedzenie... I bez problemu by zjadła ten deser xD Szczególnie jakby był z czekoladą :"). )

Mam nadzieję, że się spodobało :)
Mile widziane będą komentarze
Taeyeon

niedziela, 30 sierpnia 2015

Friends to cuddle

Hejka :)
Dzisiaj zostanę przez Was zabita... Bo zamiast realizować zamówienia piszę opowiadanka od czapy. No, ale jak wpadnę na jakiś pomysł to muszę go zrealizować właśnie z osobą, o której pierwszej pomyślałam, bo inaczej będzie mi źle na duszy xD A dzisiejszy scenariusz jest publikowany z tego powodu, że nie wyrobiłam się z pierwszym rozdziałem scenariusza z Baekhyunem dla Favory. Ale pomysł już jest 3/4 napisane na kartce, więc jest git xD Ale muszę jeszcze pomyśleć nad zakończeniem, bo potem się okaże, że będę musiała zmodyfikować początek i wtedy co zrobię? Mam jeszcze pomysł na opowiadanka z Krisem, D.O, Lu i Daehyunem, Bambim, Markiem, Kaiem i Jacksonem. I one MUSZĄ być z tymi osobami, bo myśląc o tych osobach powstały, więc tego... Koniec mojego ględzenia. I tak mi nie wybaczycie XD Dobra.
Zaczynamy.
Miłego czytania 

Przyjaciele się przytulają | one shot | Tao | EXO | 3.693 słowa

- T-Tao? - powiedziałaś ze łzami wzbierającymi w twoich oczach. 
Przed chwilą weszłaś do sali treningowej akademii sztuk walki. cała zamoczona z powodu deszczu, mając zamiar poczekać, aż twój utalentowany chłopak skończy trening, a... On całował się z jakąś dziewczyną...

- Mhym... - Chyba nie poznał twojego głosu, bo pokazał ci otwartą dłoń, dając do zrozumienia, żebyś poczekała i nie oderwał się od tej dziewczyny nawet na sekundę.
- Tao... - szepnęłaś, a gdy twoja łza upadła na posadzkę wybiegłaś z sali treningowej, mając przed oczami swojego ukochanego obściskującego się z jakąś niewydarzoną panienką.
- ____! - krzyknął chłopak i zerwał się do biegu, zostawiając zszokowaną dziewczynę za sobą.
Wybiegłaś na zewnątrz w deszczu bez parasolki, która została w korytarzu i co tchu pobiegłaś w stronę swojego domu. Ale to oczywiste, że Tao cię dogonił. Był wyższy o prawie dwadzieścia centymetrów i wysportowany jak mało kto. Nie każdy od najmłodszych lat ćwiczył sztuki walki, a w dodatku nie był do tego zmuszany przez rodziców.
- Zaczekaj! - krzyknął, łapiąc cię za nadgarstek i odwracając cię twarzą do siebie.
- Skarbie, ja... - zaczął, a ty popełniłaś najgorszy błąd - spojrzałaś mu w twarz. 
Krople deszczu doszczętnie zmoczyły mu włosy, a po policzkach spływały krople deszczu, dając złudzenie tego, że płakał... Być może naprawdę tak było. Wpatrywał się w ciebie błagalnym wzrokiem tymi swoimi wielkimi oczami, tak pięknie podkrążonymi, że wyglądały jakby należały do pandy. Wtedy twój wzrok padł na jego usta. Usta, którymi przed chwilą całował inną... 
Wyrwałaś nadgarstek z jego uścisku i rzuciłaś się do ucieczki, która z góry była zakończona porażką. Tao był zbyt silny i zbyt szybki. Zamknął od tyłu twoje drobne ciało w swoich silnych ramionach i zaczął uspokajać oddech. Szarpałaś się z nim, ile miałaś sił. Chciałaś być w tym momencie jak najdalej od niego. Kilometry od tej jego przystojnej twarzy, która przewijała się w każdym twoim śnie. Tymczasem on przyciskał cię do siebie tak, aby być jak najbliżej. Przemoczona do ostatniej suchej nitki stałaś. drżąc nie tylko z zimna w jego silnych ramionach, które nie miały najmniejszego zamiaru cię puścić.
- Kochanie, ja... - ponownie zaczął tłumaczyć się z incydentu, o którym nawet nie chciałaś myśleć a co dopiero rozmawiać. W dodatku z nim. 
Wtedy miarka się przebrała. Zawsze spokojna, cicha, a jakże wrażliwa ty zrobiłaś coś, czego nigdy w życiu nie zrobiłaś - uderzyłaś go łokciem w brzuch. Jęknął z bólu, ale niczego nie powiedział. Rozluźnił odrobinę uścisk, ale gdy poczuł, że spinasz mięśnie brzucha, żeby się uwolnić, ponownie zamknął cię w silnym uścisku. - Proszę, pozwól mi wytłumaczyć... - powiedział tonem, jakby zaraz miał się rozpłakać, na co kolejne łzy pociekły po twoich policzkach, skapując na jego ramiona. Powoli odwrócił cię w swoim kierunku i zmusił, żebyś spojrzała mu w oczy. Pochylił się i nie zważając na to, jak usilnie próbowałaś mu się wyrwać, pocałował cię, ale nie tak jak zawsze, tylko dość brutalnie. Po chwili przestałaś się szarpać z silniejszym od siebie chłopakiem i po prostu stałaś w bezruchu, czekając, aż skończy. Tao rozluźnił uścisk i delikatnie cię objął, nadal całując. Wtedy korzystając z okazji odepchnęłaś go, przez co upadł na chodnik i pobiegłaś do swojego domu, który na szczęście był blisko. Zdążyłaś zamknąć bramę i wbiec do domu, nim chłopak cię dogonił.
Pobiegłaś do swojego pokoju i nie zważając na to, że byłaś cała przemoczona, rzuciłaś się na łóżko z płaczem. Po kilku minutach uspokoiłaś się, przypominając sobie, co powiedziała twoja mama, gdy podobna sytuacja przydarzyła się twojej siostrze.
"Nie jest wart twoich łez."
Otwierając szafę w celu wyjęcia jakichś suchych ubrań, wyjrzałaś przez okno. Tao stał przed bramą. Tao! Chłopak, który zwykle przeskakiwał furtkę i wbiegał do twojego pokoju, żeby jak najszybciej cię przytulić. Pierwszy raz w życiu uszanował twoją prywatność i ten drobny szczegół sprawił, że łzy ponownie zaczęły skapywać na posadzkę w twoim pokoju. Zabrałaś ze sobą ręcznik i poszłaś do łazienki, aby wziąć prysznic. Błagałaś, żeby zmył z ciebie całe nieszczęście, co, oczywiście, się nie udało.
Wróciłaś do pokoju jakieś pół godziny potem i mimowolnie wyjrzałaś przez okno, uważając, żeby nie zdradziła cię ruszająca się firanka. Chłopak nie stał już przed bramą. Klęczał w dopiero co powstałej kałuży, mocząc i tak już mokre metalowe pręty ogrodzenia swoimi łzami. Czym prędzej odwróciłaś wzrok od Tao, żeby ponownie się nie rozpłakać i usiadłaś na skraju łóżka, chowając twarz w dłoniach. Po chwili wstałaś i położyłaś się do spania, ale nie mogłaś zapomnieć widoku sprzed godziny.

Rano wstałaś przybita do cna i niewyspana, bo sen zmorzył cię dopiero około czwartej nad ranem. Postanowiłaś pójść bez uprzedzenia do swojej najlepszej przyjaciółki. Potrzebowałaś kogoś, kto byłby w stanie cię pocieszyć, a kto inny poradziłby sobie z tym lepiej?
Ubrałaś się ciepło i zabrałaś parasolkę, ponieważ od wczorajszego dnia deszcz ciągle padał. Wyszłaś z domu i zamknęłaś bramę, przed którą wczoraj klęczał Tao. Za furtką przyspieszyłaś, aby przypadkiem nie spotkać chłopaka, ale los chciał inaczej. Poślizgnęłaś się na mokrym chodniku, a od upadku uratowały cię czyjeś silne ramiona, które zacisnęły się na twojej talii. Podniosłaś wzrok na swojego wybawcę, którym oczywiście musiał być Tao. Wyrwałaś mu się, ale zdążył złapać cię za nadgarstek i odwrócić ku sobie.
- Błagam! - powiedział, przyciągając cię bliżej i usilnie próbując nakierować twój wzrok na swoją twarz, co mu się nie udało. 
Łzy kolejny raz zaczęły spływać po twoich policzkach. Chciał otrzeć je wierzchem dłoni, ale gwałtownie odwróciłaś głowę w bok, na co opuścił ramię. 
- Proszę okrzycz mnie, powiedz, że jestem skończonym idiotą, że już nigdy mi nie zaufasz... Błagam powiedz cokolwiek! - powiedział błagalnie, na co spojrzałaś mu w twarz. - To lepsze niż milczenie i oglądanie, jak płaczesz - dodał z oczami pełnymi łez. 
Nie zareagowałaś. Skoro twoje milczenie tak bardzo go bolało, to dobrze. Przybliżył usta do twoich ust, na co wyrwałaś mu dłoń z uścisku i wróciłaś do domu pewna, że tym razem już za tobą nie pobiegnie. I nie pobiegł. Gdy odwróciłaś się przy furtce stał w tej samej pozie, w której go zostawiłaś.
Weszłaś do domu, wiedząc, co teraz musisz zrobić. Teraz w tym miejscu nie trzymało cię kompletnie nic. No może najlepsza przyjaciółka, ale ona i tak poradzi sobie bez ciebie. Miała Luhana. On jej wystarczy. 
Mieszkałaś sama. Siostra też wyjechała. Rodzice mieszkali w innym mieście. Nic nie mogło cię powstrzymać przed wyjazdem. Spakowałaś potrzebne rzeczy do walizki i wyjęłaś kilka tysięcy ze swojej skrytki. Sprawdziłaś w internecie, kiedy odjeżdża najbliższy pociąg. Szczęście uśmiechnęło się do ciebie. Odjeżdżał za jakieś pół godziny. Zamknęłaś dom na klucz, zostawiając wszystkie wspomnienia za sobą i w pośpiechu poszłaś na przystanek, bojąc się, że znowu spotkasz Tao.

- _____! Zaczekaj! - krzyknął, gdy znikałaś w drzwiach pojazdu. 
Nie zaczekałaś. Drzwi zamknęły się za sobą, oddzielając cię od przeszłości. Gdy pojazd znikał za zakrętem, musiałaś się odwrócić. Tao siedział na ławce, na przystanku, chowając twarz w dłoniach. Szybko odwróciłaś wzrok od chłopaka, kierując go na przód. Ku lepszej przyszłości.

Kilka dni po tym jak zamieszkałaś w nowym miejscu, zaczęło ci się najzwyczajniej w świecie nudzić samej w domu, więc wyruszyłaś na poszukiwanie jakieś pracy. Dość szybko udało ci się znaleźć kawiarnię, na której drzwiach było wywieszone ogłoszenie o poszukiwaniu nowej kelnerki.
Weszłaś do przepełnionej kafejki, gdzie w pocie czoła uwijało się około trzech kelnerek i podeszłaś do lady, za którą stał jakiś chłopak odwrócony do ciebie tyłem.
- Przepraszam! - rzuciłaś, na co ten posłusznie ukazał ci twarz, po której było widać, że nawet nie postara się być miłym i posłał ci pytające spojrzenie.
- No co? - zapytał, gdy tylko stałaś, nie wiedząc od czego zacząć rozmowy i zmarszczył brwi.
- Na ogłoszeniu pisało, że szukacie kelnerki i pomyślałam, że może ja... - zaczęłaś.
- Super! Witam w pracy! Możesz zacząć od zaraz? Mamy dzisiaj prawdziwe urwanie głowy - powiedział chłopak z czymś, co miało chyba być entuzjazmem, ale w jego wykonaniu to była głucha wypowiedź.
- W porządku. Jestem _____. - Podałaś mu dłoń.
- Wu Yi Fan, ale przyjaciele mówią na mnie Kris - powiedział, delikatnie potrząsając twoją ręką. - Dziewczyny pomogą ci jakoś to ogarnąć. Musisz po prostu ubrać fartuszek, przyjmować zamówienia i szczerzyć zęby do kolesi. Czyli normalny dzień każdej dziewczyny - stwierdził, na co prychnęłaś pod nosem. 
Dopiero po chwili zorientowałaś się, że to był żart, a chłopak uważnie obserwował twoją reakcję, śmiejąc się pod nosem.
- To wcale nie było śmieszne. - Parsknęłaś śmiechem na myśl o tym, jak zareagowałaś na to, co powiedział.
- Ranisz - stwierdził z uśmiechem, który wyglądał na szczery i złapał się za serce.
- Komikiem to byś nie mógł być - rzekłaś, starając się zawiązać fartuch z tyłu, co niezbyt ci się udało, bo po chwili się rozwiązał.
- Przestań mnie dobijać i chodź tu, to ci pomogę - powiedział, nadal się uśmiechając i pokazał ci dłonią, żebyś do niego podeszła.
- Nie - stwierdziłaś, nagle poważniejąc.
- Dlaczego? - zapytał zdziwiony i lekko zmarszczył brwi. 
Mimo wszystko podeszłaś do niego i pozwoliłaś mu zawiązać fartuszek. Sprawnie się z tym uwinął, a potem zapytał, czy wszystko jest w porządku, na co ze sztucznym uśmiechem stwierdziłaś, że tak, ale chyba w to wątpił, bo posłał ci przenikliwe spojrzenie. 
- Nie jesteś stąd. - zauważył po chwili, gdy przyniosłaś mu pierwsze zamówienie. - Dlaczego przyjechałaś?
- A czy to ważne? - Zmarszczyłaś brwi i spojrzałaś na niego, unosząc głowę do góry, bo chłopak był chyba nawet wyższy niż Tao. Nie. Nie będziesz myśleć o Tao. Koniec kropka.
- No w sumie to nie, ale... - urwał w połowie zdania, zastanawiając się, co dalej powiedzieć. - Nieważne - dodał po chwili, na co odebrałaś od niego kawę dla stolika czwartego i zaniosłaś ją klientom, czując na sobie przenikliwe spojrzenie chłopaka. Życzyłaś smacznego konsumentom napoju (jak elokwentnie to napisałam xD) i obejrzałaś się przez ramię na Krisa, który szybko odwrócił wzrok w stronę innej kelnerki, która do niego podeszła. "Do niej się nie uśmiechnął." pomyślałaś z jakimś śladem satysfakcji.

Po kilku tygodniach przyzwyczaiłaś się do nowej pracy, która bardzo ci się spodobała i w ogóle twoja praca miałaby same plusy gdyby nie to, że Kris cię podrywał na każdym kroku. W sumie to nie było w tym nic złego, ale i tak trochę uprzykrzało ci życie.

- Tylko, żeby było jeszcze otwarte! - pomyślałaś, gdy około dwudziestej w nocy zorientowałaś się, że zostawiłaś komórkę na ladzie w kawiarni. 
Na szczęście światło w kafejce było włączone co świadczyło o tym, że ktoś jeszcze tu był. Pewnie Kris, który zawsze zostawał trochę dłużej niż inni, żeby wszystko sprawdzić i ewentualnie posprzątać. 
- Cześć! Przepraszam, ale chyba zostawiłam tu telefon i... - powiedziałaś zaraz po otwarciu drzwi kawiarni i przejściu do lady, która była blisko wejścia, ale przerwałaś, bo Kris siedział przy jednym ze stolików, przeglądając twoją komórkę. - Co robisz z moją...
- Kim jest ten chłopak? - zapytał, pierwszy raz odkąd się poznaliście, zwracając się do ciebie z czystą złością w głosie. Zazwyczaj mówił tak do wszystkich. Tylko nie do ciebie.
- Co? - zapytałaś, nie rozumiejąc, o co chodzi Krisowi i dlaczego zwrócił się do ciebie ze złością.
- Kim on jest? - warknął. - I dlaczego masz na telefonie jego zdjęcia? - Podniósł się z krzesła i podszedł do ciebie, pokazując ci zdjęcie Tao.
- Dlaczego od razu się wściekasz? - zapytałaś, będąc bardzo ciekawą odpowiedzi, a Kris przewinął jedno zdjęcie w przód. Na zdjęcie, na którym całowałaś Tao w usta. Spuściłaś wzrok, przypominając sobie, jak chłopak całował się z inną w sali treningowej.
- Dlatego! - odpowiedział, podsuwając ci zdjęcie pod nos.
- I co z tego?! - wybuchnęłaś, już dłużej nie mogąc powstrzymać irytacji. Nie dość, że przeglądał twoje zdjęcia, to jeszcze urządzał ci sceny zazdrości, że znalazł kilka, które mu nie odpowiadało.
- Dlaczego tu przyjechałaś? - zapytał, patrząc na ciebie z taką wściekłością w oczach, że aż cofnęłaś się o krok. - Gdzie on teraz jest?! - krzyknął, podnosząc głos.
- Nie twój interes! Oddawaj mi komórkę! - warknęłaś zdenerwowana dociekliwością chłopaka.
- Nie dopóki mi tego nie powiesz - rzucił przez zęby.
- Dobra, kupię sobie nowy telefon - prychnęłaś i odwracając się na pięcie, podeszłaś do drzwi kawiarni. 
Kris złapał cię za nadgarstek i obrócił w swoją stronę, a następnie spróbował cię pocałować, ale odepchnęłaś go od siebie. - Co ty wyprawiasz!?
- Przepraszam - szepnął, patrząc na ciebie oczami niesłusznie zbitego psa, a następnie podał ci komórkę. - Gdybyś kiedyś chciała o tym porozmawiać to... Zresztą nieważne... Pewnie i tak nie będziesz chciała - stwierdził i z westchnieniem opadł na krzesło przy jednym ze stolików.
- Sądzisz, że tak dobrze mnie znasz? - zapytałaś, odsuwając sobie krzesło naprzeciwko chłopaka.
Ponad godzinę poświęciłaś na odpowiadanie, na zadawane przez Krisa pytania, po czym odprowadził cię do domu, bo było już późno.

- Ej! Co ty robisz!? - krzyknęłaś, gdy Wu Yi Fan pociągnął cię w stronę zaplecza i szybko zamknął za wami drzwi. - Jeśli to kolejna próba pocałowania mnie, to wiedz, że...
- Cicho bądź i poczekaj tu na chwilkę. Zaraz wrócę - powiedział, przykładając palec do ust, żebyś mówiła szeptem i czym prędzej wybiegł z zaplecza.
- Pff. Dobre sobie - prychnęłaś, wychodząc z magazynu i stanęłaś jak wryta. Przed ladą zaciekle dyskutując z Krisem stał... - Tao? - zapytałaś mimowolnie i zawróciłaś, przechodząc przez drzwi do zaplecza, ale chłopak zauważył cię nad ramieniem Wu Yi Fana. 
Kris nie chciał go przepuścić i stali tak, piorunując się wzrokiem, a ty tymczasem usiadłaś na jakiejś skrzynce, zastanawiając się, czemu nie posłuchałaś szefa. Wspomnienia wróciły do ciebie w ciągu jednej chwili i przemykały ci przez głowę z prędkością światła.
- To wejście dla personelu! - warknął Kris, jak zwykle wredny dla wszystkich poza tobą, tak głośno, że usłyszałaś go przez drzwi, a co dopiero musieli go usłyszeć klienci, którzy na pewno nie życzyli sobie kłótni w miejscu, gdzie chcieli porozmawiać lub w spokoju wypić kawę.
- Chodź - powiedziałaś, wychodząc z zaplecza i kiwając głową w stronę swojego byłego chłopaka. Nie chciałaś, żeby przez ciebie kawiarnia straciła klientów.
- ____, ale on...- zaczął Kris i złapał cię za dłoń.
- W porządku. Możesz mnie na chwilę zastąpić? - zapytałaś chłopaka, delikatnie wyrywając mu dłoń z uścisku, na co on lekko skinął głową i pomógł ci zdjąć fartuch. 
Tao stał przy otwartych drzwiach kawiarni, patrząc na was z zazdrością widocznie wypisaną w oczach. Ignorując chłopaka, przeszłaś obok niego, jakby był powietrzem i skierowałaś się w stronę najbliższego parku, a Tao poszedł za tobą.

Siedzieliście w ciszy jak najdalej od siebie na ławce od dobrych pięciu minut, bo żadne z was nie wiedziało jak zacząć rozmowę, do której i tak musiało prędzej czy później dojść.
- _____? - zapytał Tao, a ty spuściłaś wzrok na swoje dłonie i nie odpowiedziałaś. - Przepraszam, ja... - zaczął chłopak najprawdopodobniej pewny, że się do niego nie odezwiesz.
- Nieważne. Nie zmienimy tego, co było... Tylko... - przerwałaś mu, ale nie wiedziałaś, co masz dalej powiedzieć, więc przerwałaś i zaczęłaś obserwować liście, które poruszały się na drzewie kilka metrów przed ławką, na której siedzieliście, jakby było to najbardziej interesującą rzeczą w świecie.
- Tylko co? - zapytał, starając zwrócić na siebie twoją uwagę, żebyś w końcu spojrzała mu w twarz.
- Tylko ja... - powiedziałaś, czując łzy, które zaczęły wzbierać w twoich oczach. 
Tao delikatnie chwycił cię za podbródek i nakierował twój wzrok na swoją twarz.
- Proszę, nie płacz - poprosił z takim żalem w głosie, że aż ciebie to zdziwiło. - Możesz dokończyć?
- Tylko ja nie mogę tego zapomnieć - wyszeptałaś, a pojedyncza łza spłynęła na twoim policzku. Tao otarł ją wierzchem dłoni.
- Przepraszam. Gdybym mógł cofnąć czas, to nigdy by się nie zdarzyło. Nawet nie wiesz, jak strasznie tego żałuję. Ja...
- Wiesz co jest najgorsze? - ponownie mu przerwałaś pewna, że nie zniesiesz jego wytłumaczenia.
- Co? - zapytał z lekkim drżeniem w głosie, bojąc się odpowiedzi.
- To, że gdybym tego nie widziała ty... Nigdy byś mi tego nie powiedział. Prawda? - spytałaś, czując kolejne łzy spływające po twoich policzkach.
- Nie, ja... To prawda - odpowiedział szczerze, ale mimo to, że już prawie dwa miesiące nie byliście razem i tak poczułaś ukłucie w sercu.
- Już lepiej pójdę - powiedziałaś szeptem, podnosząc się z ławki. 
Chłopak nie zatrzymał cię, ani nie odezwał się choćby jednym słowem. Będąc przy wyjściu z parku, odwróciłaś głowę w jego stronę. Tao siedział na ławce, chowając twarz w dłoniach tak samo, jak wtedy gdy wyjeżdżałaś. Łzy zaczęły niekontrolowanie wypływać z twoich oczu. Po tym wszystkim nie byłaś w stanie wrócić do pracy, jednak zrobiłaś to.

- Co on ci zrobił? - zapytał Kris, doskakując do ciebie, gdy tylko przekroczyłaś próg kawiarni i zaglądając w twoją zapłakaną twarz.
- Nic. On... - przerwałaś, gdyż załamał ci się głos i wtuliłaś twarz w miękki podkoszulek chłopaka.
- Gdyby nic ci nie zrobił, to byś nie płakała - stwierdził, mocno cię obejmując i poprowadził cię w stronę zaplecza.
- Ale on naprawdę nic mi nie zrobił. Ja tylko... - próbowałaś mu się jakoś wytłumaczyć na zapleczu, ale jedynie wybuchnęłaś, płaczem mocząc mu podkoszulek.
- Spokojnie - powiedział uspokajającym tonem i pogładził cię po włosach. - Wszystko będzie dobrze. Chciałabyś wziąć dzisiaj wolne?
- Nie. Jest w porządku. Mogę pracować - zapewniłaś go, ale spojrzał na ciebie z politowaniem, więc przystałaś na jego propozycję. - Jutro zostanę dłużej.
- Nie - stanowczo zaprzeczył Kris. - Nie zostaniesz po godzinach.
- Ale... - zaczęłaś protestować, odsuwając się od chłopaka.
- Cicho - urwał stanowczo waszą "kłótnię". - Odprowadzić cię do domu?  - zapytał, patrząc na ciebie z niepokojem.
- Ale kawiarnia...
- Spokojnie. Zadzwonię do siostry,  żeby tu przyszła. Zaczekaj chwilkę - poprosił, wybierając na komórce numer telefonu do swojej siostry. 
Ich rozmowa trwała tak długo,  że w końcu znudziło ci się czekanie i samotnie poszłaś ścieżką do swojego domu. Po chwili usłyszałaś za sobą szybkie kroki i zwolniłaś odrobinę, wiedząc, że to Wu Yi Fan. Chłopak przytulił cię od tyłu, obejmując swoimi silnymi ramionami.
- Kris, puszczaj mnie! - zaśmiałaś się cicho, odwracając głowę w stronę chłopaka.
Tylko, że to nie był Wu Yi Fan.
- Kim jest Kris? - zapytał zaskoczony Tao, któremu szybko się wyrwałaś. - Za czekaj.
- Czego chcesz? - warknęłaś, pierwszy raz od kilku miesięcy nie czując złości na chłopaka. 
W końcu przejechał za tobą tyle kilometrów i odszukał cię, co pewnie musiało trochę zająć, tylko po to, żeby cię przeprosić.
- Nadal jesteś na mnie zła? - zapytał i lekko wydął wargi, robiąc niezadowoloną minę, jednocześnie przyglądając ci się z widocznym niepokojem.
- Nie do końca - stwierdziłaś cicho. Co prawda nie wybaczyłaś mu w stu procentach,  ale w trzech czwartych tak.
- Naprawdę? - zapytał z niedowierzaniem w głosie.  - Czyli, że znowu jesteśmy parą?
- Co!? Nie! Sądzisz,  że będę w stanie ci zaufać po tym co zrobiłeś!? - zapytałaś z niedowierzaniem, odsuwając się od chłopaka o krok.
- W porządku - stwierdził, smutniejąc w jednej chwili.  - Ale zostaniemy przyjaciółmi?
- Jasne - odpowiedziałaś, na co chłopak przytulił cię z entuzjazmem.  - Co ty robisz?
- Przyjaciele się przytulają.
- No wiem, ale...
- Ej, zostaw ją! - krzyknął Kris, który zdyszany właśnie wybiegł zza zakrętu i zobaczył cię w ramionach chłopaka.
- Bo co!? - warknął Tao, oczywiście, nie wypuszczając cię z objęć.
- Bo... - zaczął Wu Yi Fan, podbiegając do was i piorunując Tao wzrokiem.
- Kris, wszystko w porządku - rzekłaś, zdejmując z siebie ramiona Tao, na co twój szef spojrzał na ciebie z otępieniem.
- A więc to jest ten Kris - rzucił Zitao, mierząc chłopaka krytycznym spojrzeniem.
- Odprowadzę cię do domu - ponownie zaproponował Wu Yi Fan, chwytając cię za dłoń.
- Nie! Ja cię zaprowadzę! - wyrwał się Tao.
- Nie zgubię się - stwierdziłaś i poszłaś sama w kierunku swojego mieszkania, zostawiając za sobą piorunujących się wzrokiem młodzieńców.

Kolejne dni mijały w miarę spokojnie.  Po tym jak wybaczyłaś Tao, było ci jakoś lżej na sercu,  ale Kris otwarcie nie popierał twojej decyzji, co w sumie było dość zrozumiałe, skoro czuł się zazdrosny. I nic nie zapowiadało tego, co wydarzy się w piątek.

Tego dnia miałaś przeszkolić dziewczynę,  która starała się o stanowisko przy ekspresie, bo tłum w kawiarni rósł tak szybko, że Kris nie nadążał z wykonywaniem zamówień.
- Gotowe - powiedziała kandydatka, podając ci kubek gorącej kawy z pianką. - To moja specjalność - stwierdziła, posyłając uśmiech komuś nad twoim ramieniem.
- Pyszne - westchnęłaś po upiciu łyku napoju.
- Mogę spróbować? - zapytał Wu Yi Fan, który właśnie do was podszedł.
- Jasne - powiedziałaś i wyciągnęłaś do niego dłoń z parującym kubkiem, podnosząc drugą, aby otrzeć sobie usta.
- Wspaniale - rozpromienił się chłopak, a następnie chwycił twoją dłoń z kubkiem i przesunął ją w bok. Po czym momentalnie przysunął się do ciebie i pocałował cię, opierając twoje plecy o ścianę.
- Naprawdę pyszne - stwierdził już po odsunięciu się od siebie. 
Rozejrzałaś się po kawiarni, zauważając, że klienci (a w szczególności klientki) wpatrują się w was w tępym osłupieniu. Wtedy twój wzrok padł na zamykające się drzwi. Przypomniała ci się sytuacja sprzed miesięcy. Wybiegłaś z kafejki, rozglądając się za...
- Tao! - krzyknęłaś, gdy zauważyłaś chłopaka na ławce w parku i podbiegłaś do niego, przysiadając obok. - Wszystko w porządku?  - zapytałaś, lekko dotykając jego dłoni, która bezsilnie spoczywała na jego kolanie.
- Mogłaś uprzedzić, że już sobie znalazłaś nowego chłopaka - stwierdził z goryczą i podniósł na ciebie swoje załzawione oczy. - A ja głupi wierzyłem, że znowu będziemy razem.
- Tao...
- Już wiem jak się czułaś. Przepraszam jeszcze raz i już się zabieram. Zostań tu z tym wampirzym chłoptasiem, ożeńcie się i miejcie w cho... - przerwał, bo zamknęłaś mu usta pocałunkiem, na który ochoczo odpowiedział i wplótł palce w twoje włosy, przyciągając cię do siebie jak najbliżej.
Serce biło ci dwa razy szybciej niż powinno, a mimo to nie oderwałaś się od chłopaka, przelewając w pocałunek całą swoją tęsknotę i ból ostatnich tygodni, ale przede wszystkim miłość do Tao, który siedział tuż obok, wpijając się w twoje usta.
- Kocham cię - szepnęłaś z ustami tuż przy jego, gdy po długiej chwili oderwałaś się od chłopaka.
- Ja ciebie też - westchnął, ponownie łącząc wasze usta w pocałunku dłuższym niż poprzednio.
                                                              

Dobra. Mogę z czystym sercem stwierdzić, że pisałam to nawet dłużej niż "Tylko przyjaciele?", bo po skończeniu tego one shota wpadłam na dużo lepszy pomysł i sądzę, że teraz scenariusz jest ciekawszy. Początkowo było to opowiadanko, w którym Kris miał dostać swoje "długo i szczęśliwie", ale w końcu "wygrał" Tao ^^ Ale nie przejmujcie się,  bo na Wu Yi Fana mam chyba nawet jeszcze lepszy pomysł.

Opublikowałabym to już przedwczoraj, ale:
a) Przedwczoraj dorwałam się do zaje książki "Czerwień Rubinu", od której nie mogłam się oderwać i w jakieś 3 godziny przeczytałam ją dwa razy. Polecam wszystkim! Jutro muszę sprawdzić, czy w bibliotece jest już "Błękit Szafiru", bo pani obiecała mi, że zamówi.
b) Wczoraj nie mogłam dorwać się do komputera, żeby to opowiadanie sprawdzić, bo na komórce nie wyświetlają mi się ewentualne błędy, a poza tym nie umiem dodawać obrazków na telefonie i zapisywać tu gifów. Huehuehue xD

Mam nadzieję,  że się spodobało.
Czekam na opinie i komentarze ★
Teayeon, która bierze się za Wasze zamówienia i przestaje pisać od czapy (co wcale nie znaczy, że jeszcze do tego nie wrócę, bo jestem w stu procentach pewna, że wrócę.)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Just friends?

Hejka :)
Kolejny one shot ^^
Tym razem z Chenem na zamówienie Jessicy czy jak to się odmienia xD
Miłego czytania <3   


"Tylko przyjaciele?"

- Jessie, zejdziesz tu na chwilę? - Usłyszałaś krzyk z dolnego piętra swojego domu.
- Już idę! - odkrzyknęłaś i szybko napisałaś wiadomość do kuzyna, z którym wcześniej pisałaś, w której napisałaś, że spotkacie się za jakieś pół godziny w parku obok twojego domu.
Dzisiaj musiałaś przeprowadzić się do swojego starszego kuzyna, bo choć za kilka miesięcy miałaś mieć już osiemnaście lat, twoi rodzice stwierdzili, że "sama sobie nie poradzisz". Przecież nawet nie wyjeżdżali na długo. Jedynie na dwa miesiące, bo mieli jakiś ważny wyjazd razem z pozostałymi pracownikami firmy.
- Skarbie, tata już zawiózł twoją walizkę do domu twojego kuzyna, ale gdybyś o czymś zapomniała, to będzie lepiej, jeśli weźmiesz ze sobą klucz od naszego domu. Zachowuj się dobrze. Ok? - powiedziała twoja mama ze łzami w oczach. Nie cierpiała pożegnań nawet takich na krótko.
- Dobrze.
- Masz wracać do domu przed dziewiątą w nocy. Zrozumiano? - powiedział twój tata i razem z mamą cię przytulił.
- Oj, tato! - jęknęłaś niezadowolona i odsunęłaś się od rodziców. Ojciec zawsze traktował cię jak dziecko.
- Zrozumiano?  - powtórzył groźnym tonem i pogroził ci palcem.
- Oczywiście - powiedziałaś,  a w myślach dodałaś "że nie". Rodzice pożegnali cię, nie szczędząc ci uścisków i pocałunków, jakbyście mieli zobaczyć się dopiero za rok. Potem pod wasz dom podjechał autobus i odjechali w podróż zawodową. Machałaś im sprzed domu, aż pojazd zniknął za horyzontem. Jeszcze raz sprawdziłaś, czy drzwi są zamknięte i poszłaś do parku, gdzie na moście czekał już Chanyeol. Podbiegłaś do niego i przytuliłaś go z całej siły, a on ochoczo odpowiedział ci tym samym.
Mimo, że mieszkaliście zaledwie kilka przecznic od siebie, widywaliście się bardzo rzadko, od kiedy Chanyeol zadebiutował z zespołem EXO. Teraz mieszkał jeszcze bliżej ciebie, ale był tak zajęty, że waszym jedynym kontaktem były SMSy i rzadkie rozmowy telefoniczne,  które często się urywały z jego strony. Jeszcze nigdy go nie odwiedziłaś, bo teraz żył pod jednym dachem z jedenastką innych, dorosłych chłopaków, z którymi przez dwa miesiące też będziesz mieszkać. Ostatnio widziałaś go pół roku temu, gdy pożegnał się z tobą przed kolejną trasą koncertową.
- Tęskniłem - powiedział Chanyeol, nadal nie rozluźniając uścisku.
- Ja też. Ej, przypakowałeś? Dusisz mnie - wyjąkałaś, próbując mu się wyrwać.
- Nie wiem. Wydaje mi się, że to ty schudłaś. Tak bardzo tęskniłaś, że nie mogłaś nic przełknąć? - roześmiał się i odsunął się.
- Mhym. Dalej to sobie wmawiaj - powiedziałaś groźnym tonem i uderzyłaś go w ramię. Przez chwilę piorunowaliście się wzrokiem, po czym oboje parsknęliście śmiechem. Z Chanyeolem zawsze było zabawnie. Fani nadali mu idealnie pasujące pseudonimy, a mianowicie "Wirus Szczęścia" oraz "Król Reakcji".
- Dobra, idziemy już? Robi się ciemno, a zakładam, że zapoznanie cię z pozostałymi członkami EXO trochę zajmie - powiedział i objął cię ramieniem, prowadząc w odpowiednią stronę. Przy tak wysokim kuzynie musiałaś wyglądać wyjątkowo nisko.
- Chan? - zapytałaś, patrząc na niego z dołu.
- Tak?
- Boję się, że mnie nie polubią - wyznałaś mu to, co męczyło cię już od wielu dni. Chanyeol parsknął śmiechem, na co odsunęłaś się od niego. - I co w tym śmiesznego?
- To, że przez ostatnie dwa tygodnie w dormie jest tylko temat twojego przyjazdu. Wszyscy o tym nawijają. Gdy tylko wejdę gdzieś,  gdzie przebywa obecnie któryś z chłopaków, słyszę tylko "Opowiesz nam o Jessie?" lub "Kiedy przyjeżdża twoja kuzynka? Muszę wiedzieć, kiedy mam się odstawić. " To mega denerwujące - powiedział Chanyeol i przyciągnął cię do siebie tak, żeby znowu obejmować cię ramieniem.
- Ehem. No na... - zaczęłaś,  ale przerwano ci.
- Oh~ Piękna z was para - stwierdziła z westchnieniem jakaś starsza pani, na co znów parsknęliście śmiechem, a ona odwróciła się zaskoczona waszą reakcją.

- Gotowa? - zapytał Chanyeol tuż przed drzwiami domu i spojrzał na ciebie kątem oka.
- Nie - odpowiedziałaś zgodnie z prawdą. Bałaś się, że nie dogadasz się z chłopakami.
- Trudno. - Chanyeol otworzył drzwi i dosłownie wepchnął cię do środka. - Chłopaki, przybył nasz gość specjalny - powiedział Chan, udając spikera telewizyjnego i w ciągu kilku sekund zabrzmiały głośne kroki.
- To była najgorsza imitacja głosu prezentera, jaką kiedykolwiek słyszałem - powiedział chłopak, który właśnie przekroczył próg korytarza i również udając spikera, dodał: - A oto... Baekhyun!
- To było jeszcze bardziej żałośne - stwierdził ktoś chyba nawet wyższy od Chanyeola, na co wszyscy parsknęliście śmiechem łącznie z Baekhyunem. - Cześć, jestem Kris, lider EXO - M - zwrócił się do ciebie i przesunął się, aby zrobić miejsce pozostałym chłopakom. Każdy przedstawiał się tak, jak zwykli robić to w programach rozrywkowych. Oczywiście pod koniec wybuchła kłótnia o to, co zawsze. A mianowicie kto jest w EXO głównym wokalem, bo przedstawili się tak D.O, Chen i Baekhyun. Co najgorsze wplątali ciebie w tę kłótnię.
- Ja jestem głównym wokalem - zarzekał się Baek.
- A kto śpiewa najwięcej partii? Ja. - D.O próbował udowodnić swoją rację, ale Chen mu na to nie pozwolił, dopowiadając, że to właśnie on śpiewa trzy czwarte partii wokalnych. Z tym natomiast nie mógł zgodzić się Baekhyun, który zwrócił się do ciebie.
- Jessie, jesteś naszą fanką? - Nie odpowiedziałaś, bo to było na sto procent pytanie retoryczne. - Więc, powiedz im, że to ja jestem głównym wokalem.
- Nie, bo ja. - D.O przepchnął się do przodu i spojrzał na ciebie błagalnym wzrokiem, ale nim zdążyło zrobić ci się go szkoda, został odepchnięty przez Chena, który bez powodu zaczął śpiewać swoją kwestię w " Wolfie ", na co Baek i D.O dołączyli do niego i zrobił się ogólny hałas. Suho powiedział coś do ucha Krisowi, który zaraz potem przekrzyczał wokalistów i uciszył ich.
- Nie macie się o co kłócić - powiedział i dodał po chwili: - Bo to ja jestem głównym wokalem. - Gdy lider EXO - M dołączył do kłótni, zrobiło się jeszcze głośniej. Suho aż złapał się za głowę i spojrzał na ciebie przepraszającym wzrokiem.
- Tylko teraz nie myśl sobie, że jesteśmy tacy zawsze - powiedział ci do ucha Kai i objął cię ramieniem. - To tylko i wyłącznie twoja wina - stwierdził i uśmiechął się zabójczo.
- Dlaczego? - zapytałaś bardzo ciekawa odpowiedzi.
- Bo jesteś piękna,  więc oni chcą się popisać - powiedział Tao, starając się przekrzyczeć wokalistów, a następnie zrzucił rękę Kaia z twojego barku i sam cię objął.
- Ehehe! Hola! - krzyknął Chanyeol swoim donośnym głosem, aż "główni wokaliści " przestali się na chwilę kłócić i obejrzeli się na was, ale widząc, że to nie było do nich, znów zaczęli się sprzeczać.
- Co? - zapytał Kai.
- Moja kuzynka jest nietykalna! - krzyknął nadopiekuńczy Chan.
- Przecież nie zrobiłem nic złego - zauważył Kai, po czym powiedział. - Nie masz, o co się denerwować - stwierdził,  a potem pocałował cię w policzek. - No, teraz masz - dodał.
- Ej, to nie fair! - krzyknął Tao i razem z Chanyeolem doprowadzonym do szału, dosłownie rzucili się na Kaia. Zrobiło się jeszcze głośniej. Stałaś na środku korytarza i zastanawiałaś się, co masz teraz zrobić i jak przetrwasz dwa miesiące z tymi dzikusami pod jednym dachem. Wtedy poczułaś czyjeś smukłe palce na swoim nadgarstku. Luhan ( bo to on trzymał twoją dłoń ) uroczo się uśmiechnął. Suho pokazał ci, żebyś za nimi poszła, a Lay powiedział :
- Chodź z nami.
Luhan pociągnął cię za dłoń i zaczął lawirować między kłócącymi się członkami zespołu, a ty podążałaś za nim, kurczowo się go trzymając.
Lu wciągnął cię do salonu, gdzie na kanapie przed włączonym telewizorem siedział maknae zespołu.
- Sehun, dlaczego nie przywitałeś się z Jessie? - zapytał od progu pomieszczenia zgorszony Suho.
- Cześć! - zwrócił się do ciebie młodszy, który odwrócił się, słysząc słowa lidera i pomachał ci dłonią.
- Jakie ciekawe powitanie - westchnął zirytowany Luhan.
- To co niby mam powiedzieć? - zdenerwował się Sehun.
- Przedstaw się - podsunął mu spokojny jak zawsze Lay.
- Cześć. Jestem Sehun. Nie, no, nie rozumiem tego. Ona na pewno zna nasze pseudonimy, bo przecież jej kuzyn jest w tym zespole. Więc niby po co mam się przedstawiać? Przywitałem się. Spoko. I tyle wystarczy, a teraz odejdźcie, bo chcę w spokoju pooglądać sobie film.
- Boże, daj mi cierpliwości, żebym wytrwał przy tych dzikusach! - westchnął Suho, wznosząc dłonie ku sufitowi pokoju, a maknae znów wygodnie ułożył się na kanapie. Wtedy rozległ się jakiś huk.
- Suho, pomóż! - krzyknął Xiumin, który od początku kłótni próbował uspokoić chłopaków, na co lider w pośpiechu wybiegł z salonu. Usiadłaś na kanapie obok Sehuna, gotowa przeczekać tę kłótnię.
- A tak właściwie to co tu robiłeś? - zapytał Lu, przysiadając na brzegu kanapy obok najmłodszego członka zespołu.
- Oglądałem film. Od dawna chciałem go obejrzeć, a jako, że jestem tu najmłodszy nie mam prawa do wybierania tego, co oglądamy - poskarżył się żałośnie Sehun, nie odrywając wzroku od telewizora.
- No właśnie. Miałem ci to powiedzieć już przed chwilą. Oddawaj tego pilota! - krzyknął Luhan i przełączył na jakieś telewizyjne show, a Hunnie posłał mu mordercze spojrzenie.
- SPOKÓJ! - Usłyszałaś donośny krzyk Suho. Nie przypuszczałaś, że chłopak kiedykolwiek krzyczy. Zawsze był taki spokojny i wszystkim pomagał. Ale najwidoczniej jego też można było wyprowadzić z równowagi. Rozległy się jakieś narzekania i przez próg salonu przeszedł Chen. Rozejrzał się po pomieszczeniu, po czym usiadł obok ciebie na kanapie. Potem wszyscy weszli do salonu i zaczęli zajmować miejsca. Między ciebie, a Sehuna wbił się Kai i posłał ci uśmiech. Tao chciał usiąść po twojej drugiej stronie, ale między tobą, a Chenem usiadł Chanyeol i chwilkę potem Baekhyun, na co młodszy wyraźnie posmutniał i przysiadł na rogu kanapy obok swoim hyungów z miną niesłusznie zbitego psiaka. Kai objął cię ramieniem i rozsiadł się chyba trochę zbyt wygodnie, bo przy okazji rozsypał Sehunowi popcorn. Maknae odskoczył w bok, żeby nie dostać w twarz łokciem głównego tancerza w twarz i zepchnął Luhana na podłogę salonu. Zaczęła się kolejna kłótnia i tym razem z pokoju wyciągnął cię twój kuzyn, przepraszając cię za napiętą atmosferę w dormie. Zaprowadził cię do twojej "dwumiesięcznej komnaty", jak to elokwentnie ujął, gdzie na łóżku już czekały twoje walizki gotowe do rozpakowania. Więc gdy tylko Chan opuścił pomieszczenie, żeby pogodzić najmłodszych członków EXO (i Luhana) nie pozostało ci nic innego, jak przełożenie zawartości walizek do szafek. Praca dłużyła ci się w nieskończoność, bo słyszałaś jakieś hałasy i bałaś się, że chłopcy coś sobie mogą zrobić, a nie mogłaś tak po prostu wejść do salonu, bo to by było naruszanie czyjejś prywatności. No, dobra, nie oszukujmy się. Kto normalny chciałby wplątywać się w czyjąś kłótnię?
Gdy w końcu skończyłaś rozpakowywanie się, rzuciłaś się na czyjeś łóżko i nie miałaś zamiaru wstawać stamtąd, ale ktoś musiał zapukać do drzwi.
- Tak? - zapytałaś dość głośno, żeby osoba po drugiej stronie drzwi cię usłyszała i szybko podniosłaś się z łóżka i udałaś, że poprawiasz kilka książek na półce, które przywiozłaś ze sobą, aby się nie nudzić.
- Mogę wejść?
- Mhm - mruknęłaś i przestawiłaś książki alfabetycznie. Drzwi otworzyły się i w progu stanął Chen.
- Jak skończysz się rozpakowywać, to przyjdź do salonu. Okey? - zapytał chłopak, obrzucając cię podejrzliwym spojrzeniem, na co zaprzestałaś marnej gry aktorskiej.
- Tak serio, to już skończyłam, ale jakby wszedł Chanyeol, to znowu byłoby "Jak zwykle się lenisz, a ja tu ciężko pracuję.", więc wiesz... - wyznałaś, znów rzucając się na pościel, na co Chen roześmiał się.
- Serio? Chan - powiedział, dając nacisk na to słowo. - twierdzi, że ciężko pracuje? No, może nad piosenkami tak, ale jak przychodzi do sprzątania, to zawsze jest "Chłopaki, musimy to posprzątać!" i już go nie ma. - Chen tak się śmiał, że aż musiał usiąść na krześle.
- Ummm? Serio? - zapytałaś z diabelskim uśmiechem na twarzy. - No, to dziękuję ci za kolejny szantaż na niego.
- Urocza jesteś. - Chen z wyraźnym trudem uspokoił się trochę i zbliżył się do drzwi. -  To jak już skończyłaś, to chodź.
- Mhym - jęknęłaś i przeszłaś przez próg, wcześniej wygładzając pościel. Przekroczyłaś próg salonu i stanęłaś jak wryta, zaskoczona tym, że po pierwsze nikt się nie kłócił, a po drugie nikogo tam nie było.
- Chen...? - rzuciłaś w przestrzeń. Przecież przed chwilą widziałaś jak chłopak, znikał w tych samych drzwiach, w których teraz stałaś.
- Czemu tam tak stoisz? Chodź do nas. - Dobiegł skądś głos Baeka, a ty zorientowałaś się, że po lewej stronie są drugie drzwi. Do kuchni czy jadalni, czy coś w ten deseń. Weszłaś do pomieszczenia, a tam przy nakrytym już stole siedzieli wszyscy chłopcy. Zajęłaś wolne miejsce między Chanyeolem a Baekiem, na co Kai (przy którym również było wolne miejsce) westchnął oburzony i chciał przesiąść się z Xiuminem, żeby siedzieć bliżej ciebie, ale Chan posłał mu mordercze spojrzenie, więc wyraźnie unieszczęśliwiony chłopak pozostał na swoim krześle i wbił w pusty talerz przed sobą smutne spojrzenie.
- Tak wcześnie jecie kolację? - zapytałaś zaskoczona siedzącego obok ciebie kuzyna.
- Nie - zaprzeczył Chanyeol, głupio szczerząc zęby.
- Ale dzisiaj balujemy do rana, więc trzeba się najeść - dodał Baekhyun i również zaczął suszyć zęby.
- Balujecie do rana? - zapytałaś jeszcze bardziej zaskoczona. Nie powinni przygotowywać się właśnie do jakiegoś koncertu albo coś?
- No, bo mamy tygodniowe wolne - wyjaśnił ci Kris, który wcześniej poganiał Chena, żeby szybciej nakładał kolację na talerze.
- A to "balujemy do rana", oznacza "oglądamy horrory, dopóki Tao i Suho nie zaczną płakać" - wyjaśnił Xiumin i wyszczerzył zęby do "pandy", która właśnie obrzuciła go nienawistnym spojrzeniem.
- Ja nie... - zaczął tłumaczyć się Zitao, ale przerwał, bo mimo wszystko wszyscy wiedzieli, że się rozpłacze. On sam też.
- Panie mają pierwszeństwo - stwierdził Chen, gdy Baekhyun zaczął wstawać, żeby jako pierwszy dostać swoją porcję, na co chłopak westchnął przeciągle i ponownie zajął miejsce przy stole, mrucząc coś, że jego życie straciło sens. Chen nałożył ci na talerz coś niezidentyfikowanego, ale za to ładnie pachnącego i zaczął rozdawać chłopakom ich porcje, kończąc na Baeku, który tak żałośnie wpatrywał się w twój talerz, że byłaś skłonna oddać mu swoje jedzenie. Suho spojrzał po wszystkich i powiedział "Smacznego", na co wszyscy (łącznie z tobą) wymamrotali "Dziękuję. Nawzajem." i zabrali się za jedzenie. W sumie to musiałaś przyznać, że owe coś, co ci podano było w miarę dobre. Można by było nawet uznać to za pyszne. Oczywiście skończyłaś ostatnia, a wszyscy przeszli do salonu i wyciągnęli z szafki pod telewizorem dobre z dwadzieścia płyt, i zaczęli przebierać w nich, wybierając te najstraszniejsze. No, normalnie super. W kuchni został tylko Chen, który musiał pozmywać po tych dzikusach, Lay, który zadeklarował mu pomoc i Kai, który czekał za twoim krzesłem. Tao też chciał zostać, ale Xiumin wysłał go po napoje, a jako, że młodszy nie mógł odmówić starszemu, teraz "panda" biegała w te i nazad, bo każdy z chłopaków chciał coś innego do picia. Gdy tylko odłożyłaś widelec na talerz, Lay zabrał ci naczynie sprzed twarzy i posłał ci uśmiech.
- Dziękuję. Było przepyszne - stwierdziłaś, odsuwając krzesło i przy okazji raniąc Kaia w nogę. Chen odwrócił się, wymamrotał coś, czego nie usłyszałaś przez "rannego" osobnika próbującego stłumić krzyk i również posłał ci uśmiech. - Uuumm... Kai.... Przepraszam - wyjąkałaś, widząc chłopaka trzymającego się za łydkę.
- Nic nie szkodzi... Ale na przyszłość patrz, czy ktoś za tobą nie stoi - rzekł i posłał ci uśmiech, a wtedy zauważyłaś, że oczy zaszły mu łzami.
- Na przyszłość nie stawaj za mną - zripostowałaś i uroczo się uśmiechnęłaś.
- Ugh - warknął Kai i podniósł cię jak pannę młodą (?).
- Emm... Co ty robisz? - zapytałaś, próbując uwolnić się i stanąć na posadzce o własnych siłach.
- Teraz będziesz cierpieć - powiedział i zaśmiał się jak ci złoczyńcy z filmów (Chodzi o to "Muahahahaha".)
- Puszczaj mnie, głupku! - krzyknęłaś, na co, oczywiście, nie zareagował i zaniósł cię do salonu.
- Kai! - krzyknął ostrzegawczo Suho, ale Chanyeol właśnie się odwrócił i zobaczył cię w ramionach tancerza.
- Co ty do cholery wyprawiasz!? - wrzasnął Chan i ruszył w stronę młodszego od siebie chłopaka, na co Xiumin i Sehun chwycili go za ramiona, nie pozwalając mu rzucić się na Kaia.
- No co? - zapytał chłopak, który pozwolił ci stanąć na podłodze, ale nie wypuszczał cię z objęć.
- Zabierz, te brudne łapy od mojej kuzynki, bo ci przypierdolę, tak, że cię własna matka nie pozna - wykrzyczał Chanyeol i zaczął szarpać się z Xiuminem, który był na szczęście od niego silniejszy. Wtedy do salonu wpadli Chen, Lay i Tao, którzy byli akurat w kuchni i stanęli jak wryci w progu.
- Bo co? - zapytał Kai prowokująco, nadal cię przytulając, mimo, że ze wszystkich sił starałaś się go odepchnąć, żeby Chan nie zwariował i nie zabił chłopaka.
- Ugh! - warknął twój kuzyn i zaczął na głos liczyć od dziesięciu w dół, stwierdzając, że jeśli tancerz nie puści cię w ciągu tych dziesięciu sekund, to go zabije i zakopie gdzieś w ogrodzie. Gdy powiedział "pięć", a Kai nadal cię nie puścił, Baekhyun doskoczył do was i zaczął wydzierać się na młodszego od siebie, żeby lepiej cię puścił, bo inaczej nie ręczy za siebie i za Chanyeola. Gdy twój kuzyn był przy "trzy", Chen doskoczył do was, a Tao ruszył mu z pomocą, ale główny tancerz EXO-K i tak cię nie wypuścił.
- Jeden - odliczał dalej "Wirus Szczęścia", którego teraz można by było nazwać "Wirusem Złości", a Kai nachylił się i pocałował cię w usta, na co Chanyeol, Tao, Baek i Chen skoczyli na niego, a Lu znowu odciągnął cię do innego pomieszczenia. A ty pobiegłaś za nim z twarzą czerwoną jak burak.
- Eemmm... Wszystko w porządku? - zapytał "jelonek", nieudolnie próbując przekrzyczeć przekleństwa rzucane przez chłopaków w stronę Kaia i na odwrót.
- U mnie tak... - wyjąkałaś. - Chyba.
Luhan podniósł dłoń i wskazał twoją twarz.
- Chyba nie, bo jesteś cała czerwona.
- Boże, znowu? - wyjęczałaś i ukryłaś twarz w dłoniach.
- Nie przejmuj się. Wyglądasz uroczo - stwierdził "jelonek" i odsłonił twoją twarz.
- Emmm? - zapytałaś i cofnęłaś się o krok, natrafiając plecami na krawędź kuchennego blatu.
- Powiedziałem, że wyglądasz uroczo - niepotrzebnie powtórzył i oparł się dłonią o mebel za tobą, zmniejszając odległość między waszymi twarzami do kilku centymetrów. Cofnęłaś się jeszcze bardziej, co było bez sensu, bo w końcu nie potrafiłabyś przeniknąć blatu, choćbyś nie wiem, jak chciała. A nie chciałaś, bo Lu i Chen byli twoim zdaniem idealni. "Jelonek" jeszcze bardziej się przybliżył, ale w momencie gdy wasze usta dzieliły już tylko milimetry, do kuchni wtargnął Sehun, który na sekundę stanął jak wryty, a gdy wasze wargi niemal się spotkały, odciągnął opornego Luhana od ciebie i zaprowadził cię do jakiegoś pokoju. Pewnie swojego i kogoś jeszcze.
- Co ty najlepszego wyprawiasz? - krzyknął Sehun, żebyś usłyszała go między odgłosami nadal toczącej się w salonie kłótni.
- Ja...
- Słuchaj! Nie obchodzi mnie, że oni się do ciebie dowalają. Ale wiedz, że jeśli będziesz im na to pozwalać to dalej niż do jednej, wielkiej kłótni nie dojdziemy.
- Łatwo mówić. Trudniej zrobić - prychnęłaś pod nosem.
- No, wiem, że jesteśmy przystojni i utalentowani, ale... - zaczął Sehun, ale nie dokończył, bo dostał napadu śmiechu. Po jakiejś minucie uspokoił się, ale spojrzał na ciebie i znów zaczął się śmiać.
- Co jest? - zapytałaś speszona tym, że roześmiał się, gdy na ciebie spojrzał.
- Dwóch w jednym dniu? Kurde, jesteś lepsza niż ja - powiedział, a ty ledwie zrozumiałaś jego słowa między śmiechem. Gdy tylko zorientowałaś się, co ma na myśli, popchnęłaś go, a on upadł na łóżko, nadal się śmiejąc i pociągnął cię za sobą, próbując utrzymać równowagę, więc runęłaś na niego jak długa. Nagle drzwi do pokoju maknae otworzyły się i w progu ukazał się Chanyeol, zastając was w dość jednoznacznej pozie.
- Sehun! - krzyknął Chan, ale szybko wstałaś czerwona jak burak i pociągnęłaś kuzyna za sobą, aby nie wybuchła kolejna kłótnia, a Sehun pozostał na łóżku, śmiejąc się do rozpuku.
W połowie drogi do twojego tymczasowego pokoju Chanyeol wyrwał ci się i zatrzymał cię.
- Słuchaj, nie obchodzi mnie jak, ale masz coś z tym zrobić! - powiedział groźnie i spojrzał na ciebie z góry. Co było dość łatwe, bo był dobre piętnaście centymetrów wyższy.
- Bo to niby moja wina!? - oburzyłaś się.
- Tak. Bo oni przez te dwa miesiące będą wariować z dziewczyną pod jednym dachem i masz nie dawać im ku temu powodów! - skarcił cię jak małe dziecko, na co zmarszczyłaś brwi. - Nie rób tak, bo będziesz miała zmarszczki - stwierdził, po czym pacnął cię palcem w nos. - Idź już spać.
- Ale jest dopiero ósma! - ponownie się oburzyłaś.
- To rób cokolwiek, ale nie wychodź z pokoju - warknął Chanyeol i roześmiał się na widok twojej miny. - Potem do ciebie zajrzę. Teraz idę jakoś uspokoić atmosferę.
- Ale nie będziecie się już kłócić przeze mnie? - zapytałaś i pokazałaś mu smutną minkę.
- Za grosz aegyo - stwierdził, na co ponownie się oburzyłaś i dodał. - Nie. Nie będziemy się już kłócić. Ale przez ten tydzień...
- Tak?
- Nie prowokuj ich za bardzo. - Roześmiał się, a ty uderzyłaś go w ramię i też parsknęłaś śmiechem. I na razie było dobrze.

- Mogę wejść? - usłyszałaś czyjś głos za drzwiami kilka minut po tym, gdy na dobre wkręciłaś się w książkę. Nie chciało ci się włączać światła, więc siedziałaś przy otwartym oknie na parapecie i korzystałaś z tego, że zaraz przy oknie było biurko a na nim lampka.
- Mhym - westchnęłaś, wiedząc, że nie zdążysz doczytać rozdziału.
- Cześć. Chciałem... - zaczął ktoś, ale pokazałaś mu otwartą dłoń na znak, żeby zaczekał i miałaś zamiar doczytać rozdział do końca. Po kilku minutach usłyszałaś, że "ktoś" wychodzi z twojego tymczasowego pokoju, trzaskając drzwiami. Rzuciłaś książkę gdzieś za siebie i pobiegłaś za tym ktosiem, którym okazał się być Kai. Przeprosiłaś go i zaprowadziłaś do pokoju, gdzie usiadłaś na parapecie, oczekując, aż w końcu się odezwie.
- Chciałem cię przeprosić... - zaczął chłopak.
- Nic nie szkodzi. Ale nie rób tego więcej. W porządku? - przerwałaś mu w połowie zdania.
- Pozwól mi dokończyć. Chciałem cię przeprosić. Przepraszam. Nie chciałem, żeby to tak wyszło. Po prostu kilka dni temu rzuciła mnie dziewczyna i nie mogę się pozbierać. Ciągle zadaję sobie pytanie "Czy jestem aż taki zły?" i chciałem dostać odpowiedź... Wiem. To najgorsze wytłumaczenie, jakie kiedykolwiek usłyszałaś, ale ja...
- W porządku. I nie. Nie jesteś wcale zły, a ta dziewczyna musiała być ślepa, skoro cię rzuciła, ale to nie znaczy, że możesz doprowadzać Chana do szału, bo on naprawdę się o mnie troszczy, a ja nie chcę, żeby przeze mnie wybuchały kłótnie... Ale więcej tego nie rób. Okey?
- Mhm - mruknął smętnie, a potem się rozpromienił. - Czyli wybaczasz mi?
- Jasne. - Pokiwałaś głową, a on przytulił cię i wyszedł z pokoju.
Podniosłaś z podłogi książkę i odszukałaś stronę, na której wcześniej skończyłaś czytać. Po czym zgasiłaś światło i ponownie usiadłaś na parapecie, bo był bardzo wygodny.
- Mogę wejść? - Znowu?
- Tak - ponownie westchnęłaś i zamknęłaś książkę, zaznaczając stronę palcem.
- Cześć. Mogę zabrać słuchawki? Bo ten pokój należał do mnie, a zapomniałem je zabrać i...
- Okey. Są na biurku. Przepraszam, że je przełożyłam, ale przeszkadzały mi na ziemi - stwierdziłaś, a widząc niezadowoloną minę Luhana, parsknęłaś śmiechem i podałaś mu słuchawki. Korzystając z okazji, chwycił cię za dłoń i przeprosił.
- W porządku. Ale nie życzę sobie więcej takich sytuacji - powiedziałaś groźnie, na co on jeszcze raz cię przeprosił. - Dobra. Wybaczam ci. Idź już - rzekłaś, pokazując mu drzwi.
- Wiesz, że to mój pokój? - zapytał i uniósł prawą brew.
- Emm... Wiesz, sam stwierdziłeś, że ten pokój "należał" do ciebie, więc wypad - powiedziałaś, zaznaczając cudzysłów w powietrzu.
- Wiesz, wredna jesteś. Czemu ja cię chciałem pocałować? - zapytał i zdążył zamknąć drzwi, nim dostał poduszką.

- Mogę wejść?
- NIE! - jęknęłaś. Czy kiedykolwiek będziesz w stanie skończyć tę książkę?
Chanyeol wtargnął do pokoju i stanął jak wryty.
- Kochana kuzynko, a wiesz o tym, która jest godzina?
- Która? - zapytałaś, naprawdę nie znając odpowiedzi. Pokazał ci zegarek. Wpół do czwartej. - Emmm... Aha?
- Ja ci dam "aha". Do spania. - Pogroził ci palcem i uśmiechnął się głupio, co popsuło efekt.
- Boże... - westchnęłaś. - Dobra. Idź już, to się przebiorę i idę spać.
- Grzeczna dziewczynka - stwierdził i pogładził cię po głowie jak psa. Odepchnęłaś jego dłoń, na co on udając oburzonego, wyszedł z pokoju.

Następne dni mijały bez jakichś wyjątkowo ciekawych sytuacji, nie licząc kilku kolejnych kłótni chłopaków, tego, że Chen był w stosunku do ciebie zbyt uprzejmy i tego, że Tao i Suho płakali jak dziewczynki przy jakimś horrorze, a potem bali się iść spać.

- Dobra, a teraz kto pozmywa? - zapytał Chen, jak co wieczór, kiedy stos talerzy piętrzył się dosłownie pod sufit, a chłopaki rozsiedli się wygodnie przed telewizorem.
- Ty. - Roześmiał się D.O i zaczął wyjadać popcorn z miski na kolanach Krisa.
- Zrób sobie własny popcorn - obruszył się lider EXO-M, na co oczywiście wszyscy rzucili się jeść przygotowaną przez niego przekąskę, aby się jeszcze bardziej zdenerwował. I oczywiście trzy czwarte popcornu wylądowało na podłodze i nikt nie był chętny tego sprzątać.
- Ja ci pomogę! - wyrwałaś się do kuchni, żeby nie słuchać jak Kris będzie się wydzierać po chłopakach. No i, żeby tobie też się nie oberwało.
- Dziękuję - rozpromienił się Chen i przeszedł do kuchni, gdzie zaczął zmywać naczynia, a ty wycierałaś je ścierką. I wszystko szło dobrze... Do momentu kiedy chłopak nie zagapił się i zamiast podać ci talerz, upuścił go na ziemię u twoich stóp, które momentalnie spłynęły krwią.
- Aua! - krzyknęłaś, a chłopcy zbiegli się do kuchni, przepychając się w drzwiach.
- Jezus Maria, to krew! - krzyknął Suho i przerażony wybiegł z pomieszczenia, a pozostali członkowie doskoczyli do was.
- Sehun, leć po apteczkę! - wrzasnął Baek.
- A co mam skrzydła? - oburzył się maknae, ale pobiegł po apteczkę jak na skrzydłach.
- Jessie, przepraszam - wyjęczał Chen i rzucił ścierkę gdzieś za siebie.

- Hej! Już ci lepiej? - zapytał Chan, przekraczając próg twojego tymczasowego pokoju, gdzie leżałaś na łóżku, jak ci kazał. Mimo, iż denerwowało cię to, że teraz wszyscy nagle się tobą przejmują.
- No! Ile razy mam ci mówić, że wszystko okey?
- Przepraszam... Po prostu się o ciebie martwię... Ej, tylko nie mów o tym swoim rodzicom, bo będę miał przekichane... - powiedział i usiadł na skraju twojego łóżka.
- Boże, sądzisz, że mówię im o wszystkim? - zapytałaś, unosząc brwi do góry.
- Nie... Chwila, a o czym niby im nie mówisz? - spytał podejrzliwie.
- Dużo rzeczy...
- O chłopakach...? - zapytał domyślnie.
- Nie, no, co ty!? - stwierdziłaś, parskając śmiechem.
- Mi też nie mówisz wszystkiego~ - powiedział smętnym głosem i zwiesił głowę.
- I co? Sądzisz, że teraz ci się tu otworzę? - wybuchnęłaś niekontrolowanym śmiechem.
- Nie... Ej, no, ale serio? Kto ci się podoba? - zapytał, podnosząc na ciebie wzrok.
- Emmm? Zakładacie się o coś z chłopakami? - spytałaś podejrzliwie.
- Co? Nie. - Zaprzeczył głową. - Ale... Serio. Powiedz mi.
- Nie...?
- Ugh. - Udał obrażonego i opuścił twój tymczasowy pokój, jak to zaczęłaś go nazywać.

- Ej, co ty tu robisz? - zapytał zaskoczony Chen, gdy pojawiłaś się w drzwiach do salonu.
- Chen, co ty tu robisz? - powtórzyłaś po nim, zdziwiona jego obecnością. Chłopcy już dawno zaczęli chodzić na próby do SM, więc byłaś zaskoczona jego obecnością.
- Przecież ktoś musiał tu zostać, gdybyś czegoś potrzebowała. A ja zgłosiłem się na ochotnika...
- Aha? - zapytałaś i usiadłaś na kanapie obok niego. - Co miałeś oglądać..?
- No, oglądałem horror, ale, no.. Ten... On jest straszny, więc...
- Jak chyba każdy horror? - Spojrzałaś na niego kątem oka.
- Okey. Ale jakby coś to ostrzegałem...
- Ehem.

- Jezus Maria, wyłącz to! - krzyknęłaś, chowając twarz w koszuli Chena.
- Ostrzegałem. - Roześmiał się i przytulił cię z całej siły.
- Ale to... Boże... - Rozpłakałaś się jak mała dziewczynka, podczas gdy on wyłączał horror. - Jak ja dzisiaj zasnę?
- Może... ze mną? - zapytał całkiem poważnym głosem, a potem odwrócił się w twoją stronę i zauważył, że patrzysz na niego jak na skończonego idiotę. - No co? Nie żartuję.
- Emm? Nie?
- Ale czemu? - zapytał i usiadł obok ciebie na kanapie. Brak odpowiedzi. - No czemu? - powtórzył i zbliżył twarz do twojej. - Jestem aż taki zły? - zapytał, po czym przysunął się jeszcze kilka centymetrów.
Wtedy do domu wpadła cała zgraja z Kaiem na czele.
- Że co proszę?! - krzyknął Tao.
- Ej, Chanyeol, zapomniałem kupić popcorn na dzisiejszy wieczór. Chodź, ze mną. - Suho, który stał na początku grupy zawrócił i wyprowadził Chana z domu, zanim ten zobaczył scenę na kanapie.
- Spoko? - powiedział zdziwiony Uszatek i powędrowali do sklepu.
- Co wy wyprawiacie? - wrzasnął Baek, gdy tylko chłopcy odeszli na bezpieczną odległość.
- Nic - wyjąkał Chen, a ty zaczerwieniona do granic możliwości poszłaś do swojego tymczasowego pokoju, opierając się na ramieniu Sehuna.
- Czy wy... jesteście razem? - wyjąkał maknae, zamykając drzwi i siadając przy tobie na łóżku.
- Co? Nie... - wymamrotałaś, poprawiając książki na półce,jak to miałaś w zwyczaju, gdy ktoś próbował z tobą rozmawiać. - Ale...
- Ale co? - zapytał Sehun, bawiąc się twoją poduszką.
- Ale wydaje mi się, że Chen czasami chce być kimś więcej... - powiedziałaś, a wtedy drzwi do twojego tymczasowego pokoju się otworzyły i wpadł główny wokalista EXO-M.
- Mylisz się - stwierdził, w ułamku sekundy pokonał dzielącą was odległość i połączył wasze usta.
- Co? Przecież mówiłeś, że się mylę - stwierdziłaś, gdy się od siebie oderwaliście.
- No, właśnie. Mylisz się. ZAWSZE chcę być kimś więcej - powiedział i znowu cię pocałował.
- Ja nie mogę! Jaki dramat! - powiedział Sehun, który wyglądał, jakby właśnie oglądał jakiś film w kinie. Brakowało mu tylko popcornu.
- No, nie? - zapytał Chanyeol, stojąc w otwartych drzwiach, a wyglądająca zza niego reszta zespołu zaczęła klaskać. Chan i Hunnie dołączyli się do nich.
I znów wszystko było okey. Chyba.

___________________

Jak długo to pisałam... Boże... 
Słucham sobie B.A.P "One Shot"...
Siostra nagrywa głupie snapy i ciągle do mnie "No. No powiedz coś", a ja wyskakuję z jakimiś głupimi tekstami i jej koleżanki się leją.
Moje życie jest takie crazy xD
Za tydzień do szkoły...
Nie chcem!

Zastanawiałam się, który scenariusz (one shot) jest dłuższy.
Ten czy "Bal" i dowiedziałam się, że:
"Tylko przyjaciele?" ma 5 039 słów. WOW. I ja się zastanawiałam dlaczego tak długo to pisałam? W Wordzie miał 14 stron czcionką Times New Roman o wielkości 13,5.
"Bal" ma tylko 2 567 słów i 6 stron tą samą czcionką... xD
"Teledysk" ma 1 902 słowa i 6 stron...
"Dostawca" ma 1 302 słów i 5 stron...
A "Dlaczego?" ma tylko 871 słów i 3 strony... 
Każde kolejne opowiadanie ma więcej słów... Interesujące.
Ale na więcej niż 5 tysi nie ma co liczyć xD


Mam nadzieję, że się spodobało Wam i zamawiającej ^^
Czekam na opinie i komentarze <3
Taeyeon <3